Rozdział
24
Wiem
Wood
„Małe
miasteczko Carnal w stanie Kolorado powraca dziś w wiadomościach z fatalną
strzelaniną w domu uznanej przez krytyków piosenkarki i autorki tekstów,
Justice Lonesome, córki legendy rocka, nieżyjącego już Johnny’ego Lonesome” -
powiedziała prezenterka.
Kiedy
obrazy na ekranie po prawej stronie jej głowy przesuwały się z patrzącej w
obiektyw Jus na Johnny’ego, prezenterka wiadomości ze stacji w Denver nie
przestawała mówić i obraz ponownie zmienił się na żylastego faceta, który
mógłby być przystojny, gdyby nie był taki wychudzony, prowadzonego gdzieś przez
gliniarza z rękami w kajdankach.
„Rudy
Lonesome Smith, syn ciotki Justice, Tammy Lonesome, w separacji, rzekomo włamał
się do domu Justice Lonesome, aby ukraść legendarną kolekcję gitar Johnny’ego i
jego ojca, Jerry’ego. Rudy Smith stał się dobrze znany w mediach w ciągu
ostatniej dekady dzięki rozmaitym konfliktom z prawem, z których wszystkie były
związane z narkotykami. Potwierdzono, że został zabity na miejscu, wraz z
partnerem, obecnie niezidentyfikowanym, po strzelaniu do Justice Lonesome i
mieszkającego z nią na stałe jej chłopaka, Deke’a Hightower’a, kiedy pan
Hightower podobno strzelał w samoobronie”.
Ekran
błysnął do nagrania z dojazdu Jussy, gdzie widoczny tylko przód jej podjazdu,
jej dom ukryty za drzewami, gdy umundurowani funkcjonariusze stali na straży u
wylotu, trzymając reporterów i kamerzystów z dala. W oddali policjanci kręcili
się na podjeździe.
Głos
prezenterki wciąż dobiegał.
„Z
oświadczenia ze szpitala wynika, że podczas starcia pan Hightower został
postrzelony cztery razy. Przeżył operację, ale obecnie znajduje się w stanie
krytycznym. Oświadczenie Carnal Police zauważa, że Justice Lonesome zgłosiła
włamanie, radiowozy zostały natychmiast wysłane, ale dwóch intruzów nie żyło już
po przybyciu policji. Władze Carnal Police donoszą również, że wstępne
ustalenia wskazują, że pan Hightower osłaniał panią Lonesome podczas oddawania
strzałów w jej domu i dlatego doznał tak wielu obrażeń, jednak mówi się, że
pani Lonesome nie została ranna”.
Ekran
wrócił do prezenterki wiadomości, gdy wciąż relacjonowała, teraz obok jej głowy
było zdjęcie ciotki Jussy.
„Ludzie
Tammy Lonesome wydali oświadczenie w jej imieniu, dzieląc się jej głębokim
smutkiem z powodu rozdzierającego serce końca życia jej syna, mężczyzny, który
był pogrążony w kłopotach z powodu uzależnienia od narkotyków, które rozpoczęły
się po nieudanej próbie odniesienia sukcesu w rodzinnym biznesie. Ona i jej mąż
są teraz w drodze do Kolorado, aby odebrać szczątki ich syna i dołączyć tam do
jej brata Jimmy’ego, aby mogli być również ze swoją siostrzenicą w tym
strasznym czasie”.
Zdjęcie,
na którym był teraz Jimmy Lonesome, zniknęło, a kamera skupiła się na prezenterce.
„Nie
mamy ani słowa, czy można się spodziewać, że ciężko ranny pan Hightower
przetrwa. Pani Lonesome została odizolowana w szpitalu i nie widziano jej. To
był trudny rok dla Lonesome, z nieoczekiwaną stratą z powodu tętniaka Johnny’ego
Lonesome na początku tego roku, a teraz tragicznym końcem Rudy’ego Lonesome Smith.
Wrócimy z wiadomościami, gdy poznamy tożsamość drugiego intruza i stan pana Hightower’a”.
Spojrzała
w prawo, drugi prezenter wszedł z grafiką obok siebie przedstawiającą inną
historię, a Wood podniósł pilota i wyłączył telewizor.
Odrzucił
pilota na bok, zdjął but z krawędzi stolika do kawy i wyciągnął tyłek z kanapy.
Poszedł
jej szukać i znalazł ją w pokoju w piwnicy, gdzie trzymali dużo gówna, którego
nie używali często, i tonę rzeczy dla dzieci, z których wyrosły, a co do których
jego żona przekonywała, że pewnego dnia mogliby chcieć trochę tego, a nie
chciała, żeby zniknęły, gdyby tak było.
Po
otwarciu drzwi oparł się o framugę i zobaczył ją przy długim składanym stole,
który dla niej przygotował, z jej słodkim, krągłym tyłkiem na składanym metalowym
krześle, cały stół wypełniony folią, taśmą, wstążkami, kokardami, pudłami, a cementowa
podłoga wokół niej pokryta workami, skrawkami papieru i wstążkami oraz stosami
zapakowanych prezentów.
„Potrzebujesz
pomocy?” - zapytał tylko dlatego, że znał jej odpowiedź.
„Jakbyś
miał zapakować prezent” - odparła Maggie.
Tak,
to była jej odpowiedź.
Uśmiechnął
się do niej.
Jej
ręce zatrzymały się, z ostrzem nożyczek na końcu wstążki, patrzyła na niego, ale
nie odwzajemniła uśmiechu.
„Nic
mu nie będzie” - szepnęła.
Zajrzała
prosto w jego duszę.
Zawsze
tak robiła. Chryste, czuł to już od pierwszej randki.
Po
drodze o tym zapomniał.
Wpatrując
się w jej ciepłe oczy w jej ładną buzię, która wieńczyła jej krągłe ciało, tyłkiem
na krześle w piwnicy jego domu, z powrotem tam, gdzie było jej miejsce, a pamiętał,
jak to było cholernie dobre.
„Wiem”
- odszepnął.
„Jutro
przenoszą go z Intensywnej Terapii” - powiedziała mu coś jeszcze, o czym
wiedział.
„Wiem”
- powtórzył.
„To
silny facet, kochanie. W krótkim czasie wróci do normalności”.
„Wiem,
mała”.
Poświęciła
trochę czasu, a potem zapytała cicho - „Czy myślisz, że Deke znajdujący Jus,
wszystko, co się wydarzyło, wszystko będzie dobrze… znowu… że cały dramat w końcu się skończy?”
Wood
dał swojej kobiecie prawdę.
„To
nigdy się nie kończy, mała”.
Wciąż
go obserwując, zrezygnowała z prezentów, wstała i podeszła do niego.
Nie
poprzestała na tym, dopasowując swoje małe, miękkie ciało do jego długiego,
obejmując go ramionami.
Zrobił
to samo z nią, zginając szyję, przykładając usta do czubka jej włosów.
„Chcesz
iść do łóżka?” - zapytała jego pierś.
„Kurwa,
tak” - odpowiedział.
Maggie
odchyliła głowę do tyłu i uśmiechnęła się.
A
Wood poczuł się lepiej.
Dziękuję za rozdział. Już będzie dobrze i pewnie teraz cała jej rodzina zjedzie by ją wspierać.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział :)
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuń