Rozdział
7
Przyjemność
i ból
Justice
„Nie
zrobiłeś tego” - oświadczyłam, wpatrując się w Bubbę, który właśnie ugryzł
ogromny kęs kanapki z indykiem, którą mu kupiłam (a kupiłam jeszcze jedną dla
mnie i drugą dla Deke’a).
„Boli
mnie to, że muszę to powiedzieć, ale zrobiłem” - potwierdził Bubba, nie
wyglądając, jakby to w ogóle bolało.
Zwróciłam
uwagę na Deke’a.
„Nie
mogę potwierdzić. Nie było mnie tam” - stwierdził - „I cieszę się”.
No
pewno.
Spojrzałam
z powrotem na Bubbę.
„Nie
mam pewności, nie miałam okazji go zapytać, może się mylę i obraca się tam, gdzie
sam chce. Ale Bob Seger może też być mistrzem rockowego gawędziarza, który nie
przepada za mężczyznami, którzy rozbierają się do swoich obcisłych bieli i
tańczą do Old Time Rock and Roll”.
„Ogólnie
rzecz biorąc, Tom Cruise ma za co odpowiadać” - mruknął Deke, a ja zwróciłam do
niego roześmiane oczy i uśmiechnięte usta.
Spojrzał
na moje usta, jego szczęka wyraźnie się zacisnęła, zanim odwrócił wzrok i
poluzował ją, by ugryźć kolejny kęs swojej kanapki.
„Przegrałem
grę w bilard” - Bubba przypomniał mi tę część swojej historii, zanim zdążyłam
dojść do wewnętrznego zrozumienia, dlaczego szczęka Deke’a zacisnęła się, gdy
na mnie spojrzał.
Prawdopodobnie
to dobrze.
„Dlaczego
do diabła miałbyś się założyć podczas gry w bilard, że rozbierzesz się do bielizny
i zatańczysz do Segera w barze?” – zapytałam Bubbę.
Bubba
uśmiechnął się do mnie - „Bo nie sądziłem, że przegram, a kobieta, z którą
grałem, wyglądała o wiele lepiej w swoich spodniach i wiem o tym, bo to była
Krys”.
Wybuchnęłam
śmiechem.
„Te
szalone czasy się skończyły” - kontynuował Bubba, kiedy mój śmiech ucichł, robiąc
to z błyszczącymi oczami - „Nie tęsknię za nimi. Po prostu cieszę się, że mam
kilka dobrych historii do opowiedzenia moim dzieciom, a potem wnukom, które one
mi dadzą, kiedy nadejdzie ten czas”.
„Zawsze
najlepiej mieć ich zapas, im bardziej żenujących, tym lepiej” – odpowiedziałam.
„Myślę,
że to oznacza, że Bubba będzie najlepszym tatusiem i dziadkiem, jaki kiedykolwiek
istniał” - zauważył Deke.
„Założę
się o swój tyłek” – zgodził się Bubba z dumą.
Znowu
zaczęłam się śmiać. Bubba śmiał się razem ze mną. Deke po prostu pozwolił, by
jego usta drgnęły.
Ponieważ
drgnięcie jego warg spowodowało skurcz łechtaczki, było to zarówno pyszne, jak
i frustrujące.
Jedliśmy
dalej. Bubba opowiedział więcej historii. Każda z nich była bardziej szalona
niż poprzednia, co oznaczało, że kiedy nadejdzie czas, zawstydzi swoje dzieci,
zapewniając jednocześnie paszę do tego, co powinni zrobić, tak jak robił to ich
tata.
Wysysaj
z życia jak najwięcej, póki je masz.
Potem
skończyliśmy z kanapkami, chipsami i codziennym wkładem Shamblesa do naszego
lunchu (ciastka z masłem orzechowym Reese’s Pieces, bo masło orzechowe było
tematem dnia).
Chłopaki
zabrali się z powrotem do pracy, a ja zabrałam się do ograniczonego sprzątania po
lunchu.
Był
czwartek, tydzień po hot dogach i piankach z Deke’iem.
Mieliśmy
Bubbę na ten dzień i następny, aby pokryć płytą gipsowo kartonową wyższe partie
ścian i zacząć sufity.
Mężczyźni
nie sądzili, że wszystko załatwią w ciągu tych dwóch dni, ale nie opierzali
się.
Jeśli
chodzi o Deke’a, pierwszą rzeczą, jaką zrobił w piątek po naszym pieczeniu hot
dogów, kiedy wrócił do mojego domu do pracy, było danie mi kilku gniazdek w
głównym obszarze, a po zrobieniu tego przyniósł trzy rozklekotane (ale
działające) lampy stojące, które podłączył.
Potem
polecił mi - „Zostaw je na noc, Jus. Nie musisz łamać kostek, jeśli musisz
przejść przez tę przestrzeń, a ludzie, którzy mogą być w pobliżu, muszą
zobaczyć, że w tym domu jest ktoś. Tak?”
Zauważyłam,
że gniazdka i oświetlenie w tej okolicy były priorytetem, ale nie wspomniałam o
tym, bo wszystko było i nie chciałam zadzierać z jego charyzmą i prosić o coś,
czego nie było w harmonogramie wykonawców.
Ale
i tak mi to dał.
Deke
troszczył się o mnie.
Przyjemność
i ból.
Na
to składały się moje dni.
Część
przyjemności polegała na tym, że po założeniu mi gniazdek Deke spędzał czas na
tamtym, teraz faktycznie robiąc poważne postępy w dawaniu mi ścian. Całość na
dole była gotowa. I oklejał je taśmą, bo potrzebował dodatkowego człowieka,
który pomógłby mu wnieść arkusze płyt kartonowo gipsowych na górę, aby mógł
zacząć tam.
Część
bólu nadeszła w dniu, w którym mi powiedział, że, kiedy go będziemy mieli,
Bubba w tym też będzie pomagał. Powiedziałam Deke’owi, że mogę mu pomóc wnieść
płytę gipsowo-kartonową na górę.
Następnie
poprosił mnie o pomoc w podniesieniu jednej partii, która składała się z dwóch
arkuszy.
Był
mocarny i podniósł swój koniec, jakby mógł również rzucić podwójne
prześcieradło w powietrze na podest na piętrze. Ale mimo to ledwo to
podnieśliśmy, a położyłam swój koniec i ogłosiłam, że chciałabym cieszyć się
swoim domem, kiedy będzie gotowy i zrobić to bez przepukliny.
Ból
był w darze, który dał mi po tym, jak to powiedziałam. Tym prezentem był on
wybuchający śmiechem, wypełniający moją szaloną przestrzeń głębokim,
nieprzemijającym pięknem swojej wesołości w sposób, w jaki wydawało się, że
przechodził przez płytę gipsowo kartonową, którą postawił, piankową izolację, w
którą wdmuchiwał, aby się tam szczęśliwie osadzić na wieczność. Wszystko, co
musiałam zrobić, żeby to przywołać, to podejść do ściany, którą mi dał,
przyłożyć do niej ucho, a bogaty śmiech Deke’a zabrzmiałby mi w uchu jak fale w
muszli.
Nie
skończył z hojnością w stylu Deke’a, o której nie miał pojęcia, że mi dawał, kiedy
podszedł do mnie, ujął mój kark w swoją wielką dłoń i kołysał nią całe moje
ciało przez kilka uderzeń serca, mówiąc - „Jesteś cholernie zabawna, Cyganko”.
