środa, 16 lutego 2022

22 - Deke obserwował (cz.1)

 

Rozdział 22

Deke obserwował (cz.1)

Deke

 

 

 

Deke przeszedł przez pokój, z sześcioma otwartymi piwami zwisającymi mu z palców za szyjki, skanując przestrzeń i zdając sobie sprawę z czegoś, o co nie musiał pytać, żeby wiedzieć, że Jussy to zrozumiała, zanim wydała pieniądze na to miejsce.

To było idealne na imprezę.

Było tam mnóstwo ludzi i wszyscy pasowali, każdy czuł się komfortowo, każdy mógł zobaczyć innych, dryfować od grupy do grupy, sadzać tyłek na siedzeniu, odpoczywać, relaksować się i cieszyć.

Zatrzymał się przy Ty, Tate’cie, Ham’ie, Deckerze i Wood’zie, rozdał świeże piwo i stanął w ich grupce, ale nie zwracał uwagi na ich rozmowę.

Wyjrzał przez okna na tyły, zobaczył płonące palenisko, Shamblesa w okrągłych okularach przeciwsłonecznych, czerwonych soczewkach, szerokim uśmiechu na twarzy, poruszającego rękoma, podczas gdy, oczywiście, opowiadał historię Dominicowi, właścicielowi salonu w mieście, Nadine, regularnie odwiedzająca Bubba’s, Faye, samego Bubbę i żonę Deckera, Emme.

Lauren trzymała straż przy kuchennej wyspie, otoczona przez ludzi na stołkach, przyjaciół Maxa, Mindy i Jeffa, Zarę, żonę Hama, z ich dzieckiem na kolanach, Maggie, żonę Wooda i Daniela, partnera Dominika.

Skupił się na całej przestrzeni i zauważył Roda w pokoju muzycznym Jussy, uśmiechającego się i kiwającego głową na chłopca Tate’a, Jonasa, który miał gitarę Jussy na kolanie.

Wyglądało na to, że Rod dawał Jonasowi lekcję gry na gitarze.

Deke następnie spojrzał na miejsce w rogu i zobaczył, że dzieci Max’a i Chace’a pełzały po nim, nadzorowane przez Ninę i Lexie.

A pośrodku, przy kominku płonącym, ale ustawionym nisko, Justice siedziała z Sunny, Jim-Billy, Twylą, kochanką Twyli, Cindy i Krystal. To z dodatkiem Joss, która zarekwirowała Breanne, dziecko było oparte o klatkę piersiową Joss, z jej małą twarzą na szyi Joss, wyglądającą, nawet w przytłumionym zgiełku rozmowy z muzyką w tle, jakby przygotowywała się do zaśnięcia.

Wokół miejsc siedzących ustawiono miski z frytkami, dipami i orzechami, zużyte papierowe talerze i plastikowe przybory, do kupienia których Deke namówił Justice (zaledwie) z resztkami w pełni skonsumowanego kurczaka Steph, które leżały tam, gdzie siedziała osoba, która to skończyła.

Deke zauważył, że Jussy, jak można się było spodziewać, nie była typem osoby, która natychmiast sprzątała po wszystkich, co sprawiało, że ludzie myśleli, że muszą wyrzucić swoje gówno do kosza na śmieci, albo dawałaby im jakiekolwiek wskazówki, że powinni zrobić cokolwiek poza relaksem.

Sprawdzała, czy miski nie są puste, aby je napełnić, a jeśli akurat gdzieś szła, ona (lub ktokolwiek) chwytała za talerz i wyrzucała go do kosza.

Ale nie chodziło o utrzymanie porządku. Było jasne, że miejsce może wyglądać jak festiwalowy skład zespołów rockowych, który imprezował w nim po tym, jak wszyscy wyjdą, a ona poradzi sobie z tym dopiero rano.

Jakby czuła, że na nią patrzy, Jussy spojrzała na niego.

Ponieważ Krystal, Sunny i Joss były pogrążone w głębokiej rozmowie, a Cindy posyłała Twyli tęskne spojrzenia w tym samym czasie poklepując pieluszkę Breanne (z Jimem-Billy’m po prostu tam siedzącym, ponieważ posadził się tam, kiedy przybył i nie poruszył się), Justice nic nie powiedziała nikomu, kiedy wyrwała się z jednego z foteli.

Podeszła do niego, ale gdy to zrobiła, jej wzrok powędrował do jej pokoju muzycznego, a słodki uśmiech zaczął grać na jej ustach. Uniósł rękę wysoko, kiedy się zbliżyła, a mężczyźni zrozumieli tę wskazówkę i przesunęli się, aby pomieścić nowego członka swojej załogi. Zanurkowała pod nim, przyciskając się do jego boku, gdy owinął rękę wokół jej ramion.

„Kurczak to gówno, Jus” - orzekł Ty.

„Dzięki” - odpowiedziała Jussy.

„Jeśli Zara jeszcze nie prosiła o ten przepis, daj mi go przed wyjazdem” - powiedział Ham.

Jussy spojrzała na niego - „Powinnam była wydrukować dwadzieścia”.

„Jest czas” - wtrącił Wood.

Jussy uśmiechnęła się do niego - „Zajmę się tym”.

Wood mrugnął do niej.

Jej uśmiech stał się większy.

Rozmowa mężczyzn została wznowiona i Deke był zaskoczony, gdy mijał czas, a ona nie robiła nic poza spoczęciem coraz głębiej w jego boku, robiąc to, nie przyłączając się.

Spojrzał na nią i zawołał cicho - „Cyganko”.

Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy.

Wyglądała na zadowoloną, ale wciąż odległą.

„Wszystko dobrze?” - zapytał.

„Chciałabym, żeby Lace tu była” - odpowiedziała, po czym posłała mu mały uśmiech - „I chociaż ty nie życzysz sobie tego samego, a ona będzie musiała coś opowiedzieć, chciałabym, żeby Anca też tu była. Oczywiście bez Tony’ego” - pospiesznie powiedziała ostatnie słowa.

Wiedział, że tego chciała.

Gwiazda rocka i stylista od gwiazd lub nie, Joss i Rod z łatwością dopasowali się do tej grupy.

Joss stworzyła Jussy, a Rembrandt był w jej życiu od dłuższego czasu, więc nie była to całkowita niespodzianka.

Nadal było niespodzianką, jak naprawdę byli przyziemni, demonstrując to natychmiast, gdy ludzie zaczęli się pokazywać. Uspokajanie ludzi. Wyjaśniając, że była to impreza, a nie impreza ze słynną gwiazdą rocka i jego żoną. Więc Deke nie miał wątpliwości, że jej dziewczyna Lacey będzie taka sama. Bianca, nie wiedział i miał nadzieję, że minie trochę czasu, zanim się dowie.

Wiedział tylko, że z Jussy chodziło o to, że chciała, żeby jej dziewczyny były z nią.

Wciąż zostawiła coś niedopowiedzianego.

Pochylił się bliżej i cicho zauważył - „I twój tata”.

Skinęła głową - „Tak, i tata. Chociaż gdyby tu był, Dana by tu była, on i Joss wpadliby w szalony ryk, Rod by się narąbał, a Dana spędzałaby dużo czasu w swoim pokoju”.

„Racja” - powiedział z krótkim chichotem.

Jej oczy powędrowały do mamy - „Do bani, że zebrali swoje gówno po jego odejściu”.

Wiedział, że wcześniejsza rozmowa z jej mamą i ojczymem grała jej w głowie.

„Na koniec, zebrali swoje gówno” - stwierdził, a ona spojrzała na niego - „Wiesz, mała, to by się nie wydarzyło w żaden inny sposób. Ale teraz poznajesz tych ludzi tam, gdzie zawsze byli, ale historia nie pozwoliła im tam iść. Mają to w sobie, żeby to zebrać, żeby utrzymać przy życiu coś, co znaczyło coś dla twojego taty, zawsze to mieli, ale nie mogli tam iść, kiedy był tutaj. Teraz to masz. A to nie jest do bani”.

Odwróciła się lekko do niego i przycisnęła mocniej, teraz z jej przodem do jego boku, a jej uśmiech nie był jasny, ale był lepszy niż te, które dostawał.

„Wywołujesz u mnie kompleksy” - powiedziała mu.

Uniósł brwi - „Jak to?”

„Jesteś zbyt mądry dla mojego dobra”.

„Chcesz się pławić?” - zapytał.

Potrząsnęła głową, jej uśmiech rozjaśnił się - „Nie”.

„W takim razie jestem wystarczająco mądry” - powiedział.

„Jesteś mądrzejszy niż to, Słonko” - odpowiedziała.

Uwielbiał to, że tak myślała.

Aby się z nią tym podzielić, Deke pochylił się i pocałował ją w nos.

Kiedy się wyprostował, objęła ramieniem jego brzuch i przyłożyła policzek do jego klatki piersiowej, gdy wrócili do zgrupowania.

Zobaczył oczy Tate’a na Jussy, wyraz jego twarzy trzeźwy w sposób, którego Deke nie łapał i nie bardzo mu się podobał, ale nic o tym nie powiedział, bo usłyszał kolejny samochód na podjeździe.

Rozejrzał się po przestrzeni, a potem w dół do Jussy - „Czy zaprosiłaś jeszcze kogoś na tą wyżerkę?”

Odchyliła głowę do tyłu - „Nie. Czemu?”

„Samochód nadjeżdża podjazdem”.

Jussy głowa drgnęła i odsunęła się od nich na tyle, by spojrzeć przez ich ciała w kierunku drzwi wejściowych, kiedy mruknęła - „To dziwne”.

Deke zaczął się ruszać, ale zatrzymał się, gdy zobaczył Chace’a zmierzającego do drzwi z dwoma pustymi kieliszkami wina w dłoniach i potrząsając głową na Deke’a.

„Złapałem to po drodze do uzupełnienia” - zawołał.

Chace też usłyszał samochód.

Deke skinął głową.

„Może ktoś kogoś zaprosił” - zauważyła Jussy, a Deke znów na nią spojrzał - „Chociaż nikt nic nie powiedział”.

Oddalała się, szykując się do udania się do drzwi, do których przybył Chace, aby powitać przybysza.

Deke zaczął się z nią ruszać, gdy zobaczył, że drzwi są otwarte i usłyszał Chace’a, który częściowo zablokował otwarte drzwi, mówiącego głośno w noc - „W czym mogę pomóc?”

„Kim jesteś?” - odparł głos, brzmiący z oddali, i Deke doszedł do wniosku, że Chace przemówił, zanim podszedł ten, ktokolwiek tam był.

Ale Deke spiął się, ponieważ to pytanie zostało zadane niezbyt miłym tonem, a co najważniejsze, sprawiło, że Jussy zesztywniała u jego boku.

„To moje pytanie, ale zadałem je w inny sposób i chciałbym, żebyś na nie odpowiedział” - zauważył Chace, a Deke zobaczył, że jego ciało zmieniło się z chłodnego w czujne.

„Zejdź mi z drogi, chcę porozmawiać z Justice” - powiedział głos z zewnątrz, zdecydowanie bliżej, a Deke zauważył, że Jussy spieszy do drzwi, ale robi to, zerkając na Joss.

Z roztargnieniem zauważył również, że ich przyjaciele zdają sobie sprawę z sytuacji i rozmowy zaczynają się chwiać, przenoszą uwagę, a także ciała.

To mężczyźni.

A teraz Chace nie był czujny przy drzwiach.

Bronił ich.

„Obawiam się, że to się nie stanie, dopóki nie powiesz mi, kim jesteś”.

„Nie wiem, kim do cholery jesteś, ale wiedz kimkolwiek jesteś, nie masz prawa stanąć mi na drodze, bym porozmawiał z moją siostrą”.

Słysząc to, krew napłynęła do głowy Deke’a, uczucie, którego nie czuł od ostatniej bójki w barze, w której brał udział ponad pół dekady temu.

On i Jussy byli już prawie przy drzwiach i miał akurat dość gówna w sobie, by delikatnie ją odepchnąć, ale nie na tyle dużo, by nie wywierać poważnego nacisku na ramię Chace’a, by powiedzieć mężczyźnie, żeby wypierdalał mu z drogi.

Głowa Chace’a odskoczyła w bok, ale odczytał intencje Deke’a i odsunął się.

