Rozdział
8
Twoje
życie, twój wybór
Justice
Ponieważ
poprzedniej nocy nie spałam, byłam poza łóżkiem, kiedy walenie do drzwi
nadeszło wcześnie.
Szósta
trzydzieści.
Nie
wróżyło to dobrych rzeczy.
Wyszłam
z garderoby, gdzie zastanawiałam się, w co się ubrać, do sypialni, przedpokoju,
wielkiego pokoju i zobaczyłam, że Deke tego dnia miał na sobie niebieską
koszulkę.
Nie
ubierał się na co dzień na biało, tylko sporadycznie je zmieniał.
Nie
widziałam jeszcze niebieskiej.
Ale
zauważyłam, że zieleń wojskowa robiła spektakularne rzeczy z jego piwnymi
oczami.
Na
piżamę miałam włożony rozciągnięty kardigan.
Nie
obchodziło mnie to. W większości mnie zakrywał. Małe szorty w kwiatowy nadruk ze
sznurkiem z pomponem. Zwiewna koszulka z koronką i innym kwiatowym wzorem,
który nie pasował, ale nie kłócił się.
Fałszywa
cygańska księżniczka.
Ukryta
rockowa księżniczka. Dziedziczka królestwa, która abdykowała z tronu.
A
Deke już to wszystko wiedział.
Albo
większość.
Nieważne.
Otworzyłam
drzwi, podniosłam oczy na Deke’a tylko po to, by zerknąć przez niego, zanim
odwróciłam się i zaczęłam odchodzić, ale mówiłam.
„Hej.
Jesteś wcześnie. Kawa jeszcze się nie zaczęła. Zajmę się tym, a potem wezmę
prysznic”.
„Jussy”.
Kontynuowałam,
jakby nic nie mówił. Zdecydowanie zachowywałam się tak, jakby nie wymówił tym
słodkim, miękkim, pełnym skruchy tonem tego jednego słowa, kiedy tym słowem,
którym było moje imię, całkiem mnie niszczył.
„Cztery
filiżanki, kapanie nie trwa długo. Ale mam prośbę” - odwróciłam się i
spojrzałam na niego, mój wzrok padł na jego szyję, a nie na oczy - „…jeśli ty i
Bubba wyczerpiecie to, zróbcie więcej dla mnie. Kiedy wyjdę spod prysznica,
będę tego potrzebowała”.
„Jus,
jestem tu wcześnie, żeby porozmawiać”.
Wszedł,
wchodząc od razu na środek pomieszczenia, po jego prawej stronie znajdował się
niski, okrągły, kamienny kominek, o którym Deke powiedział mi, że będzie miał
długi, wąski miedziany kaptur, który będzie wyglądał niesamowicie, nie zasłaniając
zbyt wiele widoku od wejścia. Kominek, który znajdował się na linii frontowych
drzwi i paleniska na tarasie.
Symetria.
Moje
życie nigdy nie miało symetrii. To była zygzakowata linia, która zaprowadziła
mnie tam, do miejsca, w którym chciałam zakończyć zygzakowanie i skręcanie.
Teraz
nagle chciałam to odzyskać.
„Miałeś
rację zeszłej nocy” - odpowiedziałam - „Jeśli to rozumiesz, a powiedziałeś, że
tak, to nie ma już nic do powiedzenia”.
Otworzył
usta, ale nie skończyłam.
„Z
wyjątkiem tego, że zgaduję, że wiesz, że to nie był pierwszy raz, kiedy wyszłam
na scenę. Pracuję w biznesie”.
Skinął
głową, robiąc to ostrożnie, i odpowiedział - „Wiem o tym, sprawdziłem cię
zeszłej nocy”.
Tak
bardzo łatwo znaleźć tak bardzo dużo na Justice Lonesome.
Mógł
przeczytać każde słowo i nadal nie miał pojęcia.
Kiwnęłam
głową, tylko raz, nieostrożnie.
„No
tak, jedyną rzeczą do powiedzenia jest to, że byłam… cóż, wczoraj wieczorem
byliśmy w dziwnym miejscu, skoro ukrywałam rzeczy przed tobą. Fajnie, że to
rozumiesz, ale żeby wyjaśnić, rozpoznałam cię od chwili, gdy cię zobaczyłam” - wzruszyłam
jednym ramieniem - „To było trochę zawstydzające, że mnie nie pamiętałeś, więc
nie wspomniałam o tym. Ale częściowo chodziło o to, że miałeś rację z tym przedstawieniem,
a także potrzebowałam być tylko Jus. Zrobić przerwę od całego tego gówna. I
fajnie, że byłeś w porządku z dawaniem mi tego, chociaż nie wiedziałeś, że mi
to dajesz. Ale wszystko co chcę powiedzieć to to, że ostatniej nocy nie miałam w
sobie wystarczająco dużo, by powiedzieć, powiedziałam tylko kilka słów o tym,
więc powiem teraz, że naprawdę przykro mi z powodu twojej straty. Twoja mama.
