Rozdział
11
Należę
do Justice
Justice
Następnego
ranka siedziałam obok Deke’a w gigantycznym pickupie Deke’a, z rękami
owiniętymi wokół podróżnego kubka kawy, który zrobiłam w moim ekspresie do
kawy, który dziewczyny przywiozły do przyczepy Deke’a.
Byliśmy
na Ponderosa Road, zbliżając się do mojego domu.
A
mój umysł nie był przytłoczony myślami o powrocie na miejsce zbrodni, tej
zbrodni popełnionej przeciwko mnie.
Mój
umysł był pochłonięty myślami o zobaczeniu Deke’a w luźnych, jasnoszarych,
polarowych szortach ze sznurkiem, z postrzępionymi brzegami odciętymi tuż nad
kolanami, kiedy reszta była naga.
Było
go dużo, wiedziałam o tym.
Nie
wiedziałam, że to wszystko będzie tak… niewiarygodnie… Deke.
Wiedziałam,
że to nie ma sensu.
To
wciąż to była prawda.
Miał
szerokie ramiona, wypukłe bicepsy, fantastyczne przedramiona, to było wszystko,
co wiedziałam.
Miał
też coś innego, co odkryłam w środku nocy.
Owłosiona
klatka piersiowa.
Po
prostu nie wiedziałam, jakie to było wspaniałe, dopóki mój zmysł wzroku nie
został zaangażowany.
To
nie tak, że miał nadmiar włosów, które rosły mu na ramionach i na plecach.
Wciąż
było go dużo. Wszystko to obejmowało wyjątkowe piersi i najbardziej niesamowity
brzuch, jaki kiedykolwiek widziałam.
Nie
abs.
Męski
brzuch.
Musiałam
przyznać, że miałam dosyć nadmiernej smukłości, która była najnowszą modą. Na
początku była gorąca. Ale teraz wydawało się to zniechęcające, że mężczyźni
byli tak rozwinięci, że nie mieli na sobie ani grama dodatkowego ciała, nie
tak, jakby byli ludźmi, ale jakby byli diagramami umięśnienia ciała.
Nie
Deke.
Jasne,
z jego sposobem pracy, prawdopodobnie nie było możliwe, aby nie miał potężnej
sylwetki (co miał), w tym wyraźnego grzbietu podkreślającego zewnętrzne mięśnie
brzucha. Miał też niewyraźne kontury oznaczające dwa górne zwoje.
Reszta
była pokrytym futrem brzuchem, który nie sterczał jak piwny brzuch, ale zamiast
tego ogłaszał go człowiekiem, który żył swoim życiem, jadł to, co chciał, pił,
co chciał, a jeśli to dało mu cień brzucha, nie obchodziło go to.
Tak
Deke’a.
Jego
nogi od kolan do stóp też nie były złe.
Ale
kochałam jego klatkę piersiową, jego brzuch. Już samo spojrzenie na to
sprawiło, że miałam ochotę usiąść okrakiem na jego wąskich biodrach, kiedy
ujeżdżałabym jego kutasa, moje paznokcie ciągnęłyby się po włosach na tym
brzuchu, moje kciuki mocno ocierałyby się o jego rozkoszne sutki wielkości ćwierć
centówki.
A
jeśli to nie wystarczyłoby, by odwrócić mój umysł od zastraszającego aspektu
konfrontacji z moim domem, moją sypialnią, miejscem, w którym byłam pewna, że
zostanę uduszona (a to wszystko było więcej niż wystarczające), sposób, w jaki
Deke zachowywał się rano, znacznie się do tego przyczynił.
Nie
trzeba dodawać, że przerwanie snu (choć to ostatecznie było naprawdę dobre, bo
byłam schowana blisko Deke’a) tak wcześnie rano było do bani, nawet jeśli
obudziłam się tak wcześnie schowana blisko Deke’a. Było bardziej do bani, gdyż
znów mnie bolało ciało, nadgarstek skręcał się przy każdym ruchu, twarz
pulsowała, a gardło nadal czułam zmaltretowane.
Kiedy
Deke nas obudził (prawdopodobnie mając wewnętrzny budzik), wiedziałam, że
jestem na skraju zrzędzenia (no dobra, nie na skraju, po prostu byłam), więc
postanowiłam, że to zniknie w jedyny sposób jaki znałam.