Właśnie wtedy Deke stanął w obliczu prawie-bliźniaka Jussy męskiej odmiany, chłopca, który odmówił zostania mężczyzną, który wyglądał cholernie jak młody Johnny Lonesome.

Przyjął to w pół sekundy, zanim znalazł się w przestrzeni Mavericka Lonesome i wykorzystał swoją masę - głównie będącą klatką piersiową, nie podniósł rąk - do odepchnięcia gówniarza.

„Hej! Kurwa, gówno! Co do cholery?” - krzyknął Maverick.

Deke wciąż go odpychał, a potem podniósł jedną rękę, by położyć ją na jego pierś i pchnął go, co spowodowało, że tamten przepłynął cztery kroki.

Dopiero wtedy odwrócił się i warknął do Chace’a - „Ona zostaje w środku”.

„Deke…” - zaczęła Jussy, już jeden krok za drzwiami i wciąż w ruchu.

To wszystko, co zdobyła. Chace wciągnął ją z powrotem przez drzwi i zamknął za nią.

„Poważnie, stary, co do cholery?” - Maverick uciął i Deke zwrócił uwagę na dzieciaka.

Usłyszał otwierające się za nim drzwi, spiął się, poczuł, że to nie Jussy i usłyszał jej protest głębiej w domu, i wiedział, że dołącza do nich ktoś, komu nie miał nic przeciwko.

Poza tym nie odwracał uwagi od Lonesome.

„Po pierwsze, powiesz mi, dlaczego tu jesteś” - poinformował go Deke - „Jak uznam, że to, co usłyszę, jest dobre, porozmawiasz ze swoją siostrą. Nie uznam, wsiadasz do samochodu i odjeżdżasz”.

„Kim do cholery jesteś?” - zapytał Maverick, przenosząc wzrok z Deke’a na tego, kto do nich dołączył.

Ze strachu, który natychmiast błysnął w jego oczach, Deke domyślił się, że to był zdecydowanie Ty. Prawdopodobnie Decker. Tate bez wątpienia, ponieważ Tate zawsze będzie za plecami Deke’a.

Także Twyla, bo zaprzeczałaby do ostatniego tchu, ale kobieta wzięłaby kulę za każdego z nich. A biorąc pod uwagę długość skoku dzieciaka, pomyślał Deke, że może Ham.

„Wyszedłem z tego domu, dzieciaku” - przypomniał mu Deke - „Ten dom należy do twojej siostry. To nie ja muszę wyjaśniać, co tutaj robię”.

Młody podciągnął się, by dać sobie wrażenie, że nie musi patrzeć tak daleko w górę, by utrzymać wzrok Deke’a.

„Rozmawiam tylko z Jus” - stwierdził.

„Myślę, że to omówiłem” - powiedział mu Deke.

Tamtego twarz wykrzywiła się - „Nie wiem nawet, kim ty jesteś, więc nie mówię ci kutasa”.

Deke usłyszał, że drzwi ponownie się otwierają, znów się napiął, ale nie usłyszał głosu Jussy, więc szukał cierpliwości i trzymał się dzieciaka.

„Tak jak powiedziałem, nie zbliżysz się do swojej siostry, chyba że ja zrozumiem, co tu robisz i uznam, że to dla niej w porządku. Ma dobry wieczór. Jak mogę powiedzieć, z tego, co mi mówiła rzucałeś na nią gówno, odkąd wypadłeś z krzykiem. Ale gówno, które odgarniasz, odkąd wszyscy straciliście swojego staruszka, nie jest włączone. I nie ma pieprzonej mowy, że pozwolę ci zdenerwować ją bardziej, niż właśnie tym, że pokazałeś się bez uprzedzenia. Powiedz mi, co tu robisz, ja powiem jej, a ona zdecyduje, czy chce cię w swojej przestrzeni”.

Maverick otworzył usta, ale Deke pochylił się, oczy dzieciaka rozszerzyły się, ale usta się zamknęły.

„Nie powtarzam się i nie negocjuję. Bez wyboru to idzie tak, albo masz ludzi, którzy odprowadzą cię do samochodu. Jak będziesz walczył, człowiek, który otworzył drzwi, jest gliną. Każe oficerom Carnal eskortować cię z posiadłości, ale mnie…” - pochylił się głębiej – „pieprzenie nie testuj. Jak będziesz pieprzył się z Jussy, opierał próbom usunięcia cię, to twój tyłek będzie w cholernej celi”.

Kilka chwil wpatrywał się w oczy Deke’a, przełykając, kiedy jego jabłko Adama podskakiwało, potem jego wzrok przesunął się na bok, a jego twarz stwardniała.

Ciało Deke’a napięło się jeszcze bardziej, kiedy poczuł lekką dłoń na swoim przedramieniu.

Spojrzał w dół i zobaczył stojącą tam Joss.

Jej twarz była twardsza niż u dzieciaka, ostra, złość w jej profilu była tak intensywna, że przez samo patrzenie na nią Deke posmakował jej w ustach.

„Rób, jak ci kazano, synu” - powiedziała cicho, głosem równie ostrym jak jej twarz.

„Z tobą w ogóle nie rozmawiam” - splunął - „I na pewno nie jestem twoim synem”.

Skinęła głową, mocniej zacisnęła dłoń na przedramieniu Deke’a i pociągnęła, jakby kazała mu się odsunąć.

Nie poruszył się.

Zrobiła to, patrząc przez ramię na każdego, kto stał za nimi.

„Mężczyzna, który mieszka w tym domu, nie chce tego chłopca tutaj. Myślę, że nadszedł czas, aby pokazać mu jego samochód” – powiedziała.

Deke poczuł, jak mężczyźni się poruszają i zaczął się ruszać razem z nimi, ale Joss trzymała go mocno w swoim uścisku.

Spojrzał na nią, ale zanim zdążył powiedzieć gówno, ona to zrobiła.

„Jussy nie będzie chciała, żebyś był zaangażowany w to, co ci chłopcy mogą mieć do zrobienia” - powiedziała cicho - „Ten dzieciak to uparty dupek. Niech twoi przyjaciele to rozegrają” - skinęła głową na podjazd -  „Idź porozmawiać z Chace’m. Jest z Rodem i kilkoma dziewczynami, ma Jussy w jej pokoju muzycznym” - Podeszła bliżej i stanęła na palcach - „I ona patrzy, Deke”.