Wiem, jak to jest stracić rodzica, na szczęście nie jedno i drugie, ale jednak.
Więc wiem, że nie ma słów do powiedzenia poza przykro mi”.
Stałam
na swoim miejscu, kontynuując przemowę, nawet jeśli szedł w moim kierunku.
Zatrzymał
się zbyt blisko, a ja musiałam odchylić głowę do tyłu o wiele za bardzo, przez
co poczułam się mała i bezbronna, co w innym świecie miałoby szczególne
znaczenie.
Ale
w moim świecie, nie.
„Dziękuję,
mała” - powiedział łagodnie.
Zamknęłam
oczy, a kiedy je otworzyłam, poprosiłam cicho i nie brzydko - „Proszę, nie
nazywaj mnie tak, Deke. Nie jestem twoją mała.
Dla ciebie nie jestem nawet Jussy. Wiem, kim jestem i myślę, że ze względu na spokój
nas oboje, zwłaszcza mój, dobrym sposobem na odejście od tego byłoby to, że
oboje tak po prostu będziemy trzymali”.
Było
wiele w jego twarzy, tak różne od Deke’a, którego poznałam lata temu i tego
samego mężczyzny, który wrócił do mojego życia kilka tygodni temu. To, że
pokazywał mi to wszystko, a wszystko to było dobre, oznaczało, że wszystko było
złe.
Co
gorsza, podniósł rękę i przesiał nią moje włosy z szyi, gdzie oparł dłoń.
„Jussy…”
- zaczął.
„Nie
rób tego” - szepnęłam. Poczułam, jak opuszki jego palców wbijają się w skórę mojej
głowy, więc wyszeptałam ponownie - „Proszę, nie rób tego, Deke”.
„Znam
cię tylko od tygodni, kotku, ale wciąż wiem, że jesteś jedną z najlepszych
kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałem, więc…”
Przerwałam
mu, zanim mógł powiedzieć, mam nadzieję,
że znajdziemy sposób, by nadal być przyjaciółmi.
To
właśnie byśmy zrobili. Wiedziałam, że nie mogłabym żyć, nie mając przynajmniej
tego od Deke’a.
Ale
w tej chwili za bardzo bolało, by mi przypominał, zwłaszcza jego pięknym głosem,
że to było wszystko, czego pragnął.
Zresztą
nie potrzebowałam przypomnienia.
Żyłam
tą wiedzą dzień w dzień i raniło to moją duszę poety.
„Proszę”
- wyszło z drżeniem i do cholery, poczułam, że moje oczy stają się wilgotne - „…nie
rób tego”.
Wyglądało
na to, że sprawiało mu ból wysunięcie ręki z moich włosów.
Wiedziałam,
że to mi sprawiało ból.
Ale
przyzwyczajałam się do tego.
Przestał
mnie dotykać, ale zgiął szyję głęboko, aby zbliżyć twarz do mojej, nawet gdy
kołysał się na kilka centymetrów, więc jego duże ciało wdzierało się w moją
przestrzeń.
„W
tym momencie, Jussy, chcę, żebyś wiedziała, że wiele by dla mnie znaczyło,
gdybyśmy znaleźli sposób, by to przejść”.
„Znajdziemy”
- zapewniłam go - „Jesteś dobrym facetem. Oczywiście, że rozumiesz, że tak myślę,
więc znajdziemy sposób. Po prostu teraz potrzebuję trochę przestrzeni”.
„Nie
wiem, jak ci to dać, muszę być w twojej przestrzeni, aby wykonać dla ciebie
pracę, Jus, ale mogę powiedzieć, że spróbuję”.
„Nie
musisz się martwić. Zaczynam mieć ściany. Wkrótce będę miała podłogi. Muszę obejrzeć
próbki farby, drewniane łyżki i gówno. Czas się zająć. A więc…” - podjęłam
natychmiastową decyzję - „Pojadę do Denver i zrobię zakupy. Masz klucz. Ty i
Bubba po prostu róbcie swoje. Wrócę w poniedziałek”.
„To
jest dobry pomysł”.
Nie
miał problemu z moją nieobecnością.
I
wtedy to zrozumiałam. Uderzyło mnie jak cios.
Moja
sytuacja z Deke’iem.
Mojego
taty z Joss.
Aby
żywić się tym, czego potrzebowała, dusza poety szukała tego, czego nigdy nie mogła
znaleźć lub, w przypadku taty (tylko zgadywanie, ale podejrzewam, że dobre),
sabotowała to, co miała, aby zaspokoić tę potrzebę.
Musiała
być tęsknota. Musiała być melancholia.
Musiało
to być zmieszane z przyjemnością, ale ból musiał być silniejszy niż
przyjemność, wiedząc, że nigdy nie dostałby tego, czego naprawdę potrzebował.
Żaden
poeta nie mógłby być naprawdę szczęśliwy, bo jego dusza zmarnowałaby się z
głodu.
Kiwnęłam
głową i podjęłam kolejną natychmiastową decyzję.
„Racja.
Muszę się tym zająć, ale wcześniej zrobię wam chłopcy kawę. Po prostu sobie
weźmiecie”.
Nie
pozwalając mu nic powiedzieć, cofnęłam się, wyszłam z jego przestrzeni i
odwróciłam się, żeby to zrobić.
„Jus”
- zawołał.
Gówno!
Odwróciłam
się i zmusiłam się do podniesienia oczu do jego.
„Wczoraj
wieczorem po naszej scenie wróciłem do domu, ściągnąłem kilka twoich piosenek”
– powiedział mi, a ja przygotowałam się - „Masz niesamowity talent i piękny
głos, mała.”
Jedną
z piosenek, które słyszał, prawdopodobnie były Ogniwa Siatki.
I
nie miał pojęcia.
I
to było coś, czego nigdy się nie
dowie.
„Dzięki”
- wymamrotałam, po czym przestałam się opieprzać i ruszyłam szybko.
Nie
miało znaczenia, że śpieszyłam się by szybko uciec, nie zawołał mnie ponownie.
Więc
udało mi się zrobić coś, co powinnam była zrobić od początku.
Uciekłam
Deke’owi.
*****
Deke
„Nie
moja sprawa”.
„Bub,
nie rób tego”.
„Nie
moja sprawa, ale muszę…”
„Bub,
mówię ci, nie”.
Był
późny poranek. Wciągnęli płytę gipsowo kartonową na piętro, żeby Deke mógł tam
w przyszłym tygodniu zabrać się do pracy, ale teraz byli na rusztowaniu, montując
podwieszane sufity.
Bubba
odczekał trzy godziny.
Był
Bubbą, więc to cud, że trwało to tak długo.
„Byłem
tam wczoraj wieczorem, Deke. Wszyscy byli” - powiedział mu Bubba.
„Rozumiesz
po angielsku?” - zapytał Deke.
„Wood.
Maggie. Tate. Laurie. Jim-Billy. I, koleś…” - jego głos stał się ostrzeżeniem -
„Krys”.
O
tym mogliby pogadać.
„W
takim razie dobrze, że o tym wspomniałeś” - powiedział Deke - „Bo mogę ci
powiedzieć, żebyś powiedział swojej kobiecie, żeby się nie wtrącała”.
„Co
się stało?” - zapytał Bubba.
„Nie
wasz interes”.
„To
był wszystkich interes, w jaki sposób śpiewała do ciebie. Wprost do ciebie, człowieku. A potem, kiedy skończyła, ty wyskoczyłeś,
a Jus ruszyła za tobą” - Głowa Bubby przechyliła się na bok - „Wy dwoje jesteście
blisko. Łatwe do zobaczenia. Znasz Krys od lat. Laurie. Lexie. Fay. Nie jesteś
blisko z żadną z nich tak, w jaki sposób pozwalasz Jus gadać do ciebie, a ty
naprawdę słuchasz. Masz z nią coś?”
Śpiewała prosto do ciebie.
Wprost
do ciebie.
Jebać
go, nigdy nie zapomni Jussy patrzącej prosto na niego i śpiewającego o tym, jak
łatwo było się zakochać.
Tak.
Pieprzyć.
Go.
Deke
pogrzebał to i potrząsnął głową - „Pracuję dla niej, jestem z nią codziennie od
tygodni. To dobra kobieta. Dobra dusza. Ma fantastyczne poczucie humoru. Więc
jest przyjaciółką”.
Oczy
Bubby zrobiły się duże.
Kurwa,
nie powinien nic mówić.
Ale
żeby zamknąć to gówno, o którym wiedział, że się tam szaleje, musiał coś
powiedzieć.
„Ty?
Przyjaciółka, która wygląda jak Jus, która nie ma na palcu obrączki jednego z twoich
kumpli?” - zapytał Bubba z powątpiewaniem.
„Ona
jest moim szefem”.
„Max
jest twoim szefem” - odpalił Bubba - „To kobieta, która płaci Max’owi za
wykonanie tej pracy. Taka gorąca kobieta z tymi wszystkimi włosami, Jezu” - Teraz
Bubba pokręcił głową - „Moja mała ma ładne włosy i ciągle je zmienia, więc
zawsze mam coś nowego i ładnego do obejrzenia, ale włosy Jus…”
Deke
poczuł, jak we wnętrznościach zaczyna się rozpalać nieprzyjemne ciepło.
„Przestań
mówić o jej włosach” - uciął.
„Przestań
być takim ograniczonym, krótkowzrocznym gnojkiem, otwórz oczy i zobacz” -
odciął się Bubba tonem, którego Deke nie tylko nigdy nie słyszał od Buby, ale
także nikogo, kto miał oczy w głowie i widział wszystkich ludzi, których Deke
użył po swojemu. Nie wspominając o tym, że Deke nawet by się nie domyślił, że
jego przyjaciel ma to w sobie - „Ona jest w tobie zabujana, człowieku. Tak
bardzo cholernie zapatrzona w ciebie, że gdyby nie była Jus, a to gówno mogło
pochodzić z tego, że jest Lonesome, co domyślam się, że teraz wiesz, kolego,
ale to też pochodzi z jej bycia Jus. Bez względu na to, co robi, emanuje fajnością.
Kiedy tylko jakakolwiek inna kobieta byłaby zabujana w tobie w taki sposób, a
ty byś nie oddawał niczego, byłoby to urocze, ale byłoby to również głupie, a
może nawet trochę smutne”.
Kurwa,
czuł się, jakby mężczyzna walnął go w gardło.
„To
nie jest smutne” - przecisnął się przez gardło - „Między nami jest dobrze.
Wiemy, kim jesteśmy i wszystko jest w porządku”.
„Nie
tak dobrze, jak mogłoby być” - odparł Bub.
Miał
co do tego rację.
„Więc
skoro wszystko w porządku” - trzymał się Bubba - „…dlaczego wystartowałeś i
dlaczego ona pobiegła za tobą?”
„Bo
nie wiedziałem, że jest Lonesome aż do ostatniej nocy, coś…” - powiedział Deke
z oczami zwężonymi na Bubbę, nie żeby go to obchodziło, po prostu używał tego,
by odeprzeć gówno, które Bubba wywalał na Deke’a - „…co wydaje się, że
wiedziałeś ale się nie podzieliłeś. I myślała, że jestem wkurzony. To była
niespodzianka, ale nie byłem wkurzony. Rozmawialiśmy o tym i wszystko jest w
porządku”.
„Skoro
omówiliście to i wszystko jest w porządku, to dlaczego nie ma dziś kanapek,
człowieku? Dlaczego szykowała się w swoim pokoju, nie znajdując tuzina powodów,
żeby, jak zwykle, wychodzić i pogadać z tobą, co przekładało się na przychodzenie
i przebywanie po prostu przy tobie, a
zamiast tego wyciąga tyłek, mówiąc Do
zobaczenia w poniedziałek?”
„Bo
w jej domu kręci się gówno” - wyjaśnił logicznie Deke, skoro to była prawda,
ale też było to kłamstwo - „Zostało jej tylko kilka tygodni, zanim cała ekipa
się tu pojawi, a ona pomaga ci to utrzymać, ale nie ma żadnych mebli, bracie.
Żyje w ten sposób” - Deke wyciągnął rękę w stronę przestrzeni - „…kiedy kupi
kuchenkę mikrofalową, będzie to z tym rozsądną rzeczą. Nie może być, jeśli
kobieta nie ma nawet talerzy”.
Bubba
spojrzał na niego i zmienił taktykę.
„Powinieneś
pójść w to, człowieku”.
„Ona
nie jest w moim typie”.
Głowa
Bubby drgnęła - „Masz typ?”
„Tak,
i to nie jest Jussy”.
„Jussy”
- szepnął Bub, wyglądając teraz, jakby starał się nie uśmiechać.
„Tak,
Jussy” - wycedził Deke - „Jussy, który chce sufitów i ścian, a nie dwóch
mężczyzn stojących na rusztowaniach i paplających jak kobiety. Więc może damy
jej to?”
Kolejna
zmiana zaszła w Bubbie i powiedział cicho - „Powiedziała Krys, kim jest,
ponieważ ona i Krys są blisko” - Mały uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy
potrząsnął głową i kontynuował - „Nie rozumiem, jak Krys sprawia, że wszyscy
przechodzą przez jej dwanaście kręgów piekła, aby do niej dotrzeć, ale wpuściła
Jus. Jus wpuściła ją w zamian. I Jus powiedziała, że nie chce, żebyśmy się
dzielili”.
„Rozumiem”.
„Przepraszam,
bracie. Ale to była jej sprawa”.
„Rozumiem”
- powtórzył Deke - „Teraz możemy zabrać się do pracy?”
„Tak”
- odparł Bubba - „Po tym, jak powiem, że myślę, że popełniasz duży błąd” -
Pochylił się w stronę Deke’a - „Olbrzymi”
- Odchylił się do tyłu - „Nie wiem, co cię powstrzymuje, ale cokolwiek to jest,
mam złe przeczucie, że wyrzucasz najlepszą rzecz, jaka kiedykolwiek spadła ci
na kolana” - Uniósł rękę, dłonią w stronę Deke’a, kiedy Deke otworzył usta - „Twoje
życie, twój wybór. Nie powiem ani słowa, ale zamienię słowo z moją kobietą, aby
zmusić ją i jej ludzi do ujarzmienia. Ale tak jest. Powiedziałem swoje. I mam
nadzieję, że się nad tym zastanowisz. Ale twoje życie, twój wybór”.
„Czy
mogę to przyjąć z tym, że skończyliśmy?” - zapytał Deke.
Bubba
skinął głową - „Skończyliśmy”.
„W
takim razie do roboty” - mruknął Deke.
Bubba
spojrzał na niego długo, ale dzięki, kurwa, po tym, jak to zrobił, odwrócił się.
Deke
odwrócił myśli od wszystkiego, co miał do powiedzenia Bubba.
Dobrze w końcu wiedzieć, dlaczego
mnie wystawiłeś.
Gówno.
Śpiewała prosto do ciebie.
Wprost
do ciebie.
Kurwa.
Odwrócił
też myśli od Jussy.
I
zwrócił je do tego, by dać jej jedyną rzecz, jaką mógł jej dać, której ona nie
mogła dać sobie sama.
Coś,
co właściwie mogła sobie dać, skoro za to płaciła.
To
był postęp w domu, który kupiła, który musiała mieć zrobiony i zabezpieczony,
aby mogła znaleźć spokój.
*****
Justice
W
niedzielę wieczorem, gdy wróciłam do domu, stałam w swoim wielkim pokoju, w
którym wszystkie trzy lampy były zapalone, ponieważ Deke je tak zostawił.
Wyrzuciłam
tę troskliwość z głowy i spojrzałam w górę.
Miałam
jedną czwartą bajecznie oszałamiającego, drewnianego sufitu ułożonego w
jodełkę, a motyw z tarasu przepływał przez tę przestrzeń.
Symetria.
W
końcu to dostałam.
Akurat
w samą porę, kiedy tego nie chciałam.
Uświadomiłam
sobie, że zygzaki i skręty są o wiele lepsze. Możesz ciąć i biegać zygzakiem,
zostawiając to wszystko na skręcie.
Teraz
utknęłam.
Widziałam
też płyty gipsowo kartonowe na górze, gotowe dla Deke’a, aby zaczął dawać mi
pokoje następnego dnia. A biorąc pod uwagę sposób, w jaki szedł, wszystko
będzie gotowe, oklejone i zagruntowane w przyszłym tygodniu.
Więc
dobrze, że w ten weekend zdecydowałam, na jaki kolor będzie pomalowany każdy
pokój.
Pickup
ze skrzynią nie był najlepszym pojazdem do szaleństwa na zakupach, gdy robiłaś
zakupy w mieście oddalonym o kilka godzin, więc nie mogłaś włożyć wiele na tył bezpiecznie,
ale kupiłam sobie po drodze tak wiele rzeczy do domu, że kabina była pełna
tego, a także moja torba na noc.
W
tych rzeczach były ręczniki kuchenne i Deke po prostu musiałby sobie z tym poradzić.
Nie
zrobi też tego, bo nigdy ich nie będzie używał.
Westchnęłam
i podeszłam do frontowych drzwi, żeby wyjść i wciągnąć moje graty.
Wniosłam
je i upewniłam się, że frontowe drzwi są za mną zamknięte.
Następnie
przeniosłam się do innych drzwi, aby upewnić się, że to samo.
Kiedy
weszłam do sypialni, włączyłam tylko jedno światło.
We
wtorek Joe Callahan miał zacząć pracę nad moim systemem bezpieczeństwa. W
sobotę Bubba tu będzie. A w niedzielę pokazywała się Lacey.
Co
oznaczało, skoro Cal powiedział, że jego praca zajmie kilka dni, że mogłam mieć
nadzieję, że w przyszłym tygodniu będę miała tylko jeden dzień sam na sam z
Deke’iem.
Ale
ten dzień był dniem następnym.
Musiałam
znaleźć sposób, żeby przez to przejść. Pokazać mu, że mogę wrócić do kanapek i
przekomarzania się.
Zamierzałam
to zrobić, ale on będzie musiał poradzić sobie ze mną cofającą się.
Wiedział,
dlaczego byłam wcześniej strzeżona.
Tym
razem wiedziałam na pewno, że mnie zrozumie.
*****
Usłyszałam
tłuczone szkło i otworzyłam oczy.
