czwartek, 17 lutego 2022

22 - Deke obserwował (cz.2)

 

Rozdział 22

Deke obserwował (cz.2)

 

*****

„Myślę, że coś się stało z Roddym i Joss” - Jussy wyszeptała mu do gardła późną nocą w ciemności, kiedy leżeli w jej łóżku, przód do przodu, ze splątanymi kończynami - „Nigdy nie widziałam ich takich, jakimi byli dzisiejszej nocy, gdy mieli do czynienia z Mav’em”.

Pogładziła skórę jego dolnej części pleców i dalej szeptała.

„Z zewnątrz on jest kwintesencją rockmana. Seks, narkotyki i rock’n’roll, im więcej tego wszystkiego, tym lepiej; w jego przypadku narkotyki to alkohol. Ale on ją kocha. Tak bardzo ją kocha, Słonko. I nigdy nawet nie spojrzał na inną kobietę, o ile mogłam zobaczyć. Nigdy by jej nie opuścił. Myślę, że ona to widzi. Myślę, że widzi, jak głębokie jest w nim to uczucie. Myślę, że rozumie, jakie to cenne. Myślę, że w końcu to rozumie”.

„Tak” - mruknął Deke, przeczesując palcami jej włosy.

„Martwi mnie to” - ciągnęła - „To, co powiedziała, sprawiając, że brzmiała tak, jakby powinna była stać przy tacie, mimo że rozszarpał jej zaufanie. Ona nie jest tą kobietą. Żadna kobieta nie powinna być tą kobietą. Wierzy w siebie na tyle, by wiedzieć, że nie musiało tego przyjmować”.

„Miłość jest wystarczająco silna, by znaleźć przebaczenie, Cyganko” - powiedział jej Deke - „Nawet w tak ekstremalnych okolicznościach. Bubba wielokrotnie zdradzał Krys. Zawiódł ją tak wiele razy, trudno policzyć. Odstrzeliła, ale kochał ją wystarczająco, by to zmienić. Kochał ją na tyle, żeby jej to udowodnić. Wyciągnął wszystko co miał. I kochała go wystarczająco, by znaleźć w sobie przebaczenie. Minęły już lata, ci dwoje są tak bliscy, jak Tate i Laurie. Lexie i Ty. Położyli to za sobą i teraz to mają. Twoja mama, jak patrzy wstecz, może zobaczyła, co mogłoby być, gdyby była wystarczająco silna, by wybaczyć, jednocześnie widząc, jak z tego wyszła, zdała sobie sprawę, że to dalekie od surowego interesu”.

Wcisnęła twarz głębiej w jego gardło, mrucząc - „Tak”.

Umilkła, a on wpadł w to razem z nią, przeczesując palcami jej włosy, a loki, jak zawsze, owijały się wokół jego palców, jakby miały własne umysły i nie chciały, żeby puścił.

„Nie dam mu żadnych pieniędzy”.

Te słowa były tak ciche, że Deke automatycznie pochylił podbródek, próbując je wszystkie usłyszeć.

„Maverick’owi?” - zapytał.

Skinęła głową przy jego gardle - „Zdecydowałam. Nie dam mu żadnych pieniędzy”.

„Powiedziałaś mu to podczas rozmowy?”

Znowu skinęła głową, mówiąc - „Jest dobry w miksowaniu dźwięku, Deke. Naprawdę dobry. Mnie chodziło o muzykę, granie na gitarze z tatą, dziadkiem, ciocią Tammy, wujkiem Jimmym. Maverick, kiedy był z nami w trasie, zawsze był z Gordonem, dźwiękowcem taty. Zawsze z tyłu lub gdziekolwiek ustawiono mikser. Myślę, że potrzebuje ukierunkowania. Zdecydowanie musi dorosnąć. I potrzebuje pieniędzy. Myślę, że poczuje się dobrze, będąc w biznesie, biznesie swojej rodziny, robiąc coś, w czym jest utalentowany”.

„Myślę, że masz rację, Jussy” - zgodził się Deke.

„Tak” - odpowiedziała - „Więc powiedziałam mu, że zadzwonię do Gordona. Mr T. Zadzwonię do jeszcze kilku osób, które znam. Zobaczę, czy uda mi się załatwić mu jakieś koncerty. Pracy płatna. Zacznie to. Może stamtąd wystartować i powiedziałam mu, że chcę, żeby to zrobił, znalazł swoją drogę, ale będę przy nim. Rozsądni ludzie, dobrzy, nie zarabiają milionów, ale radzą sobie dobrze. Nie będzie w stanie utrzymać swojej mamy w taki sposób, w jaki przez całe życie wykorzystywała tatę przez Mav’a. Nie, jeśli sam chce mieć dobre życie. Musi się uwolnić. I myślę, że on to widzi i to też jest dobre”.

„To zdecydowanie dobre” – potwierdził Deke.

„Więc nie dam mu żadnych pieniędzy. Pomogę mu odnaleźć drogę. Pomogę mu dorosnąć. A potem, jeśli się zbierze, może…” - poczuł, jak potrząsa głową - „nie poproszę Dany, żeby to zrobiła, ale może oddam mu część mojej części pieniędzy taty”.

Deke nic na to nie powiedział.

Odchyliła głowę do tyłu i zapytała - „Myślisz, że to właściwe?”

Spojrzał na nią - „Myślę, że to twoje pieniądze, Cyganko, twój brat. Więc myślę, że cokolwiek zdecydujesz, będzie słuszne”.

„Okej” - odpowiedziała, ściskając mu lekko ramiona - „Ale jeśli to byłbyś ty. Twój tata. Twój brat. Twoje pieniądze. Myślisz, że to właściwe?”

„Tak, Justice, myślę, że to właściwe”.

W ciemności dostrzegł błysk bieli jej uśmiechu.

„Wiedziałam. Całkowicie. Siedziałam tam z nim, słuchając go i uświadamiając sobie, że zdał sobie sprawę, że jego mama nim gra, może nie przez te wszystkie lata, ale zdecydowanie z ostatnim fiaskiem. I dostałam wyraźną wskazówkę, że wiedział, że po tym, jak ci trzej prawnicy odradzali to, że gówno nie pójdzie dobrze, ale ona to naciskała i po prostu zwyczajem było, że jej na to pozwalał. Teraz stracił tak wiele, nie tylko pieniądze, ale przebywanie z ludźmi, którzy kochali tatę, kiedy wszyscy byliśmy w żałobie, żeby mu pomóc, zaczyna dostrzegać, że on mógł im pomóc, że „oni” to ja. I to jest głębokie. Ale wiedziałam, że nie mogę się poddać. Nie powinnam go podpierać. Musiałam poprowadzić jego drogę. I wiedziałam o tym, bo przez cały czas naszej rozmowy myślałam, że gdyby mój mężczyzna znalazł się w takiej sytuacji, co by zrobił Deke?”

Deke zaśmiał się cicho i wciągnął ją głębiej w ramiona, skręcając jej włosy w pięść.

„Jesteś taka pełna gówna” - mruknął.

„Nie. Całkowicie. Kupię bransoletkę z wyhaftowanym na niej C.B.Z.D.” - stwierdziła z uśmiechem w głosie - „Będę patrzeć na to za każdym razem, gdy będę w sytuacji, co wydaje się często zdarzać w moim życiu, mimo że staram się trzymać nisko głowę”.

„Skończ to” - Nadal mamrotał, ale robił to z uśmiechem.

„Będę. Specjalnie zamówię to jutro”.

Uśmiechnął się do niej, używając pięści z tyłu jej głowy, by delikatnie wepchnąć jej twarz do gardła, powtarzając - „Skończ to, Cyganko”.

Poczuł, jak całuje włosy jego brody.

Mieli chwilę ciszy, a potem jej głos brzmiał sennie, gdy powiedziała - „Do bani koniec dobrej imprezy”.

„Będziemy mieli jeszcze niejedną”.

Przytuliła się bliżej - „Tak. Będziemy”.

Pochylił szyję i powiedział w czubek jej włosów - „Idź spać, mała”.

„Zrobię to, jeśli pójdziesz” - odpowiedziała.

„Pójdę” - obiecał.

„Dobrze, Deke. Kocham cię, Słonko”.

„Ja też cię kocham, Cyganko”.

Znowu pocałowała go w gardło i ułożyła się.

Niedługo potem jej ciało rozluźniło się we snie.

Kiedy Deke to poczuł, podążył za nią.

*****

„To trochę kłuje” - stwierdził Joss późnym popołudniem następnego popołudnia, a Deke oderwał wzrok od Rembrandta i Jussy na podjeździe, zwróconych plecami do Joss i Deke’a.

Rod trzymał Jussy w czułym uchwycie za szyję i mieli głowy zgięte do siebie.

Deke spojrzał na Joss, aby zobaczyć, że patrzy na dom.

Wtedy właśnie Deke zwrócił uwagę na dom i przez okno zobaczył Mavericka, siedzącego na kanapie w kącie, z włączonym telewizorem i pochylonym się w jego stronę.

Przy drzwiach pożegnał się nieco sztywno i zupełnie niezręcznie. Ale nie był dupkiem. Nie obudził się jako taki. Był cichy, czujny, ale spoko przez cały dzień. Między nim a Justice istniała wyraźna sympatia, której on nie umiał dawać siostrze, ale, ponieważ ona nigdy nie wyszła z praktyki, szybko się rozgrzał.

Z Joss i Rodem był ostrożny, ale to też zaczęło mijać w miarę upływu dnia, ponieważ Joss i Rod prowadzili go tam. To, co zostało zrobione, zostało zrobione, posuwali się do przodu i przekazali mu to.

Deke widział, jak rozgrywa się rutyna i podejrzewał, że nie zgubili jej Jussy, Rod czy Joss. Dzieciak wyłaniający się spod tych bzdur, które spiętrzyła na nim matka, widząc ludzi wokół niego takimi, jakimi byli. I wiele to mówiło o Rodzie i Joss (Deke wiedział, że Jussy oddawała to swojemu bratu), że się nie poddawali, myśląc, że to nie jest warte wysiłku, skoro wróci do kobiety, która mu namotała w głowie i spieprzyła całe jego życie, a on pozwoli jej znowu sobie to wpakować.

Teraz to do niego należało, by wrócił i nie pozwolił, by znów go w to wpakowała.

„Joss?” - zawołał, kiedy powiedziała swoje słowa i nie kontynuowała.

Zadrżała i spojrzała na niego, jakby zapomniała, że tam jest. Potem uśmiechnęła się przepraszająco.

„Przepraszam. Po prostu…” - wskazała głową w stronę domu - „…on wygląda tak, jak Johnny w tym wieku”.

Tak, ten dzieciak wyglądający jak mężczyzna, którego bardzo kochała, dała mu piękną córeczkę, a potem straciła go na dziesięciolecia. To by cholernie kłuło.

Zerknęła z ukosa na Roda i Jussy, którzy wciąż byli skupieni, zanim odwróciła się do nich plecami, zbliżyła się do Deke’a i zniżyła głos.

„Ten dzieciak, może ma w sobie dobro” - zaczęła - „Ma gdzieś w sobie Johnny’ego, więc to może mieć. Ale Deke, zrozum mnie, on długo gra w tę grę. Zawsze tak było. Chcę mieć nadzieję dla Jussy, a także dla niego, że ta ostatnia bzdura wyrwie mu głowę z tyłka. Ale historia dowiodła, że równie dobrze to może być zadaniem niewykonalnym. Jussy da z siebie wszystko. Rozumiesz…”

„Joss” - przerwał jej Deke, wypowiadając też cicho jej imię, ale nie kontynuował.

Wpatrywała się w jego oczy, zanim jej zaczęły się świecić.

„Jasne, rozumiesz” - mruknęła.

„Tak” - stwierdził - „Mam to”.

Jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, który był naturalny, ale nieprzyjemnie zbyt seksowny, biorąc pod uwagę, że kobieta była matką jego kobiety. Ale Deke uznał, że to jedyny sposób, w jaki umiała to zrobić.

Podniosła rękę do jego ramienia, podeszła do niego i przesunęła dłoń po nim, wspinając się na palcach.

Uściskała go.

Uściskał ją z powrotem.

Rozstali się, ale trzymali się blisko.

„Zaopiekujesz się moją dziewczyną?” - zapytała, wiedząc, że nie musi o to prosić, a była piękna, młoda w sposób, w jaki nigdy się nie zestarzeje, ale nadal była matką. Więc poprosiła o to.

„Masz moją obietnicę” – odpowiedział.

Uśmiechnęła się, ścisnęła jego biceps i odwróciła się, wołając - „Rod, kochanie, musimy ruszyć z tym przedstawieniem w trasę”.

Nie wypuszczając jej z karku, Rod obrócił Jussy.

„Już idę, piękna, dwie sekundy” - odpowiedział, pochylając się z powrotem do Jussy, biorąc dwie sekundy, a potem, stłoczeni, z twarzami wciąż blisko siebie, Rod zaczął odprowadzać Cygankę Deke’a z powrotem do jej mężczyzny.

Przybyli i rozstali się po tym, jak odwrócili się do siebie i po długim uścisku.

Rembrandt wyciągnął rękę do Deke’a.

„Dobre pancakesy. Dobrzy przyjaciele. Fajny facet. Miło cię poznać, człowieku” - powiedział.

Deke wziął go za rękę, obaj ujęli się mocno, zanim puścili, i powiedział - „To samo. Chociaż następnym razem ty jesteś na służbie pancakes’ów”.

„Umowa stoi” - powiedział Rod. Zawłaszczając swoją żonę i przyciągając ją do siebie, zaprosił - „Powinniście pomyśleć o przyjeździe do Malibu na Boże Narodzenie”.

„Plaża w Boże Narodzenie brzmi dobrze, ale pracuję zimą, więc mam wyłączoną dobrą pogodę” - powiedział mu Deke, a robiąc to również zawłaszczył Jussy - „Jakby tak było, Jussy może jechać. Spotkamy się tam dzień przed Wigilią, ale będę musiał wrócić dzień po Bożym Narodzeniu”.

„Nie chcę wpraszać się po niespodziewanej wizycie, ale myślę, że Jussy będzie chciała być w swoim nowym domu na święta” - Joss weszła, patrząc na męża - „I będą białe”.

„Zawsze jesteście tu mile widziani” - powiedziała Jussy - „Wiesz to. Z wyjątkiem sytuacji, gdy pokazujesz się bez żadnego powiadomienia” - Uśmiechnęła się - „Ale kiedy przestanę być wkurzona, też jesteś mile widziana”.

Matka i córka wymieniły się uśmiechami. Rod i Deke wymienili spojrzenia. Potem matka i córka rozdzieliły się ze swoimi mężczyznami, by wpaść sobie w ramiona, by przytulić się, co trwało o wiele dłużej niż u Jussy i Roda.

Deke odsunął się. Rod też.

Dali im czas.

Kobiety wykorzystały ten czas.

Potem wyszły sobie z ramion z miękkimi twarzami, ciepłymi spojrzeniami i niskimi pomrukami, których Deke nie próbował usłyszeć, bo to nie była jego sprawa.

Rod otworzył drzwi Joss i przeniosła się tam. Jussy przyszła do Deke’a. Objął ją ramieniem.

Joss posłał córce buziaka, Deke’owi uśmiech i wsiadła.

Rod zasalutował Deke’owi dłonią do czoła, przesunął dłoń w diabelskie rogi i wystawił język do końca na Jussy, wywołując u niej chichot, a wszystko to, gdy okrążał maskę. Joss machała im przez całą drogę i Deke wiedział, że to zrobiła, ponieważ Jussy wciągnęła go na środek tego pasa, zmuszając go do chodzenia z nią, podążania za samochodem na nogach, obserwowania i machania w odpowiedzi.

Kiedy SUV skręcił w prawo na Ponderosa Road i stracili go z oczu wśród sosen, zatrzymali się.

„Tak, Mr T odhaczony. Mama odhaczona. Mav odhaczony. Masz tylko do odhaczenia Lace, Danę i, kiedy uznasz, że nadszedł czas, Biancę” – oświadczyła.

Spojrzał w dół na nią.

Patrzyła na niego w górę i wciąż mówiła.

„A jeśli dotąd nie zauważyłeś, a z tym kim jesteś, jestem pewna, że zauważyłeś, najtrudniejsze jest za nami. Lace na pewno spróbuje cię upić i wydobyć twoje najskrytsze sekrety, ale zauważy, że mnie uszczęśliwiasz, więc będzie całkowicie z tobą. Dana będzie się tobą zajmować, jakby była twoją matką, nawet jeśli jest tylko rok starsza od ciebie. A Bianca polubi cię od razu, ale ostrzegam, jest teraz powiązana z członkiem kartelu, więc jeśli kiedykolwiek mnie zranisz, z jej pasją zemsty, gówno może stać się paskudne”.

Deke zaczął chichotać i to zrobił, zwijając ją do siebie.

Przestał to robić w połowie pocałunku, który jej dał.

Kiedy się odsunął, wzięła go za ramię i zaczęła głaskać jego brodę.

„Roddy chce, żebym nagrywała” - powiedziała cicho.

Ramiona Deke’a zacisnęły się - „Tak?”

Posłała mu szeroki uśmiech - „Mówi, że zaprzeczam w ich historii rock’n’rolla kolejnemu pokoleniu Lonesome”.

Deke wiedział, że Rembrandt się nie mylił.

Ale nic nie powiedział, ponieważ to musiała być wyłącznie decyzja Jussy.

Nie poszła tam, kiedy szła dalej.

„Zaproponuję Mav’owi pozostanie tutaj przez tydzień. Dopóki nie załatwię mu mocnego koncertu, na który mógłbym wrócić w LA. Po prostu, wiesz, zobaczę, czy mogę dać mu to, czego potrzebuje, aby dowiedział się, co ma ode mnie, więc kiedy wróci do swojej mamy, będzie to w nim głęboko”.

Deke miał wrażenie, że robił to już niezliczoną ilość razy, ale powiedział tylko - „Dla mnie w porządku”.

Przechyliła głowę, a jej spojrzenie stało się intensywne - „Jesteś pewien?”

„Kotku, on jest twoim bratem. Jest w takiej, a nie innej sytuacji. A ty chcesz się nim opiekować. Jestem pewien. Jak zacznie cię ogrywać, a ja to wyczuję, porozmawiamy jeszcze. Ale teraz tego nie wyczuwam. Więc tak. Powtórzę. Jestem pewien”.

Jej oczy zabłysły, podniosła się na palcach i przesunęła rękę z brody na tył jego głowy, by przyciągnąć go do siebie.

Znowu się pocałowali.

Kiedy skończyli, wymamrotała - „Muszę zacząć kolację”.

„Jussy, zjedliśmy późny lunch” - odpowiedział - „A nie ma nawet czwartej”.

„Nadal muszę zacząć kolację” - odpowiedziała.

Jej powtórzenie tego było nagle intrygujące.

Więc przechylił głowę - „Co jest na kolację?”

Wtedy jej twarz rozjaśniła się.

„Kanapki z żeberkami”.

Deke wybuchnął śmiechem, obracając ją, owijając ramię wokół jej ramion i owijając ją na szyi, bardzo podobnie jak Roda i wciąż zupełnie inaczej.

Potem odprowadził swoją Cygankę z powrotem do jej brata, w ciepło jej domu…

I jej przygotowań do kanapek z żeberkami.

 


 

6 komentarzy: