środa, 9 lutego 2022

17 - Głęboko

 

Rozdział 17

Głęboko

Justice

 

 

 

Następnego ranka zboczyłam z drogi od ubierania się do łóżka. Tak więc miałam na sobie stanik, majtki i dżinsy, wygładzając kołdrę, kiedy usłyszałam, jak Deke wyszedł spod prysznica, miejsca, które było tak małe, że nie mogliśmy go dzielić (jedyny minus przyczepy Deke’a). Zastanawiałam się nawet, jak Deke mógł się tam mieścić sam.

Niezwykle nie przyszedł od razu do swojej sypialni, żeby się ubrać, ale ja miałam misję ścielenia łóżka, więc nie patrzyłam, dokąd poszedł.

Byłam zajęta strzepywaniem i układaniem poduszek, kiedy do mnie przyszedł.

A kiedy to zrobił, stanął tuż za mną, przesuwając dłonią po moim brzuchu, przechylając go w górę i wyprostowując, żebym poczuła jego ciepło i twardość na plecach, zanim poczułam coś innego.

Coś zimnego z krawędzią, która drapała skórę pod materiałem stanika między piersiami.

Spojrzałam w dół i zobaczyłam klucz, który Deke tam ustawiał.

Wzięłam wdech i zapomniałam go wypuścić, gdy zaskwierczało to na skórze od tego miejsca, przez szczyty moich piersi, w górę do ramion, w dół aż do koniuszków palców i poczułam dreszcze.

Wtedy poczułam usta Deke’a na mojej szyi.

„Za każdym razem, gdy zechcesz ustawić Multicooker, Cyganko lub cokolwiek zechcesz. Moja przestrzeń jest twoja i możesz tu być, kiedy tylko chcesz”.

Ten klucz był kluczem do jego przyczepy.

Domu, który założył nad jeziorem, bo jego mama nie mogła.

Boże, on całkowicie mnie zabijał. Wiedziałam to po kłuciu w oczy.

Zakorzenić się w tobie

To było to. Wszystko o czym mogłam pomyśleć.

Chciałam zakorzenić się w Deke’u.

I nie można było tego wyrazić, nawet umiejętnościami poetki, za jaką się uważałam, jak cudowne było to, że wydawało się, że Deke chce tego samego.

„Jussy?” - zawołał, kiedy nic nie powiedziałam.

„Zamierzam Multicookerować gówno tej zimy”.

Odsunął się, ale nie daleko, tylko na tyle, by ponownie objąć mnie ramionami, tym razem z przodu w przód.

A kiedy spojrzałam na jego twarz, zobaczyłam i poczułam, że cicho chichocze.

Oddech, którym oddycham, dostaję tylko wtedy, gdy się śmiejesz

„Multicookerować to czasownik?” - żartował.

„Teraz jest” - powiedziałam.

„Czy możesz przebić kurczaka Steph?” - zapytał z więcej niż łagodną ciekawością.

Nie mogłabym. Znałam jeden przepis na Multicooker.

Plany na ten dzień: Trolluj Internet, aby znaleźć świetne przepisy na Multicooker.

„Jeszcze nie, ale będę” - odpowiedziałam.

Uśmiechał się, ale powiedział - „Mamy problem”.

Problem?

Nie było problemów.

Zaświtał kolejny dzień, w którym chciałam Deke’a.

A Deke chciał mnie.

I byliśmy razem.

Nie było miejsca na problemy.

Poczułam zmarszczkę między oczami - „Jaki problem?”

„Kiedy jesteś słodka, chcę cię pieprzyć. Ponieważ cały czas jesteś słodka, oznacza to, że chcę cię pieprzyć cały czas. To jest problem, bo kiedy osadzam się na zimę, pracuję i to ciężko, bym miał pieniądze, żeby ruszyć w drogę, gdy nadejdzie na to czas. I nie będę mógł zarobić, jeśli nie będę pracował, a zamiast tego ciągle cię pieprzył”.

Uznałam to za dobrą wiadomość, nie stanowiło to żadnego problemu, bo podobało mi się, że myślał, że jestem słodka i chciałam, żeby chciał mnie pieprzyć cały czas, bo musiał tylko oddychać, żebym ja chciała go pieprzyć.

Aby przekazać tę ostatnią część, wsunęłam rękę w jego plecy i przysunęłam się bliżej - „Myślę, że Max jest typem faceta, który rozumie opóźniony start dla porannego bzykanka”.

Naprawdę tak myślałam, chociaż nie miałam pojęcia, czy to prawda. Ale, jeśli moja teoria była słuszna, że ci górale mieli libido, które pasowało do ich urody, jego było tak samo niesforne jak Deke. Pomyślałam więc, że nie tylko to zrozumie, ale będzie to bronił.

Deke przysunął bliżej swoją twarz i miała ten łagodny wygląd, ten wygląd, który widziałam wcześniej. Wiedziałam, że zrozumiem to spojrzenie w tym momencie, kiedy mi je da. Co oznaczało, że było to spojrzenie, które ceniłam z więcej niż jednego powodu, bo oznaczało to, że rozgryzałam orzechy, którymi był Deke.

To spojrzenie było spojrzeniem, jakie posyłał mi Deke, kiedy zamierzał zrobić coś, czego nie chciał zrobić. To była komunikacja, nie zamierzał dać mi tego, czego chciałam.

„A ja myślę, że Max bierze mnie za każdym razem, gdy wracam do domu” - powiedział głosem tak łagodnym jak jego spojrzenie - „Dobrze płaci. Rzuca w moją stronę tonę pracy. I był spoko we wszystkim, co się wydarzyło, Jussy. Ale najważniejsze jest to, że pracuję dla niego. Jak jesteś w sytuacji, on to rozumie. Jak wychodzisz z tej sytuacji, wychodzisz z niej jako moja kobieta, nie będzie czuł dużo miłości, że posuwam klientkę i nie wykonuję pracy.”

Zacisnęłam dłoń na jego szyi.

„Chociaż wolałabym opóźniony start, masz rację” - uśmiechnęłam się do niego - „A, jak ty wykonujesz pracę, ja zbliżam się do kuchni, w której będę mogła zrobić coś więcej niż tylko skopać gówno z Multicookera”.

Deke uśmiechnął się do mnie, jego ramiona zacisnęły się wokół mnie, a ja przyjęłam jego sygnał.

Uniosłam się na palcach, gdy opuścił głowę w moją stronę.

I pocałował mnie, tak łagodnie tak, jakie było jego spojrzenie, ale mokro, tak gorąco, a ponieważ nie mógł dać mi tego, czego pragnęłam - poranne bzykanko - dał mi coś innego.

Długi, miękki, mokry, gorący pocałunek z Deke’iem w samym ręczniku, i mną bez koszulki, ale z kluczem do jego przyczepy wetkniętym w stanik.

To nie było tak wspaniałe jak orgazm od Deke’a.

Ale to wciąż był to pocałunek, którego nigdy nie zapomnę.

*****

Deke był sam na górze z rozpylaczem farby, dziś bez pomocy.

Ale wczoraj skończyli cały poziom na dole i jedną stronę na górze. W końcu ustaliłam czas i nie licząc ustawienia opryskiwacza lub czyszczenia go później, spryskanie całego pokoju zajęło im całe dziewięć minut.

Dziewięć minut.

To było to.

Niesamowite.

Deke w pracy, wyszłam na swój taras, rozpaliłam palenisko i usadowiłam się z telefonem.

Był początek października, zdecydowanie było chłodno, ale w środku było mi ciepło.

Ciepło w środku z powodu tego, co wydarzyło się ostatniej nocy.