Skinął głową, wskazując, że jej wiadomość była jasna, ale nie wszedł do domu.

Spojrzał na mężczyzn popychających Mavericka do jego samochodu i zobaczył, że miał rację: Tate, Ty, Decker, Twyla i Ham.

„Pieprz się!” - krzyknął Maverick, odpychając się od Tate’a.

To było tak, jakby dzieciak go nie dotknął. Ciało Tate’a nawet się nie zachwiało.

„Zejdź ze mnie, człowieku!” - wrzasnął Maverick, uciekając od Ty.

„Deke, to może potrzebować gliniarzy” - ostrzegła Joss.

„Ma w sobie Johnny’ego” - mruknął Deke.

„Co?” - zapytała Joss.

Spojrzał na nią - „Dzieciak ma w sobie Johnny’ego. Jest tu z jakiegoś powodu. Ułoży sobie głowę i nie będziemy potrzebować glin”.

Joss przyglądał mu się, gdy sytuacja na podjeździe nasilała się i stawała coraz głośniejsza.

Potem wyszeptała - „Moja Jussy. Zawsze miała nadzieję co do tego chłopca. Dała ci to” - Potrząsnęła głową, jakby to ją zasmuciło.

„Pierdol się! Kurwa! Pieprzyć was wszystkich!” - krzyknął Maverick - „Racja! Kurwa! Okej! Cholerne gówno! Dobra, powiem ci, o czym chcę porozmawiać z Jussy!”

Deke i Joss spojrzeli w jego stronę.

Mężczyźni przyszpilili go do drzwi po stronie kierowcy, stojąc niezbyt głęboko w jego przestrzeni, ale nie miał dokąd pójść, tylko do swojego samochodu.

Spoglądał przez dach na Deke’a.

„Ja… Boże!” - wrzasnął ze złością - „Nie mamy pieniędzy, człowieku. Zamroził nasze aktywa, a tantiemy od dziadka nie przychodzą od jakichś sześciu miesięcy i nie… dla mamy i dla mnie nie są…” - Potrząsnął głową, jakby próbował utrzymać się w kupie, ale tracił kontrolę i Deke wiedział, że stracił kontrolę, kiedy powiedział - „Muszę porozmawiać z moją siostrą”.

„Zamierzasz ją prosić o pieniądze?” - zapytał Deke.

„Ja…” - Znowu potrząsnął głową - „Nie, człowieku. Po prostu potrzebuję… nie mogę stracić tego, co miałem dostać”.

„Więc zamierzasz wycofać pozew” - przypuścił Deke.

Maverick potrzebował kilku uderzeń serca, aby odpowiedzieć - „Po prostu nie mogę stracić tego, co miałem dostać”.

Głos Deke’a był ostrzeżeniem, kiedy powtórzył - „Więc jesteś tutaj, aby podzielić się tym, że wycofujesz pozew”.

Maverick milczał i tym razem trwało to dłużej.

Potem powiedział znacznie spokojniejszym głosem - „Po prostu powiedz jej, że mama nie wie, że tu jestem”.

Deke spojrzał na Joss - „To ci wystarczy?”

Spojrzała na niego, więc złapał jej usta, które się rozluźniły na jego pytanie.

„Joss, Jussy prawdopodobnie jest tam wkurzona jak cholera. Odpowiedz. To jest dla ciebie wystarczająco dobre?” - podpowiedział.

Skinęła głową.

Odwrócił się na pięcie i wpadł do domu.

Ledwo przeszedł przez drzwi, gdy dorwała go Krys, trzymając córkę, podczas jego przybycia wyraźnie złapana w środku chodzenia.

Natychmiast chciała wiedzieć - „Muszę wziąć strzelbę?”

„Jest dobrze” - mruknął, idąc tuż obok niej, prosto do pokoju muzycznego Jussy, gdzie została przygwożdżona przez Roda, Chace’a, Wooda, Bubbę i Shamblesa, którzy wszyscy stali na straży przy otwartych podwójnych drzwiach. Towarzyszyła jej jednak cała ekipa dziewczyn”.

Pokój był duży, ale było tam cholernie tłoczno.

Jussy była już zwrócona twarzą do drzwi i w chwili, gdy zobaczył ją przez mężczyzn, wiedział, że ma rację.

Była wkurzona jak cholera.

„Okej, ukochany, będziemy dużo rozmawiać o tych gównianych bzdurach macho po tym, jak to co się, do cholery, dzieje, już minie…” - oświadczyła, jej twarz skrzywiła się dziwnie komicznie i spojrzała w dół na Lellę, która stała blisko jej nóg - „Przepraszam kochanie. Nie wypowiadaj słowa na „g”. To bardzo źle” - Zaczęła patrzeć na Deke’a, ale potem zwróciła swoją uwagę z powrotem na Lellę - „Albo słowa na „ch”. To też jest złe”.

Kurwa, tylko Jussy mogła sprawić, że miał ochotę roześmiać się, kiedy był tak wkurzony.

„Mówi, że jego mama nie wie, że tu jest, a on ma problemy z pieniędzmi, kotku” - powiedział jej Deke po tym, jak spojrzała na niego - „Myślę, że jest uspokojony i dobry do rozmowy. Zrobisz to na tylnym tarasie. Poproszę, żeby chłopcy go eskortowali”.

„Może przejść przez dom, Deke” - odparła.

„Nie. Nie może” - stwierdził Deke.

Wtedy naprawdę na niego spojrzała i wtedy wiedział, że go zrozumiała, ponieważ straciła nastawienie i skinęła głową. I zrozumiała fakt, że Deke nie wpuści tego gnojka do jej domu, dopóki nie zasłużyłby na prawo przebywania w jej przestrzeni, nawet po to, by przez nią przejść.

Deke spojrzał na Rembrandta.

„Rod, chcesz dotrzymać towarzystwa Jussy na zewnątrz?”

„Tak, stary” - mruknął i spojrzał na swoją pasierbicę.

„Wyjdźmy tam i skończmy z tym gównem, kochanie” - Nie tracąc rytmu, chociaż miał rękę wyciągniętą do Jussy, spojrzał na Lellę - „I nie wypowiadaj słowa na „g”, cudowna. To też jest złe”.

