Rozdział
5
Złe
wyczucie czasu
Justice
Obudził
mnie dzwonek telefonu w poniedziałek rano.
Sięgnęłam
na ślepo, zrzuciłam go ze stolika nocnego, wymamrotałam - „Cholera, gówno,
kurwa” - gdy odepchnęłam się, by zwisać z krawędzi łóżka i chwycić go.
Wisiałam
nad krawędzią łóżka, gdy spojrzałam na ekran i powiedział mi, że jest tuż po szóstej,
a dzwoniący numer był lokalny, ale nie zaprogramowany.
Niech
szlag trafi tych górali. Przy całej tej ciszy, naturze i spokoju, dlaczego wstawali
tak cholernie wcześnie?
Zaprogramowałam
numer Maxa. Jima-Billy’ego. Krystal.
Ten…
ktokolwiek to był, nie znałam go.
Odebrałam
i przyłożyłam telefon do ucha.
„…lo”
- mruknęłam.
„Jus.
Deke” - jego głęboki głos zabrzmiał w moim uchu.
Sennie
i przyjemnie poczułam ten pogłos w cipce.
Cieszyło
mnie to, gdy czujny, atrakcyjny poranny głos Deke’a wciąż do mnie docierał.
„Max
dostał wiadomość na temat glazury, której chcesz. Ma dziś gówno…”
Deke
nadal mówił o zbieraniu materiałów, o tym, że musiałam wybrać kolor glazury do
pomieszczenia gospodarczego, o tym, jak Max nie mógł dostarczyć zapasów do domu
do wtorkowego popołudnia i innych rzeczach o tym, że Deke ma więcej niż
wystarczająco dużo do zrobienia w międzyczasie, ale moje pomieszczenie
gospodarcze będzie musiało być opóźnione. Ta informacja, która dotarła do mnie,
obejmowała opcję, że Deke miał jechać tego ranka po rzeczy, co oznaczałoby, że
spóźni się do mnie.
Było
też coś w tym, że Bubba przyjeżdżał mu pomóc w środę, kiedy miał wdmuchiwać
izolację w krokwie, aby moje ciepło nie uciekało z dachu, coś, co stwierdził, że
było priorytetem.
Było
dużo słów, zwłaszcza od Deke’a. I lubiłam ich słuchać, zwłaszcza to, jak
brzmiał jego głos i to, że brzmiał przez telefon rano po tym, jak do mnie
zadzwonił.
Ale
niestety przestał mówić.
Chociaż
odkryłam, że nie przestawał mówić.
Pozwoliłam
tylko, żeby jego głos ukołysał mnie z powrotem w półsen, wiszącą nad łóżkiem.
„Yo!
Jus! Jesteś tam?” - usłyszałam, jak warczy.
Moje
ciało szarpnęło się, zamrugałam i położyłam rękę na podłodze, żeby wepchnąć się
do łóżka.
„Tak,
jestem tutaj. Słucham”.
Nie
dostałam nic od Deke’a i myślałam, że go straciłam, zanim usłyszałam, jak
mamrocze - „Jezu, cygańska księżniczka zasnęła, cholernie ze mną rozmawiając”.
„Zasnęłam
tylko na wpół” - poprawiłam - „Jestem
teraz w pełni przebudzona” - podzieliłam się (częściowe kłamstwo, w większości
nie spałam).
Znowu
mamrotanie - „Jezu” - Następnie - „Pozwolę ci na twoją drzemkę dla urody i zebrać
gówno”.
„Nie”
- powiedziałam, częściowo oszołomiona, częściowo zdesperowana - „Lubię postęp.
Jesteś tak szybki i dobry, że cztery godziny straconego postępu mogą oznaczać
wszystko. Możesz zrobić kuchnię w cztery godziny” - To była przesada, ale co
tam. Lekko oszołomione myśli o kuchni tańczyły wesoło w mojej głowie, kiedy
skończyłam - „Więc nie ma mowy, żebym straciła cztery godziny”.
„Będę
u ciebie o jedenastej, jedenastej trzydzieści, a zobaczysz postępy” – odparł
Deke, zacierając moje wesołe kuchenne myśli.
„Co
powiesz na to, że będziesz u mnie o normalnej godzinie, powiesz mi, gdzie mam jechać
po to gówno, a potem pojadę to odebrać, żeby Max nie musiał tracić czasu na
załatwienie tego”.
„Więc
mnie usłyszała” - odpowiedział Deke, chociaż zrobił to tak, jakby w
rzeczywistości do mnie nie mówił.
„Tak
jak powiedziałam, koleś, półśpiąca”.
„Cokolwiek”.
Leżałam
na boku na łóżku, ale robiłam to, czując rozbawienie zawarte w jego jednym
słowie nie tylko w mojej cipce, ale także w kilku innych miejscach, a te gdzie
indziej nie były (wszystkie) strefami erogennymi.
„Umowa?”
- spytałam, starając się nie zwracać uwagi na te inne miejsca.
„Umowa”
- odpowiedział i, nie zaskakujące od Deke’a, nie wypowiedział słów pożegnania.
Po
prostu się rozłączył.
Ja
będąc sobą i zbyt podatną na Deke’a, uśmiechnęłam się do mojego telefonu,
myśląc, że to było gorące.
*****
Stałam
przed swoim pickupem na poboczu drogi, a wiatr wzmógł się, tak bardzo, że
rozwiewał mi nawet ciężkie włosy na twarz, gdy przykładałam telefon do ucha.
„Yo”
- odpowiedział Deke.
„Houston,
mamy problem” - powiedziałam.
„Zgubiłaś
się” - domyślił się.
„Potrafię
czytać wskazówki, Deke, nawet twoim charakterem pisma, które, nawiasem mówiąc,
jest trochę przerażające” - powiedziałam.
Deke
zignorował moją ocenę jego charakteru pisma.
„Więc
w czym problem?” - zapytał.
„Mam
flaka. Nie mam też zapasowego. I dalej nie mam narzędzi. Chociaż mam sporo
rzeczy w pickupie, a część w otwartej skrzyni” - Spojrzałam w niebiosa - „Na
koniec, nie jestem meteorologiem, ale myślę, że za jakieś pięć przecinek dwie
sekundy zacznie padać”.
„Gdzie
jesteś?”
„Znasz
tę drogę z głównej drogi do miasta, w którą skręcasz, zanim skręcisz w drogę, w
którą skręcasz, by w końcu skręcić w Ponderosa?” - zapytałam głupio, nie
pamiętając nazw dróg (niektóre z nich to numery dróg powiatowych), które
prowadziły do mojego domu.