Widzicie?
Przyjemność
i ból.
To
nie było tylko to.
Nie.
Więcej
bólu (i przyjemności) pojawiło się, gdy Max zadzwonił w poniedziałek i
powiedział mi, że zaaranżował przybycie Joe Callahana, żeby podłączył mój
system bezpieczeństwa.
Max
podzielił się tym, mówiąc - „Deke nie jest wielkim fanem tego, że jesteś tam
sama, bez dobrego światła, bez zwierząt i bez ochrony. Więc załatwię sprawy z
Calem i przyspieszę sprawę”.
Deke nie jest wielkim fanem…
Zgodziłam
się, żeby Cal przyjechał wcześniej. Joe „Cal” Callahan zajmował się całym
bezpieczeństwem mojej rodziny. Tak samo jak Lacey. I taty Lacey. I tak dalej. Był
najlepszy w branży, a w naszym biznesie, w którym było trochę wariatów, brałeś najlepsze
to, co mogłeś dostać, bez względu na cenę (a Cal kosztował dużo, ale był tego
wart).
To
był dobry plan i szczerze mówiąc, powinnam była poprosić o to Cala, zanim się
wprowadziłam.
I
poczułam ciepło życzliwości, którą Deke okazywał, troszcząc się o mnie.
Chciałam
tylko, żeby to ciepło było innej odmiany.
Nie
trzeba dodawać, że granica, którą Deke zmiótł dla hot dogów i pianek, którą
zamierzał utrzymać, została zmieciona.
Była
jednak jeszcze inna granica.
Powiedział,
że lubił mnie. Pokazał to. Przekomarzanie się pozostało.
Pytał
też raz, aby sprawdzić, czy słyszałam coś od mojego brata, i jasno wyraził się
po tym, jak powiedziałam, że nie, że chciałby tam być, aby słuchać, jeśli to
bym zrobiła.
I
od razu opowiedziałam mu przy kanapkach o tym, jak zniknęła moja dziewczyna
Bianca i jak dzwonię do wszystkich, których znała, lub też ja wiedziałam, że znała
(jeśli udało mi się zdobyć ich numery), ale nie wiedziałam, czy ktokolwiek inny mógłby mi coś o niej powiedzieć.
I
wymyśliłam zero.
W
ten sposób podzieliłam się, że jestem zaniepokojona jej przyjmowaniem pewnych
substancji, zwiększonym przyswajaniem niektórych płynów i faktem, że ma szybko
malejące zasoby (nie podzielałam tego, że był to fundusz powierniczy, który jej
matka i ojciec dali jej, którego jej tata był nieugięty, żeby nie powiększać, z
jej zachowaniem przez ostatnie kilka lat).
I
na koniec, że jeszcze przed tym zniknięciem zaczęła wydawać się na nie mającą celu
i zagubioną, więc, nawet gdybym miała ją skłonić do zastanowienia się nad
uporaniem się z narkotykami i piciem, te, jak zawsze, były osadzone w głębszych
kwestiach, do rozwiązania których ja nie mogłam mieć narzędzi.
Oczywiście,
nie powiedziałam, że wszystko to zaczęło się mniej więcej wtedy, gdy Lacey i ja
zaczęłyśmy podążać śladami naszych rodziców, zdobywać naszą uwagę, uznanie i
sławę, a Bianca zdobyła sobie agentkę, żeby chodzić na przesłuchania do
programów telewizyjnych i filmów.
Poproszono
ją o zrobienie kilku reklam i zaoferowano jej kilka filmów bezpośrednio na
wideo, które zawierały wiele scen seksu. Wszystkie je odrzuciła, deklarując, że
nie zamierza robić takiego gówna. Nie była modelką ani szprychą. I nie
zamierzała być swoją matką i zajmować się tylko cyckami, tyłkiem i włosami
(chociaż, dbając o to wszystko jej matka zarobiła mnóstwo pieniędzy, zdobywając
po drodze dużo sławy i nie przejmowała się tym, jak to zrobiła).
Bianca
powiedziała, że jest poważną aktorką.
Problem
polegał na tym, że miała bujną figurę blondynki z dużymi niebieskimi oczami,
dużą klatkę piersiową, szczupłą sylwetkę i urodę, którą dała jej mama, z silnym
charakterkiem rock’n’rollowca, który dorzucił jej tata.
Ale
nie była dobrą aktorką. Lace i ja widziałyśmy ją w kilku kawałkach, które nie
wypadły zbyt dobrze, powodem była częściowo ona, częściowo filmy do bani, ale
to dobro wyschło, bo częściowo była to jej rola.
Więc
poczułam dziwne poczucie winy, którego racjonalnie wiedziałam, że nie powinnam
czuć (a wiedziałam, skoro o tym rozmawiałyśmy, że Lacey czuła to samo), że byłam
jednym z powodów, dla których zaczęła zwracać się na ciemną stronę.
Również
tym nie podzieliłam się z Deke’iem.
Nie
miał żadnej rady, po prostu słuchał z wyrazem współczucia na twarzy i otwartej
troski, ale nie dla Bianki.
Dla
mnie i mojego stanu umysłu, że mam za dużo gówna na talerzu i nie podobało mu
się to dla mnie.
Więcej
przyjemności i bólu.
I,
na koniec, pokazywałam mu rzeczy, które przysłał mi mój projektant wnętrz, a
także inne rzeczy, które znalazłam jako możliwości kupienia, aby mój dom stał
się domem (kiedy będę miała ściany, podłogi i resztę).
Na
początku zrobiłam to dla żartu.
Ale
Deke zszokował mnie, nie tylko zainteresowaniem, ale także poglądami.
Na
temat wszystkiego.
„Nikt
nie potrzebuje białej kanapy” - podzielił się co do jednego z elementów, które
sugerował projektant.
„To
kremowa” - poprawiłam, patrząc z laptopa na niego.
„Nikt
nie potrzebuje kremowej kanapy” - poprawił się - „Nie tylko będziesz wypieprzona,
jak nalejesz ją keczupem, a jak kupisz psa, włosy będą na niej widoczne, a, na
koniec, to jest brzydkie”.
Był
zabawny.
Również
miał rację.
Więc
kremowa kanapa odleciała.
A
ja dostałam więcej od Deke’a:
„Nie
bierz patelni z powłoką zapobiegającą przywieraniu. Powłoka zawsze się zeskrobuje.
Kup tę ze stali nierdzewnej”.
I…
„Jak
pomalujesz łazienkę dla gości na różowo, to zabiorę twoją kartę członkowską
klubu fajnych”.
Również…
„Dlaczego
kobiety kupują ręczniki kuchenne, nie rozumiem. Jak myślisz, dlaczego
wynaleziono ręcznik papierowy? Użyj go, wyrzuć, nie wrzucaj go do prania,
gotowe”.
Wybrałam
stal nierdzewną (a właściwie pomyślałam, że była bardziej w stylu Le Creuset).
Odrzuciłam też chybiony kaprys malowania łazienki dla gości na różowo (odcień,
który mu pokazałam, był bardziej brzoskwiniowy, ale nie poprawiłam go w tej
kwestii).
Ale
kupowałam ściereczki do naczyń. Były bardziej przyjazne dla środowiska, ale nie
chodziło tylko o to.
Wiele
ręczników do naczyń było ładnych i można je było zmienić na świąteczne i w
ogóle.
To
było coś, czego nigdy nie robiłam. Rzeczy, których nigdy nie miałam.
Ale
nie mogłam się doczekać.
To
były moje hołubione, ale ponure myśli, kiedy zabierałam śmieci po lunchu do
garażu i wracałam korytarzem, kiedy zobaczyłam Deke’a wchodzącego przez drzwi
prowadzące do wielkiego pokoju.
Spojrzał
na mnie, wskazał głową w kierunku mojej sypialni i zanim zdążyłam zapytać, co
się dzieje, wszedł do holu i skręcił w prawo, kierując się prosto do mojej
sypialni.
Deke
nigdy nie był w mojej sypialni.
Stanie
przy drzwiach było wystarczająco złe.
On
tam?
Katastrofa.
Kurwa,
moje łóżko było niepościelone i miałam cholerną nadzieję, że zamknęłam szuflady
szafki nocnej, albo że nie prowadziły do nich żadne kable, do których byłyby
podłączone specjalne ładowarki, bo moje wibratory dużo pracowały z Deke’iem w
pobliżu około sześć dni na siedem. A żadna dziewczyna nie chciała nikogo, ani
mężczyzny, ani kobiety, a zwłaszcza gorącego faceta z męskim kokiem, za którym
tęskniła, żeby zobaczył jej zabawki erotyczne.
Chyba
że dawała je jemu, żeby użył na niej.
Kurwa.
Weszłam
kiedy Deke był już w środku, ale stał na progu otwartych drzwi.
Rzuciłam
szybkie spojrzenie, gdy zamykał za mną drzwi i zobaczyłam, że szuflady szafki
nocnej były całkowicie zamknięte i nie było żadnych kabli.
Chwała
Bogu.
Deke
zaczął słowami - „Nie zapyta, Jussy, więc ja to zrobię”.
Odwróciłam
się do niego i odchyliłam głowę do tyłu, by złapać jego wzrok.
„Kto
nie zapyta o co?”
Skinął
głową w stronę drzwi - „Bub. Nie zapyta”.
„Nie
zapyta o co?” - zapytałam, kiedy Deke nie powiedział nic więcej.
„Poprzedzam
to mówiąc ci, bo jak powiesz nie, on nie będzie wiedział, że zapytałem i
wszystko będzie w porządku. Ja zrozumiem. Nawet gdyby dowiedział się, że zapytałem,
zrozumie to. To jest dużo. Ale wciąż pytam”.
Zrobiłam
krok w jego stronę, dopasowując swój głos do jego, który był niski i zażądałam
- „Koleś, wypluj to. Zapytasz o co?”
„Wiesz,
że Max płaci za nadgodziny półtora czasu pracy w dni powszednie. W weekendy
płaci dwa razy więcej”.
„Tak,
wiem o tym, Deke” - potwierdziłam.
„Zrobimy
gówno szybciej, jak w soboty popracuje ze mną inny mężczyzna. A bar robi dobre
obroty. Nie ucierpią, ale nie toczą się tym i zarówno Krys, jak i Bubba chcą
dać dobro swojemu dziecku, kiedy przyjdzie. Zwłaszcza Bub”.
Przysunął się jeszcze bliżej mnie, a ja
musiałam odchylić głowę do tyłu i modulować oddech, zwłaszcza gdy wyciągnął
rękę, a jego palce lekko dotknęły grzbiet mojej dłoni.
Przyjemność.
I
ból.
„Te
historie, które opowiadał” - kontynuował Deke - „…są zabawne, ale gdyby
powiedział coś z tego gówna przy Krys, nie śmiałaby się. To dlatego, że był
znany jako Imprezowy Bubba. Odjeżdżał od niej, żeby ją zdradzać, dobrze się
bawić, więcej wyjeżdżał niż był w domu. Kiedy go nie było, nie ma w cholerę mowy,
żeby opowiadał o tym swoim dzieciom i wnukom, bo to nie było w porządku, w
żadnej części wyobraźni, na sposób, w jaki zdradzał Krys i robił to bez przerwy”.
„O
mój Boże” - wyszeptałam, nie do końca mogąc uwierzyć, że Bubba, który
najwyraźniej uwielbiał Krystal, również ją zdradzał.
Stale.
Deke
skinął głową i mówił dalej.
„Prawie
im się nie udało. Odstawiła go. Wysuszył się, nie pije ani kropli, już nie, i
zrobił wszystko, żeby ją odzyskać. Nie widziałem, żeby patrzył na kobietę,
chyba że pomaga przy barze, i pyta ją, co chce wypić. Żyje dla Krys. Żyje dla
nich. Ale nadal rozumiem, że ma motywację, by udowodnić, że podjęła właściwą
decyzję, przyjmując go z powrotem. Minęły lata, ale on ją wyżymał i to pokuta,
którą trzeba zapłacić. Gdyby mógł wnieść trochę więcej, kiedy tylko mógł,
zmniejszyć ich brzemię, dać jej więcej, pomóc w ułożeniu ich życia, aby byli
gotowi na swoje dziecko, będzie chciał to zrobić. Więc jeśli możesz wziąć go w
soboty, nawet niewiele, by to wiele znaczyło”.
To
niewiele, by oznaczało, że w soboty nie miałabym Deke’a dla siebie.
I
nawet jeśli nie tego chciałam, uznałam to za dobrą rzecz.
Co
więcej, nienawidziłam tej historii, bo lubiłam Bubbę, ale znałam skutki zdrady.
Nie
chciałam tego dla Krystal i zastanawiałam się, czy to była część jej łez i
strachu w samochodzie, coś, co było zbyt intymne i może wstydliwe, by podzielić
się z kimś, kogo ledwo znała. To nie tylko strach przed niewiadomą, jaka będzie
jako matka, ale także to, czy ta ogromna zmiana w ich życiu może spowodować, że
Bubba powróci do swoich starych dróg, w tym zbłąkania.
To,
czego chciałam dla Krys, to żeby to niewiele znaczyło dużo.
Bonus,
w moim domu wszystko byłoby zrobione szybciej.
„Chcesz,
żebym ja go spytała, czy ty chcesz mu powiedzieć, że zgadzam się z tym?” -
powiedziałam w odpowiedzi.
Deke
uśmiechnął się do mnie.
Pozwoliłam,
żeby to karmiło moją duszę poety w jedyny możliwy sposób i odwzajemniłam
uśmiech.
„Zapytam
go, czy jest na to gotowy, mówiąc mu, że chcesz jak największego postępu, więc się
z tym godzisz. Ale wiem, że będzie tu w sobotę”.
„Fajnie”
- odpowiedziałam.
Kolejne
muśnięcie jego palców na grzbiecie mojej dłoni, zanim powiedział - „Wspaniale z
twojej strony, Jus”.
„Chcę
jak najwięcej postępów, Deke. Więc to nie jest wielka ofiara”.
Właśnie
wtedy dał kolejny prezent.
Więcej
przyjemności.
Więcej
bólu.
Deke
mrugnął do mnie.
Potem
wymamrotał - „Wracam do pracy” - odwrócił się i wyszedł przez drzwi mojej
sypialni.
Wpatrywałam
się w drzwi, myśląc, że Przyjemność i ból
to świetny tytuł dla piosenki.
Złapałam
więc notes, gitarę z podstawki w rogu pokoju i wyszłam na swój taras.
*****
Brzękałam
i na przemian notowałam, kiedy usłyszałam głębokie - „Yo”.
Odwróciłam
się na krześle Adirondack i zobaczyłam Deke’a stojącego kilka kroków przed
moimi otwartymi francuskimi drzwiami.
„Yo”
- odpowiedziałam - „Czas się zbierać?”
Nic
nie powiedział. Po prostu stał i gapił się.
Nie
na mnie. Nie na mnie z moją gitarą.
Na
notes balansujący na poręczy mojego krzesła.
„Deke”
- zawołałam, gdy przeciągało się jego nic nie mówienie.
Jego
ciało dziwnie się szarpnęło, a jego wzrok znalazł moje oczy.
„Tak,
czas się zbierać” - mruknął, brzmiąc tak samo dziwnie, jak wyglądało jego
szarpnięcie ciałem.
„Racja”
- powiedziałam, wstając i kładąc gitarę na krześle, czując się zabawnie z wielu
powodów.
Zdecydowanie
pracowałam, kiedy był w pobliżu, ale nigdy nie widział, jak to robiłam.
Pisałam
też tekst do piosenki, kiedy spotkał mnie po raz pierwszy.
Było
więc wiele dowodów na wiele rzeczy, które mógł wymyślić, a które mogły być
niewygodne, ponieważ nie podzieliłam się nimi z nim.
Nie
wiedziałam, co robić, bo po prostu tam stał, jego wzrok wędrował ode mnie, do
mojej gitary, do mojego notatnika.
„Deke”
- powiedziałam cicho.
Jego
uwaga wróciła do mnie.
„Jutro
o siódmej wracam z Bubem, Jussy”.
Jussy.
To
wskazywało, że wszystko było dobrze, nawet jeśli nadal wydawał się odsunięty w
sposób, w jaki nie był od początku.
I
wiedziałam, że patrząc na niego, że czas mojego spokoju, który przyszedł z
bycia tylko Jus, dobiegł końca.
Deke
i ja zostaliśmy przyjaciółmi. A przyjaciele nie ukrywali ważnych rzeczy przed
przyjaciółmi. Na przykład faktu, że ich ojciec był sławną, niestety już
nieżyjącą, gwiazdą rocka. Ich dziadek był taki sam. I poszli tymi śladami,
jakkolwiek krótka była ta ścieżka.
To
doprowadziłoby do podania mu mojego imienia i oczyszczenia tego spotkania,
które mieliśmy wcześniej.
To
było dziesięć minut siedem lat temu, ale jeśli pamiętałby sobie imię Justice,
to musiałoby się wydarzyć.
„Krys
mówi, że w Bubba’s gra zespół jutro wieczorem” - powiedziałam mu - „Masz ochotę
się tam spotkać, wychylić kilka piw?”
A ja podzielę się z tobą kupą
gówna, które może cię wkurzyć, ale musisz je znać, a najlepiej jest powiedzieć
ci to w miejscu publicznym, bo, jeśli stracisz rozum, nasza lokalizacja może
pomóc to powstrzymać, więc będę miała szansę wyjaśnić,
nie powiedziałam.
„Mam
plany”.
Strzała
prosto w serce.
Plany
na piątkowy wieczór dla mężczyzny, który wyglądał jak Deke.
Nie
chciałam wiedzieć, ale były różne opcje, ale jeśli ta, o której myślałam, to
faktycznie…
Nie
chciałam wiedzieć.
„Okej,
Deke” - odpowiedziałam, ale próbowałam dalej. Raczej wcześniej niż później. Nie
zwlekać. Już dość czekałam.
„Chcesz
wpaść dziś wieczorem?” - posłałam mu wymuszony uśmiech - „Pojadę do miasta, kupię
na wynos z włoskiego lokalu. Wypiję wino czerwonego z plastikowego kubka,
robiąc to z poczuciem winy za to, co ten kubek będzie oznaczał dla środowiska.
Możesz mieć piwo. I możemy wznieść toast za mój dodatek przyborów kuchennych,
po tym, jak kupię otwieracz do wina”.
„Wykończony, Jus. Dzięki, ale praca taka jak
dzisiaj wyczerpuje cię. Ale żebyś wiedziała, rozmawiałem z Bubbą. Jest włączony
w soboty, dopóki to trwa”.
Nie
był dupkiem i nie był zamknięty.
A
jednak był tym ostatnim.
Nie
mając innego wyboru, skinęłam głową - „Brzmi dobrze”.
Powiedziałam
to, ale mi się to nie podobało. Jak Bubba byłby od jutra do soboty, nie miałabym
czasu sam na sam z Deke’iem do poniedziałku.
Może
udałoby mi się namówić Krystal lub Jim-Billy’ego, żeby powiedzieli mi, gdzie
mieszka i wpaść w niedzielę.
Chociaż,
jeśli była jakaś kobieta, kobieta, która, powiedzmy, pakowała kanapki z
pieczenią na lunch Deke’a, nie chciałam trafić do niego w niedzielę (nie brałam
pod uwagę okoliczności, kiedy by zarywał laskę w Bubba’s, tamtego dnia kupiłam
dom – z drugiej strony ta laska mogła mieć siłę przetrwania, kolejny powód, dla
którego trzymał nas w strefie przyjacielskiej).
Ale
która kobieta pozwoliłaby swojemu facetowi iść na hot dogi i pianki z inną
kobietą, samemu, nawet jeśli byli przyjaciółmi, zwłaszcza jeśli jej facetem był
Deke?
Może
byli nowi, a ona nie pakowała jego kanapek z pieczenią na lunch każdego dnia.
Tylko w poranki po nocach, w czasie których została po tym, jak ją przeleciał.
Gówno.
„Jus?”
To
ja dziwnie się szarpnęłam, kiedy się na nim skupiłam.
„Jesteś
okej?” - zapytał.
Nie
byłam.
„Tak”
- powiedziałam mu.
„Dobrze.
Do zobaczenia jutro”.
„Okej,
Deke. Do zobaczenia jutro”.
Przechylił
głowę na pożegnanie i przeszedł przez moje drzwi, do mojej sypialni,
przechadzając się przez nią, jakby to była jego sypialnia i zniknął w cieniu
domu.
„Okej”
- szepnęłam do okien - „To było dziwne i to złe dziwne i mogło być bardzo złe dziwne”.
Może
to tylko moje zwidy, ale wyglądało na to, że okna się zgadzają.
*****
„Nie
robimy tego tak często” - Lauren, żona Tate’a, krzyczała na mnie przez zespół
grający następnego wieczoru w Bubba’s. Siedziała na stołku pomiędzy Jim-Billy i
mną na końcu baru - „Krys przedstawiła to jakiś czas temu. Zyskało popularność
- Uśmiechnęła się - „Jak widzisz”.
Spojrzałam
z jej wspaniałej twarzy na bar, który falował. Poza tym stwierdzenie, że
pasowała do Tate’a, było niedopowiedzeniem. Byli jak Barbie i Ken po
czterdziestce, gdzie Barbie miała zabójczy tyłek, a Ken nie był Kenem, ale GI
Joe, z wyjątkiem dłuższych włosów, brody i dużo bardziej twardzielem.
„Kilka
barów w Gnaw Bone ma muzykę na żywo” - krzyczała do mnie Lauren - „Zgarniają
to. Mamy parę przyjaciół, Zarę i Hama, mieszkających w Gnaw Bone. Ham prowadzi
tam jeden z barów. To konkurencja” - powiedziała, wciąż się uśmiechając, jakby
tak naprawdę nie było, a jeśli to była ta konkurencja była przyjazna - „To
podsunęło Krysi pomysł”.
Kiwnęłam
głową, odkrzykując - „I to dobry!”
Odwzajemniła
moje skinienie głową i odwróciła się do zespołu, co też było dobre. Oczywiście
słyszałam lepsze piosenki i to było w salonie mojego taty, ale te nie były do
niczego.
Zrobiłam
co w mojej mocy, by wślizgnąć się niezauważona, ponieważ spokój bycia po prostu
Jus może mógł być dla mnie spełniony z Krys, Jim-Billy’m, Bubbą, Tate’m,
Lauren, Sunny, Shambles’em i wkrótce Deke’iem, ale wciąż byłam tam dla
wszystkich innych.
A
mając wokół siebie muzyków, wiedziałam, że lepiej nie być jako Justice
Lonesome.
Nie
byłam Johnny’m i nie byłam Lacey, ale byłam piosenkarką, autorką tekstów,
producentką, gitarzystką i wieloma w biznesie, dokładnie tymi, którzy grali w
barze motocyklowym, bez względu na to, jak daleko byli od blichtru (a może
właśnie tych) i nie interesowali się Lacey Town, która nie pisała własnej
muzyki ani nie grała na instrumencie.
Ale
znaliby takich jak Jerry, Johnny, Jimmy, Tammy, Blue Moon Gypsies… i mnie.
Wyglądało
na to, że mi się udało, ciesząc się kilkoma piwami i lepiej poznając Lauren.
Teraz
zespół zaczął grać, było głośno i nie można było nikogo lepiej poznać bez krzyczenia.
Tego
dnia Deke znowu nie był zamknięty, nawet gdyby chciał nie mógł tego zrobić, gdy
Bubba był w pobliżu, ponieważ Bubba był tym, jakim go taktowałam, odkąd go
pierwszy raz spotkałam. Dobry stary chłopiec pełen dowcipów i opowieści oraz
niekończącego się zapasu koleżeństwa.
Wrócili
następnego dnia, więc nie mogłam usiąść z Deke’iem. Musiałam przejść przez
bardziej dziwne, a potem poczekać, aż będę miała go w poniedziałek.
I
to było dużo czasu, aby utknąć w swojej głowie, zastanawiając się nad
wszystkimi możliwymi reakcjami, nie wymyślając nic dobrego i pozwalając, by cię
to pożerało, więc stawałaś się nerwowym wrakiem i pieprzyłaś to wszystko, zanim
faktycznie miałaś swoją szansę na naprawienie rzeczy.
Już
spieprzyłam. Powinnam była mu powiedzieć wcześniej – o tym wszystkim.
Mr
T byłby mną rozczarowany.
Spojrzałam
na przód baru, gdzie odsunęli i zmiażdżyli razem stoły, aby mogli położyć
prowizoryczną scenę. A ja obserwowałam i słuchałam zespołu, pamiętając, jak
dziadek opowiadał mi historie z drogi. Speluny. Knajpy. Grając za gotówkę
przekazaną na koniec koncertu, gotówkę ledwo starczającą na zatankowanie
samochodu i kupienie zespołowi na koniec koncertu nocnej kolacji. Czasami
brakowało gotówki, więc sprawy były ryzykowne. Więc kiedy stali się więksi,
bardziej znani, co oznaczało więcej tyłków na siedzeniach, a nawet podróżujących
groupies, musieli zatrudnić menedżera, który był głównie egzekutorem, żeby nikt
ich nie wypieprzył.
Tata
miał trochę tego. Musiał utorować sobie część własnej drogi. Udowodnić jego krew.
Pokazać, że miał to, co trzeba i mógł dać wszystko, co miał do zaoferowania.
Nie
miałam tego.
Miałam
za to trzy wytwórnie płytowe tłoczące moje płyty i byłam producentem.
Rozejrzałam
się po barze, widząc, jak ludzie tańczyli tyłkami na krzesłach, inni po bokach tańczyli
po prostu na nogach.
I
rozejrzałam się dookoła z dziwnym uczuciem w żołądku – złym rodzajem nostalgii.
Ale
także uczuciem tego rodzaju, jakie czasami ogarniało mnie koło Deke’a.
Tęsknota
za posiadaniem czegoś tak bliskiego, czego tak bardzo pragnęłam. Coś, czego
miałam posmak, kawałek. Ale nigdy nie spróbowałam tego w pełni, bo nie było moje.
Czułam
to wszystko, myśląc, że mogłabym być zabójcza w drodze, gdyby była dla mnie.
Ludzie
przychodzący w piątkowy wieczór po dobrą zabawę, kilka drinków i ten klimat. Po
prostu miłość do nut przez wzmacniacz, tekstów przez mikrofon, tak blisko
publiczności, że można było zobaczyć, jak porusza się przez nich. Ich głowy
kiwają się. Ich usta się poruszają.
Ich
ciała się kołyszą. Głośno czy cicho, moment połączenia trwał tak długo, jak przedstawienie.
A potem następne. W międzyczasie i po zakończeniu koncertu piłeś w barze wśród
swoich ludzi. Nie zabierali cię do garderoby.
Zawsze
byłeś w centrum tego, tworząc to, budując to, to połączenie. Muzyka, jedna z
niewielu rzeczy, które tylko czyniły życie dobrym, byłeś nią, aż do każdej nuty tej nocy w barze pośrodku pustkowia.
Piosenka
się skończyła i przestałam kiwać głową, patrząc na wokalistę, bo zespół nie
przeszedł od razu do kolejnej piosenki.
Zaczął
mówić.
„Nie
ma możliwości, by uwierzyć, że trafiliśmy na ten występ i jesteśmy w obecności
wielkości”.
Moja
skóra głowy zaczęła mrowić.
Ocho.
Głowy
Laury i Jima-Billy’ego zwróciły się w moją stronę.
Może
nie zakradłam się niewidzialna.
Gówno.
„Ale
byliśmy i cholera” - kontynuował
prowadzący - „Wiem, że wiecie, że byłoby więcej niż fajnie, gdybyśmy mogli
namówić piękną, utalentowaną, zajebistą Justice Lonesome do wejścia na scenę i
przyłączenia się do nas na kilka piosenek.”
Nie.
Nie
byłam nie zauważona.
„Cholera,
do diabła, gówno, gówno, gówno” - skandowałam i robiłam to, starając się nie
poruszać ustami, wpatrując się w scenę, na której główny wokalista dawał mi
teraz szeroki rock’n’rollowy uśmiech jesteś w strefie.
Nie
można było tego odmówić.
Nikt
nie mógł odmówić tego, nie wychodząc na dupka.
Cholera,
byłam z ojcem więcej razy, niż mogłam zliczyć, w ciemnym zaułku, myśląc, że
jesteśmy incognito, po prostu chcąc wziąć udział w występach lokalnego zespołu,
a on został wezwany.
Nigdy
nie odmówił wejścia na scenę.
Ani
razu.
„Cholera,
do diabła, gówno, gówno, gówno” - skandowałam ponownie.
„Co
powiesz, Justice?” – podpowiedział wokalista, jego uśmiech zgasł, a ja
poczułam, ale nie patrzyłam, żeby zobaczyć ludzi rozglądających się dookoła, by
dowiedzieć się, o kim mówi, pobudzonych ciekawością nie tylko słowami tego
mężczyzny, ale także wspomnieniem nazwiska Lonesome.
Albo
kto mnie znał i po prostu szukał mnie.
„Nie
martw się, siostro, mam strzelbę z tyłu” - Usłyszałam dekret Krys i odwróciłam
głowę, żeby zobaczyć, jak wychodzi zza baru.
Spojrzałam
na nią, zszokowana tym, że Jim-Billy nie skłamał.
Zmierzała
po swoją strzelbę.
„Nie!”
- wyszeptałam głośno.
Cholera,
do diabła, gówno, gówno.
Krys
skrzywiła się na mnie.
„To
jest dobre” - zdecydowałam werbalnie - „Już czas. To musi wyjść. To świetna
atmosfera. Równie dobrze może być teraz. Zrobię to”.
Ciągle
rzucała mi spojrzenie, które było również inspekcją.
„Jesteś
pewna?”
Nie
byłam.
„Jasne”
- odpowiedziałam.
Oczy
Krys powędrowały poza mnie do Lauren - „Ona nie jest pewna”.
„Nieważne,
zamknij się, idę” - powiedziałam.
„Nie
mów mi, żebym się zamknęła” - warknęła.
Nie
mogłam teraz tego zrobić z Krystal.
Więc
nie zrobiłam.
Spojrzałam
przez Lauren, zobaczyłam, jak Jim-Billy mnie obserwuje, i poczułam, jak jego
dłoń chwyta moją i ściska ją, gdy przechodziłam obok niego i słyszałam sztywne
klaskanie, które stawało się coraz mniej nienaturalne, coraz silniejsze, aż
rozległo się kilka pohukiwań i jeszcze kilka wrzasków, gdy zrobiłam pierwszy
krok na scenie.
Uśmiechnęłam
się swoim scenicznym uśmiechem, uścisnęłam dłonie zespołowi, wydobyłam ich imiona,
poczułam, jak zbliżają się do siebie, a jeden z nich podał mi gitarę.
Potem
wręczył mi kostkę.
„Ekstra”
- powiedział - „Podłączyłem cię do wzmacniacza. Możesz dawać”.
Wspaniale.
„Ogniwa Siatki” - zadeklarował wokalista
- „Wibracje są do szaleństwa, ale byłoby zajebiście, Justice, zrobić z tobą Ogniwa Siatki”.
Był
nakręcony. Widziałam to. Odchodził od zmysłów, że stał na scenie z Lonesome.
Ale
nie było mowy, żebym zrobiła Ogniwa
Siatki. Nie chciałam zawieść faceta, żadnego z nich, ale to się po prostu nie
działo.
„Ten
klimat, ten bar, chłopcy, mam lepszy pomysł” – powiedziałam im.
Skulili
się i musieli mnie lepiej niż trochę znać, bo wszyscy natychmiast zrezygnowali
z Ogniwa Siatki, aby robić to, co
zawsze robiłam na swoich koncertach.
Hołd
złożony mojej mamie.
Naciągnęłam
pasek od gitary przez głowę i położyłam go na ramieniu.
Podeszłam
do statywu, dopasowując mikrofon do mojego wzrostu.
Chłopcy
przenieśli się na swoje miejsca.
Spojrzałam
na tłum i przyłożyłam usta do mikrofonu.
„Cześć.
Jestem Justice”.
Wszyscy
zerwali się na równe nogi, wiwatując i krzycząc, nawet jeśli mnie nie znali, to
wieść rozeszła się od tych, którzy to znali.
Albo
po prostu to poczuli.
Na
scenie to po prostu z nas wyciekało: Jerry, Johnny, Justice.
Nie
zatrzymywaliśmy tego.
Cholera,
gówno, gówno, gówno, gówno.
„Dam
wam trochę tego, co dawał mi mój tata Johnny i zrobię to w kilku piosenkach,
które kochała moja mama” – powiedziałam im.
Więcej
wiwatów.
Spojrzałam
na gitarę, przyłożyłam kostkę do kilku strun.
Stojąc
na scenie przed tłumem, z wzmacniacza wypływały nuty niczego.
I
wprost przeze mnie, wypełniając mnie, nasycając,
dodając do mojego systemu coś tak integralnego jak woda, kalorie, tlen.
Kiedy
poczułam, że – uczucie, które przypominało utratę kończyny, która odrosła, a
może ich cztery – bez wahania i z potrzebą, której zaprzeczałam przez pół
dekady, zerknęłam przez ramię na zespół, odwróciłam się do mikrofonu, przyłożyłam
palce do progów, zagrałam dwie nuty i zaśpiewałam trzy słowa do mikrofonu…
Potem
znowu te dwie nuty i jeszcze dwa słowa…
I
stało się.
Na
mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a Lonesome wystrzelił prosto ze mnie,
gdy grałam i śpiewałam „Kiedy będę kochana[1]” Lindy
Ronstadt.
Tłum
oszalał.
Jeden
z chłopców wyrzucił początek „It’s So Easy[2]” i
wróciłam do mikrofonu, przyciągnięta do niego w sposób, któremu nawet nie
próbowałam się oprzeć.
Nie
wyczyściliśmy pierwszego wersu, kiedy spojrzałam kącikami oczu, aby przyjrzeć
się publiczności po mojej prawej i zobaczyłam go.
Głowa
i ramiona Deke’a nad plecami stojącego tłumu przyciśniętego blisko stołów.
Nie.
Cholera,
nie.
Przedstawienie
trwało. Musiało.
Niezależnie
od wszystkiego.
Więc
śpiewałam dalej, odwracając głowę i wpatrując się w jego pustą twarz.
Jego
wyraz twarzy nie zdradzał niczego, ale jego oczy były przyklejone do mnie.
To
była świetna piosenka. Kochałam tę piosenkę. Moja matka kochała, potem
nienawidziła (z powodu taty i tego, w co ta piosenka się zmieniła), a potem
znów pokochała tę piosenkę.
Ale
w tej chwili, patrząc w oczy Deke’a, mówiłam nią o wiele za dużo.
Ciągle
mu to śpiewałam. Nie mogłam przestać. Muzyka wychodziła ze mnie, komunikując
się przeze mnie (tym razem właśnie do Deke’a) i byłam Lonesome. To było w moim
DNA. Gdybym mogła użyć tego do powiedzenia tego, co mam do powiedzenia, zrobiłabym
to, a mój mózg nie mógłby mnie tego powstrzymać.
Musiałbyś
wyrwać mi gitarę z rąk i zakneblować mnie.
A
„It’s So Easy” nie zawierało wielu różnych słów.
Ale
dla Deke’a to i tak mówiło wszystko.
Udało
mi się oderwać od niego wzrok podczas brzęczącej gitarowej solówki.
Ale
podczas harmonii na końcu i moich ostatnich nut moje włosy fruwały wszędzie,
gdy szarpnęłam pasek gitary przez głowę, nie trzymając gitary przed nikim,
mówiąc do mikrofonu, gdy piosenka była skończona - „Dziękuję. Dziękuję za
słuchanie. Teraz cieszcie się tym niesamowitym zespołem.”
Zrobiłam
to, ponieważ Deke wysuwał się.
Jeden
z chłopaków z zespołu wziął gitarę. Szybko wymamrotałam podziękowania i inne
rzeczy związane z muzykami i zbiegłam ze sceny, zeskoczyłam, przepchnęłam się
przez klaszczący, krzyczący tłum i wypadłam przez drzwi, by trafić w zimną noc
i nie zobaczyć nic poza pełnym parkingiem.
Spojrzałam
w lewo. Spojrzałam w prawo. I na szczęście dla mnie (lub nie, jak miałam się
przekonać), był mężczyzną, którego łatwo było zobaczyć, nawet z daleka.
„Deke!”
- krzyknęłam, rzucając się w tę stronę, moja długa, błyszcząca cygańska
spódnica spływała do tyłu, moje kowbojskie buty uderzające o chodnik nie
zagłuszały muzyki, nawet jeśli przeciekała ze środka przez betonowe ściany Bubba’s
- „Deke!”- krzyknęłam ponownie, gdy zobaczyłam, jak przerzuca długą nogę przez motocykl.
Już nie truchtałam, teraz biegałam sprintem.
Spojrzał
na mnie i patrzył, jak pokonuję ostatnie piętnaście kroków, zatrzymując się na
niemal poślizgu u jego boku i biorąc głęboki oddech.
Spojrzałam
w jego obojętną twarz.
„Deke”
– szepnęłam.
„Nie
powinnaś skracać występu” – odpowiedział.
„Ja…”
„Rozumiem, Jus” – powiedział, jego słowa były
ucięte - „Że byłaś Jus. Tylko Jus. To było dla ciebie ważne, szczególnie w
takiej chwili. Łapię to. Pewnie nie jest łatwo być tobą. Jak tata. Ludzie chcą
kawałek ciebie”.
Przysunęłam
się bliżej, niepewna, czy podnieść rękę i dotknąć go, uważnie obserwując jego
twarz.
„Chciałam…”
Wskazał
głową na bar - „Masz to, co miał twój tata. Powinnaś coś z tym zrobić”.
Moje
usta się zamknęły.
Nie
znał mnie.
A
przynajmniej części mnie Justice Lonesome.
Potem
udowodnił, że się mylę.
Częściowo.
„Wydobywając
to, spotkaliśmy się” - oznajmił.
„Co?”
- znowu szeptałam.
„Lata
wstecz. W noc, kiedy moja mama miała pierwszy atak serca. Spotkaliśmy się w
barze w Wyoming”.
Pamiętał?
Zaczekaj.
W
nocy, kiedy jego matka miała atak serca?
Znowu.
Zaczekaj.
Jej
pierwszy?
Jego
oczy powędrowały do moich włosów, a potem z powrotem do mnie - „Zła noc,
usłyszałem wieści, wystartowałem, prawie ją straciłem” – stwierdził bez emocji
- „To był jej trzeci atak serca kilka lat później, który ją w końcu wykończył,
ale ten pierwszy mną wstrząsnął. Twoje włosy. Te oczy. Wiedziałem, że skądś cię
znam, musiałem zablokować to, bo tamta noc i następna, jakkolwiek wiele było cholernie
do bani. Widziałem cię dzisiaj z notesem. Przyszło to do mnie. Spotkałem cię
tamtej nocy i miałaś prawie taki sam notatnik. Byłaś na ranczo dla gości. Nie
pamiętasz, ale się spotkaliśmy”.
„Pamiętałam”
- powiedziałam mu cicho - „Po prostu myślałam, że ty nie”.
Skinął
głową, od razu to wyrzucając.
Być
może.
„Więc
nie, Justice”.
Nie,
do cholery.
Nie
dałam mu Justice.
Podeszłam
bliżej - „Deke…”
„Rozumiem.
To musi być trudne, być tobą”.
„Jest
więcej do powiedzenia”.
„Nie
całkiem. Masz sławnego tatę. Od cholery pieniędzy. Jeszcze więcej talentu.
Odszedł, nie zwracam uwagi na to gówno, ale nadal wiem, że media żywią się
wszystkim, o ile jest gówniane. Jak wpadniesz w szał, dostaną szansę, aby żywić
się na twoim żalu. Twój brat to dupek, więcej paliwa do tego ognia. Znikasz w
górach. Rozumiem”.
Właściwie,
na szczęście, media nie skupiły się jeszcze na tym, co robił Mav.
Nie
podzieliłam się tym z Deke’iem w tym momencie.
„Jest
to i inne rzeczy, Deke” - powiedziałam mu - „Możemy gdzieś iść? Porozmawiać?”
„O
czym, Jus?” - zapytał - „Rozumiem”.
„Inne
rzeczy” - powtórzyłam.
„Nie
musisz dawać mi tego, czego nie chcesz. Nie mam powołania do posiadania tego.
Nie chcę tego. Wyjaśniam to jasno, abyś wiedziała”.
Na
jego słowa cofnęłam się o krok.
Spojrzał
na moje stopy, a potem na mnie.
Było
późno. Ciemno. Ale Krystal i Tate nie opierdalali się w oświetlaniu swojego
parkingu.
Widziałam
jego wzdrygnięcie, zanim je ukrył.
Wiedział,
jaki cios zadał i zrobił to w wielkim stylu.
Tańczyliśmy
wokół tego, że ja byłam w jednym miejscu, on w innym i oboje wiedzieliśmy,
czego jedno chce, a drugie nie.
To,
że ja go pragnę, a Deke nie chce mnie w ten sam sposób.
Przesunął
granice, dał mi przyjacielską atmosferę.
Ale
zrobił to, nigdy nie będąc kutasem w ustalaniu dokładnie, jakich granic nigdy
nie przekroczymy.
Aż
do teraz.
„Jus…”
„Wyglądasz,
jakbyś chciał wracać do domu, więc pozwolę ci to zrobić” - mruknęłam,
przesuwając się, by się odsunąć.
Deke
złapał mnie za przedramię.
Zwróciłam
na niego wzrok.
„Jus”
- powiedział miękko, jego dłoń nacisnęła, jakby chciał mnie zbliżyć.
Nacisnęłam
w drugą stronę, wysuwając się z jego uścisku.
„Do
zobaczenia jutro, Deke”.
Zaczęłam
odchodzić.
„Jus…”
Odwróciłam
się do niego.
„Przykro
mi z powodu twojej mamy” - powiedziałam - „Nienawidzę tego. Bardzo mi przykro.
Oboje rodzice odeszli, to jest dla ciebie do bani i rozumiem, że to w dużym
stopniu. Ale mam nadzieję, że nie zrozumiesz tego źle, kiedy powiem, że dobrze
jest w końcu wiedzieć, dlaczego mnie wystawiłeś”.
Kolejne
wzdrygnięcie przed - „Jussy…”
Nie
chciałam uciekać. Nie chciałam robić z tego większego dramatu, niż był.
Więc
po prostu uniosłam za siebie rękę w machaniu na pożegnanie, nie patrząc na
niego, ale naprawdę szybko wróciłam do baru.
Chwilę
zajęło mi zmuszanie się do uśmiechów, zatrzymywanie się i zrobienie kilku
zdjęć, nabazgranie swojego imienia na kilku serwetkach, ale w końcu dotarłam do
torebki przy barze.
Wymamrotałam
gówno, którego nie pamiętałam, żeby wyrwać się z rozmowy z Krys, Lauren,
Jim-Billy.
Potem
wyszłam, idąc do mojego pickupa.
W
tym wszystkim Deke nie przyszedł po mnie.
I
zdałam sobie sprawę, że uzależniałam się teraz od bólu, który przychodził z
coraz mniejszą przyjemnością, bo poddawałam się temu bólowi, gdy szłam do samochodu.
To
znaczy, że spojrzałam w stronę, gdzie był motocykl Deke’a.
Zarówno
motocykl, jak i Deke zniknęli.
*****
Deke
Piosenka
Jussy Ogniwa Siatki rozbrzmiewała z
jego telefonu, kiedy Deke siedział na kanapie w swojej przyczepie i czytał
wpisy w internetowej encyklopedii.
Miała
rację. Były inne rzeczy do omówienia.
Dużo.
Ogniwa Siatki
nie było czymś, co normalnie by lubił. Gówno
jak Allman Brothers i Foo Fighters było.
I
Johnny Lonesome.
Ale
było pięknie.
Głos
Jussy śpiewającej jej własną piosenkę był lepszy niż to, jak stała na scenie w
barze dla motocyklistów, wykrzykując Lindę Ronstadt, a ona tym, kurwa, powalała. Ronstadt miała jeden z
najlepszych głosów w branży. Ta słodka dobroć, która może powalić jak cios.
Wznieść się z tego niskiego poziomu w górę skali, aby uderzyć wysoko i ani razu
nie stracić mocy.
Jus
to miała.
Ona
też miała prezencję. Jej uśmiech, Chryste. Wiele razy powaliła go nim, siedząc z
nim w jej popieprzonym domu i jedząc kanapkę.
Na
scenie była spektakularna.
Czytając
o niej, Deke zobaczył, że nie był jedyną osobą, która tak myślała.
Jeden
własny album, nominowany do nagród. Trasa, podczas której krytycy zachwycali
się jej występami na żywo. Pisała dla Blue Moon Gypsies i miała ponad
kilkadziesiąt innych osiągnięć, w tym jako producentka. Kurwa, znał nawet każdą
z jej piosenek, które wykonywali Gypsies, bo mógł nie słuchać piosenek takich
jak Ogniwa Siatki (a nawet jeśli nie,
nadal uważał, że to cholernie wspaniała piosenka), słuchał Gypsies, w tym ich
wolniejsze rzeczy, które zrobiła dla nich Jussy.
Była
poza jego zasięgiem.
Wiedział
to w chwili, gdy weszła do Bubby. Nie wiedział, z tą szlajającą się biker baby,
którą udawała ze swoimi dziewczynami wiele lat temu w Wyoming, wchodząc w tę
rolę tak całkowicie, że nie wyczuł tego od pierwszego wrażenia, by była tym,
kim była. Ale wiedział od pierwszego spotkania w Carnal, że była nietykalna.
Teraz
wiedział, że nie była po prostu nietykalna, ona nie znajdowała się nawet w jego
stratosferze.
Nawet
jeśli Deke zdołałby przejść przez barierę pracy dla jej (a nie mógł), potem
barierę pieniędzy (i tego też nie mógł), a następnie barierę życia bez korzeni
(a to również nie miało się wydarzyć), tego nie mógł ominąć.
Prawdę
powiedziawszy, tamtej nocy zrobił to cicho, a nie do końca brzydko, ale nadal
uderzył, wkurzony z jakiegokolwiek powodu, nie chcąc pokazać tych uczuć i był szczerym
kutasem.
Nie
zasłużyła na to. Trzymała siebie dla siebie, strzegąc się z dobrych powodów
przez życie, które prowadziła, a on wiedział od kilku dni, że dotarła do tego, że
była gotowa podzielić się tym z nim.
Ale
powody, dla których trzymała to dla siebie, były dobre. Nikt nie mógł tego
mieć, dopóki Jus nie zdecydowała się tego dać.
Podniósł
głowę, od wpatrywania się niewidzącym wzrokiem w swój telefon do wpatrywania
się niewidzącym wzrokiem w swoją przyczepę.
Kurwa,
musiał ich tam zabrać. Musiał zrobić wszystko, co mógł, aby uleczyć ten ból, bo
pomimo, że to było tak walnięte, jak było, nadal uważał, że bardziej bolało go to,
że ją zranił niż cios, który jej zadał i doszedł do wniosku, że miał rację, gdy
poczuł ten ból.
Ale
zadał jej ból, widział to, nienawidził tego, więc musiał coś z tym zrobić.
Ona
coś dla niego znaczyła i nie ukrywała, że on zaczynał coś dla niej znaczyć.
Złamał to, więc musiał to naprawić.
Wpatrywał
się w telefon w swojej dłoni, gdy Ogniwa
Siatki przeszło do innej piosenki, która należała do Jussy.
Przy
jej wpisie w internetowej encyklopedii było zdjęcie. Stała przy mikrofonie, z
opuszczoną brodą i przekręcona, jakby patrzyła na swoją gitarę.
I
uśmiechała się tak, jak zawsze się uśmiechała. Dużym, szczerym i otwartym
uśmiechem. Jak dziś na scenie. Jak siedząc w jej popieprzonym domu na płycie
gipsowo-kartonowej, kiedy jedli kanapki.
Dużym,
szczerym i otwartym.
I
tak cholernie wspaniałym, że prawie trudno było w to uwierzyć.
Deke
nigdy się nie dowie, jak ten uśmiech zmieniłby się po tym, jak zmusiłby ją do
dojścia. Po tym, jak zrobiłby jej śniadanie. Po tym, jak zsiadłaby z tyłu jego motocykla,
kiedy skończyliby przejażdżkę.
Dobrze jest w końcu wiedzieć,
dlaczego mnie wystawiłeś.
Te
myśli były jedynymi w jego głowie, nie pomyślał o tym, zanim to zrobił, ale
zrobił to i jego telefon przecinał powietrze, uderzając o wąską ścianę przy
maleńkim aneksie kuchennym.
Pracował
na budowie i prowadził takie życie. Nie potrzebował wiele, a częścią tego,
czego nie potrzebował, było spieprzyć swój telefon, więc musiał kupić nowy.
Oznaczało to, że miał na sobie futerał ochronny, więc odbił się od ściany,
blatu, na podłogę bez zadrapania.
Ale
ekran został dotknięty w taki sposób, że muzyka umarła.
Głos
Jussy ucichł.
I
właśnie wtedy zadziałało to dla Deke'a.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️😘
OdpowiedzUsuńDziękuję❤
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńOj chyba nie za dobrze przyjął prawdę o Jusssssss :( szkoda
CZekam na kolejny rozdział.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDeke zasłużył sobie na kilka zimnych dni.
Ale Jussy jest wrażliwcem i podejrzewam ze długo pizy królowej lodu nie uda jej się utrzymać.