Usłyszał trochę przełkniętego śmiechu, który brzmiał na rozbawiony, ale nerwowy. Nie przyjął tego. Poczekał, aż Rod ujął rękę Jussy, a potem wrócił do drzwi wejściowych.

Wyszedł i znów stanął obok Joss, która nie poruszyła się ani odrobinę.

„Zabierzcie go z boku domu na tylny taras” - zawołał. Pochylił brodę i powiedział do Joss - „Idziesz ze mną od środka”.

„Aye, aye, wielki człowieku” - mruknęła.

„Potrafię chodzić cholernie sam”  warknął Maverick.

„Zgaduję, że to prawda, nadal się nie wydarzy” - powiedział mu Ham.

Deke pozwolił, by Twyla i mężczyźni się tym zajęli, a kiedy oboje wrócili do domu, chwycił Joss za łokieć. Poprowadził ją przez drzwi i patrzył na kluczowych ludzi, gdy przechodził przez dom. Zrobiliby to, czego potrzebowała Jussy, a Deke nawet nie wiedział, że to się stało. Po prostu wiedział, że będą to robić.

Dotarł na tyły domu, gdzie Chace stał przy drzwiach. Mężczyźni kiwali sobie głowami, gdy Deke wyprowadzał Joss.

„Czy wszyscy wstrzykujecie dodatkowy testosteron, czy to tylko anomalia w Górach Kolorado?” - zażartowała Joss.

Znów przeniósł na nią wzrok.

Spojrzała na jego twarz.

„Racja” - szepnęła - „Później czas na zabawę i śmiech”.

Szeroko otworzyła oczy na swoją córkę.

Jussy też nie była w nastroju i Deke wiedział o tym, kiedy uśmiechnęła się do mamy z półuśmiechem, którego nie miała na myśli, a potem spojrzała w ciemność, gdzie Maverick był eskortowany, gdy zbliżał się do tarasu.

Jussy stała przy krześle, podczas gdy Rod beztrosko ułożył się na innym, naprzeciwko miejsca, przy którym Jussy była przy palenisku. Jedna z jego długich nóg była przerzucona przez oparcie, druga noga rozłożona przed nim, piętą do rogu krzesła.

Ale bzdury o bóstwie rocka na tronie były tylko pokazem. Jego uwaga była skupiona na dzieciaku wchodzącym po schodach, a jego usta były zaciśnięte.

Maverick przez cały czas wspinał się, wpatrując się w Jussy, co przeniosło Deke’a blisko jej pleców.

Mężczyźni i Twyla wycofali się, ale stali na podwórku nie blisko, niedaleko.

„Racja, teraz, kiedy zrobiłem to wszystko, by dostać się do wielkiej Justice Lonesome, co dalej? Chcesz, żebym skakał przez płonące obręcze?” - spytał Maverick zadzierając nos.

Krew ponownie napłynęła do głowy Deke’a, gdy warknął, zaczynając krążyć wokół swojej kobiety - „Wystarczy. Skończyłeś”.

Złapała go za rękę i zrobiła to mocno.

To by go nie powstrzymało.

Ale powiedziała też głosem, który zawierał perswazję i głębokie emocje, mówiącym mu, że chce, aby rzucił bzdury macho i pozwolił jej tym odtąd pokierować.

„Deke, kochanie. Proszę”.

Zatrzymał się u jej boku, wpatrując się w Mavericka.

Usłyszał, jak Justice wzięła głęboki oddech, puszczając jego rękę, zanim powiedziała - „Okej, Mav, masz pięć minut. Możesz być dupkiem lub możesz wyjaśnić, dlaczego tu jesteś. Odradzałabym jednak bycie dupkiem przez pełne pięć minut. Deke trochę mnie lubi, co oznacza, że zdecydowanie nie lubi, gdy ludzie robią mi gówniane rzeczy, więc nie jestem pewna, jak długo mogę go powstrzymać”.

Maverick otworzył usta, ale zanim wydobył się dźwięk, przemówił Rod.

I zyskał więcej szacunku, ponieważ Deke nie sądził, by ten mężczyzna miał w sobie ten wkurzony, trochę ojcowski, nie pierdol się z moją dziewczyną albo sprawię że cię zaboli.

Ale naprawdę, cholernie, to miał.

„Choć raz w życiu, synu, bądź mądry. I potraktuj poważnie tę radę, słyszysz mnie?”

Maverick spojrzał na Roda, na Joss, na Deke’a iw końcu, jakby wymagało to wysiłku, zwrócił uwagę na Jussy.

„Pieprzy mnie, że tu jestem” - oświadczył.

„W pewnym sensie uczyniłeś to oczywistym” - odpowiedziała Jussy.

Przesunął się na nogach, pełnym szurnięciem, spuszczając na nich oczy, zbierając swoje gówno i spojrzał z powrotem w górę.

„Mama nie wie, ale rozmawiałem z Mr T. Mówi, że warunki są żelazne. My… to znaczy, zakwestionowałem testament, więc stracę wszystko. I nie wycofuje się z tego. Więc potrzebuję, żebyś…… potrzebuję, żebyś z nim porozmawiała, Jus”.

Jussy nie odpowiedziała, a dzieciak czekał na to, ale nie wystarczająco długo, by naprostować głowę, przeczytać sytuację i nie zdradzić zbyt wiele ani nie sprawić, by wyglądał na jeszcze większego kutasa.

„Mieliśmy trzech prawników, którzy doradzali…” - Przerwał i kontynuował - „Ten, którego dostaliśmy, ja, Jus, poważnie, nie lubiłem go od samego początku. I myślę, że po prostu chciał zabrać mamy… to znaczy moje pieniądze. Rozmawiałem z Mr T, powiedziałem, że wycofam pozew, mówi, że nie może nic zrobić, aby mi pomóc. Mówi, że to wszystko ustalił tata. Mówi, że wszystko jest w porządku i pozew został złożony, więc zrzekłem się wszelkich roszczeń i teraz muszę spłacić pieniądze, które są zamrożone na moich rachunkach, albo mogę iść do więzienia. Ale wiem, że Mr T może zrobić wszystko i wiem, że gdybyś z nim porozmawiała, zrobiłby dla ciebie wszystko. Więc musisz z nim porozmawiać”.

