Rozdział
22
Deke
obserwował (cz.1)
Deke
Deke
przeszedł przez pokój, z sześcioma otwartymi piwami zwisającymi mu z palców za szyjki,
skanując przestrzeń i zdając sobie sprawę z czegoś, o co nie musiał pytać, żeby
wiedzieć, że Jussy to zrozumiała, zanim wydała pieniądze na to miejsce.
To
było idealne na imprezę.
Było
tam mnóstwo ludzi i wszyscy pasowali, każdy czuł się komfortowo, każdy mógł
zobaczyć innych, dryfować od grupy do grupy, sadzać tyłek na siedzeniu,
odpoczywać, relaksować się i cieszyć.
Zatrzymał
się przy Ty, Tate’cie, Ham’ie, Deckerze i Wood’zie, rozdał świeże piwo i stanął
w ich grupce, ale nie zwracał uwagi na ich rozmowę.
Wyjrzał
przez okna na tyły, zobaczył płonące palenisko, Shamblesa w okrągłych okularach
przeciwsłonecznych, czerwonych soczewkach, szerokim uśmiechu na twarzy,
poruszającego rękoma, podczas gdy, oczywiście, opowiadał historię Dominicowi,
właścicielowi salonu w mieście, Nadine, regularnie odwiedzająca Bubba’s, Faye,
samego Bubbę i żonę Deckera, Emme.
Lauren
trzymała straż przy kuchennej wyspie, otoczona przez ludzi na stołkach,
przyjaciół Maxa, Mindy i Jeffa, Zarę, żonę Hama, z ich dzieckiem na kolanach,
Maggie, żonę Wooda i Daniela, partnera Dominika.
Skupił
się na całej przestrzeni i zauważył Roda w pokoju muzycznym Jussy,
uśmiechającego się i kiwającego głową na chłopca Tate’a, Jonasa, który miał
gitarę Jussy na kolanie.
Wyglądało
na to, że Rod dawał Jonasowi lekcję gry na gitarze.
Deke
następnie spojrzał na miejsce w rogu i zobaczył, że dzieci Max’a i Chace’a
pełzały po nim, nadzorowane przez Ninę i Lexie.
A
pośrodku, przy kominku płonącym, ale ustawionym nisko, Justice siedziała z
Sunny, Jim-Billy, Twylą, kochanką Twyli, Cindy i Krystal. To z dodatkiem Joss,
która zarekwirowała Breanne, dziecko było oparte o klatkę piersiową Joss, z jej
małą twarzą na szyi Joss, wyglądającą, nawet w przytłumionym zgiełku rozmowy z
muzyką w tle, jakby przygotowywała się do zaśnięcia.
Wokół
miejsc siedzących ustawiono miski z frytkami, dipami i orzechami, zużyte
papierowe talerze i plastikowe przybory, do kupienia których Deke namówił
Justice (zaledwie) z resztkami w pełni skonsumowanego kurczaka Steph, które
leżały tam, gdzie siedziała osoba, która to skończyła.
Deke
zauważył, że Jussy, jak można się było spodziewać, nie była typem osoby, która
natychmiast sprzątała po wszystkich, co sprawiało, że ludzie myśleli, że muszą
wyrzucić swoje gówno do kosza na śmieci, albo dawałaby im jakiekolwiek
wskazówki, że powinni zrobić cokolwiek poza relaksem.
Sprawdzała,
czy miski nie są puste, aby je napełnić, a jeśli akurat gdzieś szła, ona (lub
ktokolwiek) chwytała za talerz i wyrzucała go do kosza.
Ale
nie chodziło o utrzymanie porządku. Było jasne, że miejsce może wyglądać jak
festiwalowy skład zespołów rockowych, który imprezował w nim po tym, jak
wszyscy wyjdą, a ona poradzi sobie z tym dopiero rano.
Jakby
czuła, że na nią patrzy, Jussy spojrzała na niego.
Ponieważ
Krystal, Sunny i Joss były pogrążone w głębokiej rozmowie, a Cindy posyłała
Twyli tęskne spojrzenia w tym samym czasie poklepując pieluszkę Breanne (z
Jimem-Billy’m po prostu tam siedzącym, ponieważ posadził się tam, kiedy przybył
i nie poruszył się), Justice nic nie powiedziała nikomu, kiedy wyrwała się z
jednego z foteli.
Podeszła
do niego, ale gdy to zrobiła, jej wzrok powędrował do jej pokoju muzycznego, a
słodki uśmiech zaczął grać na jej ustach. Uniósł rękę wysoko, kiedy się
zbliżyła, a mężczyźni zrozumieli tę wskazówkę i przesunęli się, aby pomieścić
nowego członka swojej załogi. Zanurkowała pod nim, przyciskając się do jego
boku, gdy owinął rękę wokół jej ramion.
„Kurczak
to gówno, Jus” - orzekł Ty.
„Dzięki”
- odpowiedziała Jussy.
„Jeśli
Zara jeszcze nie prosiła o ten przepis, daj mi go przed wyjazdem” - powiedział
Ham.
Jussy
spojrzała na niego - „Powinnam była wydrukować dwadzieścia”.
„Jest
czas” - wtrącił Wood.
Jussy
uśmiechnęła się do niego - „Zajmę się tym”.
Wood
mrugnął do niej.
Jej
uśmiech stał się większy.
Rozmowa
mężczyzn została wznowiona i Deke był zaskoczony, gdy mijał czas, a ona nie
robiła nic poza spoczęciem coraz głębiej w jego boku, robiąc to, nie przyłączając
się.
Spojrzał
na nią i zawołał cicho - „Cyganko”.
Odchyliła
głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy.
Wyglądała
na zadowoloną, ale wciąż odległą.
„Wszystko
dobrze?” - zapytał.
„Chciałabym,
żeby Lace tu była” - odpowiedziała, po czym posłała mu mały uśmiech - „I
chociaż ty nie życzysz sobie tego samego, a ona będzie musiała coś opowiedzieć, chciałabym, żeby Anca też
tu była. Oczywiście bez Tony’ego” - pospiesznie powiedziała ostatnie słowa.
Wiedział,
że tego chciała.
Gwiazda
rocka i stylista od gwiazd lub nie, Joss i Rod z łatwością dopasowali się do
tej grupy.
Joss
stworzyła Jussy, a Rembrandt był w jej życiu od dłuższego czasu, więc nie była
to całkowita niespodzianka.
