Epilog
“I’ll Crawl Home to Her[1]”
Justice
„Wyglądasz
gorąco jak gówno” - oświadczyła Krystal i spojrzałam przez lustro na moją
dziewczynę wchodzącą do mojej garderoby, z Bubbą podążającym za nią, niosącym
Breanne na biodrze.
„Krys,
guuu” - warknął Bubba, zaciskając wolną rękę na jednym uchu Breanne.
Rzuciła
mu spojrzenie przez ramię - „Może się zdarzyć coś gorszego, niż jej pierwsze
słowo to gówno”.
„A
może nadal tego unikajmy?” - zapytał.
Odwróciła
się do mnie, przewracając oczami.
Spojrzałam
na wizażystkę przy moim boku i uśmiechnęłam się do niej.
„I
tak skończyłam” - mruknęła - „Wrócę, żeby zrobić poprawkę i założyć nakrycie
głowy, zanim pójdziesz”.
Skinęłam
głową.
Przeszła
przez ciała stłoczone w mojej garderobie.
„Szampan,
szampan i jeszcze więcej szampana” - zawołał Jim-Billy, który natychmiast
znalazł się w strefie gastronomicznej, na stole zastawionym przekąskami i
dużymi miskami wypełnionymi lodem.
W
jednej tkwiły butelki wody i napojów, w drugiej szampan. Spojrzał na mnie -
„Masz piwo, kochanie?”
„Mini
lodówka, Jim-Billy” - powiedziałam mu.
„Wezmę
szampana” - zawołała Lexie.
„Ja
też” - powiedziała Faye.
„Piwo
dla mnie” - mruknął Twyla.
„Yo”
- Usłyszałam powitanie Lauren.
„Yo”
- Usłyszałam odpowiedź Deke’a i zwróciłam uwagę na kanapę, na której Deke leżał
rozciągnięty jeszcze zanim stylistka zaczęła nad mną pracować.
Laura
rzuciła się blisko niego, pod jego ramieniem wyciągniętym z tyłu.
Kiedy
już usiadła, owinął je wokół niej.
Znalazłam
Tate’a i zobaczyłam, jak uśmiecha się do swojej kobiety ze swoim przyjacielem.
Poczuł moje spojrzenie i spojrzał na mnie.
Uśmiechnęłam
się.
Tate
się nie uśmiechnął.
Podszedł
prosto do mnie, podniósł rękę i wsunął ją w moje włosy na kark. Pociągnął mnie
w dół, pochylając się i poczułam, jak jego usta dotykają mojego czoła.
Ucisk
na mojej szyi zmniejszył się, cofnęłam się i spojrzałam na niego.
„Jesteś
na to gotowa?” - zapytał.
Skinęłam
głową - „To będzie wspaniałe”.
„Tak,
będzie” – mruknął, w końcu uśmiechając się do mnie, zanim wysunął rękę i
odsunął się.
„Tylko
do twojej wiadomości, reszta jest w sekcji VIP, pilnując nam miejsc” -
poinformowała mnie Krystal.
„Fajnie”
- odpowiedziałam.
„Czy
możemy wnieść piwo do sekcji VIP?” - zapytał Jim-Billy.
„Możesz
robić, co chcesz” - odpowiedziałam.
Posłał
mi złamany uśmiech.
„Zdecydowałaś,
czy dziś wieczorem ogłosisz, że znowu nagrywasz?” - zapytała Laurie.
Kiwnęłam
głową, chociaż odpowiedziałam - „Bez ogłoszenia. Myślę, że zrobimy to
dyskretnie. Wypuścimy album. Podczas gdy Deke i ja będziemy w drodze, uderzę w
kilka barów i takich tam. Nic nie planowanego. Mimo to trafi to do mediów
społecznościowych, stworzy szum. Mr T powiedział, że jak materiał został nagrany,
kiedy grałam w Bubba’s, moja sprzedaż nie wzrosła gwałtownie, ale otrzymali
impuls. W ten sposób będzie fajniej i przy niskim ciśnieniu. Nie potrzebuję
kolejnej złotej płyty, tylko…” - wzruszyłam ramionami, zwracając oczy na Deke’a,
które były na mnie ciepłe - „by tworzyć muzykę”.
„Brzmi
cholernie fajnie” - zawyrokowała Twyla.
„Uh,
czy wszyscy przestaliby kląć wokół mojego dziecka?” - zapytał niecierpliwie
Bubba.
„Stary,
zabierasz ją na cholerny koncert rockowy. I cokolwiek robi Lacey Town. Jak to
się nazywa?” - spytała mnie Twyla - „Hip hop?”
„R&B”
- odpowiedziałam.
„I
to” - powiedziała Twyla do Bubby.
„Lubi
głośną muzykę” - oświadczyła Krys, podchodząc do swojej córeczki, wyciągając
palec, który Breanne natychmiast chwyciła. Krys schowała twarz w twarz swojego
maleństwa, śpiewając - „Nieprawdaż, Bree? Jesteś jak twoja mama. Im głośniej,
tym lepiej”.
Breanne
zachichotała, potrząsając z podnieceniem palcem mamy, a następnie puszczając go
i wyciągając obie ręce.
Krys
ją zabrała. Jak przekazanie się zakończyło, Bubba przeniósł się do strefy
bufetowej.
