Rozdział
11
Jestem
Justice (cz.2)
Justice
*****
Godzinę
później to zaczęło się dziać.
To
„to” było tym, że nawet jeśli Deke ledwie rozpoczął proces zmywania tego, co
wydarzyło się w tym domu, miasto Carnal wyraźnie zamierzało zrobić to samo.
Jednak
nie zaczęło się od mojego bycia obywatelką Carnal.
Zaczęło
się od Mr T.
Grając
lokaja jednocześnie z ekspertem od ochrony, Cal otworzył mu drzwi punktualnie o
ósmej.
Obserwowałam,
jak wchodzi Mr T, niosąc kartonowy pojemnik z czterema kawami (oczywiście Mr T
nie zapomniałby o Calu) i białą torbę z kolorowym kwiatkiem narysowanym odręcznie
markerem na zewnątrz.
Przysmaki
z La-La Land.
„Callahan”
- przywitał Cala pan T.
„Thurston”
- Cal przywitał pana T.
Ale
ja już wstałam i szybko poruszałam się przez przestrzeń.
Cal
zabrał kawę i torebkę, więc kiedy dotarłam do mężczyzny, który poświęcił swoje
życie na ułatwienie życia mojemu dziadkowi, tacie i mnie, mogłam się od razu
przytulić.
Zesztywniał,
jak to było w jego stylu, zanim pobieżnie mnie uścisnął i delikatnie odepchnął,
kładąc ręce na moich ramionach.
Nie
zrobił tego, aby wydostać mnie z jego przestrzeni. Zrobił to, aby miał
niezakłócony widok na moją twarz i wiedziałam o tym, bo znałam Mr T, a także
dlatego, że nie puścił moich ramion.
I
jeśli wściekłość Deke’a wczoraj rano była szalenie przerażająca, spojrzenie
Cala tego ranka było po prostu przerażające, spojrzenie Mr T. było wręcz
przerażające.
Nigdy
tego nie widziałam. Mógł się irytować. Mógł się denerwować. Widziałam, jak się
uśmiechał (choć ledwo i nie trwało to długo).
Ale
nigdy nie widziałam go wściekłego.
I
oczywiście nie aż tak złego.
Mimo
to to spojrzenie, choć wydawało się to perwersyjne, uspokoiło coś we mnie.
A
to dlatego, że tak całkowicie wypchnąłby mnie spod pociągu i przyjąłby to
uderzenie.
Pozwoliłam
mu patrzeć, robiąc to czując wszystko co mi dawał, jednocześnie słysząc Deke’a
schodzącego po drabinie. Mr T trzymał mnie za obie ręce, dopóki nie został
zmuszony do puszczenia przez to, że Deke owinął rękę wokół mojej klatki
piersiowej od tyłu i przyciągnął mnie plecami do swojego ciała.
Kiedy
już miał mnie w tej pozycji, on też, nawiasem mówiąc, nie pozwolił mi odejść.
Mr
T spojrzał ode mnie w górę. Potem nie spieszył się i zrobił to bezczelnie gapiąc
się. Kiedy to robił, spojrzał w górę i wiedziałam po ustawieniu jego głowy i
przenikliwości w jego oczach, że równie bezczelnie mierzył Deke’a.
Potem
on wstrząsnął mną absolutnym gównem.
Wysunął
rękę i chrząknął - „Bill”.
Zamrugałam.
Deke
wyciągnął rękę, schwycił rękę Mr T i potrząsnęli nimi i odpowiedział
mruknięciem - „Deke”.
Rozeszli
się.
Ale
ja utknęłam na „Billu”.
Dziadek
nazwał Mr T „Bill”. Ja nie. Tata nie. Joss nie, a Joss nie uznawała żadnej
autorytetu na całym świecie, posuwając się nawet do tego, że, odnosząc się do
niej, nazywała królową Anglii „Liz”, jakby były najlepszymi przyjaciółkami.
Z
wyjątkiem Mr T.
Joss
mówiła do Mr T „Mr. T” jak wszyscy.
W
żadnym przypadku, oczywiście, nigdy nie słyszałam, żeby Mr T przedstawił się
jako „Bill”.
Nie
miałam pojęcia, co z tym zrobić, ale nie miałam okazji owinąć się wokół tego,
zanim Cal oświadczył - „Założę się, że mógłbym zrobić o wiele więcej, gdybym
nie stał tutaj z tacą z kawą”.
Uśmiechnęłam
się, szybko wyrwałam się z uścisku Deke’a i podeszłam do Cala. Rozdałam kawę.
Otworzyłam torebkę i po zapachu odkryłam, że Shambles był tego ranka w
cynamonowym nastroju.
Doskonałość.
Kochałam
cynamon.
Rozdawałam
smakołyki, moje zostawiłam w torbie na później i odłożyłam ją na bok, gdy
odbierałam kawę z miejsca, w którym postawiłam ją na stosie płyt kartonowo
gipsowych.
Kiedy
robiłam to, Mr T zażądał - „Oprowadź mnie po swoim domu, Justice”.
„Okej,
Mr T” - zgodziłam się.
Zaczęłam
się ruszać, ale zatrzymałam się i obejrzałam za siebie, aby zobaczyć, jak Deke
położył rękę na ramieniu Mr T.
Poza
uściskiem, który mu właśnie dałam i kilkoma uściskami, które kazałam mu znieść
po tym, jak dał mi prezenty, a także kilkoma uściskami dłoni, nie widziałam
nikogo, nawet jego żony, dotykającego Mr T.
Ale
stał pod ręką Deke’a, jego szyja była skręcona, głowa odchylona do tyłu, by
spojrzeć mu w oczy i skinął głową po tym, gdy usłyszałam, jak Deke szepcze -
„Uważaj z nią w jej sypialni”.
Deke
opuścił rękę, odwrócił głowę, by posłać mi mały uśmiech i wrócił do drabiny.
Oprowadziłam
Mr T, wewnątrz i na zewnątrz, popijając kawę, podczas gdy Mr T jadł, jak mi
powiedział, kromkę chleba jabłkowo-cynamonowego. Skończyliśmy na moim prywatnym
tarasie.
Staliśmy
przy balustradzie, a Mr T wpatrywał się w rwącą rzekę.
Wpatrywałam
się w szczękę Mr T, która z wiekiem była tylko trochę obwisła, a teraz mocno była
napięta.
„Nie
powinienem był pozwolić, żebyś się tu wprowadziła, zanim Callahan wykonał
najpierw swoją pracę”.
O
cholera.
Przysunęłam
się bliżej, zaczynając od - „Mr. T…”
Zwrócił
na mnie przenikliwe niebieskie oczy, oczy, które przez lata nie wyblakły ani
trochę i przestałam mówić.
Nagle,
dostarczając mi kolejnego wstrząsu, podniósł rękę, ujął moją brodę palcami i
delikatnie obrócił moją głowę, aby móc zbadać uszkodzenie mojej twarzy, jego
wzrok przeniósł się stamtąd na moje gardło, zanim wyprostował moją głowę, ale
trzymał rękę tam.
„Twój
ojciec byłby zdruzgotany i wściekły” - szepnął.
Poczułam,
jak łzy zbierają się w moich oczach tak mocno, że kłuły mnie w nozdrza.
„Mr
T” - odszepnęłam.
„Obiecałem
im obu” - stwierdził.
„Obiecałeś
im co?”
„Ty
i twój brat. Obiecałem twojemu dziadkowi i twojemu ojcu, że dopóki oddycham,
nigdy nie pozwolę, aby coś wam się stało. Zawiodłem ich obu. Zawiodłem was oboje”.
Podniosłam
rękę i owinęłam ją wokół jego nadgarstka - „Mav to Mav i dobrze o tym wiesz.
Możesz go uratować przed wieloma, ale nie możesz go uratować przed nim samym. A
ja wprowadziłam się tutaj bez systemu. Tak bardzo chciałam znaleźć spokój po
stracie taty, że nie pomyślałam. To nie była twoja wina, to byłam ja”.
Puścił
mój podbródek i opuścił rękę, rozłączając nas.
„Zapominasz,
że zawiodłem też twojego kuzyna Rudy’ego”.
„Rudy’ego
też nie mogłeś ocalić przed nim samym” - przypomniałam - „Wszyscy próbowaliśmy,
Mr T. Możesz zobaczyć, oglądając to, że wszystkim nam się nie udało. W końcu
Rudy sam się zawiódł”.
Mr
T pokręcił głową - „Możesz powiedzieć tysiąc słów, umieścić je w stu
piosenkach, Justice, a nie miałabyś wystarczająco dużo, aby przekonać mnie, że
się mylę”.
Studiowałam
mężczyznę, którego nie znałam do tej chwili, a którego kochałam głęboko w
sercu, gdzie mieszkał mój tata, gdzie mieszkał mój dziadek, gdzie, która
zamieszkała cała dobra miłość do całej czystości i prawowitości w każdym ciele.
„Mogę
nie być w stanie przekonać cię, że nie jesteś winien, że jedyną osobą, którą
można obwiniać, jest człowiek, który mi to zrobił. Ale mam nadzieję, że zdołam
cię przekonać, że wszystko, co zrobiłeś dla mnie, dla dziadka, dla taty, nawet
dla Mav’a, wszystko, czego kulminacją jest to, że rzuciłeś wszystko, by być tu
teraz ze mną sprawiło, że kocham cię za to, bo ja po prostu kocham ciebie”.
„Serca
Lonesome…” - odparł z refleksją -
„…wszystkie takie miękkie”.
„Co
oznacza, że to, że dziadek cię znalazł, abyś mógł je chronić, było
błogosławieństwem”.
Pokiwał
głową - „Tak” - Cały czas kiwał głową - „Tak, błogosławieństwo”.
Miałam
wrażenie, że nie mówił o tym samym błogosławieństwie, co ja, ale odchrząknął,
odwrócił wzrok i oznajmił - „Potrzebujesz stajni”.
Uśmiechnęłam
się i odwróciłam, uderzając go celowo ramieniem, zanim otworzyłam usta i
powiedziałam mu o wszystkich moich planach.
Tych,
które były obecnie prowadzone przez Deke’a i innych, które miały się wydarzyć w
oczekiwaniu na sprzedaż dodatkowej ziemi, którą negocjował dla mnie mój agent
nieruchomości.
Kiedy
to robiłam, usłyszeliśmy zbliżający się pojazd i Mr T odwrócił się do mojego
domu, wyciągając rękę, abym go wyprzedziła.
Zrobiłam
to i przeszliśmy przez moją sypialnię do wielkiego pokoju, aby zobaczyć Cala
przy drzwiach i dwóch przechodzących przez nie mężczyzn.
Zatrzymałam
się na ich widok.
Jeden
był biały, miał głowę w soli i pieprzu (głównie pieprz, czarny pieprz) i kozią bródkę, twarz, która była cudowna w surowy
sposób i wysokie ciało składające się z tego, co zakładałam, odkąd wpadałam na
to, było opatentowanym mięśniem mężczyzny z górskiego.
Drugi
był czarny, tak wielki jak Deke (może nawet większy) i tak niesamowicie
przystojny, że mogłabym przysiąc, że widziałam go już wcześniej i to musiało
być w filmie.
Nieśli
zniszczoną kanapę.
Za
nimi podążał Jim-Billy.
Jim-Billy
spojrzał na mnie, zaczął się uśmiechać, a potem jego uśmiech zbladł, umarł,
stał nieruchomo i ruszyłam w jego stronę, wołając łagodnie - „Hej, Jim-Billy”.
Nie
przywitał mnie z powrotem.
Odwrócił
się na pięcie swojego zniszczonego buta i wyszedł.
Deke
zszedł po drabinie i ruszył do frontowych drzwi, mówiąc - „Wood, Ty, Jussy.
Jussy, moi kumple, Wood i Ty”.
Potem
przeszedł przez drzwi.
Spojrzałam
na Wooda i Ty. Ty, to był czarny facet, o którym wiedziałam, że był mężem
Lexie. Wood był mężczyzną, którego nie spotkałam, a który opiekował się pickupem
dziadka.
Pomachałam.
Nie
odmachali.
Wpatrywali
się we mnie z kamiennymi twarzami, a ich wkurzona atmosfera górala twardziela
dławiła powietrze.
No
dobrze, więc może powinnam była spojrzeć na swoją twarz i być może postawić na
kreatywność z podkładem.
Podeszłam
do frontowych okien.
Stałam
tam i gapiłam się, jak zobaczyłam Jima-Billy’ego, zwróconego do mnie plecami, z
rękoma zaciśniętymi w pięści na biodrach i napiętą linią ciała, Deke’m stojącym
blisko niego, z głową pochyloną do starszego mężczyzny, z ręką owiniętą wokół z
karku Jima-Billy’ego.
Rozmawiali.
Patrzyłam,
jak plecy Jima-Billy’ego falują z czymś, co najwyraźniej było dużym oddechem.
Potem
skinął głową z czapką baseballową.
Deke
opuścił rękę i obaj odwrócili się do domu.
Zniknęłam
z oczu, co nie było łatwym zadaniem, bo ściany były oknami, które przez dwa i
pół piętra wznosiły się bez przeszkód.
Myślałam,
że to była przynajmniej jedna rzecz, która wydarzyła się w moim życiu, o której
łatwo było wiedzieć, co to było.
Jim-Billy
naprawdę mnie lubił.
I
ogarnęło mnie więcej spokoju.
Ty
i Wood wyszli. Deke i Jim-Billy wrócili. Wood i Ty również wrócili, tym razem
ze zniszczonym fotelem.
Ty
wrócił po podnóżek.
Jim-Billy
posadził tyłek na fotelu, podniósł zakurzone buty na podnóżek, praktycznie
zanim Ty postawił go na podłodze, spojrzał na mnie i zapytał - „Masz piwo,
kochanie?”
„Nie
ma nawet dziewiątej rano” - stwierdził z nerwowym wyrazem Mr T, wpatrując się w
Jima-Billy'ego i robiąc to, dając do zrozumienia, że nie miało zbyt wiele sensu
to, co mówił.
Jim-Billy
spojrzał na niego - „Kim jesteś?”
„William
Thurston. Jestem Justice” - odpowiedział Mr T.
Czekałam,
aż powie więcej, ale najwyraźniej chciał powiedzieć to wszystko (i tak i
sposób, w jaki to zrobił, dał mi więcej pocieszenia).
„A
ty jesteś?” - zapytał Mr T, kiedy Jim-Billy sam nie przedstawił tych
informacji.
„Jestem
Jim-Billy. Ja też jestem Justice. I siedzę tutaj z moją dziewczyną, żeby się
nie nudziła, patrząc, jak mężczyźni wieszają płyty gipsowo-kartonowe” - Zwrócił
swoją uwagę na mnie - „Teraz kochanie, masz piwo?”
Poczułam,
jak moje usta drgną, zanim powiedziałam - „Jim-Billy, zaraz przyniosę”.
Wyszłam
do garażu, wzięłam Jim-Billy’emu piwo i ruszyłam z powrotem.
Kiedy
przyszłam, zobaczyłam, że Mr T wciąż popija kawę, ale teraz robi to, siedząc na
podłokietniku kanapy.
Jim-Billy
wyciągnął rękę po piwo, co oznaczało, że nie marnowałam czasu z otwieraniem mu
piwa, żebym mogła mu je dać.
Cal
robił swoje.
Ale
Wood i Ty byli na górze.
A
Deke przychodził do mnie.
Odchyliłam
głowę do tyłu, kiedy się zatrzymał, nie bliskością Deke’a, co było blisko, ale
też nie tak blisko, jak bym chciała.
To
było nowe zamknięcie. To, co uważałam za krucha-Justice-w-jego przyczepie-blisko,
innymi słowy blisko-blisko, tak blisko,
że mi się podobało.
Tak
blisko, jak nie musiał być, gdy nie byliśmy w jego przyczepie, ale zamiast tego
byłam otoczona przez niesamowitych ludzi w moim ogromnym domu.
Ale
on to wykorzystał.
„Mała,
Wood i Ty pracują dzisiaj ze mną. Zgadzasz się z tym?”
Moje
brwi się złączyły - „Myślałam, że Wood jest właścicielem lokalnego warsztatu”.
„Tak,
co oznacza, że może wziąć wolne, kiedy tylko chce. Jest też mężczyzną. A kiedy
to mówię, mam na myśli mężczyznę. Nie
jestem pewien, czy kiedykolwiek powiesił płytę kartonowo gipsową. Prawdę
mówiąc, myślę, że mężczyźni tacy jak on instynktownie wiedzą, jak wieszać takie
płyty”.
Byłam
w obecności Wooda może od pięciu minut i nie odezwał się do mnie ani słowem, a
ja wciąż miałam wrażenie, że jest typem mężczyzny,
który instynktownie wie, jak robić wiele rzeczy.
„Ty
pracuje dla Wooda, a Wood daje mu dzień wolny na pracę tutaj” - poinformował
mnie Deke - „Pracował na budowie, więc po prostu wie, co robi”.
„Czy
oni… czy Max potrzebuje…?” - jąkałam się, ale Deke mi przerwał.
„Max
nie będzie się tym przejmował. Jest blisko z Ty, kiedyś pracowali razem nad
zadaniami, a jeśli powiesz im o zapłaceniu chuja, myślę, że odbyliśmy tę
dyskusję”.
„A
więc wszędzie dookoła skrzynie bimbru” - mruknęłam.
Deke
uśmiechnął się, złapał mnie z tyłu głowy, przyciągnął do siebie, pochylił się,
pocałował w czoło, a potem puścił, podszedł do drabiny i wszedł po niej.
Boże,
będę tęsknić za tymi kawałkami Deke’a, które na pewno zabierze, kiedy zdecyduje,
że nie jestem już krucha i że nie potrzebuję jego uczucia, żebym się nie
rozleciała.
Odwróciłam
się do zaimprowizowanego miejsca do siedzenia i zobaczyłam, jak Jim-Billy wychyla
łyk piwa.
Mr
T miał oczy skierowane na górę.
Te
oczy zwróciły się do mnie.
Potem
zmienił swoją pozycję, wyciągając telefon i przysiadł na podłokietniku kanapy,
jakby wolałby tego nie robić tak, by jego tyłek tego dotykał. Tyłek w
spodniach, do których, jak sądziłam, miał drugą połowę w hotelu w mieście, to
jest marynarkę od garnituru włoskiego pochodzenia, który kosztował więcej niż
ta kanapa, na której siedział, gdy była nowa. Zamiast tego usiadł na kanapie,
oparł kubek z kawą na przedramieniu i zaczął przesuwać kciukiem po telefonie.
W
tym momencie dał się słyszeć pojazd.
Zaraz
potem usłyszano również - „Jezu”, to był Cal, który zaczął kierować się do
drzwi.
„Mam
to” - powiedziałam, a jego wzrok skierował się na mnie.
„Nie,
nie masz”.
Na
stanowczy ton jego głosu przestałam się ruszać.
Więc
Cal nie bawił się w lokaja.
Chociaż
było bardzo mało prawdopodobne, żeby mój napastnik pojawił się w biały dzień,
kiedy mój dom był pełen ludzi, Cal grał ochroniarza.
Jak
słodko.
Cal
otworzył drzwi.
Pół
minuty później przeszła Lexie w towarzystwie dwóch uroczych dziewczynek.
Spojrzała
na Cala, spojrzała na mnie, powiedziała - „Hej” i za moje plecy powiedziała -
„Hej” do Jima-Billy’ego, na co dostała - „Yo, cudowna”, a potem przesunęła
oczami przez Mr T i odwróciła się w górę, gdzie wyraźnie wypatrzyła swojego
męża, ponieważ zawołała - „Hej, kochanie”.
Ty
odkrzyknął - „Mama”.
Jejć.
Dudniąca
„mama” Ty mogła być lepsza niż „mała” Deke’a.
Chociaż
nie lepsza niż jego „Cyganko”.
„Hej tato!” - wrzasnęło jedno z maluchów.
„Hej,
dziecinko” - zawołał Ty do córki.
Okej,
to „dziecinko” było nawet lepsze niż „mama”.
Tak.
Mężczyźni
gór.
Kto
wiedział?
Lexie
przyciągnęła do mnie swoje dziewczyny - „Lella, Vivie, tu panna Justice.
Powiedzcie cześć”.
Starsza
dziewczyna stojąca i trzymająca Lexie za rękę machała nieśmiało.
Młodsza
Lexie żonglowała ramieniem przy biodrze i krzyknęła - „Hej, pani Justiz!”
„Hej,
piękne dzieci” – przywitałam się z nimi.
Ta
na biodrze Lexie rozpromieniła się.
Ta
trzymająca rękę Lexie wtuliła w nogę swojej matki i pochyliła głowę.
Zrobiłam
rundę przedstawień.
Po
uwolnieniu Lella nie traciła czasu na podzielenie się życzeniem, aby być na
górze ze swoim ojcem. Vivie nie marnowała czasu, by czołgać się po całym
Jim-Billy’m, który łaskotał ją i dmuchał malinami na jej szyję, co wymagało od
niej głośnego piskania z łatwo dostrzegalną radością. Kiedy odmówiono jej
dostępu do ojca, Lella przyłączyła się do zajęć polegających na czołganiu się
po całym Jimie-Billy’m, do czego on postawił piwo na podłodze, więc miał dwie
ręce do łaskotania i ściskania.
Lexie
opadła na kanapę, deklarując - „Jim-Billy zajmie się dziewczynami. Jedziesz ze
mną do miasta na masaż, mani i pedi. Nic ułożył wszystko w harmonogramie. Ale
mamy około pół godziny do wyjazdu”.
„Zajmę
się dziewczynami?” - zapytał Jim-Billy.
„Tak! Jim-Billy!” - młodsza dziewczyna
pisnęła, zanim upadła na klatkę piersiową Jima-Billy’ego, sprawiając, że wydał
słyszalne chrząknięcie i z determinacją (z wystającym językiem i tak dalej)
próbowała połaskotać jego boki.
„Dobra,
zajmę się dziewczynami” - mruknął Jim-Billy, robiąc to z uśmiechem.
„To
się nie stanie”.
To
przyszło z góry, było nieustępliwe i to był Deke’a.
Lexie
spojrzała na górę - „Tate spotyka się z nami tutaj. Zabiera nas. I trzyma się z
nami, kiedy robimy swoje i sprowadza nas z powrotem”.
Wood
pojawił się na skraju podestu na piętrze obok Deke’a, jego przystojna twarz
była maską niedowierzania, jego kozia bródka otaczała usta pytające - „Tate
będzie siedzieć w salonie, podczas gdy wy dziewczyny będziecie się masowały i
robiły paznokcie?”
„Tak”
- odpowiedziała Lexie.
Wood
wybuchnął śmiechem.
Ty
wybuchnął śmiechem.
Jim-Billy
wybuchnął śmiechem, a Lella i Vivie opadły mu na klatkę piersiową,
prawdopodobnie nie rozumiejąc, ale też wybuchnęły śmiechem.
Deke
nie wybuchnął śmiechem.
Wyciągnął
telefon i cofnął się od podestu.
Usłyszałam
mruczaną rozmowę, rozejrzałam się, zobaczyłam mnóstwo uśmiechów (poza Calem,
który potrząsał głową, ciągnąc za dużą szpulę drutu, którą przywiózł ze swojego
SUV-a).
Deke
wrócił na skraj podestu bez telefonu.
„Tate
cię zabierze” - oświadczył - „Zostanie z tobą. Jak to zrobisz, wracasz
natychmiast. Żadnych kanapek. Nic, Jussy. Zaraz wracaj tutaj”.
„Rozumiem,
szefie” - zawołałam.
Nie
był rozbawiony.
Wrócił
do miejsca, w którym kładł płyty gipsowo kartonowe.
Spojrzałam
na Mr T - „Chcesz wisieć podczas mani-pedi?”
Potrząsnął
głową, podnosząc się z kanapy - „Wezmę to jako sygnał do wyjścia. Mam rzeczy do
zrobienia w miejscu, w którym mógłbym znaleźć Wi-Fi i chciałbym zatrzymać się
na posterunku, aby porozmawiać z porucznikiem Keatonem. Wrócę z kanapkami”.
Rozejrzałam
się i wróciłam do niego - „Przynieś dużo”.
Rozejrzał
się wokół i z powrotem na mnie.
Kiedy
to zrobił, wiedziałam, że nie jestem jedyną osobą, której tego dnia dano
pocieszenie.
Mr
T również.
„Zrobię,
Justice”.
Uśmiechnęłam
się do niego.
Nie
uśmiechnął się do mnie.
Z
formalnym pożegnaniem odszedł.
Potem
wisiałam z moją nową ekipą, dopóki Tate nie przyszedł, żeby zabrać nas do
salonu.
Podczas
części wycieczki z mani-pedi odebrałam telefon od Shamblesa. Jego ton był ściszony,
co powiedziało mi coś, czego nie powiedział słowami, żeby to rozmowa nie została
podsłuchana przez Sunny.
Powiedział,
że on i Sunny słyszeli, co się stało, byłam w ich myślach i pewnego wieczoru
przyniosą mi kolację „później… kiedy poczujesz się lepiej”.
Sądziłam,
że Shambles chroni Sunny przed wszystkim, co mogłaby poczuć widząc mnie w moim
stanie, co mogłoby wydobyć się z jej własnego ataku.
I
całkowicie byłam z tym pogodzona. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że gdyby
Shambles mógł wstrzyknąć niebo do wypieków, jego kolacja mogłaby być ćwiczeniem
w ekstazie.
Tate
zabrał nas z powrotem do mnie. Mr T przyniósł kanapki, zjadł z nami, wszyscy
faceci zrobili sobie przerwę, Lauren pokazał się i przyniosła więcej piwa
(głównie dla Jima-Billy’ego, faceci i Lexie nie pili, Lauren i ja tak).
Mr
T wystartował.
Lexie
i dziewczyny wystartowały.
Niedługo
po tym, Jim-Billy, zwolniony z obowiązku opieki nad dziećmi i spraw Justice,
zamienił swój fotel w moim domu na swój stołek w Bubba’s.
Tate
pomagał kolesiom przez chwilę, kiedy Laurie i ja rozmawiałyśmy, Lauren i moja
rozmowa przerywała się od czasu do czasu przez Joss, która się zameldowała, wuja
Jimmy’ego i ciocię Tammy robiących to samo (dwoje ostatnich zostało
poinformowanych przez Mr T, co się stało).
W
końcu Lauren i Tate wystartowali, podobnie jak Wood i Ty.
A
Deke i ja wystartowaliśmy, kiedy Cal wciąż pracował.
Przed
wyjazdem zauważyłam, że trzech (a przez jakiś czas czterech) mężczyzn zrobiło
dużo więcej niż jeden (lub dwóch). Nie tylko zrekompensowali to, czego Deke nie
mógł zrobić w dniu, który stracił na opiekę nad mną, ale także postawili ściany
na całym moim piętrze.
Więc
siedząc obok Deke’a w jego behemocie, warcząc w dół drogą dojazdową, uświadamiałam
sobie wszystko, co wydarzyło się tego dnia, czułam się dziwnie, ale szczęśliwie,
jakby to, że byłam duszona na moim łóżku było momentem życia.
Stało
się.
To
był koniec.
Z
pomocą ludzi, którym zależało, ruszyłam dalej.
Miałam
turkusowe paznokcie u rąk i śliwkowe paznokcie u nóg. Miałam masaż od Lexie
(która była masażystką), który sprawił, że poczułam się rozluźniona i
zrelaksowana, chociaż wciąż ból tępy pulsował na mojej twarzy, bóle mojego
ciała znikały pod jej sprawnymi rękami.
Miałam
nowych znajomych, co do których miałam przeczucie, że będą przyjaciółmi. Nie
tylko Ty i Wood, ale także Dominic (znany również jako Nic), szalenie płomienny
właściciel i operator lokalnego salonu, który gruchał i rozpieszczał mnie jak
Deke, z wyjątkiem gejowskiego sposobu, który był jednocześnie zabawny.
A
praca nad moim domem nie tylko była w toku, ale wręcz gotowała się na gazie.
W
ten sposób pickup Deke’a warczał na moim dojeździe ze mną na siedzeniu pasażera
w drodze powrotnej do jego niesamowitej przyczepy.
A
ja się uśmiechałam.
*****
Po
przebraniu się w piżamę otworzyłam drzwi do sypialni Deke’a i zrobiłam to
nerwowo.
Musiałam
poprosić, o co musiałam poprosić.
Ale
nie mogłam poprosić o to, o co powinnam poprosić.
Spojrzałam
w dół korytarza i zobaczyłam, że przyczepa jest ciemna, z wyjątkiem Deke’a
oświetlonego przez telewizor, przed którym stał, a jego wysoka, zaczesana w kok
głowa prawie ocierała się o sufit przyczepy.
Skorzystał
z okazji, gdy znalazłam się za zamkniętymi drzwiami i wrócił w swoich
polarowych szortach, z nagą klatką piersiową, odwróconą głową i oczami
zwróconymi ku mnie.
Zanim
zdążyłam otworzyć usta, przyczepa pociemniała, bo Deke wyłączył telewizor.
Patrzyłam,
jak jego cień przesuwał się w moim kierunku.
Zdałam
sobie sprawę, że się nie zatrzymuje, więc wyszłam z drzwi w samą porę, by mógł
przez nie przejść i złapać mnie ramieniem w pasie.
W
ten sposób przesunął nas oboje na bok łóżka. I z niewielkim wysiłkiem i bez
namawiania oboje byliśmy w nim.
Deke
zarzucił na nas kołdrę i pociągnął mnie w ramiona.
Oczywiście.
Deke
był Deke’iem, więc nie musiałam nawet prosić o to, o co powinnam poprosić.
„Masz
rację” - powiedziałam w ciemności do jego szczeciniastego gardła - „U Rosalindy
to raj jalapeños”.
„Mówiłem
ci” - mruknął.
Odkryłam
to tego wieczoru, kiedy Tate, który był naszym nocnym stróżem, pokazał się z
Lauren i jego nastoletnim synem Jonasem (młodsza wersja Tate’a, podobieństwo
było niesamowite pod wieloma względami, w tym dzieciak był dobrym dzieckiem,
zabawnym i pewnym siebie aż do uroczego, bo był otwarcie zarozumiały).
Przynieśli
jedzenie z Rosalinda.
Jedliśmy.
Kręciliśmy gówno. Laura i Jonas wyszli. Tate objął wartę.
Teraz
nadeszła pora snu.
Wtuliłam
się w Deke’a.
Deke
przytulił mnie bliżej.
„Więc,
czy Jonas jest najpopularniejszym dzieckiem w szkole?” - zapytałam.
„Nie
wiem. Już nie jestem w liceum, Cyganko” - odpowiedział żartobliwie Deke.
„Wiem
o tym, ale nadal możesz wiedzieć”.
„Ma
stałą dziewczynę. Jest młoda, ale jest ładna w tym sensie, że ty prawdopodobnie
byłaś ładna. W ten sposób wiesz, że zawsze będzie ładna i stanie się tylko
ładniejsza”.
W
milczeniu wgapiałam się w jego gardło.
Deke
nie zauważył.
„Jonas
to przystojny dzieciak. Sprytny. Dobre oceny. Futbolista. Dobry w tym, jak jego
tata, i mówiąc to, Tate był w NFL, więc Jonas jest w tym naprawdę cholernie
dobry. I wylądował z tą dziewczyną. Więc tak, wszystko sugeruje to, że jest
popularny. Najpopularniejszy, nie wiem. Nastolatki mają narąbane w mózgu. Być
może najpopularniejszy dzieciak nosi wszystko na czarno, ma więcej kolczyków w
nosie niż ty w uszach i nosi eyeliner”.
„Uh,
Tate był w NFL?” - przecisnęłam się przez gardło wciąż zatkane aksamitną watą
cukrową jego komplementu.
„Zerwał
kolano na początku swojej kariery. Został gliną. Potem łowcą nagród, właścicielem
baru”.
„Ciekawa
ścieżka życia”.
„Najlepsza,
na jaką ktoś może mieć nadzieję. Albo zadowalająca wiedząc, że są dokładnie
tam, gdzie muszą być, robiąc to, co powinni robić wśród ludzi, z którymi
powinni być, albo podążając ścieżką, która przynajmniej może być interesująca, a
najlepsza to cholerny kopniak w dupę”.
„To
dość głębokie, Deke” - powiedziałam mu prawdę.
„To
po prostu prawdziwe”.
„To
powinna być naklejka na zderzak”.
Poczułam,
jak jego ciało trzęsie się ze śmiechu, gdy wtulił mnie głębiej pod siebie.
„Masz
ochotę wstać i zapisać to gówno?” - zapytał.
„Absolutnie
nie” - odpowiedziałam.
Poczułam,
jak jego słowa poruszają czubkiem moich włosów, kiedy mruknął - „Ja też”.
Okej.
Zaczekaj.
Nie
obudziłam się przerażona i nie potrzebowałem jego ramion wokół siebie, żeby
pozbyć się wstrząsów, on był blisko, żebym czuła się bezpieczna.
Każdy
przyjaciel tak by zrobił.
Właśnie
otworzyłam drzwi, gotowa do spania i byliśmy razem w łóżku, przytulając się i
przekomarzając.
Lacey
by to zrobiła (łącznie z przytulaniem). Bianca też. Do diabła, robiłyśmy to
razem w trójkę przy różnych okazjach, gdy życie stało się trudne lub po prostu
byliśmy pijani i szaleni, ale robiłyśmy to razem.
Koleś,
który wiedział, że czułam coś do niego?
Nie.
Czułam,
że w tym momencie można bezpiecznie powiedzieć, że granice Deke’a stały się
naprawdę zamazane.
I
być może w tym momencie musiałam lepiej je zrozumieć, zanim nieumyślnie
przekroczyłabym granicę, o której nie wiedziałam, że tam jest.
„Deke?”
- zawołałam.
„Cicho,
Cyganko, idź spać”.
„Ale,
hm…”
Nie
wiedziałam, jak to poruszyć.
„Wood
wraca jutro do pracy u ciebie. Max uporządkował swój dzień, więc też może z
nami pracować. Trzech mężczyzn, dwóch kładących, jeden tnący, możemy włożyć
więcej twojego sufitu”.
Chciałam
sufitu, jak… bardzo. Mój sufit był najwspanialszy,
więcej z niego byłoby niezwykle bardziej wspaniałe.
Ale
bardziej chciałam wiedzieć, co się dzieje z Deke’iem.
„Słonko”
- szepnęłam.
Przyciągnął
mnie do góry i bliżej, tak że moja twarz utkwiła mu w gardle.
„Śpij,
Jussy” - odszepnął - „Miałaś dobry dzień. Dam ci jutro dobry dzień. Uzyskam
informację od Chace’a i od Deckera. Dostaniesz sufit. To jutro. Potem będziemy
się martwić o następny dzień”.
Nie
wiedziałam, co mówi.
Ale
nadal wiedziałam, co mówi.
Albo
miałam nadzieję, że wiem.
Bałam
się też, co innego mogłoby to być.
Miałam
nadzieję, że to wszystko oznaczało, że coś się zmieniło dla Deke’a.
Obawiałam
się, że był po prostu tym facetem, który troszczył się o ludzi.
Do
licha, właśnie tego dnia Lauren powiedziała mi, że to on zabrał ją do szpitala
po jej męczarniach i powiedziano jej, że nie wyszedł, dopóki Tate nie wyszedł,
by powiedzieć wszystkim, że się obudziła i że nic jej nie jest.
A
Lexie powiedziała mi podczas mani-pedi, że Deke chronił plecy Ty, kiedy brudny
szef policji pokazał się, żeby przeprowadzić wyrywkową inspekcję domu Ty, który
był wówczas zwolniony na zwolnieniu warunkowym, w celu podłożenia narkotyków i
cofnięcia mu zwolnienia warunkowego. Deke rzucił wszystko, żeby mógł się
pokazać, osłaniając Lexie i Ty.
Było
jasne, że robił takie rzeczy.
To
mogło być to, co dla mnie robił.
Chociaż
mógł to zrobić na kanapie.
Wiedziałam,
że wyczuł moje napięcie, kiedy delikatnie zapytał - „Mała, co ja powiedziałem?”
„Spać”
- odpowiedziałam.
„Tak”
„Mogę
powiedzieć jedną rzecz?” - zapytałam.
Zawahał
się i westchnął - „Jedna rzecz”.
W
tym momencie dostałam jedną rzecz; Nie zamierzałam tego zmarnować.
Więc
nie zrobiłam.
„Tata
naprawdę by cię polubił”.
Jego
ramiona zacisnęły się wokół mnie w ruchu, który wydawał się mimowolny, robiąc
to tak mocno, że poczułam, jak wypycha mnie oddech, zanim rozluźniły się i
przechylił swoje duże ciało, dając mi więcej swojej wagi i ciepła.
Ale
nic nie powiedział.
Dałam
mu to, najlepszy prezent, jaki mogłam dać i dałam mu więcej, decydując się
posłuchać jego rady.
Przetrwaj
jutro.
Potem
martw się o następny dzień.
Więc
nic też nie powiedziałam i dryfowałam, blisko snu, kiedy usłyszałam, jak
szepcze - „A moja mama by cię cholernie kochała”.
Otworzyłem
oczy.
Już
blisko snu, odszepnęłam - „Deke”.
„Śpij”.
„Deke”.
„Jussy”
- kolejny silny uścisk - „śpij”.
„Boże,
jesteś denerwujący” - warknęłam mu do gardła.
„Justice”.
„Deke”.
Nie
powiedział nic więcej.
Spojrzałam
na jego zacienione gardło.
Wciąż
nie powiedział nic więcej.
Ciągle
patrzył.
Po
chwili przestałam się wkurzać i znów zaczęłam dryfować.
Ale
dopiero wtedy, gdy wzięłam więcej ciężaru Deke’a po tym, jak jego dryfowanie
zaprowadziło go tam, gdzie powinien być, w to samo miejsce, do którego szłam, w
końcu dotarłam tam z nim i zasnęłam.
Hej, więc muszę się przyznać, że zmarnowałam dzisiaj kilka godzin, bo mnie wciągnęło "At Peace".
OdpowiedzUsuńChyba będzie następne
Oj Tobie też wolno😘 Świetna robota kochana ❤️ dziękuję
UsuńJak rozumiem mogę polecać kolejne? 😂
UsuńTak! Cudownie!
UsuńDziękuję
To jest lepsze niż seriale w TV 😉 wyczekiwane z niecierpliwością kolejne odcinki. No kiedy oni się wreszcie pocałują?? 😁😁
OdpowiedzUsuńW samo sedno... ❤
UsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje za rozdział :)
OdpowiedzUsuńTen Call jakiś taki dziwny.
Właśnie też miałam to napisać kiedy oni wreszcie przejdą dalej bo przytulanie i całowanie w czoło to malutko :)
CZekam na kolejny rozdział.
Ta część wciąga nie samowicie, codziennie nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Wielkie dzięki za Twoją pracę
OdpowiedzUsuńDziękuję, jesteś najlepsza
OdpowiedzUsuń😘😘😘
Dziękuję, z zapartym tchem czekam na Twoje tłumaczenia, jesteś naj naj najlepsza 😀
OdpowiedzUsuńP. S. Często korzystam z "udostępnień" monholeta jako gość i od kilku dni nie mogę a raczej nie widzę jej udostępnień książek, nie wiem dlaczego....mogłabyś mi podpowiedzieć co zrobić? Czyżby jej udostępnienia nie były już publicznie dostępne?!
Szczerze mówiąc nie wiem. Nie zanosiło się na to. Musi mieć pliki jako "prywatne"
Usuń