Nadal
było niespodzianką, jak naprawdę byli przyziemni, demonstrując to natychmiast,
gdy ludzie zaczęli się pokazywać. Uspokajanie ludzi. Wyjaśniając, że była to
impreza, a nie impreza ze słynną gwiazdą rocka i jego żoną. Więc Deke nie miał
wątpliwości, że jej dziewczyna Lacey będzie taka sama. Bianca, nie wiedział i
miał nadzieję, że minie trochę czasu, zanim się dowie.
Wiedział
tylko, że z Jussy chodziło o to, że chciała, żeby jej dziewczyny były z nią.
Wciąż
zostawiła coś niedopowiedzianego.
Pochylił
się bliżej i cicho zauważył - „I twój tata”.
Skinęła
głową - „Tak, i tata. Chociaż gdyby tu był, Dana by tu była, on i Joss wpadliby
w szalony ryk, Rod by się narąbał, a Dana spędzałaby dużo czasu w swoim pokoju”.
„Racja”
- powiedział z krótkim chichotem.
Jej
oczy powędrowały do mamy - „Do bani, że zebrali swoje gówno po jego odejściu”.
Wiedział,
że wcześniejsza rozmowa z jej mamą i ojczymem grała jej w głowie.
„Na
koniec, zebrali swoje gówno” - stwierdził, a ona spojrzała na niego - „Wiesz, mała,
to by się nie wydarzyło w żaden inny sposób. Ale teraz poznajesz tych ludzi
tam, gdzie zawsze byli, ale historia nie pozwoliła im tam iść. Mają to w sobie,
żeby to zebrać, żeby utrzymać przy życiu coś, co znaczyło coś dla twojego taty,
zawsze to mieli, ale nie mogli tam iść, kiedy był tutaj. Teraz to masz. A to
nie jest do bani”.
Odwróciła
się lekko do niego i przycisnęła mocniej, teraz z jej przodem do jego boku, a
jej uśmiech nie był jasny, ale był lepszy niż te, które dostawał.
„Wywołujesz
u mnie kompleksy” - powiedziała mu.
Uniósł
brwi - „Jak to?”
„Jesteś
zbyt mądry dla mojego dobra”.
„Chcesz
się pławić?” - zapytał.
Potrząsnęła
głową, jej uśmiech rozjaśnił się - „Nie”.
„W
takim razie jestem wystarczająco mądry” - powiedział.
„Jesteś
mądrzejszy niż to, Słonko” - odpowiedziała.
Uwielbiał
to, że tak myślała.
Aby
się z nią tym podzielić, Deke pochylił się i pocałował ją w nos.
Kiedy
się wyprostował, objęła ramieniem jego brzuch i przyłożyła policzek do jego
klatki piersiowej, gdy wrócili do zgrupowania.
Zobaczył
oczy Tate’a na Jussy, wyraz jego twarzy trzeźwy w sposób, którego Deke nie łapał
i nie bardzo mu się podobał, ale nic o tym nie powiedział, bo usłyszał kolejny
samochód na podjeździe.
Rozejrzał
się po przestrzeni, a potem w dół do Jussy - „Czy zaprosiłaś jeszcze kogoś na tą
wyżerkę?”
Odchyliła
głowę do tyłu - „Nie. Czemu?”
„Samochód
nadjeżdża podjazdem”.
Jussy
głowa drgnęła i odsunęła się od nich na tyle, by spojrzeć przez ich ciała w
kierunku drzwi wejściowych, kiedy mruknęła - „To dziwne”.
Deke
zaczął się ruszać, ale zatrzymał się, gdy zobaczył Chace’a zmierzającego do
drzwi z dwoma pustymi kieliszkami wina w dłoniach i potrząsając głową na Deke’a.
„Złapałem
to po drodze do uzupełnienia” - zawołał.
Chace
też usłyszał samochód.
Deke
skinął głową.
„Może
ktoś kogoś zaprosił” - zauważyła Jussy, a Deke znów na nią spojrzał - „Chociaż
nikt nic nie powiedział”.
Oddalała
się, szykując się do udania się do drzwi, do których przybył Chace, aby powitać
przybysza.
Deke
zaczął się z nią ruszać, gdy zobaczył, że drzwi są otwarte i usłyszał Chace’a,
który częściowo zablokował otwarte drzwi, mówiącego głośno w noc - „W czym mogę
pomóc?”
„Kim
jesteś?” - odparł głos, brzmiący z oddali, i Deke doszedł do wniosku, że Chace
przemówił, zanim podszedł ten, ktokolwiek tam był.
Ale
Deke spiął się, ponieważ to pytanie zostało zadane niezbyt miłym tonem, a co
najważniejsze, sprawiło, że Jussy zesztywniała u jego boku.
„To
moje pytanie, ale zadałem je w inny sposób i chciałbym, żebyś na nie
odpowiedział” - zauważył Chace, a Deke zobaczył, że jego ciało zmieniło się z
chłodnego w czujne.
„Zejdź
mi z drogi, chcę porozmawiać z Justice” - powiedział głos z zewnątrz,
zdecydowanie bliżej, a Deke zauważył, że Jussy spieszy do drzwi, ale robi to,
zerkając na Joss.
Z
roztargnieniem zauważył również, że ich przyjaciele zdają sobie sprawę z
sytuacji i rozmowy zaczynają się chwiać, przenoszą uwagę, a także ciała.
To
mężczyźni.
A
teraz Chace nie był czujny przy drzwiach.
Bronił
ich.
„Obawiam
się, że to się nie stanie, dopóki nie powiesz mi, kim jesteś”.
„Nie
wiem, kim do cholery jesteś, ale wiedz kimkolwiek jesteś, nie masz prawa stanąć
mi na drodze, bym porozmawiał z moją siostrą”.
Słysząc
to, krew napłynęła do głowy Deke’a, uczucie, którego nie czuł od ostatniej
bójki w barze, w której brał udział ponad pół dekady temu.
On
i Jussy byli już prawie przy drzwiach i miał akurat dość gówna w sobie, by
delikatnie ją odepchnąć, ale nie na tyle dużo, by nie wywierać poważnego
nacisku na ramię Chace’a, by powiedzieć mężczyźnie, żeby wypierdalał mu z drogi.
Głowa
Chace’a odskoczyła w bok, ale odczytał intencje Deke’a i odsunął się.
Właśnie
wtedy Deke stanął w obliczu prawie-bliźniaka Jussy męskiej odmiany, chłopca,
który odmówił zostania mężczyzną, który wyglądał cholernie jak młody Johnny
Lonesome.
Przyjął
to w pół sekundy, zanim znalazł się w przestrzeni Mavericka Lonesome i
wykorzystał swoją masę - głównie będącą klatką piersiową, nie podniósł rąk - do
odepchnięcia gówniarza.
„Hej!
Kurwa, gówno! Co do cholery?” - krzyknął Maverick.
Deke
wciąż go odpychał, a potem podniósł jedną rękę, by położyć ją na jego pierś i
pchnął go, co spowodowało, że tamten przepłynął cztery kroki.
Dopiero
wtedy odwrócił się i warknął do Chace’a - „Ona zostaje w środku”.
„Deke…”
- zaczęła Jussy, już jeden krok za drzwiami i wciąż w ruchu.
To
wszystko, co zdobyła. Chace wciągnął ją z powrotem przez drzwi i zamknął za
nią.
„Poważnie,
stary, co do cholery?” - Maverick
uciął i Deke zwrócił uwagę na dzieciaka.
Usłyszał
otwierające się za nim drzwi, spiął się, poczuł, że to nie Jussy i usłyszał jej
protest głębiej w domu, i wiedział, że dołącza do nich ktoś, komu nie miał nic
przeciwko.
Poza
tym nie odwracał uwagi od Lonesome.
„Po
pierwsze, powiesz mi, dlaczego tu jesteś” - poinformował go Deke - „Jak uznam,
że to, co usłyszę, jest dobre, porozmawiasz ze swoją siostrą. Nie uznam,
wsiadasz do samochodu i odjeżdżasz”.
„Kim
do cholery jesteś?” - zapytał Maverick, przenosząc wzrok z Deke’a na tego, kto
do nich dołączył.
Ze
strachu, który natychmiast błysnął w jego oczach, Deke domyślił się, że to był zdecydowanie
Ty. Prawdopodobnie Decker. Tate bez wątpienia, ponieważ Tate zawsze będzie za
plecami Deke’a.
Także
Twyla, bo zaprzeczałaby do ostatniego tchu, ale kobieta wzięłaby kulę za
każdego z nich. A biorąc pod uwagę długość skoku dzieciaka, pomyślał Deke, że może
Ham.
„Wyszedłem
z tego domu, dzieciaku” - przypomniał mu Deke - „Ten dom należy do twojej
siostry. To nie ja muszę wyjaśniać, co tutaj robię”.
Młody
podciągnął się, by dać sobie wrażenie, że nie musi patrzeć tak daleko w górę,
by utrzymać wzrok Deke’a.
„Rozmawiam
tylko z Jus” - stwierdził.
„Myślę,
że to omówiłem” - powiedział mu Deke.
Tamtego
twarz wykrzywiła się - „Nie wiem nawet, kim ty
jesteś, więc nie mówię ci kutasa”.
Deke
usłyszał, że drzwi ponownie się otwierają, znów się napiął, ale nie usłyszał
głosu Jussy, więc szukał cierpliwości i trzymał się dzieciaka.
„Tak
jak powiedziałem, nie zbliżysz się do swojej siostry, chyba że ja zrozumiem, co
tu robisz i uznam, że to dla niej w porządku. Ma dobry wieczór. Jak mogę
powiedzieć, z tego, co mi mówiła rzucałeś na nią gówno, odkąd wypadłeś z krzykiem.
Ale gówno, które odgarniasz, odkąd wszyscy straciliście swojego staruszka, nie
jest włączone. I nie ma pieprzonej mowy, że pozwolę ci zdenerwować ją bardziej,
niż właśnie tym, że pokazałeś się bez uprzedzenia. Powiedz mi, co tu robisz, ja
powiem jej, a ona zdecyduje, czy chce cię w swojej przestrzeni”.
Maverick
otworzył usta, ale Deke pochylił się, oczy dzieciaka rozszerzyły się, ale usta
się zamknęły.
„Nie
powtarzam się i nie negocjuję. Bez wyboru to idzie tak, albo masz ludzi, którzy
odprowadzą cię do samochodu. Jak będziesz walczył, człowiek, który otworzył
drzwi, jest gliną. Każe oficerom Carnal eskortować cię z posiadłości, ale mnie…”
- pochylił się głębiej – „pieprzenie nie testuj.
Jak będziesz pieprzył się z Jussy, opierał próbom usunięcia cię, to twój tyłek będzie
w cholernej celi”.
Kilka
chwil wpatrywał się w oczy Deke’a, przełykając, kiedy jego jabłko Adama
podskakiwało, potem jego wzrok przesunął się na bok, a jego twarz stwardniała.
Ciało
Deke’a napięło się jeszcze bardziej, kiedy poczuł lekką dłoń na swoim
przedramieniu.
Spojrzał
w dół i zobaczył stojącą tam Joss.
Jej
twarz była twardsza niż u dzieciaka, ostra, złość w jej profilu była tak
intensywna, że przez samo patrzenie na nią Deke posmakował jej w ustach.
„Rób,
jak ci kazano, synu” - powiedziała cicho, głosem równie ostrym jak jej twarz.
„Z
tobą w ogóle nie rozmawiam” - splunął
- „I na pewno nie jestem twoim synem”.
Skinęła
głową, mocniej zacisnęła dłoń na przedramieniu Deke’a i pociągnęła, jakby
kazała mu się odsunąć.
Nie
poruszył się.
Zrobiła
to, patrząc przez ramię na każdego, kto stał za nimi.
„Mężczyzna,
który mieszka w tym domu, nie chce tego chłopca tutaj. Myślę, że nadszedł czas,
aby pokazać mu jego samochód” – powiedziała.
Deke
poczuł, jak mężczyźni się poruszają i zaczął się ruszać razem z nimi, ale Joss
trzymała go mocno w swoim uścisku.
Spojrzał
na nią, ale zanim zdążył powiedzieć gówno, ona to zrobiła.
„Jussy
nie będzie chciała, żebyś był zaangażowany w to, co ci chłopcy mogą mieć do
zrobienia” - powiedziała cicho - „Ten dzieciak to uparty dupek. Niech twoi
przyjaciele to rozegrają” - skinęła głową na podjazd - „Idź porozmawiać z Chace’m. Jest z Rodem i
kilkoma dziewczynami, ma Jussy w jej pokoju muzycznym” - Podeszła bliżej i
stanęła na palcach - „I ona patrzy, Deke”.