Włócząc
się po cichu, starając się nie dać się przyłapać na gapieniu się na klatkę piersiową,
brzuch, ramiona, nogi i tyłek Deke’a, który był znacznie wyraźniejszy (i
smaczniejszy) w jego polarowych szortach, priorytetem było złapanie w swoje
ręce jedynego znanego mi narzędzia, które działało przeciwko mojemu zrzędzeniu.
Kawa.
Z
drugiej strony Deke wrzucił pluszowego misia na nadbieg. Jeśli był gdzieś blisko
mnie, dotykał mnie albo po prostu, obracał mnie w jedno (lub dwa, jeśli miał je
pod ręką) swoje ramiona. Odsuwał mi włosy z twarzy. Zaciskał dłoń na mojej szyi
i gładził moją szczękę kciukiem. A kiedy podał mi mój kubek kawy, kiedy ją
wzięłam, pochylił się i dotknął ustami mojej skroni.
Innymi
słowy, nie traktował mnie tak, jakbym była nieoczekiwanym gościem w jego małej
przestrzeni, ale jak delikatny i cenny przedmiot, który trzeba było pieścić i
przytulać przy każdej okazji, żebym się nie rozleciała.
Nic
z tego, nawiasem mówiąc, nie mówiło przyjaciele.
Nic
z tego nie mówiło nawet o kobiecie, którą przeleciał, a którą lubił na tyle, by
się nią opiekować, gdy życie rzuciło jej paskudną podkręconą piłkę (choć
oczywiście nie byłam kobietą, którą przeleciał).
Nie.
To
wszystko mówiło o wiele więcej.
To
było jedno tego ranka, o czym absolutnie nie myślałam.
Po
prostu pozwoliłam, aby to było, bo musiałam być tym delikatnym, cennym
przedmiotem, którego potrzebował pilnować, by się nie rozleciał, bym nie
skupiała się na fakcie, że prawie zostałam uduszony na śmierć, jedna z moich
najlepszych przyjaciółek była wyraźnie w jakimś naprawdę głębokim gównie i
dlatego rzeczywiście mogłabym się rozlecieć.
Jeśli
ktoś nie trzymałby mnie razem, to by się stało.
A
Deke odwalał kawał dobrej roboty, trzymając mnie.
Więc
się tego trzymałam.
Zasugerował,
żebym wzięła u siebie kąpiel w wannie, żeby pomóc z bólami, ale nalegałam, bym
wzięła prysznic u niego. Nie chciałam być naga i bezbronna u siebie i nie móc
rzucić się do Deke’a w chwili, gdyby coś mnie przeraziło, w prawdopodobnym
przypadku, że coś mnie przestraszy.
Nie
naciskał. W rzeczywistości jego głos ledwo wzniósł się ponad delikatny,
dudniący pomruk nie tylko wtedy, ale przez cały poranek.
Chociaż
nalegał, żebym poszła pierwsza.
Podczas
gdy on brał prysznic (a ja walczyłam z obsesją na punkcie tego, jak może
wyglądać reszta jego ciało, zwłaszcza pod prysznicem), zrobiłam nam więcej
kawy, a także zrobiłam nam owsiankę, ciesząc się nowością posiadania kuchni
(jakakolwiek była). Mr T zamierzał przynieść smakołyki z La-La Land, ale
potrzebowałam czegoś, co oderwałoby mój umysł od Deke’a pod prysznicem i
robiłam to przez owsiankę.
Wyszedł
w ręczniku, co nie pomogło, i zamknął drzwi do części z łóżkiem, żeby się ubrać
(ja ubrałam się w jego łazience).
Tego
dnia miał na sobie biały T-shirt, jakby wiedział, że znajomość tego była
balsamem dla mojego zaśmieconego umysłu.
Oczywiście
nie mógł tego wiedzieć.
To
wciąż był to balsam i doceniałam to.
Opuściliśmy
przyczepę i zobaczyłam, że Twyla zniknęła. Deke powiedział mi, że zrobiła to po
tym, jak wyszedł i porozmawiał z nią, gdy byłam pod prysznicem.
Zanotowałam
sobie w pamięci: kolejna skrzynka bimbru dla Twyli, która spędziła całą noc w
swoim pickupie.
Teraz
zmierzaliśmy do mojego domu. Trzymałam w dłoniach drugi duży kubek kawy, brzuch
miałam pełen owsianki, ibuprofenu i aspiryny, które dał mi Deke, przebijających
się przez mój organizm, łagodząc kłucie wraz z bólami, i wychodziłam ze
zrzędliwości.
Niestety
robiłam to w sposób, który mógł uczynić mnie jeszcze bardziej zrzędliwą, po
tamtym poranku, teraz tylko stosunkowo
pewną, że mogę zrobić tę rzecz „przyjaciele z Deke’iem”.
Żadna
dziewczyna bez mężczyzny nie mogłaby mieć przyjaciela z klatką piersiową Deke’a
(i brzuchem… i tyłkiem, należy dodać).
Naprawdę.
To
była tortura.
Warczeliśmy
razem w jego behemocie, kiedy byłam wypełniona tymi myślami, zdecydowałam, że
kiedy wszystko będzie jasne z wariactwem Bianki, będę spędzać czas z Lacey
podczas jej trasy.
Chciałam
też dać się wybzykać.
Ta
myśl sprawiła, że ślina wypełniła mi usta, jakbym miała zaraz zachorować, na
myśl o posiadaniu jakiegokolwiek mężczyzny, wzięciu we mnie mężczyzny, który
nie był Deke’iem.
Tak
więc z tą reakcją postanowiłam nie skupiać się na tym, jaka ma być przyszłość.
Zamiast
tego zamierzałam skoncentrować się na następnej minucie, następnej po niej i po
prostu załatwić sprawę.
Deke
skręcił w mój pas, mrucząc - „Dobrze, mała?”
„Dobrze,
Deke” - wyszeptałam.
Wyciągnął
rękę i ścisnął moje udo, zanim ją odwrócił, dłonią do góry.
Nie
wiedziałam, co to znaczy, ale instynktownie wyjęłam jedną rękę z kubka i
włożyłam ją do jego.
To
właśnie to znaczyło. Jego palce owinęły się ciepło wokół moich i przyciągnął je
razem do swojego uda i oparł je o twardy mięsień, podczas gdy wiózł nas moim dojazdem.
Zamknęłam
oczy.
Boże.
Był
po prostu takim cholernie Deke’iem.
„Callahan”
- powiedział.
Otworzyłam
oczy.
I
oto on, Joe Callahan, stojący z boku czarnego SUV-a, oparty o niego, ubrany w
dżinsy, czarną koszulkę i motocyklowe buty.
Nieczęsto
byłam w jego obecności, zaledwie kilka razy, ale za każdym razem zauważyłam, że
to mundur Cala.
Zauważyłam
również, że był paląco gorący w tym sensie, że mógł całkowicie przenieść się w
te góry i dopasować się do nich.
Deke
zatrzymał się i puścił mnie, by zaparkować pickupa i wyłączyć zapłon.
Z
jakiegoś powodu czekałam, aż to zrobi, obserwując jego profil, zamiast otwierać
drzwi.
Poczuł
moje spojrzenie, spojrzał na mnie, jego twarz złagodniała i skinął mi głową,
zanim odpiął pasy i odwrócił się do drzwi.
Ja
też odpięłam pasy i zwróciłam się do moich.
Kiedy
wysiadłam i zamknęłam drzwi, spojrzałam na Cala i zobaczyłam, że odepchnął się
od SUV-a i szedł w naszą stronę.
Ale
spojrzał na mnie przez przednią szybę i jego wysokie ciało nagle się
zatrzymało.
Wtedy
jego przystojna twarz stała się przerażająca.
Ledwo
dotarłam do maski pickupa Deke’a, kiedy Deke był u mojego boku i zanim się
zorientowałam, zacisnął dłoń na moim karku. Jego nadgarstek znajdował się z
tyłu, jego palce wokół boku przyciągnęły mnie blisko niego, więc nie miałam
innego wyjścia, jak tylko ruszyć w stronę Cala, ocierając się bokiem o Deke’a i
zrobić to podnosząc rękę i zahaczając kciukiem o tylną szlufkę jego paska.
To
był dziwny chwyt, który komunikował ochronę i, co dziwne (choć może odczytałam
to źle, to źle było z nadzieją), posiadanie.
Cal
obejrzał nas, kiedy szliśmy do niego, a Deke zatrzymał nas kilka kroków dalej.
„Jesteś
Callahan” - stwierdził Deke, a Cal oderwał gniewne spojrzenie od mojego gardła
i przeniósł je na Deke’a.
„Jesteś
Hightower” - odparł.
„Tak”
Cal
spojrzał na niego od góry do dołu, wyraźnie po tym, jak zobaczył moją twarz,
nie przyjął pełni tego wszystkiego, czym był Deke (żebyście wiedzieli, nie
patrzyłam na siebie zbyt wiele, kiedy byłam w łazience Deke’a - widziałam, że
to nie było ładne w taki sposób, że nie byłam jeszcze gotowa, aby tam pojechać
z jakąkolwiek bliższą inspekcją).
W
tym momencie przyjął Deke’a i wiedziałam, że jego wzrok nie słabnie, kiedy zobaczyłam,
jak wkurzona linia napięcia jego ciała rozluźnia się lekko.
Cal
zwrócił na mnie uwagę - „Wszystko w porządku, Jus?”
„Opiekuje
się mną wielu dobrych ludzi, Cal” - odpowiedziałam.
Skinął
głową, zerkając na Deke’a, zanim spojrzał na mnie.
Następnie
spojrzał z powrotem na Deke’a - „Zechcesz pozwolić jej odejść, stary, żebym
mógł ją przytulić?”
To
była robota żony Cala. Wiedziałam o tym, bo założył ochronę taty w domu taty i
Dany, zanim znalazł tę żonę, a wtedy, chociaż nie był niegrzeczny ani dupek, mniej
więcej tak lubił się przytulać jak Charles Manson.
Kiedy
robił dom Lacey na wzgórzach Hollywood, długo po tym, jak osiedlił się ze swoją
nową żoną, był zupełnie innym mężczyzną. Wciąż był lekko milczący, ale reszta
była szokiem. Był o wiele bardziej łagodny i otwarcie zademonstrował, że ma złe
poczucie humoru. Często rozmawiał przez telefon ze swoją kobietą i rodziną,
którą dostał z nią (była owdowiałą mamą) i tą, którą oboje zrobili (coś, co
lubili robić, bo z tego, co wiem, mieli pięcioro dzieci, dwoje jej przed Calem
i trójkę z nasieniem Cala).
Wspaniale
było zobaczyć, jak miłość niewątpliwie dobrej kobiety (choć nigdy jej nie
spotkałam, ale cud, którego dokonała, był tego dowodem w moich oczach) może
zmienić mężczyznę. Sprawić, by był tak wyraźnie szczęśliwy, że, nawet ludzie,
którzy ledwo go znali, widzieli błogosławieństwa, które otrzymał, bo nosił je
prawie jak odznaki honorowe.
Kolejna
z nagród życiowych, widzieć to dla Cala.
Kiedy
to wszystko pomyślałam, zdałem sobie sprawę, że odpowiedź na pytanie Cala była
negatywna, bo Deke nie pozwolił mi odejść.
Wtedy
zauważyłam, że Cal wykonał lekki ruch, przesuwając lewą rękę, ale robiąc to
tak, że szeroka złota obwódka na niej była łatwa do zauważenia.
Dopiero
wtedy Deke pozwolił mi odejść.
Uh…
Dobra.
Co
to było?
Nie
miałam zamiaru pytać ani żadnej szansy.
Cal
podszedł i wziął mnie w ramiona, przytulając mnie mocno, ale delikatnie.
Nie
pozwolił mi też od razu odejść.
Trzymał
mnie blisko, mówiąc - „Zapewnimy ci bezpieczeństwo, Justice. Nie ma mowy, żeby
to gówno się powtórzyło. Tak?”
Uścisnęłam
jego szczupłą talię - „Tak, Cal. Dziękuję”.
W
końcu zdjął ręce, ja opuściłam swoje, ale nie odsunął się, dopóki nie owinął
jednej dłoni wokół mojego prawego bicepsa i ścisnął mnie uspokajająco.
Potem
spojrzał na Deke’a - „Chodźmy do pracy”.
„Wpuszczę
cię i możesz się rozejrzeć” - odparł Deke - „Wiem, że Max dał ci plany i wysłał
kilka zdjęć, ale wyobrażam sobie, że musisz poznać ukształtowanie terenu. Jak
będziesz to robił, ja muszę zabrać Jussy do jej pokoju. Będziesz musiał dać nam
kilka minut, bracie. Potem ona będzie z nami, nie zniknie nam z pola widzenia,
nawet w swojej sypialni. Jesteś ze mną?”
Cal
przyglądał się Deke’owi przez chwilę, zanim skinął głową.
Deke
spojrzał na mnie - „Jesteś ze mną?"”
Nie
będę przesiadywała w pokoju, w którym byłam uduszona, bez Deke’a ze mną?
Byłam
z nim całkowicie.
„Jestem
z tobą”.
Wtedy
Deke skinął głową, chwycił mnie ponownie, tym razem obejmując mnie ramieniem i
skierował nas do domu.
I
wtedy wszystkie myśli o klatce piersiowej Deke’a, jego brzuchu, tyłku, nogach,
obciętych spodenkach z polaru, łagodnym porannym nastroju i cudownej przemianie
Cala spowodowanej miłością dobrej kobiety, wyparowały mi z głowy, gdy patrzyłam
na moje frontowe drzwi.
Mój
dom był piękny z zewnątrz. Wszystkie te okna. Cały ten kamień. Te łukowate
drzwi. Chodnik z bruku, który prowadził od żwirowanego podjazdu do drzwi
frontowych, był szeroki, ale leniwie wijący się, zakręcając tu i ówdzie
przypadkowo. Stare sosny i osika nienaruszone z przodu, ich wybór pozostawiono
tak doskonały, że nie potrzebowałabym wiele krajobrazu. Wszystko to sprawiało,
że wydawało się, że dom był tam od zawsze. Jakby wyrósł wśród tych drzew, a nie
tak, jak był wbudowany w nie.
Skupiłam
się na tym, a nie na chorym skurczu strachu w brzuchu.
Byłam
tam z Dekiem i Calem. Cal miał dać mi niesamowity system bezpieczeństwa. Miałam
wokół siebie ludzi, których nie znałam od dawna, ale jeszcze przed nadejściem
kryzysu pokazali, że są dobrymi ludźmi i będą świetnymi przyjaciółmi.
To
było moje miejsce, moja przestrzeń, moje sanktuarium, moja oaza. Wybrałam to z
czystego instynktu i wybrałam dobrze.
I
żaden popieprzony dupek mi tego nie odbierze.
Ta
myśl musiała jakoś zakomunikować to przez moje ciało, bo poczułam, jak Deke ściska
moje ramiona, zanim mruknął - „To jest to, Cyganko”.
Wzięłam
oddech, a Deke potrząsnął kluczami w dłoni, żeby znaleźć moje.
Zatrzymaliśmy
się przy drzwiach wejściowych. Wpuścił nas. Poczułam, że Cal wchodzi za nami.
Deke
od razu skierował nas do mojej sypialni.
Zauważyłam,
że światło było inne, bo duże okno, które znajdowało się w przestrzeni, w
której miała być kolekcja mojego taty, było zabite deskami.
To
było dziwne, że facet wszedł przez to okno, robiąc cały ten hałas. Myślałam o
tym, że o wiele łatwiej byłoby przebić się przez okna w moich frontowych lub
tylnych drzwiach.
Deke
nie dał mi więcej szansy, jak tylko zerknąć na to.
Przeniósł
mnie prosto do mojej sypialni, przywiązaną do niego, mocno otoczoną przez jego
ramiona, z kciukiem z powrotem w jego szlufce.
Dotarliśmy
do mojej sypialni, wsuwając się pod kątem, a Deke zatrzymał nas kilka kroków
dalej w środku.
Od
razu poczułam mrowienie w skórze głowy na wspomnienie, że byłam ciągnięta za
włosy do łóżka.
W
następnej sekundzie ogarnęłam pokój.
Z
wyjątkiem proszku do odcisków palców na stoliku nocnym i wciąż przewróconej lampy,
po prostu wyglądało, jakbym wstała z łóżka i już.
Na
tę myśl Deke puścił mnie i podszedł bezpośrednio do lampy. Poprawił ją i
odwrócił się do łóżka. Jednym ruchem jego długiej ręki ciężka puchowa kołdra
spadła na podłogę w nogach łóżka. Następnie złapał poduszkę i wytrząsnął ją z powłoczki.
„Deke”
- szepnąłam.
Rzucił
nagą poduszkę na podłogę, pustą powłoczkę na łóżko i spojrzał na mnie, sięgając
po kolejną poduszkę.
„Masz
dodatkowe powłoczki?” - zapytał.
Skinąłam
głową.
„Przynieś
je” - rozkazał - „Pospiesz się, chcę, żebyś tu wróciła”.
Przełknęłam
ślinę i ponownie przytaknęłam.
Potem
poszłam do wspaniałej pralni, którą dał mi Deke, odstawiłam mój podróżny kubek
i dostałam zapasową pościel.
Kiedy
wróciłam, poduszki były już nagie i leżały na podłodze, a on zrywał z materaca
płaskie i dopasowane prześcieradło.
Zebrał
je i skierował się w moją stronę, zatrzymując się tylko na sekundę, by
delikatnie powiedzieć - „Zacznij ścielić łóżko, Jussy”.
Ponownie
skinęłam głową.
Wyszedł
z pokoju.
Podeszłam
do łóżka, upuściłam na wierzch złożoną pościel i po prostu stałam tam,
wpatrując się w nie.
Zrozumiałam,
dlaczego Deke zostawił mnie tam samą, ale ze świadomością, że zaraz wróci.
Zrozumiałam też, dlaczego chciał, żebym wróciła do domu raczej wcześniej niż
później, bym nie opierała się na racjonalnym strachu przed moją przestrzenią,
czyniąc go irracjonalnym i nie do pokonania.
Ale
żałowałam, że odszedł.
Bo
gdybym naprawdę się postarała, mogłabym usłyszeć bulgoczące odgłosy, które
wydawałam, próbując oddychać z ręką tego dupka wokół mojego gardła.
A,
z jakiegoś powodu, bardzo się starałam i słyszałam je.
Przestałam
je słyszeć praktycznie zanim zaczęłam, bo Deke wrócił w mgnieniu oka i podszedł
prosto do mnie, zbliżył się i chwycił poszewkę na poduszkę.
Zmusiłam
się do odrzucenia gówna, które by mną pieprzyło, by przejść do pracy z nim i
razem pościeliliśmy moje łóżko. Kiedy skończyliśmy, byłam po jednej stronie,
bliżej okien, Deke po drugiej. Ledwie umieścił ostatnią poduszkę na miejscu,
pochylił się nisko i starł czarny kurz z proszku do zdejmowania odcisków palców
za pomocą brzegu wewnętrznej strony swojej białej koszulki.
„Deke,
to może plamić” - powiedziałam mu.
„Wtedy
koszulka trafi do kosza” - powiedział, prostując się i robiąc to, wyciągnął
telefon.
Dotknął
ekranu i przyłożył go do ucha, podczas gdy ja tam stałam, obserwując go.
„Jim-Billy”
- powiedział, przerwał, po czym kontynuował - „…wiem, która jest godzina.
Jestem u Jussy. Siedzi ze mną w środku, kiedy pracuję, a nie ma żadnych mebli.
Musisz wykonać kilka telefonów, zebrać coś wygodnego, fotel, kanapę, gówno mnie
obchodzi, dopóki ktokolwiek to nie obchodzi, że przyjmie to kurz z płyt kartonowo
gipsowych i drewniane drzazgi. Zwołaj to szybko, jak możesz” - potem kolejny
raz przerwał - „Racja, stary. Dzięki”.
Schował
telefon do tylnej kieszeni, a ja obserwowałam go, jak szedł wokół łóżka i
podszedł do francuskich drzwi. Obróciłam się za nim, więc mogłam dalej patrzeć,
jak wyszedł na mój taras, chwycił jedno z moich krzeseł Adirondack i
natychmiast wrócił.
„Zamknij
drzwi, mała” - rozkazał, taszcząc krzesło przez moją sypialnię.
Wyrwałam
swoje ciało z odrętwienia i szybko podeszłam do drzwi.
Zamknęłam
je, zaryglowałam i w chwili, gdy zamek kliknął, Deke wciąż był apodyktyczny -
„Pójdź za mną”.
Zrobiłam,
jak mi kazał, podążając za nim, gdy manewrował krzesłem pod takim kątem, że nie
tylko przeniósł je przez drzwi mojej sypialni, ale także do wielkiego pokoju.
Postawił
je tam i miałam okazję tylko spojrzeć na Cala, który stał w zamkniętych
frontowych drzwiach, rozpinając taśmę mierniczą i obserwując nas, zanim Deke
znów się odezwał:
„Dopóki
Jim-Billy cię nie ustawi, Jussy, to będzie musiało wystarczyć”.
Spojrzałam
na niego - „Dobrze, Słonko”.
Zbliżył
się i położył rękę na mojej szyi, wsuwając ją w moje włosy z tyłu i przysuwając
twarz do mojej.
„Pościel
jest w praniu. Zmywamy go. Twoje łóżko jest od niego czyste. Znowu wszystko
jest twoje. Ten pokój jest cały twój. Ten dom cały twój. On nie należał tutaj,
kiedy tu był, w ogóle nie należy do tego miejsca, w tym tutaj” - Podniósł drugą
rękę i lekko stuknął mnie w czoło, zanim opuścił tę rękę - „Zamierzam trochę
się wysilić, ale zaczniemy teraz, Jussy. Zmyjemy go”.
Przytaknęłam,
czując, jak jego dłoń jest ciepła we włosach na skórze mojej głowy i nie widząc
nic w mojej przestrzeni, moim świecie, tylko jego silną, piękną, brodatą twarz.
Nie
wiedziałam, czy uda mi się zmyć tego faceta.
Wiedziałam
tylko, że dla Deke’a zrobię wszystko, co tylko zechce.
Patrzyłam,
jak jego oczy się uśmiechają, zanim jego palce wyślizgnęły się z moich włosów,
aby mógł owinąć je wokół mojego karku i przyciągnąć do siebie.
Trzymał
tę jedną rękę tam, a drugą owinął wokół mnie, a ja owinęłam obie swoje wokół
niego.
Trzymał
mnie i nie spieszył się, robiąc to, bez ucisków, po prostu oferując mi
niezaprzeczalny dowód swojej solidnej świątyni.
W
końcu pochylił głowę tak, że jego usta znalazły się na czubku moich włosów i
powiedział tam - „Będę pracował nad daniem mojej Cygance kilku ścian”.
Pocałował
mnie we włosy i dopiero wtedy uścisnął, zanim mnie puścił.
Odetchnęłam,
wciąż czując zapach czystego mydła, jakim był Deke o poranku, albo Deke’a po
pracy nad płytami kartonowo gipsowymi.
Właściwie
tylko Deke.
Deke
podszedł do swoich narzędzi, które trzymał pod ścianą w wielkim pokoju.
Przeniosłam
wzrok na Cala, aby zobaczyć, że nie zwraca na nas uwagi i zamiast tego robi
wszystko, co musi zrobić, aby zrobić to, czego potrzebowałam.
Podeszłam
do mojego krzesła Adirondack, wyjmując po drodze telefon z kieszeni.
Usiadłam
na krześle i napisałam do Joss, Lacey, Dany i Mr T, mówiąc im, że jestem okej,
że leczę się, jestem bezpieczna.
I
byłam w domu.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuńJakiś czas temu przeczytałam ten opis Joe Callahana i stwierdziłam, że czas go lepiej poznać (niestety wersja tylko ang). I okazało się, że jest moim jednym z ulubionych bohaterów u Kristen, więc polecam <3
OdpowiedzUsuńW jakiej książce on występuje?
UsuńW cyklu The 'Burg, jego część to At peace
UsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńSuper dziekuje za fajny rozdział :) Nareszcie zaczyna się coś między nimi dziać :)
OdpowiedzUsuńPrzepraszam ale zgłaszam -"uduszony na śmierć chyba uduszona.
CZekam na klejny rozdział :)