sobota, 19 lutego 2022

Epilog - I’ll Crawl Home to Her

 

Epilog

“I’ll Crawl Home to Her[1]

Justice

 

 

 

„Wyglądasz gorąco jak gówno” - oświadczyła Krystal i spojrzałam przez lustro na moją dziewczynę wchodzącą do mojej garderoby, z Bubbą podążającym za nią, niosącym Breanne na biodrze.

„Krys, guuu” - warknął Bubba, zaciskając wolną rękę na jednym uchu Breanne.

Rzuciła mu spojrzenie przez ramię - „Może się zdarzyć coś gorszego, niż jej pierwsze słowo to gówno”.

„A może nadal tego unikajmy?” - zapytał.

Odwróciła się do mnie, przewracając oczami.

Spojrzałam na wizażystkę przy moim boku i uśmiechnęłam się do niej.

„I tak skończyłam” - mruknęła - „Wrócę, żeby zrobić poprawkę i założyć nakrycie głowy, zanim pójdziesz”.

Skinęłam głową.

Przeszła przez ciała stłoczone w mojej garderobie.

„Szampan, szampan i jeszcze więcej szampana” - zawołał Jim-Billy, który natychmiast znalazł się w strefie gastronomicznej, na stole zastawionym przekąskami i dużymi miskami wypełnionymi lodem.

W jednej tkwiły butelki wody i napojów, w drugiej szampan. Spojrzał na mnie - „Masz piwo, kochanie?”

„Mini lodówka, Jim-Billy” - powiedziałam mu.

„Wezmę szampana” - zawołała Lexie.

„Ja też” - powiedziała Faye.

„Piwo dla mnie” - mruknął Twyla.

„Yo” - Usłyszałam powitanie Lauren.

„Yo” - Usłyszałam odpowiedź Deke’a i zwróciłam uwagę na kanapę, na której Deke leżał rozciągnięty jeszcze zanim stylistka zaczęła nad mną pracować.

Laura rzuciła się blisko niego, pod jego ramieniem wyciągniętym z tyłu.

Kiedy już usiadła, owinął je wokół niej.

Znalazłam Tate’a i zobaczyłam, jak uśmiecha się do swojej kobiety ze swoim przyjacielem. Poczuł moje spojrzenie i spojrzał na mnie.

Uśmiechnęłam się.

Tate się nie uśmiechnął.

Podszedł prosto do mnie, podniósł rękę i wsunął ją w moje włosy na kark. Pociągnął mnie w dół, pochylając się i poczułam, jak jego usta dotykają mojego czoła.

Ucisk na mojej szyi zmniejszył się, cofnęłam się i spojrzałam na niego.

„Jesteś na to gotowa?” - zapytał.

Skinęłam głową - „To będzie wspaniałe”.

„Tak, będzie” – mruknął, w końcu uśmiechając się do mnie, zanim wysunął rękę i odsunął się.

„Tylko do twojej wiadomości, reszta jest w sekcji VIP, pilnując nam miejsc” - poinformowała mnie Krystal.

„Fajnie” - odpowiedziałam.

„Czy możemy wnieść piwo do sekcji VIP?” - zapytał Jim-Billy.

„Możesz robić, co chcesz” - odpowiedziałam.

Posłał mi złamany uśmiech.

„Zdecydowałaś, czy dziś wieczorem ogłosisz, że znowu nagrywasz?” - zapytała Laurie.

Kiwnęłam głową, chociaż odpowiedziałam - „Bez ogłoszenia. Myślę, że zrobimy to dyskretnie. Wypuścimy album. Podczas gdy Deke i ja będziemy w drodze, uderzę w kilka barów i takich tam. Nic nie planowanego. Mimo to trafi to do mediów społecznościowych, stworzy szum. Mr T powiedział, że jak materiał został nagrany, kiedy grałam w Bubba’s, moja sprzedaż nie wzrosła gwałtownie, ale otrzymali impuls. W ten sposób będzie fajniej i przy niskim ciśnieniu. Nie potrzebuję kolejnej złotej płyty, tylko…” - wzruszyłam ramionami, zwracając oczy na Deke’a, które były na mnie ciepłe - „by tworzyć muzykę”.

„Brzmi cholernie fajnie” - zawyrokowała Twyla.

„Uh, czy wszyscy przestaliby kląć wokół mojego dziecka?” - zapytał niecierpliwie Bubba.

„Stary, zabierasz ją na cholerny koncert rockowy. I cokolwiek robi Lacey Town. Jak to się nazywa?” - spytała mnie Twyla - „Hip hop?”

„R&B” - odpowiedziałam.

„I to” - powiedziała Twyla do Bubby.

„Lubi głośną muzykę” - oświadczyła Krys, podchodząc do swojej córeczki, wyciągając palec, który Breanne natychmiast chwyciła. Krys schowała twarz w twarz swojego maleństwa, śpiewając - „Nieprawdaż, Bree? Jesteś jak twoja mama. Im głośniej, tym lepiej”.