Ponieważ Deke wiedział, że Ogniwa Siatki zostało dla niego napisane i to, jak na to zareagował. I dlatego, że Deke podzielił się ze mną swoimi planami na resztę czasu, kiedy będzie pracował samotnie w moim domu.

To znaczy, że po skończeniu natryskiwania farby zamierzał ułożyć podłogę w moim gabinecie, a następnie zawiesić drzwi, wykończyć gniazdka, wstawić oprawę oświetleniową, zamontować listwy przypodłogowe - innymi słowy uzupełnić to pomieszczenie.

„Robi się zimno, Jussy” - powiedział w swoim pickupie w drodze do mojego domu - „Zimno w górach może oznaczać wszystko, łącznie ze śniegiem. Potrzebujesz ciepłego miejsca do przebywania. Zrób to badanie i skontaktuj się ze swoim projektantem już dziś. Powiedz jej, żeby wysłała gówno, które zamówiłaś do tego pokoju. Chłopcy będą ze mną w poniedziałek, to praca pójdzie dużo szybciej. Ale wciąż masz kilka tygodni, zanim większość przestrzeni będzie zdatna do zamieszkania. Jak będziesz miała inny pokój, w którym będziesz mogła być w środku, wybrać zmianę scenerii, zamknąć drzwi, wszystko będzie w porządku”.

To był Deke. Nawet w sposób, którego nie brałam pod uwagę, opiekował się mną.

Więc usadowiłam się obok mojego paleniska, które dał mi Deke, postawiłam stopy na krawędzi, żeby dół wypalił podeszwy moich kowbojskich butów, i napisałam do mojej projektantki, że może wysłać materiały do obejrzenia, kiedy tylko będzie gotowa.

Potem zrobiłam to, co miałam zamiar zrobić od kilku dni.

Zadzwoniłam do Joss.

Co było zaskakujące, ponieważ moja mama była zawsze zajęta, odebrała po pierwszym dzwonku.

I odebrała z: - „No wreszcie. Jestem na sesji zdjęciowej z Kenzie Elise, kobietą, która zdecydowała się objąć nieistniejącą rockową laskę w nadziei na ponowne wymyślenie siebie… ponownie. Kobieta, która działa też na mój ostatni nerw. A jej menedżer przyprawia mnie o dreszcze. Więc nie mogę się doczekać dzisiejszego dnia, ale nie mogę się doczekać, kiedy powiem jej, że musi poczekać, aż odbiorę ważny telefon od mojej córki, bo najwyższy czas podzielić się ze mną wszystkimi talentami Ogniw Łańcucha”.

Słysząc jej słowa, wiedziałam, że nie powinnam była czekać tak długo, aby zadzwonić do Joss. Jak każda mama lub najlepsza przyjaciółka (a była obydwoma), soczyste wieści, takie jak moje łączenie się z Deke’iem, nie były czymś, co byłaby skłonna przepuścić.

A tak przy okazji, Kenzie Elise była aktorką. Podobno trudna do pracy na wszystkich poziomach. Nie była zwykłą klientką Joss.

Robiła głównie muzyków, nie aktorów. Ale jeśli ktoś miał jej zapłacić, Joss nie odrzucała nikogo.

Moglibyśmy po prostu powiedzieć, że nie bez powodu zarabiała na życie na zakupach.

„Wiesz, że nie będę omawiała tego szczegółowo” - podzieliłam się.

„A może wdasz się w szczegóły o tym, jak w jednej sekundzie gość cię nie znał, a w następnej jest tak blisko ciebie, że słyszę jego głos, kiedy rozmawiasz ze mną przez telefon, jakby to on rozmawiał przez telefon?” - Joss tylko częściowo sugerowała, bo głównie domagała się, abym weszła w szczegóły.

„To długa historia” - powiedziałam jej.

„Im dłużej będę mogła kazać Kenzie czekać, tym będę szczęśliwsza. Więc gadaj” - powiedziała mi.

Spojrzałam znad ognia, odwracając głowę, by spojrzeć na drzewa.

Miałam tam być do kwietnia. Jeśli Deke i ja bylibyśmy tak silni (i silniejsi), gdy pogoda by się zmieniła, siedziałabym na jego motocyklu.

To sprawiło, że przeszedł mnie szczęśliwy dreszcz i pomyślałam, że mam dużo miejsca u mnie, aby zaparkować jego Airstream.

Z drugiej strony, gdybyśmy zaparkowali tutaj jego przyczepę, nie mielibyśmy jeziora.

Musiałam poświęcić Deke’owi czas nad jeziorem.

„Justice!” - warknęła Joss, zwracając moją uwagę z powrotem na nią.

„Lubi mnie” – powiedziałam miękko, nie mogąc powstrzymać wykrzywienia ust, kiedy to mówiłam.

„Dajesz się lubić” - odparła Joss - „Z drugiej strony, prawdopodobnie dałaś się polubić w pierwszej sekundzie, w której cię rzucił i cię nie pamiętał”.

„Cóż, hm… nadszedł moment, w którym mnie przypomniał” - podzieliłam się - „Ten moment był przed moim dramatem z psycholem Anci”.

„Niech zgadnę, to było mniej więcej wtedy, gdy trafiłaś do mediów społecznościowych, kopiąc gówno z Ronstadt”.

Zamrugałam na mój widok, zanim ponownie odwróciłam głowę, by skupiać się nie do końca na kolanach.

„Co?” - zapytałam.

Joss nic nie mówił przez kilka uderzeń, zanim rzeczywiście usłyszałam jej westchnienie przez telefon.

Mimo że to słyszałam, nadal nic nie powiedziała.

Więc powtórzyłam moje - „Co?”

„Kochanie, jesteś pewna, że ten facet cię nie pamiętał?”

Wyprostowałem się na krześle na to, co sugerowała, i ponownie zapytałam - „Co?”

„Wiesz” - powiedziała łagodnie i ostrożnie - „…są tacy, którzy potrafią grać w długą grę”.

W tym momencie, lekko poruszona, przypominając sobie, że Joss jeszcze nie spotkała Deke, więc nie wiedziała, o czym do diabła mówi, zdjęłam stopy z boku paleniska i położyłam je na terasie.

Pochyliłam się do przodu i oparłam łokieć na nodze, gdy syknęłam - „Deke nie jest taki”.

„Słyszałam, że jesteś wkurzona, Jussy, ale jestem twoją matką. Martwię się. Nie spotkałam tego faceta. A ty brzmisz…” - przerwała, zanim kontynuowała - „Nie wiem, jak brzmisz, bo nigdy wcześniej nie słyszałam, byś brzmiała w ten sposób”.

To dlatego, że nigdy wcześniej nie zakochałam się w mężczyźnie z gór.

Albo jakimkolwiek mężczyźnie, z gór czy nie.

Nie powiedziałam jej tego.

„Myślisz, że nie umiem rozpoznać oszusta?” - zapytałam.

„Myślisz, że to Ogniwa Siatki” - odpowiedziała.

„Jak wiesz, on jest Ogniwa Siatki” - odpowiedziałam.

„I myślę, że jeśli wie, że jest Ogniwa Siatki…”

Pozwoliła temu kłamać.

Ja nie.

„Joss, on jest…” - Pokręciłam głową i oparłam się, ponownie podnosząc stopy na skraj paleniska, zmuszając się do zachowania spokoju - „Gdybyś go spotkała, nie powiedziałbyś tego rodzaju rzeczy. On nie jest takim facetem”.

„Jest wielu takich facetów, dziewczynko” - przypomniała mi ostrożnie - „I wszyscy są naprawdę dobrzy w sprawianiu, że myślisz, że nie są takim facetem”.

„Tak, a Deke do nich nie należy” - powiedziałam jej stanowczo.

„Co on robi?” - zapytała - „Kim jest? Ponieważ wiem, co ty robisz. Wiem, kim ty jesteś. Wiem co masz. A jakiś koleś pracujący na budowie, który to wie, też może…”

Przerwałam jej, informując ją - „Kiedy Mr T przedstawił się Deke’owi, zrobił to jako Bill”.

„Jasna cholera” - wydyszała Joss.

Tak, wiedziała, jakie to było duże.

„Mhm” - wymamrotałam - „A kiedy Deke podjechał pod mój dom rano, kiedy zostałam zaatakowana, zobaczył samochody policyjne i pojechał z powrotem do miasta, prosto na posterunek policji. I nie wiem, czy powiedzieli mu, że mnie nie może zobaczyć, czy co. Wiem tylko, że rozmawiałam z detektywem, a potem usłyszałam krzyki Deke’a. Krzyczał do mnie. Stracił rozum ze zmartwienia, Joss. Tak, jak ty byś straciła. Tak, jak zrobiłby to tata. Tak jak Lace. Nie rozpoznałam tego, kiedy wybiegłam do niego, bo straciłam rozum o czymś innym. Ale spojrzałam wstecz i stracił rozum ze zmartwienia. O mnie”.

„Cóż, to jest…”

„Piękne” - wyszeptałam, ale mówiłam głośniej, gdy kontynuowałam - „Romantyczne. Zdumiewające. I od tego momentu ledwo mnie opuścił. Nawet nie lubił mnie poza zasięgiem wzroku”.

Znowu była ostrożna, kiedy zaczęła - „Justice, to może…”

Przerwałam jej.

„Wiem, że wszystko, co mogłabym ci o nim powiedzieć, wspierałoby to, co myślisz. Mieszka w przyczepie. Miał bardzo trudne życie. Pracuje na budowie i ma spore umiejętności, myślę, że dobrze mu płacą, ale go to nie kręci. I o ile wiem, ma tę przyczepę, swój pickup, harleya i trochę ubrań, niewiele ostatnich i niewiele więcej”.

Zaczerpnęłam oddech i trzymałam się jej.

„Ale to nie oznacza nic, Joss. Ponieważ wiem, że jest prostym człowiekiem. Nie potrzebuje wiele, a życie nauczyło go, że nie chce niczego, bo tego nie dostanie. Nie bierze. Nie namawia mnie do wykorzystania mnie. Nie pamiętał mnie. Nie wiedział, że jestem Justice Lonesome. Na początku wiedział tylko, że jestem bogatą laską zakładającą dom w górach i nie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Ale biorąc pod uwagę, że daję się lubić, lubiłam go, a on lubił mnie, walczył z oddaniem tego. Kiedy mnie dusili, przegrał tę walkę. A teraz… teraz… cóż, teraz wie, że jest Ogniwa Siatki, bo teraz jest mój”.

Był mój.

Odwróciłam głowę w stronę domu, nawet jeśli go nie widziałam.

Boże, powiedziałam to, a nie powiedziałam, żeby to było prawdą.

Powiedziałam, bo to już było.

„Więc to, co słyszę w twoim głosie, to to, że myślisz, że to on” - zauważyła Joss.

„Tak” - stwierdziłam, zwracając uwagę na ogień - „To właśnie słyszysz”.

„Dziewczyno, musisz wiedzieć, kiedy ten czas nadejdzie, będę się martwić. Powiedziałam Rodowi, że między wami jest postęp, a teraz się martwi. Możesz się w kogoś zaplątać i nie widzieć”.

„Kiedy po raz pierwszy powiedziałam ci, że ponownie nawiązałam kontakt z człowiekiem stojącym za Ogniwa Siatki, byłaś podekscytowana” – przypomniałam jej.

„Wtedy pomyślałam, że możesz po prostu sobie trochę tego zafundować i zanim usłyszałam to, co słyszę w twoim głosie. Może nie masz sławy swojego ojca, ale zawsze byłaś Lonesome”.

„Na początku nie powiedziałam mu jak się nazywam” - podzieliłam się - „Nie nazwisko, nawet nie imię, bo przedstawiłam się dawniej. Martwiłam się, że mnie zapamiętał i byłoby to niezręczne, nie wspominając już o totalnym zażenowaniu, że mnie nie pamiętał”.

„Wciąż mógł cię znać” - odpowiedziała cicho.

„On mnie nie znał”.

„Justice…”

„Zakochałam się w nim, Joss” - powiedziałem jej bez ogródek i słuchałam kompletnej ciszy na linii.

Więc szłam dalej.

„Urodziłam się w tym życiu” - powiedziałam jej coś, o czym dobrze wiedziała - „Nauczyłam się lekcji Luny z tatą i obie zrobiłyśmy to w trudny sposób. Deke…” - spojrzałam poza taras na drzewa, wiedząc, że za nim leży miasto Carnal i potrząsnęłam głową - „Nie, nie tylko Deke, ci ludzie są prawdziwi, Joss. Znają tatę. Niektórzy nawet mnie znali. I wciągnęli mnie. Uczynili mnie jedną ze swoich. Zajmowali się mną, gdy gówno było ekstremalne. Po raz pierwszy w życiu wszyscy, których spotykam, wszyscy wokół mnie nie są tacy przez Lonesome. Jestem bezpieczna. Jestem z nimi bezpieczna. A przede wszystkim jestem bezpieczna z Deke’iem”.

Nie odpowiedziała od razu.

Wtedy to zrobiła.

„Mr T przedstawił się jako Bill?”

Odetchnęłam uspokajająco, mając nadzieję, że się tam dostanę i poinformowałam ją - „Zanim odszedł, Mr T powiedział, że cieszył się, że znalazłam bezpieczne miejsce do lądowania, kiedy wyrwano spode mnie fundamenty taty. Mówił o tych ludziach, którzy się o mnie troszczą. Nie śpiących całą noc, żeby stać nade mną na straży. Biorących się do pracy nad swoim domem, żebym miała wkrótce dom. Pojawiających się u mnie, aby dotrzymać mi towarzystwa. Ale przede wszystkim mówił o Deke’u”.

„Chciałabym go poznać” - powiedziała.

„A ja chcę, żebyś go poznała” - odpowiedziałam - „Chociaż to się nie stanie szybko, Joss, bo ja i Deke dopiero zaczynamy, poznajemy się nawzajem, robimy to bez psychopaty Anci rzucającego się na to i potrzebujemy na to czasu”.

„Jussy, musisz wiedzieć, że twoja mama i ojczym nie będą dobrzy w trzymaniu się na odległość, podczas gdy ty zagłębisz się w faceta, którego nigdy nie spotkaliśmy”.

Okej, cholera.

To było złe. Albo nowy rodzaj zła, może gorszy niż Joss myśląca, że Deke jest tym, za kogo go uważała. To było złe, bo Joss był moją mamą i najlepszą przyjaciółką. To było podwójne uderzenie w biznesie „oglądaj faceta”.

Nie ma mowy, żeby łatwo było ją odłożyć.

A kiedy podzieliłabym się z nią, jak się sprawy mają z Deke’iem, Lacey byłaby taka sama.

Więc musiałam zdusić to w zarodku.

Od razu.

„A Joss, musisz wiedzieć, mam trzydzieści cztery lata, a nie osiemnaście. Wiem, co robię, a jeśli chodzi o Deke’a, wiem, co robię.”

Ostrożność całkowicie opuściła ton Joss - „Justice, poważnie. Właśnie mi powiedziałaś, że zakochałaś się w jakimś facecie, którego nigdy nawet nie widziałam na oczy”.