Kiedy Jussy milczała, napięcie wokół paleniska było gęste, a jego sytuacja stała się jasna, że nie był wśród przyjaciół, ani trochę, Maverick głupio pospieszył, by wypełnić pustkę.

„Ja… ja… cóż, pomyślałem o tym i nawet mi to nie przeszkadza, że… ta… kobieta dostaje swój kawałek” - Potrząsnął głową i na oczach Deke’a stracił ponad dekadę, zmieniając się z chłopca, który nie chciał być mężczyzną, w głupiego, samolubnego dzieciaka - „Ale nawet ty musisz się zgodzić, że… ta… kobieta… że to niesprawiedliwe, nie w porządku, że dostaje jedną trzecią. Jedna trzecia tego, co jest nasze. Twoje i moje. To znaczy, to szaleństwo, prawda?”

Wreszcie przemówiła Jussy.

„To jest jasne, że nie przyszło ci do głowy, Mav, że pieniądze, które tata przez całe życie zarabiał, są jego pieniędzmi. To zawsze będą jego pieniądze. Nawet po jego odejściu to nadal należy do niego. I nie mamy gówna do powiedzenia na temat tego, co on chciał z tym zrobić. Wyraźnie podzielił się tym, co chciał zrobić z tymi pieniędzmi i nie jest rola mnie, ciebie, Dany, Joss lub kogokolwiek, kto kochał go całym sercem, aby powiedzieć coś innego”.

Upór wypłynął na jego twarz, gdy zwrócił oczy na Joss - „Nawet ty musisz się ze mną zgodzić w jej sprawie”.

„Nie muszę nic robić, chłopcze” - powiedziała cicho Joss - „I dla jasności, nie zgadzam się. Kochała twojego ojca, kocha go w pewien sposób po tym, jak odszedł i to nigdy nie zginie. Traktowała go dobrze. Wierzyła w niego. Stała u jego boku bez względu na wszystko i cieszę się, że miał to przynajmniej z jedną z trzech kobiet, które wpuścił do swojego życia”.

Po słowach jej matki Deke poczuł, że dłoń Jussy musnęła grzbiet jego dłoni w szukający sposób.

Wykręcił więc nadgarstek i mocno zacisnął palce wokół jej.

Nie zamykała swoich wokół niego w ten sam sposób.

Jej uścisk był jak imadło.

„Chodź tu, kochanie” - mruknął łagodnie Rod, porzucając swoją pozę gwiazdy rocka i wyciągając rękę do żony.

Joss podeszła do niego i wzięła go za rękę. Potem wzięła widoczny głęboki oddech i stanęła obok niego, wciąż trzymając go za rękę, ale odwracając wzrok z powrotem na Mavericka.

Ale Maverick zrezygnował z niej i wrócił do Jussy.

Zmienił także taktykę.

„Musisz porozmawiać z Mr T, Jussy” - Jego ton był teraz jękliwy i błagalny - „Wiem… wiem, że nie bardzo lubisz mamę, ale ona zależy ode mnie i siostrzyczko…” - przełknął ślinę i dokończył szeptem - „…cierpię”.

Głos Jussy był cichy i prawie łagodny, kiedy powiedziała - „Ostrzegałam cię, Mav”.

Jeździł wokół tego - „Potrzebuję tylko, żebyś porozmawiała z Mr T”.

„Wiem, że to ci nie przyszło do głowy, ale Mr T bardzo się o ciebie troszczy. Był bardzo cierpliwy w stosunku do całego gówna, które wyciągałeś. Ale jeśli jest to poza jego zasięgiem, a ja wierzę, że gdyby mógł coś zrobić, to by to zrobił, to również jest poza moim zasięgiem”.

„On może zrobić wszystko i zrobi wszystko, czego ty od niego zechcesz” – odparł Maverick.

„Może zrobić wszystko i robi wszystko, czego chce od niego Lonesome. Więc kiedy tata poprosił o spisanie jego testamentu w określony sposób, Mr T o to zadbał” - Jej głos stał się całkowicie czuły - „A ty znałeś konsekwencje wtrącania się w to, Mav. Tata ci powiedział, a nawet jeśli nie, Mr T i ja też. Wielokrotnie. Podjąłeś decyzję, a jeśli Mr T mówi, że nic nie możemy na to poradzić, po prostu nie możemy”.

Zaczął robić krok w jej stronę, nie przegapił czujności Deke’a, zatrzymał się gwałtownie i poprzestał na pochylaniu się w jej kierunku.

„W takim razie musisz… ty i ona… musisz zdecydować i musisz z nią porozmawiać, bo jeśli sądy nie… to ty musisz, Jussy” - błagał.

Deke poczuł, jak palce Jussy zwisają w jego palcach, zanim ponownie mocno ścisnęły, a ona zapytała z niedowierzaniem - „Mówisz mi, że chcesz, abym dała ci trzecią i poprosiła Danę o to samo?”

„To moje” - stwierdził - „Tata chciał, żebym go miała”.

„Trzymasz jej stronę, prawda?” - zapytała, nagle zmieniając temat.

Maverick wyprostował się - „Tu nie chodzi o nią”.

„Braciszku” - powiedziała cicho Jussy - „…pieprzone gówno, które mnie rozrywa, rozdzierało tatę, było tym, że przez ciebie zawsze chodziło o nią. Nigdy cię nie miałam. Nigdy tata cię nie miał. Nie bez jej wchodzenia pomiędzy, nawet gdy jej tam nie było”.

„Nie chcę rozmawiać o mojej matce”  - warknął.

„A ja nie mam zamiaru dać jej pieniędzy taty” - odparła Jussy - „A Dana jest czułym punktem. Jak do niej pójdziesz i zachowasz się jak ranny, nawet jeśli ani razu nie byłeś dla niej dobry ani nawet przyzwoity, ona to zrobi. Zobaczy w tobie tatę i zrobi dla ciebie wszystko. Więc doradzę jej i poinformuję Mr T, żeby nie dała się nabrać na gówno twojej matki, bo nie jesteś tu dla ciebie. Jesteś tu dla niej. I nie rób tego…” - odgryzła ostatnie, unosząc wolną rękę, wyciągając ją w stronę brata - „…nie zaprzeczaj. Twój udział w tantiemach dziadka nie utrzyma cię na jachtach. Wystarczyłyby, żeby przetrwać i to dobrze, chyba że twoja matka przechodziła przez to tak, jak przechodziła przez ugodę rozwodową, twoje alimenty na dziecko…”

„Powiedziałem, że nie rozmawiamy o mojej matce” - syknął Maverick.

„W takim razie w ogóle nie rozmawiamy” - odpowiedziała Jussy głosem kruchym, smutnym i złamanym sercem.

Deke przyciągnął ją do siebie ręką.

„Boże!” - powiedział głośno Maverick - „Odszedł, a ty nadal myślisz, że możesz mnie od niej oddalić. Jakbym był przywiązany do jej sznurków od fartucha czy coś. Nowina, Jus, jestem dorosłym mężczyzną”.

Deke ugryzł się w język.

Dosłownie.

Tak mocno, że poczuł smak krwi.

Jussy nie zrobiła tego samego.

„Nie, ty nie rozumiesz, że kiedy przyjeżdżałeś z wizytą, a ja tam byłam, chciałam mojego brata. Nie, żeby mój brat zachowywał się jak kutas, bo jego matka przez cały czas jego nieobecności wypełniała mu głowę bzdurami. Tata cię tam zawoził, Mav, dzień lub dwa, zanim znowu musiałeś nas opuścić. Widziałeś, że nie był wszystkim, co ci mówiła. Widziałeś, że kocha cię bardziej niż życie. I tego właśnie chciałam. To był brat, którego chciałam. To był syn, którego on chciał. Potem wracałeś do niej, ona od razu zaczynała pieprzyć twoją głowę, a kiedy cię odzyskał, musiał zaczynać wszystko od nowa. A teraz go nie ma, a wszystko, co masz, to wypełnianie twojej głowy bzdurami, o których wiesz, że to bzdury, bo wielokrotnie to udowadnialiśmy. A gdybyś był tak dorosły, jak mówisz, pomyślałbyś chociaż raz i sam to zobaczył”.

„To nie bzdury, jak mówisz mi, że mi nie pomożesz. Gdyby mama wiedziała, że tu jestem, powiedziałaby to….” - machnął ręką na taras - „…dokładnie tak by to wyglądało”.

„A czego ty nie widzisz” - odcięła się Jussy - „…to tego, że przez tygodnie pokazywałam się u ciebie, dzwoniłam raz za razem, próbowałam ci pomóc, mówiąc ci, żebyś nie wyciągał tego gówna, a ty nie słuchałeś mnie. Wykopałeś swój własny dół. A braciszku, nowina…” - wykrzyknęła - „…dorosły stoi na własnych nogach, bez względu na to, kto szepcze mu do ucha. I dorosły jest na tyle sprytny, by pomyśleć, zanim zrobi głupie gówno i nie robi go. A jeśli emocje go wytrącają, przyznaje się do swoich pomyłek. To jest twoje popieprzenie. Nie moje. Chcesz nałożyć to na mnie, zrób to. Ale nie stracę z tego powodu snu, bo wiem, że to po prostu nieprawda”.

„Zmarnowałem dobre pieniądze na cholerny bilet lotniczy i wypożyczony samochód” - mruknął, rzucając gniewne spojrzenie w stronę swojej siostry i wyglądając, jakby miał zaraz odejść.

„Nie wiesz” - zaczęła Joss, a Maverick szarpnął wkurzonym wzrokiem w jej stronę - „…że zaledwie kilka tygodni temu intruz włamał się do tego domu, skopał twoją siostrę w gówno i prawie udusił ją na śmierć”.

Wibracja na tarasie natychmiast się zmieniła. Wciąż była napięta, absolutnie. Wysoce zaalarmowana również.

I właściwa.

„Co?” - zapytał Maverick.

„Joss” - powiedziała cicho Justice.

„Tak” - potwierdziła Joss od niechcenia, wpatrując się w dzieciaka - „Mężczyzna nie jest już zagrożeniem, ale niedaleko od miejsca, w którym stoisz, Jussy prawie straciła życie z powodu maniaka”.

„To nawet nie jest zabawne” - warknął Maverick.

„Nie” - powiedział Joss śmiertelnie spokojnym, śmiertelnie poważnym, jej wzrok załamał się - „Nie jest”.

Maverick obserwował ją przez długie chwile, zanim powoli zwrócił wzrok na Jussy.

„Czy to się naprawdę stało?” - zapytał.

„Tak, Mav, ale…”

Deke przygotowywał się do ruchu, gdy patrzył, jak całe ciało dzieciaka się kończy, zanim ryknął - „Dlaczego mi, do cholery, nie powiedziałaś?

Deke zbliżył się do swojej kobiety, wchodząc lekko przed nią.

Kiedy to zrobił, oczy Mavericka skierowały się na niego, cofnął się o krok, a potem szarpnął głową, tak że patrzył przez ramię na ludzi na podwórku Jussy, pilnujących jego siostry.

Zaświtała mu pełnia sytuacji, której nie mógł do końca zrozumieć, bo nie miał wszystkich informacji i Deke patrzył, jak kolor odpływa z jego twarzy.

„Nie powiedziała ci, bo tak bardzo ją zraniłeś, że nie czuła, że masz do tego prawo” - oznajmiła Joss.

„Cholera, Joss…” - spróbowała Jussy.

Ale Joss mówiła dalej.

„Przeważnie to była jej wymówka, żeby ci nie powiedzieć, bo po pierwsze, to by cię przeraziło, a ona jest twoją starszą siostrą, nie chciałaby ci tego zrobić. Po drugie, ponieważ to otworzyłoby drzwi dla większej ilości ciebie i twojej matki, a ona prawie straciła życie, nie musiała się tym zajmować”.

„To nie może być powód, dla którego…” - zaczął Maverick, patrząc na Jussy.

Joss przemówiła przez to i spojrzał na nią.

„Chodzi mi o tym, że we wszystkim, czego ci brakuje we wszystkim, co się dzieje, we wszystkim, co przegapiłeś, odkąd żyjesz, kiedy straciłeś ojca, przegapiłeś bardzo cenną lekcję. Ludzie, których kochasz, nie będą w pobliżu na zawsze. Nie będą tam, żeby cię złapać, gdy upadniesz. Nie będą tam słuchać twojego gówna, kiedy będziesz musiał je rozładować. Nie będą tam, żeby się z tobą śmiać, pieklić lub pomagać, kiedy tego potrzebujesz. Więc spędzaj każdą cholerną sekundę na tej Ziemi, traktując ludzi, których kochasz z szacunkiem i uczuciem, na jakie zasługują. Ponieważ jeśli tracisz czas, który możesz mieć z nimi, bo im tego nie zaoferowałeś, jedyną osobą, którą będziesz musiał obwiniać, jeśli coś się stanie komuś, na kim ci zależy, będziesz ty. Wyczuwam, że to ci umknęło, jak się wydaje. Ale i tak warto powiedzieć. Tęsknię za twoim ojcem, nawet jeśli nie było go już w moim życiu. Wiele dla mnie znaczył. Ale kilka miesięcy później prawie straciłam swoją pieprzoną córkę i już nauczyłam się tej lekcji. Ale nauczyłam się tego ponownie, kurwa, tak. I nigdy nie zapomnę”.

„Joss” - szepnęła Jussy.

Joss spojrzał gniewnie na córkę - „Rozrywało mnie to, że nie byłam z tobą. Ale Rod mówił, że jesteś mną z dłuższymi włosami i kilkoma latami mniej. A jeśli powiem ci, co muszę zrobić, a ty się temu sprzeciwisz, straciłbym rozum. On mnie zna. On ciebie zna. I miał rację. Powiedział, że muszę zrobić to, co chcę, żebyś zrobiła. Zrobić to, co bym ci powiedziała, żebyś zrobiła. Więc to zrobiłem” - Wciągnęła słyszalnie chrapliwy oddech - „Wciąż mnie to rozdzierało”.

„Zaopiekowano się mną” - odpowiedziała Jussy.

Oczy Joss przesunęły się na Deke’a, zanim wróciły do jej dziewczyny i odparła - „Widzę to”.

„Jussy, kto to zrobił?” - Maverick chciał wiedzieć - „A gdzie oni są? Czy gliniarze go złapali? Co do cholery?”

„Zajęliśmy się tym, Mav”.

„Co do cholery?” - powtórzył.

„To skończone. Wyzdrowiałam. Oddycham. Bezpieczna. Wszystko jest dobrze”.

„Co do cholery?” - powtórzył, podkreślając ostatnie słowo, które jednocześnie się załamało.

Deke znieruchomiał.

Jussy przysunęła się bliżej do jego boku.

„Co do cholery?” - szepnął Maverick - „Nie zadzwoniłaś do mnie? Jakiś popierdolec dusił moją siostrę, a ty do mnie nie zadzwoniłaś?”

Jego Cyganka pociągnęła go za rękę, Deke puścił ją, a potem poszła. Do swojego brata. W jego przestrzeń. Obie ręce położyła po obu stronach jego głowy, ciągnąc ją w dół tak, że jego czoło znalazło się przy jej.

„Oddychaj, braciszku, spójrz na mnie. Jestem tutaj”.

„Tęsknię za tatą” - powiedział nagle ochrypłym głosem.

„Ja też, Mav” - odpowiedziała Jussy ochrypłym głosem.

„Tęsknię za tobą” - trzymał ją.

„Ja też, Maverick” - szepnęła, wciągając go w ramiona - „Ja też za tobą tęskniłam, bracie”.

„Zostałaś ranna i nie zadzwoniłaś do mnie” - powiedział z chrypnięciem.

„Widzę, że prawdopodobnie powinnam to zrobić” - szeptała.

Wcisnął twarz w jej szyję, Deke zobaczył, jak jego ramiona unoszą się i spojrzał na Rembrandta.

Mężczyzna kiwnął mu brodą, wstał z krzesła i szarpiąc ją za rękę, pociągnął żonę do tylnych drzwi.

Deke podążył za nimi i ze spojrzeniem, które powiedziało Chace’owi, że jest po służbie, zajął miejsce Chace’a, opierając się o blat, z rękami skrzyżowanymi na piersi i patrząc przez szybę na Jussy z jej bratem.

Kazała mu usiąść z nią.

Deke obserwował.

Zaczęli rozmawiać.

Deke obserwował.

Mężczyźni i Twyla weszli frontowymi drzwiami, wszyscy zaczęli sprzątać.

Deke obserwował.

Joss i Rod zajęli się wszystkim, którzy wyjeżdżali.

Deke obserwował.

W końcu Jussy i Maverick wstali z krzesła i podeszli do drzwi.

Deke usunął się z drogi, ale nie odsunął się daleko.

Weszła, patrząc na niego.

„Wyjdziemy po torbę Mav’a, kochanie. Zajmie jeden z pozostałych pokoi gościnnych. Będzie dobrze?”

Przyjrzał się jej twarzy.

Chciała tego.

Chciała, żeby jej brat był blisko.

„Jestem z tym spoko” - powiedział.

„Możesz wyłączyć palenisko?” - zapytała.

„Tak, Cyganko”.

„Stary, ja…” - zaczął Maverick, wyglądając na młodszego niż wcześniej, a i tak już młodo wyglądał, z poczuciem winy na twarzy i smutkiem.

„Skończone. Niech tak się stanie” - stwierdził Deke.

Maverick wpatrywał się w niego przez sekundę, po czym ulga zaczęła się pojawiać i skinął głową.

Jussy wprowadziła go do domu.

Deke patrzył, jak przechodzą do frontowych drzwi.

Jego ciało drgnęło z zaskoczenia, kiedy Joss przysunęła się obok niego na blacie.

Spojrzał na nią.

„Pełna aprobata” - szepnęła, patrząc mu w oczy, robiła to przez długi czas.

Potem mrugnęła do niego i odpłynęła.

Deke patrzył, jak odchodzi.

Potem wyszedł i zakręcił ognisko.

*****

2 komentarze:

  1. Dziękuję za rozdział i czekam na kolejny bo jestem ciekawa co wyniknie z wizyty braciszka :)

    OdpowiedzUsuń