Złapał
colę i otworzył ją.
„Dużo
kwiatów” - mruknął Ty, który rozsiadł się w fotelu i owinął ramię wokół bioder
Lexie, siedzącej na oparciu obok niego.
„Tak”
- zgodziłam się.
„Ludzie
chcą, żebyś wróciła do biznesu?” - zapytał Chace.
Potrząsnęłam
głową i zaczęłam wskazywać palcem, odliczając je.
„Dana,
za to, że to robię. Joss, żeby połamać nogi. Lacey, bo to robimy razem, wielki
koncert, ogromny strumień kwiatów. Zrobiłam to też dla niej. Mr T, ponieważ
jego asystentka zajmuje się takimi sprawami dla niego. Mav, ponieważ w końcu
wyciągnął głowę z tyłka” - Mój głos opadł i wskazałam na kilka wykwintnych
czerwonych róż, ale moje oczy przeniosły się na Deke’a - „Deke” - Uśmiechnęłam
się do niego, zanim wskazałam ostatnie - „I moja dziewczyna Bianca, ponieważ
jej tu nie będzie, ale chce być tutaj duchem”.
„To
prawdopodobnie dobrze” - mruknął Chace.
„To
zdecydowanie dobrze” - mruknął Deke w odpowiedzi.
W
międzyczasie, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się w moim domu, wykonano telefony
i wymieniono wiadomości między mną a Biancą. Kiedy Deke był już na dobrej
drodze do wyzdrowienia, odbyłyśmy krótką rozmowę przez telefon, w czasie której
niewiele powiedziała, bo, jak podejrzewałam, nie mogła wiele powiedzieć przez
telefon i nie zrobiłaby tego również osobiście.
Ale
trzymała się na dystans. Na początku dla mnie, bo potrzebowałam tego, żeby zająć
się Deke’m. Potem powiedziałam, że najlepiej będzie po prostu ze względu na
Deke’a.
Nie
wspominając o tym, że Joss w końcu do niej zadzwoniła, przeżuła jej tyłek z
powodu tego, co mi się przydarzyło, i powiedziała, że nie chce widzieć jej twarzy,
dopóki nie będzie gotowa (co, jak sądziłam, potrwa jeszcze tydzień, zanim
załatwią to i wszystko będzie dobrze).
A
Lacey w ogóle z nią nie rozmawiała.
Ona
też to przezwycięży.
Czas.
Czas
goi rany.
Spojrzałam
z powrotem na Deke’a, moje oczy prześlizgiwały się po jego klatce piersiowej
pokrytej czekoladowo brązową, zapinaną na guziki koszulą, która była na nim
gorąca.
Tak.
Czas
goił rany.
„Powinniśmy
kupić jej kwiaty” - szepnęła Faye do męża.
„Następnym
razem, kochanie. Tym razem wygląda na to, że ma dużo” - odszepnął.
Rozległo
się pukanie do drzwi i Twyla ruszyła, by je otworzyć.
Dziewczyna
z mikrofonem owiniętym wokół policzka spojrzała na Twylę, wskoczyła, znalazła
mnie i powiedziała - „Dziesięć minut do końca, Justice”.
Przytaknęłam
- „Jestem gotowa”.
„Weź
trochę piwa, powinniśmy zająć miejsca” - rozkazał Jim-Billy Tate’owi, który
miał teraz własne piwo i stał przy mini lodówce - „Nie chcę niczego przegapić”.
„Potrzebujesz
czegoś, Jussy?” - spytała Lexie.
Potrząsnęłam
głową - „Wszystko dobrze”.
„Racja”
- Zeskoczyła z fotela, chwytając Ty za rękę.
„W
górę, panie Ogromniasty. Też nie chcę niczego przegapić”.
Zsunęłam
się z siedzenia, uścisnęłam, pocałowałam w policzki, a kiedy Krystal podeszła
do mnie, powiedziałam - „Kocham włosy”.
„Musiałam
iść na rock’n’roll” - odpowiedziała i spojrzała mi w oczy - „Dla ciebie” -
Przerwa, podczas której postawa, którą trzymała jako tarczę, by powstrzymać
innych, rozpłynęła się, a miłość, którą miała do mnie, zajęła jej miejsce,
zanim skończyła - „…i dla Johnny’ego”.
Poczułam,
jak guzek zatkał mi w gardło, pochyliłam się nad nią i dotknęłam czoła.
„Szczerze,
pokochałby to” - podzieliłam się.
Zrobiłby
to. Przeszła w pełni na wampirze wideo z lat 80, wszystkie te blond tapirowane
kępki i loki, drażnione tak daleko, że w niektórych miejscach były sterczące.
Kołysała
tym.
Tata
pokochałby jej włosy, ale ją pokochałby bardziej.
Była
jego typem kobiety.
Przysunęła
czoło do mojego. Breanne uderzyła mnie w klatkę piersiową, Krys cofnęła się, a
ja strzeliłam do Breanne głupkowatą twarzą z szerokimi ustami i wielkimi
oczami.
Znowu
zachichotała.
Zanim
wszyscy zniknęli, dziewczyna od makijażu wróciła i wsunęła mi opaskę na głowę,
która była wzorzystym szalikiem z odrobiną warkocza, którego długie końce
mieszały się z tyłem moich włosów. Przód moich włosów był spleciony w gruby
warkocz z jednej skroni przez przednią linię włosów, aby zniknąć za moim
przeciwległym uchem.