„Joss, jeśli to zadziała, to nie ty będziesz co noc zasypiać u jego boku. Nadejdzie odpowiedni czas, byś mogła go obejrzeć”.

„Sądząc po tonie twojego głosu, czas jest właśnie w tej chwili” – oświadczyła.

„Nadejdzie właściwy czas, kiedy ja powiem, że jest właściwy” - odparłam.

„Dziewczyno, nie osiągnęłaś nawet wieku, w którym mogłabyś głosować, nawet blisko tego, jak oświadczyłaś, że każdy facet, z którym będę się spotykała, musi mieć twoją pieczęć aprobaty”.

To była prawda.

Gówno.

„Jesteś moją mamą” - odpowiedziałam.

Słabe.

Złapała to i pobiegła z tym.

„A ty jesteś moją córką” - warknęła.

„Będąc nią, nauczyłam się lekcji z koszmaru Luny” - stwierdziłam.

„Tak, ja również nauczyłam się z tego”.

Jej punkt widzenia był dobrze sformułowany.

Gówno.

„Joss, proszę cię, daj nam trochę czasu. Może przyjdziesz na Boże Narodzenie” - zasugerowałam.

„Jesteś naćpana?” - zapytała podniesionym głosem.

Może byłam. Naćpana Deke’iem. Nie wiedziałam, czy Joss będzie czekała trzy miesiące na spotkanie z Deke’iem.

„Święto Dziękczynienia” - zaoferowałam.

„Jus, przestań”.

Przestałam.

„Marco zmierza w moją stronę i nie wygląda na szczęśliwego. Ponieważ ma zbirów, którzy są mniej ochroniarzami Kenzie Elise, a bardziej zwykłymi zbirami, a oni za nim idą, myślę, że nadszedł czas, aby skrócić tę rozmowę”.

Za późno na to.

I dostałam innego rodzaju dreszczy na myśl o Marco, menadżerze Kenzie Elise. Nigdy go nie spotkałam, ale Joss miała o nim wiele do powiedzenia i większość z tego była upiorna, ale część z nich była po prostu przerażająca.

„Dobrze, pozwolę ci odejść” - powiedziałam.

„Porozmawiam z Rodem. Zobaczymy, kiedy złożymy ci wizytę”.

W tym momencie westchnęłam i poprosiłam - „Czy możesz dać nam przynajmniej kilka tygodni? Deke’owi i mi, a do tego czasu mój dom może być przygotowany na przyjęcie gości”.

„Zobaczymy”.

Joss była najfajniejszą mamą na świecie.

Ale nadal, jak każdej mamy, jej „zobaczymy” całkowicie oznaczało „nie”.

Usłyszałam, jak otwierają się drzwi na taras i odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak Deke wychodzi z mężczyzną, którego jeszcze nie spotkałam. Ale był wyraźnie znany Deke’owi, co oznaczało, że był miejscowym, co oznaczało, że jego wysoka, ciemna uroda była poza wykresami. I był tym wszystkim, szczególnie wysoki. Był prawie tak wysoki jak Deke, choć nie tak muskularny.

„Ja też muszę iść, Joss, mam towarzystwo. Porozmawiamy później”.

„Dobra, kochanie, później. Twoja mama cię kocha”.

„Też cię kocham. Pa”.

„Pa” - powtórzyła za mną i rozłączyła się.

Powiedziałam to wszystko, wpatrując się w Deke’a i ten nowy wysoki napój gorąca, jednocześnie wstając na nogi.

„Kotku, tu Jacob Decker” - powiedział Deke, podchodząc do mnie i obejmując mnie ramieniem, a potem odwracając się do mężczyzny, który był moim prywatnym detektywem.

„Deck, to Justice” - Deke dokończył przedstawienie.

Wsadziłam telefon do tylnej kieszeni dżinsów, wyciągnęłam rękę, przyjrzałam mu się, starając się najlepiej, jak potrafiłam nie wyglądać, jakbym próbowała sobie wyobrazić go sobie nagiego (nie trzeba było wiele do wyobrażania, byłby wspaniały nagi) i mruknęłam pod nosem - „Całkowicie butelkuję tutaj wodę”.

„Przepraszam?” - spytał Jacob Decker, biorąc mnie za rękę.

Posłałam mu uśmiech - „Nic. Po prostu fajnie cię poznać” - powiedziałam - „I fajnie mieć możliwość podziękowania za wszystko, co zrobiłeś”.

Skinął głową, mocno ściskając moją dłoń, zanim ją puścił.

„Tobie też fajnie poznać, Justice” - odpowiedział.

„Jus, proszę” - zaprosiłam z uśmiechem - „Nie krępuj się. Wszyscy moi przyjaciele nazywają mnie Jus lub Jussy”.

„Dzięki, Jus” - mruknął, patrząc między mną a Deke’iem, jakby coś było zabawne.

Deke pozwolił mu na chwilę rozrywki, ale to była tylko chwila.

Kiedy skończył na to pozwalać, podpowiedział - „Przyszedłeś z czymś do powiedzenia, stary”.

„Racja” - powiedział Deck, wciąż mamrocząc. Spojrzał na mnie - „Masz minutę?”

„Mam ich dużo” - powiedziałam z kolejnym uśmiechem.

„Ja nie mam” - wtrącił Deke - „Nie chcę być kutasem, ale mam pokoje do pomalowania, więc zacznijmy to”.

Spojrzałam na Deke’a i zapytałam niecierpliwie - „Czy mogę przynajmniej zaoferować temu mężczyźnie krzesło?”

Deke spojrzał na mnie i uśmiechnął się - „Możesz robić wszystko, co chcesz, pod warunkiem, że szybko wrócę do malowania”.

Walczyłam z przewróceniem oczami, przegrałam, a potem wyciągnęłam rękę, żeby wskazać meble na tarasie - „Rozgość się. Nie mam zaparzonej kawy, ale mogę zaoferować ci wodę, colę lub Fresca”.

„Nie, Jus, dzięki” - powiedział Decker, przenosząc się do sofy, która znajdowała się po przeciwnej stronie paleniska niż sofa, w której siedziałam.

Usiadł.

Deke ustawił nas i również usiadł, ciągnąc mnie w dół tak blisko siebie, że gdyby to było możliwe, moje biodro i udo połączyłyby się z jego.

Ale po rozmowie z Joss i przezwyciężeniu uderzenia innego gorącego faceta z gór, dotarło do mnie, że Jacob Decker był tam i to mogła nie być dobra rzecz.

Zapytałam więc cicho - „Czy powinnam się przygotować?”

Natychmiast pokręcił głową - „Nie, Jus. To wszystko…” - zawahał się, co odebrało trochę sensu jego zakończeniu - „Dobrze”.

Nic nie powiedziałam, tylko trzymałam jego wzrok.

Uznał to za wskazówkę, aby kontynuować, na co, szczęście, zrobił.

„Okej, wczoraj dużo gówna poszło z tym, co wydarzyło się w mieszkaniu twojej przyjaciółki”.

Skinęłam głową.

Decker kontynuował - „To dlatego, że skontaktowali się z Antonem Rojas’em w Kostaryce. Wyraził podenerwowanie i zaniepokojenie tym, co wydarzyło się w mieszkaniu jego dziewczyny Bianki i powiedział, że on i twoja przyjaciółka skrócą wakacje, aby w jakikolwiek sposób mogliby pomóc policji. Wracają jutro”.

Więc to było oficjalne.

Bianca i Tony byli razem.

I wracali do domu.

Do śledztwa w sprawie morderstwa.

„O, rany” - szepnęłam.