Skinął
głową, wskazując, że jej wiadomość była jasna, ale nie wszedł do domu.
Spojrzał
na mężczyzn popychających Mavericka do jego samochodu i zobaczył, że miał
rację: Tate, Ty, Decker, Twyla i Ham.
„Pieprz
się!” - krzyknął Maverick, odpychając się od Tate’a.
To
było tak, jakby dzieciak go nie dotknął. Ciało Tate’a nawet się nie zachwiało.
„Zejdź
ze mnie, człowieku!” - wrzasnął Maverick, uciekając od Ty.
„Deke,
to może potrzebować gliniarzy” - ostrzegła Joss.
„Ma
w sobie Johnny’ego” - mruknął Deke.
„Co?”
- zapytała Joss.
Spojrzał
na nią - „Dzieciak ma w sobie Johnny’ego. Jest tu z jakiegoś powodu. Ułoży
sobie głowę i nie będziemy potrzebować glin”.
Joss
przyglądał mu się, gdy sytuacja na podjeździe nasilała się i stawała coraz głośniejsza.
Potem
wyszeptała - „Moja Jussy. Zawsze miała nadzieję co do tego chłopca. Dała ci to”
- Potrząsnęła głową, jakby to ją zasmuciło.
„Pierdol
się! Kurwa! Pieprzyć was wszystkich!” - krzyknął Maverick - „Racja! Kurwa! Okej!
Cholerne gówno! Dobra, powiem ci, o czym chcę porozmawiać z Jussy!”
Deke
i Joss spojrzeli w jego stronę.
Mężczyźni
przyszpilili go do drzwi po stronie kierowcy, stojąc niezbyt głęboko w jego
przestrzeni, ale nie miał dokąd pójść, tylko do swojego samochodu.
Spoglądał
przez dach na Deke’a.
„Ja…
Boże!” - wrzasnął ze złością - „Nie mamy pieniędzy, człowieku. Zamroził nasze
aktywa, a tantiemy od dziadka nie przychodzą od jakichś sześciu miesięcy i nie…
dla mamy i dla mnie nie są…” - Potrząsnął głową, jakby próbował utrzymać się w
kupie, ale tracił kontrolę i Deke wiedział, że stracił kontrolę, kiedy
powiedział - „Muszę porozmawiać z moją siostrą”.
„Zamierzasz
ją prosić o pieniądze?” - zapytał Deke.
„Ja…”
- Znowu potrząsnął głową - „Nie, człowieku. Po prostu potrzebuję… nie mogę
stracić tego, co miałem dostać”.
„Więc
zamierzasz wycofać pozew” - przypuścił Deke.
Maverick
potrzebował kilku uderzeń serca, aby odpowiedzieć - „Po prostu nie mogę stracić
tego, co miałem dostać”.
Głos
Deke’a był ostrzeżeniem, kiedy powtórzył - „Więc jesteś tutaj, aby podzielić
się tym, że wycofujesz pozew”.
Maverick
milczał i tym razem trwało to dłużej.
Potem
powiedział znacznie spokojniejszym głosem - „Po prostu powiedz jej, że mama nie
wie, że tu jestem”.
Deke
spojrzał na Joss - „To ci wystarczy?”
Spojrzała
na niego, więc złapał jej usta, które się rozluźniły na jego pytanie.
„Joss,
Jussy prawdopodobnie jest tam wkurzona jak cholera. Odpowiedz. To jest dla
ciebie wystarczająco dobre?” - podpowiedział.
Skinęła
głową.
Odwrócił
się na pięcie i wpadł do domu.
Ledwo
przeszedł przez drzwi, gdy dorwała go Krys, trzymając córkę, podczas jego przybycia
wyraźnie złapana w środku chodzenia.
Natychmiast
chciała wiedzieć - „Muszę wziąć strzelbę?”
„Jest
dobrze” - mruknął, idąc tuż obok niej, prosto do pokoju muzycznego Jussy, gdzie
została przygwożdżona przez Roda, Chace’a, Wooda, Bubbę i Shamblesa, którzy wszyscy
stali na straży przy otwartych podwójnych drzwiach. Towarzyszyła jej jednak
cała ekipa dziewczyn”.
Pokój
był duży, ale było tam cholernie tłoczno.
Jussy
była już zwrócona twarzą do drzwi i w chwili, gdy zobaczył ją przez mężczyzn,
wiedział, że ma rację.
Była
wkurzona jak cholera.
„Okej,
ukochany, będziemy dużo rozmawiać o tych gównianych bzdurach macho po tym, jak to
co się, do cholery, dzieje, już minie…” - oświadczyła, jej twarz skrzywiła się
dziwnie komicznie i spojrzała w dół na Lellę, która stała blisko jej nóg - „Przepraszam
kochanie. Nie wypowiadaj słowa na „g”. To bardzo źle” - Zaczęła patrzeć na
Deke’a, ale potem zwróciła swoją uwagę z powrotem na Lellę - „Albo słowa na
„ch”. To też jest złe”.
Kurwa,
tylko Jussy mogła sprawić, że miał ochotę roześmiać się, kiedy był tak
wkurzony.
„Mówi,
że jego mama nie wie, że tu jest, a on ma problemy z pieniędzmi, kotku” -
powiedział jej Deke po tym, jak spojrzała na niego - „Myślę, że jest uspokojony
i dobry do rozmowy. Zrobisz to na tylnym tarasie. Poproszę, żeby chłopcy go
eskortowali”.
„Może
przejść przez dom, Deke” - odparła.
„Nie.
Nie może” - stwierdził Deke.
Wtedy
naprawdę na niego spojrzała i wtedy wiedział, że go zrozumiała, ponieważ
straciła nastawienie i skinęła głową. I zrozumiała fakt, że Deke nie wpuści
tego gnojka do jej domu, dopóki nie zasłużyłby na prawo przebywania w jej
przestrzeni, nawet po to, by przez nią przejść.
Deke
spojrzał na Rembrandta.
„Rod,
chcesz dotrzymać towarzystwa Jussy na zewnątrz?”
„Tak,
stary” - mruknął i spojrzał na swoją pasierbicę.
„Wyjdźmy
tam i skończmy z tym gównem, kochanie” - Nie tracąc rytmu, chociaż miał rękę
wyciągniętą do Jussy, spojrzał na Lellę - „I nie wypowiadaj słowa na „g”,
cudowna. To też jest złe”.
