Rozdział
2
Nic
wielkiego
Justis
Obudził
mnie dzwonek telefonu, więc z zamglonymi snem oczami i niezdarnie sięgnęłam, by
wziąć go ze stolika nocnego, przyłożyć do twarzy i wpatrywać się w wyświetlacz.
Brak
nazwiska, więc nie zaprogramowany, ale numer był lokalny.
Spojrzałam
na godzinę na moim telefonie.
08:15.
Jezu,
kto dzwonił wcześnie?
Ponieważ
numer był lokalny, a więc nie był kimś, kogo unikałabym, więc odebrałam.
„…lo”
- odpowiedziałam mamrocząc.
„Justis?”
- zapytał zachrypnięty mężczyzna.
Głos
był znajomy i gdybym była bardziej rozbudzona, mogłabym go sobie przypomnieć.
Niestety
było zdecydowanie za wcześnie, więc nie mogłam.
„Tak,
przepraszam, a ty to…?” – zapytałam, podnosząc się do przedramienia w łóżku.
„Max.
Holden Maxwell. Masz u mnie zaliczkę na prace budowlane” - odpowiedział.
Gówno.
Max. Holden Maxwell. Gorący facet numer jeden, którego spotkałam w tych górach
Kolorado.
A
ta liczba szybko rosła. To było tak, jakby było coś w wodzie lub lokalny
sekret, z którym, jeśli wyruszyłaś w podróż, musiałaś przysiąc, że nie
podzielisz się ich nagrodą i nie podpiszesz tego kontraktu krwią, w przeciwnym
razie mogą cię wytropić i zabić. Nawet z seryjnymi mordercami, porywaczami i
ludźmi grzebanymi żywcem, iloraz gorących facetów by to zanegował, a kobiety
gromadziłyby się na tych wysokich, skalistych wzgórzach.
„Tak,
Max, przepraszam, oczywiście” - powiedziałam i zaczęłam wyjaśniać swoją
niegrzeczność - „Nie jestem rannym ptaszkiem”.
Kiedy
odpowiedział, brzmiał, jakby miał uśmiech w głosie (a zauważyłam na naszym
spotkaniu, gdzie zaangażowałam go do dokończenia pracy, że był całkiem
szczęśliwym kolesiem w całości, w wysoki, ciemny i gorący sposób, oczywiście) -
„Przepraszam, Justis. Ale mam kilka wiadomości, które mogą być dla ciebie dobre
i pomyślałem, że chciałabyś od razu wiedzieć, czy chcesz w to wejść”.
O
Boże, miałam nadzieję, że jeden z jego klientów wycofał się, opóźnił lub
zabrakło mu pieniędzy.
Nie
było to miłe mieć nadzieję, ale miałam mini lodówkę w garażu, jedną działającą umywalkę,
brak pralni na miejscu, zainstalowany piec, który nie działał (a noce robiły
się coraz chłodniejsze) i niewiele miejsca do zamieszkania.
Byłam
w moim domu od trzech dni i już zastanawiałam się, czy nie powinnam spróbować
znaleźć lokalnego mieszkania na wynajem na kilka miesięcy, bo potrzebowałam
miejsca. Potrzebowałam pralki. Potrzebowałam sztućców, które nie byłyby
plastikowe, bo dostałam je z moim jedzeniem na wynos, które jadłam siedząc w
łóżku.
To,
czego nie potrzebowałam, to umrzeć z zimna w mojej nowo odkrytej oazie, bo nie
było możliwości włączenia pieca.
Ale
potem robiłam kawę w ekspresie, który stał na mini lodówce w garażu i siadałam
na swoim osobistym tarasie przed sypialnią i gubiłam myśli o wynajmie
mieszkania.
„Chciałabym
usłyszeć te wieści, Max” - powiedziałam mu.
„Mam
faceta, który czasem dla mnie pracuje. Wrócił do miasta i szuka pracy” -
odpowiedział Max - „Ponieważ powiedział mi, że będzie w mieście przez jakiś
czas i nie ma żadnych innych kontraktów, mogę go do ciebie wysłać”.
Podniosłam
się do siedzenia, wykrzykując - „O mój Boże! Byłoby świetnie!”
„To
tylko jeden facet, Justice” – ostrzegł Max - „Postęp byłby powolny, ale byłby”.
Mogłabym
być zadowolona z jakichkolwiek postępów. Mogłabym robić kawę w garażu i czyścić
garnek w umywalce w łazience przez miesiąc, gdybym miała działający piec (nie
wspominając o pralce).
Zanim
zdążyłam się podzielić tym, że chciałam, aby ten koleś zaczął w pomieszczeniu
gospodarczym (oczywiście po podłączeniu mojego pieca), Max mówił dalej.
„Więcej
dobrych wiadomości, ten facet robi wszystko. Elektryczność. Instalacja
wodociągowa. Stolarstwo. Miałbym go jako brygadzistę, gdyby nie podróżował”.
Stawało
się coraz lepsze i lepsze.
„Super”
- powiedziałam.
Dobroć
płynęła od Maxa.
„Robi
też nadgodziny. Tak więc praca na pewno będzie postępowała”.
„Alleluja,
Bóg odpowiedział na moje modlitwy” - pochwaliłam niebiosa w odpowiedzi Max’owi.
Kolejny
uśmiech był w chropowatym głosie Maxa - „Nadgodziny tylko przez dwie, trzy godziny
dziennie. To ciężka praca, nie lubię prosić moich ludzi o więcej, a jak oni są wyczerpani,
nie chcę, aby praca ucierpiała”.
„Wezmę
to” - zgodziłam się natychmiast.
„Muszę
zapłacić za nadgodziny, Justice. I to ty musisz to zatwierdzić, ponieważ to twoimi
pieniędzmi będę mu płacił”.
„Uznaj
to za zatwierdzone”.
„Świetnie”
- powiedział Max - „Mam trochę czasu dziś późnym rankiem, on też. Chcę go tam
spotkać, oprowadzić go. Nie było go przy tym, kiedy zaczęliśmy robotę, więc
muszę dać mu wprowadzenie. Muszę ci też powiedzieć, że będą blokady, w które
wpadnie, bo może dużo zrobić, ale u ciebie są rzeczy, które będą wymagały wielu
facetów. Prawdę mówiąc, chodzi o to, że zna tę pracę na tyle dobrze, że może poinformować
mnie o tym wcześniej, a zobaczę, czy mogę dostosować niektóre harmonogramy, aby
zachęcić facetów do odwiedzenia twojego domu, aby mogli zrobić to, co muszą,
aby utrzymać go w ruchu”.
„Byłabym
taki wdzięczna” - rzuciłam - „Naprawdę, Max. To jest super”.
„Dobrze
będzie , żebyśmy byli tam około dziesiątej, dziesiątej trzydzieści?”
„Absolutnie”.
„Dobrze,
więc tyle. Do zobaczenia”.
„Do
zobaczenia, Max. I jeszcze raz dziękuję”.
„Nie
ma problemu, Justice. Później”.
„Później”.
Upuściłam
telefon na kolana i uśmiechnęłam się do pustej ściany po drugiej stronie
ogromnej przestrzeni od mojego łóżka.
W
końcu wszystko się poprawiło.
Na
tę myśl, wcześniej niż robiłam to, kiedy musiałam to robić na wycieczki
prasowe, odrzuciłam kołdrę i wyskoczyłam z łóżka, żeby zrobić kawę w garażu i
wziąć prysznic.
*****
Wyszłam
na taras, ubrana w mój zniszczony, za duży, ale super wygodny kombinezon.
Połączyłam go z ciasnym, podkoszulkiem khaki.
A
moje włosy, których postanowiłam nie myć, były upięte w ogromny, bardziej
niechlujny niż zwykle, bałaganiarski kok na czubku głowy (co oznaczało, że
zwisało mi dużo długich kosmyków i nie zawracałam sobie głowy ich
zabezpieczaniem).
Cieszyłam
się filiżanką kawy numer trzy, ciszą i widokiem, gdy zadzwonił mój telefon,
który leżał na poręczy drewnianego krzesła ogrodowego Adirondack (na którym
siedziałam, pomalowanego na spokojną, stonowaną żółć, a drugi na łagodny,
głęboki fiolet… pierwszy zakup mebli w moim życiu i zrobiłam to, zanim jeszcze kupiłam
dom, bo się zakochałam, były wspaniałe!).
Spojrzałam
na ekran i nie zawahałam się ani sekundy przed odebraniem go.
„Lacey!”
- zawołałam.
„Ej,
kochanie” - odparła Lacey - „Co się dzieje?”
„Absolutnie
nic” - odpowiedziałam, czując się w tym momencie dziwnie (a może nie tak
dziwnie) zadowolona, że to prawda.
„Więc,
to zadupie, Kolorado, jest dobre dla ciebie” – zauważyła.
„Jak
dotąd, głównie tak. Właśnie dostałam wiadomość, że budowa domu rozpocznie się o
sześć tygodni wcześniej, więc teraz w większości jeszcze bardziej” - podzieliłam
się.
„Super, Jussy”.
„Jak
trasa?” - zapytałam.
„Szalona.
Ale dobra. Kołysaliśmy LA zeszłej nocy i to był odlot. W ciągu kilku tygodni
dostaniemy cztery dni wolnego, pomyśleliśmy, że polecę do zadupia i spędzę je z
tobą”.
„O
mój Boże! Mój wspaniały dzień właśnie się poprawił!” - krzyknęłam.
W
jej głosie było szczęście, kiedy powiedziała - „Uwielbiam to słyszeć” - Pauza,
potem kontynuowała i szczęście zostało wyciszone - „Co sprawia, że jest do
bani, że muszę ci powiedzieć, że Mav był za kulisami mojego występu zeszłej
nocy”.
Cholera.
„Och,
Lace” - mruknęłam, wiedząc, że to nie będzie dobre.
„Tak.
Był palantem. Potem stał się głośnym palantem. Następnie Jiggy musiał wezwać
ochronę, aby go wyrzucili. Zrobił to po tym, jak błagałam go, by poszedł tą
drogą, zamiast aresztować tyłek Mav’a”.
„Gówno”
- Nadal mamrotałam, zaskoczona, że menedżer Lacey, Jiggy, pozwolił jej się na
to namówić. Jiggy nie brał dużo gówna, a Lacey pozwalał brać mniej (zero, jeśli coś mógł na to poradzić) - „O
czym mówił Mav?” - spytałam, nie bardzo chcąc wiedzieć, bo miałam przeczucie, że
już wiedziałam.
„Głównie
chciał, żebym zdjęła cię z jego tyłka. Ale totalnie porąbane, Jussy, jeśli
możesz w to uwierzyć, chciał też, żebym potwierdziła, że Dana jest tym, kim on
i jego mama-demon z piekła rodem sądzą, że jest. Suką dążącą za pieniędzmi
twojego taty. Powiedział mi, że zapoluje na Biancę i od niej też dostanie to
gówno. Biorąc pod uwagę, że Dana jest pieprzonym aniołem w porównaniu z demonem
z piekła rodem, Luną, i pomiotem Szatana, którego stworzyła, powiedziałam mu,
że to gówno się nie stanie. Po prostu kochanie, nienawidzę ci tego mówić, ale
myślę, że już wiesz. Luna całkowicie wyprała Mav’owi mózg. Mógł być dupkiem,
ale to było poza schematami. Nie był ani trochę tym w porządku Mav’em, którym
czasami mógł być. To była cała ona. To wszystko, co z niego zostało”.
Wypowiedziała
te słowa, a ja automatycznie odsunęłam je na bok, bo nie mogłam nawet pomyśleć
o takiej możliwości. Poza moją mamą on był jedyną rodziną, z którą byłam
związana przez więzy krwi, z którą byłam choć trochę blisko.
To
dlatego, że rodzina Joss nie aprobowała jej ścieżki na długo przed moimi
narodzinami i nigdy nie wskoczyła na pokład, nawet jeśli to ją (w większości
przypadków, gdy nie zablokowała klaksonu z tatą) uszczęśliwiało.
Z
tego powodu Joss nie była super napalona na wpuszczanie mnie do ich życia,
kiedy ona i tata mnie mieli, więc nie zrobiła tego. Tak naprawdę nigdy ich nie
poznałam i jedyne razy, kiedy ich spotkałam były, kiedy byłam starsza i
widzieli zalety związku ze mną (a nie chodziło o to, że chcieli poznać swoją
wnuczkę lub siostrzenicę), a to ja podjęłam decyzję, by ich nie poznawać.
Jeśli
chodzi o rodzinę taty, byli rodziną taty. Byli tacy, jacy byli przez trzy
pokolenia, czyli byli Cyganami rozrzuconymi na wietrze.
Utrzymywanie
kontaktu z Cyganem nie było łatwe.
Luna
była dla mnie niczym, z wyjątkiem tego, że była mamą Mav’a, drugą żoną mojego
taty i kobietą, która nauczyła mnie ważnych, ale trudnych lekcji, jaką nie być.
„Dla
Mr T też są kutasami” - podzieliłam się z Lacey - „I jest tak blisko pozwolenia, żeby Mav spieprzył sobie życie”.
Lace
nawet się nie zawahała, zanim poradziła - „Po prostu ty też powinnaś pozwolić
Mav’owi spieprzyć jego życie. Nigdy nie był z tobą fajny. Ani trochę. Luna była
prawdziwą suką jeszcze zanim Mav się urodził. Znamy takich ludzi i nie są warci
wysiłku”.
„To
mój brat, Lace”.
„Wiem
o tym, Justice, ale warunki testamentu twojego ojca nie były tajemnicą.
Podzielił się nimi z tobą dawno temu. Dzielił się nimi też z Mav’em. Twój brat
to dupek, ale rozumie język angielski”.
Poczułam
cięcie w sercu na przypomnienie, że tata odszedł, coś innego, co świadomie (i
niezdrowo) odkładałam na bok.
Tato,
odszedł z tej ziemi. Proch osiadł na bogatej ziemi Kentucky, gdzie Dana i ja go
rozproszyłyśmy.
Minęły
cztery miesiące, a ja czułam, jakbym siedziała z nim wczoraj, śmiejąc się i
będąc głupkowatą.
Cztery
miesiące, a wydawało się, jakby odszedł całą wieczność temu.
I
poczułam, że wieczność osadza się w moich kościach. Jeśli pozwoliłabym sobie o
tym pomyśleć, przygniotłoby mnie to.
Więc
nie myślałam o tym.
Pomyślałam
o śmiechu i byciu głupkowatą.
„To
prawda, ale kiedy podzielił się tym z nami, Dana nie była częścią tego życia” –
zauważyłam – „A Mav był małym dzieckiem”.
„Nie
takim małym. A Dana spotykała się z
nim przez trzy lata i niedługo potem wyszła za niego. Była jego żoną nawet
dłużej niż twoja mama, a obie wiemy, że Joss była miłością jego życia. Dana też
o tym wiedziała, ale dała mu dobro, które pochodziło z głębi jej serca. Twój
tata był Joss Dany i mam w dupie, że jest tylko pięć lat starsza od ciebie.
Traktowała go w ten sposób, bez tych wszystkich kłótni, bzdur i gównianych sprzeczek
kochanków, których twoi rodzice nigdy opanowali, bo na tyle nie dorośli”.
Wpatrywałam
się w przepływającą obok rzekę i nic nie powiedziałam.
Mimo
to dużo czułam.
„Przepraszam,
Jussy” - powiedziała mi cicho Lacey do ucha, wiedząc nawet lepiej niż mama i
tata, jak bardzo przeżywam - „Kocham cię i myślę o tobie i zawsze myślałam. Nie
toleruję bzdur Mav’a, bo nie jest on moim bratem i od lat musiałam patrzeć, jak
wpychał to tobie i twojemu tacie do gardeł. Twój ojciec podzielił swój dobytek
na trzy części: dla ciebie, Mav’a i Dany, i jeśli o mnie chodzi, to więcej niż
kiedykolwiek zarobił Mav. Ale tego właśnie chciał twój tata. Był zdrowy na
umyśle, kiedy to zdecydował i wszyscy o tym wiedzą, nawet Mav i Luna. Był
również zdrowy na umyśle, kiedy wiedział, że Luna zawalczy o to, więc sprawił,
że jeśli którekolwiek z was sprzeciwi się jego życzeniom, zostanie zablokowane,
wydziedziczone, nic nie dostanie, a jego jedna trzecia zostanie podzielona
między pozostałych dwoje”.
Odetchnęłam,
ale tylko po to, żeby zachować spokój. Nie dlatego, że miałam coś do
powiedzenia.
To
naprawdę nie miało znaczenia. Lace nie skończyła mówić.
„Szczerze,
z tym, jaki był ten twój brat, rozważyłabym wejście do tego pierdolenia
umysłowego, w jakie próbował wyprostować swoją głowę na około dwie sekundy
przed tym, jak sam sobie pościelił i wskoczył w to. Kolejne czternaście
milionów, żeby mógł trzymać się w bogactwie, aż umrze, ten twój brat, nie moja
sprawa. Jesteś święta, posuwając się tak daleko. Zrobiłaś, co mogłaś. Odpuść
sobie”.
„Po
pierwsze, Lace, kocham go. Potrafi być dupkiem, wiem o tym. Ale potrafił też
być fajny, jeśli był w pobliżu taty lub mnie wystarczająco długo, by smród Luny
zniknął. Więc nie chcę, żeby narobił tego wielkiego popieprzenia i schrzanił
swoje życie. A po drugie, gdybym po prostu odpuściła, można by uznać, że mogłabym
oddać połowę jego jednej trzeciej”.
„Jus,
do diabła, dziewczyno, masz prawie trzydzieści milionów z majątku twojego ojca,
oprócz tantiem, które dostajesz, i tych na zawsze tantiem Johnny’ego, nawet
jeśli to tylko jedna trzecia? I nie chodzi nawet o to, co zostawił ci dziadek, a
co ustawiło cię na całe życie. Nie potrzebujesz kolejnych czternastu milionów i
wszyscy o tym wiedzą. A, siostro, powiem ci coś jeszcze, co już wiesz, już byłaś
ustawiona i to z własnej pieprzonej pracy, nie Johnny’ego, nie dziadka Jerry’ego”.
Mogłam
śmiało powiedzieć, że nie mogłam już o tym rozmawiać.
„Okej,
kocham cię. Tęsknię za tobą. Przykro mi, że mój brat spieprzył coś, co na pewno
było przedstawieniem, w którym powalałaś,
kurtyna, przebij to. Cieszę się, że dzwonisz,
bo uwielbiam słyszeć twój głos. Ale czy ten głos może teraz o tym nie mówić?”
„Jus…”
„Spróbuję
go złapać jeszcze raz, Lace. Nie odbiera moich telefonów. Nie zrobi tego.
Nadąża za tym, co robi, to nie tak, że zostawię to, co tu znalazłam, i go
wytropię. Zrobiłam to cztery razy w LA, zanim wyjechałam tutaj, i każdy z tych
czterech razy był bardziej nieprzyjemny niż poprzedni. Spróbuję jeszcze raz,
skończę i sądy mogą się nim zająć” - obiecałam.
Zawahała
się na chwilę, zanim się poddała.
„Dobrze,
w takim razie odpuszczę”.
„Dziękuję”.
„Teraz
musimy porozmawiać o Biance”.
„Cholera”
- wymamrotałam ponownie.
„Słyszałaś
coś od niej?”
„Nie.
Nie mogę też powiedzieć, że dużo dzwoniłam”.
To
sprawiło, że poczułam się nieswojo. Powinnam była zadzwonić. Ale przy tym
wszystkim, co działo się po śmierci taty, żałobie Dany, moim, kupowaniu domu,
wybrykach Mav’a i Luny, odejściu Joss w ciemną przestrzeń, bo tata zniknął, a
ona straciła swojego długoletniego partnera w ciągłym psuciu najlepszej rzeczy,
jaka im się kiedykolwiek przydarzyła, nie miałam czasu dla mojej dziewczyny.
Musiałam
znaleźć czas dla mojej dziewczyny.
„Zwiększymy
wysiłek” - oznajmiła Lace - „Jak nie będziemy miały od niej wiadomości, popytamy
dookoła. Jak nic nie usłyszymy o tym, kiedy za kilka tygodni wyjdę z wizytą do
twojej leśnej oazy, ułożymy plan, jak wyprostować jej gówno”.
Zbliżająca
się wizyta Lace, kochałam.
Prostowanie
gówna Bianki, niezbyt kochałam.
„Być
może będziemy musiały spać w tym samym łóżku” - ostrzegłam.
„Spałam
z tobą więcej nocy niż z jakimkolwiek mężczyzną, jakiego miałam, nie będzie
problemu” - oświadczyła.
Wspomnienia,
które z tego wynikły, sprawiły, że się uśmiechnęłam.
Lacey
zmieniła temat.
„Uwielbiałabym
ciebie na mojej trasie”.
„Może
bliżej końca” - powiedziałam jej, bo miała ona być na początku przyszłego roku,
po Bożym Narodzeniu w Kolorado w moim nowym (mam nadzieję, że do tego czasu w
pełni ukończonym) domu - „Dołączę do ciebie, pobędziemy razem kilka
przystanków”.
Coś,
na co warto czekać.
Zmiana
scenerii w czasie, który był znacznie dłuższy niż zwykle sobie dawałam.
„To,
co mówię, kochanie, to, że uwielbiałabym ciebie
na mojej trasie”.
Zamknęłam
oczy.
„Lacey”
– szepnęłam.
„Wszystko,
co ci powiem to, że nie robisz tego w moim stylu. Nie jestem pewna, czy dasz
radę założyć choćby jeden cekin i mieć chórek z dziesięcioma tancerzami za
tobą. Ale nadal byś zabijała. Zawsze tak robiłaś. I można śmiało powiedzieć, że
wielu ludzi chciałoby cię mieć z powrotem”.
„Mm-hmmm”
– wymamrotałam.
„Pomyśl
o tym” – nalegała.
„Mm-hmmm”
– wymamrotałam.
„Ból
w dupie” – wymamrotała.
„Lace?”
- zawołałam.
„Tak?”
- odpowiedziała.
„Kocham
cię do podeszwy moich butów”.
„Kocham
cię po czubek mojego sztyletu, Jussy. Pozwolę ci teraz odejść. Skontaktuję się
w sprawie spotkania”.
„Nie
mogę się doczekać”.
„Ja
też, kochanie. Pa”.
„Później,
Lacey”.
Rozłączyłyśmy
się i odłożyłam telefon, aby podnieść kubek stygnącej kawy (jeden z dwóch,
które posiadałam, oba kosztowały 3,99 USD na wyprzedaży w lokalnym sklepie
spożywczym, oba zostały już uderzone, bo były bardzo duże i były myte w
umywalce w łazience, nie był to mój najbardziej logiczny zakup).
Sączyłam
i wpatrywałam się w rzekę, czując szczyptę zimna w powietrzu.
Lato
się kończyło, był koniec sierpnia. Liście się zmienią. Będzie mokro. Potem
spadnie śnieg. Potem znowu będzie mokro. Wtedy zrobi się ciepło.
Zmiana
scenerii w jednym miejscu.
Boże,
jak mogłam nie widzieć, że tak mogłoby wyglądać życie?
Zawsze
byłam w pogoni za horyzontem. Nigdy nie uświadamiałam sobie, że jeśli stałam
nieruchomo, słońce rzeczywiście mogło wzejść wprost na mnie.
Na
tę myśl usłyszałam zbliżający się czyjś pojazd i włączyłam ekran telefonu, aby
zobaczyć, że jest dziesiąta osiemnaście.
Max
i jego człowiek.
Tak
jest!
Podniosłam
się z krzesła, złapałam kubek i telefon i przeszłam przez rozsuwane drzwi,
które prowadziły na prywatny taras wystający z boku domu. Przeszłam przez moją
sypialnię, w której postawiłam tylko duże łóżko z baldachimem, dwie szafki
nocne, kilka lamp i komodę. Wszystko nowe, wybrane dla mnie, zatwierdzone
przeze mnie, zamówione i zaaranżowane do wysłania przez projektanta wnętrz
używanego przez Danę w Kentucky.
Zanim
znalazłam swoją leśną oazę, nie miałam mebli, bo byłam sobą.
Byłam
Lonesome[1].
Byłam
Cyganem.
Do
teraz.
Z
wykończonej przestrzeni weszłam do szkieletu domu, holu, który prowadził do
czegoś, co miało być toaletą, pomieszczeniem gospodarczym i garażem.
Wyszłam
z tego i dotarłam do głównego pokoju, myśląc, jakie to dziwne, że zaczynam
tęsknić za ścianami.
Nigdy
nie przyszłoby mi do głowy, że znajdę się w miejscu, w którym zapragnę się
zamknąć.
A
jednak tęskniłam.
Mój
krok w moich sznurkowych płaskich sandałach (nie chodziłaś boso w moim domu,
chyba że zamierzałaś zostać w sypialni) załamał się, gdy spojrzałam na drzwi.
Drzwi
były wczesnym znakiem, że ta przestrzeń będzie moja, były takie wspaniałe.
Dom
był wykonany z kamienia, drewna i okien, ale głównie okien i kamienia. Drzwi
frontowe były zagłębione w wdzięczny kamienny łuk osadzony w innym kamiennym
łuku, w którym osadzony był drewniany łuk, a nawet drzwi były łukowate. Drewno
drzwi było pomalowane na postarzaną, ognistą zieleń.
Wejście
sprawiało wrażenie, że zaraz dotrzesz w przytulne, przytulne i miejsce w górach.
Nie więcej niż trzy tysiące metrów kwadratowych domu, ale gdzieś siedziałabyś
przy kominku z lampką wina lub w końcu dostałabyś patyk, na który nałożyłabyś
piankę, żeby móc zrobić więcej.
Drzwi
miały również łukowate okno z czymś, co wyglądało jak antyczne szkło, fale
zniekształcały to, co było za nimi, nawet jeśli to można było zobaczyć.
A
to, co widziałam, nie było Holdenem Maxwellem.
To
była ściana klatki piersiowej w białej koszulce, która na pierwszy rzut oka,
bez jasnowidzenia w moim życiu (chyba że to, jak miałam sześć lat, poznałam
Lunę, przejrzałam jej łaszenie się do mnie i wiedziałam, że będzie suką), wciąż
jakoś wiedziałam, że to Deke.
Ciągle
się poruszałam, myśląc, że mój Bóg lub żaden bóg może być tak złośliwy, żeby
bawić się ze mną w ten sposób, czyniąc z Deke’a tymczasowego „podróżnika”,
którego Max pragnął mieć brygadzistą w jego firmie, gdyby po prostu trzymał się
w pobliżu.
Bubba
też był dużym facetem. Tate nie był mały, tak samo jak Max.
Może
w górach robili ogromnych.
Więc
może to był inny facet.
Ale
kiedy otworzyłam drzwi i spojrzałam w górę, zobaczyłam, że mój Bóg jest tak złośliwy.
To
był Deke.
Kurwa.
Spojrzał
na mnie i jego głowa lekko drgnęła.
Spojrzałam
na niego, zastanawiając się, czy powinnam była znaleźć leśną oazę w Oregonie.
„Yo”
- przywitał się.
„Hej”
- wypchnęłam.
„Maxa
jeszcze nie ma?” - zapytał.
„Nie”
- odpowiedziałam.
Spojrzał
poza mnie, jego głowa znów drgnęła, a potem znów spojrzał na mnie.
„Jesteś
kobietą, która była w Bubba’s”.
Byłam
także kobietą, którą wystawił na ranczo dla facetów.
Nie
przypomniałam mu o tym fakcie.
„Tak,
uh… Jus” - przedstawiłam się. Żonglując telefonem i kubkiem, wyciągnęłam rękę.
Wpatrywał
się w to, jakby nigdy nie zaproponowano mu uścisku dłoni, zanim w końcu ujął
moją dłoń w swoją, mocno ścisnął i puścił.
„Jesteś
facetem Maxa” - stwierdziłam.
„Deke”
- odpowiedział.
Kiwnęłam
głową, mój umysł był pogmatwany.
Mieszkałam
tam, ale nie znałam nikogo.
Jasne,
kilka dni temu w Bubba’s, po tym, jak Deke opuścił swoją pozycję na końcu baru,
aby z powodzeniem podejść do biker baby (wiedziałam, że to się udało, bo wyszli
razem piętnaście minut później, a nie było to coś, co dodało blasku mojemu
świętowaniu, w ogóle), Bubba
przedstawił mnie Jim-Billy’emu. Przedstawił mnie też Nadine, innej bywalczyni
baru. I na koniec, weszła kobieta o imieniu Lauren i dowiedziałam się, że jest
żoną Tate’a, kiedy ją też mi przedstawiono.
Wszyscy
mili ludzie, ale w naszych czasach, nawet jeśli były to godziny i zawierały
spożycie alkoholu, nie zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Deke’a
na szczęście do tego czasu już nie było.
Ale
w tym momencie mojego życia miałam tę skorupę domu i niewiele więcej. Nie
miałam przyjaciół, z którymi mogłabym się spotykać, rzeczy do zrobienia i
wyjścia. Kupiłam dom, ale tak naprawdę nie zaczęłam nowego życia.
A
teraz wydawało się, że Deke będzie w tym domu, dzień w dzień, tygodniami,
pracując nad nim.
Ze
mną obecną przy tym.
Tak,
Bóg był złośliwy i pusty sposób, w jaki Deke patrzył na mnie, wiedziałam, że to
było bardzo złośliwe.
Odwróciłam
wzrok, myśląc, że w Wyoming dał mi tylko minimalną iskierkę. Drink, nasza
krótka dyskusja i to, że zaprosił mnie na przejażdżkę, były jedynymi znakami,
dzięki którym wiedziałam, że mu się podobam.
Teraz
nie było nic. Nawet słów.
Wreszcie
usłyszałam słowa.
„Max
mnie oprowadzi, ale może mógłbym się rozejrzeć, zanim tu dotrze, jak mnie
wpuścisz”.
Boże,
gapiłam się na niego niema i blokowałam drzwi.
A
on odwzajemniał wzrok, niemy, czekając, aż zejdę z drogi.
Gówno.
„Jasne,
oczywiście” - wymamrotałam, cofając się i odsuwając na bok.
Wszedł,
lekko pochylając głowę, żeby to zrobić.
Drzwi
nie były małe, miały normalną wysokość.
Deke
po prostu był wyższy.
Przeniósł
się do miejsca, w którym zatrzymałam się, żeby spojrzeć na przestrzeń, kiedy weszłam
po raz pierwszy i właśnie to zrobił.
Zatrzymał
się jak wryty.
Potem
mruknął - „Jezu”.
Zostawiłam
drzwi otwarte i skierowałam się w jego stronę, zatrzymując się niezbyt blisko i
zgodziłam się - „Wiem”.
Nie
spojrzał na mnie, ale podszedł do stosu płyt kartonowo gipsowych, sprawdził go,
rozejrzał się i wreszcie zwrócił na mnie swoją uwagę.
„Będziemy
potrzebować co najmniej dziesięć razy tego do tej pracy” – stwierdził.
„W
garażu jest więcej”.
Chociaż
w związku z tym nie sądziłam, że jest ich dziesięć razy więcej. O ile mogłam
zobaczyć, był inny stos o tej wysokości.
Nie
skinął głową ani nic, po prostu podszedł do stosu drewnianej podłogi. Przyjrzał
mu się przez chwilę, po czym skierował się do okrytej kocem szafki.
Odsunął
koc, odsłaniając kilka centymetrów drewna i wymamrotał - „Na zamówienie”.
Nic
nie powiedziałam, bo on wiedział, że tak jest i ja też.
Podszedł
do pudełek z zaprawą, kaflami, a ja obserwowałam, próbując znaleźć sposób, aby
się z tego wycofać.
Nie
mogłam powiedzieć Max’owi, że nie chcę, aby Deke wykonywał tę pracę, bo nie
miałam powodu, aby to robić. Mogłabym poprosić, żeby zamienił Deke’a na innego
faceta w jednej z jego innych prac, ale też nie miałam powodu, żeby to robić. A
Max i ja wiedzieliśmy, że muszę mieć tę pracę wykonaną, więc nie mogłam się
wycofać i powiedzieć, że poczekam na pełny zespół.
Utknęłam.
Utknęłam
na dzień po dniu z mężczyzną, który poruszył mnie jednym spotkaniem, a potem wystawił
mnie i nie pamiętał, pracującym w moim domu.
„Hej”
Głos
dobiegał z moich frontowych drzwi i odwróciłam się, aby zobaczyć Maxa
wchodzącego, z ręką owiniętą wokół kubka podróżnego, uśmiechem na jego
przystojnej twarzy, i nie byłam zdziwiona, że byłam tak głęboko zamyślona, że
nawet nie słyszałam zbliżającego się samochodu.
„Dotarłeś
tu przede mną” - powiedział do Deke’a.
„Tak”
– zgodził się Deke, bo to było oczywiste.
Max
spojrzał na mnie - „Hej, Jus…”
„Jus!”
To
nie było głośne, ale też nie na normalnym poziomie, było szybkie i brzmiało
desperacko.
To
wszystko dlatego, że przy Deke’u nie mogłam pozwolić, by Max nazywał mnie Justice
i może przypominał Deke’owi, że się poznaliśmy, coś, czego ja nie zrobiłam.
Zebrałam
się i powiedziałam - „Jus. Albo Jussy. Przepraszam, tak nazywają mnie
przyjaciele”.
Max
posłał mi zabawne spojrzenie, zanim się otrząsnął i odpowiedział - „Dobrze.
Fajne. Jus. Dobrze cię znowu widzieć”.
„Ciebie
też”.
Schowałam
telefon do kieszeni kombinezonu, gdy Max podszedł, żeby uścisnąć mi dłoń.
Potrząsnęłam
jego, a on zauważył - „Więc poznałaś Deke’a”.
„Tak”
- Nadeszła moja kolej, by zgodzić się na oczywiste.
„Świetnie”
- powiedział Max i spojrzał na Deke’a - „Mówiłem ci, że to duża robota, stary”.
Deke
nie zgodził się z tą oceną.
Stwierdził
- „Pogoda się zmieni. Potrzebuje izolacji. Ma piec?”
Max
skinął głową, kierując się w stronę Deke’a - „Ma, klimatyzator też, przewody.
Minęły miesiące, Deke, uważam, że są dobre, ale musisz je przejrzeć i
zainstalować termostaty”.
„Najpierw
izolacja” - odparł Deke.
Max
potrząsnął głową - „Przez kilka dni ten sprzęt pracuje w Porter. Będzie wolny w
czwartek”.
„Nie
da się bez tego zamontować płyt kartonowo gipsowych, Max. A ona potrzebuje ścian”
- odparł Deke.
Max
spojrzał na mnie - „Masz wybór, Ju… uh, Jus” - zaczął.
„Zalecamy
wdmuchiwanie izolacji piankowej i to jest w twojej specyfikacji. Działa dłużej,
działa lepiej, obniża rachunki za media, nie rozlicza się i nie wymaga wymiany
tak szybko, chroni przed gryzoniami i insektami, nie zatrzymuje wody. Deke ma
rację, byliśmy gotowi natrysnąć piankę, zanim ta praca się zatrzymała. Deke
może uporządkować twój piec, ale niewiele więcej może zrobić, dopóki nie będzie
izolacji. Jak chcesz, żeby to zaczął, możemy zdobyć celulozę lub włókno
szklane, ale nie jest to zalecane”.
„Popracuję
na tarasie”.
Max
i ja odwróciliśmy się i zobaczyliśmy, że Deke przeniósł się i stanął przy dużym
oknie, gdzie kiedyś będzie kuchnia.
Kiedy
zwrócił naszą uwagę, trzymał się Maksa i oświadczył - „Nie jest to priorytet,
ale jak ona ma gdzieś drewno, mogę to zrobić. Zrobię dzisiaj inwentaryzację
tego, co tu ma, upewnię się, że tego chce i to wystarczy. Jak byśmy potrzebowali
więcej, weźmiemy się za to. Jak coś jej się nie podoba, będzie współpracowała z
Mindy, aby to zamówić, więc dostaliśmy to, kiedy do tego dojdziemy. Spędzę nad
tym resztę czasu po tym, jak uporam się z najpilniejszymi, aż sprzęt będzie
wolny na tarasie. Pogoda się zmienia i jeśli byśmy mieli srogą zimę, ten taras
może nie być gotowy do wiosny”.
Max
ruszył w swoją stronę, mówiąc - „Na planach jest zewnętrzne palenisko przeznaczone
do zbudowania z kamienia na środku tarasu. Kupiłem do niego przewód gazowy, ale
w planie jest dwufunkcyjny, na gaz i drewno. Kamień jest pod plandeką na
zewnątrz. To samo dotyczy drewna, jeśli zdarzył się cud i nikt się do niego nie
dostał, gdy ten dom stał, czekając na sprzedaż”.
Ten
cud się wydarzył. Widziałam te stosy na zewnątrz.
Dzięki
Bogu.
„Masz
plany?” - zapytał Deke.
„W
moim pickupie” – odpowiedział Max.
„Tak,
nie będzie problemu. Pokażesz mi resztę? - zapytał Deke.
„Ruszajmy”
– odpowiedział Max.
Stałam
tam, czując się, jakby mnie tam nie było, dopóki Max nie złapał mojego wzroku i
uśmiechnął się do mnie, kiedy mieli przejść obok mnie.
Deke
nawet na mnie nie spojrzał.
„Uch,
czy mogę tylko powiedzieć…?” - zawołałam, kiedy prawie weszli we framugę drzwi
do holu.
Obaj
mężczyźni zatrzymali się i spojrzeli na mnie.
„Cieszę
się, że wszystko zostanie zrobione, ale kiedy zaczyna się praca w domu, czy
mogę najpierw dostać pomieszczenie gospodarcze?” - poprosiłam.
Kolejny
uśmiech Maxa - „Kobiety i pranie”.
Lekko
wzruszyłam ramionami - „Co mogę powiedzieć? Nie możemy przetwarzać ubrań, tak
jak kolesie, wywracając je na lewą stronę i ponownie je nosząc”.
Max
zachichotał.
Deke
patrzył na mnie bez wyrazu.
„Kiedy
izolacja będzie już gotowa i uruchomimy twój piec, Deke da ci pomieszczenie
gospodarcze” – zgodził się Max.
„Super”
- powiedziałam z promiennym uśmiechem, mając nadzieję, że nie wyglądał na zbyt wymuszony.
Max
uniósł brodę, odwrócił się i zniknął za framugą.
Deke
po prostu odwrócił wzrok i zniknął za framugą.
Co
do mnie, stałam tam i gapiłam się na pustą framugę.
Tak,
to się działo.
Spotkałam
faceta, który zaprosił mnie na randkę i wystawił mnie, a teraz spotkałam go
ponownie i nie pamiętał mnie.
Nieważne.
Nie
było to nic wielkiego.
Jasne,
napisałam dla niego piosenkę. Nagrałam ją. Wydałam album z tą piosenką. Płyta i
cały album zyskały uznanie krytyków, stosunkowo dobrze się sprzedały i były
nominowane do nagród.
Więc
co?
Nie
wiedział tego.
Nie
znał mnie, mnie, którą zaprosił na randkę, ani mnie, jaką się okazałam być.
Teraz
zamierzał budować mój taras, zinwentaryzować rzeczy w moim domu, wydmuchać
izolację w moje ściany, sprawić, by mój piec działał i dać mi pomieszczenie
gospodarcze.
Nic
wielkiego.
W
moim życiu działy się większe rzeczy.
Deke
Kimkolwiek-On-Był i fakt, że był na mnie całkowicie odporny, nie należał do
nich.
Jednego
nauczyłam się w życiu naprawdę dobrze.
Jak
przejść dalej.
Mój
tata nie żył, a ja podjęłam decyzję o przejściu dalej.
Więc
ruszałam dalej.
*****
Dwie
godziny później stałam w jednym z minimalnych wolnych miejsc pozostawionych w
moim wypełnionym po brzegi garażu i obserwowałam, jak Deke kładzie pudło na
niepokojąco dużym stosie pudeł, które odkładał na bok, gdy przeglądaliśmy
rzeczy, które tam były.
Przed
złożeniem oferty na dom przyjrzałam się temu, ale nie wiedząc, co i gdzie
pójdzie, najwyraźniej nie przyjrzałam się uważnie.
Teraz,
kiedy mieszkałam w tym domu i przeszliśmy przez wszystko dokładnie, ten duży
stos pudeł był osprzętem i wyposażeniem, które będę potrzebowała.
To
dlatego, że rzeczy wybrane do przechodniej łazienki były straszne. Łazienka dla
gości była bez inspiracji. I miałam zupełnie inną wizję, która była o wiele
bardziej dramatyczna, jeśli chodzi o to, co chciałam na panel kuchenny i blaty
w kuchni.
Deke
zwrócił się do mnie.
„Jak
nie będziesz używała tego, przyjmą to z powrotem, zwłaszcza, że będziesz
dostawała więcej i kupowała więcej” – oznajmił.
Z
pewnością dostawałabym więcej i kupowała
więcej. Twierdzenie, że wszystko, co było potrzebne, było zawarte w
nieruchomości, ponieważ znajdowało się na terenie nieruchomości, nie było
prawdziwe.
Wiedziałam
o tym wcześniej, bo Max ostrzegł mnie, że będzie potrzebnych więcej materiałów,
zanim podpiszę z nim dokumenty nie tylko do wykonania pracy, ale także do
zakupu domu (jeden z powodów, dla których padałam cenę, za którą chciałam dom).
To,
jak bardzo potrzebowałam więcej, było niespodzianką, chociaż Max nazwał to, co
było potrzebne, „znaczącym”.
„Znasz
Mindy?” - zapytał Deke, wyrywając mnie z moich myśli.
„Pani,
która pracuje w biurze Maxa?” - spytałam, bo wiedziałam o Mindy, skoro ją
poznałam, kiedy poszłam porozmawiać z Maxem o skończeniu pracy.
„Tak,
w niepełnym wymiarze godzin, a nie normalnie. Ma inną pracę, ale zwykła kobieta
Maxa jest na macierzyńskim. Mindy pomaga, bo tam pracowała przed uzyskaniem
stopnia naukowego, a zamiast tego Max musiałby znaleźć tymczasową, która nie
znałaby fiuta i wszystko psuła”.
Podzielenie
się tym ze mną było zaskakujące, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie dwie
godziny, odkąd Max odszedł, jego rozmowa była minimalna, gdy studiował plany,
otwierał pudła, liczył, mierzył, wziął drabinę z garażu, przyniósł ją i
wędrował po schodach, mówił mi, gdzie mają być użyte materiały, to ostatnie było
poza zakresem jego rozmowy.
Uderzyło
mnie, że to był jego sposób na powiedzenie, że to nie była normalna procedura
operacyjna w biurze Maxa, więc nie mogłam zakładać, że ktoś będzie na moje
zawołanie i dlatego będę musiała się sama czymś zająć.
Troszczył
się o swojego pracodawcę, który był również, oczywiście, jak zauważyłam, przyjacielem.
To
mówiło o nim dobre rzeczy.
„Zadzwoń
do niej, ona ma broszury” - kontynuował - „Możesz wejść, spojrzeć na nie,
zdecydować, czego chcesz, a ona wykona zlecenia. Zna również miejsca, do
których można się udać, aby obejrzeć płytki, kamień, płyty, cokolwiek. Dokonaj
wyborów, powiedz jej, a ona to dostanie. Tak?”
Kiwnęłam
głową, akceptując to.
„Dam
Max’owi znać, że musi sobie poradzić z tymi zwrotami” - stwierdził i wskazał
głową na stos odrzuceń.
„Byłoby
świetnie” - odpowiedziałam.
Nic
na to nie powiedział. Po prostu chrząknął - „Piec”.
Najwyraźniej
nadszedł czas, aby zająć się kolejnymi sprawami.
„Dobra,
tak. Piec. Dobrze” - wymamrotałam - „Noce stają się nieco chłodne”.
Jak
wspomniano, to była prawda. Cieszyłam się, że projektantka wnętrz Dany przysłała
puchową kołdrę ze wszystkimi wybranymi przeze mnie pościelami. Dało mi to
przytulność. Ale wciąż myślałam o udaniu się do lokalnego centrum handlowego, o
którym powiedziała mi Lauren, żeby kupić koc elektryczny. Temperatura musiała
spaść o dziesięć, piętnaście stopni w nocy i odczułam to.
Deke
znowu nie miał komentarza, po prostu ruszył w moją stronę.
„Chcesz,
żebym zrobiła dla ciebie kubek kawy?” - wskazałam na mini lodówkę, przed którą
stałam, na której stał mały na cztery filiżanki Mr. Coffee - „Mam też wodę
butelkowaną w lodówce” - podzieliłem się dalej - „Jogurt, owoce, niewiele
więcej. Proszę, częstuj się każdym z nich”.
„Jeśli
potrzebuję kofeiny, robię sobie przerwę, jadę do miasta, biorę ją od Shamblesa”
- mruknął, przechodząc obok mnie przez drzwi do domu.
Nie
przytrzymał dla mnie drzwi, więc zamknęły się za nim.
Stałam
tam, gdzie byłam, patrząc na zamknięte drzwi, zastanawiając się, czy może to dobrze,
że wystawił mnie siedem lat temu.
Nie
był pełen rozmów. Był szorstki, kiedy już coś powiedział. I był trochę
niegrzeczny.
Jednak
nadal był mężczyzną, który mi się podobał, zamknięty w sposób, po jakim chciałam
włożyć wysiłek, aby go otworzyć i podobał mi się sposób, w jaki się poruszał.
Jego włosy były o wiele dłuższe, więc teraz nie nosił ich w kucyk, ale
zaniedbany męski kok z tyłu głowy. A jego policzki i szczęka nie były pokryte
zarostem, ale pełną brodą.
To
nie miało znaczenia, nic z tego nie miało.
Byłam
dla niego pracodawcą, niczym więcej, dał to jasno do zrozumienia.
Cokolwiek
przyciągnęło go do mnie siedem lat temu, już dawno minęło.
Miałam
wrażenie, że wiem, co to było, że nie miałam już mini spódniczki i nie piłam
drinka w barze dla motocyklistów.
Był
ze swojego ludu. Nie byłam jego ludem. Wtedy tego nie wiedział. Teraz było
jasne, że to wiedział.
Niech
tak będzie.
To
nie tak, że nie bywałam wśród gorących facetów, których pociągałam, z którymi nawiązywałam
kontakt albo nie.
Myliłam
się. Nie był jedynym mężczyzną, który miał znaczenie w moim osobistym
wszechświecie.
Był
po prostu Deke’iem, facetem, który miał teraz robić postępy w moim domu, więc
kiedy zespół będzie mógł przyjść i zakończyć pracę, będą mieli mniej do
ukończenia.
To
było to.
Podeszłam
do drzwi, otworzyłam je i przeszłam, to były moje myśli.
To
i fakt, że robiłam wszystko, co w mojej mocy, aby stłumić uczucie, że te myśli,
absurdalnie i zbyt mocno, by było to zrozumiałe, albo choćby logiczne, bolały.
*****
Deke
Deke
Hightower siedział na niskim, składanym leżaku na trawie, z wyciągniętymi
długimi nogami, z ręką owiniętą wokół butelki piwa, z oczami na szklistej
powierzchni małego jeziora przed nim, które teraz wyglądało jak lustro, ale
wkrótce pokoloruje się pomarańczami i żółciami. Potem róże i fiolety. Potem niebieski.
Dopóki
nie będzie ciemne pocięte tylko odłamkami srebra.
I
siedział tam, myśląc, że nie ma pojęcia, jak jakakolwiek kobieta o takim ciele
jak ta, która nazywała siebie Jus, mogła nosić obszerne kombinezony, a jedyną
rzeczą, która czyniła ją wartą zachodu, był ten ciasny podkoszulek i przebłysk
skóry, który można było zobaczyć w środku na biodrach, co zawierało również
przebłysk jej majtek.
Racja,
więc było to, przebłysk skóry. Gładki. Opalony.
Miły.
„Kurwa”
- mruknął do jeziora, podnosząc piwo i pociągając łyk.
Z
drugiej strony, w sposób całkiem wprost hipisowski i niechlujny, a częściowo
spleciony w warkocze, lub w bałaganie z wiszącymi kawałkami, kobieta miała
poważnie jak gówno tonę włosów, co oznaczało, że mogła nosić wszystko, a myśli
mężczyzny nadal byłyby pochłonięte przez co mógł zrobić z tymi włosami.
Deke
pociągnął kolejny łyk, nie pozwalając, by te myśli go pochłonęły, i powtórzył
„Kurwa”, opuszczając piwo.
Musiał
pracować w jej domu. Musiał tylko mieć nadzieję, że ma o wiele bardziej
niedorzeczne ubrania do założenia, które go zniechęcą podczas robienia tego.
Nie
miało znaczenia. Suka było dziana. Jej gówniany poobijany pickup, który stał
przed jej popieprzonym domem – pickup, którego kupiła, bo był fajny i uważała,
że poprawia jej styl, a nie dlatego, że nie było jej stać na nic innego – nie
mogła ukryć faktu, że miała to.
Jej
szalone ubrania też tego nie ukrywały.
Wiedział,
ile kosztuje taki dom, zwłaszcza na terenie, na którym stał, nawet jeśli nie
był ukończony.
On
też widział plany i wiedział, o ile więcej w to wlewa.
Po
posortowaniu jej pieca i spojrzeniu na taras i zastanowieniu się, jak sobie z
nim poradzić następnego dnia, wyszedł, a ona nie dała mu klucza ani nie
powiedziała, że następnego dnia wyjdzie do pracy, więc musiałby wymyślić, jak
mógłby dostać się rano do jej domu.
Powiedziała
tylko - „Do zobaczenia jutro, Deke”.
Obserwował,
jak mówi to, gdy zamykała przed nim drzwi, by zamknąć się w popieprzonym domu,
który kupiła i nie po raz pierwszy nie był w stanie pozbyć się wrażenia, że patrzył
w te duże brązowe oczy wcześniej.
To
też nie miało znaczenia.
Była
poza jego ligą. Nawet gdyby chciał tam pojechać (a była zasadniczo jego szefową,
więc nie zamierzał tam pojechać, nauczył się tej lekcji aż za dobrze), nie
poszedłby tam.
Nie
potrzebował jej gówna. Nie musiała czuć się mniej, kiedy było oczywiste, że
może dać sobie więcej.
Potrzebował
pracy. Jego zasoby się kończyły.
Nie
zajęło mu to wiele, by rozumieć, ze nadchodził czas, kiedy pogoda nie będzie
pewna, by mógł wskoczyć na motor, gdy tylko poczuje potrzebę wystartowania.
Oznaczało to, że nadszedł czas, by osiedlił się w Carnal, dostał pracę i
zarobił trochę kasy, więc gdy pogoda by się zmieniła, mógłby wskoczyć na motor,
gdy tylko poczuje potrzebę wystartowania.
Nie
byłoby do niczego, wepchnąć rękę w ten kombinezon, by prześledzić palcami
koronkę, którą widział w jej majtkach. To byłoby, zanim zdjąłby z niej te
pieprzone brzydkie rzeczy.
Ale
to się nie stanie.
Deke
znał jej gatunek i dawno temu nauczył się tam nie chodzić.
Wyrzucił
ją ze swoich myśli i wpatrywał się w jezioro, myśląc o jej tarasie i palenisku,
które, gdy będą gotowe, będą śmiertelnie fajne, podobnie jak reszta domu.
Domu,
o którym Deke wiedział, że nie będzie kiedykolwiek miejscem, do którego by należał.
I
patrzył, jak lustro jeziora zmienia kolor na żółty i pomarańczowy, różowy i
fioletowy, a potem niebieski.
Kiedy
zrobiło się niebieskie, wstał, podszedł do swojej przyczepy kempingowej
Airstream, wsiadł, zamknął za sobą drzwi i zaczął kolację.
Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam kiedy zorientuje się że to jest ta kobieta dawno poznana :) będzie ubaw
CZekam na kolejny rozdział
Dziekuje. Może coś ma z pamięcią? 🤔
OdpowiedzUsuń