Reszta
wisiała długo.
Kiedy
to robiła, nie zwracałam uwagi na to, co robiła.
Na
przemian patrzyłam, jak Deke uśmiecha się do mnie w lustrze, i patrzyłam na
zdjęcie, które przykleiłam z boku, jedno ze zdjęć z tamtej nocy u Bubba’s kilka
miesięcy temu.
Pierwsze
zdjęcie mnie i Deke’a.
Pierwsze
zdjęcie z moją nową rodziną.
Stylistka
skończyła, uderzając mnie w policzki odrobiną zroszonej brzoskwini i ponownie
machając błyszczykiem, zanim odsunęła się, przyjrzała mi się od czubka głowy do
ramion i oświadczyła - „Jest okej” - Wyprostowała się i powiedziała - „Skop tam
tyłki”.
„Zrobię
to” - zapewniłam.
Wystartowała.
Obróciłam
się do Deke’a, który wciąż siedział na kanapie.
„Więc?”
- Uniosłam rękę, aby wskazać na siebie.
Mój
strój składał się z krótkich spodenek w kolorze rdzy, które miały subtelny
złoty połysk, ale ta subtelność zostałaby utracona, gdyby padły na nie światła
na scenie. Również koronkowy kremowy biustonosz. Nic z tego nie było dobrze
widoczne, bo miałam na sobie ogromną bluzę, która zwisała poniżej szortów, z
brzegiem lamowanym siateczką z delikatnej koronki. Miała marszczony, wycięty
dekolt i lamowane, pełne rękawy, które sięgały do łokci. Na ramionach były
wycięcia.
Towarzyszyło
temu mnóstwo naszyjników, duże obręcze w uszach, a także ćwieki na muszlach,
mnóstwo niebrzęczących bransoletek na nadgarstku, grube opaska z indiańskich
koralików na drugim nadgarstku i moja poobijane, płowe zamszowe buty
kowbojskie.
„Chcesz
nosić tę bluzkę w każdej chwili, Cyganko, bez szortów i stanika, nie krępuj
się” - odpowiedział Deke.
Aprobata.
Poczułam,
jak moje usta się wykrzywiają, zsunęłam się z siedzenia i podeszłam do niego.
Położyłam
jedno kolano na kanapie na jednym z jego bioder, drugie po drugiej stronie i
usiadłam na nim okrakiem, z rękami po obu stronach jego szyi.
„Zdecydowałeś,
czy zostaniesz za kulisami, czy przejdziesz sekcji VIP?” - zapytałam cicho.
„VIP,
Jussy” - odpowiedział z błyskiem w oczach - „Nie chcę niczego przegapić”.
Chciał
oglądać, jak występuję, być tam, gdzie wydarzy się piękno.
Rozumiałam.
„W
takim razie lepiej idź” - powiedziałam mu.
Pokiwał
głową - „Tak”.
„Nie
możesz niczego zepsuć” - ostrzegłam na widok jego oczu - „Jest tam dwadzieścia
tysięcy ludzi, a mój błyszczyk musi być w sam raz”.
Mniej
chodziło o to, że Deke zepsułby mi włosy i makijaż, a bardziej o to, że miał to
spojrzenie w oczach, a ja chciałam się temu poddać, co oznaczałoby, że
rozpoczęcie wielkiego, wieloaktowego koncertu w hołdzie mojemu ojcu byłoby
opóźnione w nieskończoność.
Potrząsnął
głową, jego oczy wciąż świeciły, a potem uchylił się i pocałował mnie w gardło.
Odsunął
się, oparł głowę na oparciu kanapy i wyszeptał - „Kocham cię, Justice”.
Wiedziałam,
że kochał. Wiedziałam o tym, zanim prawie umarł dla mnie.
Teraz
wiedziałam, że kochał.
„Ja
też cię kocham, Deke”.
„Jestem
z ciebie dumny, mała”.
Mój
głos był ochrypły, kiedy odpowiedziałam - „Dziękuję, kochanie”.
„Jak
powiedziała ta dziewczyna, skop tyłki”.
„Skopię”.
Nagle
oboje wstaliśmy, Deke wyskoczył z kanapy, trzymając mnie w pasie, unosząc mnie
razem z nim.
Postawił
mnie na nogach, a ja odchyliłam głowę, żeby patrzeć mu w oczy.
Zagłębił
brodę głęboko w szyję, aby utrzymać moje.
Potem
podniósł rękę z wyciągniętym palcem wskazującym, aby mógł przesunąć jego czubek
z szczytu mojego gardła po miękkiej skórze pod szczęką do punktu podbródka.
Wzięłam
wdech i wstrzymałam.
Często
mnie dotykał.
Bardzo
często.
Ale
wcześniej to zrobił mi tylko raz.
Tej
nocy, kiedy się poznaliśmy.
W
Wyoming.
Pamiętał.
Wszystko.
„Daj
im popalić, dziewczynko” - powiedział cicho - „Do zobaczenia po drugiej
stronie”.
Dziewczynka.
Nazwał
mnie tak tylko w Wyoming.
„Tak,
Deke”.
Jego
oczy zmarszczyły się, jeden kącik jego ust uniósł się, a ja obróciłam się, gdy
patrzyłam, jak wychodzi z pokoju.
Wzięłam
oddech i wpatrywałam się w drzwi.
Dwadzieścia
tysięcy osób.
Nigdy
nie grałam w tak dużym miejscu.
Wszyscy
byli tam do Heaven’s Gate. Let. The Chokers. Wujek Jimmy. Ciocia Tammy. Lacey.
I ostatni akt, który pojawił się po tym, jak zaprosiłam liderkę ich zespołu:
Stella i the Blue Moon Gypsies.
Wszyscy
byli tam dla mojego taty.
Rozległo
się pukanie do drzwi, otworzyły się, zanim zawołałam i wszedł Mav.
„Są
na nas gotowi, Jussy” - powiedział.
Skinęłam
głową i podeszłam do niego.
Wziął
mnie za rękę, kiedy się zbliżyłam.
Przeszliśmy
przez poważną aktywność za kulisami na boczną scenę.
Stała
tam Dana.
Odwróciła
się i uśmiechnęła do nas. Wyciągając rękę.
To
nie ja skłoniłam nas do tego.
To
był Mav.
Przez
kilka długich chwil wszyscy nie robiliśmy nic, tylko staliśmy tam, połączeni,
patrząc na siebie, trzymając się mocno.
A
potem, gdy Mav szarpnął ręce Dany i moje, ruszyliśmy na scenę.
Ale
coś sprawiło, że spojrzałam wstecz.
Kiedy
to zrobiłam, wyłaniając się z cieni i zgiełku za kulisami, pojawił się Mr T.
Patrzył
na mnie.
A
moje serce ścisnęło się, gdy zobaczyłam na jego ustach, że się uśmiecha.
Bardzo
uśmiechnięty.
Odwzajemniłam
uśmiech i spojrzałam do przodu.
A
trzy osoby, które znaczyły najwięcej dla Johnny’ego Lonesome, po jego śmierci
weszły na scenę ramię w ramię, aby rozpocząć zajebistą zabawę.
*****
Spojrzałam
do tyłu na zespół taty, uśmiechając się tak bardzo, że aż bolała mnie twarz,
gdy wszyscy podnieśliśmy się, a potem padliśmy na ostatnią nutę jednej z
najbardziej odlotowych piosenek taty.
Odwróciłam
się z powrotem do tłumu krzyczących, klaszczących, krzyczących fanów, skandującego
„Lonesome, Lonesome, Lonesome”, które falowało pięknie wokół mnie.
Przesunąłam
przez nich uśmiech, ale pod koniec zajrzałam do domu.
To
było miejsce po prawej stronie sceny, otoczone kordonem, wyposażone w
wyściełane siedzenia, które były puste, ponieważ wszyscy stali.
Widziałam
wiele osób, które znałam, a które do mnie nie należały.
Ale
oprócz Deke’a widziałam wielu ludzi, którzy należeli, w tym tych, którzy nie
przyszli sprawdzić mnie i napaść na moją mini lodówkę: Max i Nina, Sunny i
Shambles, Wood i Maggie, Dominic i Daniel, Ham i Zara, Decker i Emme.
Dom.
Mój
uśmiech pozostał na nich, zanim wróciłam do stojącego mikrofonu.
Śpiewałam
już „Ogniwa Siatki”, spoglądając od czasu do czasu na Deke’a, kiedy to robiłam.
Zrobiłam
to, bo Deke wiedział, że ta piosenka jest dla niego. Nie musiałam o tym mówić.
Ale
to było więcej.
We
wszystkim, co się wydarzyło, nikt tego nie zrozumie.
To
było tylko jego.
I
chciałam to zatrzymać tylko dla Deke'a.
Dla
niego i dla mnie.
Śpiewałam
też „It’s So Easy” Rondstadt. Zrobiłam to też dla Deke’a, lubiłam krzywiznę, w
jaką ułożyły się jego usta. Ale jak zwykle zrobiłam to również dla Joss.
Śpiewałam
innym moim. Ale to nie był klimat, który chciałam dać. Powolne i słodkie.
Nie.
Chciałam
dać im tatę.
Tak
więc, z jego zespołem, który mnie wspierał, zrobiliśmy wiele coverów muzyki
taty. I w połowie mojego występu Lacey, Perry i Terrence (moja dziewczyna była
za mną, kumple taty już robili swoje sety) wyszli do tłumu szalejąc i razem
zrobiliśmy najbardziej znaną zabawę taty, tupiąc hymn rocka.
A
teraz nadszedł czas, żebym się skończyła, żeby Lacey mogła robić swoje, a potem
Stella i jej chłopcy mogli skończyć wieczór.
Odetchnęłam
i spojrzałam w ciemne morze twarzy.
Potem
powiedziałam do mikrofonu - „Mój ojciec był dla was Johnny’m Lonesome. Ale był
dla mnie tatą. Najlepszym ojcem, jakim mógł być” - Tłum ryczał, ale mówiłem
dalej, a oni szybko ucichli, żeby mnie usłyszeć - „Tęsknię za nim. Zawsze będę
za nim tęsknić. Częściowo brakuje w tym faktu, że odszedł, zanim zobaczył, że
odnalazłam spokój. Ale wiem, że wie, że spokój jest ze mną. Więc myślę, że
spodoba mu się, gdy zakończę swój czas z wami, śpiewając słowa do cholernie
niesamowitej piosenki, aby podzielić się z wami spokojem, który życie pełne
nagród uznało za stosowne mi dać”.
Kiedy
mówiłam, poczułam zmianę w tłumie.
Wiedzieli
wszyscy, po tygodniach w mediach, co zrobił Rudy, jak Deke mnie uratował,
wychudzona twarz cioci Tammy, twarda wujka Jimmy’ego, Tate, Ty, Wood, Chace,
Bubba tłoczący się wokół mnie, próbujący ukryć mnie przed kamerami, kiedy gonili
mnie do i z samochodów i szpitala.
Oni
wiedzieli.
Wszyscy
znali moją nagrodę.
Cofnęłam
się, spojrzałam przez ramię, skinęłam głową, podając rytm: raz, dwa, trzy i
cztery i…
Wróciłam
do mikrofonu i to ja pstryknęłam paznokciami po strunach przy pierwszych
dźwiękach „Simple Man[2]” Lynyrd’a
Skynrd’a.
Tłum
oszalał.
Zespół
mojego taty włączył się za mną.
Przeniosłam
oczy w prawo i zaczęłam śpiewać tę piosenkę.
I
tę piosenkę zaśpiewałam dla Deke’a. W przeciwieństwie do „Ogniwa Siatki” nie
odrywałam od niego wzroku, kiedy słowa przepływały przez moje usta.
Każde
słowo dawałam właśnie mojemu mężczyźnie.
Nie
obchodziło mnie, że zobaczyło to dwadzieścia tysięcy ludzi. Chciałam, żeby to
widzieli. Dlatego to robiłam.
Byłam
dumna, że mogę dzielić się w najlepszy sposób, jaki potrafiłam, poprzez muzykę,
takim mężczyzną, jakiego miałam. Ile go było.
Jak
robił mniej, tyle więcej. Jak w chwalebny sposób przedefiniował słowo „prosty”.
Zespół
taty kołysał tym, podczas gdy ciemność przede mną rozświetlała się błyskami
fleszy w telefonach komórkowych.
I
modliłam się do Boga głosem podniesionym do nieba, aby mój tata słyszał każde
słowo i naprawdę znał mężczyznę, który dał mi spokój.
Prawdę
powiedziawszy, wiedziałam, że czuwa nade mną.
Więc
już wiedział.
Kiedy
piosenka się skończyła, wyciągnęłam pasek gitary z szyi i pewnie podeszłam do
boku sceny. Wiesz, na wypadek, gdyby ktoś z dalszych sektorów go przegapił.
Upadłam
na kolana, położyłam gitarę grzbietem do sceny i pochyliłam się do przodu.
Ponieważ
Deke tam był.
Odchylił
głowę do tyłu, wsunął rękę w moje włosy i pocałowałam go, długo, mocno i mokro.
Wiedziałam,
że robiono zdjęcia. To nigdy by się nie skończyło.
Nawet
po długiej hospitalizacji i powrocie do zdrowia Deke nie uniknął sławy, że jego
działania osiadły na jego szerokich ramionach.
Mr
T dołożył wszelkich starań, ale przez to, co zrobił Deke, sposób, w jaki Deke
wyglądał, doskonałość, jaką byliśmy on i ja, do tego dnia, wciąż nas
prześladowali.
Deke
zdobył sławę o wiele lepiej niż ja.
Stało
się.
A
przy moim boku był po prostu Deke’iem.
Kiedy
nasz pocałunek się skończył, ryk tłumu był ogłuszający.
Ale
ja i Deke po prostu dotknęliśmy się nosami.
Spojrzałam
mu w oczy i szepnęłam - „Nagroda”.
Jego
zęby chwyciły jego dolną wargę, a jego dłoń w moich włosach zacisnęła się.
Odsunęłam
się, wstałam i wróciłam z gitarą do mikrofonu.
„Czas
na Lacey” - powiedziałam tłumowi, uniosłam gitarę i poczułam, jak uderzyła we
mnie fala miłości - „Dziękuję za spędzenie ze mną czasu. A co więcej” - położyłam
rękę na piersi - „Dziękuję, że jesteście tutaj dla mojego taty”.
Więcej
miłości uderzyło we mnie, gdy unosząc rękę w machnięciu, niosąc ze sobą gitarę,
zeszłam ze sceny, a za mną zespół mojego taty.
*****
Justice
Lonesome z zespołem jej ojca wykonująca przeróbkę „Simple Man” nie był filmem, który
miał najwięcej polubień, z tych które ludzie Mr T przesłali tamtego wieczoru na
YouTube.
Nie.
Bo
najlepsze miało dopiero nadejść.
*****
Stałam
za kulisami, poprawiona i gotowa dołączyć do wszystkich innych pod koniec
koncertu, kiedy wszyscy mieliśmy improwizować „Never Missin’ Home” taty.
Ale
patrzyłam z pewnym zakłopotaniem, gdy konfiguracja zestawu Stelli obejmowała
światła sceniczne, które zmieniły kolor na fioletowy, a pomocnicy ustawiali
jedenaście statywów mikrofonowych z przodu.
Poczułam,
że ktoś do mnie dołącza i spojrzałam w prawo, żeby zobaczyć wślizgującą się tam
Joss.
Też
nigdy nie lubiła niczego przegapiać, więc zwykle była w sekcji VIP.
„Hej,
co tu robisz?” - zapytałam.
Po
prostu rzuciła mi spojrzenie, które poczułam w brzuchu i wokół krawędzi mojego
serca.
Wzięła
mnie za rękę, gdy więcej palców przesunęło się wokół mojej drugiej.
Spojrzałam
w lewo i zobaczyłam Danę.
O
cholera.
„Co
się dzieje?” - zapytałam, moje ciało napięło się.
Dana
odwróciła głowę w stronę sceny.
Ja
też tam spojrzałam.
Pomocnicy
zniknęli.
Weszli
uroczyście Perry, Terrence, Lacey, Rod, wujek Jimmy, ciocia Tammy, Stella i jej
zespół Hugo, Pong, Buzz i Leo.
Każdy
wziął mikrofon.
Tłum
zdawał się wyczuwać, że coś się dzieje. Gwar był cichy i uważny i, nawet po
tym, jak ta grupa artystów pojawiła się na scenie, pozostał stłumiony.
„Wytrzymajcie
z nami, ludzie, mieliśmy prośbę” - powiedziała Stella do mikrofonu - „Jest mężczyzna,
który chce, żebyśmy zaśpiewali piosenkę jego Cygance”.
Mój
wzrok natychmiast zasłoniła woda, ale moje oczy powędrowały w prawo, gdzie mogłam
zobaczyć przód siedzenia VIP.
Deke
już na mnie patrzył.
Wtedy
zaczęło się brzęczenie, jak żałobna pieśń żałobna, ponura w swoim pięknie.
I
przerywane klaskanie.
Niska,
doskonała harmonia.
Mój
wzrok wrócił na scenę.
I
bijąc rytm, a cappella, Rod zaczął śpiewać „Work Song[3]”
Hoziera.
Kolana
mi ugięły się.
Dana
i Joss podtrzymały mnie, ich dłonie w moich zacisnęły się, ich ciała przysunęły
się do moich boków, jakby to czuły.
Jak
ja czułam. Dużo. Zbyt wiele. Takie piękno, które sprawiło, że moja skóra wydała
się zbyt cienka, by je pomieścić, zatrzymać. Moje serce ciężko pracowało, by
wciągnąć je głęboko we mnie, wchłonąć, zatrzymać na zawsze, wypełniać mnie.
Wszystko to, gdy tłuste krople wilgoci spłynęły mi z oczu, spływały po
policzkach i zobaczyłam, jak Rod odwraca głowę i śpiewa swoje słowa żonie.
Tak
pięknie.
Kochałam,
że moja mama miała to od Roddy’ego.
Ale
jednak.
Te
słowa były dla mnie.
Ci,
którzy nie mieli podniesionych rąk, telefonów komórkowych, usianych tysiącami
powoli kołyszących się gwiazd, zaczęli dodawać do powolnego klaskania, a także
tupać nogami. Tysiące rąk uderzających i lądujących stopami, hałas odbijający
się echem na arenie, każdy uderzał o moje ciało, podbijając emocje, które czułam,
aż do głębi mojego serca, gdzie zatrzymałam je na zawsze.
Zawsze.
Znowu
spojrzałam w prawo, zauważając, że Krystal uśmiecha się do mnie tak szeroko,
jakby jej uśmiech był błyskiem telefonu komórkowego.
Ale
rzuciłam na nią tylko spojrzenie, szukając Deke’a.
Wciąż
mnie obserwował.
Śpiewał
Perry. I Terrence. I Hugo. I Buzz.
Wszyscy
na scenie śpiewali refren i konsekwentnie nucili.
Wujek
Jimmy dokończył piosenkę.
Przez
to studiowałam twarz mojego mężczyzny. Nic dziwnego, że linie życia zagłębiły
się głębiej po tym, jak wziął za mnie cztery kule i miał miesiące bolesnego
powrotu do zdrowia.
Teraz,
po raz pierwszy, odkąd to się stało, zniknęły.
Jego
życie znów wygładziło się z jego twarzy, w końcu, gdy patrzył, jak otrzymuję
drugi najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek otrzymałam… ten i pierwszy oba
pochodzące od Deke’a.
I
pod koniec piosenki, usta Deke’a się poruszyły.
Patrzyłam,
jak tworzą jedno słowo.
Nagroda.
To
był cud muzyki. To był moment, o którym fan muzyki marzył przez całe życie.
Taki, o którym opowiadali swoim przyjaciołom, dzieciom, każdemu, kto by
słuchał, dzieląc się tym w kółko, aż do dnia ich śmierci.
Tego
dnia jedenaście legend wyszło na scenę i zaśpiewało najpiękniejszą piosenkę
miłosną, jaką kiedykolwiek napisano.
Piosenkę,
której zdumiewające, wykwintne słowa, jak dla mnie, wypowiedziane kilka
miesięcy wcześniej przez Deke’a, były niemal dosłownie.
Więc
tak.
To
było najwięcej polubień na YouTube.
Absolutnie.
A
tata absolutnie pokochałby każdą sekundę tego.
*****
Deke
Z
ciałem zgiętym do tyłu, kolanami na łóżku, Deke pogładził dłonią sufit swojej
przyczepy.
Kiedy
był pewien, że wszystkie krawędzie są przyklejone, żadnych bąbelków, a to, co
tam zostało naprawione, zostało tam naprawione,
dopóki nie zniknęła już ściana przyczepy, opuścił rękę i spojrzał na plakat z
koncertu w hołdzie Johnny’emu Lonesome, jeden z kilku najlepszych, ten ze
zdjęciem Jussy przy mikrofonie z gitarą.
Spojrzał
na nią, leżącą na plecach na ich łóżku.
„Dobrze?”
- zapytał.
Jej
oczy powędrowały z plakatu nad ich łóżkiem na niego.
„Idealnie”
- szepnęła.
Niezupełnie,
pomyślał. Ale to doskonały początek.
Przekręcił
się i upadł na nią, chwytając jej usta.
Jussy
otworzyła swoje przed nim.
Deke
wsunął język do środka.
Znowu
było.
Idealnie.
*****
Twang
Magazine
Cygańska
księżniczka Rocka czyni cuda
Trasa powrotna Justice Lonesome nie
jest tym, czego można by się spodziewać.
W przeciwieństwie do tego, co
wyszło z debiutu Lonesome, „Ogniwa Siatki”, po tym, jak upuściła swój niezwykły
drugi album, „Góry Cudów”, nie trafiała do wyprzedanych sal i nie trafiała do
prasy po imprezie prasowej.
Wyjechała w drogę.
Nie w trasę.
Tylko w drogę.
Najwyraźniej możesz być wszędzie, od
jednego wybrzeża, po drugie, a jeśli gwiazdy muzyki są ustawione w jednej
linii, oświetlając ci szczęście Lonesome, możesz pić piwo w barze i nagle
zacznie śpiewać kobieta, czasem z pełnym zespołem, czasem z tylko gitarą i
mikrofonem.
A tą kobietą będzie Justice
Lonesome.
Będzie kołysać swoimi popisowymi
coverami Rondstadt. Może zaśpiewać którąś z piosenek swojego ojca, Johnny’ego.
Jednak, ponieważ starzy fani i nowi fani Lonesome w drodze twierdzą, że
gorliwie śledzą to w mediach społecznościowych, a ona zawsze śpiewa „Never
Missin’ Home” Johnny’ego.
I oczywiście za każdym razem, gdy
wręczy ci klejnot, który błyszczał na jej pierwszym albumie, tytułową piosenkę
tego albumu, „Ogniwa Siatki”.
Robi też swoje nowe rzeczy i nie
będziesz zawiedziony.
Lonesome zaznaczyła swój talent do
pisania rockowej ballady w swoim pierwszym wysiłku.
Rozwijając skrzydła, ukazując
wzrost i dojrzałość, ballady z „Góry Cudów” są bardziej zniuansowane, mają
więcej pasji, więcej patosu i wyraźnie pokazują, że od debiutu do drugiego
albumu Lonesome dopracowała już epickie fragmenty opowieści, w tym „Rycerz We
Wgniecionej Zbroi” i „(Za Każdym Razem, Gdy Wracam Do Domu) Życie Zaczyna Się
Od Nowa”.
Ale „Góry Cudów” dają nam jeszcze
więcej.
Wyłaniając się z bardzo długich
cieni dwóch legend, które pojawiły się przed nią, Jerry’ego i Johnny’ego,
ballady Justice Lonesome są tym zmieszane razem z dźwięcznym, stukającym
stopami, odbijającym się na kolanach country rockiem, które Ronstadt ustanowiła
standardem dzięki nowym singli Lonesome „Przyjemność i Ból” i „Cygańska
Księżniczka”.
„Góry Cudów” to nie jest udana
druga próba.
To transcendentne.
Ale to nie tylko to.
To sposób, w jaki zamierza szerzyć
tę miłość, jest odświeżający i wyjątkowy.
Przy obecnym poziomie popularności
i lojalnej, solidnej bazie fanów, którzy czekali ponad pół dekady na jej drugą
kolekcję, Lonesome z łatwością zapełniłaby centra wydarzeń i mniejsze areny.
Zamiast tego, pozornie losowo, bez
uprzedzenia, bez promocji, bez prasy i, co najbardziej zaskakujące, bez
sprzedaży biletów, gdziekolwiek zabiera ją wiatr, wchodzi do barów przydrożnych
lub pubów i pozwala się dziać.
Ale Justice Lonesome nie jest
szalona ani głupia. Nie tylko wideo z telefonu komórkowego trafia do witryn
pobierania.
Rozprzestrzeniają się również
profesjonalnie nakręcone filmy. Mimo to produkcja jest minimalna. To Lonesome,
być może wspierana przez jej zespół lub po prostu cyganka rock’n’rolla z
gitarą.
Jeśli twoje gwiazdy się ustawiły w
linii, a fortuna Lonesome świeci nad tobą i znajdziesz się w tym barze z tym
piwem, a Justice Lonesome weźmie ten mikrofon, poproś o jej wykonanie „Free[4]”
zespołu Zac Brown Band. Oddźwięk wspierany przez wideo fanów niesie informację,
że jest bardzo dobre. Dodatkowa premia, za każdym razem, gdy ją śpiewa, jej
oczy nigdy nie odwracają się od mężczyzny, który wziął za nią cztery kule,
mężczyzny, który nigdy nie opuszcza jej boku, jej narzeczonego, Deke’a Hightower’a.
W przeciwieństwie do jej dziadka,
Jerry’ego, który pracował na drogach i w biznesie ze sprytem, krzyczącym
talentem i wrażliwością w domu, zdobywając koronę Boga Rocka. I w
przeciwieństwie do jej ojca, Johnny’ego, który objął rodzinny płaszcz, podążył
ścieżką swojego ojca i wzbił się jeszcze wyżej, zarabiając na własne panowanie.
Za jednym zamachem Justice Lonesome zdobyła nową koronę: Rockowej Cygańskiej
Księżniczki.
Niech nam długo panuje.
*****
Serce
Na
środku pustkowia, gdzie nie było nic poza srebrną stalą migającą w jasnym
słońcu, drzwi do Airstreamu otworzyły się i wyszła kobieta. Ciężkie fale i loki
jej pięknych, długich, ciemnych włosów uniosły się z nagłym ciepłym wiatrem,
który zawirował wokół przyczepy.
Miała
na sobie lejący się, koronkowy top bez rękawów, który w czterech punktach
opadał nisko na jej biodra. Odcięte szorty były wystrzępione u dołu.
Na
nogach miała kanciaste, ciemnobrązowe buty motocyklowe, kwieciste skarpetki,
które można było zobaczyć nad górną krawędzią.
Zeskoczyła,
a za nią podążył wielki mężczyzna, z gęstą brodą i długimi włosami,
ściągniętymi w nieładzie, zawiązanymi z tyłu głowy.
Mężczyzna
zatrzymał się z jedną ręką w jej, a drugą uniósł, żeby zamknąć drzwi przyczepy.
Pochylił
brodę i spojrzał na nią, gdy się odwrócił, by pociągnąć ją za sobą do motocykla
zaparkowanego sześć kroków dalej.
Ruszył.
Ona
skoczyła.
Uśmiechnął
się.
Zachichotała.
Odsuwając
ją na bok, najpierw przerzucił długą nogę, podnosząc motocykl ze stojaka i
kopiąc nóżki do tyłu.
Usiadła
za nim z wyćwiczoną łatwością, natychmiast wciskając się blisko, owijając
ramiona mocno wokół jego brzucha.
Odpalił
motocykl, uniósł rękę. Zdjął parę okularów przeciwsłonecznych z kołnierza
białej koszulki, wyrzucił je i nałożył.
Wyjęła
okulary z tego bałaganu i nałożyła je na oczy.
Okulary
przeciwsłoneczne Ray-Ban z niebieskimi soczewkami.
Serce
zaaprobował.
Mężczyzna
pochylił się lekko, by chwycić oba uchwyty.
Kobieta
poszła z nim.
Jego
ręka poruszyła się drobiazgowo i mgła ziemi wzbiła się, gdy motocykl wystrzelił
do przodu, wyskakując z ziemi prosto na drogę.
Serce
się poruszył.
Unosząc
się na środku drogi, pochylił się do przodu i lekko tupnął.
Kolejny
podmuch ciepłego wiatru pędził drogą, uderzając mężczyznę i kobietę w plecy,
rozwiewając jej włosy jeszcze bardziej dziko po twarzy mężczyzny, niż już się poruszały.
Mężczyzna
uśmiechnął się biało do horyzontu.
Kobieta
oparła brodę na jego ramieniu, mocno przycisnęła się i głęboko westchnęła.
Serce
obserwował.
I
obserwował.
A
kiedy nie byli już kropką na horyzoncie, jeździec i jego Cyganka zniknęli w
słońcu, Serce spojrzał w górę.
I
poszedł do domu.
######
Przewiduję
jako następne do przetłumaczenia
At
Peace (W Pokoju)
Kristen
Ashley
Część
2 serii Burg (Miasteczka)
Część
1 - Dla Ciebie znajdziecie na
https://doci.pl/Monique-1-b/dla-ciebie-kristen-ashley+f5es1me
######
Na
razie kończę swoją książkę, na razie jeszcze bez tytułu, na którą zapraszam w
połowie marca na
https://monique-romans-20.blogspot.com/
######
Bardzo
dziękuję wszystkim, którzy uznali, że moje tłumaczenia i książki są coś warte i
wpłacili na
https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL
[1] Doczołgam
się do jej domu - „Work Song[1]” Hoziera
[2] Prosty mężczyzna
https://www.tekstowo.pl/piosenka,lynyrd_skynyrd,simple_man.html
[4] https://www.tekstowo.pl/piosenka,zac_brown_band,free.html
Bardzo Ci dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńCieszę się, że moje polecenie się sprawdziło i Cal będzie kolejny :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, jesteś najlepsza
OdpowiedzUsuńDziękuję za twoje tłumaczenie dla nas maniaków i za piekną książkę :) Uwielbiam ta autorkę.
OdpowiedzUsuńCZekam z niecierpliwością na kolejną książkę.
Uściski :)
Jedna z Najlepszych książek jakie w życiu przeczytałam😍 Dziękuję Ci
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘
OdpowiedzUsuń