Usłyszał
trochę przełkniętego śmiechu, który brzmiał na rozbawiony, ale nerwowy. Nie
przyjął tego. Poczekał, aż Rod ujął rękę Jussy, a potem wrócił do drzwi
wejściowych.
Wyszedł
i znów stanął obok Joss, która nie poruszyła się ani odrobinę.
„Zabierzcie
go z boku domu na tylny taras” - zawołał. Pochylił brodę i powiedział do Joss -
„Idziesz ze mną od środka”.
„Aye,
aye, wielki człowieku” - mruknęła.
„Potrafię
chodzić cholernie sam” warknął Maverick.
„Zgaduję,
że to prawda, nadal się nie wydarzy” - powiedział mu Ham.
Deke
pozwolił, by Twyla i mężczyźni się tym zajęli, a kiedy oboje wrócili do domu,
chwycił Joss za łokieć. Poprowadził ją przez drzwi i patrzył na kluczowych
ludzi, gdy przechodził przez dom. Zrobiliby to, czego potrzebowała Jussy, a
Deke nawet nie wiedział, że to się stało. Po prostu wiedział, że będą to robić.
Dotarł
na tyły domu, gdzie Chace stał przy drzwiach. Mężczyźni kiwali sobie głowami,
gdy Deke wyprowadzał Joss.
„Czy
wszyscy wstrzykujecie dodatkowy testosteron, czy to tylko anomalia w Górach
Kolorado?” - zażartowała Joss.
Znów
przeniósł na nią wzrok.
Spojrzała
na jego twarz.
„Racja”
- szepnęła - „Później czas na zabawę i śmiech”.
Szeroko
otworzyła oczy na swoją córkę.
Jussy
też nie była w nastroju i Deke wiedział o tym, kiedy uśmiechnęła się do mamy z
półuśmiechem, którego nie miała na myśli, a potem spojrzała w ciemność, gdzie
Maverick był eskortowany, gdy zbliżał się do tarasu.
Jussy
stała przy krześle, podczas gdy Rod beztrosko ułożył się na innym, naprzeciwko
miejsca, przy którym Jussy była przy palenisku. Jedna z jego długich nóg była przerzucona
przez oparcie, druga noga rozłożona przed nim, piętą do rogu krzesła.
Ale
bzdury o bóstwie rocka na tronie były tylko pokazem. Jego uwaga była skupiona
na dzieciaku wchodzącym po schodach, a jego usta były zaciśnięte.
Maverick
przez cały czas wspinał się, wpatrując się w Jussy, co przeniosło Deke’a blisko
jej pleców.
Mężczyźni
i Twyla wycofali się, ale stali na podwórku nie blisko, niedaleko.
„Racja,
teraz, kiedy zrobiłem to wszystko, by dostać się do wielkiej Justice Lonesome,
co dalej? Chcesz, żebym skakał przez płonące obręcze?” - spytał Maverick
zadzierając nos.
Krew
ponownie napłynęła do głowy Deke’a, gdy warknął, zaczynając krążyć wokół swojej
kobiety - „Wystarczy. Skończyłeś”.
Złapała
go za rękę i zrobiła to mocno.
To
by go nie powstrzymało.
Ale
powiedziała też głosem, który zawierał perswazję i głębokie emocje, mówiącym
mu, że chce, aby rzucił bzdury macho i pozwolił jej tym odtąd pokierować.
„Deke,
kochanie. Proszę”.
Zatrzymał
się u jej boku, wpatrując się w Mavericka.
Usłyszał,
jak Justice wzięła głęboki oddech, puszczając jego rękę, zanim powiedziała -
„Okej, Mav, masz pięć minut. Możesz być dupkiem lub możesz wyjaśnić, dlaczego
tu jesteś. Odradzałabym jednak bycie dupkiem przez pełne pięć minut. Deke
trochę mnie lubi, co oznacza, że zdecydowanie nie lubi, gdy ludzie robią mi
gówniane rzeczy, więc nie jestem pewna, jak długo mogę go powstrzymać”.
Maverick
otworzył usta, ale zanim wydobył się dźwięk, przemówił Rod.
I
zyskał więcej szacunku, ponieważ Deke nie sądził, by ten mężczyzna miał w sobie
ten wkurzony, trochę ojcowski, nie pierdol się z moją dziewczyną albo sprawię
że cię zaboli.
Ale
naprawdę, cholernie, to miał.
„Choć
raz w życiu, synu, bądź mądry. I potraktuj poważnie tę radę, słyszysz mnie?”
Maverick
spojrzał na Roda, na Joss, na Deke’a iw końcu, jakby wymagało to wysiłku,
zwrócił uwagę na Jussy.
„Pieprzy
mnie, że tu jestem” - oświadczył.
„W
pewnym sensie uczyniłeś to oczywistym” - odpowiedziała Jussy.
Przesunął
się na nogach, pełnym szurnięciem, spuszczając na nich oczy, zbierając swoje
gówno i spojrzał z powrotem w górę.
„Mama
nie wie, ale rozmawiałem z Mr T. Mówi, że warunki są żelazne. My… to znaczy,
zakwestionowałem testament, więc stracę wszystko. I nie wycofuje się z tego.
Więc potrzebuję, żebyś…… potrzebuję, żebyś z nim porozmawiała, Jus”.
Jussy
nie odpowiedziała, a dzieciak czekał na to, ale nie wystarczająco długo, by naprostować
głowę, przeczytać sytuację i nie zdradzić zbyt wiele ani nie sprawić, by
wyglądał na jeszcze większego kutasa.
„Mieliśmy
trzech prawników, którzy doradzali…” - Przerwał i kontynuował - „Ten, którego
dostaliśmy, ja, Jus, poważnie, nie lubiłem go od samego początku. I myślę, że
po prostu chciał zabrać mamy… to znaczy moje
pieniądze. Rozmawiałem z Mr T, powiedziałem, że wycofam pozew, mówi, że nie może
nic zrobić, aby mi pomóc. Mówi, że to wszystko ustalił tata. Mówi, że wszystko
jest w porządku i pozew został złożony, więc zrzekłem się wszelkich roszczeń i
teraz muszę spłacić pieniądze, które są zamrożone na moich rachunkach, albo
mogę iść do więzienia. Ale wiem, że Mr T może zrobić wszystko i wiem, że gdybyś
z nim porozmawiała, zrobiłby dla ciebie wszystko. Więc musisz z nim porozmawiać”.
Kiedy
Jussy milczała, napięcie wokół paleniska było gęste, a jego sytuacja stała się
jasna, że nie był wśród przyjaciół, ani trochę, Maverick głupio pospieszył, by
wypełnić pustkę.
„Ja…
ja… cóż, pomyślałem o tym i nawet mi to nie przeszkadza, że… ta… kobieta dostaje swój kawałek” -
Potrząsnął głową i na oczach Deke’a stracił ponad dekadę, zmieniając się z
chłopca, który nie chciał być mężczyzną, w głupiego, samolubnego dzieciaka - „Ale
nawet ty musisz się zgodzić, że… ta… kobieta…
że to niesprawiedliwe, nie w porządku, że dostaje jedną trzecią. Jedna trzecia
tego, co jest nasze. Twoje i moje. To
znaczy, to szaleństwo, prawda?”
Wreszcie
przemówiła Jussy.
„To
jest jasne, że nie przyszło ci do głowy, Mav, że pieniądze, które tata przez
całe życie zarabiał, są jego
pieniędzmi. To zawsze będą jego
pieniądze. Nawet po jego odejściu to nadal należy do niego. I nie mamy gówna do
powiedzenia na temat tego, co on chciał z tym zrobić. Wyraźnie podzielił się
tym, co chciał zrobić z tymi pieniędzmi i nie jest rola mnie, ciebie, Dany,
Joss lub kogokolwiek, kto kochał go całym sercem, aby powiedzieć coś innego”.
Upór
wypłynął na jego twarz, gdy zwrócił oczy na Joss - „Nawet ty musisz się ze mną
zgodzić w jej sprawie”.
„Nie
muszę nic robić, chłopcze” - powiedziała cicho Joss - „I dla jasności, nie zgadzam się. Kochała twojego ojca,
kocha go w pewien sposób po tym, jak odszedł i to nigdy nie zginie. Traktowała
go dobrze. Wierzyła w niego. Stała u jego boku bez względu na wszystko i cieszę
się, że miał to przynajmniej z jedną z trzech kobiet, które wpuścił do swojego
życia”.
Po
słowach jej matki Deke poczuł, że dłoń Jussy musnęła grzbiet jego dłoni w
szukający sposób.
Wykręcił
więc nadgarstek i mocno zacisnął palce wokół jej.
Nie
zamykała swoich wokół niego w ten sam sposób.
Jej
uścisk był jak imadło.
„Chodź
tu, kochanie” - mruknął łagodnie Rod, porzucając swoją pozę gwiazdy rocka i
wyciągając rękę do żony.
Joss
podeszła do niego i wzięła go za rękę. Potem wzięła widoczny głęboki oddech i
stanęła obok niego, wciąż trzymając go za rękę, ale odwracając wzrok z powrotem
na Mavericka.
Ale
Maverick zrezygnował z niej i wrócił do Jussy.
Zmienił
także taktykę.
„Musisz
porozmawiać z Mr T, Jussy” - Jego ton był teraz jękliwy i błagalny - „Wiem…
wiem, że nie bardzo lubisz mamę, ale ona zależy ode mnie i siostrzyczko…” -
przełknął ślinę i dokończył szeptem - „…cierpię”.
Głos
Jussy był cichy i prawie łagodny, kiedy powiedziała - „Ostrzegałam cię, Mav”.
Jeździł
wokół tego - „Potrzebuję tylko, żebyś porozmawiała z Mr T”.
„Wiem,
że to ci nie przyszło do głowy, ale Mr T bardzo się o ciebie troszczy. Był
bardzo cierpliwy w stosunku do całego gówna, które wyciągałeś. Ale jeśli jest
to poza jego zasięgiem, a ja wierzę, że gdyby mógł coś zrobić, to by to zrobił,
to również jest poza moim zasięgiem”.
„On
może zrobić wszystko i zrobi
wszystko, czego ty od niego zechcesz” – odparł Maverick.
„Może
zrobić wszystko i robi wszystko,
czego chce od niego Lonesome. Więc
kiedy tata poprosił o spisanie jego testamentu w określony sposób, Mr T o to
zadbał” - Jej głos stał się całkowicie czuły - „A ty znałeś konsekwencje
wtrącania się w to, Mav. Tata ci powiedział, a nawet jeśli nie, Mr T i ja też.
Wielokrotnie. Podjąłeś decyzję, a jeśli Mr T mówi, że nic nie możemy na to
poradzić, po prostu nie możemy”.
Zaczął
robić krok w jej stronę, nie przegapił czujności Deke’a, zatrzymał się
gwałtownie i poprzestał na pochylaniu się w jej kierunku.
„W
takim razie musisz… ty i ona… musisz zdecydować i musisz z nią porozmawiać, bo
jeśli sądy nie… to ty musisz, Jussy” - błagał.
Deke
poczuł, jak palce Jussy zwisają w jego palcach, zanim ponownie mocno ścisnęły,
a ona zapytała z niedowierzaniem - „Mówisz mi, że chcesz, abym dała ci trzecią
i poprosiła Danę o to samo?”
„To
moje” - stwierdził - „Tata chciał, żebym go miała”.
„Trzymasz
jej stronę, prawda?” - zapytała, nagle zmieniając temat.
Maverick
wyprostował się - „Tu nie chodzi o nią”.
„Braciszku”
- powiedziała cicho Jussy - „…pieprzone gówno, które mnie rozrywa, rozdzierało
tatę, było tym, że przez ciebie zawsze chodziło o nią. Nigdy cię nie miałam.
Nigdy tata cię nie miał. Nie bez jej wchodzenia pomiędzy, nawet gdy jej tam nie
było”.
„Nie
chcę rozmawiać o mojej matce” - warknął.
„A
ja nie mam zamiaru dać jej pieniędzy taty” - odparła Jussy - „A Dana jest
czułym punktem. Jak do niej pójdziesz i zachowasz się jak ranny, nawet jeśli
ani razu nie byłeś dla niej dobry ani nawet przyzwoity, ona to zrobi. Zobaczy w
tobie tatę i zrobi dla ciebie wszystko. Więc doradzę jej i poinformuję Mr T,
żeby nie dała się nabrać na gówno twojej matki, bo nie jesteś tu dla ciebie.