Breanne zachichotała, potrząsając z podnieceniem palcem mamy, a następnie puszczając go i wyciągając obie ręce.

Krys ją zabrała. Jak przekazanie się zakończyło, Bubba przeniósł się do strefy bufetowej.

Złapał colę i otworzył ją.

„Dużo kwiatów” - mruknął Ty, który rozsiadł się w fotelu i owinął ramię wokół bioder Lexie, siedzącej na oparciu obok niego.

„Tak” - zgodziłam się.

„Ludzie chcą, żebyś wróciła do biznesu?” - zapytał Chace.

Potrząsnęłam głową i zaczęłam wskazywać palcem, odliczając je.

„Dana, za to, że to robię. Joss, żeby połamać nogi. Lacey, bo to robimy razem, wielki koncert, ogromny strumień kwiatów. Zrobiłam to też dla niej. Mr T, ponieważ jego asystentka zajmuje się takimi sprawami dla niego. Mav, ponieważ w końcu wyciągnął głowę z tyłka” - Mój głos opadł i wskazałam na kilka wykwintnych czerwonych róż, ale moje oczy przeniosły się na Deke’a - „Deke” - Uśmiechnęłam się do niego, zanim wskazałam ostatnie - „I moja dziewczyna Bianca, ponieważ jej tu nie będzie, ale chce być tutaj duchem”.

„To prawdopodobnie dobrze” - mruknął Chace.

„To zdecydowanie dobrze” - mruknął Deke w odpowiedzi.

W międzyczasie, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się w moim domu, wykonano telefony i wymieniono wiadomości między mną a Biancą. Kiedy Deke był już na dobrej drodze do wyzdrowienia, odbyłyśmy krótką rozmowę przez telefon, w czasie której niewiele powiedziała, bo, jak podejrzewałam, nie mogła wiele powiedzieć przez telefon i nie zrobiłaby tego również osobiście.

Ale trzymała się na dystans. Na początku dla mnie, bo potrzebowałam tego, żeby zająć się Deke’m. Potem powiedziałam, że najlepiej będzie po prostu ze względu na Deke’a.

Nie wspominając o tym, że Joss w końcu do niej zadzwoniła, przeżuła jej tyłek z powodu tego, co mi się przydarzyło, i powiedziała, że nie chce widzieć jej twarzy, dopóki nie będzie gotowa (co, jak sądziłam, potrwa jeszcze tydzień, zanim załatwią to i wszystko będzie dobrze).

A Lacey w ogóle z nią nie rozmawiała.

Ona też to przezwycięży.

Czas.

Czas goi rany.

Spojrzałam z powrotem na Deke’a, moje oczy prześlizgiwały się po jego klatce piersiowej pokrytej czekoladowo brązową, zapinaną na guziki koszulą, która była na nim gorąca.

Tak.

Czas goił rany.

„Powinniśmy kupić jej kwiaty” - szepnęła Faye do męża.

„Następnym razem, kochanie. Tym razem wygląda na to, że ma dużo” - odszepnął.

Rozległo się pukanie do drzwi i Twyla ruszyła, by je otworzyć.

Dziewczyna z mikrofonem owiniętym wokół policzka spojrzała na Twylę, wskoczyła, znalazła mnie i powiedziała - „Dziesięć minut do końca, Justice”.

Przytaknęłam - „Jestem gotowa”.

„Weź trochę piwa, powinniśmy zająć miejsca” - rozkazał Jim-Billy Tate’owi, który miał teraz własne piwo i stał przy mini lodówce - „Nie chcę niczego przegapić”.

„Potrzebujesz czegoś, Jussy?” - spytała Lexie.

Potrząsnęłam głową - „Wszystko dobrze”.

„Racja” - Zeskoczyła z fotela, chwytając Ty za rękę.

„W górę, panie Ogromniasty. Też nie chcę niczego przegapić”.

Zsunęłam się z siedzenia, uścisnęłam, pocałowałam w policzki, a kiedy Krystal podeszła do mnie, powiedziałam - „Kocham włosy”.

„Musiałam iść na rock’n’roll” - odpowiedziała i spojrzała mi w oczy - „Dla ciebie” - Przerwa, podczas której postawa, którą trzymała jako tarczę, by powstrzymać innych, rozpłynęła się, a miłość, którą miała do mnie, zajęła jej miejsce, zanim skończyła - „…i dla Johnny’ego”.

Poczułam, jak guzek zatkał mi w gardło, pochyliłam się nad nią i dotknęłam czoła.

„Szczerze, pokochałby to” - podzieliłam się.

Zrobiłby to. Przeszła w pełni na wampirze wideo z lat 80, wszystkie te blond tapirowane kępki i loki, drażnione tak daleko, że w niektórych miejscach były sterczące.

Kołysała tym.

Tata pokochałby jej włosy, ale ją pokochałby bardziej.

Była jego typem kobiety.

Przysunęła czoło do mojego. Breanne uderzyła mnie w klatkę piersiową, Krys cofnęła się, a ja strzeliłam do Breanne głupkowatą twarzą z szerokimi ustami i wielkimi oczami.

Znowu zachichotała.

Zanim wszyscy zniknęli, dziewczyna od makijażu wróciła i wsunęła mi opaskę na głowę, która była wzorzystym szalikiem z odrobiną warkocza, którego długie końce mieszały się z tyłem moich włosów. Przód moich włosów był spleciony w gruby warkocz z jednej skroni przez przednią linię włosów, aby zniknąć za moim przeciwległym uchem.

Reszta wisiała długo.

Kiedy to robiła, nie zwracałam uwagi na to, co robiła.

Na przemian patrzyłam, jak Deke uśmiecha się do mnie w lustrze, i patrzyłam na zdjęcie, które przykleiłam z boku, jedno ze zdjęć z tamtej nocy u Bubba’s kilka miesięcy temu.

Pierwsze zdjęcie mnie i Deke’a.

Pierwsze zdjęcie z moją nową rodziną.

Stylistka skończyła, uderzając mnie w policzki odrobiną zroszonej brzoskwini i ponownie machając błyszczykiem, zanim odsunęła się, przyjrzała mi się od czubka głowy do ramion i oświadczyła - „Jest okej” - Wyprostowała się i powiedziała - „Skop tam tyłki”.

„Zrobię to” - zapewniłam.

Wystartowała.

Obróciłam się do Deke’a, który wciąż siedział na kanapie.

„Więc?” - Uniosłam rękę, aby wskazać na siebie.

Mój strój składał się z krótkich spodenek w kolorze rdzy, które miały subtelny złoty połysk, ale ta subtelność zostałaby utracona, gdyby padły na nie światła na scenie. Również koronkowy kremowy biustonosz. Nic z tego nie było dobrze widoczne, bo miałam na sobie ogromną bluzę, która zwisała poniżej szortów, z brzegiem lamowanym siateczką z delikatnej koronki. Miała marszczony, wycięty dekolt i lamowane, pełne rękawy, które sięgały do łokci. Na ramionach były wycięcia.

Towarzyszyło temu mnóstwo naszyjników, duże obręcze w uszach, a także ćwieki na muszlach, mnóstwo niebrzęczących bransoletek na nadgarstku, grube opaska z indiańskich koralików na drugim nadgarstku i moja poobijane, płowe zamszowe buty kowbojskie.

„Chcesz nosić tę bluzkę w każdej chwili, Cyganko, bez szortów i stanika, nie krępuj się” - odpowiedział Deke.

Aprobata.

Poczułam, jak moje usta się wykrzywiają, zsunęłam się z siedzenia i podeszłam do niego.

Położyłam jedno kolano na kanapie na jednym z jego bioder, drugie po drugiej stronie i usiadłam na nim okrakiem, z rękami po obu stronach jego szyi.

„Zdecydowałeś, czy zostaniesz za kulisami, czy przejdziesz sekcji VIP?” - zapytałam cicho.

„VIP, Jussy” - odpowiedział z błyskiem w oczach - „Nie chcę niczego przegapić”.

Chciał oglądać, jak występuję, być tam, gdzie wydarzy się piękno.

Rozumiałam.

„W takim razie lepiej idź” - powiedziałam mu.

Pokiwał głową - „Tak”.

„Nie możesz niczego zepsuć” - ostrzegłam na widok jego oczu - „Jest tam dwadzieścia tysięcy ludzi, a mój błyszczyk musi być w sam raz”.

Mniej chodziło o to, że Deke zepsułby mi włosy i makijaż, a bardziej o to, że miał to spojrzenie w oczach, a ja chciałam się temu poddać, co oznaczałoby, że rozpoczęcie wielkiego, wieloaktowego koncertu w hołdzie mojemu ojcu byłoby opóźnione w nieskończoność.

Potrząsnął głową, jego oczy wciąż świeciły, a potem uchylił się i pocałował mnie w gardło.

Odsunął się, oparł głowę na oparciu kanapy i wyszeptał - „Kocham cię, Justice”.

Wiedziałam, że kochał. Wiedziałam o tym, zanim prawie umarł dla mnie.

Teraz wiedziałam, że kochał.

„Ja też cię kocham, Deke”.

„Jestem z ciebie dumny, mała”.

Mój głos był ochrypły, kiedy odpowiedziałam - „Dziękuję, kochanie”.

„Jak powiedziała ta dziewczyna, skop tyłki”.

„Skopię”.

Nagle oboje wstaliśmy, Deke wyskoczył z kanapy, trzymając mnie w pasie, unosząc mnie razem z nim.

Postawił mnie na nogach, a ja odchyliłam głowę, żeby patrzeć mu w oczy.

Zagłębił brodę głęboko w szyję, aby utrzymać moje.

Potem podniósł rękę z wyciągniętym palcem wskazującym, aby mógł przesunąć jego czubek z szczytu mojego gardła po miękkiej skórze pod szczęką do punktu podbródka.

Wzięłam wdech i wstrzymałam.

Często mnie dotykał.

Bardzo często.

Ale wcześniej to zrobił mi tylko raz.

Tej nocy, kiedy się poznaliśmy.

W Wyoming.

Pamiętał.

Wszystko.

„Daj im popalić, dziewczynko” - powiedział cicho - „Do zobaczenia po drugiej stronie”.

Dziewczynka.

Nazwał mnie tak tylko w Wyoming.

„Tak, Deke”.

Jego oczy zmarszczyły się, jeden kącik jego ust uniósł się, a ja obróciłam się, gdy patrzyłam, jak wychodzi z pokoju.

Wzięłam oddech i wpatrywałam się w drzwi.

Dwadzieścia tysięcy osób.

Nigdy nie grałam w tak dużym miejscu.

Wszyscy byli tam do Heaven’s Gate. Let. The Chokers. Wujek Jimmy. Ciocia Tammy. Lacey. I ostatni akt, który pojawił się po tym, jak zaprosiłam liderkę ich zespołu: Stella i the Blue Moon Gypsies.

Wszyscy byli tam dla mojego taty.

Rozległo się pukanie do drzwi, otworzyły się, zanim zawołałam i wszedł Mav.

„Są na nas gotowi, Jussy” - powiedział.

Skinęłam głową i podeszłam do niego.

Wziął mnie za rękę, kiedy się zbliżyłam.

Przeszliśmy przez poważną aktywność za kulisami na boczną scenę.

Stała tam Dana.

Odwróciła się i uśmiechnęła do nas. Wyciągając rękę.

To nie ja skłoniłam nas do tego.

To był Mav.

Przez kilka długich chwil wszyscy nie robiliśmy nic, tylko staliśmy tam, połączeni, patrząc na siebie, trzymając się mocno.

A potem, gdy Mav szarpnął ręce Dany i moje, ruszyliśmy na scenę.

Ale coś sprawiło, że spojrzałam wstecz.

Kiedy to zrobiłam, wyłaniając się z cieni i zgiełku za kulisami, pojawił się Mr T.

Patrzył na mnie.

A moje serce ścisnęło się, gdy zobaczyłam na jego ustach, że się uśmiecha.

Bardzo uśmiechnięty.

Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam do przodu.

A trzy osoby, które znaczyły najwięcej dla Johnny’ego Lonesome, po jego śmierci weszły na scenę ramię w ramię, aby rozpocząć zajebistą zabawę.

*****

Spojrzałam do tyłu na zespół taty, uśmiechając się tak bardzo, że aż bolała mnie twarz, gdy wszyscy podnieśliśmy się, a potem padliśmy na ostatnią nutę jednej z najbardziej odlotowych piosenek taty.

Odwróciłam się z powrotem do tłumu krzyczących, klaszczących, krzyczących fanów, skandującego „Lonesome, Lonesome, Lonesome”, które falowało pięknie wokół mnie.

Przesunąłam przez nich uśmiech, ale pod koniec zajrzałam do domu.

To było miejsce po prawej stronie sceny, otoczone kordonem, wyposażone w wyściełane siedzenia, które były puste, ponieważ wszyscy stali.

Widziałam wiele osób, które znałam, a które do mnie nie należały.

Ale oprócz Deke’a widziałam wielu ludzi, którzy należeli, w tym tych, którzy nie przyszli sprawdzić mnie i napaść na moją mini lodówkę: Max i Nina, Sunny i Shambles, Wood i Maggie, Dominic i Daniel, Ham i Zara, Decker i Emme.

Dom.

Mój uśmiech pozostał na nich, zanim wróciłam do stojącego mikrofonu.

Śpiewałam już „Ogniwa Siatki”, spoglądając od czasu do czasu na Deke’a, kiedy to robiłam.

Zrobiłam to, bo Deke wiedział, że ta piosenka jest dla niego. Nie musiałam o tym mówić.

Ale to było więcej.

We wszystkim, co się wydarzyło, nikt tego nie zrozumie.

To było tylko jego.

I chciałam to zatrzymać tylko dla Deke'a.

Dla niego i dla mnie.

Śpiewałam też „It’s So Easy” Rondstadt. Zrobiłam to też dla Deke’a, lubiłam krzywiznę, w jaką ułożyły się jego usta. Ale jak zwykle zrobiłam to również dla Joss.

Śpiewałam innym moim. Ale to nie był klimat, który chciałam dać. Powolne i słodkie.

Nie.

Chciałam dać im tatę.

Tak więc, z jego zespołem, który mnie wspierał, zrobiliśmy wiele coverów muzyki taty. I w połowie mojego występu Lacey, Perry i Terrence (moja dziewczyna była za mną, kumple taty już robili swoje sety) wyszli do tłumu szalejąc i razem zrobiliśmy najbardziej znaną zabawę taty, tupiąc hymn rocka.

A teraz nadszedł czas, żebym się skończyła, żeby Lacey mogła robić swoje, a potem Stella i jej chłopcy mogli skończyć wieczór.

Odetchnęłam i spojrzałam w ciemne morze twarzy.

Potem powiedziałam do mikrofonu - „Mój ojciec był dla was Johnny’m Lonesome. Ale był dla mnie tatą. Najlepszym ojcem, jakim mógł być” - Tłum ryczał, ale mówiłem dalej, a oni szybko ucichli, żeby mnie usłyszeć - „Tęsknię za nim. Zawsze będę za nim tęsknić. Częściowo brakuje w tym faktu, że odszedł, zanim zobaczył, że odnalazłam spokój. Ale wiem, że wie, że spokój jest ze mną. Więc myślę, że spodoba mu się, gdy zakończę swój czas z wami, śpiewając słowa do cholernie niesamowitej piosenki, aby podzielić się z wami spokojem, który życie pełne nagród uznało za stosowne mi dać”.

Kiedy mówiłam, poczułam zmianę w tłumie.

Wiedzieli wszyscy, po tygodniach w mediach, co zrobił Rudy, jak Deke mnie uratował, wychudzona twarz cioci Tammy, twarda wujka Jimmy’ego, Tate, Ty, Wood, Chace, Bubba tłoczący się wokół mnie, próbujący ukryć mnie przed kamerami, kiedy gonili mnie do i z samochodów i szpitala.

Oni wiedzieli.

Wszyscy znali moją nagrodę.

Cofnęłam się, spojrzałam przez ramię, skinęłam głową, podając rytm: raz, dwa, trzy i cztery i…

Wróciłam do mikrofonu i to ja pstryknęłam paznokciami po strunach przy pierwszych dźwiękach „Simple Man[2]” Lynyrd’a Skynrd’a.

Tłum oszalał.

Zespół mojego taty włączył się za mną.

Przeniosłam oczy w prawo i zaczęłam śpiewać tę piosenkę.

I tę piosenkę zaśpiewałam dla Deke’a. W przeciwieństwie do „Ogniwa Siatki” nie odrywałam od niego wzroku, kiedy słowa przepływały przez moje usta.

Każde słowo dawałam właśnie mojemu mężczyźnie.

Nie obchodziło mnie, że zobaczyło to dwadzieścia tysięcy ludzi. Chciałam, żeby to widzieli. Dlatego to robiłam.

Byłam dumna, że mogę dzielić się w najlepszy sposób, jaki potrafiłam, poprzez muzykę, takim mężczyzną, jakiego miałam. Ile go było.

Jak robił mniej, tyle więcej. Jak w chwalebny sposób przedefiniował słowo „prosty”.

Zespół taty kołysał tym, podczas gdy ciemność przede mną rozświetlała się błyskami fleszy w telefonach komórkowych.

I modliłam się do Boga głosem podniesionym do nieba, aby mój tata słyszał każde słowo i naprawdę znał mężczyznę, który dał mi spokój.

Prawdę powiedziawszy, wiedziałam, że czuwa nade mną.

Więc już wiedział.

Kiedy piosenka się skończyła, wyciągnęłam pasek gitary z szyi i pewnie podeszłam do boku sceny. Wiesz, na wypadek, gdyby ktoś z dalszych sektorów go przegapił.

Upadłam na kolana, położyłam gitarę grzbietem do sceny i pochyliłam się do przodu.

Ponieważ Deke tam był.

Odchylił głowę do tyłu, wsunął rękę w moje włosy i pocałowałam go, długo, mocno i mokro.

Wiedziałam, że robiono zdjęcia. To nigdy by się nie skończyło.

Nawet po długiej hospitalizacji i powrocie do zdrowia Deke nie uniknął sławy, że jego działania osiadły na jego szerokich ramionach.

Mr T dołożył wszelkich starań, ale przez to, co zrobił Deke, sposób, w jaki Deke wyglądał, doskonałość, jaką byliśmy on i ja, do tego dnia, wciąż nas prześladowali.

Deke zdobył sławę o wiele lepiej niż ja.

Stało się.

A przy moim boku był po prostu Deke’iem.

Kiedy nasz pocałunek się skończył, ryk tłumu był ogłuszający.

Ale ja i Deke po prostu dotknęliśmy się nosami.

Spojrzałam mu w oczy i szepnęłam - „Nagroda”.

Jego zęby chwyciły jego dolną wargę, a jego dłoń w moich włosach zacisnęła się.

Odsunęłam się, wstałam i wróciłam z gitarą do mikrofonu.

„Czas na Lacey” - powiedziałam tłumowi, uniosłam gitarę i poczułam, jak uderzyła we mnie fala miłości - „Dziękuję za spędzenie ze mną czasu. A co więcej” - położyłam rękę na piersi - „Dziękuję, że jesteście tutaj dla mojego taty”.

Więcej miłości uderzyło we mnie, gdy unosząc rękę w machnięciu, niosąc ze sobą gitarę, zeszłam ze sceny, a za mną zespół mojego taty.

*****

Justice Lonesome z zespołem jej ojca wykonująca przeróbkę „Simple Man” nie był filmem, który miał najwięcej polubień, z tych które ludzie Mr T przesłali tamtego wieczoru na YouTube.

Nie.

Bo najlepsze miało dopiero nadejść.

*****

Stałam za kulisami, poprawiona i gotowa dołączyć do wszystkich innych pod koniec koncertu, kiedy wszyscy mieliśmy improwizować „Never Missin’ Home” taty.

Ale patrzyłam z pewnym zakłopotaniem, gdy konfiguracja zestawu Stelli obejmowała światła sceniczne, które zmieniły kolor na fioletowy, a pomocnicy ustawiali jedenaście statywów mikrofonowych z przodu.

Poczułam, że ktoś do mnie dołącza i spojrzałam w prawo, żeby zobaczyć wślizgującą się tam Joss.

Też nigdy nie lubiła niczego przegapiać, więc zwykle była w sekcji VIP.

„Hej, co tu robisz?” - zapytałam.

Po prostu rzuciła mi spojrzenie, które poczułam w brzuchu i wokół krawędzi mojego serca.

Wzięła mnie za rękę, gdy więcej palców przesunęło się wokół mojej drugiej.

Spojrzałam w lewo i zobaczyłam Danę.

O cholera.

„Co się dzieje?” - zapytałam, moje ciało napięło się.

Dana odwróciła głowę w stronę sceny.

Ja też tam spojrzałam.

Pomocnicy zniknęli.

Weszli uroczyście Perry, Terrence, Lacey, Rod, wujek Jimmy, ciocia Tammy, Stella i jej zespół Hugo, Pong, Buzz i Leo.

Każdy wziął mikrofon.

Tłum zdawał się wyczuwać, że coś się dzieje. Gwar był cichy i uważny i, nawet po tym, jak ta grupa artystów pojawiła się na scenie, pozostał stłumiony.

„Wytrzymajcie z nami, ludzie, mieliśmy prośbę” - powiedziała Stella do mikrofonu - „Jest mężczyzna, który chce, żebyśmy zaśpiewali piosenkę jego Cygance”.

Mój wzrok natychmiast zasłoniła woda, ale moje oczy powędrowały w prawo, gdzie mogłam zobaczyć przód siedzenia VIP.

Deke już na mnie patrzył.

Wtedy zaczęło się brzęczenie, jak żałobna pieśń żałobna, ponura w swoim pięknie.

I przerywane klaskanie.

Niska, doskonała harmonia.

Mój wzrok wrócił na scenę.

I bijąc rytm, a cappella, Rod zaczął śpiewać „Work Song[3]” Hoziera.

Kolana mi ugięły się.

Dana i Joss podtrzymały mnie, ich dłonie w moich zacisnęły się, ich ciała przysunęły się do moich boków, jakby to czuły.

Jak ja czułam. Dużo. Zbyt wiele. Takie piękno, które sprawiło, że moja skóra wydała się zbyt cienka, by je pomieścić, zatrzymać. Moje serce ciężko pracowało, by wciągnąć je głęboko we mnie, wchłonąć, zatrzymać na zawsze, wypełniać mnie. Wszystko to, gdy tłuste krople wilgoci spłynęły mi z oczu, spływały po policzkach i zobaczyłam, jak Rod odwraca głowę i śpiewa swoje słowa żonie.

Tak pięknie.

Kochałam, że moja mama miała to od Roddy’ego.

Ale jednak.

Te słowa były dla mnie.

Ci, którzy nie mieli podniesionych rąk, telefonów komórkowych, usianych tysiącami powoli kołyszących się gwiazd, zaczęli dodawać do powolnego klaskania, a także tupać nogami. Tysiące rąk uderzających i lądujących stopami, hałas odbijający się echem na arenie, każdy uderzał o moje ciało, podbijając emocje, które czułam, aż do głębi mojego serca, gdzie zatrzymałam je na zawsze.

Zawsze.

Znowu spojrzałam w prawo, zauważając, że Krystal uśmiecha się do mnie tak szeroko, jakby jej uśmiech był błyskiem telefonu komórkowego.

Ale rzuciłam na nią tylko spojrzenie, szukając Deke’a.

Wciąż mnie obserwował.

Śpiewał Perry. I Terrence. I Hugo. I Buzz.

Wszyscy na scenie śpiewali refren i konsekwentnie nucili.

Wujek Jimmy dokończył piosenkę.

Przez to studiowałam twarz mojego mężczyzny. Nic dziwnego, że linie życia zagłębiły się głębiej po tym, jak wziął za mnie cztery kule i miał miesiące bolesnego powrotu do zdrowia.

Teraz, po raz pierwszy, odkąd to się stało, zniknęły.

Jego życie znów wygładziło się z jego twarzy, w końcu, gdy patrzył, jak otrzymuję drugi najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek otrzymałam… ten i pierwszy oba pochodzące od Deke’a.

I pod koniec piosenki, usta Deke’a się poruszyły.

Patrzyłam, jak tworzą jedno słowo.

Nagroda.

To był cud muzyki. To był moment, o którym fan muzyki marzył przez całe życie. Taki, o którym opowiadali swoim przyjaciołom, dzieciom, każdemu, kto by słuchał, dzieląc się tym w kółko, aż do dnia ich śmierci.

Tego dnia jedenaście legend wyszło na scenę i zaśpiewało najpiękniejszą piosenkę miłosną, jaką kiedykolwiek napisano.

Piosenkę, której zdumiewające, wykwintne słowa, jak dla mnie, wypowiedziane kilka miesięcy wcześniej przez Deke’a, były niemal dosłownie.

Więc tak.

To było najwięcej polubień na YouTube.

Absolutnie.

A tata absolutnie pokochałby każdą sekundę tego.

*****

Deke

Z ciałem zgiętym do tyłu, kolanami na łóżku, Deke pogładził dłonią sufit swojej przyczepy.

Kiedy był pewien, że wszystkie krawędzie są przyklejone, żadnych bąbelków, a to, co tam zostało naprawione, zostało tam naprawione, dopóki nie zniknęła już ściana przyczepy, opuścił rękę i spojrzał na plakat z koncertu w hołdzie Johnny’emu Lonesome, jeden z kilku najlepszych, ten ze zdjęciem Jussy przy mikrofonie z gitarą.

Spojrzał na nią, leżącą na plecach na ich łóżku.

„Dobrze?” - zapytał.

Jej oczy powędrowały z plakatu nad ich łóżkiem na niego.

„Idealnie” - szepnęła.

Niezupełnie, pomyślał. Ale to doskonały początek.

Przekręcił się i upadł na nią, chwytając jej usta.

Jussy otworzyła swoje przed nim.

Deke wsunął język do środka.

Znowu było.

Idealnie.

*****

Twang Magazine

Cygańska księżniczka Rocka czyni cuda

Trasa powrotna Justice Lonesome nie jest tym, czego można by się spodziewać.

W przeciwieństwie do tego, co wyszło z debiutu Lonesome, „Ogniwa Siatki”, po tym, jak upuściła swój niezwykły drugi album, „Góry Cudów”, nie trafiała do wyprzedanych sal i nie trafiała do prasy po imprezie prasowej.

Wyjechała w drogę.

Nie w trasę.

Tylko w drogę.

Najwyraźniej możesz być wszędzie, od jednego wybrzeża, po drugie, a jeśli gwiazdy muzyki są ustawione w jednej linii, oświetlając ci szczęście Lonesome, możesz pić piwo w barze i nagle zacznie śpiewać kobieta, czasem z pełnym zespołem, czasem z tylko gitarą i mikrofonem.

A tą kobietą będzie Justice Lonesome.

Będzie kołysać swoimi popisowymi coverami Rondstadt. Może zaśpiewać którąś z piosenek swojego ojca, Johnny’ego. Jednak, ponieważ starzy fani i nowi fani Lonesome w drodze twierdzą, że gorliwie śledzą to w mediach społecznościowych, a ona zawsze śpiewa „Never Missin’ Home” Johnny’ego.

I oczywiście za każdym razem, gdy wręczy ci klejnot, który błyszczał na jej pierwszym albumie, tytułową piosenkę tego albumu, „Ogniwa Siatki”.

Robi też swoje nowe rzeczy i nie będziesz zawiedziony.

Lonesome zaznaczyła swój talent do pisania rockowej ballady w swoim pierwszym wysiłku.

Rozwijając skrzydła, ukazując wzrost i dojrzałość, ballady z „Góry Cudów” są bardziej zniuansowane, mają więcej pasji, więcej patosu i wyraźnie pokazują, że od debiutu do drugiego albumu Lonesome dopracowała już epickie fragmenty opowieści, w tym „Rycerz We Wgniecionej Zbroi” i „(Za Każdym Razem, Gdy Wracam Do Domu) Życie Zaczyna Się Od Nowa”.

Ale „Góry Cudów” dają nam jeszcze więcej.

Wyłaniając się z bardzo długich cieni dwóch legend, które pojawiły się przed nią, Jerry’ego i Johnny’ego, ballady Justice Lonesome są tym zmieszane razem z dźwięcznym, stukającym stopami, odbijającym się na kolanach country rockiem, które Ronstadt ustanowiła standardem dzięki nowym singli Lonesome „Przyjemność i Ból” i „Cygańska Księżniczka”.

„Góry Cudów” to nie jest udana druga próba.

To transcendentne.

Ale to nie tylko to.

To sposób, w jaki zamierza szerzyć tę miłość, jest odświeżający i wyjątkowy.

Przy obecnym poziomie popularności i lojalnej, solidnej bazie fanów, którzy czekali ponad pół dekady na jej drugą kolekcję, Lonesome z łatwością zapełniłaby centra wydarzeń i mniejsze areny.

Zamiast tego, pozornie losowo, bez uprzedzenia, bez promocji, bez prasy i, co najbardziej zaskakujące, bez sprzedaży biletów, gdziekolwiek zabiera ją wiatr, wchodzi do barów przydrożnych lub pubów i pozwala się dziać.

Ale Justice Lonesome nie jest szalona ani głupia. Nie tylko wideo z telefonu komórkowego trafia do witryn pobierania.

Rozprzestrzeniają się również profesjonalnie nakręcone filmy. Mimo to produkcja jest minimalna. To Lonesome, być może wspierana przez jej zespół lub po prostu cyganka rock’n’rolla z gitarą.

Jeśli twoje gwiazdy się ustawiły w linii, a fortuna Lonesome świeci nad tobą i znajdziesz się w tym barze z tym piwem, a Justice Lonesome weźmie ten mikrofon, poproś o jej wykonanie „Free[4]” zespołu Zac Brown Band. Oddźwięk wspierany przez wideo fanów niesie informację, że jest bardzo dobre. Dodatkowa premia, za każdym razem, gdy ją śpiewa, jej oczy nigdy nie odwracają się od mężczyzny, który wziął za nią cztery kule, mężczyzny, który nigdy nie opuszcza jej boku, jej narzeczonego, Deke’a Hightower’a.

W przeciwieństwie do jej dziadka, Jerry’ego, który pracował na drogach i w biznesie ze sprytem, krzyczącym talentem i wrażliwością w domu, zdobywając koronę Boga Rocka. I w przeciwieństwie do jej ojca, Johnny’ego, który objął rodzinny płaszcz, podążył ścieżką swojego ojca i wzbił się jeszcze wyżej, zarabiając na własne panowanie. Za jednym zamachem Justice Lonesome zdobyła nową koronę: Rockowej Cygańskiej Księżniczki.

Niech nam długo panuje.

*****

Serce

Na środku pustkowia, gdzie nie było nic poza srebrną stalą migającą w jasnym słońcu, drzwi do Airstreamu otworzyły się i wyszła kobieta. Ciężkie fale i loki jej pięknych, długich, ciemnych włosów uniosły się z nagłym ciepłym wiatrem, który zawirował wokół przyczepy.

Miała na sobie lejący się, koronkowy top bez rękawów, który w czterech punktach opadał nisko na jej biodra. Odcięte szorty były wystrzępione u dołu.

Na nogach miała kanciaste, ciemnobrązowe buty motocyklowe, kwieciste skarpetki, które można było zobaczyć nad górną krawędzią.

Zeskoczyła, a za nią podążył wielki mężczyzna, z gęstą brodą i długimi włosami, ściągniętymi w nieładzie, zawiązanymi z tyłu głowy.

Mężczyzna zatrzymał się z jedną ręką w jej, a drugą uniósł, żeby zamknąć drzwi przyczepy.

Pochylił brodę i spojrzał na nią, gdy się odwrócił, by pociągnąć ją za sobą do motocykla zaparkowanego sześć kroków dalej.

Ruszył.

Ona skoczyła.

Uśmiechnął się.

Zachichotała.

Odsuwając ją na bok, najpierw przerzucił długą nogę, podnosząc motocykl ze stojaka i kopiąc nóżki do tyłu.

Usiadła za nim z wyćwiczoną łatwością, natychmiast wciskając się blisko, owijając ramiona mocno wokół jego brzucha.

Odpalił motocykl, uniósł rękę. Zdjął parę okularów przeciwsłonecznych z kołnierza białej koszulki, wyrzucił je i nałożył.

Wyjęła okulary z tego bałaganu i nałożyła je na oczy.

Okulary przeciwsłoneczne Ray-Ban z niebieskimi soczewkami.

Serce zaaprobował.

Mężczyzna pochylił się lekko, by chwycić oba uchwyty.

Kobieta poszła z nim.

Jego ręka poruszyła się drobiazgowo i mgła ziemi wzbiła się, gdy motocykl wystrzelił do przodu, wyskakując z ziemi prosto na drogę.

Serce się poruszył.

Unosząc się na środku drogi, pochylił się do przodu i lekko tupnął.

Kolejny podmuch ciepłego wiatru pędził drogą, uderzając mężczyznę i kobietę w plecy, rozwiewając jej włosy jeszcze bardziej dziko po twarzy mężczyzny, niż już się poruszały.

Mężczyzna uśmiechnął się biało do horyzontu.

Kobieta oparła brodę na jego ramieniu, mocno przycisnęła się i głęboko westchnęła.

Serce obserwował.

I obserwował.

A kiedy nie byli już kropką na horyzoncie, jeździec i jego Cyganka zniknęli w słońcu, Serce spojrzał w górę.

I poszedł do domu.


 

######

Przewiduję jako następne do przetłumaczenia

At Peace (W Pokoju)

Kristen Ashley

Część 2 serii Burg (Miasteczka)

 

Część 1 - Dla Ciebie znajdziecie na

https://doci.pl/Monique-1-b/dla-ciebie-kristen-ashley+f5es1me

 

######

Na razie kończę swoją książkę, na razie jeszcze bez tytułu, na którą zapraszam w połowie marca na

https://monique-romans-20.blogspot.com/

 

######

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy uznali, że moje tłumaczenia i książki są coś warte i wpłacili na

https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL

 



[1] Doczołgam się do jej domu - „Work Song[1]” Hoziera

[4] https://www.tekstowo.pl/piosenka,zac_brown_band,free.html