Leżałam
nieruchomo w ciemności w moim łóżku, nasłuchując.
Cisza.
Ale
skóra na całym moim ciele mrowiła, jak wtedy, gdy miałaś zły sen, obudziłaś się
i przez te pierwsze sekundy byłaś pewna, czy to jawa.
Nie
pamiętam snu, ale to mógł być sen.
Poza
tym może i nie miałam systemu bezpieczeństwa, ale tak jakby go miałam, bo drogi
były labiryntem, żeby się tam dostać. Były zadbane, ale im bliżej mojego domu,
tym głębiej w górach się znajdowałaś, i nie było tu ani jednej latarni. Nie
wspominając o tym, że mój dom znajdował się daleko na uboczu, na końcu długiego
dojazdu, więc nie było go nawet widać z Ponderosa Road. W ciemności można było
nie widzieć drogi. Moja skrzynka pocztowa była poza moim domem, listonosz
przejeżdżał całą ulicę, więc nie było nawet skrzynki pocztowej ani numeru, z
którego można by się podzielić, że na mojej wąskiej uliczce jest cokolwiek.
Nie
żeby ktokolwiek wiedział, że jestem właścicielem tej nieruchomości. Mr T zrobił
to tak, że należała do mojej wytwórni LLC i trzeba by kopać głęboko, nawet aby
znaleźć własność LLC.
Więc
nikogo tam nie było.
Ale
Deke miał być tam w ciągu kilku godzin, a Cal będzie, żeby mnie podłączyć do
systemu następnego dnia.
Odprężyłam
się, przekręciłam i zaczęłam sięgać po telefon, żeby sprawdzić, która jest
godzina, kiedy usłyszałam otwierające się drzwi do sypialni.
Teraz
poruszając się automatycznie, z adrenaliną przeszywającą mnie, nie złapałam
telefonu.
Potoczyłam
się w drugą stronę, zeskoczyłam z łóżka i pobiegłam jak diabli w stronę
francuskich drzwi.
Zostałam
złapana za włosy w brutalnym uścisku i odrzucona do tyłu, uderzając o podłogę plecami
nawet bez łokcia, aby zamortyzować upadek, co wybiło ze mnie powietrze.
Co
oznaczało, że mógł wejść na mnie i usiąść okrakiem.
Wpatrywałam
się w jego zacienioną twarz, maska narciarska ukrywała jego rysy i wciągnęłam
oddech, wykręciłam biodra i zaczęłam próbować uciec, kiedy mnie uderzył.
Najpierw
w lewą kość policzkową. Kolejne bezpośrednie trafienie prawie w to samo
miejsce. Trzecie i nawet nie odwróciłam głowy, żeby strząsnąć drugie, ani nie
miałam szansy podnieść rąk, żeby odbić ciosy.
Gwiazdy
eksplodowały w moich oczach po pierwszym i drugim, ale przerażająca czerń
zaczęła wdzierać się po trzecim, zanim wziął moje włosy w brutalny uścisk za
czubek, uderzył moją głową w drewnianą podłogę (kurwa, potrzebowałam tam
dywanika), a potem ja poczułam zimno na szyi.
Przestałam
oddychać.
Jego
maska narciarska zbliżyła mi się do twarzy.
„Nie
bądź głupsza” - wycedził.
Facet.
Z tego, co widziałam, biały. Nie było sposobu, by określić kolor jego oczu.
Wszystko
to przyjęłam, ponieważ miałam zdolność widzenia. Nie byłam sprytny ani nie
myślałam o przyszłości.
Ledwo
oddychałam.
I
cała moja koncentracja była skupiona na zimnie na gardle, zimnie, o którym
wiedziałam, że jest ostrzem.
Przysunął
bliżej.
Chciałam
przełknąć. Potrzebowałam przełknąć.
Ale
cholernie bałam się przełykać i co to mogło zrobić z tym, co było zbyt mocno
przyciśnięte do mojego gardła.
„Teraz
bądź grzeczna” - szepnął.
Zimno
minęło, ale użył uchwytu na moich włosach, aby przeciągnąć mnie po podłodze.
Poczułam,
że moje oczy wywracają się do tyłu, moje ręce rzucają się do jego nadgarstków,
żeby się trzymać i podciągnąć, żeby nie było tak dużego ciężaru ciągnącego moje
włosy, bo ból był tak ogromny, że był obłąkany.
Zaciągnął
mnie do łóżka, a jeśli wcześniej zesztywniałam adrenaliną i paniką, kiedy zabrał
mnie do łóżka i co mógłby mi tam zrobić, pochłonęło mnie i nie myślałam o
żadnym ostrzu.
Po
prostu zaczęłam się dziko szarpać, popychać, popychać, wyrzucać nogi, skręcać
się, robić to wszystko błagając - „Nie, proszę, proszę, nie”.
Stłumił
moje wysiłki czterema kolejnymi ciosami w twarz, pozostawiając mnie mrugającą i
walczącą o zachowanie przytomności, zanim położył mnie na plecach na łóżku,
usiadł okrakiem, owinął rękę wokół mojego gardła… i ścisnął.
Poruszając
się z odruchową chęcią pozostania oddychającą, moje nogi kopały za nim, kiedy nie
mówiłam im, żeby to zrobiły, moje biodra wyprostowały się, moje paznokcie
rozerwały jego nadgarstek i przedramię.
Po
prostu sięgnął za mnie, złapał coś ze stolika nocnego i zobaczyłam, jak
oświetla to jego zamaskowaną twarz, kiedy włączał mój telefon.
„Hasło”
- wycedził.
Walczyłam,
a skoro mnie dusił, charczałam.
Podniósł
mnie za gardło i rzucił na łóżko, najwyraźniej zupełnie niewzruszony moim
rzucaniem się.
Wszedł
mi w twarz, zwolnił trochę nacisku na gardło i warknął - „Hasło!”
„Osiem,
siedem, trzy, dziewięć” - odetchnęłam, po czym wciągnęłam szorstki,
zdesperowany oddech, ale dostałam tylko połowę.
Znowu
zaczął mnie dusić.
I
robił to, dzwoniąc.
Nie
obchodziło mnie, czy zadzwoni do Genewy, dopóki wyszłabym z tego żywa.
Więc
walczyłam dalej.
Był
większy ode mnie, szczuplejszy ode mnie, sprawniejszy ode mnie, wyraźnie
silniejszy ode mnie i naprawdę cholernie dobry w duszeniu ludzi.
Zamierzał
mnie zabić.
Kiedy
to sobie uświadomiłam, mój żołądek opadł, myśli eksplodowały w moim mózgu,
uczucia przeszywały mnie, pozostawiając rany.
Strach.
Panika. Żal. Niedowierzanie. Ból.
Kurwa,
Deke mnie znajdzie.
Kurwa,
Deke miał klucz i gdyby ten gość zostawiłby mnie tam, gdzie leżałam po tym, jak
skończyłby mnie dusić, to właśnie Deke by mnie znalazł.
Szarpnęłam
się zaciekle biodrami i głęboko nacięłam paznokciami w jego ciele, czując, jak
przedzieram się przez tkaninę i łamię skórę.
To
było tak, jakby był jeźdźcem rodeo, trzymał się bez wzdrygnięcia.
To
się działo. Ubytek tlenu. Uchodziła ze mnie walka. Moja wizja się rozmywała.
Czerń sączyła się z zewnątrz moich oczu. Zanikało i nic nie było w moim mózgu.
Nic.
Z
wyjątkiem skupienia wszystkich moich wysiłków na wciąganiu powietrza, które po
prostu nie nadchodziło.
Przestałam
miotać się, by skoncentrować się na oddychaniu, a makabryczne, bezużyteczne
odgłosy, które wydawałam, próbując wciągnąć tlen, wypełniły powietrze.
„To
twoja dziewczyna, Justice” - powiedział do telefonu - „Słuchaj” - rozkazał i
mój telefon był przy mojej twarzy.
Słabo
uniosłam rękę, by wsadzić go do jego szczęki w ostatnim wysiłku, by go ze mnie
zepchnąć, ale po prostu odwrócił wzrok i opadła na bok, gdy się dusiłam.
Wziął
ode mnie telefon i powiedział - „Dostarczysz mi to, co mi jesteś winna. Przyniesiesz
to do mnie. Masz tydzień. Jak nie, ona ginie i ta druga też”.
Z
tymi słowami rzucił mój telefon na łóżko i zabrał rękę z mojego gardła.
Przekręciłam
się na bok pod nim, zwijając się w sobie, biorąc jeden po drugim długie,
chrapliwe oddechy, z rękami przy gardle.
„Dotrę
do ciebie. Jak nie dostanę zapłaty, ty zapłacisz” - szepnął mi do ucha - „Poinformuj
ją o tym”.
Z
dłonią na moim gardle obrócił mnie, a ja znów rzuciłam się z przerażenia na
jego uścisk, wykrzykując - „Nie!”.
Ale
po prostu mnie uderzył.
I
znowu.
I
znowu.
I
wtedy wszystko stało się czarne.
*****
Obudziłam
się na łóżku, nie mając pojęcia, jak długo byłam nieprzytomna. Ale moja twarz
płonęła, moje gardło płonęło i miałam tylko jedną myśl.
Wypierdalać
stamtąd.
Dźwignęłam
się na ręce i kolana, niezgrabna i niezdarna ze strachu, i spadłam z łóżka,
lądując całym swoim ciężarem na nadgarstku.
Nawet
nie czułam bólu.
Chwyciłam
łóżko i szafkę nocną, lampa spadła, gdy się podciągałam.
Pomacałam
na stoliku nocnym w poszukiwaniu kluczy i podczas moich wzburzonych poszukiwań
upadły na podłogę.
Upadłam
na kolana, aby je znaleźć i w ciemności faktycznie je uderzyłam, odpychając je
od siebie.
Zrobiłam
to dwa razy, gorączkowo czołgając się za nimi, aż złapałam je w rękę i trzymałam
tak mocno, że metal wgryzł się w moje ciało.
Wstałam
i pobiegłam.
Z
sypialni do wielkiego pokoju i do drzwi wejściowych.
Uderzyłam
w nie.
Były
zamknięte.
Niezdarnymi
palcami otworzyłam je i wyrwałam się z domu, bosymi stopami przeszłam z
gładkiej, kamiennej ścieżki na gryzący żwir mojego podjazdu i nie obchodziło
mnie to.
Wyrzuciłam
rękę, na wpół obejmując pickupa dziadka, przesuwając ją wzdłuż jej boku i
maski, gdy ją okrążałam, aby dostać się do strony kierowcy.
Dotarłam
tam, szepnęłam moją mantrę - „Trzymaj się, trzymaj się. Wsiadaj do auta i jedź.
Trzymaj się, trzymaj się” - starając się włożyć klucz do zamka, aby otworzyć
moje drzwi bez marnowania kolejnej sekundy, wyrzucając je z moich gwałtownie
drżących dłoni.
Zadziałało.
Drzwi
nie wydawały żadnego dźwięku, kiedy je otwierałem (WD-40 nie dało się przebić).
Wspięłam
się na siedzenie, zatrzasnęłam drzwi, zamknęłam je i sięgnęłam do stacyjki.
„Trzymaj
się, trzymaj się. Trzymaj się, trzymaj się” - Trzymałam się tego, aby skupić się na włożeniu
kluczyka, pickup ruszył i wypierdoliłam stamtąd.
Znowu
zadziałało i wrzuciłam bieg do jazdy, wykonałam ciasny zakręt w szerokim (ale
nie tak szerokim) kręgu żwiru, który był końcem podjazdu przed moim domem. I nacisnęłam
gaz, kiedy wjechałam na drogę.
Przez
to nigdzie nie patrzyłam ani nie myślałam o niczym innym, jak tylko dokąd
zmierzałam.
I
kontynuowałam to, jadąc jak pieprzony wariat po moim dojeździe, Ponderosa Road
i całą resztą, aż dotarłam do Main Street.
Musiałam
wjechać na tę ulicę wczesnym rankiem, dochodząc do setki.
Nie
obchodziło mnie to.
Pojechałam
prosto na posterunek policji, zatrzymałam się z piskiem opon pod kątem do drzwi
wejściowych, zajmując oba miejsca dla niepełnosprawnych. Przerzuciłam do parkowania,
pchnęłam drzwi, wyskoczyłam z pickupa i pobiegłam do drzwi wejściowych.
Były
zamknięte.
Spojrzałam
przez szklane drzwi na oficera przy biurku i zaczęłam walić otwartą dłonią w
drzwi.
„Wpuść
mnie”.
Wyszło
jako rzężenie.
Odchrząknęłam,
wciąż waląc, i krzyknęłam tak głośno, jak pozwalało mi na to moje uszkodzone
gardło - „Wpuść mnie!”
Usłyszałam
brzęczyk.
Otworzyłam
drzwi szarpnięciem, rzuciłam się przez nie i pobiegłam do biurka, gdzie oficer
już stał i był w ruchu, zaczynając je omijać z oczami utkwionymi we mnie.
Zatrzymałam
się kołysząc i oświadczyłam - „Ktoś próbował mnie udusić”.
Wtedy
zaczęły płynąć łzy i nie było na to nic.
Upadłam
na kolana i całkowicie zgubiłam swoje gówno w Departamencie Policji Carnal.
O nie! Koniec w takim momencie 😤😭
OdpowiedzUsuńJezu 😢😢😢
OdpowiedzUsuńDziękuję już nie moge się doczekać kolejnego rozdziału
OdpowiedzUsuńDziękuję, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy
OdpowiedzUsuńOOOOOOO ale dziwne z napastnikiem :(
OdpowiedzUsuńTo czekam co będzie dalej.
Coś czuję że zacznie się rozpierducha :)
Łał... chcę więcej ❤ dziękuję
OdpowiedzUsuńO Boże
OdpowiedzUsuńTo pewnie Bianka nawyprawiala coś
Trzymaj się Juss!