Rozdział
22
Deke
obserwował (cz.2)
*****
„Myślę,
że coś się stało z Roddym i Joss” - Jussy wyszeptała mu do gardła późną nocą w
ciemności, kiedy leżeli w jej łóżku, przód do przodu, ze splątanymi kończynami
- „Nigdy nie widziałam ich takich, jakimi byli dzisiejszej nocy, gdy mieli do
czynienia z Mav’em”.
Pogładziła
skórę jego dolnej części pleców i dalej szeptała.
„Z
zewnątrz on jest kwintesencją rockmana. Seks, narkotyki i rock’n’roll, im
więcej tego wszystkiego, tym lepiej; w jego przypadku narkotyki to alkohol. Ale
on ją kocha. Tak bardzo ją kocha, Słonko. I nigdy nawet nie spojrzał na inną
kobietę, o ile mogłam zobaczyć. Nigdy by jej nie opuścił. Myślę, że ona to
widzi. Myślę, że widzi, jak głębokie jest w nim to uczucie. Myślę, że rozumie,
jakie to cenne. Myślę, że w końcu to rozumie”.
„Tak”
- mruknął Deke, przeczesując palcami jej włosy.
„Martwi
mnie to” - ciągnęła - „To, co powiedziała, sprawiając, że brzmiała tak, jakby
powinna była stać przy tacie, mimo że rozszarpał jej zaufanie. Ona nie jest tą
kobietą. Żadna kobieta nie powinna być tą kobietą. Wierzy w siebie na tyle, by
wiedzieć, że nie musiało tego przyjmować”.
„Miłość
jest wystarczająco silna, by znaleźć przebaczenie, Cyganko” - powiedział jej
Deke - „Nawet w tak ekstremalnych okolicznościach. Bubba wielokrotnie zdradzał
Krys. Zawiódł ją tak wiele razy, trudno policzyć. Odstrzeliła, ale kochał ją
wystarczająco, by to zmienić. Kochał ją na tyle, żeby jej to udowodnić.
Wyciągnął wszystko co miał. I kochała go wystarczająco, by znaleźć w sobie
przebaczenie. Minęły już lata, ci dwoje są tak bliscy, jak Tate i Laurie. Lexie
i Ty. Położyli to za sobą i teraz to mają. Twoja mama, jak patrzy wstecz, może
zobaczyła, co mogłoby być, gdyby była wystarczająco silna, by wybaczyć,
jednocześnie widząc, jak z tego wyszła, zdała sobie sprawę, że to dalekie od
surowego interesu”.
Wcisnęła
twarz głębiej w jego gardło, mrucząc - „Tak”.
Umilkła,
a on wpadł w to razem z nią, przeczesując palcami jej włosy, a loki, jak
zawsze, owijały się wokół jego palców, jakby miały własne umysły i nie chciały,
żeby puścił.
„Nie
dam mu żadnych pieniędzy”.
Te
słowa były tak ciche, że Deke automatycznie pochylił podbródek, próbując je
wszystkie usłyszeć.
„Maverick’owi?”
- zapytał.
Skinęła
głową przy jego gardle - „Zdecydowałam. Nie dam mu żadnych pieniędzy”.
„Powiedziałaś
mu to podczas rozmowy?”
Znowu
skinęła głową, mówiąc - „Jest dobry w miksowaniu dźwięku, Deke. Naprawdę dobry. Mnie chodziło o muzykę,
granie na gitarze z tatą, dziadkiem, ciocią Tammy, wujkiem Jimmym. Maverick,
kiedy był z nami w trasie, zawsze był z Gordonem, dźwiękowcem taty. Zawsze z
tyłu lub gdziekolwiek ustawiono mikser. Myślę, że potrzebuje ukierunkowania.
Zdecydowanie musi dorosnąć. I potrzebuje pieniędzy. Myślę, że poczuje się
dobrze, będąc w biznesie, biznesie swojej rodziny, robiąc coś, w czym jest
utalentowany”.
„Myślę,
że masz rację, Jussy” - zgodził się Deke.
„Tak”
- odpowiedziała - „Więc powiedziałam mu, że zadzwonię do Gordona. Mr T. Zadzwonię
do jeszcze kilku osób, które znam. Zobaczę, czy uda mi się załatwić mu jakieś
koncerty. Pracy płatna. Zacznie to. Może stamtąd wystartować i powiedziałam mu,
że chcę, żeby to zrobił, znalazł swoją drogę, ale będę przy nim. Rozsądni
ludzie, dobrzy, nie zarabiają milionów, ale radzą sobie dobrze. Nie będzie w
stanie utrzymać swojej mamy w taki sposób, w jaki przez całe życie
wykorzystywała tatę przez Mav’a. Nie, jeśli sam chce mieć dobre życie. Musi się
uwolnić. I myślę, że on to widzi i to też jest dobre”.
„To
zdecydowanie dobre” – potwierdził Deke.
„Więc
nie dam mu żadnych pieniędzy. Pomogę mu odnaleźć drogę. Pomogę mu dorosnąć. A
potem, jeśli się zbierze, może…” - poczuł, jak potrząsa głową - „nie poproszę
Dany, żeby to zrobiła, ale może oddam mu część mojej części pieniędzy taty”.
Deke
nic na to nie powiedział.
Odchyliła
głowę do tyłu i zapytała - „Myślisz, że to właściwe?”
Spojrzał
na nią - „Myślę, że to twoje pieniądze, Cyganko, twój brat. Więc myślę, że
cokolwiek zdecydujesz, będzie słuszne”.
„Okej”
- odpowiedziała, ściskając mu lekko ramiona - „Ale jeśli to byłbyś ty. Twój
tata. Twój brat. Twoje pieniądze. Myślisz, że to właściwe?”
„Tak,
Justice, myślę, że to właściwe”.
W
ciemności dostrzegł błysk bieli jej uśmiechu.
„Wiedziałam.
Całkowicie. Siedziałam tam z nim, słuchając go i uświadamiając sobie, że zdał
sobie sprawę, że jego mama nim gra, może nie przez te wszystkie lata, ale
zdecydowanie z ostatnim fiaskiem. I dostałam wyraźną wskazówkę, że wiedział, że
po tym, jak ci trzej prawnicy odradzali to, że gówno nie pójdzie dobrze, ale
ona to naciskała i po prostu zwyczajem było, że jej na to pozwalał. Teraz
stracił tak wiele, nie tylko pieniądze, ale przebywanie z ludźmi, którzy
kochali tatę, kiedy wszyscy byliśmy w żałobie, żeby mu pomóc, zaczyna
dostrzegać, że on mógł im pomóc, że „oni” to ja. I to jest głębokie. Ale
wiedziałam, że nie mogę się poddać. Nie powinnam go podpierać. Musiałam
poprowadzić jego drogę. I wiedziałam o tym, bo przez cały czas naszej rozmowy
myślałam, że gdyby mój mężczyzna znalazł się w takiej sytuacji, co by zrobił
Deke?”
Deke
zaśmiał się cicho i wciągnął ją głębiej w ramiona, skręcając jej włosy w pięść.
„Jesteś
taka pełna gówna” - mruknął.
„Nie.
Całkowicie. Kupię bransoletkę z wyhaftowanym na niej C.B.Z.D.” - stwierdziła z
uśmiechem w głosie - „Będę patrzeć na to za każdym razem, gdy będę w sytuacji, co
wydaje się często zdarzać w moim życiu, mimo że staram się trzymać nisko głowę”.
„Skończ
to” - Nadal mamrotał, ale robił to z uśmiechem.
„Będę.
Specjalnie zamówię to jutro”.
Uśmiechnął
się do niej, używając pięści z tyłu jej głowy, by delikatnie wepchnąć jej twarz
do gardła, powtarzając - „Skończ to, Cyganko”.
Poczuł,
jak całuje włosy jego brody.
Mieli
chwilę ciszy, a potem jej głos brzmiał sennie, gdy powiedziała - „Do bani
koniec dobrej imprezy”.
„Będziemy
mieli jeszcze niejedną”.
Przytuliła
się bliżej - „Tak. Będziemy”.