Jesteś tu dla niej. I nie rób tego…” - odgryzła ostatnie, unosząc wolną rękę,
wyciągając ją w stronę brata - „…nie zaprzeczaj. Twój udział w tantiemach
dziadka nie utrzyma cię na jachtach. Wystarczyłyby, żeby przetrwać i to dobrze,
chyba że twoja matka przechodziła przez to tak, jak przechodziła przez ugodę
rozwodową, twoje alimenty na dziecko…”
„Powiedziałem,
że nie rozmawiamy o mojej matce” - syknął Maverick.
„W
takim razie w ogóle nie rozmawiamy” - odpowiedziała Jussy głosem kruchym,
smutnym i złamanym sercem.
Deke
przyciągnął ją do siebie ręką.
„Boże!”
- powiedział głośno Maverick - „Odszedł, a ty nadal myślisz, że możesz mnie od
niej oddalić. Jakbym był przywiązany do jej sznurków od fartucha czy coś. Nowina,
Jus, jestem dorosłym mężczyzną”.
Deke
ugryzł się w język.
Dosłownie.
Tak
mocno, że poczuł smak krwi.
Jussy
nie zrobiła tego samego.
„Nie,
ty nie rozumiesz, że kiedy przyjeżdżałeś z wizytą, a ja tam byłam, chciałam
mojego brata. Nie, żeby mój brat zachowywał się jak kutas, bo jego matka przez
cały czas jego nieobecności wypełniała mu głowę bzdurami. Tata cię tam zawoził,
Mav, dzień lub dwa, zanim znowu musiałeś nas opuścić. Widziałeś, że nie był
wszystkim, co ci mówiła. Widziałeś, że kocha cię bardziej niż życie. I tego właśnie chciałam. To był brat,
którego chciałam. To był syn, którego
on chciał. Potem wracałeś do niej, ona od razu zaczynała pieprzyć twoją głowę,
a kiedy cię odzyskał, musiał zaczynać wszystko od nowa. A teraz go nie ma, a
wszystko, co masz, to wypełnianie twojej głowy bzdurami, o których wiesz, że to bzdury, bo wielokrotnie to
udowadnialiśmy. A gdybyś był tak dorosły, jak mówisz, pomyślałbyś chociaż raz i
sam to zobaczył”.
„To
nie bzdury, jak mówisz mi, że mi nie pomożesz. Gdyby mama wiedziała, że tu
jestem, powiedziałaby to….” - machnął ręką na taras - „…dokładnie tak by to
wyglądało”.
„A
czego ty nie widzisz” - odcięła się Jussy - „…to tego, że przez tygodnie
pokazywałam się u ciebie, dzwoniłam raz za razem, próbowałam ci pomóc, mówiąc ci, żebyś nie wyciągał tego gówna, a ty nie słuchałeś mnie. Wykopałeś swój
własny dół. A braciszku, nowina…” -
wykrzyknęła - „…dorosły stoi na własnych nogach, bez względu na to, kto szepcze
mu do ucha. I dorosły jest na tyle sprytny, by pomyśleć, zanim zrobi głupie
gówno i nie robi go. A jeśli emocje go wytrącają, przyznaje się do swoich
pomyłek. To jest twoje popieprzenie. Nie moje. Chcesz nałożyć to na mnie, zrób
to. Ale nie stracę z tego powodu snu, bo wiem, że to po prostu nieprawda”.
„Zmarnowałem
dobre pieniądze na cholerny bilet lotniczy i wypożyczony samochód” - mruknął,
rzucając gniewne spojrzenie w stronę swojej siostry i wyglądając, jakby miał
zaraz odejść.
„Nie
wiesz” - zaczęła Joss, a Maverick szarpnął wkurzonym wzrokiem w jej stronę - „…że
zaledwie kilka tygodni temu intruz włamał się do tego domu, skopał twoją
siostrę w gówno i prawie udusił ją na śmierć”.
Wibracja
na tarasie natychmiast się zmieniła. Wciąż była napięta, absolutnie. Wysoce zaalarmowana
również.
I
właściwa.
„Co?”
- zapytał Maverick.
„Joss”
- powiedziała cicho Justice.
„Tak”
- potwierdziła Joss od niechcenia, wpatrując się w dzieciaka - „Mężczyzna nie
jest już zagrożeniem, ale niedaleko od miejsca, w którym stoisz, Jussy prawie
straciła życie z powodu maniaka”.
„To
nawet nie jest zabawne” - warknął Maverick.
„Nie”
- powiedział Joss śmiertelnie spokojnym, śmiertelnie poważnym, jej wzrok
załamał się - „Nie jest”.
Maverick
obserwował ją przez długie chwile, zanim powoli zwrócił wzrok na Jussy.
„Czy
to się naprawdę stało?” - zapytał.
„Tak,
Mav, ale…”
Deke
przygotowywał się do ruchu, gdy patrzył, jak całe ciało dzieciaka się kończy,
zanim ryknął - „Dlaczego mi, do cholery,
nie powiedziałaś?”
Deke
zbliżył się do swojej kobiety, wchodząc lekko przed nią.
Kiedy
to zrobił, oczy Mavericka skierowały się na niego, cofnął się o krok, a potem
szarpnął głową, tak że patrzył przez ramię na ludzi na podwórku Jussy, pilnujących
jego siostry.
Zaświtała
mu pełnia sytuacji, której nie mógł do końca zrozumieć, bo nie miał wszystkich
informacji i Deke patrzył, jak kolor odpływa z jego twarzy.
„Nie
powiedziała ci, bo tak bardzo ją zraniłeś, że nie czuła, że masz do tego prawo”
- oznajmiła Joss.
„Cholera,
Joss…” - spróbowała Jussy.
Ale
Joss mówiła dalej.
„Przeważnie
to była jej wymówka, żeby ci nie powiedzieć, bo po pierwsze, to by cię
przeraziło, a ona jest twoją starszą siostrą, nie chciałaby ci tego zrobić. Po
drugie, ponieważ to otworzyłoby drzwi dla większej ilości ciebie i twojej
matki, a ona prawie straciła życie, nie musiała się tym zajmować”.
„To
nie może być powód, dla którego…” - zaczął Maverick, patrząc na Jussy.
Joss
przemówiła przez to i spojrzał na nią.
