niedziela, 30 stycznia 2022

10 - Złapię cię

 

Rozdział 10

Złapię cię

Justice

 

 

 

To było po mojej drzemce.

Było też po powrocie dziewczyn, sprzątaniu przyczepy i zapełnianiu szafek i lodówki. Zostały. Gapiliśmy się. Potem odjechały.

I na koniec, po tym, jak Deke i ja rozbiliśmy obóz przed jego małym telewizorem, który był zasilany z anteny satelitarnej i obejrzeliśmy Profesjonalistę.

Jeden z moich ulubionych filmów.

I odkryłam, że to też jeden z ulubionych Deke’a.

Zauważyłam również, że twarz Deke’a złagodniała, gdy zauważył, że płaczę, gdy Leon musiał pozwolić Matyldzie zejść przewodem zsypowym. Zrobiła się łagodna tuż przed tym, jak wyciągnął mnie z mojego rogu kanapy do siebie i trzymał przez resztę filmu (więc nie widział, kiedy później znów zaczęłam płakać, chociaż po sposobie, w jaki zaczęły się plątać jego palce w moich włosach, pomyślałam, że się domyślił).

Była pora kolacji, a ja siedziałam ze skrzyżowanymi nogami na jego kanapie, obserwując, jak w swojej maleńkiej kuchni smaży pieczeń i robi tosty.

Smażenie pieczeni i robienie tostów.

Dziewczyny przyniosły ogromne ilości jedzenia. Tyle jej, że część zajmowała niewielką przestrzeń na kontuarze, którą miał Deke.

Nie przygotowały nas na kilka nocy w przyczepie Deke’a. Przygotowały nas na trzymiesięczne oblężenie. I robił mi smażoną pieczeń na grzance, pokrojone amerykańskie sery i gotowe.

Tak jak mu powiedziałam, że lubiłam.

Właśnie z tym – nie wspominając o każdej chwili tego dnia, w której na nowo słyszałam ryk Deke’a na komisariacie – wiedziałam.

Mogłabym pogodzić się z jego granicami.

Nie.

Mogłabym tak całkowicie pogodzić się z jego granicami.

Jasne, te granice nie obejmowały seksu i możliwej przyszłości, która obejmowałaby moje urodzenie dużych chłopców o orzechowych oczach. Ale ze wszystkim, co dawał mi Deke: opieka, przytulanie, ochrona, przytulanie (warte drugiej wzmianki, bo Deke był w tym tak dobry), sprawiając, że po tym, co się wydarzyło, czułam się - co wydawało się niemożliwe do osiągnięcia - bezpieczna w jego sferze, a zwłaszcza w jego ramionach, mogłabym to wziąć.

Miałam wielu przyjaciół i rodzinę, która mnie kochała. Najbliżsi robiliby to samo.

Deke był teraz częścią tego. Podobnie jak Krystal, Lauren, Twyla i nowy dodatek - Lexie.

Dziewczyny nie oferowały przytulania (chociaż wszystkie oprócz Krys i Twyli, byłam pewna, że zrobiłyby to, gdyby Deke już tego nie zapewniał). Ale to, co robiły, było super fajne.

I nawet z moją nowo odkrytą akceptacją tego, co Deke był gotów mi dać, wiedziałam, że nadejdzie dzień, kiedy on kogoś znajdzie, lub ja znajdę i ta bliskość typu przytulanie będzie musiała zniknąć.

Ale był tam w każdy możliwy sposób, w jaki mogłam kogoś potrzebować, a także w dniu, który, poza tymi, w których straciłam ludzi, na których mi zależało, był najgorszym w moim życiu.

Więc tak.

Mogłam pogodzić się z jego granicami.

Zwłaszcza, jeśli przyjechałyby z kanapkami smażoną pieczenią w jego niesamowitej przyczepie.

Ta myśl sprawiła, że ponownie rozejrzałam się po jego przestrzeni.

Odkryłam, że nie pomyliłam się przy pierwszym, drugim, trzecim (itp.) przeglądzie.

Kochałam każdy kawałeczek jego przyczepy.

Nie było niespodzianką, że mieszkał w przyczepie podróżnej pośrodku pustkowia, ale tuż nad pięknym jeziorem. Nie wypatrzyłam nawet jednego domu zbudowanego wokół tego jeziora. Wydawało się, że był tu tylko Deke i jego przyczepa.

A wszystko to wydawało się takie właśnie Deke.

Deke mieszkający samotnie i na kółkach. Ustawiający przyczepę do swojego pickupa, będący gotowy do drogi.

Kochałam to w nim. Podobało mi się to, że był mężczyzną niepodobnym do żadnego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek spotkałam, a wszystko to było interesujące, wiele z tego było słodkie, część zabawna, całość była dobra.

Poczułam uśmiech na ustach, kiedy rozejrzałam się i zauważyłam, że nie tylko był gotów iść, ale umiał zrobić to w dobrym stylu. Wnętrze przyczepy było jak muzeum drogi i wewnętrzny przewodnik po psychice Deke’a.

Do ścian przyklejono plakaty z wieców, festiwali muzycznych i koncertów. A jeśli te plakaty były jakąś wskazówką, nie tylko miał naprawdę dobry gust muzyczny, ale podróżował daleko i w tę i z powrotem około piętnastu razy.

Tak jak ja.

Wszędzie były też ponaklejane naklejki zewsząd, od sklepów motocyklowych po bary, jadłodajnie i kawiarnie.

Ponadto istniała grupa naklejek na zderzak, od zabawnych po głębokie. Jak ta, na której widniała twarz szturmowca z Gwiezdnych Wojen, a obok „Miałem przyjaciół na tej Gwieździe Śmierci”. I jeszcze jedna, która głosiła: „Pula genowa może użyć trochę chloru”. I inna, na której było: „Wbrew przekonaniu, nikt ci nic nie jest winien”.