Pochylił
szyję i powiedział w czubek jej włosów - „Idź spać, mała”.
„Zrobię
to, jeśli pójdziesz” - odpowiedziała.
„Pójdę”
- obiecał.
„Dobrze,
Deke. Kocham cię, Słonko”.
„Ja
też cię kocham, Cyganko”.
Znowu
pocałowała go w gardło i ułożyła się.
Niedługo
potem jej ciało rozluźniło się we snie.
Kiedy
Deke to poczuł, podążył za nią.
*****
„To
trochę kłuje” - stwierdził Joss późnym popołudniem następnego popołudnia, a
Deke oderwał wzrok od Rembrandta i Jussy na podjeździe, zwróconych plecami do
Joss i Deke’a.
Rod
trzymał Jussy w czułym uchwycie za szyję i mieli głowy zgięte do siebie.
Deke
spojrzał na Joss, aby zobaczyć, że patrzy na dom.
Wtedy
właśnie Deke zwrócił uwagę na dom i przez okno zobaczył Mavericka, siedzącego
na kanapie w kącie, z włączonym telewizorem i pochylonym się w jego stronę.
Przy
drzwiach pożegnał się nieco sztywno i zupełnie niezręcznie. Ale nie był
dupkiem. Nie obudził się jako taki. Był cichy, czujny, ale spoko przez cały
dzień. Między nim a Justice istniała wyraźna sympatia, której on nie umiał
dawać siostrze, ale, ponieważ ona nigdy nie wyszła z praktyki, szybko się
rozgrzał.
Z
Joss i Rodem był ostrożny, ale to też zaczęło mijać w miarę upływu dnia,
ponieważ Joss i Rod prowadzili go tam. To, co zostało zrobione, zostało
zrobione, posuwali się do przodu i przekazali mu to.
Deke
widział, jak rozgrywa się rutyna i podejrzewał, że nie zgubili jej Jussy, Rod
czy Joss. Dzieciak wyłaniający się spod tych bzdur, które spiętrzyła na nim
matka, widząc ludzi wokół niego takimi, jakimi byli. I wiele to mówiło o Rodzie
i Joss (Deke wiedział, że Jussy oddawała to swojemu bratu), że się nie poddawali,
myśląc, że to nie jest warte wysiłku, skoro wróci do kobiety, która mu namotała
w głowie i spieprzyła całe jego życie, a on pozwoli jej znowu sobie to
wpakować.
Teraz
to do niego należało, by wrócił i nie pozwolił, by znów go w to wpakowała.
„Joss?”
- zawołał, kiedy powiedziała swoje słowa i nie kontynuowała.
Zadrżała
i spojrzała na niego, jakby zapomniała, że tam jest. Potem uśmiechnęła się
przepraszająco.
„Przepraszam.
Po prostu…” - wskazała głową w stronę domu - „…on wygląda tak, jak Johnny w tym
wieku”.
Tak,
ten dzieciak wyglądający jak mężczyzna, którego bardzo kochała, dała mu piękną
córeczkę, a potem straciła go na dziesięciolecia. To by cholernie kłuło.
Zerknęła
z ukosa na Roda i Jussy, którzy wciąż byli skupieni, zanim odwróciła się do nich
plecami, zbliżyła się do Deke’a i zniżyła głos.
„Ten
dzieciak, może ma w sobie dobro” - zaczęła - „Ma gdzieś w sobie Johnny’ego,
więc to może mieć. Ale Deke, zrozum mnie, on długo gra w tę grę. Zawsze tak
było. Chcę mieć nadzieję dla Jussy, a także dla niego, że ta ostatnia bzdura
wyrwie mu głowę z tyłka. Ale historia dowiodła, że równie dobrze to może być
zadaniem niewykonalnym. Jussy da z siebie wszystko. Rozumiesz…”
„Joss”
- przerwał jej Deke, wypowiadając też cicho jej imię, ale nie kontynuował.
Wpatrywała
się w jego oczy, zanim jej zaczęły się świecić.
„Jasne,
rozumiesz” - mruknęła.
„Tak”
- stwierdził - „Mam to”.
Jej
usta wykrzywiły się w uśmiechu, który był naturalny, ale nieprzyjemnie zbyt
seksowny, biorąc pod uwagę, że kobieta była matką jego kobiety. Ale Deke uznał,
że to jedyny sposób, w jaki umiała to zrobić.
Podniosła
rękę do jego ramienia, podeszła do niego i przesunęła dłoń po nim, wspinając się
na palcach.
Uściskała
go.
Uściskał
ją z powrotem.
Rozstali
się, ale trzymali się blisko.
„Zaopiekujesz
się moją dziewczyną?” - zapytała, wiedząc, że nie musi o to prosić, a była
piękna, młoda w sposób, w jaki nigdy się nie zestarzeje, ale nadal była matką.
Więc poprosiła o to.
„Masz
moją obietnicę” – odpowiedział.
Uśmiechnęła
się, ścisnęła jego biceps i odwróciła się, wołając - „Rod, kochanie, musimy
ruszyć z tym przedstawieniem w trasę”.
Nie
wypuszczając jej z karku, Rod obrócił Jussy.
„Już
idę, piękna, dwie sekundy” - odpowiedział, pochylając się z powrotem do Jussy,
biorąc dwie sekundy, a potem, stłoczeni, z twarzami wciąż blisko siebie, Rod
zaczął odprowadzać Cygankę Deke’a z powrotem do jej mężczyzny.
Przybyli
i rozstali się po tym, jak odwrócili się do siebie i po długim uścisku.
Rembrandt
wyciągnął rękę do Deke’a.
„Dobre
pancakesy. Dobrzy przyjaciele. Fajny facet. Miło cię poznać, człowieku” -
powiedział.
Deke
wziął go za rękę, obaj ujęli się mocno, zanim puścili, i powiedział - „To samo.
Chociaż następnym razem ty jesteś na służbie pancakes’ów”.
„Umowa
stoi” - powiedział Rod. Zawłaszczając swoją żonę i przyciągając ją do siebie,
zaprosił - „Powinniście pomyśleć o przyjeździe do Malibu na Boże Narodzenie”.
„Plaża
w Boże Narodzenie brzmi dobrze, ale pracuję zimą, więc mam wyłączoną dobrą
pogodę” - powiedział mu Deke, a robiąc to również zawłaszczył Jussy - „Jakby
tak było, Jussy może jechać. Spotkamy się tam dzień przed Wigilią, ale będę
musiał wrócić dzień po Bożym Narodzeniu”.
„Nie
chcę wpraszać się po niespodziewanej wizycie, ale myślę, że Jussy będzie
chciała być w swoim nowym domu na święta” - Joss weszła, patrząc na męża - „I
będą białe”.
„Zawsze
jesteście tu mile widziani” - powiedziała Jussy - „Wiesz to. Z wyjątkiem sytuacji, gdy pokazujesz się
bez żadnego powiadomienia” - Uśmiechnęła się - „Ale kiedy przestanę być wkurzona,
też jesteś mile widziana”.
Matka
i córka wymieniły się uśmiechami. Rod i Deke wymienili spojrzenia. Potem matka
i córka rozdzieliły się ze swoimi mężczyznami, by wpaść sobie w ramiona, by
przytulić się, co trwało o wiele dłużej niż u Jussy i Roda.
Deke
odsunął się. Rod też.
Dali
im czas.
Kobiety
wykorzystały ten czas.
Potem
wyszły sobie z ramion z miękkimi twarzami, ciepłymi spojrzeniami i niskimi
pomrukami, których Deke nie próbował usłyszeć, bo to nie była jego sprawa.
Rod
otworzył drzwi Joss i przeniosła się tam. Jussy przyszła do Deke’a. Objął ją
ramieniem.
Joss
posłał córce buziaka, Deke’owi uśmiech i wsiadła.
Rod
zasalutował Deke’owi dłonią do czoła, przesunął dłoń w diabelskie rogi i
wystawił język do końca na Jussy, wywołując u niej chichot, a wszystko to, gdy
okrążał maskę. Joss machała im przez całą drogę i Deke wiedział, że to zrobiła,
ponieważ Jussy wciągnęła go na środek tego pasa, zmuszając go do chodzenia z
nią, podążania za samochodem na nogach, obserwowania i machania w odpowiedzi.
Kiedy
SUV skręcił w prawo na Ponderosa Road i stracili go z oczu wśród sosen,
zatrzymali się.
„Tak,
Mr T odhaczony. Mama odhaczona. Mav odhaczony. Masz tylko do odhaczenia Lace,
Danę i, kiedy uznasz, że nadszedł czas, Biancę” – oświadczyła.
Spojrzał
w dół na nią.
Patrzyła
na niego w górę i wciąż mówiła.
„A
jeśli dotąd nie zauważyłeś, a z tym kim jesteś, jestem pewna, że zauważyłeś, najtrudniejsze
jest za nami. Lace na pewno spróbuje cię upić i wydobyć twoje najskrytsze sekrety,
ale zauważy, że mnie uszczęśliwiasz, więc będzie całkowicie z tobą. Dana będzie
się tobą zajmować, jakby była twoją matką, nawet jeśli jest tylko rok starsza
od ciebie. A Bianca polubi cię od razu, ale ostrzegam, jest teraz powiązana z
członkiem kartelu, więc jeśli kiedykolwiek mnie zranisz, z jej pasją zemsty,
gówno może stać się paskudne”.
Deke
zaczął chichotać i to zrobił, zwijając ją do siebie.
Przestał
to robić w połowie pocałunku, który jej dał.
Kiedy
się odsunął, wzięła go za ramię i zaczęła głaskać jego brodę.
„Roddy
chce, żebym nagrywała” - powiedziała cicho.
Ramiona
Deke’a zacisnęły się - „Tak?”
Posłała
mu szeroki uśmiech - „Mówi, że zaprzeczam w ich historii rock’n’rolla kolejnemu
pokoleniu Lonesome”.
Deke
wiedział, że Rembrandt się nie mylił.
Ale
nic nie powiedział, ponieważ to musiała być wyłącznie decyzja Jussy.
Nie
poszła tam, kiedy szła dalej.
„Zaproponuję
Mav’owi pozostanie tutaj przez tydzień. Dopóki nie załatwię mu mocnego
koncertu, na który mógłbym wrócić w LA. Po prostu, wiesz, zobaczę, czy mogę dać
mu to, czego potrzebuje, aby dowiedział się, co ma ode mnie, więc kiedy wróci
do swojej mamy, będzie to w nim głęboko”.
Deke
miał wrażenie, że robił to już niezliczoną ilość razy, ale powiedział tylko - „Dla
mnie w porządku”.
Przechyliła
głowę, a jej spojrzenie stało się intensywne - „Jesteś pewien?”
„Kotku,
on jest twoim bratem. Jest w takiej, a nie innej sytuacji. A ty chcesz się nim
opiekować. Jestem pewien. Jak zacznie cię ogrywać, a ja to wyczuję,
porozmawiamy jeszcze. Ale teraz tego nie wyczuwam. Więc tak. Powtórzę. Jestem
pewien”.
Jej
oczy zabłysły, podniosła się na palcach i przesunęła rękę z brody na tył jego
głowy, by przyciągnąć go do siebie.
Znowu
się pocałowali.
Kiedy
skończyli, wymamrotała - „Muszę zacząć kolację”.
„Jussy,
zjedliśmy późny lunch” - odpowiedział - „A nie ma nawet czwartej”.
„Nadal
muszę zacząć kolację” - odpowiedziała.
Jej
powtórzenie tego było nagle intrygujące.
Więc
przechylił głowę - „Co jest na kolację?”
Wtedy
jej twarz rozjaśniła się.
„Kanapki
z żeberkami”.
Deke
wybuchnął śmiechem, obracając ją, owijając ramię wokół jej ramion i owijając ją
na szyi, bardzo podobnie jak Roda i wciąż zupełnie inaczej.
Potem
odprowadził swoją Cygankę z powrotem do jej brata, w ciepło jej domu…
I
jej przygotowań do kanapek z żeberkami.
Dziękuje
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziekuje ❤
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń