piątek, 28 stycznia 2022

8 - Twoje życie, twój wybór

 

Rozdział 8

Twoje życie, twój wybór

Justice

 

 

 

Ponieważ poprzedniej nocy nie spałam, byłam poza łóżkiem, kiedy walenie do drzwi nadeszło wcześnie.

Szósta trzydzieści.

Nie wróżyło to dobrych rzeczy.

Wyszłam z garderoby, gdzie zastanawiałam się, w co się ubrać, do sypialni, przedpokoju, wielkiego pokoju i zobaczyłam, że Deke tego dnia miał na sobie niebieską koszulkę.

Nie ubierał się na co dzień na biało, tylko sporadycznie je zmieniał.

Nie widziałam jeszcze niebieskiej.

Ale zauważyłam, że zieleń wojskowa robiła spektakularne rzeczy z jego piwnymi oczami.

Na piżamę miałam włożony rozciągnięty kardigan.

Nie obchodziło mnie to. W większości mnie zakrywał. Małe szorty w kwiatowy nadruk ze sznurkiem z pomponem. Zwiewna koszulka z koronką i innym kwiatowym wzorem, który nie pasował, ale nie kłócił się.

Fałszywa cygańska księżniczka.

Ukryta rockowa księżniczka. Dziedziczka królestwa, która abdykowała z tronu.

A Deke już to wszystko wiedział.

Albo większość.

Nieważne.

Otworzyłam drzwi, podniosłam oczy na Deke’a tylko po to, by zerknąć przez niego, zanim odwróciłam się i zaczęłam odchodzić, ale mówiłam.

„Hej. Jesteś wcześnie. Kawa jeszcze się nie zaczęła. Zajmę się tym, a potem wezmę prysznic”.

„Jussy”.

Kontynuowałam, jakby nic nie mówił. Zdecydowanie zachowywałam się tak, jakby nie wymówił tym słodkim, miękkim, pełnym skruchy tonem tego jednego słowa, kiedy tym słowem, którym było moje imię, całkiem mnie niszczył.

„Cztery filiżanki, kapanie nie trwa długo. Ale mam prośbę” - odwróciłam się i spojrzałam na niego, mój wzrok padł na jego szyję, a nie na oczy - „…jeśli ty i Bubba wyczerpiecie to, zróbcie więcej dla mnie. Kiedy wyjdę spod prysznica, będę tego potrzebowała”.

„Jus, jestem tu wcześnie, żeby porozmawiać”.

Wszedł, wchodząc od razu na środek pomieszczenia, po jego prawej stronie znajdował się niski, okrągły, kamienny kominek, o którym Deke powiedział mi, że będzie miał długi, wąski miedziany kaptur, który będzie wyglądał niesamowicie, nie zasłaniając zbyt wiele widoku od wejścia. Kominek, który znajdował się na linii frontowych drzwi i paleniska na tarasie.

Symetria.

Moje życie nigdy nie miało symetrii. To była zygzakowata linia, która zaprowadziła mnie tam, do miejsca, w którym chciałam zakończyć zygzakowanie i skręcanie.

Teraz nagle chciałam to odzyskać.

„Miałeś rację zeszłej nocy” - odpowiedziałam - „Jeśli to rozumiesz, a powiedziałeś, że tak, to nie ma już nic do powiedzenia”.

Otworzył usta, ale nie skończyłam.

„Z wyjątkiem tego, że zgaduję, że wiesz, że to nie był pierwszy raz, kiedy wyszłam na scenę. Pracuję w biznesie”.

Skinął głową, robiąc to ostrożnie, i odpowiedział - „Wiem o tym, sprawdziłem cię zeszłej nocy”.

Tak bardzo łatwo znaleźć tak bardzo dużo na Justice Lonesome.

Mógł przeczytać każde słowo i nadal nie miał pojęcia.

Kiwnęłam głową, tylko raz, nieostrożnie.

„No tak, jedyną rzeczą do powiedzenia jest to, że byłam… cóż, wczoraj wieczorem byliśmy w dziwnym miejscu, skoro ukrywałam rzeczy przed tobą. Fajnie, że to rozumiesz, ale żeby wyjaśnić, rozpoznałam cię od chwili, gdy cię zobaczyłam” - wzruszyłam jednym ramieniem - „To było trochę zawstydzające, że mnie nie pamiętałeś, więc nie wspomniałam o tym. Ale częściowo chodziło o to, że miałeś rację z tym przedstawieniem, a także potrzebowałam być tylko Jus. Zrobić przerwę od całego tego gówna. I fajnie, że byłeś w porządku z dawaniem mi tego, chociaż nie wiedziałeś, że mi to dajesz. Ale wszystko co chcę powiedzieć to to, że ostatniej nocy nie miałam w sobie wystarczająco dużo, by powiedzieć, powiedziałam tylko kilka słów o tym, więc powiem teraz, że naprawdę przykro mi z powodu twojej straty. Twoja mama. Wiem, jak to jest stracić rodzica, na szczęście nie jedno i drugie, ale jednak. Więc wiem, że nie ma słów do powiedzenia poza przykro mi”.

Stałam na swoim miejscu, kontynuując przemowę, nawet jeśli szedł w moim kierunku.

Zatrzymał się zbyt blisko, a ja musiałam odchylić głowę do tyłu o wiele za bardzo, przez co poczułam się mała i bezbronna, co w innym świecie miałoby szczególne znaczenie.

Ale w moim świecie, nie.

„Dziękuję, mała” - powiedział łagodnie.

Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, poprosiłam cicho i nie brzydko - „Proszę, nie nazywaj mnie tak, Deke. Nie jestem twoją mała. Dla ciebie nie jestem nawet Jussy. Wiem, kim jestem i myślę, że ze względu na spokój nas oboje, zwłaszcza mój, dobrym sposobem na odejście od tego byłoby to, że oboje tak po prostu będziemy trzymali”.

Było wiele w jego twarzy, tak różne od Deke’a, którego poznałam lata temu i tego samego mężczyzny, który wrócił do mojego życia kilka tygodni temu. To, że pokazywał mi to wszystko, a wszystko to było dobre, oznaczało, że wszystko było złe.

Co gorsza, podniósł rękę i przesiał nią moje włosy z szyi, gdzie oparł dłoń.

„Jussy…” - zaczął.

„Nie rób tego” - szepnęłam. Poczułam, jak opuszki jego palców wbijają się w skórę mojej głowy, więc wyszeptałam ponownie - „Proszę, nie rób tego, Deke”.

„Znam cię tylko od tygodni, kotku, ale wciąż wiem, że jesteś jedną z najlepszych kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałem, więc…”

Przerwałam mu, zanim mógł powiedzieć, mam nadzieję, że znajdziemy sposób, by nadal być przyjaciółmi.

To właśnie byśmy zrobili. Wiedziałam, że nie mogłabym żyć, nie mając przynajmniej tego od Deke’a.

Ale w tej chwili za bardzo bolało, by mi przypominał, zwłaszcza jego pięknym głosem, że to było wszystko, czego pragnął.

Zresztą nie potrzebowałam przypomnienia.

Żyłam tą wiedzą dzień w dzień i raniło to moją duszę poety.

„Proszę” - wyszło z drżeniem i do cholery, poczułam, że moje oczy stają się wilgotne - „…nie rób tego”.

Wyglądało na to, że sprawiało mu ból wysunięcie ręki z moich włosów.

Wiedziałam, że to mi sprawiało ból.

Ale przyzwyczajałam się do tego.

Przestał mnie dotykać, ale zgiął szyję głęboko, aby zbliżyć twarz do mojej, nawet gdy kołysał się na kilka centymetrów, więc jego duże ciało wdzierało się w moją przestrzeń.

„W tym momencie, Jussy, chcę, żebyś wiedziała, że wiele by dla mnie znaczyło, gdybyśmy znaleźli sposób, by to przejść”.

„Znajdziemy” - zapewniłam go - „Jesteś dobrym facetem. Oczywiście, że rozumiesz, że tak myślę, więc znajdziemy sposób. Po prostu teraz potrzebuję trochę przestrzeni”.

„Nie wiem, jak ci to dać, muszę być w twojej przestrzeni, aby wykonać dla ciebie pracę, Jus, ale mogę powiedzieć, że spróbuję”.

„Nie musisz się martwić. Zaczynam mieć ściany. Wkrótce będę miała podłogi. Muszę obejrzeć próbki farby, drewniane łyżki i gówno. Czas się zająć. A więc…” - podjęłam natychmiastową decyzję - „Pojadę do Denver i zrobię zakupy. Masz klucz. Ty i Bubba po prostu róbcie swoje. Wrócę w poniedziałek”.

„To jest dobry pomysł”.

Nie miał problemu z moją nieobecnością.

I wtedy to zrozumiałam. Uderzyło mnie jak cios.

Moja sytuacja z Deke’iem.

Mojego taty z Joss.

Aby żywić się tym, czego potrzebowała, dusza poety szukała tego, czego nigdy nie mogła znaleźć lub, w przypadku taty (tylko zgadywanie, ale podejrzewam, że dobre), sabotowała to, co miała, aby zaspokoić tę potrzebę.