Decker pokręcił głową - „Nie ma się czym martwić, Jus, biorąc pod uwagę, że policja zna zasady działania Rojas’a i wiedziała, że to nie to, więc zaczęli rozszerzać swoje poszukiwania. Obejmowało to uzyskanie nakazu przeszukania kilku nieruchomości znanego wroga Rojas’a. Dostali dużo dowodów i nie było cicho. Te poszukiwania przyniosły owoce. Znaleźli broń, która pasuje do balistyki pocisków wyciągniętych z Caswell’a”.

„Jasna cholera” - wymamrotałam, gdy ciało Deke’a stwardniało się obok mnie.

„Ten wróg Rojas’a był też znany, jako głupi?” - zapytał Deke.

Decker spojrzał na niego.

„Nie mam pojęcia” - odpowiedział - „Wiem tylko, że ten facet też miał kłopoty z Caswell’em. Więc to mogą być dwie pieczenie przy jednym ogniu, po prostu nie wiemy, kto rozpalił ogień. Albo ten facet rozkazał likwidację Caswell’a, żeby wystawić Rojas’a lub zadrzeć z jego kobietą, żeby dostać się do Rojas’a, albo Rojas zrobił likwidację i wystawia tego faceta. To nie ma znaczenia. Rojas i Constantine mają solidne alibi. Pokojówka Rojas’a powiedziała, że byli u niego w czasie morderstwa, najlepiej jak wie. Mówi, że oglądali telewizję, kiedy ona położyła się do łóżka około jedenastej trzydzieści. Oś czasu się zgadza, było dużo czasu, żeby poszli do niego po tym, jak Rojas’a widziano wchodzącego do mieszkania Bianki”.

Decker zatrzymał się, jakby czekał, aż to dotrze do nas, zanim kontynuował.

„Ta podróż od Bianki do Rojas’a zajmuje godzinę. Pokojówka mieszka z nim, a jej pokoje są przy garażu. Mówi, że jeśli któreś z nich by wyjechało, usłyszałaby. Nic nie słyszała i chociaż mieli czas, aby wrócić tam, w czasie, który według koronera to czas śmierci, mieliby mało czasu. Ten facet, który jest w areszcie, nie ma alibi, a ma motyw, a także okazję, jest powód, dla którego zabiłby tam, gdzie to się stało, a policja znalazła w jego posiadaniu narzędzia zbrodni. Został oskarżony, a sprawa jest mocna. Jego adwokat już rozmawia o zarzutach”.

„Więc skończone” - powiedziałam.

Uwaga Deckera zwróciła się na mnie i skinął głową - „Tak, skończone. Rozmawiałem z Chace’m, próbka DNA, którą dałaś, da wyniki jutro. LA już wysłało swoje do lokalnego laboratorium. Zrobią porównanie, a Chace i ja domyślamy się, że narysujemy pod tym linię”.

Chciałam czuć ulgę i ulżyło mi.

Poniekąd.

Częścią, która sprawiła, że było to poniekąd, było to, że było to zbyt schludne.

Kto kogoś zamordował i trzymał broń na swojej posesji?

Z drugiej strony, co ja wiedziałam? Nie byłam w tym życiu. Pistolety były drogie (jak mniemałam). Prawdopodobnie nie nikt wyrzucałby go na oślep.

Z drugiej strony popełniłeś morderstwo jednym, to byłby czas na rozładowanie i zrobienie tego w pośpiechu.

Deke ścisnął moje ramię, więc odchyliłam głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć, widząc jego oczy na mnie.

„Wszystko w porządku, Cyganko?” - zapytał cicho.

„Jest zbyt schludne” - wyszeptałam swoją odpowiedź, nie zamierzając wykluczyć Deckera, po prostu czując się przerażona powiedzeniem tego na głos.

„Tak” - zgodził się Deke - „A jednocześnie jest tym, co sama powiedziałaś. Skończone. Tylko to się dla ciebie liczy. Reszta to nie twoje gówno”.

Wpatrywałam się w jego oczy, myśląc, że odkąd zostałyśmy przyjaciółkami, gówno Bianki było moim gównem. Na tym polegało bycie przyjaciółką.

Ale jednocześnie Deke miał rację. Kiedy gówno przyjaciela prawie doprowadziło cię do uduszenia na śmierć, a ktoś umarł, może to być granica rysowana na piasku przyjaźni, której nie przekraczałaś, bez względu na to, jak bardzo kogoś kochałaś.

„Reszta to nie twoje gówno, Jussy” - powtórzył Deke, ponownie ściskając ramię, bez wątpienia widząc moje myśli na mojej twarzy, zginając szyję tak, że jego twarz była bliżej mojej - „To już koniec. Weź to i idź dalej”.

Kiwnęłam głową, jakby to mogło ustawić ten pomysł w mojej głowie.

Powtórzyłam też za nim z tym samym pomysłem.

„Weź to i idź dalej”.

W tym momencie Deke spojrzał mi w oczy.

Nie trwało to długo, zanim ogłosił - „Jak twoja dziewczyna wróci, wyciągnie rękę, ja rozumiem, że przez jakiś czas martwiłaś się o nią. Ale muszę powiedzieć, kotku, wprost, że musisz jej powiedzieć, żeby trzymała się z daleka. Zrobiła jej gówno i cokolwiek się potem wydarzyło, to dla ciebie to był koniec. Ale jej gówno to było poważne gówno i uczyniła to twoim. Więc nie będę naprawdę podatny na jej pokazywanie się tutaj i oglądanie mnie, bo już wiem, że zajmie mi trochę czasu, zanim na nią spojrzę i polubię to, co widzę”.

W tym momencie przygryzłam wargę, nie tylko z powodu tego, co powiedział, ale także z powodu mojej wcześniejszej rozmowy z Joss.

Deke patrzył, jak przygryzam wargę i przez nią mruknął - „Kurwa”.

„Deke ma pokoje do pomalowania” - oświadczył Decker i oboje spojrzeliśmy na niego, aby zobaczyć, jak wstaje. Zrobiliśmy to samo, posyłając mu przepraszający uśmiech, że wyłączyliśmy go z rozmowy, gdy skończył - „A ja muszę wracać do mojej żony” - Obszedł wokół palenisko, podnosząc rękę, kiedy się zbliżał - „Miło cię było poznać, Justice”.

Wzięłam jego rękę, uścisnęłam i odpowiedziałam - „Ciebie też. I wiesz, za twoje wysiłki…”

„Thurston to pokrył” - odparł Decker.

Mr T zawsze to robił.

„Świetnie. Dobrze wiedzieć” - powiedziałam - „Dzięki jeszcze raz. To… cóż, sama świadomość, jakkolwiek szalona to jest, że Bianca ma się dobrze, to wiele znaczy”.

Rzucił mi uważne spojrzenie, ale po prostu powiedział - „Tak”.

„Odprowadzę cię” - zaproponowałem, a Decker pokręcił głową.

„Znajdę swoją drogę. Trzymajcie się” - spojrzał na Deke’a i z powrotem na mnie - „A może spotkamy się w Psie, wychylimy kilka, nie mówiąc o zabójcach, dilerach narkotyków lub członkach kartelu”.

Członkowie kartelu?

Czy to oznaczało, że Tony należał do kartelu narkotykowego?

Cholera jasna!

„Ustaw to, bracie. I dzięki za przybycie” - wtrącił Deke - „Powiedz Emme, że, jak się nudzi, może przyjść i pomóc mi ułożyć podłogę dla Jussy”.

Decker rzucił Deke’owi zirytowane spojrzenie, które, nawiasem mówiąc, uczyniło go nie mniej gorącym (w rzeczywistości sprawiło, że był gorętszy). - „To się nie stanie, stary”.

„Ona czołga się po ścianach w ciąży, a ty siedzisz na niej i nie pozwalasz jej robić gówna?” - zapytał Deke.

„Ona nie musi nic robić, poza dbaniem o siebie i dawaniem mi zdrowego chłopca” - odpowiedział Decker.

„To prawda” - mruknął Deke, jego usta wykrzywiły się.

Słuchałam tej wymiany, chcąc poznać Emme.

„Racja, muszę tam być” - stwierdził Decker i spojrzał na mnie, a irytacja odpłynęła z jego oczu - „Ponownie, miło było cię poznać”.

„Ciebie też” - odpowiedziałam - „Trzymaj się”.

Skinął głową, posłał mi mały uśmiech, Deke uniósł podbródek, po czym odwrócił się na obcasie buta z munduru góralskiego i przeszedł przez drzwi do domu.

Obserwowałam go przez okna, gdy szedł do drzwi wejściowych w milisekundę, którą Deke dał mi na obejrzenie tego, zanim się przesunął, tak że jego wielkie cielsko zablokowało mnie, kładąc go w mojej przestrzeni.

Spojrzałam na niego.

Gdy tylko dostał moje oczy, zapytał - „Rozmawiałeś przez telefon z mamą, kiedy tu wyszliśmy?”

Deke nie przeoczył wiele.

„Tak”.

„Niech zgadnę, opowiedziałaś jej o nas” - stwierdził.

„Uch… tak” - odpowiedziałam.

„A to spojrzenie, które miałaś wcześniej, dotyczyło twojej mamy, która ma tutaj przyjechać, aby przekazać ci swoją opinię, zanim zagłębisz się we mnie”.

Zamrugałam.

„Um… jak to zgadłeś?” - zapytałam.

„Bo powiedziałeś mi, że to gówno tak szło z twoimi dziewczynami i mówisz o swojej mamie, jakby była jedną z twoich dziewczyn i wiedziała o nas, więc pomyślałem, że jedna, druga lub obie będą mnie oglądać”.

Nie.

Deke nie przeoczył wiele.

„Myślę, że ją opóźniłam” - zapewniłam go.

„Na jak długo?” - zapytał.

„Może dwadzieścia cztery godziny” - powiedziałam z wahaniem, tylko na wpół żartując.

Wzniósł oczy ku niebu i tam je zatrzymał.

Przysunęłam się bliżej, wskazując - „Deke, jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, w końcu spotkasz ich obie”.

Opuścił wzrok z powrotem na mnie.

„Dla porządku” - zaczął - „Na wypadek, gdybyś to przegapiła, co, jak sądzę wiesz, po tym, jak to wyłożyłaś, już jesteś we mnie głęboko. Gówno mnie obchodzi, że mnie oglądają, dopóki wiem, że ty wiesz, gdzie jesteśmy”.

Nagle miałam problemy z oddychaniem, głównie dlatego, że chciałam się śmiać, płakać, krzyczeć i może wykonać dziewczęcy szczęśliwy skok w tym samym czasie, a wysiłek nie robienia jednego (lub wszystkich) mnie zmęczył.

Więc zabrzmiało to bez tchu, kiedy powiedziałam - „Wiem, gdzie jesteśmy”.

Chociaż moja bardziej prawdziwa odpowiedź brzmiała, Właśnie tam miałam nadzieję z całą moją duszą poety, że jesteśmy.

Deke spojrzał mi w oczy. Minęła chwila, zanim jego się rozgrzały.

Ale kiedy to zrobili, wymamrotał - „Dobrze” - pochylił się i dotknął ustami moich, ale nie odsunął się zbyt daleko, kiedy skończył to robić. Wiedziałam dlaczego, kiedy zapytał - „Wszystko w porządku ze wszystkim, co powiedział Deck?”

„Czy mam wybór, żeby nie było?” - zapytałam z powrotem.

„Możesz być ze mną tak, jak potrzebujesz” - odpowiedział.

Na jego słowa wtopiłam się w Deke’a.

„I z tego powodu, kochanie, nie przeszkadza mi to, co powiedział Deck”.

Jego ramiona ścisnęły mnie.

Mówiłam dalej - „Ale dla ścisłości, gdybym miała okazję przyjrzeć się facetowi Anci i wiedziałaby, że jest członkiem kartelu narkotykowego, moja opinia byłaby negatywna, aż do podjęcia działań, takich jak porwanie i pranie mózgu na wypadek, gdyby nie miała ochoty słuchać. I mówię, że nawet lubię Tony’ego”.

„Dobrze wiedzieć, że nie przeszkadza ci posiadanie w rodzinie przestępcy” - zauważył.

Dobrze było wiedzieć, że Deke rozumiał, że przyjaciele są rodziną.

Podzieliłam się z nim tą myślą z szerokim uśmiechem.

Deke cieszył się moim uśmiechem przez kolejną milisekundę, zanim scałował go z mojej twarzy.

Poszedł do pracy.

Ja wróciłam do telefonu, zostawiając wiadomość dla Lacey, myśląc przy okazji, że cieszę się, że jest na swojej trasie. Nie mogła nic rzucić, żeby przyjechać i obejrzeć Deke’a.

Z drugiej strony nie chciałam, żeby przyjechały nie dlatego, bo myślałam, że zobaczą coś, czego ja nie widziałam.

Po prostu chciałam czasu, tylko dla Deke’a i mnie.

Podejrzewałam, że by go nie miała.

Tak więc skoro mieliśmy czas, chciałam go jak najlepiej wykorzystać.

Całkowicie.

*****

„Czy mogę zapytać…?” - zaczęłam, kończąc, bo z tym, o co chciałam zapytać, w pierwszej kolejności nie powinnam była zaczynać.

Było późno, po kolacji z resztek kurczaka Steph (równie dobrych, a może nawet lepszych). Po wylegiwaniu się przed telewizorem. Po świetnym seksie. Deke i ja byliśmy w jego łóżku w ciemności, ja leżałam na jego klatce piersiowej, ręka Deke’a bawiła się w moich włosach.

To było łagodne.

To było dobre.

Powinnam tak to zostawić.

„Czy możesz zapytać o… - zapytał Deke, kiedy nie kontynuowałam.

Odwróciłam głowę, przykładając policzek do jego klatki piersiowej, mrucząc - „Nic”.

„Mała, możesz pytać” - powiedział cicho - „Możesz zapytać o wszystko”.

Tak. Tak bardzo zakochałam się w Deke’u.

„Jesteśmy w dobrym miejscu” – zauważyłam.

„To, o co zapytasz, wyciągnie nas z tego?”

Uniosłam głowę, ale tylko po to, by położyć brodę na dłoni na jego klatce piersiowej. Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam, że opiera głowę i ramiona na ścianie za łóżkiem, więc w cieniu poczułam na sobie jego wzrok.

„Tak” - odpowiedziałem - „Może” - kontynuowałam - „Albo powinnam powiedzieć, że prawdopodobnie”.

„Zapytaj, Jussy”.

„Miejmy po prostu dobrą noc. Zapytam później”.

„Chcesz coś o mnie wiedzieć, zapytaj” - naciskał.

„Ale jesteśmy przytuleni” - zauważyłam.

„Więc porozmawiamy o wszystkim, co chcesz wiedzieć i wrócimy do spokoju”.

Przeszukałam ciemność, by znaleźć jego twarz. Widziałam ją niewyraźnie, ale czułam, że atmosfera nie była nerwowa, napięta ani zirytowana.

Chciał, żebym spytała. Chciał, żebym o nim wiedziała.

Podobała mu się moja otwartość.

Oferował to samo.

I to mi się podobało.

Więc zapytałam.

„Powiedziałeś, że zwolnili twoją mamę przez ciebie. Miałeś piętnaście lat. Jak to zrobiłeś?”

Minęła chwila, zanim przewrócił nas, mnie na plecy, jego klatkę piersiową przycisnął do mojej, a twarz znacznie przybliżył.

Ale to wszystko, co kazał mi czekać.

Potem mi to dał.

„Była mieszkającą pokojówką. Nie mieliśmy wiele, nawet zanim straciliśmy tatę. Ale mieliśmy to, co mieliśmy i żyli z tym, aby mogła zostać ze mną w domu. Kiedy odszedł, starali się też o kolejne dziecko”.

„O Boże, Deke” - wyszeptałam, nie mogąc w ogóle ogarnąć myślą o utracie męża, na pewno nie tak młodego, nie z małym dzieckiem w domu, nie wtedy, gdy patrzyliśmy w przyszłość, próbując budować naszą rodzinę.

„Nie chciała pracować” - powiedział cicho - „Chciała być w domu ze swoimi dziećmi, dopóki nie poszlibyśmy do szkoły. Spotkali się młodo. Nie miała wielu umiejętności. Kiedy odszedł, wiedziała tylko, że musi zrobić coś, co pozwoli jej utrzymać dach nad naszymi głowami, a jedyne, co mogła znaleźć, to praca, która da nam dach nad naszymi głowami”.

„Racja” - odpowiedziałam, kiedy przestał mówić.

„Dostała tę pracę i utrzymała ją przez lata. Nie była dobra. Nie pracowała dla dobrych ludzi. Nie byliśmy jak ci w programach telewizyjnych, w których pomoc była częścią rodziny. My mieliśmy swoje miejsce, oni mieli swoje i nie mieszaliśmy się”.

Kiwnęłam głową i wiedziałam, że widział to, kiedy kontynuował.

„Nie mieszaliśmy się, ale to nie znaczyło, że córki mężczyzny, który zatrudniał moją mamę, mnie nie widziały. Widziały”.

Córki widzące wszystko, czym był Deke, może ze zrozumieniem tego, czym miał być?

Nie dawało mi to dobrego przeczucia.

„O cholera” - mruknęłam.

„Tak” - powiedział, wiedząc, że to zrozumiałam.

„Duży, mocno zbudowany, dorastający Deke, prawda?” - zapytałam.

W jego głosie pojawił się uśmiech, kiedy wplątał palce głębiej w moje włosy i wymamrotał - „Coś w tym stylu”.

„Czy były ładne?”

„To były cipy”.

Poczułam, jak moje ciało sztywnieje pod nim pod jego tępym, szorstkim, obraźliwym słowem.

„Traktował mnie jak gówno” - ciągnął - „Traktowały mamę gorzej. Aż jedna z nich coś ode mnie zechciała. Potem wszystko się zmieniło”.

Tak.

Zrozumiałam to, dokąd zmierzał.

Zaczęłam też rozumieć, co powstrzymywało go przed kontynuowaniem jego uczuć do mnie.

„Podobałeś jej się i poszła po to” - domyśliłam się.

Widziałam, jak jego ocieniona głowa porusza się twierdząco - „Poszedłem po to. Miałem piętnaście lat, myślałem tylko o cipce. Więc zaproponowała, a ja ją przyjąłem”.

„A tatuś się dowiedział i nie podobało mu się to” - powiedziałam.

„Nie, tatuś nie odkrył ni chuja. Chciała więcej. Zobaczyłem swój błąd i wycofałem się. Nie była przyzwyczajona do tego, że nie dostała tego, czego chciała, więc powiedziała ojcu, że odebrałem jej dziewictwo. Na początku powiedziała, że zrobiłem to bez jej zgody, ale kiedy zagroził, że wezwie gliny, mama straciła rozum. To nie tak, że nie widziała, co się dzieje. Nie wiedziała, jak daleko to zaszło, ale widziała, jak ta suka za mną dyszała. I miała dostęp do wszystkiego, łącznie z pokojami dziewcząt. Sięgnęła po jej pamiętnik, w którym ta cipka to wszystko wyłożyła. Więc zamiast dzwonić na policję, skopał tyłek mamy, wykopał nas, zrobił to bez wypowiedzenia i zapłaty i upewnił się, że nie znajdzie pracy nigdzie indziej, w tym w agencjach, i właśnie wtedy śmieci, którymi było nasze życie, odwróciły się w gówno”.

Tego nie rozumiałam.

„I myślisz, że to wszystko przez ciebie?” - zapytałam.

„Kochanie, przeleciałem ją” - odpowiedział.

„Miałeś piętnaście lat” - zauważyłam.

„Tak, piętnastoletni dzieciak, który prawdopodobnie był o wiele bardziej światowy niż ty. Wiedziałem lepiej, a i tak ją pieprzyłem”.

Przesunęłam obie ręce, by objąć jego szczękę - „Kochanie, miałaś tylko piętnaście lat”.

„A ja wiedziałem lepiej”.

Ostrożnie zapytałam - „Czy twoja mama cię obwiniała?”

„Kurwa nie” - odpowiedział natychmiast.

Oczywiście, że nie.

Stworzyła Deke’a.

„Nie zrobiła tego, bo była tylko jedna winna osoba” - poinformowałam go - „Tą osobą była ta dziewczyna, co to zrobiła. To nigdy nie powinno zajść tak daleko”.

„Tak, i to ja spowodowałem, że zaszło tak daleko”.

„Powiedziałeś, że za tobą dyszała”.

„Dyszała”.

„Ty za nią też?”

„Nie, dopóki jej nie przeleciałem”.

„Więc nie tylko ty posunąłeś się za daleko. Ona to sprowokowała”.

„Jussy, wiedziałem lepiej”.

„Wiesz, że mieliśmy mieszkającą z nami służbę” - oznajmiłam nagle.

Deke nic nie powiedział.

Jechałam dalej.

„Żadne z nich nie miało dzieci, które by z nami mieszkały, ale to nie miało znaczenia. Najwidoczniej byliśmy innymi ludźmi niż te dupki. Nie mogę powiedzieć, że traktowaliśmy ich jak członków rodziny, ale to dlatego, że nie byliśmy w pobliżu wystarczająco często, aby sprawić, by tak się stało. Ale to nie miało znaczenia. Po prostu wiesz. Wiesz, że jest podział, przynajmniej z tym” - powiedziałam szybko ostatnią, więc nie miał żadnych pomysłów - „Jesteś po prostu ostrożny, nie ze względu na siebie, dla nich. To jest dla nich praca i stawia im jedzenie na stole. Nie srasz tam, gdzie mieszkasz, a to działa w obie strony. Ale dla niej, ta suka, która zrobiła to, co zrobiła tobie, z takim katastrofalnym zakończeniem, miała większą odpowiedzialność”.

Mówiłam i robiąc to, stawałam się zła.

Naprawdę wściekła.

Wiedziałam, że Deke zaraz coś powie, ale mówiłam dalej.

Tyle że to nie było mówienie.

Zaczęłam krzyczeć.

„I nie mogę uwierzyć, że wywołała to zakończenie i usiadła, patrzyła, jak to się rozgrywa, i nic nie zrobiła”.

„Jussy, miała szesnaście lat i, jak powiedziałem, była cipą”.

Wysunęłam się spod niego, usiadłam i na wpół krzyknęłam - „Skończyłeś jako bezdomny!”

Deke podniósł rękę na łóżku, drugą ręką chwycił mnie za kark, zanim odpowiedział uspokajająco - „Cyganko, to było dawno temu”.

„To było walnięte!” - warknęłam - „A, nie powinna była w to wchodzić. Mogę sobie wyobrazić, że byłeś gorący. Jeśli byłeś nawet choć trochę tak gorący jak teraz, całkowicie widzę, że chciała tam iść” - Pochyliłam się w jego kierunku - „To nie znaczy, że powinna”.

„Jus…” - zaczął, a jego głos drżał od tego, co w tej jednej sylabie było humorem, ale nie znalazłam niczego zabawnego.

„B, nie mogła kontrolować swoich podstawowych impulsów i, oczywiście, podobasz mi się, więc rozumiem, że powinna była spróbować, a potem pozwolić temu kłamać. To znaczy, kto oskarża kogoś o pieprzony gwałt tylko dlatego, że facet nie chce powtórki?”

„Ma…”

„I C, oskarżyła cię o gwałt. Porozmawiajmy o tym przez chwilę” - syknęłam - „Mam na myśli to, że to, co zrobiła, wyrzuciło ciebie i twoją matkę na ulice. Ale zanim wszczęła to oburzenie, oskarżyła niewinnego piętnastoletniego chłopca o gwałt. Co do cholery?”

Teraz zdecydowanie krzyczałam.

Potem się ruszyłam.

Deke używając dłoni na mojej szyi, aby przyciągnąć mnie do siebie, więc moja klatka piersiowa zderzyła się z jego, odwrócił się, przewracając mnie przez siebie, więc znów byłam na plecach, ale po jego stronie łóżka, a on znów był na mnie, ale całkowicie na mnie, więc przyjmowałam jego duży ciężar.

To mnie uciszyło, ale mnie nie uspokoiło. Po prostu był za ciężki, żebym mogła swobodnie oddychać.

Zdjął ciężar, wkładając go w przedramię, ale milczałam, bo jego twarz była tak blisko mojej, że myślałam, że mnie pocałuje i nie chciałam tego przegapić, żeby dalej marudzić.

Niestety mnie nie pocałował.

Szepnął - „Musisz się uspokoić”.

„Nie uspokoję się” - Nie szeptałam - „To było podłe”.

„Tak jak powiedziałem, to było dawno temu”.

„Może to być pięćdziesiąt lat, może to być dwa dni, nie zmienia to faktu, że było nikczemne”.

„Jussy…”

„Obwiniałeś się od dwudziestu trzech lat” - oświadczyłam.

Deke zamilkł.

„Czyż nie?” - pchnęłam.

„To przeze mnie” - powiedział cicho.

„Bardzo, bardzo się mylisz” - odpowiedziałam stanowczo - „I domyślam się, że twoja matka o tym wiedziała. Domyślam się, że twoja matka wiedziała, jaką podłą suką była ta suka i żałowała, że nie była w stanie cię przed tym uratować. To sprawia, że to, co ta podła suka zrobiła, jest jeszcze gorsze. Ponieważ miałeś poczucie winy od dwudziestu trzech lat, a twoja matka miała poczucie winy za to, że cię nie chroniła, podczas gdy oboje nigdy nie powinniście być dotknięci tymi emocjami, bo ta podła suka jest podłąpieprzonąsuką”.

Deke nic nie powiedział.

Dyszałam przez chwilę, wciąż wkurzona.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że nic nie mówi.

„Deke?”

„Skończyłaś się wściekać?”

„Nie wściekam się, Deke, pyskuję”.

„Prawda” - więcej humoru w jego tonie - „skończyłaś pyskować?”

„Nie, chcę poznać jej nazwisko”.

Poczułam, że ciało Deke’a jest napięte - „Jussy…”

„Powiedz mi, jak się nazywa, Deke”.

„Justice, to już dawno się skończyło. Dwadzieścia trzy lata. Szkoda jest już wyrządzona i wszyscy ruszyli dalej”.

„Z wyjątkiem ciebie, który myślisz, że to przez ciebie”.

Deke znowu zamilkł.

„Jak się nazywa?” - wykrztusiłam.

„Jak myślisz, co zamierzasz zrobić?” - zapytał ciekawie.

„Jakby Mr T ją odnalazł, to potem się zastanowię i po tym, jak pomyślę, aktywuję Operację Spieprzyć Suce Życie”.

Łóżko zaczęło się trząść, bo ciało Deke’a trzęsło się, bo się śmiał.

Mocno.

„Jestem śmiertelnie poważna” - wyszeptałam i tak zabrzmiałam.

Dotknął czubkiem nosa mojego i odszepnął, brzmiąc równie poważnie (bez śmiertelnej części) - „Kurwa, jesteś słodka”.

Och nie, nie zrobił tego.

„Nie nazywaj słodką dziewczyny pragnącej zemsty, Deke” - wrzasnęłam.

Odsunął się, ale tylko trochę.

Potem stwierdził - „Racja, a jak z taką zemstą? Ona jest cipą. Była cipą, kiedy była małym dzieckiem. Nie wyrosła z tego. A lata później, kiedy wróciłem, myśląc o tym samym, co ty, obserwowałem, jak znalazła się na mojej drodze, by odzyskać mnie i odkryłem, że się nie zmieniła. Ma wszystko i nie uważa tego za nagrodę. Uważa, że ​​jest to się jej należy, a im więcej jej ma, tym więcej chce. Nigdy nie będzie szczęśliwa. Ani razu. Nie z mężczyzną. Nie ze swojego życia. Więc wystartowałem i zostawiłem ją na pastwę nieszczęścia. A teraz pode mną leży ładna, słodka, urocza kobieta ze świetnymi pieprzonymi włosami, która mnie lubi, jest cholernie fenomenalna w łóżku i ma w sobie więcej talentu niż ktokolwiek, kogo znam i kiedykolwiek będę. I widzi wszystko, co Bóg uznał za stosowne, by jej dać za nagrodę. Nie spodziewa się gówna. Żyje. Pracuje. Daje dobro otaczającym ją ludziom. I to odzyskuje. To mój rewanż, Cyganko. Mam dobre życie i mam je od lat. Sam sobie stworzyłem to życie. Jest nieukarana i nieszczęśliwa, bo żywi się tym i nie będzie miała nic poza tym aż do dnia, w którym umrze”.

Czasami po prostu było do dupy, że był taki mądry.

„Myślałam bardziej o zapłaceniu jej stylistce, żeby wszystkie jej włosy wypadły, i załatwieniu jej mężowi lub chłopakowi dziewczyny na telefon i przesłaniu jej zdjęć, ale twoja zemsta też działa” - wymamrotałam.

„Cieszę się, że tak myślisz” - wymamrotał.

Podążałam z mamrotaniem - „Chociaż twoja działa, moja jest lepsza”.

Dłoń Deke’a ześlizgnęła się po moim boku, przez biodro do środka i rozchylił moją nogę tak, że jego biodra wpadły, mówiąc - „Widzisz? Jezu. Jest urocza i muszę ją pieprzyć, a właśnie skończyłem ją pieprzyć”.

„Popieram tę opcję w naszej następnej aktywności, bo mam do rozpracowania pewne szczątkowe uczucia do Podłej Suki”.

Jego usta trafiły w moje, ale kiedy to zrobiły, nie pocałował mnie.

Mówił.

„Powiem tylko, że tak naprawdę to ja nie dałem ci opcji”.

I z tym poczułam, jak wsunął czubek jego twardego kutasa przez moją mokrą wilgoć.

Nagle uznałam, że na jedną noc dowiedziałam się wystarczająco dużo o Deke’u Hightowerze.

„Skończyliśmy rozmawiać?” - zapytałam.

Więcej humoru było w jego jednej sylabie, gdy odpowiedział - „Tak”.

„Więc przestańmy mówić” - zaproponowałam.

Deke nie odpowiedział.

Pocałował mnie.

I skończyliśmy rozmawiać.

 


 

3 komentarze: