Rozdział
14 (cz.1)
Wysoce
dostrojona pasja zemsty
Deke
Deke
rzucił pięć paczek prezerwatyw na ladę w sklepie spożywczym w mieście.
Patrzył,
jak twarz kasjera robi się zaskoczona, po czym powoli podniósł wzrok na Deke’a,
a potem zwrócił go na Jussy, która stała blisko niego i trzymała go za rękę.
Twarz
mężczyzny pozostała zaskoczona, gdy jego brwi uniosły się do góry.
Deke
pochylił brodę i zobaczył ją uśmiechniętą promiennie, śmiało, wielkim i
bezwstydnym uśmiechem wprost do faceta.
Chryste,
była czymś.
Deke
powstrzymał przypływ śmiechu, który odczuwał i spojrzał na kasjera, gdy
usłyszał sygnał potwierdzający zakup.
„Jak
moja twarz?” - zapytała Jussy, a jego uwaga wróciła do niej.
Obejrzał
jej oko, zobaczył, że żółty zniknął, prawie cały fiolet zniknął z boku, ale pod
okiem wciąż było trochę niebieskiego. Spuścił wzrok i zauważył też, że
poprzedniego dnia miał rację w swojej ocenie. Ani cienia na jej gardle.
Przetrwali
zeszłą noc.
Połączyli
się w sposób, w jaki oboje chcieli się połączyć i było to cholernie
spektakularne.
I
to gówno z jej gardła zniknęło.
Dobry
dzień.
„Lepiej”
- odpowiedział.
„Wystarczająco
dobrze, aby pojechać do La-La Land i nie przerażać Sunny?”
Patrzył
na nią, poruszając ustami - „Nie kupujemy kawy”.
Wydała
uroczy dąs - „Potrzebuję kawy”.
„Więc
zrobimy to po tym, kiedy zabiorę cię do domu i znowu cię wypieprzę”.
Został
złapany przez zapatrzenie w słodką Jussy i te słowa wyszły z jego ust, zanim go
uderzyło, że miał publiczność, więc spojrzał na kasjera i wymamrotał -
„Przepraszam, stary”.
Kasjer
się uśmiechał - „Nie zwracaj na mnie uwagi. Po prostu jestem szczęśliwy, że
brat dostaje dobre rzeczy”.
Och,
dostawał kilka dobrych rzeczy.
Deke
spojrzał w dół na Jussy i zobaczył, że ona znów uśmiecha się do kasjera.
Pociągnął
ją za rękę, a ona zwróciła się do niego.
Tak,
była kimś.
„Bez
kawy” – stwierdził.
„Deke,
potrzebujemy też śniadania” - powiedziała mu - „Zjadłeś całą pizzę zeszłego wieczoru.”
„Kotku,
zjadłaś połowę tego ciasta i musiałem z tobą walczyć o ostatni kawałek. Ten
ostatni kawałek to był mój kawałek”.
„Okej,
więc my wczoraj zjedliśmy całą pizzę
i nie mogę zjeść na śniadanie Baby Ruth i Butterfinger Cup, a to wszystko, co
nam zostało” - Posłała mu zadziorny uśmiech - „A będziemy potrzebować
pożywienia”.
Ze
sposobem, w jaki się pieprzyła, to niewątpliwie była prawda.
„Dobra,
kawa” – poddał się.
Zadziorność
wyszła z jej uśmiechu i zrobił się słodki, gdy odwróciła się do niego i
przycisnęła swoje cycki do jego ramienia.
Jego
kutas się szarpnął.
To
było więcej wskazówek na temat tego, jak sprawy się zmienią w naprawdę dobry
sposób, kiedy teraz oboje wiedzieli, gdzie się znajdują.
A
Deke miał mnóstwo wskazówek, że będzie w stanie wyjść poza fakt, że była bogata
jak grzech i sławna. Chryste, wzięła go mocno zeszłej nocy, przeszła przez to i
to ona chciała, żeby jego sperma się skończyła na niej. Kiedy jej dzikie i
gorące oczy obserwowały, jak się na nią szarpie, jej paznokcie zostawiły
czerwone półksiężyce na skórze jego ud, tak bardzo jej się to podobało.
Suki
motocyklistów, które wiedziały, jak żyć i tak długo, na ile wystarczało
szczęśliwych fartów, to były pijane kobiety, którym wódka pozwalała wsunąć się
w miejsce, w którym musiały być.
A
oto była Jussy trzeźwa, jak sędzia, pijana tyko nim, prosząca o to w sposób, po
którym wiedział, że dałaby mu wszystko, czego by zechciał. Mógłby dokończyć
znowu na niej. Jechałaby na jego twarzy. Pozwoliłaby mu się związać. Wzięłaby
jego kutasa prosto w jej tyłek.
Pieprzyła
się tak, jak żyła.
Nie
była otwarta na zewnątrz i poukładana tylko w życiu.
Była
otwarta i poukładana również z seksem. Wiedziała, czego chce, poprosiła o to
lub po prostu szła i brała.
Stworzona
dla niego, tak.
Cholera,
tak.
Prosto.
W stu procentach stworzona dla niego.
Więc
chciała kawy?
Da
to jej.
Dałby
jej, kurwa, wszystko.
I
nie tylko dlatego, że napalał się tym, że ona napalała się, gdy on się na nią trzepał.
Ponieważ
stała ze swoim mężczyzną przed kasą w sklepie spożywczym, trzymając go za rękę
i kupując pięćdziesiąt prezerwatyw, i robiła to rażąco szczęśliwa, że wkrótce
zostanie zerżnięta i będzie miała zrobione dobrze, ale wiedział, że była
bardziej szczęśliwa, bo stała tam z właśnie nim, trzymając go za rękę.
Jego
wzrok opadł na siniak pod jej lewym okiem i skończył to, co miał do powiedzenia
o zbliżającej się podróży do La-La Land - „Ale lepiej posiedź na zewnątrz,
dopóki nie dowiem się, że Sunny tam nie ma”.
„Zawsze
jest tam z Shambles’em. Powinnam była założyć okulary przeciwsłoneczne” –
mruknęła.
„To
będzie czterdzieści trzy dolary” - powiedział kasjer.
Deke
sięgnął do portfela, pozwolił jej wyciągnąć banknoty, dał je facetowi i wziął
resztę, a torbę wypełniono tym, co miało sprawić, że dzień już naprawdę
cholernie dobry, stanie się o wiele lepszy.
„Dziękuję.
Później” - mruknął Deke, używając ręki Jussy, by pociągnąć ją do drzwi.
„Później”
- powiedziała Jussy do kasjera, kiedy się przenieśli.
„Bawcie
się dobrze!” - zawołał kasjer do ich pleców.
„Będziemy!”
- zapewniła go Jussy, kiedy wyciągnął ją za drzwi.
Praktycznie
podskakiwała u jego boku, kiedy szli chodnikiem w kierunku La-La Land.
Spojrzał
na nią, czując, jak jego usta się wykrzywiają - „Szczęśliwa?”
Odchyliła
głowę do tyłu i dała mu kolejną wiązkę światła, otwartą, właśnie tam, nie
ukrywając gówna.
Kurwa,
tak, była szczęśliwa.
Ciesząc
się tym, że jest z nim.
Chryste,
chciał tego dla niej z każdym jej oddechem.
Chciał
go w sposób, w jaki wiedział, że złamie sobie za to kark, zabije każdego, kto miałby
to zabrać.
Kurwa.
Nie czuł tego do żadnej kobiety, z wyjątkiem matki.
I
nawet nie dał swojej mamie drugiej połowy tego.
Zmieniła
pozycję tak, że bok jej piersi wtulał się a jego ramię, gdy szli, i wciąż się
uśmiechała, mówiąc cicho - „Tak, Deke. Szczęśliwa”.
Pociągając
ją za rękę, zatrzymał ich, obrócił się w nią i pochylił do niej.
Złapała,
co oferował, podniosła się na palcach, a on dotknął jej ust swoimi ustami.
Jej
nadal się uśmiechały.
Odsuwał
się, kiedy zaczął dzwonić jego telefon.
„Wezmę
to” - powiedziała, sięgając do torby, żeby nie puścił jej ręki, by odebrać
telefon.
Dał
jej torbę, wyciągnął telefon, zobaczył, że to Decker i odebrał telefon.
„Hej,
bracie, wszystko w porządku?”
„Tak,
albo może tak, a może też nie” – odpowiedział Decker, dziwnie brzmiąc.
Deke
zwrócił oczy na Jussy - „Racja, powiedz mi tak”.
„Znaleźliśmy
nasz cel kilka godzin temu, po prostu nie był to cel główny”.
Deke
poczuł, że zmarszczy mu się brwi - „Powiedz ponownie?”
„Miejscem,
o którym powiedziano nam, że chowa się Bianca Constantine, było miejsce, w
którym się chowała. Tam też znaleźliśmy bardzo martwe ciało Brendon’a Caswell’a”.
Deke
stracił kontakt wzrokowy z Jussy, gdy spojrzał na swoje buty.
„Racja…
powiedz ponownie?” - warknął.
Jussy
przesunęła się w jego przestrzeń z przodu, jej palce zacisnęły się wokół jego,
ale nie podnosił wzroku, wpatrując się teraz w jej ramię, gdy Decker mówił.
„Caswell
nie żyje, stary. Gówniany apartamentowiec w LA. Zostawiane damskie ciuchy, inne
gówno też, fajne gówno. Markowe. Kosztowne. Kosmetyki. Trochę biżuterii, choć
niewiele wartej. Mimo to znaleźliśmy to, zadzwoniliśmy do lokalnych władz, a
kobieta detektyw na miejscu zdarzenia mówi, że to dobra rzecz. Odkurzają, już
zrobili odciski. Dostali ich dużo, a niektóre z nich należą do Bianki”.
„Dwie
sekundy, Deck” - powiedział Deke do telefonu i spojrzał na Jussy. „Idź do
pickupa, mała. Klucze są w mojej kieszeni. Przyniosę nam kawę, kiedy skończę tę
rozmowę”.
„Nie”
- szepnęła, wpatrując się w jego twarz, radość zniknęła, a Deke poczuł, jak ciepło
uderza w jego wnętrzności z powodu tej straty. Pieprzyć tę sukę Biancę. Był
takim człowiekiem, że skręciłby jej
cholerny kark.
Mocniej
ścisnął jej dłoń, wciągnął powietrze i skupił się na jej gardle.
„Wróciłem,
Deck, masz więcej?”
„Cóż,
jeśli twoja pierwsza myśl była taka jak moją, że Bianca usłyszała, jak Caswell
dusił jej najlepszą przyjaciółkę przez pocztę głosową, zgubiła opanowanie
podczas spotkania i zabiła go, mylimy się. O ile nie nabyła umiejętności
zawodowca podczas spaceru po bardzo dzikiej stronie, był to ktoś inny. Facet
klęczał, wziął dwie kulki, bam, bam, prosto w czoło. Mam zdjęcia tej
dziewczyny. Jest wysoka, ma kształty, ale szczupła, nie jestem pewien, czy
wiedziałaby, jak rzucić takiego mężczyznę na kolana. Był uzbrojony, z
pistoletem w pasie z tyłu i nożem w bucie. Gdyby zbliżyła się do niego, to by
się cofnął i to miałoby alternatywne zakończenie. Ktoś włożył w niego bojaźń
Bożą. Nawet nie wziął pistoletu. Spekulacje, ale powiedziałbym, że wiedział, z
kim walczył, obrał kierunek, by uklęknąć, prawdopodobnie miał nadzieję, że uda
mu się z tego wyjść, okazało się, że się mylił”.
„Cóż,
to dobra wiadomość i dobra wiadomość” - zauważył Deke.
„Może”
- zatrzymał się Decker i ciągnął dalej - „Świadkowie w tym budynku mówią, że
Bianca była w pobliżu i nie tydzień temu ani kilka dni temu, ale kilka osób
widziało, jak wchodziła do tego mieszkania zeszłej nocy. Nie widzieli, jak wychodziła.
Widzieli innego mężczyznę, dobrze ubranego, przystojnego, wysokiego,
szczupłego, czarnego, który pojawił się chwilę po Biance. Sąsiad z korytarza
wracał z pracy, widział, jak otwierała mu drzwi, uśmiechała się do niego,
bardzo przyjacielsko, naprawdę przyjaźnie i wpuszczała go. Nie widzieli, jak
Caswell wchodził, a wstępny raport koronera stwierdza, że Caswell musiał byś to
między północą i trzecia rano. Nikt nie widział, żeby któryś z pozostałych
wyszedł. Nikt nie słyszał strzałów”.
„Więc
myślisz…” - podpowiedział Deke.
Ale
Deke wiedział, co myśli Deke.
Zaopiekowała
się swoją dziewczyną, znajdując wszelkie pieniądze, które musiała znaleźć, aby
uzyskać profesjonalnego zabójcę, który zajmie się problemem.
„Bianca
Constantine albo zdobyła trochę pieniędzy, albo znalazła bardzo niebezpiecznego
przyjaciela” - powiedział Deck.
„Tak
właśnie myślałem” - mruknął Deke i Jussy wcisnęła się w niego. Spojrzał jej w
oczy i bezgłośnie powiedział - „Sekunda, kochanie”.
Zacisnęła
usta i skinęła głową.
Decker
powiedział mu do ucha - „Jest więcej, stary”.
„Daj
mi to” - mruknął Deke, a jego skupienie na Jussy się rozmazało.
„Apartamentowiec
w gównianej dziurze, niezbyt wspaniała część miasta, ale meble tutaj, Deke, nie
są z najwyższej półki, ale też nie są gówniane. Miejsce jest schludne i czyste.
Sąsiedzi mówią, że przyjeżdżała służba i posprzątała dla niej, a to nie jest
rodzaj budynku, w którym się to zdarza, więc to zostało zauważone. Przekazują
też wiele innych gównianych, obmówień, co jest niespodzianką w tym obszarze,
ale nie z tym, co mówią. Ona nie jest jedną z nich. Nie wiedzą o tym, żeby to
wyczuwali. Wiedzą o tym, bo to widzieli. Nie chronią jednej ze swoich. Nie są
wielkimi fanami tego, że zabójstwo zostało wykonane w sąsiednim bloku, a ponieważ
sąsiadka nie była jedną z nich, więc dają glinom wszystko”.
„A
co im dają?”
„Zawsze
jest odstawiona. Jak jedzie, wsuwa się na tylne siedzenie lśniącego miejskiego
samochodu z kierowcą. Ładne ubrania. Zrobione włosy. Obcasy. Biżuteria”.
„Jest
z bogatej rodziny, Decker” – przypomniał mu Deke.
„Jest
spłukana, Deke” - odparł Decker - „Ani jeden świadek nie mówił, że wyglądała na
wykończoną ani nie zachowywała się jak narkomanka lub dziewczyna na godziny.
Żadnych imprez. Brak wezwań. Na początku, a nie wychodziła na miasto, utknęła w
domu dziana lub żyjąca z forsy. Cicha. Miła dla ludzi na korytarzu, nie wtrącająca
się w ich interesy, najwyraźniej nie chciała ich w swoim, ale ona nie była
zarozumiałą suką. W ogóle nie wychodziła, była w ciągu dnia, wracała do domu
wczesnym wieczorem”.
„Nie
wiem, jak przyjąć to, co mówisz, Deck”.
„Mówię,
że może być tak, że Bianca Constantine znalazła sobie tatuśka, który jest nią
zainteresowany przynajmniej w jeden zdrowy sposób. Schodziła do tej króliczej
nory, on ją wyciągnął, oczyścił i zatrzymał. Mieszkanie wynajmowane jest pod
korporację, która jest ślepą uliczką, której jeszcze nie udało nam się
namierzyć, ale na niej zarabiają. Znowu widziałem zdjęcia tej dziewczyny i
nietrudno na nią patrzeć. Przyciągnęła właściwe oko, widziałem, jak to się
dzieje.”
„A
to oko, które przykuła, skończyłoby się wynajęciem czegoś takiego, żeby
załatwiło jej problem?” - zapytał.
„Nie.
Po sposobie, w jaki przywitała się z facetem, który wszedł do jej mieszkania
zeszłej nocy, to oko, które złapała, jest typem faceta, który wie, jak wykonać zabójstwo”
- odpowiedział Deck.
Deke
wypuścił z sykiem oddech.
Jussy
zbliżyła się.
Decker
kontynuował.
„Ze
wszystkich raportów, tych od twojej dziewczyny, rodziców Bianki, Thurstona… Justice
i Bianca są bliskie sobie. Poważnie blisko. Znają się od lat, najlepsze
przyjaciółki. Kiedy usłyszała, jak jej siostra była duszona na poczcie
głosowej, nie poprosiłaby o spłatę długu tego mężczyzny, którego mogła.
Poprosiła go, żeby zapłacił człowiekowi, który skrzywdził jej przyjaciółkę. A
on jest tak zakochany w niej, że to zrobił”.
„To
dużo spekulacji, Decker” - powiedział mu Deke.
„Jej
kredensy były puste, bracie. Ani grosza na jej nazwisko. Dług na karcie
kredytowej do jej tyłka. Jej dom został przejęty sześć miesięcy temu. Samochód
odebrano. Niewielu z jej przyjaciół ma o niej miłe rzeczy do powiedzenia, bo
pieprzyła ich na różne sposoby lub jest im winna pieniądze, części z nich dużo.
Nikt jej nie widział od miesięcy, ale ci ostatni, którzy powiedzieli, że jeśli
nie była narąbana lub naćpana, to była na głodzie. A teraz stoję w mieszkaniu z
pozostawionymi ubraniami i meblami. Ktoś ją utrzymuje. I ten ktoś ma środki. O
tym mężczyźnie, który pokazał się zeszłej nocy, ten przyjacielski świadek,
który widział, jak otworzyła mu drzwi, powiedział, że przywitała go w sposób, w
jaki wita się kochanka. Wzięła go za rękę, wciągnęła. Nie widział, żeby się
zbliżał lub odchodził ktokolwiek inny. Martwy człowiek dziesięć kroków ode
mnie, Deke, nie jest martwy z powodu zapłaty. Nie żyje z powodu zemsty. I z tego, co dostaliśmy, został zabity
tuż przed Biancą Constantine”.
„Myślisz,
że jest za gorąco, żeby spróbować ją znaleźć?” - zapytał Deke - „Dla ciebie” -
wyjaśnił dalej, a jego głos zniżył się - „Emma”.
„Popytam.
Emmanuelle powiedziała mi dobre wieści od Krysa i Bubby, chcę być w domu z moją
kobietą, która za kilka miesięcy przekaże mi te same dobre wieści. Zgłoszę to
wszystko Chace’owi, ale powiedziałem glinom, że jest w toku śledztwo, w którym
zostałem wynajęty, żeby zbadać sprawę Caswell’a, więc do niego też zadzwonią. I
znam kilku ludzi, którzy mogą znać tego wysokiego, elegancko ubranego czarnego
mężczyznę. Nie wejdę twardo ani nie wyślę jednego z moich chłopców, dopóki nie
dowiemy się więcej o nim i tym, w co wplątała się Constantine. Ale dzisiaj to
po prostu przekazuję ci wieści. Wrócę jutro do mojej żony. Zostawię kilku
chłopców, aby kopali dalej, ale robili to ostrożnie. Powiem ci, kiedy okaże
się, że jest za gorąco lub przeczucie każe nam się wycofać”.
„Brzmi
jak plan” - odparł Deke.
„Racja.
Pozwolę ci odejść. Ale przynajmniej dobre wieści są naprawdę dobre. Twoja
dziewczyna jest bezpieczna przed tym dupkiem i bez względu na to, jak to się stało
lub kto za tym stoi, wygląda na to, że jej dziewczyna ma swoje gówno pozbierane,
przynajmniej z imprezowaniem i narkotykami. Towarzystwo, które ma, to znak
zapytania”.
„Tak”
- mruknął Deke.
„Tak”
- powiedział Decker - „Później”.
„Później,
Deck. I dzięki, bracie” - Deke rozłączył się i ponownie skupił na Jussy.
Nawet
nie opuścił telefonu, zanim zapytała - „Co?”
Spojrzał
w jej brązowe oczy, wiedząc, że to Jussy, jego cygańska księżniczka. Przyjmie
to, upora się z tym i pójdzie dalej.
„Okej,
mała, dobre wieści” - zaczął - „Brendon Caswell nie jest już zagrożeniem i nie
będzie, ponieważ jego martwe ciało znaleziono dziś rano w mieszkaniu w Los
Angeles”.
„Jasna
cholera” - wyszeptała, a jej brązowe oczy zrobiły się ogromne.
„Teraz
dziwne wieści” - ostrzegł ją.
„O
cholera” - Nadal szeptała.
„Znaleziono
go w mieszkaniu Bianki”.
Zamknęła
oczy.
„Spójrz
na mnie, Cyganko” - rozkazał, wkładając telefon do kieszeni i podnosząc rękę,
by owinąć go wokół jej szyi pod jej włosami.
Otworzyła
oczy.
„Ludzie
ją widzieli, Jussy. Powiedzieli, że wyglądała dobrze, czysto, zdrowo.
Powiedzmy, że bywała w domu w nocy, a nie na imprezie. Powiedzieli, że nie bywało
przychodzących ludzi. Była miła dla ludzi, kiedy widziała ich na korytarzach.
Decker mówi, że apartamentowiec nie jest najlepszy, ale jej mieszkanie było
czyste, dobre umeblowanie”.
Potrząsnęła
głową - „Nie rozumiem, Deke”.
Deke
próbował to wyjaśnić - „Po pierwsze, Decker, i domyślam się, że też gliniarze,
których wezwał, nie myślą, żeby to Bianca zabiła Caswell’a. zabójstwo wydaje
się profesjonalne.”
Jej
oczy znowu zrobiły się wielkie, a jej głos stał się głośniejszy, kiedy
krzyknęła - „Co?”
„Deck
dużo spekuluje, ale wciąż się zastanawia. Wraca jutro i da nam znać, czego się
dowie. Ale w międzyczasie wygląda na to, że twoja dziewczyna się posprzątała i
wydaje się, że wszystko jest w porządku”.
„Z
wyjątkiem tego, że jakiś zabójca zabił kogoś w jej mieszkaniu” – stwierdziła
Jussy.
„Tak,
z wyjątkiem tego” - burknął Deke.
„Czy
ona tam była?”
„Nie
wiedzą, ale ludzie widzieli, jak wchodziła, inny facet też wchodził, ten facet
był złożonym, przystojnym czarnym mężczyzną. Znała go. Wydawali się bliscy.
Nikt nie widział, żeby któryś z nich wychodził, ani żeby Caswell wchodził. Decker
znalazł Caswell’a dziś rano. Bianca i ten drugi facet zniknęli”.
„Więc
co to wszystko znaczy? Kazała, żeby ktoś dla niej zabił Caswell’a?” - zapytała.
„Oznacza
to, że nie wiemy, co to znaczy, dopóki Decker się nie dowie, więc powinniśmy po
prostu zająć się tym, co robimy i poczekać, aż otrzymamy solidne informacje.
Nie domyślać się i nie dawać się podkręcać w gównie, o którym nie wiemy, że moglibyśmy
to poprawić”.
Poruszyła
się i zrobiła to, by wyciągnąć telefon z torby z frędzlami zwisającej z paska,
który przecinał jej ciało na jednym z nielicznych elementów garderoby, które
posiadała, co naprawdę cholernie lubił.
Przypominała
sukienkę, którą miała na sobie, kiedy po raz pierwszy ją zobaczył, wchodzącą do
Bubba’s.
Ta
była długa, sięgała do kostek, rękawy sięgały jej do połowy przedramion, a
suknia była brązowa z wzorem w małe kremowe kwiatki. Od pasa pod biust była
przepasana wąskim paskiem z indiańskich koralików.
Wszystko
było w porządku.
Deke
bardzo pieprzenie lubił to, że przód był skrócony aż do paska. Reszta jej ciała
była zakryta, z wyjątkiem nadgarstków i tego rozcięcia, odsłaniającego klatkę
piersiową i wewnętrzne fałdy jej wspaniałych cycków, których nie krępował
stanik.
Totalna
cygańska księżniczka.
Z
tymi wszystkimi rozpuszczonymi włosami, splątanymi i potarganymi od snu i
seksu, w tej sukience wyglądała niesamowicie.
Tak
niesamowite, że został złapany w przyjmowanie tego i prawie nie zauważył faktu,
że dzwoniła.
Ale
złapał to i zobaczył, do kogo dzwoniła na ekranie.
Wyjął
jej telefon z ręki i rozłączył go.
Jej
głowa odskoczyła do tyłu.
„Co
robisz?” - fuknęła.
„Nie
zadzwonisz do swojej dziewczyny” - powiedział jej.
Podeszła
blisko, stanęła na palcach i syknęła - „Deke, koleś, który mnie dusił, został
zabity przez zabójcę w kryjówce mojej najlepszej przyjaciółki” - Odchyliła się
do tyłu - „Oczywiście, że do niej zadzwonię”.
„Mała,
dupek, który cię dusił, został zabity w mieszkaniu twojej najlepszej przyjaciółki
i nie zadzwonisz kilka godzin po
popełnieniu przestępstwa, skoro możliwe jest, że była tego świadkiem”.
„Gliny
dowiedziały się, że ten Caswell…”
„Oni
wiedzą. Decker im powiedział. To nie znaczy, że dzwonisz do Bianki” –
odpowiedział – „Niech Decker zobaczy, czy dowie się, co się z nią dzieje i…”
„To
moja najlepsza przyjaciółka, Deke, i martwię się o nią” – warknęła.
„Ona
jest twoją najlepszą przyjaciółką, Cyganko” – powiedział łagodnie - „I może zadaje
się z zabójcami, może wygląda na to, że jest przetrzymywana i istnieje wiele
domysłów dotyczących tego, co wydarzyło się w jej mieszkaniu po tym, co
wydarzyło się z tobą. Decker mówi, że to ma posmak zemsty. To znaczy zemsty za
to, co ci się przydarzyło. To ty
zostałaś napadnięta i ty jesteś
zamożną kobietą. Nie dzwonisz do
swojej dziewczyny. W ogóle nie potrzebujesz z nią powiązań, z wyjątkiem tych,
które już masz. Nadążasz?”
Popatrzyła
na niego i nie spieszyła się, robiąc to.
Potem
ze złością odwróciła wzrok i spojrzała w dół chodnika, nie spiesząc się z tym.
W
końcu jej ramiona opadły, głowa opadła, mruknęła - „Kurwa” i upadła, uderzając
czubkiem głowy o jego klatkę piersiową.
Jego
ręka wciąż na jej karku ścisnęła się.
Jussy.
Nadążała.
„Potrzebuję
kawy” - powiedziała do jego piersi.
Deke
znalazł jej rękę, oddał jej telefon, wydobył klucze i też jej dał. – „Wsiadaj
do mojego pickupa. Zadzwoń do Thurstona z tą wiadomością, uspokój jego umysł.
Dam ci to, czego potrzebujesz”.
Obróciła
głowę, aż jej policzek przycisnął do jego klatki piersiowej, szepcząc - „Zawsze
to robisz”.
Cholera,
to było dobre.
Przyciskała
się blisko przez sekundę, po czym odsunęła się.
Deke
puścił ją.
Jussy
spojrzała na niego - „Potrzebuję podwójnej porcji tego, co zrobi Shambles” –
oznajmiła - „Nigdy nie mówię mu, czego chcę. Pozwalam mu kołysać moim światem.
Chociaż tym razem zrobi to podwójną porcją”.
„Łapię”
- odpowiedział.
„I
podwójną dawkę tego, co włoży do białej torby”.
Deke
uśmiechnął się do swojej Cyganki - „To też łapię”.
Spojrzała
mu w oczy, jej oczy rozpływały się w cieple - „Dzięki Słonko”.
„Wracam
za chwilę, Justice”.
Skinęła
głową, odwróciła się i ruszyła z powrotem chodnikiem, gdzie przed sklepem
spożywczym zaparkowany był pickup Deke’a.
Obserwował,
aż była bezpieczna w jego pickupie.
Dopiero
wtedy odwrócił się i zszedł do La-La Land po kawę swojej dziewczynie.
*****
Jussy
wbiła mu paznokcie w brzuch, kiedy wbijał się w nią i to sprawiło, że jego
biodra szarpnęły, jego kutas pulsował, a on strzelił bardziej, jakby chwyciła go
za jądra i ścisnęła.
Upadła
na jego klatkę piersiową, kiedy zaczął schodzić, a jej włosy były na całym jego
ciele – na ramionach, twarzy, ramionach – i nie odsunął niczego.
Po
prostu złożył ramiona wokół niej i pracował nad wyrównaniem oddechu po tym, jak
obserwował i czuł, jak ujeżdżała jego penisa do własnego orgazmu, zanim dała mu
to samo.
Kiedy
był już prawie na miejscu, mruknął - „Pocałuj, Cyganko”.
Wyjęła
twarz z jego szyi, podniosła i dała mu usta.
Wziął
długi i mokry pocałunek, o słodkim smaku Justice, po czym przerwał pocałunek i
wplótł dłoń w jej włosy, używając ich, by wsadzić jej twarz z powrotem w jego
szyję.
„Dziwne
życie” – wyszeptała tam – „Dupek mnie dusił, mam ciebie. Szkoda, że nie żyje.
Podziękowałabym mu, zanim kopnęłabym go w orzechy”.
Palce
Deke’a wbiły się w jej włosy, gdy mrugnął, patrząc na jej sufit.
Cholera,
musieli przestać się pieprzyć i zacząć rozmawiać, jeśli myślała, że to, co się
stało, było powodem, dla którego zmienił zdanie na temat tego, gdzie się
znajdują.
W
pewnym sensie tak było.
Ale
tak nie było, bo zabujał się w niej od samego początku.
Samego
początku.
Innymi
słowy, w Wyoming.
I
musiała to wiedzieć.
Zebrał
jej włosy na szyi i już miał zaproponować, żeby się umyli i porozmawiali, kiedy
zadzwonił jej telefon.
Uniosła
się lekko, wyciągnęła rękę wciąż będąc na nim i przeciągnęła torebkę z szafki
nocnej na łóżko. Odwrócił głowę i patrzył, jak się przekopuje, wyciąga telefon
i patrzy na niego.
Następnie
spojrzała na niego.
„Joss”
– stwierdziła i odebrała pieprzony telefon.
Dzwoniła
jej matka, a ona odbierała to, podczas gdy jego kutas wciąż był w niej twardy.
Kurwa,
jego Cyganka.
Deke
poczuł, jak drgają mu usta.
„Yo,
Joss” - przywitała się.
Patrzył,
jak jej twarz staje się zdezorientowana, rozkazała - „Hej, nie rozumiem tego.
Mów wolniej” - a potem poczuł, jak całe jej ciało jest napięte, łącznie z cipką
i stłumił jęk na to, jak dobre to było.
Spojrzała
na niego i podniosła się, wciąż siedząc na nim okrakiem, włosy zwisały bardziej
splątane niż wcześniej, częściowo na jej klatce piersiowej, zakrywając piersi,
ale widział przez nie sutek.
Kurwa,
musiał ściągnąć ją ze swojego kutasa albo znów byłby twardy i pieprzyłby ją,
gdy rozmawiała z matką.
Deke
położył ręce na jej biodrach i ścisnął je.
Spojrzała
na niego, odebrała wiadomość i odwróciła się, by ułożyć się na biodrze, z
nogami zgiętymi obok niej, trzymając ją w łóżku, ale nie odrywała wzroku od
niego.
„Joss
wie o Biance” - wyszeptała.
Deke
skinął głową, podniósł się do siadu, przesunął się, by dotknąć ustami lekkiego
śladu ugryzienia, który zrobił zębami, gdy pierwszy raz doszedł w niej i zrobił
to z zaciśniętymi ustami.
Ten
znak nie miał zamiaru zniknąć. Będzie odnawiał go za każdym razem, gdy musiał
go odnowić. By zabierała go wszędzie, dopóki to między nimi działało.
Po
tej decyzji wstał z łóżka, zajął się prezerwatywą i wrócił niespiesznie.
Wpatrywała
się w jego penisa, a kiedy wrócił do niej do łóżka i straciła go z oczu,
spojrzała w jego oczy i uśmiechnęła się, wskazując, że podobało jej się to, co
zobaczyła.
Pochylił
się i pocałował ją między cyckami.
Wsunęła
palce w jego włosy, ale miała problemy z utrzymaniem ich tam, kiedy się
odsunął, upadł na plecy i szarpnął ją na siebie, tak że spoczęła na jego klatce
piersiowej.
Jedną
ręką powędrował do jej tyłka, drugą sięgnął po kołdrę, podciągając ją im do pasa.
„Tak,
Joss, daj mi chwilę coś powiedzieć” - powiedziała szybko - „Powiedziałabym ci,
że wiem. Po tym, co się wydarzyło, wynajęłam
śledczego, który zrelacjonował nam to wszystko dziś rano” - Potem przerwa - „Nam
to znaczy mnie i Deke’owi” - Kolejna pauza, jej uwaga skupiła się na nim i
powiedziała - „Nie rozmawiamy o tym teraz”.
Uśmiechnął
się.
Patrzyła,
jak to robi, jej oczy stały się leniwe i całkowicie cholernie seksowne.
Deke
wtoczył się w nią, kładąc ją na plecy, żeby być na niej.
Podniosła
rękę do jego szczęki i potarła kciukiem jego brodę.
Nigdy
wcześniej nie robiła mu tego żadna kobieta.
To
było przyjemne, słodkie, czułe.
Jussy.
„Ponieważ
jest tutaj teraz, a ja wolałbym nie dzielić się opowieścią o spotkaniu Deke’a i
mnie, kiedy Deke i ja jesteśmy razem”
- Jej oczy, tańczące z humorem, spojrzały na niego, kiedy skończyła - „Może się
wstydzić, kiedy powiem, jak utalentowany jest we… hm, wszystkim”.
„Nie
będę się wstydził” – powiedział jej, wciąż się uśmiechając.
Przesunęła
kciuk na jego usta, mówiąc do telefonu - „Tak, Joss, mówiłam ci, że jest tutaj” - Potem przerwa - „Tak, to byłoby
dobre” - Kolejna pauza przed - „Nie oglądam. Nie chcę wiedzieć. Ale muszę
zadzwonić do Mr T” - Kilka chwil, a potem - „Dobrze. Tak. To dziwne. Szalone i
dziwne, ale nie mogę sobie z tym teraz radzić. Mój śledczy nadal się tym
zajmuje i mamy nadzieję, że jutro otrzymamy więcej informacji” - Cisza i - „Joss,
nie wiem. Nie rozmawiałam z nią od wieków. Staram się nie wpaść w panikę w
środku wielu całkiem dziwacznych rzeczy. Pomóż mi z tym, dobrze?”
Skupiła
się na Deke’u i lekko pokręciła głową, nasłuchując, zanim ruszyła dalej.
„Tak,
tą pomocą byłoby to, żebyśmy nie mieszali tego wszystkiego, gdy nie mamy
pojęcia, co się dzieje, wszystko to, co się dzieje, nie robi nic innego jak
tyko całkowicie mnie wywraca. A jeśli to się dzieje, muszę zadzwonić do Mr T.
Musi zostać poinformowany o tym nowym gównie. Więc muszę iść” - pauza i - „Tak,
też cię kocham. Uściski dla Roda. Porozmawiam z tobą, kiedy dowiem się więcej”
- Pauza - „Dobra, później, pa”.
Rozłączyła
się i rzuciła telefon na łóżko.
Potem
oświadczyła - „Najwyraźniej pojawiły się wiadomości, że Bianca była w jakiś
sposób zamieszana w morderstwo. Jej rodzice są sławni. To wszystko jest w
wiadomościach plotkarskich i trafia również do prawdziwych wiadomości. Tak
właśnie dowiedziała się Joss”.
Dzięki
tej deklaracji ciało Deke’a zesztywniało.
„Wspominają
o tobie?” - zapytał.
Pokręciła
głową, a on się rozluźnił - „Nie według Joss. Ale Mr T zwykle ma ludzi, którzy
to monitorują, więc zawsze wie, co ludzie mówią. Więc…”
Przerwał
jej dzwonek telefonu.
Deke
obrócił się, złapał go, zobaczył, że na wyświetlaczu jest napisane, że to jej
dziewczyna Lacey i dał jej go.
„Zabawa
się skończyła” - mruknęła, biorąc od niego telefon.
„Na
razie, Jussy. Odbieraj telefony. Dzwoń. Będę tutaj, kiedy to się skończy”.
Uśmiechnęła
się do niego, odebrała telefon i przyłożyła telefon do ucha.
„Zanim
zaczniesz, wiem i zaczekaj” - powiedziała do niego i położyła go ekranem w dół
na swojej piersi - „Czy mogę cię namówić na kanapki?”
Mogła
go namówić na wszystko.
Nadal
się nie ruszał.
„Będzie
dobrze, żebyś tu została sama?” - zapytał cicho.
„Nie
jestem pewna, czy duchy mogą cię dotknąć i myślę, że muszą być przywiązane do
miejsca, w którym zginęły, do ich domu lub czegoś takiego, więc myślę, że
wszystko będzie w porządku”.
Powiedziała
to tak, jakby myślała, że duchy są prawdziwe.
Więc
uśmiechnął się do niej.
Tak,
byłaby w porządku.
Schylił
się blisko, dotknął ustami jej ust i zsunął się z niej.
Sięgał
po dżinsy, kiedy usłyszał - „Wróciłam”.
Lacey
również musiała usłyszeć kilka rzeczy, bo początek jej rozmowy dotyczył Deke’a.
Po
tym, jak się ubrał, przeniosła się do Bianki.
Położył
kolano na łóżku, pochylił się do niej i musnął wargami jej wargi, odsunął się i
spojrzał jej w oczy.
Skinęła
głową, a jego wzrok opadł na jej usta, kiedy użyła ich, by powiedzieć mu cicho
- „Jest dobrze, Słonko. Idź”.
Wtedy
Deke skinął głową, odepchnął się i wyszedł do swojego pickupa po kanapki.
*****
Super rozdział i czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️😘
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘😘😘
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń