niedziela, 6 lutego 2022

15 - Garnek

 

Rozdział 15

Garnek

Justice

 

 

 

„Deke”. - To była prośba.

Nie wiedziałam o co, bo potrzebowałam, żeby przestał, ale potrzebowałam, żeby się nie zatrzymał.

Nigdy.

Nigdy nie bałam się orgazmu, ale ten, który budował Deke, groził, że mnie rozerwie.

„Puść, Jussy” – burknął.

Kochanie” - wydyszałam.

„Chryste” - warknął, a ja z roztargnieniem usłyszałam wilgotne odgłosy, jakie wydawał jego kutas, szybko i głęboko zanurzając się w mojej cipce.

„Twoja cipka. Tak cholernie ciasna. Puść, Jussy”.

Puściłam, klatka piersiowa opadła mi na materac, policzek na poduszkę, ramiona wyciągnęłam przed siebie i doświadczyłam upojnej ekstazy orgazmu, który mnie rozdzierał.

Palec Deke’a opuścił moją łechtaczkę, jego dłoń zwinęła się w moje włosy i trzymał je mocno, wpychając mnie z powrotem w niego, gdy osiągałam szczyt, a on dalej pchał, szybciej, mocniej.

Moje uda drżały, sutki wlokły się po prześcieradle, jęknęłam i sapnęłam, gdy jeden z orgazmów został odepchnięty, tak żeby drugi orgazm mógł przebić się przeze mnie, gdy Deke wciąż we mnie walił.

W końcu usłyszałam i poczułam, jak Deke stracił kontrolę, wpadł na mnie przez swój szczyt, robiąc to z pomrukiem, każdym pchnięciem, każdym dźwiękiem rozsadzającym moją cipkę, eksplodującym w mojej łechtaczce.

Weszłam w trzeci orgazm, nie tak wstrząsający duszą, ale też nie był do niczego.

Wiedziałam, że to koniec, kiedy wsunął się, pozostał zakopany, jego palce przesunęły się z moich włosów, w dół moich pleców, aż obie ręce dotarły do moich bioder, wlokąc się, rysując bezmyślne wzory, gdy zaczął czule wchodzić i wychodzić.

Słyszałam jego uspokajający się oddech, czułam lekkie, delikatne piękno jego dotyku, intymną pieszczotę wewnątrz mnie, zanim się wyślizgnął.

Przesunął palcem po moim prawym udzie, a potem poczułam szarpnięcie za szalik, który wyjął z mojej garderoby jakiś czas temu, zanim ten poranek się zaczął.

Zadrżałam na całym ciele, kiedy odsuwał jedwab.

Obudził mnie.

Mieliśmy trochę zabawy.

Potem związał razem moje uda i podciągnął mnie do kolan, z nogami skrępowanymi razem, i pieprzył mnie od tyłu, kiedy dłoń owinął wokół mojego przodu, palec wbijał w ciasny upał, by manipulować moją łechtaczką przez cały czas, kiedy to zrobił.

To było niesamowite.

Przesunął palcami, a potem ustami po jednym z moich pośladków, zanim nacisnął moje biodro i upadłam na bok.

Podciągnął kołdrę do mojej talii.

Poczułam, jak odsuwa mi włosy na bok, jego usta dotykają mojego ramienia, a potem łóżko się poruszyło, gdy z niego wyszedł.

Patrzyłam na jego fantastyczny tyłek, kiedy wchodził do łazienki.

Moim alternatywnym i prawdopodobnie lepszym widokiem był jego kutas, kiedy wychodził.

Moja głowa pozostała opuszczona, ale moje oczy skierowane w górę, gdy usiadł na krawędzi łóżka. Obrócił się w pasie, zgiął i zbliżył, jedno przedramię oparł na łóżku, palce drugiej dłoni przesuwał powoli i leniwie w górę iw dół mojego kręgosłupa.

„Możesz się ruszać?” - zapytał, piwne oczy błyszczały, zarozumiałe i gorące.

„Nie” - powiedziałem mu prawdę.

I stał się bardziej zarozumiały.

I gorący.

„Odlecisz?” - pociągnął to.

Dałam mu więcej prawdy - „Prawdopodobnie”.

I od tego zrobił się bardziej zarozumiały… i gorący.

Odwróciłam lekko głowę, żeby nie patrzeć na jego twarz bokami oczu, ale prosto.

„Nikt mnie nigdy nie związał” - wyszeptałam.

„Przyzwyczaj się do tego, Cyganko” - odszepnął.

Zadrżałam.

A on stał się bardziej zarozumiały i gorący.

Pochylił się głęboko, dotknął ust moimi, a kiedy się cofnął, było to tylko kilka centymetrów.

„Muszę brać się do pracy. Wracaj spać, mała”.

„Dobrze, Deke”.

Podszedł po kolejny pocałunek, a ja zmusiłam moje ciało do wykorzystania niewielkiej ilości energii, która pozostała po rozerwaniu przez dwa masywne orgazmy (i ostatni, który nie był najgorszy), aby objąć jego szczeciniasty policzek.

Dostał moją wiadomość i ten pocałunek nie był dotykiem. Wszedł głębiej i trwał dłużej.

Skończył, podnosząc i całując moją skroń, a następnie odpychając się i w tym samym czasie podciągając prześcieradło do mojego ramienia.

Patrzyłam, jak wraca do łazienki.

Deke był w połowie drogi, kiedy moje powieki zasunęły się.

Nie otworzyły się.

*****

Wykąpana, ubrana, z telefonem w jednej ręce i kubkiem kawy w drugiej, wyszłam do dużego pokoju i zastałam tam Bubbę pracującego z Deke’iem. Bubba sprawdzał folię, która została już zaklejona taśmą na krawędziach okien, przygotowując się do gruntowania. Deke pracował na jakimś sprzęcie, przygotowując się do natryskiwania farby.

„Hej, Bub, jak tam twoje dwie dziewczyny?” - zapytałam.

„Zobaczysz” - odpowiedział Bubba, uśmiechając się do mnie szeroko - „Krys wysłała SMS-a. Powiedziała, że przyjedziecie z Laurie z wizytą”.

„Tak” - odpowiedziałam, cała ta rozmowa odbyła się, gdy szłam prosto do Deke. Zatrzymałam się blisko i odchyliłam głowę do tyłu, gdy pochylił brodę w dół - „Wiadomości, które nie są nowinami, zadzwoniła Lauren, kiedy się ubierałam. Idziemy z wizytą do Krys. I pożycza mi swój garnek”.

Uniósł brwi - „Garnek?”

„Godzisz się bym pojechała do przyczepy po mojej wizycie u Krys i przygotowała kolację do powolnego gotowania dla nas dzisiaj wieczorem?”

Sięgnął do kieszeni, pytając - „Co na kolację?”

„Kurczak Steph”.

„Kim jest Steph?”

„Jakaś nieznana, pozbawiona twarzy, ale niezaprzeczalnie błyskotliwa kobieta, która wymyśliła zabójczy przepis na kurczaka w garnku”.

Deke zachichotał, zdjął klucz z łańcuszka i wręczył mi go, mrucząc - „Przypomnij mi dzisiaj, Jussy. Dam ci zapasowy”.

Zesztywniałam.

Deke wsunął łańcuch bez klucza z powrotem do kieszeni.

Moje oczy przesunęły się na Bubbę.

Nadal uśmiechał się szeroko, ale miałam wrażenie, że z innego powodu, bo robił to, wpatrując się w Deke’a.

„Chcę, żebyś napisała do mnie SMS-a, kiedy dotrzesz do Krys” - rozkazał Deke, a ja spojrzałam na niego.

„Okej” - zgodziłam się.

„I kiedy wyjdziesz”.

„Racja”.

„I kiedy dotrzesz do przyczepy”.

Stałam w milczeniu.

„I kiedy będziesz tu wracać” - ciągnął Deke.

„Z kanapkami” - kontynuował - „Pieczeń wołowa” - trzymał się tego -„I Ser szwajcarski” - dokończył.

„Uh…” - zaczęłam, usłyszałam, jak Bubba wydaje dziwny dźwięk, spojrzałam na niego, zobaczyłam, jak otwiera na mnie oczy i zrozumiałam.

Bubba był człowiekiem gór. Deke był człowiekiem gór. Dlatego Bubba wiedział, co robi Deke. Bubba komunikował, że powinnam trzymać język za zębami i bez przerwy pisać do Deke’a, żeby się nie martwił (nawet jeśli nie było się czym martwić, to i tak po raz pierwszy wychodziłam sama po tym, jak byłam duszona, a operacyjną częścią tego było to, że byłam duszona).

Odwzajemniłam Bubbie szeroko otwarte oczy i spojrzałam na Deke’a.

Wciąż patrzył mnie.

„Wiesz, że nic z tego, co było między tobą a Bubem nie umknęło mi, skoro stoję tutaj” – zauważył.

„Um…”

„I dokonałaś dobrego wyboru” - kontynuował - „Bez zrzędzenia”.

Poczułam, że moje oczy się zwężają.

„Nie zaczynaj” - mruknął - „Tylko pisz”.

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, jego spojrzenie powędrowało za mnie w stronę frontowych drzwi.

Wtedy usłyszałam zbliżający się samochód.

Spojrzałam przez ramię na drzwi, ale Bubba zaczął się poruszać, mrucząc - „Pójdę zobaczyć, kto to”.

Bubba odszedł ociężale, a ja odwróciłam się do Deke’a.

„Klucz do twojej przyczepy?” - wyszeptałam.

Uśmiechnął się do mnie i czułam ten uśmiech wszędzie.

„Lubię cię” - odszepnął.

Nagle chciałam się rozpłakać. Zamiast tego uśmiechnęłam się tak szeroko, że nawet mnie to oślepiło.

Deke uniósł rękę i chwycił długi kosmyk moich włosów, okręcając go wokół palca wskazującego.

Zgiął też szyję, żeby przybliżyć mu twarz.

„Musimy dzisiaj porozmawiać, Jussy”.

To nie brzmiało dobrze.

„Czy nie możemy po prostu mieć niesamowitych orgazmów, przekomarzania się, twojej zarozumiałości, mojej bezczelności i kurczaka Steph?” - zapytałam.

„To wszystko też będziemy mieć”.

Przynajmniej to było obiecujące.

„Deke…”

„Nic z tego nie będzie złe, mała” - powiedział łagodnie - „Myślisz, że to, co znaleźliśmy, może być złe?”

Ja tak nie myślałam.

Ale to nie ja ustaliłam granice, które zostały przekroczone po napadzie, duszeniu, tygodniu bliskości, a wszystko to prowadziło do niesamowitych orgazmów.

„Cóż…” - zaczęłam.

„Jussy” - zawołał Bubba i poczułam pociągnięcie moich włosów, których Deke nie puścił, kiedy odwróciłam się, by spojrzeć na drzwi.

Bubba szedł z powrotem w naszym kierunku, a Mr T stał przy zamkniętych drzwiach.

„Hej, Mr T” - zawołałam.

„Justice” - odkrzyknął i nawet na dużej przestrzeni, która była moim wielkim pokojem, zauważyłam, że jego uwaga była skupiona nie tylko na mnie, ale także na mnie z Deke’iem.

Deke delikatnie pociągnął za moje włosy, zanim je puścił.

Uśmiechnęłam się do niego, zanim ruszyłam w kierunku Mr T.

„Jak leci?” - zapytałam, kiedy się przy nim zatrzymałam.

„Świetnie” - powiedział szorstko. Rozejrzał się po mojej teraz całkowicie otoczonej ścianami przestrzeni, a potem jego spojrzenie wróciło do mnie - „Przyjechałem tutaj, aby ci powiedzieć, że kiedy twoja sytuacja się wyjaśni, muszę dostać się do Nashville. Twoja ciocia wraca do studia, a ja muszę się upewnić, że wszystko jest tak, jak powinno”.

To był smuteczek.

Lubiłam mieć go w pobliżu.

Mimo to moja sytuacja się wyjaśniła i ciocia Tammy podczas nagrywania (i występów, i oddychania) mogła być divą.

Skinęłam głową - „Okej” - powiedziałam i uśmiechnęłam się - „Powrót do regularnego programowania”.

Skinął głową - „Żebyś była świadoma, zamieniłem kilka słów z kilkoma znajomymi osobami w Los Angeles i kilkoma innymi, którzy tutaj potrafią pociągać za sznurki. Przyspieszą testy DNA, żeby mieć pewność, że ten dżentelmen w LA to ten sam dżentelmen, który złożył ci wizytę”.

Złożył ci wizytę.

Mr T był sztywniakiem.

Nie śmiałam się. Znowu skinęłam głową.

„Zamieniłem też kilka słów z władzami w LA. Nie tylko wyjaśniłem, że to, co się wydarzyło, nie ma z tobą nic wspólnego, ale zapewniono mnie, że nie będzie przecieku o jakimkolwiek związku między tym, co się tam stało, a tobą”.

„Racje. Świetnie. Jak zwykle dziękuję, Mr T”.

„A Jacob Decker będzie nadal składał raporty zarówno mnie, jak i tobie przez Hightower’a”.

„Brzmi nieźle” - zgodziłam się, nie żeby potrzebował mojej zgody, ale i tak mu ją udzieliłam.

„Proszę, bądź ostrożna, Justice” - ostrzegł.

„Nie będzie problemu, ponieważ mam zamiar odwiedzić moją przyjaciółkę Krys i jej nowe dziecko za około pięć minut. A potem przygotowuję kolację w garnku u Deke’a na dzisiejszy wieczór, dokąd będziemy uciekać od oparów farby. A potem wracam tutaj z kanapkami i kazano mi pisać SMS-y o postępach mojej podróży tak często, że może uda mi się złapać kilka oddechów między nimi, ale to się jeszcze zobaczy”.

Po tym, jak to powiedziałam, Mr T spojrzał poza mnie, tam, gdzie jak wiedziałam, że był Deke.

„Cieszę się…” - zaczął miękko, zanim ponownie skierował na mnie wzrok - „…że, kiedy wyrwano ci fundację twojego ojca, znalazłaś bezpieczne miejsce do lądowania”.

To dało mi gęsią skórkę.

„Mnie też to cieszy, Mr T”. - odpowiedziałam równie cicho.

Jego usta poruszyły się w czymś, co przypominało na wpół uśmiech.

To zniknęło, a on stwierdził żwawo - „Muszę być w drodze. Mój lot jest za trzy i pół godziny”.

Ponownie skinęłam głową i odwróciłam się, wołając - „Deke, Mr T startuje. Musi dostać się do Nashville”.

„Hej, stary. Fajnie było mieć cię w pobliżu” – zawołał Bubba, podczas gdy Deke szedł w naszą stronę - „Wróć i odwiedź Jussy wkrótce. Zrobimy z tego imprezę”.

Mr T nie odpowiedział Bubba, a Bubba był przy nim na tyle, że nie spodziewał się tego. Po prostu wrócił do sprawdzania plastikowych taśm na moich oknach.

Deke zatrzymał się blisko mnie, zarzucił mi rękę na moje ramiona i wyciągnął rękę.

„Bill” - powiedział.

„Deke” - odpowiedział Mr T, ujmując dłoń Deke’a, aby mocno go ścisnąć, zanim go puścił - „Ufam, że zajmiesz się Justice” - powiedział niepotrzebnie.

Deke tylko chrząknął niezrozumiale. Była to zarówno jego twierdząca odpowiedź, jak i wskazówka, że został lekko urażony tym, że Mr T wypowiedział te słowa.

„Oczywiście” - powiedział Mr T do Deke’a, po czym spojrzał na mnie - „Będę w kontakcie”.

„Mogę dostać uścisk?” - zapytałam.

„Jeśli musisz” - westchnął.

Deke znowu chrząknął, a to tylko maskowało chichot.

Puścił mnie i weszłam do Mr T, owijając go mocno, ale ostrożnie, bo wciąż trzymałam kawę i telefon.

„Bezpiecznej podróży” - powiedziałam mu do ucha - „Dzięki za wszystko. I kocham cię każdym kawałkiem”.

Uścisnął mnie krótko i wyszedł z moich ramion.

Potem posłał mi spojrzenie, które sprawiło, że ścisnęło mi się serce.

„Do widzenia, Justice”.

„Później, Mr T.”

Skinął głową, odwrócił się, otworzył drzwi i przeszedł przez nie.

Deke zabrał mnie ponownie i zaprowadził nas tam, zanim Mr T mógł je zamknąć.

Tylko raz obejrzał się, zanim podszedł prosto do wynajętego samochodu, wsiadł i odjechał.

„Będę za nim tęsknić” - mruknęłam tęsknie.

„Zawsze trudno zobaczyć plecy kogoś, kogo kochasz”.

Spojrzałam na Deke’a.

Deke obserwował mój podjazd, ale kiedy poczuł moje spojrzenie, spojrzał na mnie.

„Nawet jak są daleko, kotku, myślę, że rozumiesz, że tak naprawdę nigdy nie są” - zakończył.

„Tak” - powiedziałam cicho.

„Jedź do Krys” - rozkazał - „Jej mężczyzna wrócił do pracy, a ona jest w domu z nowym dzieckiem, więc będzie potrzebowała swoich dziewczyn wokół siebie”.

Kiwnęłam głową i zaczęłam się odsuwać.

„Pocałuj najpierw, Jussy”.

Spojrzałam mu w oczy i właśnie zobaczyłam, jak Deke na mnie patrzy. To nie było odległe. Nie było granic. Był blisko, obejmując mnie ramieniem, czekając, aż wespnę się na palce i pocałuję go.

Nie wiedziałam, o czym będzie ta rozmowa, kiedy będziemy mieli kurczaka Steph.

Wiedziałam, patrząc mu w oczy, że, jeśli Deke powiedział, że nie będzie źle, to nie będzie źle.

Więc wspięłam się na palcach.

Pocałunek był mocny, z zamkniętymi ustami i nie krótki, ale też nie długi.

Deke miał swoje palce w moich włosach, jego dłoń obejmowała tył mojej głowy, kiedy było po wszystkim i nie pozwolił mi stanąć na nogach.

Rozkazał - „Będziesz do mnie pisać”.

„Tak, będę” - zgodziłam się.

Ścisnął tył mojej głowy, przeczesał palcami moje włosy i odsunął się.

Poszłam przelać kawę do podróżnego kubka i wziąć torebkę i klucze. Zawołałam moje pożegnanie, wyszłam frontowymi drzwiami i wsiadłam do pickupa mojego dziadka, którą ktoś gdzieś po drodze przyprowadził do mnie z komisariatu.

Ostatnim razem, gdy byłam w tym pickupie, uciekałam, przerażona tym, co mi się przydarzyło, a także byłam jeszcze bardziej przerażona tym, że facet wciąż jest w pobliżu i może się do mnie dostać.

Negocjowałam wokół pickupów Deke’a i Bubby i nie poświęciłam temu więcej niż przelotną myśl.

*****

„Bzykacie się?”

„Krystal!”

„Co?”

„To trochę nie twoja sprawa”.

„Widząc, jak zamierzam skopać dupę jakiemuś dużemu białemu chłopcu, jak nie wyciągnie z niej palca, to jest to moja sprawa”.

„Panie” - wtrąciłam się i kiedy miałam dwie pary oczu skierowanych na mnie, podzieliłam się - „On całkowicie mnie bzyka. I jest naprawdę świetnie”.

Lauren, trzymając Breanne, uśmiechnęła się do mnie.

Krystal uśmiechnęła się szeroko i powiedziała - „Cóż, w porządku”.

Nie w porządku.

Deke związał moje uda, mocno mnie pieprzył i przez to dał mi trzy orgazmy.

Całkowicie nie w porządku.

To było świetne.

„Zawsze się zastanawiałam, czy jest szorstki, czy może być delikatny?” - zapytała Krystal.

„Boże, Krys!” - Laura warknęła, obejmując główkę małej Breanne, jakby mogła zrozumieć słowo, które wypowiedzieliśmy, nawet jeśli nie spała dobrze, a potem mocno spała i miała około półtora dnia.

„Odhaczone i odhaczone” - odpowiedziałam Krys, zanim zdążyły się do tego zabrać.

„Najlepsze z obu światów” - mruknęła Krystal - „Zaskakujące. Zawsze myślałam, że Deke będzie pieprzył się jak pociąg towarowy”.

„I odhaczone” - powiedziałam, uśmiechając się do Krystal, która uśmiechnęła się do mnie.

„Panie” - szepnęła Laura, pochylając głowę do Breanne - „Nie słuchaj swojej mamusi. Spędzisz dużo czasu z ciocią Laurie, abyś mogła nauczyć się, jak być odpowiednią. Chociaż będę musiała zamienić słowo z twoim wujkiem Tate. Zna się na tym. Ale podejrzewam, że ograniczy to dla dziewczynek”.

Krystal przewróciła oczami, ale poza tym najwyraźniej nie była obrażona.

„Więc jest dobrze z wami dwojgiem?” - zapytała.

„Cóż, tak, z wyjątkiem tego, że powiedział, że porozmawiamy dziś wieczorem po kurczaku Steph”.

Lauren zwróciła na mnie uwagę - „Porozmawiacie o czym?”

Wzruszyłam ramionami - „Nie wiem. Może o facie, że chciał mnie na wyciągnięcie ręki, a potem stracił rozum, kiedy zostałam zaatakowana i nie spuszczał mnie z oczu, łącznie z tym, że sypialiśmy razem każdej nocy od tamtej nocy, choć nie było bzykanka aż do niedzieli. A teraz wszystko, co mówimy to „co jest na kolację” i „odbieram kanapki”, a nie byliśmy nawet na randce”.

„Deke nie umawia się na randki. Zawłaszcza, że potem pieprzy” - powiedziała mi Krystal - „Chociaż nie jestem pewna, czy znam choćby jedną kobietę, która spędziła więcej niż jedną noc w jego przyczepie”.

„Ja też” - mruknęła Lauren.

„Prawdę powiedziawszy” - kontynuowała Krys - „…nie jestem pewna, czy więcej niż garstka kobiet była nawet w tej przyczepie”.

To sprawiło, że się uśmiechnęłam.

„Tate to przewidział” - oznajmiła Krystal.

„Oczywiście” - zgodziła się Lauren.

„Co przewidział?” - zapytałam.

„Ciebie” - stwierdziła Krys.

Byłam zmieszana - „Mnie?”

„Ciebie” - powtórzyła Krys - „Tate powiedział później, kiedy pierwszy raz weszłaś do Bubba’s, że zauważył, jak Deke obserwował, jak rozmawiasz z Bubem i ze mną. Powiedział też, że widział, jak patrzysz na Deke’a. Powiedział, że jest między wami iskra, nawet jeśli nawet nie wymieniliście spojrzenia. Powiedział również, że jeśli ktokolwiek mógłby to zrobić, byłaby to kobieta taka jak ty. Pewna siebie, mająca zebrane wszystko do kupy, to byłaby kobieta, która mogłaby rzucić Deke’a na kolana. I miał rację”.

Dziwnie się czułam, jakbym miała się hiperwentylować.

„Nie kupiłam tego” - dodała Krystal - „Hippisowska rock’n’rollowa laska nie pasowała mi do Deke’a”.

„Jestem boho” - poprawiłam.

„Boho jest hipisem, tylko mniej głupkowatym” - odpowiedział Krys.

Miała mnie.

Ale i tak nie byłam zainteresowana dyskutowaniem o tym.

Utknęłam na czymś innym.

„Tate widział, jak Deke mnie obserwował?” - zapytałam.

„Mówi, że tak, a Tate za bardzo przegapia cokolwiek, oczywiście, wy dwoje, bzykanko i rozmowa po kurczaku Steph, cokolwiek to jest.” - Krys odpowiedziała.

Zaraz. Zaraz. I zaraz.

Deke mnie obserwował?

„Jesteś zdenerwowana?” - zapytała Lauren, odciągając mnie od tej radosnej myśli.

„Trochę” - powiedziałam jej szczerze.

„Czym?” - zapytał Krystal.

„Cóż, lubię orgazmy, a Deke wręczył mi klucz do swojej przyczepy bez mrugnięcia okiem. A najważniejsze lubię Deke’a. On jest… Deke’m” – powiedziałam, nie wiedząc, jak lepiej to wyjaśnić.

Kiwały głowami, jakby obie mnie rozumiały (co, ponieważ znały go dłużej ode mnie, pomyślałam, że się zgadza).

Wciąż starałam się dać im więcej - „Bywałam w różnych miejscach. To nie tak, że poznałam każdego człowieka na tej planecie, ale nie ma nikogo takiego jak on. On jest… mężczyzną gór. A potem może być słodki. I troszczy się o swoich przyjaciół. I jest zabawny. A on myśli, że ja jestem zabawna. I nie można zaprzeczyć, że wkroczył, kiedy to gówno stało się dla mnie naprawdę szalone” - Potrząsnęłam głową - „Nie chcę, żeby coś z tym się spierdoliło. Ostatnio w moim życiu było trochę ciężko. Miło jest po prostu być… szczęśliwą” - Poczułam niepewny, pełen nadziei uśmiech na moich ustach, kiedy skończyłam - „Naprawdę cholernie szczęśliwą”.

„Tak, jest moim przyjacielem i normalnie nie układałbym go tak, ale na wypadek, gdybyś to przegapiła, znam go od dawna i już powiedziałam, że nie znałam ani jednej kobiety, która widziałaby wnętrze tej przyczepy jego dwa razy” - podzieliła się Krystal - „I po prostu mówię, że traktuje tę ziemię jak świętość, więc zwykle w ogóle tam nie zabiera swoich kochanek. Nie wiem, kto robi to cięcie. Po prostu wiem, że ani razu nie dał klucza jednej z nich, żeby podłączyła garnek”.

Dobra, teraz robiłam się naprawdę, naprawdę cholernie szczęśliwa.

„Nie znam jego historii” - powiedziała Lauren - „Tate zna, ale nie udostępnił, a gdyby była otwarty dla Deke’a, co oznaczałoby, że Tate mógłby się tym podzielić, Tate by mi to dał. Ale on się nie dzieli, cóż, nie chcę zetrzeć tego wyrazu z twojej twarzy, kochanie, ale po prostu bądź przygotowana”.

Nawet po jej słowach poczułam, że ten wyraz zniknął z mojej twarzy.

Pochyliła się do mnie w moim fotelu, który był przechylony w jej stronę, naprzeciwko kanapy, na której wylegiwała się Krystal, wyciągnęła rękę i dotknęła mojego kolana.

Cofnęła się i mówiła dalej - „Wszyscy mamy bagaż. To nie neguje wszystkiego, co powiedziała Krys. Znam Deke’a od dawna i był tak odporny na łączenie się w jakikolwiek prawdziwy sposób z kobietą, że to było kłopotliwe. Wszyscy wiedzą, że jest dobrym mężczyzną, a dla kogoś takiego chcesz, żeby znalazł dobrą kobietę…” - obdarzyła mnie słodkim uśmiechem, dzieląc się z satysfakcją tym, co do mnie czuła - „…która trochę go uszczęśliwi. Więc po prostu nie denerwuj się. Ale bądź przygotowana. Bo jeśli Deke się podzieli, to będzie prezent, Jus. A on nie daje tego każdemu”.

Spojrzałam na Krys, a ona pokręciła głową.

„Ja też nie wiem, siostro. I Bubba też nie. Nie jestem jak Laurie. Jak bym miała coś tak soczystego w jednym z moich ludzi, wyciągnęłabym to z niego” – uniosła palce i warknęła, ale nie głośno z szacunkiem dla Breanne - „…jak strzał”.

„Mogę przyjąć bagaż” - i cholernie dobrze mogłabym i zrobiłabym to - „Ja po prostu…”

Urwałam, nie wiedząc, co powiedzieć, a może nie chcąc wyrazić słowami tego, co mnie denerwowało.

„Po prostu się w nim zakochałaś” - powiedziała mi Krystal, a ja skupiłam się na niej - „I na początku to jest niesamowite i nie chcesz, żeby coś w tym zabałaganiło”.

Tak.

To było to, czego nie chciałam wyrazić słowami, które mnie denerwowały.

Zakochałam się w Deke’u.

„Tak właśnie czuję” - przyznałam.

„Nie ma sensu przejmować się tym, czego nie wiesz, Jus” - powiedziała Laurie i spojrzałam na nią - „Po prostu idź do sklepu spożywczego, ugotuj kolację i wróć do swojego faceta z kanapkami”.

„Zrobię to, kiedy dasz mi Breanne na pięć minut” - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do Laurie - „Zawłaszczasz ją”.

Udało nam się ją przekazać, nie budząc malutkiej, a ja po prostu usadowiłam się wygodnie, wpatrując się w jej pomarszczoną twarz, obserwując, jak jej małe czerwone usta wykrzywiają się, kiedy Krystal ogłosiła swoje oświadczenie.

„Zachęcę Bubbę, żeby znowu mnie zapłodnił przy pierwszej nadarzającej się okazji”.

Moje oczy natychmiast skierowały się na Krystal, gdy zapytałam - „Co?”

Zapytałam o to w tym samym momencie, w którym Lauren mini wrzasnęła - „Co?

Krystal przechyliła swoje upięte włosy z lat 70 (włosy, które były idealne, ponieważ Lauren była tam dłużej ode mnie i opiekowała się Breanne, podczas gdy Krys brała prysznic) w kierunku córeczki w moich ramionach.

„To piękno, które stworzyliśmy? Całkowicie znowu to zrobimy” – stwierdziła.

„Uh, Krys, Słonko, niedziela przestraszyła Bubbę jak diabli. Nie myślę...” - zaczęła Lauren.

„Namówię go na to” - przerwała jej Krystal, jej słowa były jak machnięcie ręką.

„Słonko, naprawdę się o ciebie martwił” - powiedziała jej Laurie, spojrzała na mnie i zapytała - „Buzia na kłódkę?”

„Oczywiście” - zgodziłam się.

Spojrzała z powrotem na Krystal - „Kiedy był z Tate’m sam, Krys, stracił opanowanie. Wielkie, bełkoczące łzy mężczyzny. Tate nie wiedział, co z nim zrobić. Wszystko dlatego, że martwił się, że Breanne przychodziła wcześniej, że coś ci się stanie. Obu wam. Myślę, że była to po części ulga, bo stało się to z Tate’m po tym, jak było po wszystkim. Ale głównie to martwił się”.

Przez chwilę wpatrywałam się ze zdumieniem w Krystal, tak jak ona zrobiła to samo w Lauren.

Krys była typem dziewczyny, która widziała wszystko, robiła wszystko, miała koszulkę pieprz się. Nie było nic takiego, co by ją zdziwiło.

Potem od razu mnie zaskoczyła, gdy zobaczyłam, że jej twarz staje się tak łagodna, że była delikatna, a miłość promieniała z jej oczu.

Zniknęło to w mgnieniu oka, tak jakbym sobie to wyobrażała, a ona stwierdziła - „Będzie musiał dorosnąć. Bree potrzebuje rodzeństwa, a ja się nie odmłodzę” - Uniosła dłoń, wyciągając ją w stronę Laury, która otworzyła usta, żeby coś powiedzieć - „Nie martw się. Nie będzie trudno go nim przegadać. Robienie biznesu, który sprawia, że robi się dziecko, jest jedną z jego ulubionych rzeczy”.

„Jedną z nich?” - droczyłam się.

„Bardzo lubi ruchać, ale mój facet jest uzależniony od robienia loda, a to oznacza, że to ja robię to od złej strony do robienia dzieci”.

„Dobry Boże” - powiedziała Lauren do sufitu.

Uśmiechnęłam się do Krys.

Nie uśmiechnęła się do mnie.

Wyciągnęła ręce w moją stronę i stwierdziła - „Garnek. Załatw to, żebym mogła odzyskać moje przeklęte dziecko”.

Uśmiechałam się, kiedy wstałam, okrążyłam jej stolik i oddałam jej córkę.

Nie wyprostowywałam się tak długo, że spojrzała na mnie.

„Powiedziałam ci, że możesz to zrobić” - wyszeptałam.

Nie pozwoliłam jej odpowiedzieć.

Wtedy odeszłam, patrząc na Lauren.

„Garnek” - powiedziałam.

„Tak, jest w moim samochodzie” - odpowiedziała, wstając z fotela.

„Wrócę” - powiedziała do Krystal.

„Będziemy tutaj” - powiedziała cicho Krys, przechylając głowę w stronę Breanne.

Wymieniłyśmy z Laurie szczęśliwe spojrzenia. Potem poszłyśmy do jej SUV-a i dała mi swój garnek. Podziękowałam jej, notując sobie w pamięci, żeby dodać to do mojej listy zakupów do domu, kiedy będę miała kuchnię (lub po malowaniu, bo mogłam podłączyć go do pralni, teraz mojej prowizorycznej kuchni).

Następnie napisałam do Deke’a, że opuszczam Krys.

Poszłam do sklepu, do przyczepy Deke’a i dostałam ładunek elektryczny (niezupełnie jak jego pocałunki, ugryzienia, zagryzanie zębów, ciągnięcie za sutki itp., ale nadal miły), kiedy otworzyłam przyczepę jego kluczem.

Napisałam do Deke’a, że to zrobiłam.

Zaczęłam kurczaka w garnku.

A potem napisałam do Deke’a, że odbieram kanapki i że niedługo wrócę do domu.

*****

Niespodzianką nad niespodziankami było, że wchodząc do mojego domu, zobaczyłam Deke’a w białym kombinezonie z maską ze skrzydłami na twarzy, ciężkimi paskami z tyłu głowy wokół męskiego koka i zauważyłam, że wciąż był niesamowicie gorący.

Większą niespodzianką nad niespodziankami było to, że nie zwróciłam zbytniej uwagi, gdy rozpylali podkład, bo spędziłam ten czas w sypialni lub na tarasie, aby wydostać się z zapachu. Ale powinno mi zaświecić, gdy w zeszłym tygodniu natryskiwanie farby poszło błyskawicznie, kiedy wszystko zostało zrobione w try miga.

Stałam więc w drzwiach, trzymając torby z kanapkami, chipsami i smakołykami z La-La Land (siniak pod okiem nie zniknął, ale zniknął na tyle, że z powodzeniem użyłam korektora, więc Sunny nie mrugnęła i wraz z Shambles’em właśnie mnie przytulili i przynieśli smakołyki, trajkocząc jak zwykle), mój umysł wariował, bo całe piętro było skończone, pracowali na górze, a mnie nie było trzy godziny.

Prawdę powiedziawszy, większość ścian na dole była oknami.

Nadal.

Kiedy mój umysł skończył się rozpływać, chłonąc delikatny kolor latte moich ścian i to, jak ogrzewa to całą przestrzeń, zobaczyłam Deke’a na krawędzi podestu, który naciągnął maskę do gardła (również gorąco) i wpatrywał się we mnie.

„Wszystko w porządku?” - zapytał.

„Jesteś czarodziejem?” - zapytałam z powrotem, wychylając torbę, aby wskazać miejsce.

Kolejny zarozumiały uśmiech.

Boże, ten facet mnie zabijał.

„Lunch!” - krzyknęłam.

„Tak jest!” - odkrzyknął Bubba, również w kombinezonie, z maską na gardle, ale bez urazy dla Buby, nie czyniło go to gorącym.

„Bub, papierowe talerze są w pralni. Możesz je zdobyć?” - spytał Deke, gdy Bubba zszedł z drabiny, a Deke odwrócił się, by zejść za nim.

„Mogę je zdobyć” - powiedziałam.

„Mam je, kochanie” - odparł Bubba i ruszył przez przestrzeń.

Spojrzałam na Deke’a, mając dziwne przeczucie w związku z odejściem Bubby, które wydawało się wcześniej zaplanowane.

Skończył schodzić po drabinie, a ja powoli podeszłam do niego, gdy on nie tak wolno zbliżał się do mnie.

„Czy wszystko jest w porządku?” - zapytałam.

Zatrzymał się przede mną i rozkazał - „Pocałuj mnie, Jussy”.

Podciągnęłam się na palcach, zacisnął dłoń na mojej szczęce i dotknęliśmy się ustami.

Opadłam, a on nie cofnął ręki.

„Okej, uh... trochę to mnie przeraża, Słonko” - wyszeptałam.

„Deck dzwonił”.

O cholera.

„I?” - podpowiedziałam.

„Bianca i Anton Rojas odlecieli wczoraj o dziesiątej trzydzieści samolotem do Kostaryki”.

„O cholera” - powiedziałam na głos.

Deke utrzymywał przepływ informacji.

„Z pewnością to, co przeraziło staruszka twojej dziewczyny, Lacey, było, że Anton Rojas, kiedy go znałaś, prowadził bardzo nielegalną działalność”.

„O kurwa” - wydyszałam.

„Powolny, stały wzrost, facet grał to mądrze” - powiedział Deke - „Kiedy znalazł się na radarze z większą rybą, która zjadłaby go w całości, podjął mądrą decyzję, że nie chce, aby wszystko stało się bałaganem. Połączył operacje z bardzo dużym graczem i objął stanowisko kierownicze średniego szczebla”.

„Tony” - powiedziałam z niedowierzaniem, bo mogłam w to tak jakby uwierzyć, ale po prostu nie mogłam.

„W międzyczasie, szedł w górę i jest teraz ważniakiem, Jussy. Jest też bystry. Wszyscy, od gliniarzy po federalnych, wiedzą, że tkwi po kark w jakimś poważnym gównie, ale nie mają nic, co by go z czymkolwiek związało”.

„Racja” - wymamrotałam tylko po to, żeby coś powiedzieć, kompletnie oszołomiona tym, co mówił Deke.

„Teraz nadal nic nie mają” - ciągnął Deke - „Tych biletów nie kupiono wczoraj rano. Zostały kupione tydzień temu. Dokładnie w zeszły poniedziałek, dzień po tym, jak zdarzyło ci się to gówno”.

Kiwnęłam głową, myśląc, że to nie przypadek.

Deke szedł dalej.

„Odciski palców Antona są w systemie. Nie ma ich nigdzie w tym mieszkaniu. Jedyne, co go tam umiejscawia, to naoczny świadek i jest tylko jeden. Nikt inny go tam nie widział ani nigdy nie widział”.

„Okej” - powiedziałam, znowu tylko po to, żeby coś powiedzieć, bo Deke przestał mówić.

Zaczął od nowa - „Mówiąc to, nikt nie widział, jak Caswell wchodził. Nikt nie słyszał gówna. Nie pozostawiono żadnych łusek. Żadnych śladów walki. Żadnego bałaganu, jakby ktoś wybiegał w pośpiechu. Nikt nie widział, żeby którekolwiek z nich wychodziło. I nikt nie może umieścić tam tych dwoje, kiedy Caswell skończył. Poza świadkiem, który potwierdził, że to Rojas’a widział wchodzącego do mieszkania, nie mieli nic innego, by go tam umieścić. Gliny nie skontaktowały się z ludźmi Rojas’a, ale podejrzewają, że kiedy to zrobią, dostaną alibi dla niego i Bianki. On mieszka bliżej lotniska. Mogła spędzić u niego noc, zanim odlecieli rano. Albo ktoś mógłby powiedzieć, że tak było, nawet jeśli nie tak było. A Bianca zostawiła ubrania i inne rzeczy, jakby miała wracać, po prostu pakowała się na wakacje. Ich bilety są powrotne. Mają wrócić w następną niedzielę”.

„O mój Boże” - wyszeptałam, domyślając się, że moja dziewczyna wkroczy w gównianą burzę, kiedy (jeśli) wyjdzie z tego samolotu. Deke zsunął rękę na moją szyję i pochylił się bliżej mnie.

„Mówię, Cyganko, czy jest to dobre czy złe, tak jak jest teraz, nie mają nic, co mogliby przypiąć do żadnego z nich”.

„Z wyjątkiem okazji i motywu” - zauważyłam - „I wyjazdu z kraju zaraz po morderstwie”.

„Poza tym, ale mała, to jest kutas bez żadnych fizycznych dowodów ani naocznych świadków. A te bilety nie były kupowane w locie i nie są w jedną stronę. Mogli powiedzieć, że ich wakacje były zaplanowane”.

„Caswell jest powiązany z Biancą i mną” - przypomniałam mu - „A jego martwe ciało znaleziono w mieszkaniu Anci”.

„Masz rację” - zgodził się - „Ale tylko dlatego, że ma motyw, nie oznacza, że mogą zrobić z tym gówno. Deck mówi, że w tym momencie nie mają nawet wystarczająco dużo, by zrobić cokolwiek poza sprowadzeniem jej na przesłuchanie. Gdyby się znudziła, mogłaby od razu wyjść. Na żadne z nich nie mają nic, za co mogliby ich zatrzymać. Jeśli chodzi o rejestry, twoja przyjaciółka nie ma broni i nigdy nie miała. Podejrzewa się, że znany współpracownik, któremu była winna pieniądze, zginął w jej mieszkaniu, ale to wszystko. Zanim wrócą, ich historie będą jasne, ich alibi napięte, i myślę, że usłyszysz o swojej dziewczynie, że jest czysta i zdrowa z facetem, który jest za nią. To tylko elegancko ubrany mężczyzna, który jest cholernie brudny”.

„Więc Tony nadal gra mądrze” - zauważyłam.

„Zrobił to albo tak zaaranżował, tak. I w tym celu, Jussy, nie mogę uwierzyć, że zabiłby go w jej mieszkaniu, chyba że był powód. Może wrabia kogoś innego. Albo Caswell mógł ich zaskoczyć. Może jakiś inny wróg jego wrabia. Kto do cholery wie? To niedokończona sprawa, a ten gość nie lubi niedokończonych spraw. Jak zrobił tam Caswell’a, to miał powód. Po prostu nie poznamy tego powodu, dopóki jego gra się nie rozegra”.

„Nie wiem, co z tym zrobić, Deke”.

„Jedyne, co możesz. Jeśli twoja dziewczyna była w to zamieszana, zajęła się swoim problemem, problemem, który uczyniła twoim. Nie w dobry sposób, ale to nie znaczy, że tego nie zrobiła”.

„Masz rację” - wymamrotałam - „To nie znaczy, że nie jest zrobione”.

Ale Boże, to, co zostało zrobione, było szalone.

„Jussy”.

Skupiłam się na nim.

„Prawdopodobnie nigdy nie podzieli się z tobą wprost, że kogoś zabiła, i nadal są wątpliwości, minimalne, że to naprawdę to zrobiła. Jeśli ona to zrobi, to potem będę miał z nią problem, bo to postawi cię w niewygodnej pozycji, kiedy będziesz musiała trzymać gębę na kłódkę o zbrodni, co byłoby kolejnym pieprzonym przestępstwem. To kołysze twoją dupą w taki sposób, że miałabyś problemy z wrzuceniem swojej dziewczyny pod autobus, który ona wprawiła w ruch, i robienie tego, co wpycha cię od jakiejkolwiek organizacji, którą prowadzi Rojas”.

„Boże” - szepnęłam.

„Stworzyła ci ten problem” - stwierdził Deke - „A jej elegancko ubrany mężczyzna ma to zebrane do kupy, kurwa, nie ma mowy dla niej, żeby pozwolił jej podzielić się z tobą czymkolwiek i troszczy się na tyle o ciebie, by znaleźć cię, żeby zadzwonić i złożyć kondolencje z powodu twojego taty. To po prostu skończone, mała, i nigdy nie dowiesz się, jak to się stało. Po prostu idź dalej”.

„Ruszyć od przyjaciółki, która zamordowała kogoś dla mnie?”

„Ruszyć od jakiegoś pieprzonego włamywacza włamującego się do twojego domu i bijącego cię w gówno, dławiącego cię, straszącego cię w cholerę, a ty nie wiesz, co się stało później. Ale przynajmniej to gówno właśnie się skończyło”.

Jakkolwiek było całkowicie popieprzone, Deke miał rację.

To gówno właśnie się skończyło.

„Zdarzył się cud. Coś tak naprawdę zniechęca mnie do jedzenia” - oświadczyłam.

Uśmiechnął się do mnie, wysunął kciuk i pogładził moją szczękę - „Odzyskasz to”.

Kiwnęłam głową, mając nadzieję, że stanie się to przed kurczakiem Steph.

Pochylił się i otarł wargami o moje, zanim wyprostował się, odsunął się i szarpnął za maskę, by móc nałożyć ją na głowę, krzycząc - „Bubba, dość czasu!”

Tak.

To było wcześniej zaplanowane.

„Dzięki, kurwa” - powiedział Bubba, wchodząc do pokoju z papierowymi talerzami, dwiema puszkami coli i Fresca - „Umieram z głodu”.

Udaliśmy się do nędznych mebli, które Jim-Billy przywiózł dla mnie.

Tam zabrałam się do rozdawania kanapek.

I byłam ja.

Moja najlepsza przyjaciółka była związana z przestępcą, powiązanym z morderstwem, z którym wyjechała do Kostaryki…

A ja robiłam jedyną rzecz, jaką mogłam zrobić.

Ruszałam dalej.

 

3 komentarze: