wtorek, 25 stycznia 2022

5 - Złe wyczucie czasu

 

Rozdział 5

Złe wyczucie czasu

Justice

 

 

 

Obudził mnie dzwonek telefonu w poniedziałek rano.

Sięgnęłam na ślepo, zrzuciłam go ze stolika nocnego, wymamrotałam - „Cholera, gówno, kurwa” - gdy odepchnęłam się, by zwisać z krawędzi łóżka i chwycić go.

Wisiałam nad krawędzią łóżka, gdy spojrzałam na ekran i powiedział mi, że jest tuż po szóstej, a dzwoniący numer był lokalny, ale nie zaprogramowany.

Niech szlag trafi tych górali. Przy całej tej ciszy, naturze i spokoju, dlaczego wstawali tak cholernie wcześnie?

Zaprogramowałam numer Maxa. Jima-Billy’ego. Krystal.

Ten… ktokolwiek to był, nie znałam go.

Odebrałam i przyłożyłam telefon do ucha.

„…lo” - mruknęłam.

„Jus. Deke” - jego głęboki głos zabrzmiał w moim uchu.

Sennie i przyjemnie poczułam ten pogłos w cipce.

Cieszyło mnie to, gdy czujny, atrakcyjny poranny głos Deke’a wciąż do mnie docierał.

„Max dostał wiadomość na temat glazury, której chcesz. Ma dziś gówno…”

Deke nadal mówił o zbieraniu materiałów, o tym, że musiałam wybrać kolor glazury do pomieszczenia gospodarczego, o tym, jak Max nie mógł dostarczyć zapasów do domu do wtorkowego popołudnia i innych rzeczach o tym, że Deke ma więcej niż wystarczająco dużo do zrobienia w międzyczasie, ale moje pomieszczenie gospodarcze będzie musiało być opóźnione. Ta informacja, która dotarła do mnie, obejmowała opcję, że Deke miał jechać tego ranka po rzeczy, co oznaczałoby, że spóźni się do mnie.

Było też coś w tym, że Bubba przyjeżdżał mu pomóc w środę, kiedy miał wdmuchiwać izolację w krokwie, aby moje ciepło nie uciekało z dachu, coś, co stwierdził, że było priorytetem.

Było dużo słów, zwłaszcza od Deke’a. I lubiłam ich słuchać, zwłaszcza to, jak brzmiał jego głos i to, że brzmiał przez telefon rano po tym, jak do mnie zadzwonił.

Ale niestety przestał mówić.

Chociaż odkryłam, że nie przestawał mówić.

Pozwoliłam tylko, żeby jego głos ukołysał mnie z powrotem w półsen, wiszącą nad łóżkiem.

„Yo! Jus! Jesteś tam?” - usłyszałam, jak warczy.

Moje ciało szarpnęło się, zamrugałam i położyłam rękę na podłodze, żeby wepchnąć się do łóżka.

„Tak, jestem tutaj. Słucham”.

Nie dostałam nic od Deke’a i myślałam, że go straciłam, zanim usłyszałam, jak mamrocze - „Jezu, cygańska księżniczka zasnęła, cholernie ze mną rozmawiając”.

„Zasnęłam tylko na wpół” - poprawiłam - „Jestem teraz w pełni przebudzona” - podzieliłam się (częściowe kłamstwo, w większości nie spałam).

Znowu mamrotanie - „Jezu” - Następnie - „Pozwolę ci na twoją drzemkę dla urody i zebrać gówno”.

„Nie” - powiedziałam, częściowo oszołomiona, częściowo zdesperowana - „Lubię postęp. Jesteś tak szybki i dobry, że cztery godziny straconego postępu mogą oznaczać wszystko. Możesz zrobić kuchnię w cztery godziny” - To była przesada, ale co tam. Lekko oszołomione myśli o kuchni tańczyły wesoło w mojej głowie, kiedy skończyłam - „Więc nie ma mowy, żebym straciła cztery godziny”.

„Będę u ciebie o jedenastej, jedenastej trzydzieści, a zobaczysz postępy” – odparł Deke, zacierając moje wesołe kuchenne myśli.

„Co powiesz na to, że będziesz u mnie o normalnej godzinie, powiesz mi, gdzie mam jechać po to gówno, a potem pojadę to odebrać, żeby Max nie musiał tracić czasu na załatwienie tego”.

„Więc mnie usłyszała” - odpowiedział Deke, chociaż zrobił to tak, jakby w rzeczywistości do mnie nie mówił.

„Tak jak powiedziałam, koleś, półśpiąca”.

„Cokolwiek”.

Leżałam na boku na łóżku, ale robiłam to, czując rozbawienie zawarte w jego jednym słowie nie tylko w mojej cipce, ale także w kilku innych miejscach, a te gdzie indziej nie były (wszystkie) strefami erogennymi.

„Umowa?” - spytałam, starając się nie zwracać uwagi na te inne miejsca.

„Umowa” - odpowiedział i, nie zaskakujące od Deke’a, nie wypowiedział słów pożegnania.

Po prostu się rozłączył.

Ja będąc sobą i zbyt podatną na Deke’a, uśmiechnęłam się do mojego telefonu, myśląc, że to było gorące.

 *****

Stałam przed swoim pickupem na poboczu drogi, a wiatr wzmógł się, tak bardzo, że rozwiewał mi nawet ciężkie włosy na twarz, gdy przykładałam telefon do ucha.

„Yo” - odpowiedział Deke.

„Houston, mamy problem” - powiedziałam.

„Zgubiłaś się” - domyślił się.

„Potrafię czytać wskazówki, Deke, nawet twoim charakterem pisma, które, nawiasem mówiąc, jest trochę przerażające” - powiedziałam.

Deke zignorował moją ocenę jego charakteru pisma.

„Więc w czym problem?” - zapytał.

„Mam flaka. Nie mam też zapasowego. I dalej nie mam narzędzi. Chociaż mam sporo rzeczy w pickupie, a część w otwartej skrzyni” - Spojrzałam w niebiosa - „Na koniec, nie jestem meteorologiem, ale myślę, że za jakieś pięć przecinek dwie sekundy zacznie padać”.

„Gdzie jesteś?”

„Znasz tę drogę z głównej drogi do miasta, w którą skręcasz, zanim skręcisz w drogę, w którą skręcasz, by w końcu skręcić w Ponderosa?” - zapytałam głupio, nie pamiętając nazw dróg (niektóre z nich to numery dróg powiatowych), które prowadziły do mojego domu.

Deke nie potwierdził, że zna tę drogę.

Po prostu stwierdził - „Znajdę cię” - i rozłączył się.

Kiedy tak stałam, czekając, aż Deke mnie znajdzie, próbowałam cieszyć się cudownym uczuciem wiatru smagającego moją skórę. Nieczęsto miałam okazję stać na zewnątrz i mieć wiatr prześlizgujący się w moich włosach, dopasowujący ubrania do mojego ciała.

Jednak nie byłam w stanie w pełni cieszyć się tym cudownym uczuciem. Byłam zbyt zajęta patrzeniem na tył mojego pickupa, gdzie leżały worki cementu, które nie wyglądały na wodoszczelne.

Na szczęście przybycie Deke’a w jego brązowym Ramie z wzorzystą skrzynią z tyłu zawarczało jak potwór, którym było, a dźwięk silnika przebijał miękkie powiewanie wiatru.

Deke siedział za kierownicą z telefonem przy uchu, a ja ze zdumieniem obserwowałam, jak przejeżdżał obok mnie, wykonał trzypunktowy nawrót, a następnie ponownie minął mnie, by zaparkować na poboczu drogi przed moim pickupem, wszystko z telefonem wciąż przy uchu.

Wyskoczył ze swojego pickupa, tak, z telefonem przy uchu.

„Tak, County Road 18. Około mili od Main Street” - Słyszałam, jak mówił, idąc w kierunku mnie i mojego pojazdu.

Spojrzał na mnie, kiedy mnie mijał i zatrzymał się przy skrzyni mojego Forda.

„Odholuj go. Napraw. Wyślę ci numer Jus, żebyś mógł się z nią z tym uporać” - mówił dalej - „Racja. Spoko. Później”.

Rozłączył się i schował telefon do tylnej kieszeni, jego spojrzenie padło na mnie.

„Wood, właściciel miejscowego warsztatu, wysyła holowanie”.

„Fajnie, że to zrobiłeś. Dzięki” - odpowiedziałam w chwili, gdy podmuch wiatru rozwiał pasmo włosów na mojej twarzy.

Odsunęłam je, przerzuciłam przez ramię i stwierdziłam, że, kiedy to osiągnęłam, wzrok Deke’a był na moim ramieniu.

„Farba jest w kabinie. Reszta z tyłu” - podzieliłam się.

Jego głowa drgnęła, jakby jego umysł był gdzie indziej, a ja powiadomiłam go o teraźniejszości, potem uniósł podbródek i odwrócił się do skrzyni.

Obeszłam maskę, aby zdobyć farbę, która była po stronie pasażera, która zawierała również puszki z podkładem, jakie miałam kupić zgodnie z instrukcjami Deke’a.

Przeniosłam całą farbę do jego pickupa. Deke przeniósł cały cement i chwycił glazurę.

Zaczęłam podchodzić do jego strony pasażera, kiedy powiedział - „Zostaw klucze pod dywanikiem, jak masz taki w tej kupie złomu”.

Podniosłam wzrok na niego.

„Co powiedziałeś?” - zapytałam.

„Zostaw klucze pod dywanikiem. Wood będzie ich potrzebował”.

„Znaczy, mam zostawić kluczyki do mojego auta pod dywanikiem, a ono będzie porzucone na poboczu drogi?” - zapytałam z niedowierzaniem.

„Tak, jak zostawienie kluczyków do pickupa pod dywanikiem w takim, który ma flaka i nie może nigdzie jechać, więc jest na poboczu drogi, więc kogokolwiek Wood wyśle z holowaniem, a będzie tutaj za jakieś dziesięć minut, dostanie twojego pickupa i będzie miał klucze”.

„Po co im klucze?”

„Żeby mogli zająć się twoim flakiem i nie musieli wytaczać tego starego skurwysyna z zatoki, żeby go zaparkować, czekając, aż przyjdziesz go odebrać”.

„Deke, nie zostawię tutaj kluczyków do mojego pickupa”.

„Nikt nie ukradnie, o tak po prostu, tego wraka i to nie tylko dlatego, że nie może tego zrobić bez samodzielnej wymiany bez zapasowego. Ale ponieważ nie będą mieli wystarczająco dużo czasu i ponieważ nikt nie chciałby tego wraka w pierwszej kolejności”.

Wkurzał mnie.

„To nie jest wrak” - warknęłam.

Spojrzał na mojego pickupa i z powrotem na mnie.

„Jus”.

To było to.

Tylko Jus.

Jakby to mówiło wszystko.

Jasne, mój wyblakły czerwony pickup Forda wyglądał jak wrak.

Ale dla mnie to nie był wrak.

„Może poczekam, aż tu dotrą” – zasugerowałam.

„Chcesz posiedzieć w warsztacie, kiedy znajdą czas na naprawę opony?”

To nie brzmiało fajnie i miałam rzeczy do zrobienia tego dnia.

„Deke…”

„Klucze. Pickup. Teraz, Jus. Zaraz zacznie padać i chcemy, żeby cement był w twoim domu, a nie w moim pickupie zamienił się w beton, podczas gdy będziemy się kłócić o coś tak głupiego”.

Gówno.

Nie mając innego wyjścia podeszłam do strony kierowcy i włożyłam kluczyki pod przednie siedzenie (bo miał rację, nie miałam dywaników).

Następnie podeszłam do samochodu Deke’a po stronie pasażera. Był już z drugiej strony.

Wsiedliśmy.

Deke uruchomił swojego behemota i wystartowaliśmy.

„Potrzebujesz nowego wozu, Jus” - poradził mi.

„Nie. Mój pickup jest idealny”.

„Idealny do tego przedstawienia, które robisz. Nie jest to idealne rozwiązanie dla kobiety, która mieszka samotnie w tak odległym miejscu, jak to, o nieprzewidywalnym klimacie, takim jak ten, który mamy w Carnal”.

„Jest w porządku”.

„Jeśli nie zadbasz o to poważnie, będziesz miała szczęście, że będziesz miała tylko flaka”.

„Bardzo się o to troszczę” - zapewniłam. Następnie zapytałam - „Do przedstawienia, które robię?”

„Cała ta cygańska księżniczka”.

Spojrzałam z drogi na niego - „To nie jest część mojej cygańskiej księżniczki. Moja cygańska księżniczka nie jest nawet cygańską księżniczką. To boho”.

„Nieważne” - mruknął.

Ale nadal byłam rozżalona.

„Nie nieważne, Deke”.

Spojrzał na mnie, po czym spojrzał z powrotem na drogę i rozkazał - „Spokojnie, Jus. Nie jestem kutasem. Tylko dbam o ciebie, a ten pickup ma trzydzieści lat, to jasne jak dzień”.

„Masz rację. To także pickup, którego mój dziadek miał, kiedy miałam dwa lata i moja rodzina go odwiedzała, a my wybieraliśmy się na naszą pierwszą specjalną wycieczkę świeżo-upieczonego-dziadka i wnuczki na lody. Ta pierwsza była pierwszą z wielu. Coś, co było dla mnie wyjątkowe przez lata, ale zaczęło się wyjątkowo, według historii, którą moi rodzice i dziadek często opowiadali, że kiedy miałam trzy lata, a on powiedział, że kupuje nowego pickupa, zażądałam, aby dał mi starego. Myślę, że byłam dość nieugięta i zrobiłam wrażenie. Bez względu na to, ile pickupów nadeszło później, nigdy nie wybieraliśmy się na lody w niczym innym, jak tylko tym. Trzymał go przez dziesięciolecia. Ostatnim razem, gdy pojechaliśmy po lody, miałam dwadzieścia dziewięć lat i było to tym pickupem. I wiele mi zostawił po śmierci, a większość z tego to naprawdę dobre wspomnienia. Częścią tego był ten pickup”.

Kiedy skończyłam opowiadać swoją historię, Deke nie miał odpowiedzi, a wnętrze kabiny było dziwne. Nie niedobre. Nie złe. Po prostu dziwne.

I domyśliłam się, że nie skończyłam wykładania tego, ponieważ kontynuowałam to tak samo, jak zwykle to robiłam, z nieskrywanym ostrym temperamentem.

„Tego smutnego dnia, w którym umrze ten pickup, zaparkuję go na moim podwórku, wypełnię skrzynię ziemią i sadzę w niej kwiaty. Innymi słowy, zatrzymam go na zawsze, Deke. Na zawsze. I zawsze. I zawsze”.

„Mała, spokój” - ponaglił miękko, nie odrywając wzroku od drogi.

Zassałam wargi między zębami i poczułam, jak łzy zbierają się z tyłu moich oczu, więc natychmiast odwróciłam głowę, żeby wyjrzeć przez boczne okno.

Mała, spokój.

I właśnie z tym byłam spokojna.

Z tym, co powiedział o pickupie dziadka.

Z wszystkim inne, co było Deke’iem, nie byłam.

Boże, dlaczego mnie nie pamiętał?

Dlaczego nie mógł być mój?

Dlaczego rano nie mogłam mieć jego głosu w moim łóżku, czując go w cipce, kiedy mógłby coś z tym zrobić?

Dlaczego miałam życie, które dało mi tak wiele, tak cholernie dużo, wszystko to miało sens, wszystko było niesamowite, a jednak jedynej rzeczy, jaką kiedykolwiek widziałam, która wzywała moją duszę poety w sposób, o którym wiedziałam, że tylko on może ją nakarmić, pielęgnować, dać jej spokój, nie mogłam mieć?

Mała, spokój.

„Nie powinienem mówić gówna o twoim pickupie, Jus. To nie było fajnie” – powiedział cicho Deke.

Wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam - „W porządku. Nie wiedziałeś”.

„I przykro mi, że straciłaś dziadka”.

Boże, poważnie, po prostu musiał przestać.

„Dzięki” - wymamrotałam.

Deke nie powiedział nic więcej.

Dotarliśmy do domu. Zabrałam farbę. Deke przeniósł inne rzeczy, robiąc to, podczas gdy niebo spryskiwało wszystko wodą.

Dopiero pięć minut później, gdy byłam za zamkniętymi drzwiami w sypialni, otworzyły się niebiosa.

Usiadłam na łóżku bokiem, wpatrując się przez dwupiętrową pochyloną ścianę okien w burzę, myśląc, że widok, który miałam, był czystym pięknem i mając nadzieję, że nigdy się do tego nie przyzwyczaję, jednocześnie licząc moje błogosławieństwa, jedyne dwa, jakie mogłam wymyślić w tym momencie, że mam taki widok i że mam dach.

Potem zebrałam swoje gówno, otworzyłam szafkę nocną i wyciągnęłam oprawiony w skórę notatnik. Inny niż ten, w którym Deke widział, jak zapisywałam, kiedy siedem lat temu napisałam o nim złotą piosenkę.

Wypełniłam go. Ten był nowy.

Zdjęłam opaskę, otworzyłam go w miejscu, w którym ołówek był wciśnięty między kartki i zostałam ze skrzyżowanymi nogami na łóżku, pochylona, pozwalając, by część tego, co właśnie poczułam, wylała się na stronę.

To już był czas. Moja agentka zadzwoniła kilka tygodni temu, mówiąc, że Stella Mason (jej pseudonim sceniczny to było jej nazwisko panieńskie, Stella Gunn[1]) z Blue Moon Gypsies, chce jeszcze jedną piosenkę.

Ona i Gypsies w ciągu ostatnich czterech lat zmienili trzy moje piosenki w multi platynowe przeboje.

Zawsze nagrywali tylko swój własny materiał wraz z kilkoma świetnymi coverami. To był dla mnie zaszczyt.

Ale Stella była też przyjaciółką. Była zabójczo utalentowana, tak niesamowita na scenie, że trudno było w to uwierzyć. Pokochała mój album. Pokochała to. Położyła na nim ręce i wyciągnęła do mnie rękę, zanim jeszcze została wypuszczona, by powiedzieć mi, jak bardzo ją to poruszyło.

I była tą jedyną świecącą latarnią w tym życiu, która nie pozwoliła, by to życie w jakikolwiek sposób ją pochłonęło, przeżuło, wyrwało jej kawałki.

Miała swoje gówno razem. Miała też mężczyznę, który świata poza nią nie widział. Nie wspominając o tym, że spłodzili dwoje dzieci, za którymi szaleli.

To było tak, jakby życie jej nie dotykało, nawet tak zakorzenione w nim jak ona, tak szalone jak jej zespół (i wszyscy byli wariatami, kochanymi, ale ekstremalnymi).

Miała miłość dobrego mężczyzny, swojej rodziny, dobrych przyjaciół (niektórych z nich poznałam), którzy zapewniali jej bezpieczeństwo.

Więc tak została.

Skończyłam tekst, odłożyłam notes i wpisywałam go do SMS-a do Stelli, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.

Spojrzałam na ścianę okna, aby zobaczyć, że nadal pada, nie mocno, ale pada.

Rzuciłam telefon z niedokończonym tekstem na łóżko, wyczołgałam się, podeszłam do drzwi i otworzyłam je.

Deke tam stał.

Nie.

Stał tam Deke trzymający białą torbę delikatesową.

Boże, wyszedł po lunch.

Najwyraźniej dla mnie.

Wyciągnął ją (tak, dla mnie).

„Kanapka z tuńczykiem” - oznajmił - „Grahamka. Chipsy o smaku sera Cheddar. A Shambles dziś ma temat karmel, więc jest to jedno z tych ciasteczek brownie, ale nie czekoladowe, tylko z karmelem”.

Wzięłam torbę, moja dusza poety jęknęła, a moje usta mamrotały - „Dzięki”.

„Wood mówi, że skończą z twoim pickupem około czwartej. Wystarczy, że zadzwonisz z kartą kredytową. Jak będzie dobry, kilku jego chłopców to przyprowadzi”.

„Zadzwonię do niego”.

„Powiedział też, że twój pickup jest taki zajebisty, że chce go kupić. Powiedziałem mu, żeby tam nie szedł”.

Powiedział mu, żeby tam nie szedł.

Troszczy się o mnie.

Nie mogłam zrobić nic, tylko powiedzieć - „Jeszcze raz dziękuję”.

Skinął głową i poruszył się, jakby chciał się odsunąć, więc kontynuowałam wypowiedź.

„Mój tata zmarł nie tak dawno temu. Byliśmy blisko. To jest świeże, ale ja… ja…” - potrząsnęłam głową - „Nigdy nie przestanie. To przynosi inne rzeczy. Jak umierający dziadek, chociaż straciłam go jakiś czas temu. Przesadnie zareagowałam, a potem dąsałam się. Przepraszam”.

Deke energicznie skinął głową - „Straciłem tatę, kiedy miałem dwa lata, więc nie wiem, co czujesz, skoro nie pamiętam go. Wciąż wiem, że to do bani, że nie mam taty, ale rozumiem to, co czujesz, więc nie musisz przepraszać, że wlazłem w to”.

Cholera, stracił tatę, kiedy miał dwa lata.

Dwa.

Ta chęć przerodziła się w tęsknotę, by go dotknąć, uspokoić, coś.

Cokolwiek.

Nie mogłam zrobić nic poza obroną go przed nim samym.

„Nie wiedziałeś”.

„To nie znaczy, że nie wlazłem w to”.

To była prawda.

Odpuściłam to i powiedziałam cicho - „Przykro mi, że straciłeś tatę, Deke”.

„Dawno temu” - zauważył.

„Nadal przykro mi” - nacisnęłam.

„Mnie też” - Po tym, jak powiedział to rzeczowo, zakończył tę część dyskusji słowami - „Między nami dobrze?”

Skinęłam głową, niedorzecznie przytłoczona tym, że kupił mi lunch, niezdrowo przytłoczona tym, że chciał, żeby było „dobrze”.

Ponieważ nie miałam nic więcej, co byłabym gotowa mu dać w jakikolwiek inny sposób, więc nie miałam nic więcej, bym mogła go zatrzymać, kiedy odwrócił się i odszedł.

*****

Około jedenastej trzydzieści następnego dnia wędrowałam z tarasu, przez mój pokój, korytarzem i do pomieszczenia gospodarczego.

Wczoraj Deke zagruntował go i pomalował na delikatny niebieski, który wybrałam.

W tym momencie wysychały gładkie, mokre, betonowe posadzki.

Ruszyłam w dół korytarza, który był teraz wyłożony płytami gipsowo-kartonowymi (ale nie oklejony taśmą), co zrobił Deke, kiedy zbierałam rzeczy i między wysychaniem farby a cementu. Podążając za hałasami, znalazłam go w toalecie, co stało się jasne, gdy zatrzymał się we framudze drzwi, że właśnie zaczął od płyty gipsowej.

Nasza komunikacja wczoraj po południu i dziś rano była przytłumiona.

Potrzebowałam ujarzmienia tego z Deke’iem. Potrzebowałam gigantycznego kroku do tyłu.

Ale uczyłam się czegoś nowego o sobie.

Najwyraźniej miałam żelazną wolę, jeśli chodziło o odmowę wciągania koki, wpuszczania kwasu, łykania różnych pigułek, aby mnie przyspieszyć, spowolnić lub sprawić, że byłabym nieprzytomna, czy utopienia w Burbonie.

Ale nie miałam żadnej siły woli, jeśli chodziło o Deke’a.

Innymi słowy, skończyłam ze stonowaniem.

„Dzisiaj pizza” - oznajmiłam w toalecie, a jego uwaga zwróciła się na mnie.

„Ponownie nie musisz mnie karmić” - stwierdził Deke.

„Myślę, że całkiem jasno to powiedziałeś, a mój słuch działa, więc zostało to odnotowane. Po prostu mnie to nie obchodzi” - Pozwoliłam moim ustom drgać - „I być może nie miałeś odprawy, ale cygańskie księżniczki zwykle stawiają na swoim. Robią to, będąc upartymi i uroczo irytującymi”.

Oparł arkusz płyty gipsowo-kartonowej, którą owijał wokół ściany, aby mógł się całkowicie odwrócić do mnie i położyć ręce na biodrach.

Nie wiedziałam, czy był rozbawiony, czy zirytowany.

Albo mu ulżyło.

Chociaż byłam zafascynowana odnotowaniem, że wyglądał na to wszystko.

Jednak nic nie powiedział.

„Co lubisz na swojej pizzy, czy możesz odpowiedzieć na alternatywne pytanie, czego nie lubisz?” - zapytałam.

