Rozdział
3
Nagroda
Justis
Głośne
walenie do moich drzwi zmusiło mnie do otwarcia oczu.
Zamrugałam,
przeturlałam się, sięgnęłam, nie trafiłam na stolik nocny, popchnęłam do
przodu, złapałam telefon i włączyłam ekran.
Walenie
trwało nadal.
Wpatrywałam
się w swój telefon.
Była
za dziesięć siódma.
Rano.
Co
do cholery?
Walenie
ustało tylko po to, by zacząć od nowa.
„Cholera”
– mruknęłam ze złością, odrzucając kołdrę, czując gwałtowne uderzenie chłodu
wczesnego poranka i ignorując to, by zrzucić nogi z łóżka.
Sięgnęłam
na podłogę, by złapać wełniane skarpetki, które nosiłam do łóżka (ponieważ puch
nie zadziałał przez jakiś czas, a ostatniej nocy zrobiło się super chłodno,
potem kołdra się rozgrzała i musiałam je zdjąć). Wciągnęłam je i złapałam duży,
masywny sweter z luźnej dzianiny na końcu łóżka, który zarzuciłam wczoraj
wieczorem, kiedy zaczęło robić się zimno.
Włożyłam
go, gdy wyszłam z łóżka, a walenie ustało. Ale nadal podążałam w stronę drzwi
wejściowych, nawet jeśli byłam w piżamie pod swetrem, co oznaczało przycięty
podkoszulek i parę workowatych, ale przylegających jedwabnych szortów z
kwiatowym haftem na biodrach.
Wyszarpnęłam
z niego ręką włosy, gdy zobaczyłam białą koszulkę przy drzwiach i nagle nie byłam
zjednoczona z myślą, że Deke, Kimkolwiek-On-był, nie był dla mnie jedynym
mężczyzną we wszechświecie.
Nagle
wkurzyło mnie, że Deke,
Kimkolwiek-On-był, nie czuł tego tak samo jak ja przed laty w Wyoming, co
oznaczałoby, że spędzilibyśmy ten czas razem i wiedziałby, że nie kładłam się
do północy i nigdy nie wstawałam z łóżka przed dziewiątą.
I
właśnie to zrobiłam wczoraj wieczorem, czytając w mojej popieprzonej sypialni
do drugiej w nocy.
Otworzyłam
zamek i otworzyłam drzwi szarpnięciem, gdy znowu zaczęło się walenie.
„Okej,
okej” - warknęłam, patrząc na gorącego mężczyznę, kolosalnego, czujnego Deke’a,
Deke’a, który był taki gorący, ten męski kok tak dobrze na nim wyglądał, był
taki duży i taki… Deke, że nie zauważyłam,
że, gdy otwierałam drzwi, jego oczy skierowały się szybko na południe. Po
prostu oświadczyłam - „Wstałam. Co do cholery?"
Jego
brwi zmarszczyły się, a jego uwaga skupiła się na mojej twarzy.
„Co
do cholery?”
„Tak,
co do diabła?” - zapytałam.
„Kobieto,
jestem tu, aby popracować nad twoim domem” - poinformował mnie.
„Wiem
o tym, Deke” - odpowiedziałam - „Ale nie ma nawet siódmej rano”.
„Godziny
od siódmej do czwartej” - stwierdził krótko, coś, o czym, jak niejasno pamiętałam,
wspomniał mi Max podczas naszego spotkania - „Dla ciebie, skoro chcesz mieć
nadgodziny, od siódmej do szóstej. Jest siódma”.
„Jest
za dziesięć siódma” - podzieliłam
się.
„To
tak dobre jak siódma” - odpalił - „Chcesz, żebym pokazał się o siódmej,
nieważne. Zrobię to jutro. Teraz jestem tutaj”.
„Tak,
a to, po co tu jesteś, jak rozumiem, wymaga pracy poza domem. Nie walenia w drzwi i wyciągania mnie z łóżka”.
„Nie
można rozpocząć pracy w nieruchomości bez poinformowania właściciela, że jestem
w pobliżu”.
„Czy
to reguła?”
„Chcesz,
żebym zabrał się za to bez zakłócania twojego odpoczynku piękności, też to
zrobię. Ale powiem tylko, że budowa nie jest cicha”.
Miał
mnie.
A
ja zachowywałam się jak szalona, coś, co zwykłam robić w rzadkich przypadkach,
kiedy przed dziewiątą byłam wyciągana z łóżka.
Ale
Deke nie spędził ostatnich siedmiu lat, ucząc się tego o mnie, więc powstrzymałam
to.
„Łapię”
- przyznałam - „Teraz wiem, że tu jesteś. Zabierz się do tego. Zostawię drzwi
otwarte, jeśli będziesz czegoś potrzebował. Chcesz kawę?”
Powoli
mrugnął.
Było
to gorętsze niż to, że tam stał, co samo w sobie było wystarczająco gorące.
„Odgryzasz
mi głowę, a dziesięć sekund później oferujesz mi kawę?”
Nowy
ton od Deke’a.
Niedowierzający.
„Robię
sobie, a jeśli ją pijesz, tobie też mogę zrobić” - zauważyłam.
„Już
trochę złapałem”.
Teraz
była moja kolej, by mrugnąć.
„Nie
śpisz wystarczająco długo, żeby zrobić sobie i wypić kawę?” - zapytałam.
„Niektórzy
z nas żyją w prawdziwym świecie, cygańska księżniczko” – wyrzucił z siebie, cel
tego był oczywisty i poczułam ukłucie złośliwości - „Wstają. Przygotowują się.
Idą do pracy. To właśnie robią prawdziwi ludzie”.
„Nie
chciałam…” - zaczęłam pojednawczym tonem.
Deke
nie miał ochoty na pojednanie.
„Skończyliśmy
tutaj?” - zapytał.
„Nie
odpowiedziałeś na temat kawy”.
„Dzięki”
– uciął, wcale nie brzmiąc jakby dziękował - „Jest dobrze”.
Następnie
odwrócił się na pięcie i wyszedł z łukowatego przedpokoju, przesunął się w lewo
i straciłam go z oczu.
Ponieważ
wydawało mi się, że często będę koło Deke’a, stałam w drzwiach, gdzie zauważyłam,
że chłód na zewnątrz nie był bardziej chłodny niż chłód wewnątrz i wpatrywałam
się w miejsce, w którym go ostatnio widziałam.
Okej,
więc uporządkowałam wczoraj swoje myśli na temat Deke’a, co było dobre.
Dziś
ledwo świtało (tak, właściwie było już po świcie, ale wydawało mi się, że
ledwie świta), a już stworzyłam sytuację, w której musiałam uporządkować różne
sprawy z Deke’iem.
„Gówno”
- mruknęłam, zamykając drzwi.
Przeszłam
przez dom, żeby dostać się do garażu, żeby zacząć kawę, zastanawiając się, czy
powinnam była włączyć piec, który teraz miał ładne, błyszczące termostaty w
trzech miejscach.
Ponieważ
nie miałam izolacji i, nawet jak byłam bogata jak krezus, nie miałam ochoty na
ogrzewanie powietrza Kolorado wokół mojego domu razem z ogrzewaniem domu, nie włączyłam
go.
Byłabym
zadowolona z izolacji.
Co
oznaczało, że musiałam być zadowolona, że miałam Deke’a, bo byłabym wypieprzona,
gdybym go nie miała.
Co
oznaczało, że musiałam załatwić sprawy z Deke’iem.
Gówno.
*****
Półtorej
godziny później z włosami mokrymi i zwisającymi, ubrana w sukienkę wykonaną
prawie wyłącznie z kremowej koronki (oczywiście, na kremowej podszewce), z
krótkimi rękawami i krótszą spódnicą (kończącą się w połowie uda) a także w parę
błękitnych kaloszy z biedronkami, podeszłam do Deke’a. W jednej ręce trzymałam
kubek gorącej kawy, w drugiej karton mleka, torebkę cukru przyciśnięte do
piersi ramieniem.
Usłyszał,
jak nadchodzę, odwrócił się, obejrzał się, a jego zazwyczaj pozbawiona wyrazu
twarz przybrała wyraz.
Irytacji.
Zasłużyłam
na to, będąc suką, więc to zignorowałam.
„Hej”
- zawołałam, gdy się zbliżyłam.
Nie
odwzajemnił mojego pozdrowienia.
Skończyłam
się zbliżać, co oznaczało zatrzymanie się cztery kroki od niego, robiąc to
zobaczyłam trochę zaskoczona, że duże prostokątne palenisko, które ostatecznie
stanie się centralnym punktem na środku tarasu, było już wybudowane na około
metr w górę, wznosząc się od wilgotnej ziemi.
Pracował
szybko.
I
wyglądało to dobrze.
Zwróciłam
na niego wzrok.
„Przyniosłam
ci kawę” - niepotrzebnie się podzieliłam.
Nawet
nie spojrzał na moje ręce.
Również
nic nie powiedział.
„Dobra,
koleś” - zaczęłam cicho - „Po prostu powiem, że nie jestem rannym ptaszkiem”.
„Złapałem
to” - burknął.
„Nie
daje mi prawa do bycia złośnicą” - kontynuowałam - „Przykro mi z tego powodu”.
Przesunął
się, ale tylko po to, by skrzyżować ręce na piersi.
To
zwróciło moją uwagę na jego klatkę piersiową, co nie było dobrym posunięciem,
gdybym nie chciała wygadać się, że spotkałam go lata temu, to spotkanie coś dla
mnie znaczyło, robienie tego na chwilę przed tym, jak skoczyłam na jego kości
(coś, czego nie chciałam zrobić, bo ja chciałam,
a on nie), więc spojrzałam mu w twarz
i nie było dużo lepiej.
Wytrwałam.
„Od
teraz ustawię budzik”.
„Nie
wysilaj się”.
Czekaj,
czekaj.
Przeprosiłam.
Przyniosłam kawę. Byłam suką, ale wyjaśniłam, a teraz byłam spoko.
Musiał
spotkać się ze mną w połowie drogi.
Więc
nie poddawałam się.
„Albo
mogę dać ci klucz, a ty możesz po prostu…” - machnęłam kubkiem - „…zajmować się
sprawami”.
„Jakkolwiek
chcesz. Ty jesteś szefową” - odpowiedział.
Deke
był uparty.
Cholera.
Próbowałam
dalej.
„Chciałabym,
abyś czuł się tutaj komfortowo.”
„Wystarczająco
komfortowo, kiedy pracuję” - odpowiedział.
Co
oznaczało, że byłoby dobrze, gdybym go po prostu zostawiła w spokoju.
Chciał
tego w ten sposób, dobrze. Byłam niefajna, przeprosiłam za to, jak on nie
zamierzał tego odpuścić, to nie był mój problem.
Był
tam do pracy. Nie było go po to, by zostać moim najlepszym przyjacielem.
„Racja”
- mruknęłam, odwróciłam się, zobaczyłam stos drewna owinięty brezentem i
związany grubymi drutami, który leżał przy ścianie domu, i przeszłam tam.
Postawiłam na wierzchu kubek, mleko, cukier i odwróciłam się do niego - „W
cukrze jest łyżeczka, jeśli go potrzebujesz. Przyjdę po rzeczy później. Nie
będę ci przeszkadzała, kiedy to zrobię”.
„Zobowiązany”
- mruknął i odwrócił się z powrotem do kamienia.
Nie
zwlekałam.
Wyszłam
stamtąd.
Godzinę
później wróciłam i palenisko było na półtora metra.
Zapowiadało
się wspaniale.
Chwyciłam
mleko, cukier i (dziwnie ucieszyłam się widząc to) pusty kubek i zaniosłam to z
powrotem do domu.
*****
Ponownie
odsłuchałam brzydką wiadomość głosową mojego brata i czekałam na sygnał
dźwiękowy.
Potem
usiadłam na skraju siedzenia mojego krzesła Adirondack, pochyliłam się,
wpatrując w noski moich kaloszy i zostawiłam wiadomość.
„Z
przyjemnością dowiesz się, ale mam nadzieję, że wiesz, jak smutno mi to mówić,
że to ostatnia wiadomość, jaką ode mnie otrzymasz. Naprawdę chcę, żebyś
postąpił słusznie, Mav. Nadal mam nadzieję, że dowiesz się, co jest słuszne i
zrobisz to. I mam nadzieję, że masz w sobie świadomość, jak by to zraniło tatę,
gdyby nadal tu był. Prosto do kości, braciszku. Umarłby kolejną śmiercią, tym
razem bardziej bolesną, wiedząc, że jego chłopak zachowywał się w ten sposób w
stosunku do dwóch kobiet, które kochał najbardziej w jego życiu. Proszę,
proszę, proszę, Maverick, jedyną
osobą, którą ranisz, jesteś ty. Nienawidzę tego dla ciebie. Tata nienawidziłby
tego za ciebie. Więc nie rób tego”.
Nacisnęłam
przycisk, aby się rozłączyć, ale nie czekałam na kolejne uderzenie serca, gdy
mój kciuk przesunął się po ekranie, aby znaleźć numer Bianki.
Usuń
gówno z drogi i ruszaj dalej.
To
nie tata mnie tego nauczył, ale Mr T (chociaż nie używał słowa „gówno”,
ponieważ nigdy nie przeklinał).
Wcisnęłam
i nie było dzwonienia.
Telefon
Bianki był, oczywiście, wyłączony. Przeszło prosto do poczty głosowej.
Więc
poszłam od razu do pozostawienia wiadomości.
„Racja,
więc byłam przestraszona tym, że nie mogłam się z tobą skontaktować. Potem
bardziej się przeraziłam. Potem się zmartwiłam. Teraz jestem spanikowana, Anca.
Lace przyjedzie za kilka tygodni i bardzo chciałabym, żebyś też była, żebyśmy
mogły być razem i byś mogła nas poinformować, co się z tobą dzieje. Na dobre i
na złe. Trzej muszkieterowie. Wiesz o tym, kochanie, zawsze” - nawet ja słyszałam
nutę niepokoju w moim głosie, kiedy skończyłam - „Wpuść mnie, Anca. Wiesz, że
możesz mi dać wszystko. Wszystko.
Jestem tutaj. Zawsze tu dla ciebie, moja piękna siostro. Wiedz o tym. Wszystko
i zawsze”.
Nacisnęłam
rozłączenie i sekundę później usłyszałam szorstki odgłos chrząknięcia.
Uniosłam
głowę i spojrzałam w prawo, by zobaczyć Deke’a stojącego z boku tarasu, na
szczycie schodów prowadzących stamtąd, z jedną ręką na poręczy, z oczami
skierowanymi na mnie.
„Przepraszam”
- mruknął - „Myślałem, że słyszałaś, jak nadchodzę”.
Pokręciłam
krótko głową i odpowiedziałam - „Nie ma problemu. Wszystko w porządku?”
„Palenisko
jest tak gotowe, jak się da w tym momencie, zacznę taras. To oznacza, że będę
ciąć drewno i będzie głośno”.
Podniosłam
się do pozycji stojącej - „W porządku. I tak jadę do Gnaw Bone, żeby spotkać
się z Mindy”.
Krótko
skinął głową - „Racja”.
„Czy
mogę ci coś przywieźć?” - zapytałam.
„Nie”
- odpowiedział.
Chciałam
to popchnąć. Zaproponować mu kanapkę. Iść do tego, kimkolwiek był, Shamblesa i
przynieść mu kawę. Może powiedzieć mu, że przyniosę pizzę, którą oboje
podzielimy się, gdy on zrobi sobie przerwę.
Nic
w nim nie zapraszało mnie do niczego przyjaznego i nie chodziło tylko o to, że
byłam wcześniej suką, nic w nim też nie zapraszało mnie do tego wczoraj.
Więc
powiedziałam - „Okej więc. Chcesz mój numer na wypadek, gdybyś musiał do mnie
zadzwonić?
„Jak
bym potrzebował czegoś, zadzwonię do Maxa.”
Zdecydowanie
nie chciał przyjaźni.
„Dobra”
- powiedziałam i wyszło to bardziej zwięźle (lub zranione), niż chciałam.
Nie
przegapił tego. O nie, nie zrobił tego. Wiedziałam to ze sposobu, w jaki jego
broda odchyliła się lekko w bok i coś przesunęło się po jego rysach tylko po
to, by zniknąć, zanim mogłam to odczytać.
Nie
chciał przyjaźni, to było w porządku. Jeśli wkurzona poranna niedźwiedzica,
którą mogłam się stać, nie podniosła swojej brzydkiej głowy, nie mógł chcieć
tego, czego nie chciał.
Nadal
zamierzałam być przyjacielska.
„Jak
zmienisz zdanie, wrócę za kilka godzin i chętnie wezmę ci kanapkę lub pizzę” -
zaproponowałam - „Po prostu zadzwoń do Maxa i poproś o mój numer.”
Nic
nie powiedział.
Postanowiłam
nie przewracać oczami ani nie rzucać mu spojrzenia.
Po
prostu odwróciłam się i weszłam do sypialni, wołając za sobą - „Później, Deke”.
Zamknęłam
za sobą francuskie drzwi, widząc, że już zniknął.
*****
Siedziałam
na moim krześle Adirondack, butelka piwa spoczywała na oparciu, broszury, które
dała mi Mindy, były wszystkie z karteczkami samoprzylepnymi wystającymi z góry
i po bokach, ale przewijałam zdjęcia na moim telefonie, które przysłał do mnie
projektant wnętrz Dany.
Odbiór
był nierówny, co było do bani i sprawiało, że ładowanie trwało wiecznie.
Potrzebowałam
kablówki i Wi-Fi.
Z
drugiej strony potrzebowałam wielu rzeczy.
„Yo”
- usłyszałam i spojrzałam w prawo, aby zobaczyć Deke’a stojącego na dole
schodów.
Nie
byłam zachwycona, widząc, jak spocona koszulka przywiera mu do piersi po pracy,
z przyklejonymi kawałkami drewna i wyglądał lepiej, niż jak był świeży i czujny
rano dopiero co napełniony kofeiną.
„Hej”
- przywitałam się.
„Skończyłem
na dzisiaj” - oświadczył.
Nadal
nieprzyjazny.
Jego
wybór.
„Dobrze,
świetnie, dzięki.”
„Wrócę
o siódmej” - stwierdził.
„Tak”
- odpowiedziałam.
„Będę
robił izolację. Możesz nie chcieć być w pobliżu” - ostrzegł.
„Hałaśliwe?”
- zapytałam.
„To
i inne rzeczy” - odpowiedział.
Skinęłam
głową - „Ulotnię się. Zrobię wszystko dla izolacji. Noce stają się rześkie”.
Deke
nie miał komentarza.
„Miłego
wieczoru” - zaprosiłam.
Uniósł
brodę, odwrócił się i odszedł.
Zastanawiałam
się nad moją poetycką duszą. Kiedy patrzyłam, jak odchodzi, pomyślałam, że może
być wadliwa, skoro to wybrała dla mnie właśnie tego faceta.
Dałam
temu trochę czasu, zanim odłożyłam telefon, wstałam i zeszłam po schodach i
dookoła domu tylko po to, by się zatrzymać i gapić.
Z
wyjątkiem kilku minimalnych obić deskami na krawędziach, balustrady i wykończeń
na szczycie paleniska, taras był gotowy.
I
wyglądało to niesamowicie.
Był
ogromny i był doskonały, i bardzo mi się to podobało.
Żałowałam
też, że nie widziałam tego przed wyjazdem Deke’a, żebym mogła mu to powiedzieć.
Nie
widziałam, więc będę musiała mu powiedzieć jutro.
Właśnie
wtedy nadszedł czas, aby wysłać e-mail do projektanta Dany.
Ten
taras potrzebował mebli.
Musiałabym
też porozmawiać z Maxem. Mogłabym poczekać kolejny dzień, aby móc zrobić
pranie, aby ten taras był gotowy i dostępny dla mnie.
Całkowicie.
*****
Deke
Deke
siedział na krześle na zewnątrz, patrząc, jak jezioro zmienia kolor na
pomarańczowy, nie myśląc o jeziorze, ale o tym, że nie musiałby schylać się za bardzo,
by znaleźć dół krótkiej, koronkowej sukienki Jus i wsunąć ją na jej tyłek.
Te
myśli przesunęły się niekomfortowo na jej słowa - Umarłby kolejną śmiercią, tym razem bardziej bolesną, wiedząc, że jego
chłopak zachowywał się w ten sposób w stosunku do dwóch kobiet, które kochał
najbardziej w jego życiu.
Miała
problemy z bratem, jakieś, które brzmiały naprawdę nie najlepiej.
A
jej tata nie żył.
Jus
nie wyglądała na wiele więcej niż trzydzieści lat. Albo mężczyzna miał dzieci
późno, albo zmarł młodo.
Umysł
Deke’a ledwo skupił się na tym fakcie, kiedy usłyszał jej głos mówiący: Jestem tutaj. Zawsze tu dla ciebie, moja
piękna siostro.
Coś
się działo również z jej siostrą.
Żadna
z tych rozmów nie brzmiała dobrze.
Mimo
to skończyła je, po czym spojrzała na niego, zebrała się do kupy i
zaproponowała, że przyniesie mu pizzę.
Po
sposobie, w jaki otworzyła mu drzwi, był przekonany, że była tym, za kogo ją
uważał, fałszywą cygańską księżniczką w górach Kolorado na ziemi wartej miliony
dolarów.
Kiedy
zaproponowała mu kanapkę, była ubrana w tę kurewsko uroczą sukienkę i tupiąca w
tych absurdalnych butach, w których wyglądało, że czuła się wygodnie, a nie
tak, jakby tęskniła za wysokimi obcasami, więc zastanawiał się, czy miał rację.
„Chryste”
- uciął, podniósł, wszedł do swojej przyczepy i zrobił kanapkę z pieczenią i
serem.
Zjadł
ją i od razu poszedł do Bubba’s.
Zrobił
to mając nadzieję, że Jus tam nie będzie.
Jednocześnie
zaprzeczając sobie, że miał nadzieję, że będzie.
*****
Justice
Następnego
ranka byłam w garażu, wpatrując się niecierpliwie w Mr. Coffee, który sączył
brązowy eliksir, kiedy usłyszałam stłumione walenie.
Deke
przyjechał.
Weszłam
do domu, przez niego i do drzwi wejściowych.
Żadnych
piżam tego ranka. Ledwo co byłam ubrana i nie brałam prysznica. Ale byłam
ubrana, rozbudzona i zdecydowana nie być suką.
Otworzyłam
drzwi i spojrzałam w górę.
„Hej”
– przywitałam się.
„Hej”
– przywitał się.
„Robię
kawę” - oznajmiłam, odsuwając się za drzwi, żeby go wpuścić, a on wszedł, kiedy
jeszcze mówiłam - „Jak skończę przyniosę ci kubek. Potem pójdę pod prysznic i
wyjdę stąd, kiedy ty zabierzesz się do rzeczy. Chcesz, żebym wróciła koło
południa z jedzeniem czy czymś?”
Zatrzymał
się w środku i przyglądał mi się, gdy mówiłam.
Zajęło
mu kilka uderzeń serca, zanim powiedział - „Dzięki. Nie”.
„Pewien?”
- zapytałam.
„Jest
dobrze” – odpowiedział.
„Porząsiuniu”
- odpowiedziałam, odwróciłam się i wróciłam do domu, pytając - „Jaką pijesz
kawę?”
Kiedy
nie odpowiedział, zanim weszłam we framugę drzwi, aby wyjść na korytarz,
zatrzymałam się i odwróciłam.
Nie
poruszył się, z wyjątkiem zmiany pozycji w taki sposób, że był przodem do mnie.
„Deke”
- podpowiedziałam.
„Mleko,
niewiele, jedna łyżeczka cukru”.
Uśmiechnęłam
się do niego, powiedziałam - „Racja” i wyszłam.
Przyniosłam
mu kawę, kiedy przenosił kilka rzeczy z zewnątrz.
Kiedy
stawiałam go na okrytej kocem szafce, przemówił.
„Zrobię
tyle, ile mogę, Jus”.
Moje
spojrzenie padło na niego, kiedy użył mojego imienia.
„Zrobię
co w mojej mocy, aby to wszystko zrobić” - kontynuował - „Nie powinno być
problemu, chociaż nie mogę zrobić krokwi bez innego mężczyzny. Mimo to w nocy
możesz rozpalić piec. Testowałem go wcześniej. Jak nie będzie cię w domu, zanim
wystartuję, ustawię go, zanim odejdę”.
„To
byłoby… to byłoby…” - dlaczego nie mogłam znieść, że jest przyzwoitym
człowiekiem? – „Byłoby świetnie, Deke. Dziękuję” - W końcu wydostałam.
„Jak
masz, zostaw mi klucz i swój numer” - rozkazał - „Zamknę, zanim wyjdę, a ty nie
wrócisz. Zadzwonię do ciebie, jeśli coś wymagałoby zgłoszenia”.
Skinęłam
głową.
Patrzył,
jak kiwam głową, a potem wyszedł z powrotem, prawdopodobnie po więcej rzeczy.
Uśmiechnęłam
się do siebie, kiedy weszłam do sypialni, wzięłam jeden z dodatkowych
kluczyków, które dała mi Joni przy sprzedaży, napisałam swój numer na
samoprzylepnej karteczce i zabrałam je z powrotem, żeby położyć je przy kawie.
„Baw
się dobrze izolując” - zawołałam do niego, gdy wrócił z kolejnymi rzeczami, a
ja wracałam do sypialni.
Najwyraźniej,
po dojściu do kresu swojej zdolności do bycia przyzwoitym człowiekiem, Deke nic
nie powiedział.
Stałam
w jednym z dwóch sklepów spożywczych, które jakoś wydawały się być w stanie
utrzymać przy życiu małe miasteczko Carnal i uśmiechając się, gapiłam się na
okładkę magazynu Twang.
Lacey
była z przodu. Tylko Lacey na szarym tle, chociaż przy jej prawej stopie stał
samiec pawia, z ogonem rozpościerającym się za Lace w pełnej krasie.
Jej
stopy były szeroko rozstawione. Jej krótkie, ale zgrabne nogi naoliwione.
Maleńka sukienka wykonana w całości z pawich cekinów ledwo zakrywała jej drobne
ciało. Jej włosy nastroszone były wysoko do góry, opadając prostą falą z tyłu. Ręce
trzymała na biodrach, jakby była Wonder Woman.
Na
dole, obok jej szpilek na srebrnych sandałach, napis deklarował:
Lacey Town
Ubarwia swoją trasę Peacock
O
tak, byłam pewna, że tak, ponieważ Peacock, tytuł jej najnowszego albumu, a
także jej obecnej trasy, pokrył się platyną w dniu premiery, a trasa wyprzedała
się w dziesięciu krajach.
Wyszarpnęłam
magazyn z półki i przerzuciłam go, aż zobaczyłam artykuł.
Więcej
zdjęć Lacey, zarówno pozowanych, jak i w połowie tańca, z otwartymi ustami i
mikrofonem przytulonym do jej policzka na scenie.
Również
jedno z jej tatą, Terrence’em Townem, perkusistą i pół dekady partnerstwa kompozytorów
nadal koncertującej grupy (z wyjątkiem piątego wcielenia), multi-platynowej
R&B, Brama Niebios.
Przewróciłam
stronę i wzięłam głęboki oddech.
I
jeszcze jedno zdjęcie, ze mną po jednym z moich występów pięć lat temu, na
którym obejmowałyśmy się ramionami, uśmiechałyśmy się szeroko do aparatu, a mój
tata stał blisko i wyglądał na dumnego, pod którym było napisane:
Z długoletnią przyjaciółką, uznaną
wykonawczynią ballad rockowych, Justice Lonesome i jej ojcem, niedawno zmarłą
legendą, Johnny’m Lonesome, dwojgiem z silnej linii Lonesome, zrodzonej przez
zmarłego, wielkiego, mitycznego boga rocka, Jerry’ego Lonesome.
Pamiętałam
ten występ. To było w Louisville. Niewielkie miejsce, ale tłum w rodzinnym
mieście. Jedna z dwóch wyprzedanych nocy. Najlepszy klimat, jaki czułam w
życiu, a było kilka dobrych przed i po. Ale nic lepszego.
Na
szczycie świata, a mimo to tonęło w błocie.
Wpatrywałam
się w mojego ojca, wyglądającego na tak dumnego.
Wujek
Jimmy i ciocia Tammy zrobili kariery. Byli dobrzy, wciąż koncertowali,
nagrywali płyty, wystawiali, tworzyli piękną muzykę, która została doceniona
przez wielu, sprzedaż biletów mieli na wysokim poziomie, mniejsze miejsca, nie
areny, ale nie było na co kręcić nosem.
Ani
nie byli tak dobrzy jak tata. Kariera taty rywalizowała z karierą dziadka
Jerry’ego. Wszyscy tak mówili. Nawet dziadek Jerry przed śmiercią, a kiedy to
zrobił, powiedział to z dumą.
Do
samego końca występy taty były zamykające na festiwalach, ludzie tłoczyli się
jak okiem sięgnąć, wykrzykując w jego stronę słowa do jego piosenek. Wstrząsnął
stadionami piłkarskimi, a nie arenami, po tym, jak wszedł na rynek swoim
pierwszym albumem.
Tata
nie robił nic, tylko wzbijał się w powietrze.
Wujek
Jimmy i ciocia Tammy również mieli dzieci, ale żadne z nich nie odziedziczyło
tego, co było potrzebne do kontynuowania spuścizny. Mój kuzyn Rudy próbował i
zawiódł, i to sprawiło, że stał się zgorzkniały, co zepchnęło go na głęboką
wodę, więc nawet ciocia Tammy nie widziała już swojego syna. Spodziewał się
jednak, że nazwisko Lonesome (które przybrał, choć jego ojciec nazywał się w
rzeczywistości Smith, nadal był Lonesome), utoruje mu drogę.
Tak
się nie stało.
Tamto
życie nie akceptowało oszustów ani nikogo, kto korzystał z cudzych osiągnięć.
Mogłeś
tak przetrwać jakiś czas, ale musiałeś pokazać, że jesteś autentyczny i masz
siłę przetrwania, bo inaczej to cię tak szybko wyrwie, że będziesz się
zastanawiać, czy to był sen, w który kiedykolwiek się wpadłeś.
Tata
wychodził z siebie ze szczęścia, że weszłam w to życie.
Był
zdruzgotany, że postanowiłam to zostawić.
Ale
pozwolił mi odejść. Widział, jak to życie przeżuwa ludzi i wypluwa ich, jego
siostrzeniec nie był ani pierwszym, ani ostatnim, a po tym wszystkim, co
wydarzyło się podczas mojej trasy, nie chciał, żeby mi się to przydarzyło.
Ale
ja miałam to coś. To właśnie powiedział. To powiedzieli krytycy.
To
powiedzieli ludzie, którzy kupili mój album. To, co powiedział dziadek, i to
była dobra rzecz.
Dziadek
musiał zobaczyć, jak to robię, zanim umarł.
I
nie zakończyłam tego, dopóki nie odszedł.
Zamknęłam
magazyn, złapałam resztę zakupów i poszłam do kasy, z puszką WD-40 i torbą
małych batoników Baby Ruth (to ostatnie to był prawdziwy powód, dla którego
przyszłam do sklepu, idealne na nocne chrupanie podczas czytania w łóżku i
niewymagające lodówki, kuchenki czy mikrofalówki).
Kasjerka
spojrzała na mnie, kiedy zobaczyła czasopisma.
„Fanka
Lace” - spytała.
„Ogromna”
- odpowiedziałam.
Jej
następne spojrzenie dotyczyło moich ubrań. To było zaskoczenie, bo Lacey nie
była rockiem, folkiem ani alternatywą, była R&B, jak jej tata, ale kasjerka
nic więcej nie powiedziała i wepchnęła moje zakupy do plastikowej torby.
Wyszłam
ze sklepu, dotarłam do mojego pickupa, wyrzuciłam torbę i zrobiłam obchód. Miałam
czas do zabicia, zanim wróciłabym do domu, a teraz miałam misję, która miała
zabić jego część.
Był
mały sklep spożywczy w środku miasta, który miał stojak na czasopisma, ale ten stojak
nie miał Twang. Poszłam aż na drugi koniec miasta, robiąc zakupy,
przyzwyczajając się do mojego nowego miejsca. Udałam się do tego sklepu i
przeprowadziłam prawie tę samą rozmowę z kasjerem, kiedy kupowałam ich Twang.
Zrobiłam
to nawet wiedząc, że ludzie w końcu dowiedzą się, kim jestem.
Więc
dlaczego to zrobiłam, nie wiedziałam. To nie było tak, że codziennie robiłam
zakupy w sklepikach, spędzałam czas w Carnal, stałam się stałym elementem, tak
jak Jim-Billy wyraźnie był w Bubba’s i moja tożsamość zostałaby odkryta (być
może) w ciągu kilku chwil.
Ale
będę w pobliżu. Zobaczą. I ktoś mnie zapamięta. Szydło wyjdzie z worka,
wiedziałam o tym.
A
poznając ludzi wokół mnie, w końcu nawiązując relacje (miałam nadzieję), będę
musiała być szczera.
Po
prostu przez jakiś czas nie chciałam być Justice Lonesome.
Tylko
jakiś czas.
Już
niedługo nie będę miała innego wyjścia, jak znowu być sobą.
Szłam
z plastikową torbą z Twang, kiedy zauważyłam czerwone Camaro, które znałam sprzed
Bubba’s, które było na miejscu parkingowym na zewnątrz czegoś, co wyglądało na
krawca specjalizującego się w szyciu łat na skórze (jeśli mnóstwo ogłoszeń
informujących o tym fakcie, które były przyklejone do okien wokół drzwi, było czymś,
po czym można było sądzić).
Zignorowałabym
Camaro, ale nie było zaparkowane i puste.
Ciężarna
Dziewczyna Z Kalendarza z lat 70-tych siedziała za kierownicą, z rękami
owiniętymi wokół niej, samochód nie był uruchomiony, jej oczy wpatrywały się
bezmyślnie w przednią szybę.
Minęłam
przód samochodu, jedną ręką trzymając torbę blisko piersi, a drugą machając do
Krystal. Krystal się nie poruszyła. Nie mrugnęła. Chociaż szłam tuż przed nią,
było tak, jakby mnie nie widziała. To sprawiło, że zatrzymałam się i powoli podeszłam,
wciąż machając. Dopiero wtedy się poruszyła, ale nie dlatego, że mnie
zobaczyła. Ponieważ jej głowa opadła w niepokojący sposób i spoczęła na
kierownicy między jej dłońmi.
Cholera,
coś było nie tak.
Szybko
pomyślałam, podjęłam decyzję, przeszłam na stronę pasażera i zastukałam w okno.
„Hej,
Krys!” - zawołałam.
Podniosła
głowę i zwróciła ją do mnie.
Tusz
do rzęs płynął, dopiero zaczynał, jeszcze nie był bałaganem, ale to był
początek – opuściła głowę i zaczęła płakać.
Gówno.
Byłam
przy niej raz, ale chyba bym padła, gdyby ktoś powiedział mi, że ona płacze.
To
nie mówiło dobrych rzeczy.
Nie
odpowiedziała na powitanie. Zamiast tego jej ręka powędrowała do stacyjki.
Gówno,
gówno.
Otworzyłam
drzwi.
Znowu
szarpnęła głową w moją stronę.
„Co
robisz?” - zażądała wiedzieć, kiedy wbiłam tyłek na siedzenie.
Zatrzasnęłam
drzwi i odwróciłam się do niej.
„Nic
ci nie jest?” - zapytałam.
„Tak,
wszystko w porządku” - całkowicie skłamała.
Szybko
machnęła palcem pod oczami, gdy wsiadałam, a wiedziałam o tym, bo miała
skrzydełka tuszu do rzęs po bokach oczu.
„Płaczesz”
– zauważyłam.
„Nie
płaczę” – odparła.
Spojrzałam
na jej skronie i powiedziałam cicho - „Widzę, Krys”.
Jej
usta zacisnęły się, prawdopodobnie po to, by nie potwierdzać ani nie kłamać
ponownie.
Wzruszyłam
jednym ramieniem - „Chcesz, żebym poszła, pójdę. Potrzebujesz swojej
przestrzeni, kiedy coś się dzieje. Nie znasz mnie zbyt dobrze i rozumiem, że
nie chciałabyś niczego na mnie nakładać, jeśli dzieje się coś głębokiego lub
ciężkiego. Ale jesteś też w ciąży, zdenerwowana, jesteś siostrą i nie chcę,
żebyś jeździła, dopóki nie będziesz spokojniejsza. Więc możesz poświęcić ten
czas na zebranie się, a potem zostawię cię w spokoju, abyś mogła jechać tam,
dokąd idziesz. Albo możesz poświęcić ten czas, by mnie to nałożyć, a ja cię
wysłucham, a potem zostawię cię w spokoju”.
Patrzyła
na mnie.
Odwzajemniłam
spojrzenie.
W
końcu warknęła - „Jestem w ciąży”.
„Wiem”
- odpowiedziałem.
„Ciężarne
suki robią głupie rzeczy, jak płacz bez powodu”.
„Nigdy
nie byłam w ciąży” – powiedziałam jej - „Ale słyszałam to. Po prostu nie pozwólmy
ci robić głupszych rzeczy, kiedy nie jesteś spokojna i siedzisz za kółkiem”.
„Potrafię
zawieźć własny tyłek do domu” - oświadczyła zrzędliwie.
„Nigdy
nie jechałam z tobą samochodem, więc nie wiem tego na pewno, ale domyślam się,
że to prawda. Mimo to myślę, że potrzebuję jeszcze dwóch minut twojej
nieprzyjemności, żebym wiedziała, że wszystko w porządku, żebyś mogła jechać do
domu”.
Wpatrywała
się we mnie, aż nagle blask roztopił się i łza spłynęła czarną smugą w połowie
jej policzka.
„Krys”
- szepnęłam.
„Jestem
w ciąży” - odszepnęła.
„Wiem”
- powtórzyłam to, co powiedziałam wcześniej, ale tym razem zrobiłam to
delikatnie.
„Nie
mam powołania, żeby mieć dziecko” - podzieliła się łamiącym się głosem.
Skąd
to przyszło?
Pochyliłam
się nieco do przodu i zapytałam - „Dlaczego do diabła tak mówisz?”
„Moja
mama była suką. Popieprzoną, zwariowaną, samolubną suką. Traktowała mnie jak
gówno, tak totalne gówno, że nie uwierzysz. Nawet ja w to nie wierzyłam, dopóki
nie miałam wyboru. To znaczy, traktowała mnie jak gówno, kiedy przypominała
sobie, że oddycham”.
Kiwnęłam
głową, nic nie powiedziałam, ale czułam się bardzo wkurzona i smutna, że
Krystal przez to przeszła.
„Tego
właśnie mnie nauczyła” – oświadczyła.
Ach.
No
to jedziemy.
„Nie
jesteś swoją matką” - odpowiedziałam.
„Jestem
popieprzona, szalona i samolubna, a w tych częściach jest niewielu, którzy
wstydziliby się używać słowa na s, jeśli chodzi o mnie”.
W
to nie wątpiłam.
Ja
też tego nie potwierdziłam.
Pomyślałam
o Tacie Jacksonie oglądającym Bubbę i Krystal, gdy grali swoje role miejscowego
dobrego chłopca i twardej suki i robiącym to z oczywistym uczuciem.
„Opiekujesz
się dziećmi?” - zapytałam.
„Co?”
- warknęła.
„Powiedziałaś,
że twój mężczyzna przez cały czas zgłasza was na ochotnika do opieki nad
dziećmi waszych przyjaciół. Robisz to?”
„Oczywiście”
- odpowiedziała natychmiast.
A
jednak nie rozumiała.
„Jesteś
popieprzoną, szaloną suką dla dzieci twoich przyjaciół?” - pchnęłam.
„Nie
są moje dwadzieścia cztery godziny na pieprzone siedem dni” – poinformowała
mnie.
„Kochanie”
- powiedziałam cicho, pochylając się bliżej - „Sam fakt, że jesteś
wystarczająco dobrą przyjaciółką, by opiekować się dziećmi swoich przyjaciół,
mówi o tobie wszystko. Do diabła, fakt, że masz przyjaciół, mówi o tobie
wszystko i nie chodzi o to, że chcą, abyś opiekowała się dzieckiem. Twoja matka
zrobiła coś takiego?”
Spojrzała
na przednią szybę.
Nie
znałam jej na tyle, abym mogłam ją wyczuć.
Ale
nadal domyślałam się, że to znaczyło nie.
„Kiedy
cię poznałam, zachowywałaś się jak popieprzona, szalona suka” - podzieliłam
się, a jej oczy wróciły do mnie, zmrużone, ale była w bezbronnym miejscu i nie
mogła ukryć bólu, nawet gdyby miała wiedzieć, że mówiłam prawdę - „Ale
dziewczyno, kiedy dotknęłaś swojego brzucha, to było tak, jakbyś głaskała cud,
o którym wiesz, że rośnie w tobie. To było dobre, oddaję ci to” – powiedziałam,
kiwając głową - „Ten mur, który masz wokół siebie, jest wysoki i wzmocniony
drutem kolczastym, dzięki czemu każdy, kto mógłby wyrządzić ci krzywdę, nie
może się dostać. Chodzi o to, że po zbudowaniu tego muru, pozwoliłaś swojemu
mężczyźnie mieszkać tam z tobą i będziesz mieć za nim swoje dziecko z wami
dwojgiem tam razem. Myślę, że dobrze zaczęłaś”.
Opuściła
rękę na brzuch, spojrzała na niego i powiedziała - „A co, jeśli to spierdolę?”
„Skoro
siedzisz sama w swoim samochodzie, jak sądzę, twarda jak gwoździe, ale
zmartwiona aż do łez, więc nie sądzę, że to będzie problem”.
Spojrzała
ponownie na mnie, ale nie zdjęła ręki z brzucha.
„Takie
gówno może się odrodzić, nawet o tym nie wiesz”.
„Nie
pozwól” - odpowiedziałam.
Wrócił
niecierpliwy warkot - „Myślisz, że to takie proste?”
„Nie
wydaje mi się, żeby cokolwiek w temacie rodzicielstwa było proste i nie chcę
pieprzyć ci w głowie, dziewczyno, ale nawet jeśli wyjdziesz poza myślenie tak
głupiego gówna, nadal będziesz mieć inne rzeczy”.
Warkot
był teraz zły - „To gówno nie jest głupie”.
Pochyliłam
się i syknęłam - „Tak, to prawda. Ponieważ, Krystal, jeśli potrafiłaś zbudować
ten mur, żeby się chronić, co zrobisz dla swojego dziecka? Cokolwiek było z
twoją mamą, nie złamało cię. Nadal stoisz. Masz bar. Masz przyjaciół. Masz
mężczyznę. Masz dziecko w drodze. Jesteś gorąca. Jesteś szalona, ale zabawna.
Nie bierzesz żadnego gówna i masz jaja, żeby to dać. Nie jestem pewna, czy
lekarz dziecięcy wymieniłby wszystkie te rzeczy w kolumnie „za” rzeczy, jak być
dobrą matką i żyć w taki sposób, w jaki nauczysz swoje dziecko cennych lekcji,
jak zostać ocaloną. Ale sposób, w jaki toczy się ten świat i całe to
popieprzone, szalone gówno, które rodzic musi chronić swoje dziecko przed
najlepiej, jak potrafi, zwłaszcza w tym mieście, które wydaje się dla niego
magnesem, powiedziałabym, że lekarz nie znał gówna o Shinoli”.
Kiedy
mówiłam, wsunęła podbródek w szyję, ale kiedy skończyłam, wysunęła go i
oświadczyła - „Jezu, dziewczyno, nie owijasz w bawełnę”.
„Nie
lubię patrzeć, jak kobiety płaczą w swoich samochodach i są przygnębione. I na
przyszłość, nawet jeśli nie będziesz tego potrzebowała, tylko żebyś wiedziała,
mogę być wrażliwa. Chodzi o to, że jestem tak samo dobra, bujając się w obie
strony”.
„Cóż,
gdybyś wyciągnęła swój tyłek z mojego samochodu, mogłabym wrócić do domu, zanim
lody się stopią i zniszczą mój bagażnik”.
Uśmiechnęłam
się.
Teraz
wszystko było dobrze.
Uniosła
brwi na znak zachęty do opuszczenia wspomnianego pojazdu.
Uśmiechnęłam
się szerzej i otworzyłam drzwi.
Wysunęłam
się, ale nie wyszłam za drzwi, zanim usłyszałam jej wołanie - „Jus”.
Schyliłam
się, by na nią spojrzeć.
„Dzięki”
– mruknęła, ale zrobiła to, patrząc mi prosto w oczy.
„Nie
wspominaj o tym, Krys, ale umieść mnie na swojej liście opiekunek. Kocham
dzieci”.
Przewróciła
oczami, odwróciła się i mruknęła dalej, mówiąc - „Nieważne”.
Znowu
się uśmiechnęłam, ale tylko dlatego, że widziałam, jak jej usta są wykrzywione
na końcach.
Potem
wyszłam za drzwi, zamknęłam je i poszłam na chodnik.
Nie
patrzyłam, jak wycofuje i odjeżdża, ale widziałam, jak odjeżdżała, gdy wracałam
do mojego pickupa.
Wrzuciłam
swoją plastikową torbę, a potem zastanawiałam się, jak zabić więcej czasu,
podczas gdy Deke wdmuchiwał izolację w ściany mojego domu.
Wsiadłam
do pickupa i zastanawiałam się, dlaczego zastanawiałam się, jak zabić czas.
Były
dwie zawsze gotowe odpowiedzi, tylko jedna, która wymagała odpowiedniej pory
dnia.
Jedną
był alkohol.
Drugą
było jedzenie.
Więc
natychmiast wysiadłam z pickupa i udałam się do baru.
*****
Gdy
wróciłam do domu, zrobiło się już ciemno, skoro przeniosłam się z jedzenia na
alkohol i spędziłam popołudnie i wczesny wieczór strzelając z Jimem-Billy’m w
Bubba’s, poznając Izzy’ego, innego barmana, i Twylę o włosach na czeskiego piłkarza, która sprawiała, by
Krys wyglądała jak przyjazna harcerka sprzedająca ciasteczka - i ostatecznie
namówiłam Jima-Billy’ego, by poszedł ze mną na kolację do włoskiego lokalu (ja stawiałam,
co oznaczało, że namówienie go, zajęło mi dwie sekundy).
Popołudnie
i kolacja z Jim-Billy były niesamowite. Był gównianym, przesłodzonym facetem i
szybko dowiedziałam się, dlaczego wszyscy na niego patrzą i mówią o nim z taką
czułością.
Teraz
byłam w domu, ale niewiele widziałam, bo nie miałam światła w głównej
przestrzeni i nie miałam tam pracujących gniazdek.
To,
co miałam, to światło księżyca przyćmione przez wysokie sosny.
I
ciepło.
Widziałam
kremowobiałą piankę na ścianach.
I
kiedy ostrożnie podeszłam do termostatu (który wciąż był owinięty wokół
plastikiem), kiedy wygładziłam go na ekranie, zobaczyłam, że Deke zostawił mój
piec ustawiony na dwadzieścia jeden stopni, więc wróciłam do ciepłego,
przytulnego domu.
Byłam
wdzięczna za termostaty, nowy taras i kremową piankę w ścianach.
Byłam
wdzięczna za Jima-Billy’ego.
Byłam
wdzięczna za to, że los postawił moje stopy na tym chodniku, żebym mogła być
tam dla kobiety, którą ledwo znałam, ale była kobietą, która mnie potrzebowała.
Byłam
po prostu wdzięczna, że życie, w którym się urodziłam, już dawało mi tak dużo,
nadal oferowało mi nagrodę.
Wróciłam
do swojej sypialni z moimi magazynami Twang, moimi małymi batonikami Ruth i
wskoczyłam na łóżko w moim ciepłym, przytulnym, cudownym z baldachimem, aby móc
chrupać czekoladę i czytać artykuł, który wychwalał moją najlepszą przyjaciółkę.
Nagroda.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń❤dziekuje
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńCZekam na kolejny :)
Dziękuję 😁
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńJustice jest bardzo fajna osobą!