Potem pojawiły się przypadkowe cytaty, takie jak „Opieraj się dużo. Bądź trochę posłuszny”. I Kurta Vonneguta „Chcę stanąć tak blisko krawędzi, jak tylko mogę, bez przekraczania granicy. Na krawędzi można zobaczyć różne rzeczy, których nie można zobaczyć od środka”.

Zobaczyłam Clinta Eastwooda za długą lufą pistoletu. Bruce’a Lee w strefie. James’a Dean’a opartego o samochód. Fałszywą kartę baseballową z Willem Farrellem w mundurze Cub’a. Wszystko to przeplatało się z Wolną Ameryką. Orły. Flagi. Gwiazdy. Wujek Sam. Rosie Nitownica. „Nie depcz mnie”. „Wolność lub śmierć”. Nie wspominając o maksymie każdego prawdziwego motocyklisty: „Jedź wolny lub umieraj”.

I to była tapeta Deke’a, od salonu po sypialnię, a nawet w maleńkiej łazience.

To.

Pieprzenie.

Rządziło.

„Twoja przyczepa pieprzenie rządzi” - powiedziałam mu, a jego spojrzenie przeniosło się z patelni na mnie.

„Powtórz?”

„Twoja przyczepa… pieprzenie… rządzi” - powtórzyłam, uśmiechając się do niego.

„Mogłabym powiedzieć, że naklejka na zderzak Storm Trooper jest moją ulubioną, ale mogę również powiedzieć, że Nie marnuj czasu na wyjaśnienia… Coelho jest moją ulubioną, bo ludzie słyszą tylko to, co chcą usłyszeć”.

Deke wpatrywał się we mnie.

„Ale, tak tylko mówię” - powtarzałam - „…sam fakt, że wybrałeś Airstream już sprawił, że było to totalnie fajne”.

Mój uśmiech poszerzył się, gdy wskazałam przestrzeń machnięciem ręki, jednocześnie łagodząc wzdrygnięcie, jakie dał mi ten ruch, bo po drzemce moje ciało dawało do zrozumienia, że protestuje przeciwko prawie uduszeniu na śmierć.

Przetrwało, to była dobra część.

Ale to przypominało mi opłatę, którą pobrano.

Zignorowałam ból i dokończyłam - „Po prostu z tym wszystkim sprawiłeś, że było nieskończenie fajniej”.

Deke nie skomentował moich komplementów.

To, co zrobił, to zdjął patelnię z palnika, podszedł do lodówki, chwycił butelkę piwa, odkorkował ją i otworzył szafkę.

Jego ręka uniosła się i wyszła z kredensu z dwiema białymi butelkami.

Następnie podszedł do mnie, podał mi piwo i rozkazał - „Podaj mi rękę, dłoń do góry”.

Uniosłam dłoń w górę.

Deke otworzył butelki i wysapał dwie aspiryny i cztery ibuprofen.

Nie byłam przeciwna potędze legalnych farmaceutyków.

Jednakże.

„Deke, to dużo tabletek”.

„Weź je” - polecił.

„Ale…”

„Weź je albo dam ci kanapkę, a potem wsadzę twój tyłek do mojego pickupa i zawiozę cię do hotelu Carnal. Kupili wanny. Nie możesz nawet machnąć swoją cholerną ręką, nie krzywiąc się. Potrzebujesz ibuprofenu lub potrzebujesz moczenia. Twój wybór”.

Okej, musiałam przyznać, że po całym tym przytulaniu miałam wrażenie, że seks z Deke’m byłby cholernie zdumiewający.

Mimo to, zdecydowanie bym przyjęła jego rodzaj przyjaźni, która obejmowała opiekowanie się mną w jego sposób twardziela, nawet bez seksu (chociaż z tego ostatniego zrezygnowałam niechętnie).

„Zostawić twoją zajebistą przyczepę, zanim przeczytam wszystkie twoje naklejki?” – zapytałam, podnosząc rękę i wkładając tabletki do ust. Wszystkie. Zassałam je wychylając trochę piwa, a po przełknięciu niepotrzebnie udzieliłam mu odpowiedzi - „Wybieram Airstream. Powiem tylko, że jeśli mam wybór być tutaj lub prawie gdziekolwiek na Ziemi, z wyjątkiem pokoju w domu mojego taty, w którym będę przechowywała swoją kolekcję gitar, wybrałabym tutaj”.

Coś przesunęło się po jego twarzy, co naprawdę chciałam rozszyfrować, ale w tym momencie zadzwonił mój telefon.

Spojrzałam na niego na kanapie obok mnie i zobaczyłam, że mówi Mr T DZWONI.

Spojrzałam z powrotem na Deke’a - „Mr T”.

Jego oczy powędrowały z telefonu na mnie - „Tak”.

Zaczął wracać do kuchni (ta podróż zajęła Deke’owi wszystkie dwa kroki), a ja wcisnęłam ekran, aby nawiązać połączenie i włączyć głośnik.

„Hej, Mr T. Jesteś na głośniku” - przywitałam się.

„A do kogo miałabym mówić?” - wrócił do mnie głos Mr T.

„Ja i Deke”.

„Deke Hightower?” - spytał Mr T i mój wzrok powędrował do Deke’a.

Jego nazwisko brzmiało Hightower?

Oczywiście, że tak.

To było zajebiste nazwisko.

Ale skąd Mr T o tym wiedział?

„Uh… tak, uh…” - wyjąkałam.

„Jestem teraz w drodze z Departamentu Policji Carnal, zmierzam do hotelu Carnal” - wtrącił się Mr T, aby to powiedzieć - „Ostatnie pół godziny spędziłem na instruktażu od brzmiącego na zdolnego do litości porucznika Keatona. A porucznik Keaton poinformował mnie, że jesteś obecnie pod opieką pana Deke Hightower’a”.

Pod opieką pana Deke Hightower’a.

Mr T był przezabawny.

„Jestem” - potwierdziłam, starając się nie chichotać z wyrazu twarzy Deke’a, gdy patrzył z nieskrywaną irytacją pomieszaną z równie nieskrywanym zaskoczeniem na mój telefon. Mówiły, że nie był wielkim fanem nazywania go „pan Deke Hightower” i był trochę zszokowany (i przerażony) tym, że Mr T był taki nadęty. Następnie zapytałam Mr T o coś, co również było niepotrzebne - „Więc dotarłeś do miasta w porządku?”

„Zaprawdę, Justice”.

„Deke robi nam kolację” - powiedziałam - „Kiedy skończymy jeść, wsiądziemy w…”

„Nic takiego nie zrobisz” - przerwał mi szorstko Mr T - „Na szczęście, jak poinformowałaś go, że przyjadę, i dałaś mu pozwolenie na rozmowę ze mną jako członkiem twojej rodziny, porucznik Keaton był raczej otwarty na twoją gehennę. Musisz pozostać na miejscu i odpocząć. W rzeczywistości powinnaś być bardzo ostrożna z każdą aktywnością przez kilka następnych dni, dając swojemu ciału czas na wyleczenie, a także energię, aby to zrobić”.

Przechyliłam głowę na bok, ciche pytanie do Deke’a.

Miałam nadzieję, że zrozumiał moje nieme pytanie, bo skinął głową.

„Czy chcesz otrzymać wskazówki, jak tu wyjechać?” - zapytałam - „Na kolację nie ma homara, ale jest mniam”.

„Nie, dziękuję” - odpowiedział Mr T i chociaż chciałam go zobaczyć, zwłaszcza w takich chwilach, jak ta, kiedy był w najlepszej formie, kompetentny i wspierający podczas burzy, byłam trochę zadowolona.

Miałam podporę podczas burzy.

Deke’a.

A poza tym Mr T zdecydowanie nie chciałby kanapek z pieczenią.

„Mam telefony do wykonania i rzeczy do załatwienia” - wyjaśnił Mr T - „Umówimy się na poranek po tym, jak trochę odpoczniesz. Jednak muszę teraz z tobą porozmawiać o kilku z tych rzeczy, o które się staram”.

„Wywal to na mnie, Mr T” - zaprosiłam.

„Racja” - stwierdził, cały w biznesie - „Byłem w kontakcie z Kai’em Masonem. Obecnie nie ma w swojej drużynie możliwości wysłania ochroniarzy. Zasugerował firmę w Denver, którą gorąco poleca. Zrobiłem kilka badań na ich temat i zgadzam się z Masonem. Może to być okazja do wielozadaniowości, ponieważ chociaż ta firma świadczy usługi ochroniarskie, to głównie prowadzi dochodzenia. Są bardzo dobrzy. I chociaż jej rodzice poinformowali mnie, że będą szukać własnych śledczych, chciałbym, abyś zgodziła się zaangażować ich w odnalezienie Bianki. Mogą koordynować wysiłki z zespołem Constantine’a lub Constantine, jak powinien, może bezpośrednio zatrudnić tych Nightingale Investigations”.

Pomyślałam o mężu Stelli Gunn, Kai’u „Mace” Masonie. Przyjmował podwójny obowiązek jako jej ochroniarz (chociaż, jeśli rozmawiałaś o tym z Macem, nie był to w jego oczach obowiązek, z wyjątkiem tego, który miał przed sobą przymiotnik „mężowski”). Prowadził również firmę ochroniarzy i byli bardzo rozchwytywani, bo byli naprawdę dobrzy w tym, co robili.

Lacey ich używała.

Tata ich używał.

Pomyślałabym o nich, ale Deke nie marnował czasu na tworzenie grupy lokalnych twardzieli do pilnowania nas, a skoro tak się stało, nie musiałam tego robić.

I poznałam starego pracodawcę Mace’a, Lee Nightingale’a. Znałam jego żonę lepiej, bo była naprawdę dobrą przyjaciółką Stelli Gunn. Ale poznałam też wielu przyjaciół Lee, ci faceci byli również jego ekipą i byli prawdopodobnie bardziej twardzi niż Deke i Tate.

Myślałem o tym wszystkim, gdy patrzyłem, jak Deke przestaje tryskać musztardą na tosty, żeby na mnie spojrzeć i potrząsnąć głową.

„Cóż, Mr T…” - zaczęłam.

„Jeszcze jedna sprawa, Justice, zanim porozmawiamy”.

„Okej” - odpowiedziałam.

„Porucznik Keaton powiedział, że pan Hightower ma już kilku miejscowych świadczących takie usługi bezpieczeństwa. Początkowo byłem przeciwny temu pomysłowi, ale Keaton powiedział, że tą ekipą kieruje Tatum Jackson. Z tego, co udało mi się odkryć w krótkim czasie, w którym musiałem szukać, Jackson ma umiejętności, które sprawią, że kłopotanie ludzi z Nightingale Investigations z wysyłaniem ochroniarzy będzie niepotrzebne. Nadal mogą szukać Bianki. Jeśli jednak życzysz sobie, aby pan Jackson kierował lokalną załogą, będę musiał się z nim skontaktować w celach rozliczeniowych”.

W tym momencie przemówił Deke.

„Tate nie będzie chciał zapłaty”.

„Lonesome nie oferują przysług” - poinformował go natychmiast Mr T - „Żaden Lonesome nie jest nikomu nic winien.”

To była prawda.

To był sposób Mr T, który według niego był jedyny.

„Tate, ani żaden z chłopców też nie będzie chciał przysług” - odparł Deke - „Zrobią to dla Jussy. Mieszka tutaj. Jest jedną z nas. Dbamy o naszych. Więc nie kontaktuj się z Tate’m i nie proś go o wystawienie rachunku. To go wkurzy”.

Chociaż podobał mi się pomysł bycia jedną z nich, wtrąciłam się w tym momencie, bo najwyraźniej byłam Lonesome, a Mr T dobrze mnie nauczył.

Nie bądź nikomu nic winien.

„Właściwie mogę im wszystkim zapłacić za pomoc”.

Zirytowane spojrzenie Deke’a przeniosło się z mojego telefonu na mnie.

„Nie o to chodzi” - odparł - „Jak chcesz coś zrobić, to kup każdemu po butelce ich ulubionego bimbru i załatwione. Ofiarujesz cokolwiek innego, to tak jak wprost zniewagę, Jussy”.

Uśmiechnęłam się do niego i obserwowałam z wielkim zainteresowaniem, jak jego uwaga opadła na moje usta i z jakiegoś powodu, po raz pierwszy od jakiegoś czasu, jego wyraz twarzy nie stał się zirytowany (lub w tym momencie pozostał zirytowany), gdy zobaczył mój uśmiech.

Jego twarz złagodniała, a jego oczy rozgrzały się, kiedy wróciły do moich po tym, jak zaczęłam mówić.

„Wygląda na to, że muszę się czegoś nauczyć o twardzielach górskich”.

„Doprowadzimy cię tam” - mruknął.

Moje serce podskoczyło.

My zaprowadzimy mnie tam?

Niby ja… i on? Tacy my?

My sprawimy, żebym zrozumiała twardzieli z gór?

Dlaczego miałabym to robić, gdybym nie miała własnego?

Innymi słowy, co to do diabła znaczyło?

Deke wrócił do musztardy i powiedział to.

Nie do mnie.

Do Mr T.

„I mam znajomego, który ma znaleźć Biancę. Poznałem załogę Nightingale’a. Są wyjątkowi. Nie wiem, jaki byłby wynik starcia między Deckiem a Lee Nightingale’em lub którymkolwiek z jego ludzi. Po prostu wiem, że mój chłopak Jacob Decker nie będzie się pieprzył, a już jest w pracy”.

Okej.

Uh.

Skąd Deke znał Lee Nightingale’a?

Nie byłam pewna, czy chcę wiedzieć.

Z drugiej strony kłopoty na stałe zagościły w Carnal, a ostatnio zamieszkałam w mojej leśnej oazie. A z tego, co wiedziałam, Lee Nightingale był fanem nękania kłopotów.

Więc to mogło być to.

„W takim razie będę musiał porozmawiać z tym Jacobem Deckerem” - powiedział Mr T do Deke’a.

„Poproszę Jussy, żeby wysłała ci jego numer telefonu” - odparł Deke, jednocześnie wciąż kładąc plasterki sera na tosty - „Chcę Jussy w jej domu jutro. Mam pracę do zrobienia. Joe Callahan musi zacząć swoje. A ona musi wrócić na to siodło. Będziemy tam od siódmej. Nie spuszczę jej z oczu, więc będzie tam, dopóki nie skończę o szóstej. Chcesz z nią obiad lub kolację, coś wymyślimy, ale kiedy ona to robi, nie zostawia mnie i nie w mieście. Chcę, żeby znalazła się w ograniczonym obszarze, gdzie jest słabo widoczna, nie tylko z powodu tego popierdolca, ale dlatego, że nie potrzebuje żadnej uwagi, gdy to gówno się dzieje. Ale głównie z powodu tego popierdolca. Obserwuje ją, czego nie mogę kontrolować, będzie po tym, jak ten dupek znajdzie się za kratkami”.

Przez to moje serce ominęło wiele uderzeń.

Tuziny.

„Zgoda” – odpowiedział Mr T, a ja zwróciłam zdziwione oczy na telefon.

Nikt nie rozkazywał i nie rozstawiał Mr T. Ani tata nawet podczas artystycznego napadu złości, ani dziadek w tym samym czasie.

I nikt poza nim nie opiekował się Lonesome.

Nikt.

„Jutro o ósmej rano będę w domu Justice” - kontynuował Mr T - „Justice zgłosiła mi stan swojego domu i wyobrażam sobie, że nie ma jeszcze kuchni. Chcesz, żebym przyniósł śniadanie?”

„Jedź do La-La Land” - rozkazał Deke. Po umieszczeniu pieczeni na kanapce dokładał kolejną warstwę sera - „Weź nam kawę i cokolwiek z gabloty. To nas ustawi”.

„La-La Land?”

„Na Main Street. Jedyna kawiarnia, którą mamy. Nie możesz tego przegapić”.

„Doskonale, panie Hightower. Do zobaczenia jutro o ósmej z Justice”.

„Deke” - mruknął Deke, wywrócił torebkę z chipsami, którymi przykrywał moją kanapkę z pieczenią i cały talerz.

„W porządku, Deke” - odchrząknął Mr T. Potem dodał - „Justice, ty odpocznij. I wyślij mi numer do pana Deckera”.

„Dobrze, Mr T. Zrobię to jak najszybciej”.

„Miłego wieczoru” - powiedział.

„Tobie też” – odpowiedziałam, widząc, że Mr T rozłączył się, po czym odwróciłam głowę i zabrałam talerz od Deke’a.

Usiadłam z talerzem w dłoni, a oczy miałam podniesione, wpatrując się w Deke’a, który wracał do kuchni.

„Właśnie rządziłeś Mr T” - oznajmiłam słabym głosem, nie tylko z powodu bólu gardła, ale i zupełnego szoku - „A on ci pozwolił”.

„Kotku” - zaczął Deke, waląc więcej pieczeni na patelnię - „…nie musisz daleko szukać, jak chcesz się dowiedzieć, jak dbają o siebie ludzie z Carnal”.

Z ich dość dramatyczną historią było to prawdą.

Kiedy skończył z pieczenią, zwrócił na mnie wzrok.

„Jak poszukasz, przekonasz się, że Chace ma to wszystko” - powiedział cicho - „Tak samo jak Tate. Są zaangażowani w opiekę nad tobą, są dobrzy, że jesteś ze mną, a jest jasne, że twój facet nie jest głupi. On rozumie to i co to oznacza. Nie rządziłem nim tak bardzo, ile powiedziałem mu, jak jest. Mądrzy mężczyźni nie marnują czasu, próbując udowodnić, kto ma większego kutasa, kłócąc się o godzinę, o której rano się spotykamy. Podjęto decyzję, która ma sens, mądrzy mężczyźni idą dalej i pytają, czy mogą przynieść śniadanie”.

Tego dnia dużo się nauczyłam o Deke’u.

Na szczycie tej listy (z różnych powodów) było to, że wspaniale przytulał.

Blisko szczytu tej listy, gdy poproszono go o puszczenie piosenki mojego taty, był idealnym DJ-em.

A wysoko na skali wyróżnień nie marnował czasu na głupie gówno, jak na przykład udowadnianie, że ma większego fiuta (albo w ogóle), wsiadając na to, że dziewczyny chciały posprzątać jego przyczepę lub obstawiając roszczenie w taki sposób, zjeżyłby Mr T. Ale zamiast tego poinformował człowieka, który troszczył się o mnie, aby wiedział, że jestem pod opieką.

„Jussy?” - Deke zawołał.

Otrząsnęłam się z tych myśli i szczęśliwego uczucia, że dowiedziałam się tego wszystkiego o Deke’u, dzięki czemu uzyskałam to wszystko dla mnie i skupiłam się na nim.

„Dziękuję za…” – zaczęłam cicho.

To było tak daleko, jak udało mi się.

„Nie mów tego” – rozkazał Deke.

Jego lapidarna odpowiedź sprawiła, że lekko szarpnęła mi się głowa.

„Ale dzisiaj, Deke, byłeś naprawdę…”

Patelnia spadła z palnika i nagle Deke pochylił się nade mną, z twarzą w moją twarz, obie ręce zacisnęły się wokół boków mojej szyi.

„Powiedziałem, nie mów tego” - powtórzył, tym razem delikatnie.

„Muszę” - powiedziałam mu.

„Jestem uhonorowany” - powiedział mi.

Poczułam, że brwi mi się zsuwają, ale mimo to moje serce nie przyspieszyło.

Ścisnęło się.

Deke cały czas patrzył mi prosto w oczy.

„Mój zaszczyt, Jussy, być tym mężczyzną, który jest przy tobie”.

Okej…

Co to oznaczało?

Nie pytałam i nie wiedziałam dlaczego.

Może dlatego, że bałam się odpowiedzi.

„Teraz zjedz kolację, Cyganko” - Wrócił do rozkazywania, ale nadal mówił łagodnie.

Zanim zdążył zabrać ode mnie ręce, bo naprawdę nie chciałam, żeby je ode mnie odebrał, zapytałam - „Czy mogę ci podziękować za moją kanapkę ze smażoną pieczenią?”

Widziałam błysk humoru w jego oczach, gdy odpowiedział - „Tak”.

„I mój ogromny kopiec Bugles[1]?”

„Za to też możesz mi podziękować”.

„W takim razie dziękuję”.

Jego palce wsunęły się do tyłu i w górę w moje włosy, zanim użył ich, by je wcisnąć, więc przechyliłam głowę do przodu. Kiedy już miał mnie w tej pozycji, pocałował czubek moich włosów.

Potem puścił mnie i wrócił do swojej patelni.

To było lepsze niż potarganie włosów, prawdopodobnie nie tak dobre jak dotyk ust, chociaż nigdy się nie dowiem.

Ale to było od Deke’a. Był dla mnie delikatny. Zajmował się mną. Troszczył się o mnie.

Więc wzięłabym to.

*****

Leżałam w łóżku Deke’a sama, wpatrując się w sufit.

W cieniu widziałam, że były tam puste plamy, ale je zakrywał. Ostatnią bielą na płótnie jego życia był sufit, gotowy do wypełnienia.

Fajnie byłoby pomóc mu go wypełnić. Tak cholernie fajnie byłoby mieć udział w tym płótnie, spojrzeć w górę i nie tylko zobaczyć mapę drogową życia Deke’a, ale także zobaczyć wspomnienia.

Deke ułożył się na kanapie.

Było ciemno, późno.

Było to również po tym, jak zjedliśmy kanapki z pieczenią i wygrałam argument, że muszę się ruszać, w przeciwnym razie całe moje ciało zablokowałoby się w miejscu, aby nigdy więcej się nie poluzować, więc skłoniłam go do pozwolenia mi pomóc jemu przy minimalnym sprzątaniu. I wreszcie, po tym, jak wygrał kłótnię po tym sprzątaniu, oglądaliśmy Fightera.

Mógł ją wygrać, ale śmiałam się ostatnia, bo podobał mi się ten film, więc nie miałam nic przeciwko przegraniu, a wiedziałam, zanim nawet to zasugerowałam (coś, czego nie zawahałam się zrobić), że nie zmuszę Deke’a, aby obejrzał wersję Sekretnego życia Waltera Mitty w reżyserii Bena Stillera, a przynajmniej nie bez większej energii do walki i pewnego nagromadzenia siły przetargowej.

W końcu zaczęłam być senna. Deke to zauważył, więc byłam teraz w jego łóżku, a on na swojej kanapie. I nie wiedziałam, co robi, bo nie wydawał się senny, kiedy wysyłał mnie do łóżka, ale wyłączył telewizor i podejrzewałam, że to dlatego, że na tej małej przestrzeni nie można było tego robić, jednocześnie nie przeszkadzając mojemu wysiłkowi na odpoczynek.

Widziałam teraz wady akceptowania przyjaźni, jaką mógł zaoferować Deke.

Całkowicie pogodziłabym się z zasypianiem, leżąc na jego klatce piersiowej, słuchając serenady mojego taty.

Godziłam się na oglądanie filmów, robienie kanapek z pieczenią i przekomarzanie się.

Godziłam się na badanie jego przestrzeni i odkrywanie na wiele sposobów, że jest mnóstwo rzeczy do odkrycia o Deke’u Hightower (w tym jego nazwisko).

Nie godziłam się na byciu od niego oddzieloną.

Mogłabym to popchnąć. Wiedziałam, że po tym, jak był ze mną tego dnia, wszystko, że co musiałam zrobić, to wywołać jego imię, a on byłby ze mną w jednej chwili. Wchodziłby ze mną do łóżka. Trzymałby mnie. Albo nie zawahałby się, gdybym poszła korytarzem i przytuliła się do niego na jego kanapie (łóżko było zdecydowanie lepsze z tych dwóch opcji, bo jego łóżko było przyzwoitego rozmiaru, a kanapa nie).

„Deke” - zawołałam.

„Tak, mała” - odkrzyknął.

Mała.

Boże.

Wciągnęłam powietrze.

Ale kiedy ten tlen wszedł, wiedziałam, że nie mogę go popchnąć. Był taki fajny. Zaszczycony, że o mnie dbał.

Boże.

Deke.

Ja też musiałam się nim zająć.

„Powinniśmy się zamienić” - powiedziałam mu.

„Jak zamienić?” - zapytał.

„Mogę spać na kanapie, ty weź łóżko.”

„Tu jest wejście, Jussy” - powiedział mi - „Twyla tam jest, ale nie ma pieprzonej mowy, że ty byłabyś na tej kanapie bliżej drzwi niż ja.”

Nie pomyślałam o tym.

Powiedziałam mu, o czym myślałam - „Jesteś dużym facetem”.

„Myślisz, że nie padłem kiedyś na tej kanapie i nie byłem dobry?” - zapytał.

Miałem wrażenie, że zrobił to więcej niż raz.

„Racja” - powiedziałam.

Ucichłam.

Deke nie przerywał ciszy.

Jeszcze trochę wpatrywałam się w sufit.

Potem zawołałam - „Deke?”

„Tutaj, Jussy” - odkrzyknął.

„Jak masz tutaj elektryczność?” - zapytałam.

„Generator” - odpowiedział.

Oh.

Ciekawe.

„Woda?” - zapytałam.

„Napełniam zbiorniki, kotku”.

„Czy nie byłoby łatwiej podłączyć się do źródła wody?”

„Byłoby, ale nie mam go tutaj”.

„Innymi słowy, żadnych długich pryszniców” - zażartowałam.

„Nietrudno napełnić zbiorniki, cygańska księżniczko. Jeśli chcesz wziąć długi prysznic, weź go”.

Boże, to było tak, jakby dawał mi wszystko, całe piękno, co oznaczało, że to wszystko wzmogło tęsknotę za tym, czego najbardziej pragnęłam, a czego nie pozwolił mi mieć.

Ale to, co mi dał, z tym pięknem, przyjęłabym to.

„Czy firma wodociągowa nie może niczego położyć?” - zapytałam - „Czy firma elektryczna nie robi tego samego, byś nie musiał używać generatora?”

„Posiadam tę ziemię, ale jest pod ochroną. Nie wolno na niej budować. Brak wody. Brak elektryczności. Nic”.

To było zaskakujące. Nie wiedziałam nawet, że możesz posiadać ziemię, na której nie możesz robić, co chcesz.

„Naprawdę?”

„Tak”.

„Uh, może głupie pytanie…” - zaczęłam - „…ale dlaczego miałbyś kupować ziemię, na której nie możesz budować?”

„Widziałaś mój widok?”

Uśmiechnęłam się do sufitu.

„Więc mówisz, że to było głupie pytanie” - zauważyłam z uśmiechem w głosie.

„Nic nie jest głupie, Jussy. Szczególnie z tym. Powiem tylko, że ja i mój Airstream tutaj, chodzi o moją mamę”.

Poczułam, jak moje napięte mięśnie napinają się jeszcze bardziej na wzmiankę o jego mamie, zanim zmusiłam je do rozluźnienia, odwróciłam się w bok i spojrzałam w dół krótkiego, ciemnego korytarza w kierunku cienia Deke’a na jego kanapie na końcu.

Włożyłam ręce pod policzek i zawołałam - „A co z twoją mamą?”

Bez popychania, dał mi to.

„Po stracie taty nie było jej dobrze wychować mnie samotnie. Sprawy stały się bardzo trudne. Dzieciak to dzieciak, ale nadal czuje takie rzeczy. Szczególnie tego typu rzeczy. Chociaż starała się mnie przed tym chronić, była moją mamą, byliśmy tylko we dwoje, więc to czułem”.

Nienawidziłam tego, że to czuł.

Nienawidziłam tego.

Nie dałam mu odczuć tego sentymentu, a Deke kontynuował.

„Kiedy byłem dzieckiem, opowiadała mi różne historie. O tym, jak pewnego dnia zbudujemy wielki dom nad jeziorem. Będziemy mieli łódkę. Pojedziemy na narty wodne. Pójdziemy na ryby. Dużo takiego gówna”.

Przestał mówić i aby zachęcić go, by zrobił to więcej, powiedziałam-  „Tak?”

„Tak” - odpowiedział łagodniejszym, zadumanym tonem. Przez to dał mi nutkę melancholii i dużo piękna - „Stałem się starszy i wiedziałem, że nigdy tego nie będziemy mieć, ale ona nie przestała marzyć. Powiedziała, że pójdzie na emeryturę nad jeziorem. Niewielki dom. Mała chatka, powiedziała. Niewiele do czyszczenia. Nie ma się czym zajmować. To miał być koniec jej dni, w domku nad jeziorem. Chciała tego dla siebie i ja chciałem dla niej. Całe życie ciężko pracowała. Zasłużyła na to”.

Mój głos niósł się, ale wciąż był miękki, kiedy zauważyłam - „Nie dostała swojego domku, prawda, Słonko?”

„Nie, Jussy”.

„Tak mi przykro” - powiedziałam.

„To, co zrobiła, to dała to swojemu synowi” - powiedział mi - „Miała polisę na życie. Niewielką, ale wystarczyło, że gdy umarła, wziąłem ją i znalazłem najpiękniejsze jezioro, jakie udało mi się znaleźć. Kupiłem tę ziemię. Kupiłem mój Airstream. Ustawiam się tutaj. Tak, jak by chciała”.

„Więc jak gówno z Mav’em zamiera, będę miała kolekcję taty, to będę miała jego i dziadka ze mną. Ale ty masz przy sobie mamę w każdej sekundzie, kiedy tu jesteś”.

Nie odpowiedział od razu, ale jego głęboki głos był słodki, kiedy to zrobił.

„Tak, mała”.

Wzięłam kolejny wdech, ten głęboki i palił mnie trochę w gardle, aż do płuc.

Kiedy już dostałam powietrze jego przyczepy, powietrze, którym oddychał Deke, wypuściłam go, mówiąc - „Pamiętasz, jak powiedziałeś mi, że jestem jedną z najlepszych kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałeś?”

Znowu nie odpowiedział od razu, po czym zabrzmiał jego głęboki głos.

„Nie rób tego, Jussy”.

Zrobiłam.

„Jesteś jednym z najlepszych mężczyzn, jakich kiedykolwiek spotkałem”.

„Jussy”.

„Naprawdę, Deke. Jestem szczęśliwą dziewczyną. Obdarzoną błogosławieństwami. Biorącą tak wiele nagród, to prawie żenujące, jak bardzo Bóg mnie lubi. Ale On naprawdę musi mnie lubić, ponieważ mam wszystko, co mam, a także dał mi ciebie”.

„Teraz się zamkniesz” – oświadczył Deke. Słyszałam szorstkość w jego głosie, ukryte emocje.

To też było piękne.

Uśmiechnęłam się w dół korytarza.

„Również zamkniesz oczy i pójdziesz spać” – rozkazał.

„Ty i Mr T mogliście zająć się spotkaniem umysłów by podjąć opiekę nad Justice, ale to jest po prostu rządzenie mną, Deke”.

„Tak jest. A jak będziesz dalej gadała, będziesz gadała do siebie, bo będę wkładał słuchawki”.

To była moja kolej na rządzenie się.

„Jak słuchasz taty, ja chcę to usłyszeć”.

„Mówisz” - zauważył Deke.

„Nie, poważnie. Chcę to usłyszeć”.

„Nie mam jednego z tych głośników. A dźwięk jest gówniany przez telefon”.

„Pierwsza szansa, centrum handlowe dla Deke’a Hightower’a. Ekspres do kawy i stacja dokująca głośników”.

„Kupisz mi to gówno, a złoję twoją skórę”.

Gówno.

Deke dałby mi klapsy.

Dreszcz prześlizgnął się po moim kręgosłupie, po plecach, w zagłębieniu pośladka, by ułożyć się między nogami. Przewróciłam się na plecy i wpatrywałam się w sufit, wiedząc, że powinnam się zamknąć.

Nawet wiedząc o tym, nadal nie zamierzałam tego odpuścić.

„Najpierw będziesz musiał mnie złapać. Chociaż może się to zdarzyć, bo przyzwoita kawa napędzi cię kofeiną”.

Przewróciłam się na bok, gdy usłyszałam i poczułam ruch Deke’a idącego korytarzem. Patrzyłam, jak jego duże ciało wkracza w małą przestrzeń, w której się znajdowałam, wypełniając ją. Patrzyłam też, jak jego telefon oświetla tę przestrzeń i po kilku sekundach usłyszałam śpiew taty.

Postawił telefon na wbudowanej szafce nocnej obok łóżka.

Potem patrzyłam, jak pochyla się głęboko, a potem jedyne, co mogłam zrobić, to czuć.

Czuć jego dłoń obejmującą tył mojej głowy. Czuć, jak jego usta dotykają mojej skroni. Czuć dudnienie w jego głosie, gdy szeptał mi do ucha.

„Jesteś tu bezpieczna, Jussy. Sprawiłaś, że się tobą opiekuję. Mamy Twylę na zewnątrz, która opiekuje się nami obojgiem. Twój tata czuwa nad tobą. Więc przestań gadać, żeby nie spać. Zamknij oczy, Cyganko, a przysięgam na Boga, będziesz bezpieczna w swoich snach”.

Boże, mógł też mówić seksownie, słodko i opiekuńczo, jak słowne przytulanie.

Boże.

„Okej, Deke” - odszepnęłam.

Poczułam, jak jego palce wbijają się w moją skórę głowy, zanim ponownie poczułam, jak jego usta muskają moją skroń.

„Dobranoc, Jussy. Złapię cię rano”.

Tak.

Jednej rzeczy nauczyłam się tego dnia, o której wiedziałam, że jest pewna.

I to było coś, co na zawsze nakarmiło moją duszę poety, a było to posiadanie tego tak, jak posiadałam, co będę chroniła jak skarb, ale nigdy nie będę posiadała, na sposób, w jaki pragnęłam to posiadać.

Wiedząc bez wątpienia, że bez względu na wszystko…

Deke mnie złapie.

*****

Usłyszałam tłuczone szkło i obudziłam się nagle.

Ogarnęła mnie panika, zamrażając każdą komórkę mojego ciała w czystym przerażeniu.

Minęło uderzenie ciszy, potem dwa, a potem uderzyło mnie, że nie wiem, gdzie ja, do cholery, jestem.

Przyczepa Deke’a.

Deke.

Bez namysłu odrzuciłam kołdrę i przerzuciłam nogi przez krawędź łóżka.

Pobiegłam krótkim korytarzem, ale nawet tą niewielką odległość, kiedy uderzyłam w Deke’a, który już wstał z kanapy.

„Jussy” - mruknął.

„Szkło” - wyszeptałam po tym, jak wbiegłam prosto na niego, czując, jak jego ramiona zaciskają się wokół mnie, wciskając się w niego, moje dłonie płasko przyległy do ciepłej skóry na jego umięśnionej klatce piersiowej, czego nie byłam w stanie docenić - „Tłuczone szkło”.

Deke nic nie powiedział. Po prostu odsunął nas na bok, aż dotarł do okna, a ja pochyliłam się z nim, gdy wyjrzał.

Znowu nas przetasował i zaprowadził do drzwi. Otwierając je lekko, odsuwając mnie i tylko jego ramię się wysunęło, spojrzałam na niego i zobaczyłam jego oczy skierowane ponad jego ramieniem.

Między nim a Twylą była wyraźnie cicha komunikacja, ponieważ skinął głową i machnął ręką.

Wywlókł mnie za drzwi, zamknął je, zaryglował i zrobił to wszystko, mówiąc - „Wszystko w porządku, Jussy”.

Zanim zdążyłam coś powiedzieć, Deke wziął mnie w ramiona i musiał iść bokiem, aby zaprowadzić nas oboje z powrotem do łóżka.

Mój głos drżał, kiedy zaczęłam - „Deke…”

„Ćśś” - uciszył mnie.

Uciszyłam się, ale tylko dlatego, że przyłożył kolano do łóżka, ale mnie w nim nie umieścił.

Umieścił w nim nas oboje.

Dziękuję ci, Boże, za więcej nagród.

Zarzucił na nas kołdrę i przyciągnął mnie blisko.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że gwałtownie się trzęsę.

Nagle poczułam się zakłopotana.

„Jestem wariatką” - mruknęłam.

„Zamknij się” - mruknął w odpowiedzi, jego ramiona zacisnęły się wokół mnie w tym samym czasie, gdy jego duże ciało przesunęło się we mnie, wtulając mnie lekko pod siebie.

Tak.

Miałam rację już dawno temu.

Deke mógł być pluszowym misiem, kiedy się przytulał, dzięki czemu czułam się mała, bezpieczna, ciepła i chroniona, gdy tylko owinął mnie ramionami.

I po sposobie, w jaki wykrzyknął moje imię na komisariacie, wiedziałam, że uścisk, który trzymał nad swoją wściekłością, był jednocześnie silny, bo udało mu się go utrzymać i kruchy, ponieważ wydawało się, że w każdej chwili miał zawieść i wybuchnie, bo mógł też być lwem, unicestwiającym wszystko, co mogłoby mi zagrozić.

„Po prostu… zablokuję to, a potem…” - zaczęłam.

„Zamknij oczy. Zrelaksuj się. Jestem tutaj, Jussy. Nigdzie się nie wybieram. Mam cię”.

Tak, miał.

Zamknęłam oczy i przycisnęłam twarz do jego klatki piersiowej. Poczułam tam łaskotanie włosów i byłam z tego zadowolona. To, że Deke miał włosy na piersi, było jedynym sposobem, w jaki mogłam to sobie wyobrazić. I tak też mi się podobało.

„Muszę poznać twoją ulubioną gorzałkę” - powiedziałam do jego klatki piersiowej.

„Będziesz wiedziała, ale się zamknij, zrelaksuj i prześpij się. Zrób to, a powiem ci rano”.

„Tylko do twojej wiadomości, kupię ci skrzynkę”.

„Mówisz to jak groźbę”.

„Nie jesteś dobry w odbieraniu dowodów wdzięczności”.

„Będę, jak ta wdzięczność przyjdzie w postaci skrzynki mojego ulubionego bimbru.”

Uśmiechnęłam się przy jego skórze.

Jego ręka wsunęła się po moim kręgosłupie i zaczęła gładzić kark pod moimi włosami.

„Oto moja Jussy” - szepnął.

Poczuł uśmiech.

Jego Jussy.

Odprężyłam się w jego ramionach.

„Dokładnie tak, Cyganko” – zachęcał, jego ciało nabierało na mnie większej wagi i ciepła, a ja poczułam, że drżenie zaczyna ustępować.

Mijały chwile. Potem kolejne chwile.

Aż drżenie odeszło, a ja sennie wymamrotałam - „Będzie lepiej”.

„Tak, mała” - mruknął - „Dowieziemy cię tam”.

„Dzięki, Deke”.

„Śpij, Jussy”.

Wzięłam wdech i w połowie wydechu, trzymana w ramionach Deke’a w łóżku Deke’a, czując się mała, bezpieczna i rozgrzana w ramionach mojego pluszowego misia, chroniona przez mojego osobistego lwa, odleciałam.


 



[1] Bugles - chipsy w kształcie lejka (tornado?)

7 komentarzy:

  1. Dziękuję za rozdział :)
    Poprawka - "Deke otworzył butelki i wysapał dwie chyba wysypał :)
    CZekam na kolejny rozdział bo zaczyna robić się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po angielsku było "wyssał, ale chyba by było jeszcze śmieszniej ;)

      Usuń
  2. Dziekuje❤a tak z ciekawosci ile rozdzialow ma cala ksiazka?😍

    OdpowiedzUsuń