Deke
nie potwierdził, że zna tę drogę.
Po
prostu stwierdził - „Znajdę cię” - i rozłączył się.
Kiedy
tak stałam, czekając, aż Deke mnie znajdzie, próbowałam cieszyć się cudownym
uczuciem wiatru smagającego moją skórę. Nieczęsto miałam okazję stać na
zewnątrz i mieć wiatr prześlizgujący się w moich włosach, dopasowujący ubrania
do mojego ciała.
Jednak
nie byłam w stanie w pełni cieszyć się tym cudownym uczuciem. Byłam zbyt zajęta
patrzeniem na tył mojego pickupa, gdzie leżały worki cementu, które nie
wyglądały na wodoszczelne.
Na
szczęście przybycie Deke’a w jego brązowym Ramie z wzorzystą skrzynią z tyłu
zawarczało jak potwór, którym było, a dźwięk silnika przebijał miękkie
powiewanie wiatru.
Deke
siedział za kierownicą z telefonem przy uchu, a ja ze zdumieniem obserwowałam,
jak przejeżdżał obok mnie, wykonał trzypunktowy nawrót, a następnie ponownie
minął mnie, by zaparkować na poboczu drogi przed moim pickupem, wszystko z
telefonem wciąż przy uchu.
Wyskoczył
ze swojego pickupa, tak, z telefonem przy uchu.
„Tak,
County Road 18. Około mili od Main Street” - Słyszałam, jak mówił, idąc w
kierunku mnie i mojego pojazdu.
Spojrzał
na mnie, kiedy mnie mijał i zatrzymał się przy skrzyni mojego Forda.
„Odholuj
go. Napraw. Wyślę ci numer Jus, żebyś mógł się z nią z tym uporać” - mówił
dalej - „Racja. Spoko. Później”.
Rozłączył
się i schował telefon do tylnej kieszeni, jego spojrzenie padło na mnie.
„Wood,
właściciel miejscowego warsztatu, wysyła holowanie”.
„Fajnie,
że to zrobiłeś. Dzięki” - odpowiedziałam w chwili, gdy podmuch wiatru rozwiał
pasmo włosów na mojej twarzy.
Odsunęłam
je, przerzuciłam przez ramię i stwierdziłam, że, kiedy to osiągnęłam, wzrok
Deke’a był na moim ramieniu.
„Farba
jest w kabinie. Reszta z tyłu” - podzieliłam się.
Jego
głowa drgnęła, jakby jego umysł był gdzie indziej, a ja powiadomiłam go o
teraźniejszości, potem uniósł podbródek i odwrócił się do skrzyni.
Obeszłam
maskę, aby zdobyć farbę, która była po stronie pasażera, która zawierała również
puszki z podkładem, jakie miałam kupić zgodnie z instrukcjami Deke’a.
Przeniosłam
całą farbę do jego pickupa. Deke przeniósł cały cement i chwycił glazurę.
Zaczęłam
podchodzić do jego strony pasażera, kiedy powiedział - „Zostaw klucze pod dywanikiem,
jak masz taki w tej kupie złomu”.
Podniosłam
wzrok na niego.
„Co
powiedziałeś?” - zapytałam.
„Zostaw
klucze pod dywanikiem. Wood będzie ich potrzebował”.
„Znaczy,
mam zostawić kluczyki do mojego auta pod dywanikiem, a ono będzie porzucone na
poboczu drogi?” - zapytałam z niedowierzaniem.
„Tak,
jak zostawienie kluczyków do pickupa pod dywanikiem w takim, który ma flaka i
nie może nigdzie jechać, więc jest na poboczu drogi, więc kogokolwiek Wood
wyśle z holowaniem, a będzie tutaj za jakieś dziesięć minut, dostanie twojego pickupa
i będzie miał klucze”.
„Po
co im klucze?”
„Żeby
mogli zająć się twoim flakiem i nie musieli wytaczać tego starego skurwysyna z zatoki,
żeby go zaparkować, czekając, aż przyjdziesz go odebrać”.
„Deke,
nie zostawię tutaj kluczyków do mojego pickupa”.
„Nikt
nie ukradnie, o tak po prostu, tego wraka i to nie tylko dlatego, że nie może
tego zrobić bez samodzielnej wymiany bez zapasowego. Ale ponieważ nie będą
mieli wystarczająco dużo czasu i ponieważ nikt nie chciałby tego wraka w
pierwszej kolejności”.
Wkurzał
mnie.
„To
nie jest wrak” - warknęłam.
Spojrzał
na mojego pickupa i z powrotem na mnie.
„Jus”.
To
było to.
Tylko
Jus.
Jakby
to mówiło wszystko.
Jasne,
mój wyblakły czerwony pickup Forda wyglądał
jak wrak.
Ale
dla mnie to nie był wrak.
„Może
poczekam, aż tu dotrą” – zasugerowałam.
„Chcesz
posiedzieć w warsztacie, kiedy znajdą czas na naprawę opony?”
To
nie brzmiało fajnie i miałam rzeczy do zrobienia tego dnia.
„Deke…”
„Klucze.
Pickup. Teraz, Jus. Zaraz zacznie padać i chcemy, żeby cement był w twoim domu,
a nie w moim pickupie zamienił się w beton, podczas gdy będziemy się kłócić o
coś tak głupiego”.
Gówno.
Nie
mając innego wyjścia podeszłam do strony kierowcy i włożyłam kluczyki pod
przednie siedzenie (bo miał rację, nie miałam dywaników).
Następnie
podeszłam do samochodu Deke’a po stronie pasażera. Był już z drugiej strony.
Wsiedliśmy.
Deke
uruchomił swojego behemota i wystartowaliśmy.
„Potrzebujesz
nowego wozu, Jus” - poradził mi.
„Nie.
Mój pickup jest idealny”.
„Idealny
do tego przedstawienia, które robisz. Nie jest to idealne rozwiązanie dla
kobiety, która mieszka samotnie w tak odległym miejscu, jak to, o
nieprzewidywalnym klimacie, takim jak ten, który mamy w Carnal”.
„Jest
w porządku”.
„Jeśli
nie zadbasz o to poważnie, będziesz miała szczęście, że będziesz miała tylko flaka”.
„Bardzo
się o to troszczę” - zapewniłam. Następnie zapytałam - „Do przedstawienia, które
robię?”
„Cała
ta cygańska księżniczka”.
Spojrzałam
z drogi na niego - „To nie jest część mojej cygańskiej księżniczki. Moja
cygańska księżniczka nie jest nawet cygańską księżniczką. To boho”.
„Nieważne”
- mruknął.
Ale
nadal byłam rozżalona.
„Nie
nieważne, Deke”.
Spojrzał
na mnie, po czym spojrzał z powrotem na drogę i rozkazał - „Spokojnie, Jus. Nie
jestem kutasem. Tylko dbam o ciebie, a ten pickup ma trzydzieści lat, to jasne
jak dzień”.
„Masz
rację. To także pickup, którego mój dziadek miał, kiedy miałam dwa lata i moja
rodzina go odwiedzała, a my wybieraliśmy się na naszą pierwszą specjalną wycieczkę świeżo-upieczonego-dziadka i wnuczki
na lody. Ta pierwsza była pierwszą z wielu. Coś, co było dla mnie wyjątkowe
przez lata, ale zaczęło się wyjątkowo, według historii, którą moi rodzice i
dziadek często opowiadali, że kiedy miałam trzy lata, a on powiedział, że
kupuje nowego pickupa, zażądałam, aby dał mi starego. Myślę, że byłam dość
nieugięta i zrobiłam wrażenie. Bez względu na to, ile pickupów nadeszło
później, nigdy nie wybieraliśmy się na lody w niczym innym, jak tylko tym.
Trzymał go przez dziesięciolecia. Ostatnim razem, gdy pojechaliśmy po lody,
miałam dwadzieścia dziewięć lat i było to tym pickupem. I wiele mi zostawił po
śmierci, a większość z tego to naprawdę dobre wspomnienia. Częścią tego był ten
pickup”.
Kiedy
skończyłam opowiadać swoją historię, Deke nie miał odpowiedzi, a wnętrze kabiny
było dziwne. Nie niedobre. Nie złe. Po prostu dziwne.
I
domyśliłam się, że nie skończyłam wykładania tego, ponieważ kontynuowałam to
tak samo, jak zwykle to robiłam, z nieskrywanym ostrym temperamentem.
„Tego
smutnego dnia, w którym umrze ten pickup, zaparkuję go na moim podwórku,
wypełnię skrzynię ziemią i sadzę w niej kwiaty. Innymi słowy, zatrzymam go na
zawsze, Deke. Na zawsze. I zawsze. I zawsze”.
„Mała,
spokój” - ponaglił miękko, nie odrywając wzroku od drogi.
Zassałam
wargi między zębami i poczułam, jak łzy zbierają się z tyłu moich oczu, więc
natychmiast odwróciłam głowę, żeby wyjrzeć przez boczne okno.
Mała, spokój.
I
właśnie z tym byłam spokojna.
Z
tym, co powiedział o pickupie dziadka.
Z
wszystkim inne, co było Deke’iem, nie byłam.
Boże,
dlaczego mnie nie pamiętał?
Dlaczego
nie mógł być mój?
Dlaczego
rano nie mogłam mieć jego głosu w moim łóżku, czując go w cipce, kiedy mógłby
coś z tym zrobić?
Dlaczego
miałam życie, które dało mi tak wiele, tak cholernie dużo, wszystko to miało
sens, wszystko było niesamowite, a jednak jedynej rzeczy, jaką kiedykolwiek
widziałam, która wzywała moją duszę poety w sposób, o którym wiedziałam, że
tylko on może ją nakarmić, pielęgnować, dać jej spokój, nie mogłam mieć?
Mała, spokój.
„Nie
powinienem mówić gówna o twoim pickupie, Jus. To nie było fajnie” – powiedział
cicho Deke.
Wzięłam
głęboki oddech i odpowiedziałam - „W porządku. Nie wiedziałeś”.
„I
przykro mi, że straciłaś dziadka”.
Boże,
poważnie, po prostu musiał przestać.
„Dzięki”
- wymamrotałam.
Deke
nie powiedział nic więcej.
Dotarliśmy
do domu. Zabrałam farbę. Deke przeniósł inne rzeczy, robiąc to, podczas gdy
niebo spryskiwało wszystko wodą.
Dopiero
pięć minut później, gdy byłam za zamkniętymi drzwiami w sypialni, otworzyły się
niebiosa.
Usiadłam
na łóżku bokiem, wpatrując się przez dwupiętrową pochyloną ścianę okien w
burzę, myśląc, że widok, który miałam, był czystym pięknem i mając nadzieję, że
nigdy się do tego nie przyzwyczaję, jednocześnie licząc moje błogosławieństwa,
jedyne dwa, jakie mogłam wymyślić w tym momencie, że mam taki widok i że mam
dach.
Potem
zebrałam swoje gówno, otworzyłam szafkę nocną i wyciągnęłam oprawiony w skórę
notatnik. Inny niż ten, w którym Deke widział, jak zapisywałam, kiedy siedem
lat temu napisałam o nim złotą piosenkę.
Wypełniłam
go. Ten był nowy.
Zdjęłam
opaskę, otworzyłam go w miejscu, w którym ołówek był wciśnięty między kartki i
zostałam ze skrzyżowanymi nogami na łóżku, pochylona, pozwalając, by część
tego, co właśnie poczułam, wylała się na stronę.
To
już był czas. Moja agentka zadzwoniła kilka tygodni temu, mówiąc, że Stella
Mason (jej pseudonim sceniczny to było jej nazwisko panieńskie, Stella Gunn[1]) z Blue
Moon Gypsies, chce jeszcze jedną piosenkę.
Ona
i Gypsies w ciągu ostatnich czterech lat zmienili trzy moje piosenki w multi platynowe
przeboje.
Zawsze
nagrywali tylko swój własny materiał wraz z kilkoma świetnymi coverami. To był
dla mnie zaszczyt.
Ale
Stella była też przyjaciółką. Była zabójczo utalentowana, tak niesamowita na
scenie, że trudno było w to uwierzyć. Pokochała mój album. Pokochała to. Położyła na nim ręce i wyciągnęła do mnie rękę, zanim
jeszcze została wypuszczona, by powiedzieć mi, jak bardzo ją to poruszyło.
I
była tą jedyną świecącą latarnią w tym życiu, która nie pozwoliła, by to życie
w jakikolwiek sposób ją pochłonęło, przeżuło, wyrwało jej kawałki.
Miała
swoje gówno razem. Miała też mężczyznę, który świata poza nią nie widział. Nie
wspominając o tym, że spłodzili dwoje dzieci, za którymi szaleli.
To
było tak, jakby życie jej nie dotykało, nawet tak zakorzenione w nim jak ona,
tak szalone jak jej zespół (i wszyscy byli wariatami, kochanymi, ale
ekstremalnymi).
Miała
miłość dobrego mężczyzny, swojej rodziny, dobrych przyjaciół (niektórych z nich
poznałam), którzy zapewniali jej bezpieczeństwo.
Więc
tak została.
Skończyłam
tekst, odłożyłam notes i wpisywałam go do SMS-a do Stelli, kiedy usłyszałam
pukanie do drzwi.
Spojrzałam
na ścianę okna, aby zobaczyć, że nadal pada, nie mocno, ale pada.
Rzuciłam
telefon z niedokończonym tekstem na łóżko, wyczołgałam się, podeszłam do drzwi
i otworzyłam je.
Deke
tam stał.
Nie.
Stał
tam Deke trzymający białą torbę delikatesową.
Boże,
wyszedł po lunch.
Najwyraźniej
dla mnie.
Wyciągnął
ją (tak, dla mnie).
„Kanapka
z tuńczykiem” - oznajmił - „Grahamka. Chipsy o smaku sera Cheddar. A Shambles
dziś ma temat karmel, więc jest to jedno z tych ciasteczek brownie, ale nie
czekoladowe, tylko z karmelem”.
Wzięłam
torbę, moja dusza poety jęknęła, a moje usta mamrotały - „Dzięki”.
„Wood
mówi, że skończą z twoim pickupem około czwartej. Wystarczy, że zadzwonisz z
kartą kredytową. Jak będzie dobry, kilku jego chłopców to przyprowadzi”.
„Zadzwonię
do niego”.
„Powiedział
też, że twój pickup jest taki zajebisty, że chce go kupić. Powiedziałem mu,
żeby tam nie szedł”.
Powiedział
mu, żeby tam nie szedł.
Troszczy
się o mnie.
Nie
mogłam zrobić nic, tylko powiedzieć - „Jeszcze raz dziękuję”.
Skinął
głową i poruszył się, jakby chciał się odsunąć, więc kontynuowałam wypowiedź.
„Mój
tata zmarł nie tak dawno temu. Byliśmy blisko. To jest świeże, ale ja… ja…” - potrząsnęłam
głową - „Nigdy nie przestanie. To przynosi inne rzeczy. Jak umierający dziadek,
chociaż straciłam go jakiś czas temu. Przesadnie zareagowałam, a potem dąsałam
się. Przepraszam”.
Deke
energicznie skinął głową - „Straciłem tatę, kiedy miałem dwa lata, więc nie
wiem, co czujesz, skoro nie pamiętam go. Wciąż wiem, że to do bani, że nie mam
taty, ale rozumiem to, co czujesz, więc nie musisz przepraszać, że wlazłem w to”.
Cholera,
stracił tatę, kiedy miał dwa lata.
Dwa.
Ta
chęć przerodziła się w tęsknotę, by go dotknąć, uspokoić, coś.
Cokolwiek.
Nie
mogłam zrobić nic poza obroną go przed nim samym.
„Nie
wiedziałeś”.
„To
nie znaczy, że nie wlazłem w to”.
To
była prawda.
Odpuściłam
to i powiedziałam cicho - „Przykro mi, że straciłeś tatę, Deke”.
„Dawno
temu” - zauważył.
„Nadal
przykro mi” - nacisnęłam.
„Mnie
też” - Po tym, jak powiedział to rzeczowo, zakończył tę część dyskusji słowami
- „Między nami dobrze?”
Skinęłam
głową, niedorzecznie przytłoczona tym, że kupił mi lunch, niezdrowo przytłoczona
tym, że chciał, żeby było „dobrze”.
Ponieważ
nie miałam nic więcej, co byłabym gotowa mu dać w jakikolwiek inny sposób, więc
nie miałam nic więcej, bym mogła go zatrzymać, kiedy odwrócił się i odszedł.
*****
Około
jedenastej trzydzieści następnego dnia wędrowałam z tarasu, przez mój pokój,
korytarzem i do pomieszczenia gospodarczego.
Wczoraj
Deke zagruntował go i pomalował na delikatny niebieski, który wybrałam.
W
tym momencie wysychały gładkie, mokre, betonowe posadzki.
Ruszyłam
w dół korytarza, który był teraz wyłożony płytami gipsowo-kartonowymi (ale nie
oklejony taśmą), co zrobił Deke, kiedy zbierałam rzeczy i między wysychaniem
farby a cementu. Podążając za hałasami, znalazłam go w toalecie, co stało się
jasne, gdy zatrzymał się we framudze drzwi, że właśnie zaczął od płyty
gipsowej.
Nasza
komunikacja wczoraj po południu i dziś rano była przytłumiona.
Potrzebowałam
ujarzmienia tego z Deke’iem. Potrzebowałam gigantycznego kroku do tyłu.
Ale
uczyłam się czegoś nowego o sobie.
Najwyraźniej
miałam żelazną wolę, jeśli chodziło o odmowę wciągania koki, wpuszczania kwasu,
łykania różnych pigułek, aby mnie przyspieszyć, spowolnić lub sprawić, że byłabym
nieprzytomna, czy utopienia w Burbonie.
Ale
nie miałam żadnej siły woli, jeśli chodziło o Deke’a.
Innymi
słowy, skończyłam ze stonowaniem.
„Dzisiaj
pizza” - oznajmiłam w toalecie, a jego uwaga zwróciła się na mnie.
„Ponownie
nie musisz mnie karmić” - stwierdził Deke.
„Myślę,
że całkiem jasno to powiedziałeś, a mój słuch działa, więc zostało to
odnotowane. Po prostu mnie to nie obchodzi” - Pozwoliłam moim ustom drgać - „I
być może nie miałeś odprawy, ale cygańskie księżniczki zwykle stawiają na
swoim. Robią to, będąc upartymi i uroczo irytującymi”.
Oparł
arkusz płyty gipsowo-kartonowej, którą owijał wokół ściany, aby mógł się
całkowicie odwrócić do mnie i położyć ręce na biodrach.
Nie
wiedziałam, czy był rozbawiony, czy zirytowany.
Albo
mu ulżyło.
Chociaż
byłam zafascynowana odnotowaniem, że wyglądał na to wszystko.
Jednak
nic nie powiedział.
„Co
lubisz na swojej pizzy, czy możesz odpowiedzieć na alternatywne pytanie, czego nie lubisz?” - zapytałam.
„Jak
wychodzisz po pizzę, odpuścisz La-La Land?” - zapytał z powrotem.
„Cholera,
nie” - udzieliłam mu oczywistej odpowiedzi.
„Bez
ananasa ani papryki i nie mam nic przeciwko anchois”.
„Ja
mam” - powiedziałam mu.
„Więc
ich nie bierz” - odparł.
Uniosłam
rękę do czoła w salucie i wykonałam precyzyjny zwrot wojskowy w moich płaskich
sandałach w panterkę, z dyndającymi piórami.
Deke’a
nie było już w mojej wizji, więc nie widziałam wyrazu jego twarzy, kiedy
usłyszałam jego słyszalne chrząknięcie, które również brzmiało zarówno na rozbawione,
jak i zirytowane.
W
drodze do mojego pickupa, którego rzeczywiście dwaj faceci „Wood’a” zwrócili mi
wczoraj wieczorem o czwartej trzydzieści, włączyłam telefon, wcisnęłam numer do
pizzerii w mieście, którą znalazłam na Safari, i zamówiłam ją, by odebrać w
drodze z powrotem.
Weszłam
do Sunny i Shamblesa. Mieliśmy krótką rozmowę. Następnie złapałam pizzę i
sześciopak coli i wróciłam.
Rzuciłam
jeden z kocyków przeprowadzkowych na stos płyt kartonowo gipsowych w dużym
pokoju, na nim położyłam pizzę, włożyłam colę do lodówki, jedną zabrałam dla
Deke’a i butelkę wody dla mnie, zanim krzyknęłam w drodze z powrotem korytarzem
do stosu płyt kartonowo gipsowych - „Podano do stołu!”
Siedziałam
po turecku na podłodze z innym kocem pod sobą, otwierając pudełko pizzy, kiedy
wszedł Deke.
Tak,
manewrowałam, by zjeść z nim lunch, a nie tylko przynieść mu lunch.
Tak,
byłam wypieprzona, bo zademonstrował, że może być miłym facetem, nieco
obiecującym i zdecydowanie fajnym po tym, jak spieprzył. Oznaczało to, że nie
tylko był o połowę zbyt atrakcyjny, ale też rozbijanie tego orzecha, którym był
on, było czymś, co sprawiało mi przyjemność, nawet jak wiedziałam, że nigdy tak
naprawdę nie będę w stanie wbić się w tę skorupę i dostać się do środka.
Nie
zawahał się nawet posadzić tyłka na płycie gipsowo-kartonowej przy pizzy, z
której wyrwałam kawałek i teraz chrupałam.
Nie
wahał się też chwycić własny trójkąt.
„Pepperoni,
kiełbasa, kanadyjski bekon z grzybami wrzuconymi dla witaminy D” - oznajmiłam z
wypełnionymi do połowy ustami.
„Pochwalam”
– odpowiedział z pełnymi ustami po ugryzieniu dużego kęsa.
„Bubba
jutro?” - zapytałam.
„Tak”
- odpowiedział.
„Myślałam,
że Bubba pracuje w Bubba’s” - zauważyłam.
„Bubba
pracuje dla Maxa. Jest u Bubby tylko po to, żeby pomóc i być ze swoją kobietą”.
Ciekawe.
„Jak
będziecie robili swoje, czy powinnam wystartować?” - kontynuowałam.
„Tak”
- odpowiedział.
Przeżułam.
Zanim
zdążyłam namierzyć coś, co jeszcze bardziej wbiłoby się w Deke’a, zadzwonił mój
telefon.
Rozciągnęłam
się, szarpiąc koronkowy splot mojego długiego swetra, który wisiał na moich
zniszczonych szortach w kolorze khaki, by wyciągnąć telefon z tylnej kieszeni.
Spojrzałam
na ekran.
Było
napisane: JOSS.
Mama
miała złe wyczucie czasu.
Ale
nie miałam od niej wiadomości od jakiegoś czasu, ona też cierpiała z powodu
straty taty i jeśli potrzebowała się połączyć, musiałam jej pozwolić.
Przesunąłam
się na biodro, aby znaleźć nogi, mamrocząc - „Muszę to odebrać”.
Deke
tylko skinął mi głową.
Odebrałam
telefon - „Hej, Joss”.
Uwaga
na marginesie, nigdy nie nazywałam mojej mamy „mamo”. Nie dlatego, że nie była
mamą. Była. Była wspaniałą mamą.
Była
po prostu fajną mamą.
W
wieku siedemnastu lat opuściła dom, by zostać groupie.
Wychowała
mnie na tyle, żebym była na tyle dorosła w wieku siedemnastu lat, by zaczęła
zmieniać się z mamy w przyjaciółkę.
Tak
więc, odkąd żyła dniem, w którym mogła odłożyć na bok rolę mamy i chodzić ze
mną na koncerty, zawsze była Joss.
„Musisz
porozmawiać ze swoim ojczymem”.
Racja.
Podam
dodatkowe szczegóły.
Zawsze
była Joss, dopóki mój ojczym nie zrobił czegoś głupiego, a potem zostawała moją
matką tylko po to, by kazać mi uporać się z jej gównem.
„Co
się dzieje?” - zapytałam i zrobiłam to nie ukrywając faktu, że nie chciałam
wiedzieć.
Zrobiłam
to również z żalem zostawiając Deke’a i pizzę w tyle, idąc na tylny taras, abym
mogła odebrać telefon, aby nie słyszał mojej rozmowy.
„On
chce zrobić reality show” - poinformowała mnie.
Moje
emocje zabuzowały.
„I
chce, żebym podpisała to z nim” – kontynuowała.
Wrzenie
się nasiliło.
„I
chce, żebym z tobą porozmawiała, żeby zobaczyć, czy przyjedziesz do miasta i
zrobisz kilka wejść serialu” – zakończyła.
Byłam
na tarasie, drzwi zamknęły się za mną, szybko i ze złością podeszłam do
balustrady, pytając głośno - „Czy on jest na
haju?”
„Jest
wkurzony, że reaguję na śmierć Johnny’ego, więc naciska moje guziki. Ale jego
trasa nie sprzedawała się zbyt dobrze w zeszłym roku, a on również korzysta z
rad od tego swojego gównianego menedżera, jak zwiększyć swój profil i znaleźć
się na radarze młodszych fanów”.
Moja
mama była nie tylko groupie, która przyciągnęła wzrok wschodzącej gwiazdy
rocka, która w końcu miała uczynić ją wielką.
Była
także nie tylko pierwszą żoną Johnny'ego Lonesome.
Była
osobowością samą w sobie i to nie było
prostym powodem, oprócz tego, co było między tatą a obecnym mężem Joss, Roddy
Rembrandtem (śmieszne imię, które zmienił na Rod, a jego opiekunowie chcieli
zmienić Rod, ale Rod nie mógł się tego później pozbyć, bo stało się jego
częścią dla legionów fanów), była dziewczyną i muzą wielu znanych rockmanów.
Była
stylistką. Stylistką rockową. Dobrą. Stylizowała zespoły i wokalistów na trasy
(do diabła, stylizowała trasy).
Stylizowała zespoły i śpiewaków na imprezy. Sesje zdjęciowe. Nic i wszystko. I
wszyscy jej chcieli.
To
dlatego, że była w tym dobra. I to pomogło jej żyć tym życiem, chodzić swobodnie,
mieć dobrą gadkę, ale najlepsze było to, że sama dbała o siebie.
Gdyby
Joss nie była tak dobrze znana jako moja matka, ktoś mógłby pomylić ją z moją
siostrą.
To
wszystko były niektóre z powodów, dla których zwróciła na siebie uwagę i
poślubiła Roddy’ego Rembrandta, wokalistę, gitarę prowadzącą i po prostu długowłosego
lidera metalowego zespołu The Chokers. Faceta, który był tylko dziewięć lat
starszy ode mnie, dziesięć lat młodszy od Joss, w bardzo dziwnym środku.
The
Chokers byli fajni, bo mieli w swoim brzmieniu alternatywę i punk, które
zarówno przytępiały, jak i wzmacniały metal w dobry sposób, ich teksty miały
więcej znaczenia, ich piosenki bardziej przypominały krótkie (ale czasami
epickie) historie, ich wibracje były bardziej gniewne niż metal, mniej wściekłe
niż punk, ślizgające się po linii grunge’u nazywaj- gówniane- życie- jak-je-widzisz.
Byli rodzajem odmiany między Bon Jovi’m, Guns’n’Roses, Nirvaną i Green Day.
Tylko
nie utrzymali tej przewagi. Alkohol, dziwki, narkotyki i sukces po prostu
wymazały dobro z ich muzyki, więc teraz wszystko wydawało się przerobione. Ale
przede wszystkim nie nagrywali już zbyt często. Po prostu koncertowali i
karmili się miłością i lojalnością swoich fanów.
To nie była zła rzecz.
Po
prostu nie wyobrażałam sobie robienia tego, podczas nie robienia muzyki.
Rzucania
sobie wyzwania, żeby dalej robić to lepiej. Nawet jeśli nie nagrywałam już
własnego materiału ani nie występowałam, cały czas sprzedawałam piosenki, co
oznaczało, że cały czas je pisałam. Czasami, dla ludzi, których lubiłam,
przechodziłam nawet do produkcji.
Nigdy
nie mogłabym po prostu płynąć.
I
brzmiało to tak, jakby Rod też skończył z wybiegiem.
Ale
brzmiało to bardziej tak, jakby Rod skończył z patrzeniem, jak jego żona jest w
żałobie po innym mężczyźnie.
„Nie
będę występować w reality show” - odgryzłam.
„Ja
też nie” - powiedziała mi - „Ale on ciągle nastaje na mnie gówno o tym, Jussy.
On tego nie odpuści”.
„Joss,
może walić głową w mur, ile tylko zechce. To nie ma znaczenia. Jak nie podpiszesz
się na występy przed kamerą, on nie może nic z tym zrobić. I jestem pewna jak
diabli, że ja nie podpiszę”.
„Musisz
do niego zadzwonić i powiedzieć, żeby się wycofał”.
Mogłam
śmiało powiedzieć, że z tym skończyłam. I nie chodziło o śmierć taty.
Chodziło
o radzenie sobie z Joss.
„To
twój mąż” - zauważyłam.
„On
cię słucha” - odparła.
„Co
jest dziwne i sprawia, że czuję się niekomfortowo. Nie jestem waszym małżeńskim
guru”.
„On
cię uwielbia. Wie, że ty go uwielbiasz. Szanuje twoje rzemiosło. Wie, że lubisz
jego muzykę w sposób, który ma znaczenie. Macie to połączenie i to jest
połączenie, Jussy, kochanie, wiesz, że nie mogę tego mieć, bez względu na to,
jak bardzo grzebię w muzyce. Możesz z nim się dogadać”.
„Wiesz,
że ja też go straciłam”.
W
tym momencie naszej rozmowy było to nie na miejscu, dosadne i niezbyt miłe.
Ale
nie mogłam znieść jej gówna z całą resztą.
I
wkurzyło mnie to, że zadzwoniła, żeby mnie o to poprosić.
Joss
nic nie powiedziała.
Nie
odwzajemniłam tej przysługi.
„Potrzebujesz
przerwy od Roddy’ego. Musisz się pozbierać, bo Rod jest twoim mężem i
chociaż nie jest tatą, nigdy nie będzie tatą, kochasz go i jest dla ciebie
ważny. Musisz więc zastanowić się nad tym, że to boli. Rod to koleś, ale ma uczucia i patrzenie, jak jego żona
opłakuje miłość swojego życia, musi być do bani. Albo masz do niego więcej
cierpliwości, Joss, albo odpoczywasz od niego i uporządkujesz się, a potem
wracasz i oddajesz mu żonę”.
„To
nie jest fajne, tak to wykładać, Justice” - powiedziała cicho, z bólem
widocznym w głosie.
Czułam
się winna.
I
również nie.
„Mav
kwestionuje testament” - podzieliłam się.
„To
żadna niespodzianka” - odparła - „I wiesz o tym. Ta pieprzona cipa ukradła
mojego męża. Próbowała zabrać Johnny’emu wszystko, kiedy do niej odszedł. I od
lat daje mu i Danie gówno. Jej zabawa w mistrza marionetek z tym jej pieprzonym
synalkiem nie jest szokiem”.
To
wszystko prawda, łącznie z faktem, że Luna była burzycielką domów.
Oczywiście
oznaczało to, że tata zdradzał, coś niewybaczalnego, czego Joss nigdy mu nie
wybaczyła, bez względu na to, na jak wiele sposobów zapłacił cenę, w tym utratę
jedynej kobiety, którą naprawdę kiedykolwiek kochał, głęboko w swojej duszy
poety. Dobrze wiedział o tym. Poślubił Lunę, bo zaliczyła wpadkę z Maverickiem,
porzucił ją niedługo po narodzinach Mav’a, bo nie mógł już więcej znieść, a
potem próbował odzyskać Joss. Joss była tak pewna, że byli dla siebie jedynymi
i byli na zawsze. Zdrada taty coś w niej zepsuła i po prostu nie mogła mu znowu
zaufać.
Więc
nigdy nie wróciła.
„Bianca
zniknęła i nikt nie wie, gdzie jest ani nie słyszał o niej, nawet jej mama i
tata” – oświadczyłam.
„Kurwa”
- szepnęła Joss - „Perry i Nova nigdy nie dbali o tę dziewczynę”.
Miała
rację.
Perry
i Nova, tata Bianki, gitara prowadząca zespołu heavy metalowego i mama - bomba
z filmu B, z pewnością kochali swoją córkę.
Po
prostu nigdy nie dbali o nią dobrze.
Ale
na mówienie o tym też nie był odpowiedni czas. Nie żeby było o czym rozmawiać.
Joss i ja często narzekałyśmy, że rodzice Bianki byli tak pogrążeni w
dysfunkcji, że nigdy tak naprawdę nie chcieli opiekować się córką.
„A
mężczyzna, którego poznałam, który zainspirował Ogniwa Siatki, pracuje nad moim domem”.
Całkowita
cisza. Pustka tak głęboka, jakby wciągnęło mnie, mój dom i całą otaczającą mnie
przyrodę.
Potem
głośne, przenikliwe - „Co?”
Wystarczy
powiedzieć, że kiedy twoja mama zamienia się w twoją przyjaciółkę i dzielicie się
taką historią, staje się twoją najlepszą przyjaciółką.
Lacey
i Bianca wiedziały o mnie wszystko.
Joss
też.
„Tak.
Teraz siedzę z nim na stosie płyt kartonowo gipsowych w moim domu, jedząc
pizzę, którą kupiłam”.
„Och
dziewczyno, idź. Nie mogę uwierzyć,
że znowu go znalazłaś. To jest takie super”.
„Joss,
on mnie nie pamięta”.
Znowu
cisza przed - „Jaja ze mnie robisz”.
„Chciałabym”.
I
całkowicie chciałam.
„Jak
może cię nie pamiętać?”
„Nie
wiem, bo to było siedem lat temu, spotkaliśmy się we wczesnych godzinach
porannych, rozmawialiśmy przez dziesięć minut, a ja szalałam moim motocyklowym
wyglądem lisicy. Moje włosy nie były tak długie. Miałam na sobie odrobinę
makijażu. I to było siedem lat temu przez dziesięć minut”.
„Dziewczyno,
mężczyzna jest w ogóle jakikolwiek mężczyzną, nigdy nie zapomni twoich włosów. Przenigdy”.
Mama
nie była zarozumiała.
Miałam
włosy mojego taty.
A
Deke powiedział wtedy, że miałam ładne włosy.
I
to nie tak, że nie zauważył, że jestem kobietą. Zauważył. Widziałam to, kiedy
to zauważał, jak wtedy, gdy staliśmy na wietrze, a on patrzył na moje włosy przerzucane
przez ramię.
Po
prostu nic to go nie ruszało.
„Cóż,
wszystkie dowody wskazują, że zapomniał” - powiedziałam Joss - „Pracuje w moim
domu od prawie tygodnia i nic z tego”.
„Cholera,
kochanie. Tak mi przykro. Całkowicie do bani, kiedy fatum jest złośliwe i ma
cię na oku”.
„Nie
mylisz się co do tego”.
„Może
podczas gdy on będzie pracował w twoim domu, mogłabyś odwiedzić mnie i Roda. I
zanim to powiesz…” - powiedziała szybko ostatnie - „…to nie chodzi o to, że
chcę, żebyś tu przyjechała i zajęła się gównem Roda i moim. Powiem mu, żeby się
wycofał, nie podpisuję, aby być w jakimś reality show i będziemy mieli więcej
problemów, jeśli on lub ten jego gówniany menedżer powie ci o tym słowo. To ja
chcę opiekować się moją dziewczyną”.
Uwielbiałam
przebywać z Joss. Uwielbiałam też przebywać z Roddym.
Ale
nie chciałam wyjeżdżać. Podobało mi się tu. I nie chodziło tylko o Deke’a.
„Przeżyję,
Joss. To nie jest taka wielka sprawa. On po prostu nie jest we mnie zabujany”.
„Jussy,
kochanie, Ogniwa Siatki? Do kogo
mówisz?”
Wzięłam
oddech. Potem ugryzłam pizzę.
Joss
mi pozwoliła.
Połknęłam
pizzę.
„To
jest do bani” - szepnęłam - „Ale ja nadal kocham każdą minutę poznawania go”.
„Cholera”
- mruknęła.
„Będzie
dobrze”.
„Jedynym
powodem, dla którego tak będzie, będzie to, że wydasz tysiąc piosenek, z
których jedna z pewnością sprawi, że wyjdziesz na scenę, zaakceptujesz
statuetkę, co powinno się zdarzyć w przypadku Ogniwa Siatki, jakiejkolwiek innej piosenki na tym winylu lub
jakiejkolwiek innej piosenki, którą nagrywałaś od tego czasu.”
To
była mama Joss. Ślepe oddanie, ślepa lojalność, wiara, że nikt nie był lepszy
od jej dziecka.
Zdecydowałam
się nas z tego wyprowadzić, ale nie ze ślepego oddania i lojalności, tylko z
gadania o Deke’u.
„Byłam
suką z jakimś celem, wyłożyła ci to wcześniej, Joss. Nadal byłam suką.
Przepraszam, że zrobiłam się nieprzyjemna”.
„Wiesz,
że musisz czasami mnie z tego wybić, Jus. Nie powiedziałaś niczego, co nie byłoby
prawdą. Zajmę się własnym gównem i Rodem. A ty i ja wkrótce zaplanujemy trochę
czasu razem. Żadnego Roddy’ego. Tylko my, dziewczyny”.
„Chciałabym”.
„Okej
kochanie. Teraz wróć do tortur, które nakarmią klątwę Lonesome i będą tworzyć
piękną muzykę”.
Przewróciłam
oczami, ale uśmiechnęłam się, nawet jeśli powiedziała tylko cholerną prawdę.
„Później,
Joss”.
„Kocham
cię, maleńka”.
„Ja
ciebie też”.
Rozłączyła
się.
W
drodze powrotnej do drzwi zjadłam pizzę.
Przeszłam
przez drzwi, żeby zobaczyć, jak Deke też przechodzi… jego przechodzeniem przez
pokój, by wrócić do holu.
„Dobra
pizza, Jus. Dzięki” - powiedział, zanim zniknął.