„Chodzi
mi o tym, że we wszystkim, czego ci brakuje we wszystkim, co się dzieje, we
wszystkim, co przegapiłeś, odkąd żyjesz, kiedy straciłeś ojca, przegapiłeś
bardzo cenną lekcję. Ludzie, których kochasz, nie będą w pobliżu na zawsze. Nie
będą tam, żeby cię złapać, gdy upadniesz. Nie będą tam słuchać twojego gówna,
kiedy będziesz musiał je rozładować. Nie będą tam, żeby się z tobą śmiać,
pieklić lub pomagać, kiedy tego potrzebujesz. Więc spędzaj każdą cholerną
sekundę na tej Ziemi, traktując ludzi, których kochasz z szacunkiem i uczuciem,
na jakie zasługują. Ponieważ jeśli tracisz czas, który możesz mieć z nimi, bo
im tego nie zaoferowałeś, jedyną osobą, którą będziesz musiał obwiniać, jeśli
coś się stanie komuś, na kim ci zależy, będziesz ty. Wyczuwam, że to ci umknęło,
jak się wydaje. Ale i tak warto powiedzieć. Tęsknię za twoim ojcem, nawet jeśli
nie było go już w moim życiu. Wiele dla mnie znaczył. Ale kilka miesięcy
później prawie straciłam swoją pieprzoną córkę
i już nauczyłam się tej lekcji. Ale nauczyłam się tego ponownie, kurwa, tak. I
nigdy nie zapomnę”.
„Joss”
- szepnęła Jussy.
Joss
spojrzał gniewnie na córkę - „Rozrywało mnie to, że nie byłam z tobą. Ale Rod
mówił, że jesteś mną z dłuższymi włosami i kilkoma latami mniej. A jeśli powiem
ci, co muszę zrobić, a ty się temu sprzeciwisz, straciłbym rozum. On mnie zna.
On ciebie zna. I miał rację. Powiedział, że muszę zrobić to, co chcę, żebyś
zrobiła. Zrobić to, co bym ci powiedziała, żebyś zrobiła. Więc to zrobiłem” -
Wciągnęła słyszalnie chrapliwy oddech - „Wciąż mnie to rozdzierało”.
„Zaopiekowano
się mną” - odpowiedziała Jussy.
Oczy
Joss przesunęły się na Deke’a, zanim wróciły do jej dziewczyny i odparła -
„Widzę to”.
„Jussy,
kto to zrobił?” - Maverick chciał wiedzieć - „A gdzie oni są? Czy gliniarze go
złapali? Co do cholery?”
„Zajęliśmy
się tym, Mav”.
„Co
do cholery?” - powtórzył.
„To
skończone. Wyzdrowiałam. Oddycham. Bezpieczna. Wszystko jest dobrze”.
„Co
do cholery?” - powtórzył,
podkreślając ostatnie słowo, które jednocześnie się załamało.
Deke
znieruchomiał.
Jussy
przysunęła się bliżej do jego boku.
„Co
do cholery?” - szepnął Maverick - „Nie zadzwoniłaś do mnie? Jakiś popierdolec dusił moją siostrę, a ty do mnie nie zadzwoniłaś?”
Jego
Cyganka pociągnęła go za rękę, Deke puścił ją, a potem poszła. Do swojego
brata. W jego przestrzeń. Obie ręce położyła po obu stronach jego głowy,
ciągnąc ją w dół tak, że jego czoło znalazło się przy jej.
„Oddychaj,
braciszku, spójrz na mnie. Jestem tutaj”.
„Tęsknię
za tatą” - powiedział nagle ochrypłym głosem.
„Ja
też, Mav” - odpowiedziała Jussy ochrypłym głosem.
„Tęsknię
za tobą” - trzymał ją.
„Ja
też, Maverick” - szepnęła, wciągając go w ramiona - „Ja też za tobą tęskniłam,
bracie”.
„Zostałaś
ranna i nie zadzwoniłaś do mnie” - powiedział z chrypnięciem.
„Widzę,
że prawdopodobnie powinnam to zrobić” - szeptała.
Wcisnął
twarz w jej szyję, Deke zobaczył, jak jego ramiona unoszą się i spojrzał na
Rembrandta.
Mężczyzna
kiwnął mu brodą, wstał z krzesła i szarpiąc ją za rękę, pociągnął żonę do
tylnych drzwi.
Deke
podążył za nimi i ze spojrzeniem, które powiedziało Chace’owi, że jest po
służbie, zajął miejsce Chace’a, opierając się o blat, z rękami skrzyżowanymi na
piersi i patrząc przez szybę na Jussy z jej bratem.
Kazała
mu usiąść z nią.
Deke
obserwował.
Zaczęli
rozmawiać.
Deke
obserwował.
Mężczyźni
i Twyla weszli frontowymi drzwiami, wszyscy zaczęli sprzątać.
Deke
obserwował.
Joss
i Rod zajęli się wszystkim, którzy wyjeżdżali.
Deke
obserwował.
W
końcu Jussy i Maverick wstali z krzesła i podeszli do drzwi.
Deke
usunął się z drogi, ale nie odsunął się daleko.
Weszła,
patrząc na niego.
„Wyjdziemy
po torbę Mav’a, kochanie. Zajmie jeden z pozostałych pokoi gościnnych. Będzie dobrze?”
Przyjrzał
się jej twarzy.
Chciała
tego.
Chciała,
żeby jej brat był blisko.
„Jestem
z tym spoko” - powiedział.
„Możesz
wyłączyć palenisko?” - zapytała.
„Tak,
Cyganko”.
„Stary,
ja…” - zaczął Maverick, wyglądając na młodszego niż wcześniej, a i tak już
młodo wyglądał, z poczuciem winy na twarzy i smutkiem.
„Skończone.
Niech tak się stanie” - stwierdził Deke.
Maverick
wpatrywał się w niego przez sekundę, po czym ulga zaczęła się pojawiać i skinął
głową.
Jussy
wprowadziła go do domu.
Deke
patrzył, jak przechodzą do frontowych drzwi.
Jego
ciało drgnęło z zaskoczenia, kiedy Joss przysunęła się obok niego na blacie.
Spojrzał
na nią.
„Pełna
aprobata” - szepnęła, patrząc mu w oczy, robiła to przez długi czas.
Potem
mrugnęła do niego i odpłynęła.
Deke
patrzył, jak odchodzi.
Potem
wyszedł i zakręcił ognisko.
*****
Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział i czekam na kolejny bo jestem ciekawa co wyniknie z wizyty braciszka :)
OdpowiedzUsuń