Musiała być tęsknota. Musiała być melancholia.

Musiało to być zmieszane z przyjemnością, ale ból musiał być silniejszy niż przyjemność, wiedząc, że nigdy nie dostałby tego, czego naprawdę potrzebował.

Żaden poeta nie mógłby być naprawdę szczęśliwy, bo jego dusza zmarnowałaby się z głodu.

Kiwnęłam głową i podjęłam kolejną natychmiastową decyzję.

„Racja. Muszę się tym zająć, ale wcześniej zrobię wam chłopcy kawę. Po prostu sobie weźmiecie”.

Nie pozwalając mu nic powiedzieć, cofnęłam się, wyszłam z jego przestrzeni i odwróciłam się, żeby to zrobić.

„Jus” - zawołał.

Gówno!

Odwróciłam się i zmusiłam się do podniesienia oczu do jego.

„Wczoraj wieczorem po naszej scenie wróciłem do domu, ściągnąłem kilka twoich piosenek” – powiedział mi, a ja przygotowałam się - „Masz niesamowity talent i piękny głos, mała.”

Jedną z piosenek, które słyszał, prawdopodobnie były Ogniwa Siatki.

I nie miał pojęcia.

I to było coś, czego nigdy się nie dowie.

„Dzięki” - wymamrotałam, po czym przestałam się opieprzać i ruszyłam szybko.

Nie miało znaczenia, że śpieszyłam się by szybko uciec, nie zawołał mnie ponownie.

Więc udało mi się zrobić coś, co powinnam była zrobić od początku.

Uciekłam Deke’owi.

*****

Deke

„Nie moja sprawa”.

„Bub, nie rób tego”.

„Nie moja sprawa, ale muszę…”

„Bub, mówię ci, nie”.

Był późny poranek. Wciągnęli płytę gipsowo kartonową na piętro, żeby Deke mógł tam w przyszłym tygodniu zabrać się do pracy, ale teraz byli na rusztowaniu, montując podwieszane sufity.

Bubba odczekał trzy godziny.

Był Bubbą, więc to cud, że trwało to tak długo.

„Byłem tam wczoraj wieczorem, Deke. Wszyscy byli” - powiedział mu Bubba.

„Rozumiesz po angielsku?” - zapytał Deke.

„Wood. Maggie. Tate. Laurie. Jim-Billy. I, koleś…” - jego głos stał się ostrzeżeniem - „Krys”.

O tym mogliby pogadać.

„W takim razie dobrze, że o tym wspomniałeś” - powiedział Deke - „Bo mogę ci powiedzieć, żebyś powiedział swojej kobiecie, żeby się nie wtrącała”.

„Co się stało?” - zapytał Bubba.

„Nie wasz interes”.

„To był wszystkich interes, w jaki sposób śpiewała do ciebie. Wprost do ciebie, człowieku. A potem, kiedy skończyła, ty wyskoczyłeś, a Jus ruszyła za tobą” - Głowa Bubby przechyliła się na bok - „Wy dwoje jesteście blisko. Łatwe do zobaczenia. Znasz Krys od lat. Laurie. Lexie. Fay. Nie jesteś blisko z żadną z nich tak, w jaki sposób pozwalasz Jus gadać do ciebie, a ty naprawdę słuchasz. Masz z nią coś?”

Śpiewała prosto do ciebie.

Wprost do ciebie.

Jebać go, nigdy nie zapomni Jussy patrzącej prosto na niego i śpiewającego o tym, jak łatwo było się zakochać.

Tak.

Pieprzyć.

Go.

Deke pogrzebał to i potrząsnął głową - „Pracuję dla niej, jestem z nią codziennie od tygodni. To dobra kobieta. Dobra dusza. Ma fantastyczne poczucie humoru. Więc jest przyjaciółką”.

Oczy Bubby zrobiły się duże.

Kurwa, nie powinien nic mówić.

Ale żeby zamknąć to gówno, o którym wiedział, że się tam szaleje, musiał coś powiedzieć.

„Ty? Przyjaciółka, która wygląda jak Jus, która nie ma na palcu obrączki jednego z twoich kumpli?” - zapytał Bubba z powątpiewaniem.

„Ona jest moim szefem”.

„Max jest twoim szefem” - odpalił Bubba - „To kobieta, która płaci Max’owi za wykonanie tej pracy. Taka gorąca kobieta z tymi wszystkimi włosami, Jezu” - Teraz Bubba pokręcił głową - „Moja mała ma ładne włosy i ciągle je zmienia, więc zawsze mam coś nowego i ładnego do obejrzenia, ale włosy Jus…”

Deke poczuł, jak we wnętrznościach zaczyna się rozpalać nieprzyjemne ciepło.

„Przestań mówić o jej włosach” - uciął.

„Przestań być takim ograniczonym, krótkowzrocznym gnojkiem, otwórz oczy i zobacz” - odciął się Bubba tonem, którego Deke nie tylko nigdy nie słyszał od Buby, ale także nikogo, kto miał oczy w głowie i widział wszystkich ludzi, których Deke użył po swojemu. Nie wspominając o tym, że Deke nawet by się nie domyślił, że jego przyjaciel ma to w sobie - „Ona jest w tobie zabujana, człowieku. Tak bardzo cholernie zapatrzona w ciebie, że gdyby nie była Jus, a to gówno mogło pochodzić z tego, że jest Lonesome, co domyślam się, że teraz wiesz, kolego, ale to też pochodzi z jej bycia Jus. Bez względu na to, co robi, emanuje fajnością. Kiedy tylko jakakolwiek inna kobieta byłaby zabujana w tobie w taki sposób, a ty byś nie oddawał niczego, byłoby to urocze, ale byłoby to również głupie, a może nawet trochę smutne”.

Kurwa, czuł się, jakby mężczyzna walnął go w gardło.

„To nie jest smutne” - przecisnął się przez gardło - „Między nami jest dobrze. Wiemy, kim jesteśmy i wszystko jest w porządku”.

„Nie tak dobrze, jak mogłoby być” - odparł Bub.

Miał co do tego rację.

„Więc skoro wszystko w porządku” - trzymał się Bubba - „…dlaczego wystartowałeś i dlaczego ona pobiegła za tobą?”

„Bo nie wiedziałem, że jest Lonesome aż do ostatniej nocy, coś…” - powiedział Deke z oczami zwężonymi na Bubbę, nie żeby go to obchodziło, po prostu używał tego, by odeprzeć gówno, które Bubba wywalał na Deke’a - „…co wydaje się, że wiedziałeś ale się nie podzieliłeś. I myślała, że jestem wkurzony. To była niespodzianka, ale nie byłem wkurzony. Rozmawialiśmy o tym i wszystko jest w porządku”.

„Skoro omówiliście to i wszystko jest w porządku, to dlaczego nie ma dziś kanapek, człowieku? Dlaczego szykowała się w swoim pokoju, nie znajdując tuzina powodów, żeby, jak zwykle, wychodzić i pogadać z tobą, co przekładało się na przychodzenie i przebywanie po prostu przy tobie, a zamiast tego wyciąga tyłek, mówiąc Do zobaczenia w poniedziałek?”

„Bo w jej domu kręci się gówno” - wyjaśnił logicznie Deke, skoro to była prawda, ale też było to kłamstwo - „Zostało jej tylko kilka tygodni, zanim cała ekipa się tu pojawi, a ona pomaga ci to utrzymać, ale nie ma żadnych mebli, bracie. Żyje w ten sposób” - Deke wyciągnął rękę w stronę przestrzeni - „…kiedy kupi kuchenkę mikrofalową, będzie to z tym rozsądną rzeczą. Nie może być, jeśli kobieta nie ma nawet talerzy”.

Bubba spojrzał na niego i zmienił taktykę.

„Powinieneś pójść w to, człowieku”.

„Ona nie jest w moim typie”.

Głowa Bubby drgnęła - „Masz typ?”

„Tak, i to nie jest Jussy”.

„Jussy” - szepnął Bub, wyglądając teraz, jakby starał się nie uśmiechać.

„Tak, Jussy” - wycedził Deke - „Jussy, który chce sufitów i ścian, a nie dwóch mężczyzn stojących na rusztowaniach i paplających jak kobiety. Więc może damy jej to?”

Kolejna zmiana zaszła w Bubbie i powiedział cicho - „Powiedziała Krys, kim jest, ponieważ ona i Krys są blisko” - Mały uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy potrząsnął głową i kontynuował - „Nie rozumiem, jak Krys sprawia, że wszyscy przechodzą przez jej dwanaście kręgów piekła, aby do niej dotrzeć, ale wpuściła Jus. Jus wpuściła ją w zamian. I Jus powiedziała, że nie chce, żebyśmy się dzielili”.

„Rozumiem”.

„Przepraszam, bracie. Ale to była jej sprawa”.

„Rozumiem” - powtórzył Deke - „Teraz możemy zabrać się do pracy?”

„Tak” - odparł Bubba - „Po tym, jak powiem, że myślę, że popełniasz duży błąd” - Pochylił się w stronę Deke’a - „Olbrzymi” - Odchylił się do tyłu - „Nie wiem, co cię powstrzymuje, ale cokolwiek to jest, mam złe przeczucie, że wyrzucasz najlepszą rzecz, jaka kiedykolwiek spadła ci na kolana” - Uniósł rękę, dłonią w stronę Deke’a, kiedy Deke otworzył usta - „Twoje życie, twój wybór. Nie powiem ani słowa, ale zamienię słowo z moją kobietą, aby zmusić ją i jej ludzi do ujarzmienia. Ale tak jest. Powiedziałem swoje. I mam nadzieję, że się nad tym zastanowisz. Ale twoje życie, twój wybór”.

„Czy mogę to przyjąć z tym, że skończyliśmy?” - zapytał Deke.

Bubba skinął głową - „Skończyliśmy”.

„W takim razie do roboty” - mruknął Deke.

Bubba spojrzał na niego długo, ale dzięki, kurwa, po tym, jak to zrobił, odwrócił się.

Deke odwrócił myśli od wszystkiego, co miał do powiedzenia Bubba.

Dobrze w końcu wiedzieć, dlaczego mnie wystawiłeś.

Gówno.

Śpiewała prosto do ciebie.

Wprost do ciebie.

Kurwa.

Odwrócił też myśli od Jussy.

I zwrócił je do tego, by dać jej jedyną rzecz, jaką mógł jej dać, której ona nie mogła dać sobie sama.

Coś, co właściwie mogła sobie dać, skoro za to płaciła.

To był postęp w domu, który kupiła, który musiała mieć zrobiony i zabezpieczony, aby mogła znaleźć spokój.

*****

Justice

W niedzielę wieczorem, gdy wróciłam do domu, stałam w swoim wielkim pokoju, w którym wszystkie trzy lampy były zapalone, ponieważ Deke je tak zostawił.

Wyrzuciłam tę troskliwość z głowy i spojrzałam w górę.

Miałam jedną czwartą bajecznie oszałamiającego, drewnianego sufitu ułożonego w jodełkę, a motyw z tarasu przepływał przez tę przestrzeń.

Symetria.

W końcu to dostałam.

Akurat w samą porę, kiedy tego nie chciałam.

Uświadomiłam sobie, że zygzaki i skręty są o wiele lepsze. Możesz ciąć i biegać zygzakiem, zostawiając to wszystko na skręcie.

Teraz utknęłam.

Widziałam też płyty gipsowo kartonowe na górze, gotowe dla Deke’a, aby zaczął dawać mi pokoje następnego dnia. A biorąc pod uwagę sposób, w jaki szedł, wszystko będzie gotowe, oklejone i zagruntowane w przyszłym tygodniu.

Więc dobrze, że w ten weekend zdecydowałam, na jaki kolor będzie pomalowany każdy pokój.

Pickup ze skrzynią nie był najlepszym pojazdem do szaleństwa na zakupach, gdy robiłaś zakupy w mieście oddalonym o kilka godzin, więc nie mogłaś włożyć wiele na tył bezpiecznie, ale kupiłam sobie po drodze tak wiele rzeczy do domu, że kabina była pełna tego, a także moja torba na noc.

W tych rzeczach były ręczniki kuchenne i Deke po prostu musiałby sobie z tym poradzić.

Nie zrobi też tego, bo nigdy ich nie będzie używał.

Westchnęłam i podeszłam do frontowych drzwi, żeby wyjść i wciągnąć moje graty.

Wniosłam je i upewniłam się, że frontowe drzwi są za mną zamknięte.

Następnie przeniosłam się do innych drzwi, aby upewnić się, że to samo.

Kiedy weszłam do sypialni, włączyłam tylko jedno światło.

We wtorek Joe Callahan miał zacząć pracę nad moim systemem bezpieczeństwa. W sobotę Bubba tu będzie. A w niedzielę pokazywała się Lacey.

Co oznaczało, skoro Cal powiedział, że jego praca zajmie kilka dni, że mogłam mieć nadzieję, że w przyszłym tygodniu będę miała tylko jeden dzień sam na sam z Deke’iem.

Ale ten dzień był dniem następnym.

Musiałam znaleźć sposób, żeby przez to przejść. Pokazać mu, że mogę wrócić do kanapek i przekomarzania się.

Zamierzałam to zrobić, ale on będzie musiał poradzić sobie ze mną cofającą się.

Wiedział, dlaczego byłam wcześniej strzeżona.

Tym razem wiedziałam na pewno, że mnie zrozumie.

*****

Usłyszałam tłuczone szkło i otworzyłam oczy.

Leżałam nieruchomo w ciemności w moim łóżku, nasłuchując.

Cisza.

Ale skóra na całym moim ciele mrowiła, jak wtedy, gdy miałaś zły sen, obudziłaś się i przez te pierwsze sekundy byłaś pewna, czy to jawa.

Nie pamiętam snu, ale to mógł być sen.

Poza tym może i nie miałam systemu bezpieczeństwa, ale tak jakby go miałam, bo drogi były labiryntem, żeby się tam dostać. Były zadbane, ale im bliżej mojego domu, tym głębiej w górach się znajdowałaś, i nie było tu ani jednej latarni. Nie wspominając o tym, że mój dom znajdował się daleko na uboczu, na końcu długiego dojazdu, więc nie było go nawet widać z Ponderosa Road. W ciemności można było nie widzieć drogi. Moja skrzynka pocztowa była poza moim domem, listonosz przejeżdżał całą ulicę, więc nie było nawet skrzynki pocztowej ani numeru, z którego można by się podzielić, że na mojej wąskiej uliczce jest cokolwiek.

Nie żeby ktokolwiek wiedział, że jestem właścicielem tej nieruchomości. Mr T zrobił to tak, że należała do mojej wytwórni LLC i trzeba by kopać głęboko, nawet aby znaleźć własność LLC.

Więc nikogo tam nie było.

Ale Deke miał być tam w ciągu kilku godzin, a Cal będzie, żeby mnie podłączyć do systemu następnego dnia.

Odprężyłam się, przekręciłam i zaczęłam sięgać po telefon, żeby sprawdzić, która jest godzina, kiedy usłyszałam otwierające się drzwi do sypialni.

Teraz poruszając się automatycznie, z adrenaliną przeszywającą mnie, nie złapałam telefonu.

Potoczyłam się w drugą stronę, zeskoczyłam z łóżka i pobiegłam jak diabli w stronę francuskich drzwi.

Zostałam złapana za włosy w brutalnym uścisku i odrzucona do tyłu, uderzając o podłogę plecami nawet bez łokcia, aby zamortyzować upadek, co wybiło ze mnie powietrze.

Co oznaczało, że mógł wejść na mnie i usiąść okrakiem.

Wpatrywałam się w jego zacienioną twarz, maska narciarska ukrywała jego rysy i wciągnęłam oddech, wykręciłam biodra i zaczęłam próbować uciec, kiedy mnie uderzył.

Najpierw w lewą kość policzkową. Kolejne bezpośrednie trafienie prawie w to samo miejsce. Trzecie i nawet nie odwróciłam głowy, żeby strząsnąć drugie, ani nie miałam szansy podnieść rąk, żeby odbić ciosy.

Gwiazdy eksplodowały w moich oczach po pierwszym i drugim, ale przerażająca czerń zaczęła wdzierać się po trzecim, zanim wziął moje włosy w brutalny uścisk za czubek, uderzył moją głową w drewnianą podłogę (kurwa, potrzebowałam tam dywanika), a potem ja poczułam zimno na szyi.

Przestałam oddychać.

Jego maska narciarska zbliżyła mi się do twarzy.

„Nie bądź głupsza” - wycedził.

Facet. Z tego, co widziałam, biały. Nie było sposobu, by określić kolor jego oczu.

Wszystko to przyjęłam, ponieważ miałam zdolność widzenia. Nie byłam sprytny ani nie myślałam o przyszłości.

Ledwo oddychałam.

I cała moja koncentracja była skupiona na zimnie na gardle, zimnie, o którym wiedziałam, że jest ostrzem.

Przysunął bliżej.

Chciałam przełknąć. Potrzebowałam przełknąć.

Ale cholernie bałam się przełykać i co to mogło zrobić z tym, co było zbyt mocno przyciśnięte do mojego gardła.

„Teraz bądź grzeczna” - szepnął.

Zimno minęło, ale użył uchwytu na moich włosach, aby przeciągnąć mnie po podłodze.

Poczułam, że moje oczy wywracają się do tyłu, moje ręce rzucają się do jego nadgarstków, żeby się trzymać i podciągnąć, żeby nie było tak dużego ciężaru ciągnącego moje włosy, bo ból był tak ogromny, że był obłąkany.

Zaciągnął mnie do łóżka, a jeśli wcześniej zesztywniałam adrenaliną i paniką, kiedy zabrał mnie do łóżka i co mógłby mi tam zrobić, pochłonęło mnie i nie myślałam o żadnym ostrzu.

Po prostu zaczęłam się dziko szarpać, popychać, popychać, wyrzucać nogi, skręcać się, robić to wszystko błagając - „Nie, proszę, proszę, nie”.

Stłumił moje wysiłki czterema kolejnymi ciosami w twarz, pozostawiając mnie mrugającą i walczącą o zachowanie przytomności, zanim położył mnie na plecach na łóżku, usiadł okrakiem, owinął rękę wokół mojego gardła… i ścisnął.

Poruszając się z odruchową chęcią pozostania oddychającą, moje nogi kopały za nim, kiedy nie mówiłam im, żeby to zrobiły, moje biodra wyprostowały się, moje paznokcie rozerwały jego nadgarstek i przedramię.

Po prostu sięgnął za mnie, złapał coś ze stolika nocnego i zobaczyłam, jak oświetla to jego zamaskowaną twarz, kiedy włączał mój telefon.

„Hasło” - wycedził.

Walczyłam, a skoro mnie dusił, charczałam.

Podniósł mnie za gardło i rzucił na łóżko, najwyraźniej zupełnie niewzruszony moim rzucaniem się.

Wszedł mi w twarz, zwolnił trochę nacisku na gardło i warknął - „Hasło!

„Osiem, siedem, trzy, dziewięć” - odetchnęłam, po czym wciągnęłam szorstki, zdesperowany oddech, ale dostałam tylko połowę.

Znowu zaczął mnie dusić.

I robił to, dzwoniąc.

Nie obchodziło mnie, czy zadzwoni do Genewy, dopóki wyszłabym z tego żywa.

Więc walczyłam dalej.

Był większy ode mnie, szczuplejszy ode mnie, sprawniejszy ode mnie, wyraźnie silniejszy ode mnie i naprawdę cholernie dobry w duszeniu ludzi.

Zamierzał mnie zabić.

Kiedy to sobie uświadomiłam, mój żołądek opadł, myśli eksplodowały w moim mózgu, uczucia przeszywały mnie, pozostawiając rany.

Strach. Panika. Żal. Niedowierzanie. Ból.

Kurwa, Deke mnie znajdzie.

Kurwa, Deke miał klucz i gdyby ten gość zostawiłby mnie tam, gdzie leżałam po tym, jak skończyłby mnie dusić, to właśnie Deke by mnie znalazł.

Szarpnęłam się zaciekle biodrami i głęboko nacięłam paznokciami w jego ciele, czując, jak przedzieram się przez tkaninę i łamię skórę.

To było tak, jakby był jeźdźcem rodeo, trzymał się bez wzdrygnięcia.

To się działo. Ubytek tlenu. Uchodziła ze mnie walka. Moja wizja się rozmywała. Czerń sączyła się z zewnątrz moich oczu. Zanikało i nic nie było w moim mózgu. Nic.

Z wyjątkiem skupienia wszystkich moich wysiłków na wciąganiu powietrza, które po prostu nie nadchodziło.

Przestałam miotać się, by skoncentrować się na oddychaniu, a makabryczne, bezużyteczne odgłosy, które wydawałam, próbując wciągnąć tlen, wypełniły powietrze.

„To twoja dziewczyna, Justice” - powiedział do telefonu - „Słuchaj” - rozkazał i mój telefon był przy mojej twarzy.

Słabo uniosłam rękę, by wsadzić go do jego szczęki w ostatnim wysiłku, by go ze mnie zepchnąć, ale po prostu odwrócił wzrok i opadła na bok, gdy się dusiłam.

Wziął ode mnie telefon i powiedział - „Dostarczysz mi to, co mi jesteś winna. Przyniesiesz to do mnie. Masz tydzień. Jak nie, ona ginie i ta druga też”.

Z tymi słowami rzucił mój telefon na łóżko i zabrał rękę z mojego gardła.

Przekręciłam się na bok pod nim, zwijając się w sobie, biorąc jeden po drugim długie, chrapliwe oddechy, z rękami przy gardle.

„Dotrę do ciebie. Jak nie dostanę zapłaty, ty zapłacisz” - szepnął mi do ucha - „Poinformuj ją o tym”.

Z dłonią na moim gardle obrócił mnie, a ja znów rzuciłam się z przerażenia na jego uścisk, wykrzykując - „Nie!”.

Ale po prostu mnie uderzył.

I znowu.

I znowu.

I wtedy wszystko stało się czarne.

*****

Obudziłam się na łóżku, nie mając pojęcia, jak długo byłam nieprzytomna. Ale moja twarz płonęła, moje gardło płonęło i miałam tylko jedną myśl.

Wypierdalać stamtąd.

Dźwignęłam się na ręce i kolana, niezgrabna i niezdarna ze strachu, i spadłam z łóżka, lądując całym swoim ciężarem na nadgarstku.

Nawet nie czułam bólu.

Chwyciłam łóżko i szafkę nocną, lampa spadła, gdy się podciągałam.

Pomacałam na stoliku nocnym w poszukiwaniu kluczy i podczas moich wzburzonych poszukiwań upadły na podłogę.

Upadłam na kolana, aby je znaleźć i w ciemności faktycznie je uderzyłam, odpychając je od siebie.

Zrobiłam to dwa razy, gorączkowo czołgając się za nimi, aż złapałam je w rękę i trzymałam tak mocno, że metal wgryzł się w moje ciało.

Wstałam i pobiegłam.

Z sypialni do wielkiego pokoju i do drzwi wejściowych.

Uderzyłam w nie.

Były zamknięte.

Niezdarnymi palcami otworzyłam je i wyrwałam się z domu, bosymi stopami przeszłam z gładkiej, kamiennej ścieżki na gryzący żwir mojego podjazdu i nie obchodziło mnie to.

Wyrzuciłam rękę, na wpół obejmując pickupa dziadka, przesuwając ją wzdłuż jej boku i maski, gdy ją okrążałam, aby dostać się do strony kierowcy.

Dotarłam tam, szepnęłam moją mantrę - „Trzymaj się, trzymaj się. Wsiadaj do auta i jedź. Trzymaj się, trzymaj się” - starając się włożyć klucz do zamka, aby otworzyć moje drzwi bez marnowania kolejnej sekundy, wyrzucając je z moich gwałtownie drżących dłoni.

Zadziałało.

Drzwi nie wydawały żadnego dźwięku, kiedy je otwierałem (WD-40 nie dało się przebić).

Wspięłam się na siedzenie, zatrzasnęłam drzwi, zamknęłam je i sięgnęłam do stacyjki.

„Trzymaj się, trzymaj się. Trzymaj się, trzymaj się” -  Trzymałam się tego, aby skupić się na włożeniu kluczyka, pickup ruszył i wypierdoliłam stamtąd.

Znowu zadziałało i wrzuciłam bieg do jazdy, wykonałam ciasny zakręt w szerokim (ale nie tak szerokim) kręgu żwiru, który był końcem podjazdu przed moim domem. I nacisnęłam gaz, kiedy wjechałam na drogę.

Przez to nigdzie nie patrzyłam ani nie myślałam o niczym innym, jak tylko dokąd zmierzałam.

I kontynuowałam to, jadąc jak pieprzony wariat po moim dojeździe, Ponderosa Road i całą resztą, aż dotarłam do Main Street.

Musiałam wjechać na tę ulicę wczesnym rankiem, dochodząc do setki.

Nie obchodziło mnie to.

Pojechałam prosto na posterunek policji, zatrzymałam się z piskiem opon pod kątem do drzwi wejściowych, zajmując oba miejsca dla niepełnosprawnych. Przerzuciłam do parkowania, pchnęłam drzwi, wyskoczyłam z pickupa i pobiegłam do drzwi wejściowych.

Były zamknięte.

Spojrzałam przez szklane drzwi na oficera przy biurku i zaczęłam walić otwartą dłonią w drzwi.

„Wpuść mnie”.

Wyszło jako rzężenie.

Odchrząknęłam, wciąż waląc, i krzyknęłam tak głośno, jak pozwalało mi na to moje uszkodzone gardło - „Wpuść mnie!”

Usłyszałam brzęczyk.

Otworzyłam drzwi szarpnięciem, rzuciłam się przez nie i pobiegłam do biurka, gdzie oficer już stał i był w ruchu, zaczynając je omijać z oczami utkwionymi we mnie.

Zatrzymałam się kołysząc i oświadczyłam - „Ktoś próbował mnie udusić”.

Wtedy zaczęły płynąć łzy i nie było na to nic.

Upadłam na kolana i całkowicie zgubiłam swoje gówno w Departamencie Policji Carnal.

7 komentarzy:

  1. O nie! Koniec w takim momencie 😤😭

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję już nie moge się doczekać kolejnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  4. OOOOOOO ale dziwne z napastnikiem :(
    To czekam co będzie dalej.
    Coś czuję że zacznie się rozpierducha :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Łał... chcę więcej ❤ dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  6. O Boże
    To pewnie Bianka nawyprawiala coś
    Trzymaj się Juss!

    OdpowiedzUsuń