Spojrzałam
na pizzę i zobaczyłam, że w połowie zniknęła.
Joss.
Piekło
i cholera.
Złe
wyczucie czasu.
*****
Tego
wieczoru dostałam SMS-a od Krystal.
Deke wie o tobie?
To
było dobre pytanie, które przywodziło mi na myśl, że on nie, a ona tak, a Bubba
przyjeżdżał następnego dnia. Bubba był jej mężem i tatusiem jej dziecka, więc
bez wątpienia powiedziała mu o mnie.
Nie. I jeśli nie masz nic
przeciwko, wolałabym zachować spokój, odpisałam.
Deke’a to nie obchodzi,
poinformowała mnie.
Może
tak.
Może
nie.
Mój ojczym chce zrobić program typu
reality show. Chce mnie w nim. Jak przyjedzie do miasta, mogę poprosić cię o
załadowanie śrutu.
Przez
kilka minut nie dostałam SMS-a zwrotnego.
Dam ci więcej spokoju.
To
oznaczało, że Bubba będzie fajny.
Wdzięczna,
odpowiedziałam.
I
byłam.
*****
Bubba
przyjechał następnego dnia z Deke’iem i był przyjacielski, ale był fajny,
nazywając mnie tylko Jus.
Wyjechałam,
żeby mogli zrobić izolację. Spędzałam czas z Sunny and Shambles’em i ich Wi-Fi,
zajmując się sugestiami biznesowymi i wnętrzarskimi oraz przeglądając Internet,
zapisując kilka ulubionych na czas, gdy będę miała łazienki, ściany i kuchnię i
dlatego będę mogła pozwolić sobie na poważne zakupy, cały czas rozmawiając z
moimi nowymi przyjaciółmi.
Późnym
popołudniem Deke wysłał SMS-a Gotowe.
Był
krótki, ale przemyślany i nie potrzebowałam dalszych dowodów, że Deke mógłby
być troskliwy.
Nadal
dawałam mu cały dzień i pojechałam w tym celu do centrum handlowego, jedząc tam
i spędzając czas.
Wróciłam
i już go nie było.
Czwartek,
piątek i w więcej nadgodzin w sobotę, Deke i ja mieliśmy minimalne
przekomarzanie się, często zachowywałam się jak idiotka, przynosiłam mu
kanapki, a on robił postępy w moim domu.
Niedzielę
zachowywał świętą, najwyraźniej jako dzień wolny. Więc powiedział mi, że się
nie pokaże.
Nie
pokazał się.
Chciałam
poczuć ulgę.
Tęskniłam
za nim.
*****
Deke
Późnym
niedzielnym wieczorem, w ciemności, w swoim łóżku, Deke leżał na plecach, z
jedną ręką owiniętą wokół penisa i pompując, a drugą ręką nad głową, wciśniętą
w poduszkę.
Miał
zamknięte oczy, a jego umysł wypełniały wizje Jus jeżdżącej po jego twarzy, z
odrzuconą do tyłu głową, długimi włosami opadającymi, sunącymi po jego klatce
piersiowej.
Nie
zajęło mu dużo czasu, aby wydmuchać ogromny ładunek na brzuch.
Wciąż
głaszcząc, otworzył oczy i nie widział cipki.
Ale
pieprzyć go, mógł ją posmakować w ustach.
Kwiaty.
Używała
perfum poprzedniego dnia. Nie pierwszy raz, ale nie zawsze je nosiła.
I
pachniała kwiatami.
Zgiął
kolana i dalej głaskał penisa, jego myśli odwróciły się od Jus jadącej po jego twarzy
do wspomnień Jus reagującej na niebieską glazurę betonu ze srebrnymi i
perłowymi wirami, które wybrała, a którą właśnie skończył. Straciła rozum,
klaszcząc, uśmiechając się i śmiejąc się, mówiąc mu, że jest geniuszem.
Jego
myśli powędrowały od tego do jej przytulenia się do ściany w korytarzu, kiedy
skończył ją naklejać, z wyciągniętymi ramionami, jej policzkiem przyciśniętym do
płyty, jej ustami krzyczącymi - „Kocham ściany!”
Nie
pozwolił sobie nawet na myślenie o tym, jak zareagowałaby po tym, kiedy by
skompletował blaty i zabudowę, zamontował zlew, zamontował oprawy
oświetleniowe, zamontował stojaki do suszenia i wreszcie zamontował pralkę i
suszarkę.
Kurwa,
wyraz jej twarzy, kiedy ją znalazł i pokazał, że zrobił jej pomieszczenie
gospodarcze. Myślał, że go pocałuje.
I
chciał tego, prosto do wnętrzności, prosto do swojego penisa.
„Kurwa”
- szepnął, wstając z łóżka, idąc do łazienki, myjąc się i ponownie uderzając w
wyrko.
Położył
się na plecach, myśląc, że powinien powiedzieć Max’owi, że chce, aby zamienił go
na mężczyznę przy pracy dla Jus, wysyłając kogoś innego, a zabierając go.
Nie
tylko jego umysł gwałtownie odrzucił ten pomysł w chwili, gdy go miał, ale Deke
nie miał powodu, by przekazać Max’owi, dlaczego tego chce.
A
Max prawdopodobnie zastanawiałby się, dlaczego poprosił, robiąc to przez około
sekundę, zanim by się zorientował. Wood po prostu by wiedział. Gdyby Tate to usłyszał,
zastanawiałby się przez połowę czasu, kiedy Max by to nazwał.
Wtedy
ludzie zaczęliby rozmawiać.
Deke
nie potrzebował tego gówna.
Odwrócił
się na bok, zamknął oczy i próbował zasnąć.
Jedyne,
o czym mógł myśleć, to jak Jus wpasowałaby się w krzywiznę jego ciała po tym,
jak wtuliłby się w nią, żeby złapać sobie trochę snu, kiedy skończyłby ją
pieprzyć, jak by to było, gdyby zanurzył twarz w tych wszystkich włosach.
Ponieważ
nie był w stanie wyrzucić tych myśli z głowy, jego kutas zaczął twardnieć.
Więc
musiał więc znowu się blanzować, żeby się trochę przespać.
[1] Porachunki
(Rock Chick 6) Kristen Ashley, https://doci.pl/Monique-1-b/porachunki-rock-chick-6-kristen-ashley+fnms5nmc
Dziękuję ☺
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział i czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńCZekam na to kiedy Deke dowie się że zna Jus.
dziękuje
OdpowiedzUsuń