„Jak wychodzisz po pizzę, odpuścisz La-La Land?” - zapytał z powrotem.

„Cholera, nie” - udzieliłam mu oczywistej odpowiedzi.

„Bez ananasa ani papryki i nie mam nic przeciwko anchois”.

„Ja mam” - powiedziałam mu.

„Więc ich nie bierz” - odparł.

Uniosłam rękę do czoła w salucie i wykonałam precyzyjny zwrot wojskowy w moich płaskich sandałach w panterkę, z dyndającymi piórami.

Deke’a nie było już w mojej wizji, więc nie widziałam wyrazu jego twarzy, kiedy usłyszałam jego słyszalne chrząknięcie, które również brzmiało zarówno na rozbawione, jak i zirytowane.

W drodze do mojego pickupa, którego rzeczywiście dwaj faceci „Wood’a” zwrócili mi wczoraj wieczorem o czwartej trzydzieści, włączyłam telefon, wcisnęłam numer do pizzerii w mieście, którą znalazłam na Safari, i zamówiłam ją, by odebrać w drodze z powrotem.

Weszłam do Sunny i Shamblesa. Mieliśmy krótką rozmowę. Następnie złapałam pizzę i sześciopak coli i wróciłam.

Rzuciłam jeden z kocyków przeprowadzkowych na stos płyt kartonowo gipsowych w dużym pokoju, na nim położyłam pizzę, włożyłam colę do lodówki, jedną zabrałam dla Deke’a i butelkę wody dla mnie, zanim krzyknęłam w drodze z powrotem korytarzem do stosu płyt kartonowo gipsowych - „Podano do stołu!”

Siedziałam po turecku na podłodze z innym kocem pod sobą, otwierając pudełko pizzy, kiedy wszedł Deke.

Tak, manewrowałam, by zjeść z nim lunch, a nie tylko przynieść mu lunch.

Tak, byłam wypieprzona, bo zademonstrował, że może być miłym facetem, nieco obiecującym i zdecydowanie fajnym po tym, jak spieprzył. Oznaczało to, że nie tylko był o połowę zbyt atrakcyjny, ale też rozbijanie tego orzecha, którym był on, było czymś, co sprawiało mi przyjemność, nawet jak wiedziałam, że nigdy tak naprawdę nie będę w stanie wbić się w tę skorupę i dostać się do środka.

Nie zawahał się nawet posadzić tyłka na płycie gipsowo-kartonowej przy pizzy, z której wyrwałam kawałek i teraz chrupałam.

Nie wahał się też chwycić własny trójkąt.

„Pepperoni, kiełbasa, kanadyjski bekon z grzybami wrzuconymi dla witaminy D” - oznajmiłam z wypełnionymi do połowy ustami.

„Pochwalam” – odpowiedział z pełnymi ustami po ugryzieniu dużego kęsa.

„Bubba jutro?” - zapytałam.

„Tak” - odpowiedział.

„Myślałam, że Bubba pracuje w Bubba’s” - zauważyłam.

„Bubba pracuje dla Maxa. Jest u Bubby tylko po to, żeby pomóc i być ze swoją kobietą”.

Ciekawe.

„Jak będziecie robili swoje, czy powinnam wystartować?” - kontynuowałam.

„Tak” - odpowiedział.

Przeżułam.

Zanim zdążyłam namierzyć coś, co jeszcze bardziej wbiłoby się w Deke’a, zadzwonił mój telefon.

Rozciągnęłam się, szarpiąc koronkowy splot mojego długiego swetra, który wisiał na moich zniszczonych szortach w kolorze khaki, by wyciągnąć telefon z tylnej kieszeni.

Spojrzałam na ekran.

Było napisane: JOSS.

Mama miała złe wyczucie czasu.

Ale nie miałam od niej wiadomości od jakiegoś czasu, ona też cierpiała z powodu straty taty i jeśli potrzebowała się połączyć, musiałam jej pozwolić.

Przesunąłam się na biodro, aby znaleźć nogi, mamrocząc - „Muszę to odebrać”.

Deke tylko skinął mi głową.

Odebrałam telefon - „Hej, Joss”.

Uwaga na marginesie, nigdy nie nazywałam mojej mamy „mamo”. Nie dlatego, że nie była mamą. Była. Była wspaniałą mamą.

Była po prostu fajną mamą.

W wieku siedemnastu lat opuściła dom, by zostać groupie.

Wychowała mnie na tyle, żebym była na tyle dorosła w wieku siedemnastu lat, by zaczęła zmieniać się z mamy w przyjaciółkę.

Tak więc, odkąd żyła dniem, w którym mogła odłożyć na bok rolę mamy i chodzić ze mną na koncerty, zawsze była Joss.

„Musisz porozmawiać ze swoim ojczymem”.

Racja.

Podam dodatkowe szczegóły.

Zawsze była Joss, dopóki mój ojczym nie zrobił czegoś głupiego, a potem zostawała moją matką tylko po to, by kazać mi uporać się z jej gównem.

„Co się dzieje?” - zapytałam i zrobiłam to nie ukrywając faktu, że nie chciałam wiedzieć.

Zrobiłam to również z żalem zostawiając Deke’a i pizzę w tyle, idąc na tylny taras, abym mogła odebrać telefon, aby nie słyszał mojej rozmowy.

„On chce zrobić reality show” - poinformowała mnie.

Moje emocje zabuzowały.

„I chce, żebym podpisała to z nim” – kontynuowała.

Wrzenie się nasiliło.

„I chce, żebym z tobą porozmawiała, żeby zobaczyć, czy przyjedziesz do miasta i zrobisz kilka wejść serialu” – zakończyła.

Byłam na tarasie, drzwi zamknęły się za mną, szybko i ze złością podeszłam do balustrady, pytając głośno - „Czy on jest na haju?”

„Jest wkurzony, że reaguję na śmierć Johnny’ego, więc naciska moje guziki. Ale jego trasa nie sprzedawała się zbyt dobrze w zeszłym roku, a on również korzysta z rad od tego swojego gównianego menedżera, jak zwiększyć swój profil i znaleźć się na radarze młodszych fanów”.

Moja mama była nie tylko groupie, która przyciągnęła wzrok wschodzącej gwiazdy rocka, która w końcu miała uczynić ją wielką.

Była także nie tylko pierwszą żoną Johnny'ego Lonesome.

Była osobowością samą w sobie i to nie było prostym powodem, oprócz tego, co było między tatą a obecnym mężem Joss, Roddy Rembrandtem (śmieszne imię, które zmienił na Rod, a jego opiekunowie chcieli zmienić Rod, ale Rod nie mógł się tego później pozbyć, bo stało się jego częścią dla legionów fanów), była dziewczyną i muzą wielu znanych rockmanów.

Była stylistką. Stylistką rockową. Dobrą. Stylizowała zespoły i wokalistów na trasy (do diabła, stylizowała trasy). Stylizowała zespoły i śpiewaków na imprezy. Sesje zdjęciowe. Nic i wszystko. I wszyscy jej chcieli.

To dlatego, że była w tym dobra. I to pomogło jej żyć tym życiem, chodzić swobodnie, mieć dobrą gadkę, ale najlepsze było to, że sama dbała o siebie.

Gdyby Joss nie była tak dobrze znana jako moja matka, ktoś mógłby pomylić ją z moją siostrą.

To wszystko były niektóre z powodów, dla których zwróciła na siebie uwagę i poślubiła Roddy’ego Rembrandta, wokalistę, gitarę prowadzącą i po prostu długowłosego lidera metalowego zespołu The Chokers. Faceta, który był tylko dziewięć lat starszy ode mnie, dziesięć lat młodszy od Joss, w bardzo dziwnym środku.

The Chokers byli fajni, bo mieli w swoim brzmieniu alternatywę i punk, które zarówno przytępiały, jak i wzmacniały metal w dobry sposób, ich teksty miały więcej znaczenia, ich piosenki bardziej przypominały krótkie (ale czasami epickie) historie, ich wibracje były bardziej gniewne niż metal, mniej wściekłe niż punk, ślizgające się po linii grunge’u nazywaj- gówniane- życie- jak-je-widzisz. Byli rodzajem odmiany między Bon Jovi’m, Guns’n’Roses, Nirvaną i Green Day.

Tylko nie utrzymali tej przewagi. Alkohol, dziwki, narkotyki i sukces po prostu wymazały dobro z ich muzyki, więc teraz wszystko wydawało się przerobione. Ale przede wszystkim nie nagrywali już zbyt często. Po prostu koncertowali i karmili się miłością i lojalnością swoich fanów.

 To nie była zła rzecz.

Po prostu nie wyobrażałam sobie robienia tego, podczas nie robienia muzyki.

Rzucania sobie wyzwania, żeby dalej robić to lepiej. Nawet jeśli nie nagrywałam już własnego materiału ani nie występowałam, cały czas sprzedawałam piosenki, co oznaczało, że cały czas je pisałam. Czasami, dla ludzi, których lubiłam, przechodziłam nawet do produkcji.

Nigdy nie mogłabym po prostu płynąć.

I brzmiało to tak, jakby Rod też skończył z wybiegiem.

Ale brzmiało to bardziej tak, jakby Rod skończył z patrzeniem, jak jego żona jest w żałobie po innym mężczyźnie.

„Nie będę występować w reality show” - odgryzłam.

„Ja też nie” - powiedziała mi - „Ale on ciągle nastaje na mnie gówno o tym, Jussy. On tego nie odpuści”.

„Joss, może walić głową w mur, ile tylko zechce. To nie ma znaczenia. Jak nie podpiszesz się na występy przed kamerą, on nie może nic z tym zrobić. I jestem pewna jak diabli, że ja nie podpiszę”.

„Musisz do niego zadzwonić i powiedzieć, żeby się wycofał”.

Mogłam śmiało powiedzieć, że z tym skończyłam. I nie chodziło o śmierć taty.

Chodziło o radzenie sobie z Joss.

„To twój mąż” - zauważyłam.

„On cię słucha” - odparła.

„Co jest dziwne i sprawia, że czuję się niekomfortowo. Nie jestem waszym małżeńskim guru”.

„On cię uwielbia. Wie, że ty go uwielbiasz. Szanuje twoje rzemiosło. Wie, że lubisz jego muzykę w sposób, który ma znaczenie. Macie to połączenie i to jest połączenie, Jussy, kochanie, wiesz, że nie mogę tego mieć, bez względu na to, jak bardzo grzebię w muzyce. Możesz z nim się dogadać”.

„Wiesz, że ja też go straciłam”.

W tym momencie naszej rozmowy było to nie na miejscu, dosadne i niezbyt miłe.

Ale nie mogłam znieść jej gówna z całą resztą.

I wkurzyło mnie to, że zadzwoniła, żeby mnie o to poprosić.

Joss nic nie powiedziała.

Nie odwzajemniłam tej przysługi.

„Potrzebujesz przerwy od Roddy’ego. Musisz się pozbierać, bo Rod jest twoim mężem i chociaż nie jest tatą, nigdy nie będzie tatą, kochasz go i jest dla ciebie ważny. Musisz więc zastanowić się nad tym, że to boli. Rod to koleś, ale ma uczucia i patrzenie, jak jego żona opłakuje miłość swojego życia, musi być do bani. Albo masz do niego więcej cierpliwości, Joss, albo odpoczywasz od niego i uporządkujesz się, a potem wracasz i oddajesz mu żonę”.

„To nie jest fajne, tak to wykładać, Justice” - powiedziała cicho, z bólem widocznym w głosie.

Czułam się winna.

I również nie.

„Mav kwestionuje testament” - podzieliłam się.

„To żadna niespodzianka” - odparła - „I wiesz o tym. Ta pieprzona cipa ukradła mojego męża. Próbowała zabrać Johnny’emu wszystko, kiedy do niej odszedł. I od lat daje mu i Danie gówno. Jej zabawa w mistrza marionetek z tym jej pieprzonym synalkiem nie jest szokiem”.

To wszystko prawda, łącznie z faktem, że Luna była burzycielką domów.

Oczywiście oznaczało to, że tata zdradzał, coś niewybaczalnego, czego Joss nigdy mu nie wybaczyła, bez względu na to, na jak wiele sposobów zapłacił cenę, w tym utratę jedynej kobiety, którą naprawdę kiedykolwiek kochał, głęboko w swojej duszy poety. Dobrze wiedział o tym. Poślubił Lunę, bo zaliczyła wpadkę z Maverickiem, porzucił ją niedługo po narodzinach Mav’a, bo nie mógł już więcej znieść, a potem próbował odzyskać Joss. Joss była tak pewna, że byli dla siebie jedynymi i byli na zawsze. Zdrada taty coś w niej zepsuła i po prostu nie mogła mu znowu zaufać.

Więc nigdy nie wróciła.

„Bianca zniknęła i nikt nie wie, gdzie jest ani nie słyszał o niej, nawet jej mama i tata” – oświadczyłam.

„Kurwa” - szepnęła Joss - „Perry i Nova nigdy nie dbali o tę dziewczynę”.

Miała rację.

Perry i Nova, tata Bianki, gitara prowadząca zespołu heavy metalowego i mama - bomba z filmu B, z pewnością kochali swoją córkę.

Po prostu nigdy nie dbali o nią dobrze.

Ale na mówienie o tym też nie był odpowiedni czas. Nie żeby było o czym rozmawiać. Joss i ja często narzekałyśmy, że rodzice Bianki byli tak pogrążeni w dysfunkcji, że nigdy tak naprawdę nie chcieli opiekować się córką.

„A mężczyzna, którego poznałam, który zainspirował Ogniwa Siatki, pracuje nad moim domem”.

Całkowita cisza. Pustka tak głęboka, jakby wciągnęło mnie, mój dom i całą otaczającą mnie przyrodę.

Potem głośne, przenikliwe - „Co?

Wystarczy powiedzieć, że kiedy twoja mama zamienia się w twoją przyjaciółkę i dzielicie się taką historią, staje się twoją najlepszą przyjaciółką.

Lacey i Bianca wiedziały o mnie wszystko.

Joss też.

„Tak. Teraz siedzę z nim na stosie płyt kartonowo gipsowych w moim domu, jedząc pizzę, którą kupiłam”.

„Och dziewczyno, idź. Nie mogę uwierzyć, że znowu go znalazłaś. To jest takie super”.

„Joss, on mnie nie pamięta”.

Znowu cisza przed - „Jaja ze mnie robisz”.

„Chciałabym”.

I całkowicie chciałam.

„Jak może cię nie pamiętać?”

„Nie wiem, bo to było siedem lat temu, spotkaliśmy się we wczesnych godzinach porannych, rozmawialiśmy przez dziesięć minut, a ja szalałam moim motocyklowym wyglądem lisicy. Moje włosy nie były tak długie. Miałam na sobie odrobinę makijażu. I to było siedem lat temu przez dziesięć minut”.

„Dziewczyno, mężczyzna jest w ogóle jakikolwiek mężczyzną, nigdy nie zapomni twoich włosów. Przenigdy”.

Mama nie była zarozumiała.

Miałam włosy mojego taty.

A Deke powiedział wtedy, że miałam ładne włosy.

I to nie tak, że nie zauważył, że jestem kobietą. Zauważył. Widziałam to, kiedy to zauważał, jak wtedy, gdy staliśmy na wietrze, a on patrzył na moje włosy przerzucane przez ramię.

Po prostu nic to go nie ruszało.

„Cóż, wszystkie dowody wskazują, że zapomniał” - powiedziałam Joss - „Pracuje w moim domu od prawie tygodnia i nic z tego”.

„Cholera, kochanie. Tak mi przykro. Całkowicie do bani, kiedy fatum jest złośliwe i ma cię na oku”.

„Nie mylisz się co do tego”.

„Może podczas gdy on będzie pracował w twoim domu, mogłabyś odwiedzić mnie i Roda. I zanim to powiesz…” - powiedziała szybko ostatnie - „…to nie chodzi o to, że chcę, żebyś tu przyjechała i zajęła się gównem Roda i moim. Powiem mu, żeby się wycofał, nie podpisuję, aby być w jakimś reality show i będziemy mieli więcej problemów, jeśli on lub ten jego gówniany menedżer powie ci o tym słowo. To ja chcę opiekować się moją dziewczyną”.

Uwielbiałam przebywać z Joss. Uwielbiałam też przebywać z Roddym.

Ale nie chciałam wyjeżdżać. Podobało mi się tu. I nie chodziło tylko o Deke’a.

„Przeżyję, Joss. To nie jest taka wielka sprawa. On po prostu nie jest we mnie zabujany”.

„Jussy, kochanie, Ogniwa Siatki? Do kogo mówisz?”

Wzięłam oddech. Potem ugryzłam pizzę.

Joss mi pozwoliła.

Połknęłam pizzę.

„To jest do bani” - szepnęłam - „Ale ja nadal kocham każdą minutę poznawania go”.

„Cholera” - mruknęła.

„Będzie dobrze”.

„Jedynym powodem, dla którego tak będzie, będzie to, że wydasz tysiąc piosenek, z których jedna z pewnością sprawi, że wyjdziesz na scenę, zaakceptujesz statuetkę, co powinno się zdarzyć w przypadku Ogniwa Siatki, jakiejkolwiek innej piosenki na tym winylu lub jakiejkolwiek innej piosenki, którą nagrywałaś od tego czasu.”

To była mama Joss. Ślepe oddanie, ślepa lojalność, wiara, że nikt nie był lepszy od jej dziecka.

Zdecydowałam się nas z tego wyprowadzić, ale nie ze ślepego oddania i lojalności, tylko z gadania o Deke’u.

„Byłam suką z jakimś celem, wyłożyła ci to wcześniej, Joss. Nadal byłam suką. Przepraszam, że zrobiłam się nieprzyjemna”.

„Wiesz, że musisz czasami mnie z tego wybić, Jus. Nie powiedziałaś niczego, co nie byłoby prawdą. Zajmę się własnym gównem i Rodem. A ty i ja wkrótce zaplanujemy trochę czasu razem. Żadnego Roddy’ego. Tylko my, dziewczyny”.

„Chciałabym”.

„Okej kochanie. Teraz wróć do tortur, które nakarmią klątwę Lonesome i będą tworzyć piękną muzykę”.

Przewróciłam oczami, ale uśmiechnęłam się, nawet jeśli powiedziała tylko cholerną prawdę.

„Później, Joss”.

„Kocham cię, maleńka”.

„Ja ciebie też”.

Rozłączyła się.

W drodze powrotnej do drzwi zjadłam pizzę.

Przeszłam przez drzwi, żeby zobaczyć, jak Deke też przechodzi… jego przechodzeniem przez pokój, by wrócić do holu.

„Dobra pizza, Jus. Dzięki” - powiedział, zanim zniknął.

Spojrzałam na pizzę i zobaczyłam, że w połowie zniknęła.

Joss.

Piekło i cholera.

Złe wyczucie czasu.

*****

Tego wieczoru dostałam SMS-a od Krystal.

Deke wie o tobie?

To było dobre pytanie, które przywodziło mi na myśl, że on nie, a ona tak, a Bubba przyjeżdżał następnego dnia. Bubba był jej mężem i tatusiem jej dziecka, więc bez wątpienia powiedziała mu o mnie.

Nie. I jeśli nie masz nic przeciwko, wolałabym zachować spokój, odpisałam.

Deke’a to nie obchodzi, poinformowała mnie.

Może tak.

Może nie.

Mój ojczym chce zrobić program typu reality show. Chce mnie w nim. Jak przyjedzie do miasta, mogę poprosić cię o załadowanie śrutu.

Przez kilka minut nie dostałam SMS-a zwrotnego.

Dam ci więcej spokoju.

To oznaczało, że Bubba będzie fajny.

Wdzięczna, odpowiedziałam.

I byłam.

*****

Bubba przyjechał następnego dnia z Deke’iem i był przyjacielski, ale był fajny, nazywając mnie tylko Jus.

Wyjechałam, żeby mogli zrobić izolację. Spędzałam czas z Sunny and Shambles’em i ich Wi-Fi, zajmując się sugestiami biznesowymi i wnętrzarskimi oraz przeglądając Internet, zapisując kilka ulubionych na czas, gdy będę miała łazienki, ściany i kuchnię i dlatego będę mogła pozwolić sobie na poważne zakupy, cały czas rozmawiając z moimi nowymi przyjaciółmi.

Późnym popołudniem Deke wysłał SMS-a Gotowe.

Był krótki, ale przemyślany i nie potrzebowałam dalszych dowodów, że Deke mógłby być troskliwy.

Nadal dawałam mu cały dzień i pojechałam w tym celu do centrum handlowego, jedząc tam i spędzając czas.

Wróciłam i już go nie było.

Czwartek, piątek i w więcej nadgodzin w sobotę, Deke i ja mieliśmy minimalne przekomarzanie się, często zachowywałam się jak idiotka, przynosiłam mu kanapki, a on robił postępy w moim domu.

Niedzielę zachowywał świętą, najwyraźniej jako dzień wolny. Więc powiedział mi, że się nie pokaże.

Nie pokazał się.

Chciałam poczuć ulgę.

Tęskniłam za nim.

*****

Deke

Późnym niedzielnym wieczorem, w ciemności, w swoim łóżku, Deke leżał na plecach, z jedną ręką owiniętą wokół penisa i pompując, a drugą ręką nad głową, wciśniętą w poduszkę.

Miał zamknięte oczy, a jego umysł wypełniały wizje Jus jeżdżącej po jego twarzy, z odrzuconą do tyłu głową, długimi włosami opadającymi, sunącymi po jego klatce piersiowej.

Nie zajęło mu dużo czasu, aby wydmuchać ogromny ładunek na brzuch.

Wciąż głaszcząc, otworzył oczy i nie widział cipki.

Ale pieprzyć go, mógł ją posmakować w ustach.

Kwiaty.

Używała perfum poprzedniego dnia. Nie pierwszy raz, ale nie zawsze je nosiła.

I pachniała kwiatami.

Zgiął kolana i dalej głaskał penisa, jego myśli odwróciły się od Jus jadącej po jego twarzy do wspomnień Jus reagującej na niebieską glazurę betonu ze srebrnymi i perłowymi wirami, które wybrała, a którą właśnie skończył. Straciła rozum, klaszcząc, uśmiechając się i śmiejąc się, mówiąc mu, że jest geniuszem.

Jego myśli powędrowały od tego do jej przytulenia się do ściany w korytarzu, kiedy skończył ją naklejać, z wyciągniętymi ramionami, jej policzkiem przyciśniętym do płyty, jej ustami krzyczącymi - „Kocham ściany!”

Nie pozwolił sobie nawet na myślenie o tym, jak zareagowałaby po tym, kiedy by skompletował blaty i zabudowę, zamontował zlew, zamontował oprawy oświetleniowe, zamontował stojaki do suszenia i wreszcie zamontował pralkę i suszarkę.

Kurwa, wyraz jej twarzy, kiedy ją znalazł i pokazał, że zrobił jej pomieszczenie gospodarcze. Myślał, że go pocałuje.

I chciał tego, prosto do wnętrzności, prosto do swojego penisa.

„Kurwa” - szepnął, wstając z łóżka, idąc do łazienki, myjąc się i ponownie uderzając w wyrko.

Położył się na plecach, myśląc, że powinien powiedzieć Max’owi, że chce, aby zamienił go na mężczyznę przy pracy dla Jus, wysyłając kogoś innego, a zabierając go.

Nie tylko jego umysł gwałtownie odrzucił ten pomysł w chwili, gdy go miał, ale Deke nie miał powodu, by przekazać Max’owi, dlaczego tego chce.

A Max prawdopodobnie zastanawiałby się, dlaczego poprosił, robiąc to przez około sekundę, zanim by się zorientował. Wood po prostu by wiedział. Gdyby Tate to usłyszał, zastanawiałby się przez połowę czasu, kiedy Max by to nazwał.

Wtedy ludzie zaczęliby rozmawiać.

Deke nie potrzebował tego gówna.

Odwrócił się na bok, zamknął oczy i próbował zasnąć.

Jedyne, o czym mógł myśleć, to jak Jus wpasowałaby się w krzywiznę jego ciała po tym, jak wtuliłby się w nią, żeby złapać sobie trochę snu, kiedy skończyłby ją pieprzyć, jak by to było, gdyby zanurzył twarz w tych wszystkich włosach.

Ponieważ nie był w stanie wyrzucić tych myśli z głowy, jego kutas zaczął twardnieć.

Więc musiał więc znowu się blanzować, żeby się trochę przespać.

4 komentarze: