Rozdział
10
Złapię
cię
Justice
To
było po mojej drzemce.
Było
też po powrocie dziewczyn, sprzątaniu przyczepy i zapełnianiu szafek i lodówki.
Zostały. Gapiliśmy się. Potem odjechały.
I
na koniec, po tym, jak Deke i ja rozbiliśmy obóz przed jego małym telewizorem,
który był zasilany z anteny satelitarnej i obejrzeliśmy Profesjonalistę.
Jeden
z moich ulubionych filmów.
I
odkryłam, że to też jeden z ulubionych Deke’a.
Zauważyłam
również, że twarz Deke’a złagodniała, gdy zauważył, że płaczę, gdy Leon musiał
pozwolić Matyldzie zejść przewodem zsypowym. Zrobiła się łagodna tuż przed tym,
jak wyciągnął mnie z mojego rogu kanapy do siebie i trzymał przez resztę filmu
(więc nie widział, kiedy później znów zaczęłam płakać, chociaż po sposobie, w
jaki zaczęły się plątać jego palce w moich włosach, pomyślałam, że się
domyślił).
Była
pora kolacji, a ja siedziałam ze skrzyżowanymi nogami na jego kanapie,
obserwując, jak w swojej maleńkiej kuchni smaży pieczeń i robi tosty.
Smażenie
pieczeni i robienie tostów.
Dziewczyny
przyniosły ogromne ilości jedzenia. Tyle jej, że część zajmowała niewielką
przestrzeń na kontuarze, którą miał Deke.
Nie
przygotowały nas na kilka nocy w przyczepie Deke’a. Przygotowały nas na
trzymiesięczne oblężenie. I robił mi smażoną pieczeń na grzance, pokrojone
amerykańskie sery i gotowe.
Tak
jak mu powiedziałam, że lubiłam.
Właśnie
z tym – nie wspominając o każdej chwili tego dnia, w której na nowo słyszałam
ryk Deke’a na komisariacie – wiedziałam.
Mogłabym
pogodzić się z jego granicami.
Nie.
Mogłabym
tak całkowicie pogodzić się z jego
granicami.
Jasne,
te granice nie obejmowały seksu i możliwej przyszłości, która obejmowałaby moje
urodzenie dużych chłopców o orzechowych oczach. Ale ze wszystkim, co dawał mi
Deke: opieka, przytulanie, ochrona, przytulanie (warte drugiej wzmianki, bo
Deke był w tym tak dobry), sprawiając, że po tym, co się wydarzyło, czułam się
- co wydawało się niemożliwe do osiągnięcia - bezpieczna w jego sferze, a
zwłaszcza w jego ramionach, mogłabym to wziąć.
Miałam
wielu przyjaciół i rodzinę, która mnie kochała. Najbliżsi robiliby to samo.
Deke
był teraz częścią tego. Podobnie jak Krystal, Lauren, Twyla i nowy dodatek -
Lexie.
Dziewczyny
nie oferowały przytulania (chociaż wszystkie oprócz Krys i Twyli, byłam pewna,
że zrobiłyby to, gdyby Deke już tego nie zapewniał). Ale to, co robiły, było
super fajne.
I
nawet z moją nowo odkrytą akceptacją tego, co Deke był gotów mi dać,
wiedziałam, że nadejdzie dzień, kiedy on kogoś znajdzie, lub ja znajdę i ta
bliskość typu przytulanie będzie musiała zniknąć.
Ale
był tam w każdy możliwy sposób, w jaki mogłam kogoś potrzebować, a także w
dniu, który, poza tymi, w których straciłam ludzi, na których mi zależało, był
najgorszym w moim życiu.
Więc
tak.
Mogłam
pogodzić się z jego granicami.
Zwłaszcza,
jeśli przyjechałyby z kanapkami smażoną pieczenią w jego niesamowitej
przyczepie.
Ta
myśl sprawiła, że ponownie rozejrzałam się po jego przestrzeni.
Odkryłam,
że nie pomyliłam się przy pierwszym, drugim, trzecim (itp.) przeglądzie.
Kochałam
każdy kawałeczek jego przyczepy.
Nie
było niespodzianką, że mieszkał w przyczepie podróżnej pośrodku pustkowia, ale
tuż nad pięknym jeziorem. Nie wypatrzyłam nawet jednego domu zbudowanego wokół
tego jeziora. Wydawało się, że był tu tylko Deke i jego przyczepa.
A
wszystko to wydawało się takie właśnie Deke.
Deke
mieszkający samotnie i na kółkach. Ustawiający przyczepę do swojego pickupa, będący
gotowy do drogi.
Kochałam
to w nim. Podobało mi się to, że był mężczyzną niepodobnym do żadnego
mężczyzny, jakiego kiedykolwiek spotkałam, a wszystko to było interesujące,
wiele z tego było słodkie, część zabawna, całość była dobra.
Poczułam
uśmiech na ustach, kiedy rozejrzałam się i zauważyłam, że nie tylko był gotów
iść, ale umiał zrobić to w dobrym stylu. Wnętrze przyczepy było jak muzeum
drogi i wewnętrzny przewodnik po psychice Deke’a.
Do
ścian przyklejono plakaty z wieców, festiwali muzycznych i koncertów. A jeśli
te plakaty były jakąś wskazówką, nie tylko miał naprawdę dobry gust muzyczny,
ale podróżował daleko i w tę i z powrotem około piętnastu razy.
Tak
jak ja.
Wszędzie
były też ponaklejane naklejki zewsząd, od sklepów motocyklowych po bary, jadłodajnie
i kawiarnie.
Ponadto
istniała grupa naklejek na zderzak, od zabawnych po głębokie. Jak ta, na której
widniała twarz szturmowca z Gwiezdnych Wojen, a obok „Miałem przyjaciół na tej
Gwieździe Śmierci”. I jeszcze jedna, która głosiła: „Pula genowa może użyć
trochę chloru”. I inna, na której było: „Wbrew przekonaniu, nikt ci nic nie
jest winien”.
Potem
pojawiły się przypadkowe cytaty, takie jak „Opieraj się dużo. Bądź trochę posłuszny”.
I Kurta Vonneguta „Chcę stanąć tak blisko krawędzi, jak tylko mogę, bez
przekraczania granicy. Na krawędzi można zobaczyć różne rzeczy, których nie
można zobaczyć od środka”.
Zobaczyłam
Clinta Eastwooda za długą lufą pistoletu. Bruce’a Lee w strefie. James’a Dean’a
opartego o samochód. Fałszywą kartę baseballową z Willem Farrellem w mundurze
Cub’a. Wszystko to przeplatało się z Wolną Ameryką. Orły. Flagi. Gwiazdy. Wujek
Sam. Rosie Nitownica. „Nie depcz mnie”. „Wolność lub śmierć”. Nie wspominając o
maksymie każdego prawdziwego motocyklisty: „Jedź wolny lub umieraj”.
I
to była tapeta Deke’a, od salonu po sypialnię, a nawet w maleńkiej łazience.
To.
Pieprzenie.
Rządziło.
„Twoja
przyczepa pieprzenie rządzi” - powiedziałam mu, a jego spojrzenie przeniosło
się z patelni na mnie.
„Powtórz?”
„Twoja
przyczepa… pieprzenie… rządzi” -
powtórzyłam, uśmiechając się do niego.
„Mogłabym
powiedzieć, że naklejka na zderzak Storm Trooper jest moją ulubioną, ale mogę
również powiedzieć, że Nie marnuj czasu
na wyjaśnienia… Coelho jest moją ulubioną, bo ludzie słyszą tylko to, co
chcą usłyszeć”.
Deke
wpatrywał się we mnie.
„Ale,
tak tylko mówię” - powtarzałam - „…sam fakt, że wybrałeś Airstream już sprawił,
że było to totalnie fajne”.
Mój
uśmiech poszerzył się, gdy wskazałam przestrzeń machnięciem ręki, jednocześnie
łagodząc wzdrygnięcie, jakie dał mi ten ruch, bo po drzemce moje ciało dawało
do zrozumienia, że protestuje przeciwko prawie uduszeniu na śmierć.
Przetrwało,
to była dobra część.
Ale
to przypominało mi opłatę, którą pobrano.
Zignorowałam
ból i dokończyłam - „Po prostu z tym wszystkim sprawiłeś, że było nieskończenie
fajniej”.
Deke
nie skomentował moich komplementów.
To,
co zrobił, to zdjął patelnię z palnika, podszedł do lodówki, chwycił butelkę piwa,
odkorkował ją i otworzył szafkę.
Jego
ręka uniosła się i wyszła z kredensu z dwiema białymi butelkami.
Następnie
podszedł do mnie, podał mi piwo i rozkazał - „Podaj mi rękę, dłoń do góry”.
Uniosłam
dłoń w górę.
Deke
otworzył butelki i wysapał dwie aspiryny i cztery ibuprofen.
Nie
byłam przeciwna potędze legalnych farmaceutyków.
Jednakże.
„Deke,
to dużo tabletek”.
„Weź
je” - polecił.
„Ale…”
„Weź
je albo dam ci kanapkę, a potem wsadzę twój tyłek do mojego pickupa i zawiozę
cię do hotelu Carnal. Kupili wanny. Nie możesz nawet machnąć swoją cholerną
ręką, nie krzywiąc się. Potrzebujesz ibuprofenu lub potrzebujesz moczenia. Twój
wybór”.
Okej,
musiałam przyznać, że po całym tym przytulaniu miałam wrażenie, że seks z Deke’m
byłby cholernie zdumiewający.
Mimo
to, zdecydowanie bym przyjęła jego rodzaj przyjaźni, która obejmowała
opiekowanie się mną w jego sposób twardziela, nawet bez seksu (chociaż z tego
ostatniego zrezygnowałam niechętnie).
„Zostawić
twoją zajebistą przyczepę, zanim przeczytam wszystkie twoje naklejki?” –
zapytałam, podnosząc rękę i wkładając tabletki do ust. Wszystkie. Zassałam je wychylając
trochę piwa, a po przełknięciu niepotrzebnie udzieliłam mu odpowiedzi -
„Wybieram Airstream. Powiem tylko, że jeśli mam wybór być tutaj lub prawie
gdziekolwiek na Ziemi, z wyjątkiem pokoju w domu mojego taty, w którym będę przechowywała
swoją kolekcję gitar, wybrałabym tutaj”.
Coś
przesunęło się po jego twarzy, co naprawdę chciałam rozszyfrować, ale w tym
momencie zadzwonił mój telefon.
Spojrzałam
na niego na kanapie obok mnie i zobaczyłam, że mówi Mr T DZWONI.
Spojrzałam
z powrotem na Deke’a - „Mr T”.
Jego
oczy powędrowały z telefonu na mnie - „Tak”.
Zaczął
wracać do kuchni (ta podróż zajęła Deke’owi wszystkie dwa kroki), a ja wcisnęłam
ekran, aby nawiązać połączenie i włączyć głośnik.
„Hej,
Mr T. Jesteś na głośniku” - przywitałam się.
„A
do kogo miałabym mówić?” - wrócił do mnie głos Mr T.
„Ja
i Deke”.
„Deke
Hightower?” - spytał Mr T i mój wzrok powędrował do Deke’a.
Jego
nazwisko brzmiało Hightower?
Oczywiście,
że tak.
To
było zajebiste nazwisko.
Ale
skąd Mr T o tym wiedział?
„Uh…
tak, uh…” - wyjąkałam.
„Jestem
teraz w drodze z Departamentu Policji Carnal, zmierzam do hotelu Carnal” -
wtrącił się Mr T, aby to powiedzieć - „Ostatnie pół godziny spędziłem na
instruktażu od brzmiącego na zdolnego do litości porucznika Keatona. A
porucznik Keaton poinformował mnie, że jesteś obecnie pod opieką pana Deke
Hightower’a”.
Pod
opieką pana Deke Hightower’a.
Mr
T był przezabawny.
„Jestem”
- potwierdziłam, starając się nie chichotać z wyrazu twarzy Deke’a, gdy patrzył
z nieskrywaną irytacją pomieszaną z równie nieskrywanym zaskoczeniem na mój telefon.
Mówiły, że nie był wielkim fanem nazywania go „pan Deke Hightower” i był trochę
zszokowany (i przerażony) tym, że Mr T był taki nadęty. Następnie zapytałam Mr
T o coś, co również było niepotrzebne - „Więc dotarłeś do miasta w porządku?”
„Zaprawdę,
Justice”.
„Deke
robi nam kolację” - powiedziałam - „Kiedy skończymy jeść, wsiądziemy w…”
„Nic
takiego nie zrobisz” - przerwał mi szorstko Mr T - „Na szczęście, jak
poinformowałaś go, że przyjadę, i dałaś mu pozwolenie na rozmowę ze mną jako
członkiem twojej rodziny, porucznik Keaton był raczej otwarty na twoją gehennę.
Musisz pozostać na miejscu i odpocząć. W rzeczywistości powinnaś być bardzo
ostrożna z każdą aktywnością przez kilka następnych dni, dając swojemu ciału
czas na wyleczenie, a także energię, aby to zrobić”.
Przechyliłam
głowę na bok, ciche pytanie do Deke’a.
Miałam
nadzieję, że zrozumiał moje nieme pytanie, bo skinął głową.
„Czy
chcesz otrzymać wskazówki, jak tu wyjechać?” - zapytałam - „Na kolację nie ma
homara, ale jest mniam”.
„Nie,
dziękuję” - odpowiedział Mr T i chociaż chciałam go zobaczyć, zwłaszcza w
takich chwilach, jak ta, kiedy był w najlepszej formie, kompetentny i wspierający
podczas burzy, byłam trochę zadowolona.
Miałam
podporę podczas burzy.
Deke’a.
A
poza tym Mr T zdecydowanie nie chciałby kanapek z pieczenią.
„Mam
telefony do wykonania i rzeczy do załatwienia” - wyjaśnił Mr T - „Umówimy się
na poranek po tym, jak trochę odpoczniesz. Jednak muszę teraz z tobą
porozmawiać o kilku z tych rzeczy, o które się staram”.
„Wywal
to na mnie, Mr T” - zaprosiłam.
„Racja”
- stwierdził, cały w biznesie - „Byłem w kontakcie z Kai’em Masonem. Obecnie
nie ma w swojej drużynie możliwości wysłania ochroniarzy. Zasugerował firmę w
Denver, którą gorąco poleca. Zrobiłem kilka badań na ich temat i zgadzam się z
Masonem. Może to być okazja do wielozadaniowości, ponieważ chociaż ta firma
świadczy usługi ochroniarskie, to głównie prowadzi dochodzenia. Są bardzo dobrzy.
I chociaż jej rodzice poinformowali mnie, że będą szukać własnych śledczych,
chciałbym, abyś zgodziła się zaangażować ich w odnalezienie Bianki. Mogą
koordynować wysiłki z zespołem Constantine’a lub Constantine, jak powinien,
może bezpośrednio zatrudnić tych Nightingale Investigations”.
Pomyślałam
o mężu Stelli Gunn, Kai’u „Mace” Masonie. Przyjmował podwójny obowiązek jako
jej ochroniarz (chociaż, jeśli rozmawiałaś o tym z Macem, nie był to w jego
oczach obowiązek, z wyjątkiem tego, który miał przed sobą przymiotnik „mężowski”).
Prowadził również firmę ochroniarzy i byli bardzo rozchwytywani, bo byli
naprawdę dobrzy w tym, co robili.
Lacey
ich używała.
Tata
ich używał.
Pomyślałabym
o nich, ale Deke nie marnował czasu na tworzenie grupy lokalnych twardzieli do
pilnowania nas, a skoro tak się stało, nie musiałam tego robić.
I
poznałam starego pracodawcę Mace’a, Lee Nightingale’a. Znałam jego żonę lepiej,
bo była naprawdę dobrą przyjaciółką Stelli Gunn. Ale poznałam też wielu
przyjaciół Lee, ci faceci byli również jego ekipą i byli prawdopodobnie
bardziej twardzi niż Deke i Tate.
Myślałem
o tym wszystkim, gdy patrzyłem, jak Deke przestaje tryskać musztardą na tosty,
żeby na mnie spojrzeć i potrząsnąć głową.
„Cóż,
Mr T…” - zaczęłam.
„Jeszcze
jedna sprawa, Justice, zanim porozmawiamy”.
„Okej”
- odpowiedziałam.
„Porucznik
Keaton powiedział, że pan Hightower ma już kilku miejscowych świadczących takie
usługi bezpieczeństwa. Początkowo byłem przeciwny temu pomysłowi, ale Keaton
powiedział, że tą ekipą kieruje Tatum Jackson. Z tego, co udało mi się odkryć w
krótkim czasie, w którym musiałem szukać, Jackson ma umiejętności, które
sprawią, że kłopotanie ludzi z Nightingale Investigations z wysyłaniem
ochroniarzy będzie niepotrzebne. Nadal mogą szukać Bianki. Jeśli jednak życzysz
sobie, aby pan Jackson kierował lokalną załogą, będę musiał się z nim skontaktować
w celach rozliczeniowych”.
W
tym momencie przemówił Deke.
„Tate
nie będzie chciał zapłaty”.
„Lonesome
nie oferują przysług” - poinformował go natychmiast Mr T - „Żaden Lonesome nie
jest nikomu nic winien.”
To
była prawda.
To
był sposób Mr T, który według niego był jedyny.
„Tate,
ani żaden z chłopców też nie będzie chciał przysług” - odparł Deke - „Zrobią to
dla Jussy. Mieszka tutaj. Jest jedną z nas. Dbamy o naszych. Więc nie kontaktuj
się z Tate’m i nie proś go o wystawienie rachunku. To go wkurzy”.
Chociaż
podobał mi się pomysł bycia jedną z nich, wtrąciłam się w tym momencie, bo
najwyraźniej byłam Lonesome, a Mr T dobrze mnie nauczył.
Nie
bądź nikomu nic winien.
„Właściwie
mogę im wszystkim zapłacić za pomoc”.
Zirytowane
spojrzenie Deke’a przeniosło się z mojego telefonu na mnie.
„Nie
o to chodzi” - odparł - „Jak chcesz coś zrobić, to kup każdemu po butelce ich
ulubionego bimbru i załatwione. Ofiarujesz cokolwiek innego, to tak jak wprost
zniewagę, Jussy”.
Uśmiechnęłam
się do niego i obserwowałam z wielkim zainteresowaniem, jak jego uwaga opadła
na moje usta i z jakiegoś powodu, po raz pierwszy od jakiegoś czasu, jego wyraz
twarzy nie stał się zirytowany (lub w tym momencie pozostał zirytowany), gdy zobaczył mój uśmiech.
Jego
twarz złagodniała, a jego oczy rozgrzały się, kiedy wróciły do moich po tym,
jak zaczęłam mówić.
„Wygląda
na to, że muszę się czegoś nauczyć o twardzielach górskich”.
„Doprowadzimy
cię tam” - mruknął.
Moje
serce podskoczyło.
My
zaprowadzimy mnie tam?
Niby
ja… i on? Tacy my?
My
sprawimy, żebym zrozumiała twardzieli z gór?
Dlaczego
miałabym to robić, gdybym nie miała własnego?
Innymi
słowy, co to do diabła znaczyło?
Deke
wrócił do musztardy i powiedział to.
Nie
do mnie.
Do
Mr T.
„I
mam znajomego, który ma znaleźć Biancę. Poznałem załogę Nightingale’a. Są
wyjątkowi. Nie wiem, jaki byłby wynik starcia między Deckiem a Lee Nightingale’em
lub którymkolwiek z jego ludzi. Po prostu wiem, że mój chłopak Jacob Decker nie
będzie się pieprzył, a już jest w pracy”.
Okej.
Uh.
Skąd
Deke znał Lee Nightingale’a?
Nie
byłam pewna, czy chcę wiedzieć.
Z
drugiej strony kłopoty na stałe zagościły w Carnal, a ostatnio zamieszkałam w
mojej leśnej oazie. A z tego, co wiedziałam, Lee Nightingale był fanem nękania
kłopotów.
Więc
to mogło być to.
„W
takim razie będę musiał porozmawiać z tym Jacobem Deckerem” - powiedział Mr T
do Deke’a.
„Poproszę
Jussy, żeby wysłała ci jego numer telefonu” - odparł Deke, jednocześnie wciąż kładąc
plasterki sera na tosty - „Chcę Jussy w jej domu jutro. Mam pracę do zrobienia.
Joe Callahan musi zacząć swoje. A ona musi wrócić na to siodło. Będziemy tam od
siódmej. Nie spuszczę jej z oczu, więc będzie tam, dopóki nie skończę o
szóstej. Chcesz z nią obiad lub kolację, coś wymyślimy, ale kiedy ona to robi,
nie zostawia mnie i nie w mieście. Chcę, żeby znalazła się w ograniczonym
obszarze, gdzie jest słabo widoczna, nie tylko z powodu tego popierdolca, ale
dlatego, że nie potrzebuje żadnej uwagi, gdy to gówno się dzieje. Ale głównie z
powodu tego popierdolca. Obserwuje ją, czego nie mogę kontrolować, będzie po
tym, jak ten dupek znajdzie się za kratkami”.
Przez
to moje serce ominęło wiele uderzeń.
Tuziny.
„Zgoda”
– odpowiedział Mr T, a ja zwróciłam zdziwione oczy na telefon.
Nikt
nie rozkazywał i nie rozstawiał Mr T. Ani tata nawet podczas artystycznego
napadu złości, ani dziadek w tym samym czasie.
I
nikt poza nim nie opiekował się Lonesome.
Nikt.
„Jutro
o ósmej rano będę w domu Justice” - kontynuował Mr T - „Justice zgłosiła mi
stan swojego domu i wyobrażam sobie, że nie ma jeszcze kuchni. Chcesz, żebym
przyniósł śniadanie?”
„Jedź
do La-La Land” - rozkazał Deke. Po umieszczeniu pieczeni na kanapce dokładał
kolejną warstwę sera - „Weź nam kawę i cokolwiek z gabloty. To nas ustawi”.
„La-La
Land?”
„Na
Main Street. Jedyna kawiarnia, którą mamy. Nie możesz tego przegapić”.
„Doskonale,
panie Hightower. Do zobaczenia jutro o ósmej z Justice”.
„Deke”
- mruknął Deke, wywrócił torebkę z chipsami, którymi przykrywał moją kanapkę z
pieczenią i cały talerz.
„W
porządku, Deke” - odchrząknął Mr T. Potem dodał - „Justice, ty odpocznij. I
wyślij mi numer do pana Deckera”.
„Dobrze,
Mr T. Zrobię to jak najszybciej”.
„Miłego
wieczoru” - powiedział.
„Tobie
też” – odpowiedziałam, widząc, że Mr T rozłączył się, po czym odwróciłam głowę
i zabrałam talerz od Deke’a.
Usiadłam
z talerzem w dłoni, a oczy miałam podniesione, wpatrując się w Deke’a, który
wracał do kuchni.
„Właśnie
rządziłeś Mr T” - oznajmiłam słabym głosem, nie tylko z powodu bólu gardła, ale
i zupełnego szoku - „A on ci pozwolił”.
„Kotku”
- zaczął Deke, waląc więcej pieczeni na patelnię - „…nie musisz daleko szukać, jak
chcesz się dowiedzieć, jak dbają o siebie ludzie z Carnal”.
Z
ich dość dramatyczną historią było to prawdą.
Kiedy
skończył z pieczenią, zwrócił na mnie wzrok.
„Jak
poszukasz, przekonasz się, że Chace ma to wszystko” - powiedział cicho - „Tak
samo jak Tate. Są zaangażowani w opiekę nad tobą, są dobrzy, że jesteś ze mną, a
jest jasne, że twój facet nie jest głupi. On rozumie to i co to oznacza. Nie
rządziłem nim tak bardzo, ile powiedziałem mu, jak jest. Mądrzy mężczyźni nie
marnują czasu, próbując udowodnić, kto ma większego kutasa, kłócąc się o
godzinę, o której rano się spotykamy. Podjęto decyzję, która ma sens, mądrzy
mężczyźni idą dalej i pytają, czy mogą przynieść śniadanie”.
Tego
dnia dużo się nauczyłam o Deke’u.
Na
szczycie tej listy (z różnych powodów) było to, że wspaniale przytulał.
Blisko
szczytu tej listy, gdy poproszono go o puszczenie piosenki mojego taty, był
idealnym DJ-em.
A
wysoko na skali wyróżnień nie marnował czasu na głupie gówno, jak na przykład
udowadnianie, że ma większego fiuta (albo w ogóle), wsiadając na to, że
dziewczyny chciały posprzątać jego przyczepę lub obstawiając roszczenie w taki
sposób, zjeżyłby Mr T. Ale zamiast tego poinformował człowieka, który troszczył
się o mnie, aby wiedział, że jestem pod opieką.
„Jussy?”
- Deke zawołał.
Otrząsnęłam
się z tych myśli i szczęśliwego uczucia, że dowiedziałam się tego wszystkiego o
Deke’u, dzięki czemu uzyskałam to wszystko dla mnie i skupiłam się na nim.
„Dziękuję
za…” – zaczęłam cicho.
To
było tak daleko, jak udało mi się.
„Nie
mów tego” – rozkazał Deke.
Jego
lapidarna odpowiedź sprawiła, że lekko szarpnęła mi się głowa.
„Ale
dzisiaj, Deke, byłeś naprawdę…”
Patelnia
spadła z palnika i nagle Deke pochylił się nade mną, z twarzą w moją twarz,
obie ręce zacisnęły się wokół boków mojej szyi.
„Powiedziałem,
nie mów tego” - powtórzył, tym razem delikatnie.
„Muszę”
- powiedziałam mu.
„Jestem
uhonorowany” - powiedział mi.
Poczułam,
że brwi mi się zsuwają, ale mimo to moje serce nie przyspieszyło.
Ścisnęło
się.
Deke
cały czas patrzył mi prosto w oczy.
„Mój
zaszczyt, Jussy, być tym mężczyzną, który jest przy tobie”.
Okej…
Co
to oznaczało?
Nie
pytałam i nie wiedziałam dlaczego.
Może
dlatego, że bałam się odpowiedzi.
„Teraz
zjedz kolację, Cyganko” - Wrócił do rozkazywania, ale nadal mówił łagodnie.
Zanim
zdążył zabrać ode mnie ręce, bo naprawdę
nie chciałam, żeby je ode mnie odebrał, zapytałam - „Czy mogę ci podziękować za
moją kanapkę ze smażoną pieczenią?”
Widziałam
błysk humoru w jego oczach, gdy odpowiedział - „Tak”.
„I
mój ogromny kopiec Bugles[1]?”
„Za
to też możesz mi podziękować”.
„W
takim razie dziękuję”.
Jego
palce wsunęły się do tyłu i w górę w moje włosy, zanim użył ich, by je wcisnąć,
więc przechyliłam głowę do przodu. Kiedy już miał mnie w tej pozycji, pocałował
czubek moich włosów.
Potem
puścił mnie i wrócił do swojej patelni.
To
było lepsze niż potarganie włosów, prawdopodobnie nie tak dobre jak dotyk ust,
chociaż nigdy się nie dowiem.
Ale
to było od Deke’a. Był dla mnie delikatny. Zajmował się mną. Troszczył się o
mnie.
Więc
wzięłabym to.
*****
Leżałam
w łóżku Deke’a sama, wpatrując się w sufit.
W
cieniu widziałam, że były tam puste plamy, ale je zakrywał. Ostatnią bielą na
płótnie jego życia był sufit, gotowy do wypełnienia.
Fajnie
byłoby pomóc mu go wypełnić. Tak cholernie fajnie byłoby mieć udział w tym
płótnie, spojrzeć w górę i nie tylko zobaczyć mapę drogową życia Deke’a, ale
także zobaczyć wspomnienia.
Deke
ułożył się na kanapie.
Było
ciemno, późno.
Było
to również po tym, jak zjedliśmy kanapki z pieczenią i wygrałam argument, że
muszę się ruszać, w przeciwnym razie całe moje ciało zablokowałoby się w
miejscu, aby nigdy więcej się nie poluzować, więc skłoniłam go do pozwolenia mi
pomóc jemu przy minimalnym sprzątaniu. I wreszcie, po tym, jak wygrał kłótnię
po tym sprzątaniu, oglądaliśmy Fightera.
Mógł
ją wygrać, ale śmiałam się ostatnia, bo podobał mi się ten film, więc nie miałam
nic przeciwko przegraniu, a wiedziałam, zanim nawet to zasugerowałam (coś, czego
nie zawahałam się zrobić), że nie zmuszę Deke’a, aby obejrzał wersję Sekretnego życia Waltera Mitty w
reżyserii Bena Stillera, a przynajmniej nie bez większej energii do walki i
pewnego nagromadzenia siły przetargowej.
W
końcu zaczęłam być senna. Deke to zauważył, więc byłam teraz w jego łóżku, a on
na swojej kanapie. I nie wiedziałam, co robi, bo nie wydawał się senny, kiedy
wysyłał mnie do łóżka, ale wyłączył telewizor i podejrzewałam, że to dlatego,
że na tej małej przestrzeni nie można było tego robić, jednocześnie nie
przeszkadzając mojemu wysiłkowi na odpoczynek.
Widziałam
teraz wady akceptowania przyjaźni, jaką mógł zaoferować Deke.
Całkowicie
pogodziłabym się z zasypianiem, leżąc na jego klatce piersiowej, słuchając
serenady mojego taty.
Godziłam
się na oglądanie filmów, robienie kanapek z pieczenią i przekomarzanie się.
Godziłam
się na badanie jego przestrzeni i odkrywanie na wiele sposobów, że jest mnóstwo
rzeczy do odkrycia o Deke’u Hightower (w tym jego nazwisko).
Nie
godziłam się na byciu od niego oddzieloną.
Mogłabym
to popchnąć. Wiedziałam, że po tym, jak był ze mną tego dnia, wszystko, że co
musiałam zrobić, to wywołać jego imię, a on byłby ze mną w jednej chwili.
Wchodziłby ze mną do łóżka. Trzymałby mnie. Albo nie zawahałby się, gdybym
poszła korytarzem i przytuliła się do niego na jego kanapie (łóżko było
zdecydowanie lepsze z tych dwóch opcji, bo jego łóżko było przyzwoitego
rozmiaru, a kanapa nie).
„Deke”
- zawołałam.
„Tak,
mała” - odkrzyknął.
Mała.
Boże.
Wciągnęłam
powietrze.
Ale
kiedy ten tlen wszedł, wiedziałam, że nie mogę go popchnąć. Był taki fajny. Zaszczycony, że o mnie dbał.
Boże.
Deke.
Ja
też musiałam się nim zająć.
„Powinniśmy
się zamienić” - powiedziałam mu.
„Jak
zamienić?” - zapytał.
„Mogę
spać na kanapie, ty weź łóżko.”
„Tu
jest wejście, Jussy” - powiedział mi - „Twyla tam jest, ale nie ma pieprzonej
mowy, że ty byłabyś na tej kanapie bliżej drzwi niż ja.”
Nie
pomyślałam o tym.
Powiedziałam
mu, o czym myślałam - „Jesteś dużym facetem”.
„Myślisz,
że nie padłem kiedyś na tej kanapie i nie byłem dobry?” - zapytał.
Miałem
wrażenie, że zrobił to więcej niż raz.
„Racja”
- powiedziałam.
Ucichłam.
Deke
nie przerywał ciszy.
Jeszcze
trochę wpatrywałam się w sufit.
Potem
zawołałam - „Deke?”
„Tutaj,
Jussy” - odkrzyknął.
„Jak
masz tutaj elektryczność?” - zapytałam.
„Generator”
- odpowiedział.
Oh.
Ciekawe.
„Woda?”
- zapytałam.
„Napełniam
zbiorniki, kotku”.
„Czy
nie byłoby łatwiej podłączyć się do źródła wody?”
„Byłoby,
ale nie mam go tutaj”.
„Innymi
słowy, żadnych długich pryszniców” - zażartowałam.
„Nietrudno
napełnić zbiorniki, cygańska księżniczko. Jeśli chcesz wziąć długi prysznic,
weź go”.
Boże,
to było tak, jakby dawał mi wszystko, całe piękno, co oznaczało, że to wszystko
wzmogło tęsknotę za tym, czego najbardziej pragnęłam, a czego nie pozwolił mi
mieć.
Ale
to, co mi dał, z tym pięknem, przyjęłabym to.
„Czy
firma wodociągowa nie może niczego położyć?” - zapytałam - „Czy firma
elektryczna nie robi tego samego, byś nie musiał używać generatora?”
„Posiadam
tę ziemię, ale jest pod ochroną. Nie wolno na niej budować. Brak wody. Brak
elektryczności. Nic”.
To
było zaskakujące. Nie wiedziałam nawet, że możesz posiadać ziemię, na której
nie możesz robić, co chcesz.
„Naprawdę?”
„Tak”.
„Uh,
może głupie pytanie…” - zaczęłam - „…ale dlaczego miałbyś kupować ziemię, na
której nie możesz budować?”
„Widziałaś
mój widok?”
Uśmiechnęłam
się do sufitu.
„Więc
mówisz, że to było głupie pytanie” - zauważyłam z uśmiechem w głosie.
„Nic
nie jest głupie, Jussy. Szczególnie z tym. Powiem tylko, że ja i mój Airstream
tutaj, chodzi o moją mamę”.
Poczułam,
jak moje napięte mięśnie napinają się jeszcze bardziej na wzmiankę o jego
mamie, zanim zmusiłam je do rozluźnienia, odwróciłam się w bok i spojrzałam w
dół krótkiego, ciemnego korytarza w kierunku cienia Deke’a na jego kanapie na
końcu.
Włożyłam
ręce pod policzek i zawołałam - „A co z twoją mamą?”
Bez
popychania, dał mi to.
„Po
stracie taty nie było jej dobrze wychować mnie samotnie. Sprawy stały się
bardzo trudne. Dzieciak to dzieciak, ale nadal czuje takie rzeczy. Szczególnie
tego typu rzeczy. Chociaż starała się mnie przed tym chronić, była moją mamą,
byliśmy tylko we dwoje, więc to czułem”.
Nienawidziłam
tego, że to czuł.
Nienawidziłam
tego.
Nie
dałam mu odczuć tego sentymentu, a Deke kontynuował.
„Kiedy
byłem dzieckiem, opowiadała mi różne historie. O tym, jak pewnego dnia zbudujemy
wielki dom nad jeziorem. Będziemy mieli łódkę. Pojedziemy na narty wodne. Pójdziemy
na ryby. Dużo takiego gówna”.
Przestał
mówić i aby zachęcić go, by zrobił to więcej, powiedziałam- „Tak?”
„Tak”
- odpowiedział łagodniejszym, zadumanym tonem. Przez to dał mi nutkę
melancholii i dużo piękna - „Stałem się starszy i wiedziałem, że nigdy tego nie
będziemy mieć, ale ona nie przestała marzyć. Powiedziała, że pójdzie na
emeryturę nad jeziorem. Niewielki dom. Mała chatka, powiedziała. Niewiele do
czyszczenia. Nie ma się czym zajmować. To miał być koniec jej dni, w domku nad
jeziorem. Chciała tego dla siebie i ja chciałem dla niej. Całe życie ciężko
pracowała. Zasłużyła na to”.
Mój
głos niósł się, ale wciąż był miękki, kiedy zauważyłam - „Nie dostała swojego
domku, prawda, Słonko?”
„Nie,
Jussy”.
„Tak
mi przykro” - powiedziałam.
„To,
co zrobiła, to dała to swojemu synowi” - powiedział mi - „Miała polisę na
życie. Niewielką, ale wystarczyło, że gdy umarła, wziąłem ją i znalazłem
najpiękniejsze jezioro, jakie udało mi się znaleźć. Kupiłem tę ziemię. Kupiłem
mój Airstream. Ustawiam się tutaj. Tak, jak by chciała”.
„Więc
jak gówno z Mav’em zamiera, będę miała kolekcję taty, to będę miała jego i
dziadka ze mną. Ale ty masz przy sobie mamę w każdej sekundzie, kiedy tu jesteś”.
Nie
odpowiedział od razu, ale jego głęboki głos był słodki, kiedy to zrobił.
„Tak,
mała”.
Wzięłam
kolejny wdech, ten głęboki i palił mnie trochę w gardle, aż do płuc.
Kiedy
już dostałam powietrze jego przyczepy, powietrze, którym oddychał Deke,
wypuściłam go, mówiąc - „Pamiętasz, jak powiedziałeś mi, że jestem jedną z
najlepszych kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałeś?”
Znowu
nie odpowiedział od razu, po czym zabrzmiał jego głęboki głos.
„Nie
rób tego, Jussy”.
Zrobiłam.
„Jesteś
jednym z najlepszych mężczyzn, jakich kiedykolwiek spotkałem”.
„Jussy”.
„Naprawdę,
Deke. Jestem szczęśliwą dziewczyną. Obdarzoną błogosławieństwami. Biorącą tak
wiele nagród, to prawie żenujące, jak bardzo Bóg mnie lubi. Ale On naprawdę
musi mnie lubić, ponieważ mam wszystko, co mam, a także dał mi ciebie”.
„Teraz
się zamkniesz” – oświadczył Deke. Słyszałam szorstkość w jego głosie, ukryte
emocje.
To
też było piękne.
Uśmiechnęłam
się w dół korytarza.
„Również
zamkniesz oczy i pójdziesz spać” – rozkazał.
„Ty
i Mr T mogliście zająć się spotkaniem umysłów by podjąć opiekę nad Justice, ale
to jest po prostu rządzenie mną,
Deke”.
„Tak
jest. A jak będziesz dalej gadała, będziesz gadała do siebie, bo będę wkładał
słuchawki”.
To
była moja kolej na rządzenie się.
„Jak
słuchasz taty, ja chcę to usłyszeć”.
„Mówisz”
- zauważył Deke.
„Nie,
poważnie. Chcę to usłyszeć”.
„Nie
mam jednego z tych głośników. A dźwięk jest gówniany przez telefon”.
„Pierwsza
szansa, centrum handlowe dla Deke’a Hightower’a. Ekspres do kawy i stacja
dokująca głośników”.
„Kupisz
mi to gówno, a złoję twoją skórę”.
Gówno.
Deke
dałby mi klapsy.
Dreszcz
prześlizgnął się po moim kręgosłupie, po plecach, w zagłębieniu pośladka, by
ułożyć się między nogami. Przewróciłam się na plecy i wpatrywałam się w sufit,
wiedząc, że powinnam się zamknąć.
Nawet
wiedząc o tym, nadal nie zamierzałam tego odpuścić.
„Najpierw
będziesz musiał mnie złapać. Chociaż może się to zdarzyć, bo przyzwoita kawa napędzi
cię kofeiną”.
Przewróciłam
się na bok, gdy usłyszałam i poczułam ruch Deke’a idącego korytarzem.
Patrzyłam, jak jego duże ciało wkracza w małą przestrzeń, w której się
znajdowałam, wypełniając ją. Patrzyłam też, jak jego telefon oświetla tę
przestrzeń i po kilku sekundach usłyszałam śpiew taty.
Postawił
telefon na wbudowanej szafce nocnej obok łóżka.
Potem
patrzyłam, jak pochyla się głęboko, a potem jedyne, co mogłam zrobić, to czuć.
Czuć
jego dłoń obejmującą tył mojej głowy. Czuć, jak jego usta dotykają mojej
skroni. Czuć dudnienie w jego głosie, gdy szeptał mi do ucha.
„Jesteś
tu bezpieczna, Jussy. Sprawiłaś, że się tobą opiekuję. Mamy Twylę na zewnątrz,
która opiekuje się nami obojgiem. Twój tata czuwa nad tobą. Więc przestań
gadać, żeby nie spać. Zamknij oczy, Cyganko, a przysięgam na Boga, będziesz
bezpieczna w swoich snach”.
Boże,
mógł też mówić seksownie, słodko i opiekuńczo, jak słowne przytulanie.
Boże.
„Okej,
Deke” - odszepnęłam.
Poczułam,
jak jego palce wbijają się w moją skórę głowy, zanim ponownie poczułam, jak
jego usta muskają moją skroń.
„Dobranoc,
Jussy. Złapię cię rano”.
Tak.
Jednej
rzeczy nauczyłam się tego dnia, o której wiedziałam, że jest pewna.
I
to było coś, co na zawsze nakarmiło moją duszę poety, a było to posiadanie tego
tak, jak posiadałam, co będę chroniła jak skarb, ale nigdy nie będę posiadała, na
sposób, w jaki pragnęłam to posiadać.
Wiedząc
bez wątpienia, że bez względu na wszystko…
Deke
mnie złapie.
*****
Usłyszałam
tłuczone szkło i obudziłam się nagle.
Ogarnęła
mnie panika, zamrażając każdą komórkę mojego ciała w czystym przerażeniu.
Minęło
uderzenie ciszy, potem dwa, a potem uderzyło mnie, że nie wiem, gdzie ja, do
cholery, jestem.
Przyczepa
Deke’a.
Deke.
Bez
namysłu odrzuciłam kołdrę i przerzuciłam nogi przez krawędź łóżka.
Pobiegłam
krótkim korytarzem, ale nawet tą niewielką odległość, kiedy uderzyłam w Deke’a,
który już wstał z kanapy.
„Jussy”
- mruknął.
„Szkło”
- wyszeptałam po tym, jak wbiegłam prosto na niego, czując, jak jego ramiona
zaciskają się wokół mnie, wciskając się w niego, moje dłonie płasko przyległy
do ciepłej skóry na jego umięśnionej klatce piersiowej, czego nie byłam w
stanie docenić - „Tłuczone szkło”.
Deke
nic nie powiedział. Po prostu odsunął nas na bok, aż dotarł do okna, a ja
pochyliłam się z nim, gdy wyjrzał.
Znowu
nas przetasował i zaprowadził do drzwi. Otwierając je lekko, odsuwając mnie i
tylko jego ramię się wysunęło, spojrzałam na niego i zobaczyłam jego oczy
skierowane ponad jego ramieniem.
Między
nim a Twylą była wyraźnie cicha komunikacja, ponieważ skinął głową i machnął
ręką.
Wywlókł
mnie za drzwi, zamknął je, zaryglował i zrobił to wszystko, mówiąc - „Wszystko
w porządku, Jussy”.
Zanim
zdążyłam coś powiedzieć, Deke wziął mnie w ramiona i musiał iść bokiem, aby
zaprowadzić nas oboje z powrotem do łóżka.
Mój
głos drżał, kiedy zaczęłam - „Deke…”
„Ćśś”
- uciszył mnie.
Uciszyłam
się, ale tylko dlatego, że przyłożył kolano do łóżka, ale mnie w nim nie
umieścił.
Umieścił
w nim nas oboje.
Dziękuję
ci, Boże, za więcej nagród.
Zarzucił
na nas kołdrę i przyciągnął mnie blisko.
Wtedy
zdałam sobie sprawę, że gwałtownie się trzęsę.
Nagle
poczułam się zakłopotana.
„Jestem
wariatką” - mruknęłam.
„Zamknij
się” - mruknął w odpowiedzi, jego ramiona zacisnęły się wokół mnie w tym samym
czasie, gdy jego duże ciało przesunęło się we mnie, wtulając mnie lekko pod
siebie.
Tak.
Miałam
rację już dawno temu.
Deke
mógł być pluszowym misiem, kiedy się przytulał, dzięki czemu czułam się mała,
bezpieczna, ciepła i chroniona, gdy tylko owinął mnie ramionami.
I
po sposobie, w jaki wykrzyknął moje imię na komisariacie, wiedziałam, że
uścisk, który trzymał nad swoją wściekłością, był jednocześnie silny, bo udało
mu się go utrzymać i kruchy, ponieważ wydawało się, że w każdej chwili miał
zawieść i wybuchnie, bo mógł też być lwem, unicestwiającym wszystko, co mogłoby
mi zagrozić.
„Po
prostu… zablokuję to, a potem…” - zaczęłam.
„Zamknij
oczy. Zrelaksuj się. Jestem tutaj, Jussy. Nigdzie się nie wybieram. Mam cię”.
Tak,
miał.
Zamknęłam
oczy i przycisnęłam twarz do jego klatki piersiowej. Poczułam tam łaskotanie
włosów i byłam z tego zadowolona. To, że Deke miał włosy na piersi, było jedynym
sposobem, w jaki mogłam to sobie wyobrazić. I tak też mi się podobało.
„Muszę
poznać twoją ulubioną gorzałkę” - powiedziałam do jego klatki piersiowej.
„Będziesz
wiedziała, ale się zamknij, zrelaksuj i prześpij się. Zrób to, a powiem ci rano”.
„Tylko
do twojej wiadomości, kupię ci skrzynkę”.
„Mówisz
to jak groźbę”.
„Nie
jesteś dobry w odbieraniu dowodów wdzięczności”.
„Będę,
jak ta wdzięczność przyjdzie w postaci skrzynki mojego ulubionego bimbru.”
Uśmiechnęłam
się przy jego skórze.
Jego
ręka wsunęła się po moim kręgosłupie i zaczęła gładzić kark pod moimi włosami.
„Oto
moja Jussy” - szepnął.
Poczuł
uśmiech.
Jego Jussy.
Odprężyłam
się w jego ramionach.
„Dokładnie
tak, Cyganko” – zachęcał, jego ciało nabierało na mnie większej wagi i ciepła,
a ja poczułam, że drżenie zaczyna ustępować.
Mijały
chwile. Potem kolejne chwile.
Aż
drżenie odeszło, a ja sennie wymamrotałam - „Będzie lepiej”.
„Tak,
mała” - mruknął - „Dowieziemy cię tam”.
„Dzięki,
Deke”.
„Śpij,
Jussy”.
Wzięłam
wdech i w połowie wydechu, trzymana w ramionach Deke’a w łóżku Deke’a, czując
się mała, bezpieczna i rozgrzana w ramionach mojego pluszowego misia, chroniona
przez mojego osobistego lwa, odleciałam.
Dziekuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńPoprawka - "Deke otworzył butelki i wysapał dwie chyba wysypał :)
CZekam na kolejny rozdział bo zaczyna robić się ciekawie.
po angielsku było "wyssał, ale chyba by było jeszcze śmieszniej ;)
UsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje❤a tak z ciekawosci ile rozdzialow ma cala ksiazka?😍
OdpowiedzUsuń24 + epilog
UsuńDziekuje
Usuń