czwartek, 27 stycznia 2022

7 - Przyjemność i ból

 

Rozdział 7

Przyjemność i ból

Justice

 

 

 

„Nie zrobiłeś tego” - oświadczyłam, wpatrując się w Bubbę, który właśnie ugryzł ogromny kęs kanapki z indykiem, którą mu kupiłam (a kupiłam jeszcze jedną dla mnie i drugą dla Deke’a).

„Boli mnie to, że muszę to powiedzieć, ale zrobiłem” - potwierdził Bubba, nie wyglądając, jakby to w ogóle bolało.

Zwróciłam uwagę na Deke’a.

„Nie mogę potwierdzić. Nie było mnie tam” - stwierdził - „I cieszę się”.

No pewno.

Spojrzałam z powrotem na Bubbę.

„Nie mam pewności, nie miałam okazji go zapytać, może się mylę i obraca się tam, gdzie sam chce. Ale Bob Seger może też być mistrzem rockowego gawędziarza, który nie przepada za mężczyznami, którzy rozbierają się do swoich obcisłych bieli i tańczą do Old Time Rock and Roll”.

„Ogólnie rzecz biorąc, Tom Cruise ma za co odpowiadać” - mruknął Deke, a ja zwróciłam do niego roześmiane oczy i uśmiechnięte usta.

Spojrzał na moje usta, jego szczęka wyraźnie się zacisnęła, zanim odwrócił wzrok i poluzował ją, by ugryźć kolejny kęs swojej kanapki.

„Przegrałem grę w bilard” - Bubba przypomniał mi tę część swojej historii, zanim zdążyłam dojść do wewnętrznego zrozumienia, dlaczego szczęka Deke’a zacisnęła się, gdy na mnie spojrzał.

Prawdopodobnie to dobrze.

„Dlaczego do diabła miałbyś się założyć podczas gry w bilard, że rozbierzesz się do bielizny i zatańczysz do Segera w barze?” – zapytałam Bubbę.

Bubba uśmiechnął się do mnie - „Bo nie sądziłem, że przegram, a kobieta, z którą grałem, wyglądała o wiele lepiej w swoich spodniach i wiem o tym, bo to była Krys”.

Wybuchnęłam śmiechem.

„Te szalone czasy się skończyły” - kontynuował Bubba, kiedy mój śmiech ucichł, robiąc to z błyszczącymi oczami - „Nie tęsknię za nimi. Po prostu cieszę się, że mam kilka dobrych historii do opowiedzenia moim dzieciom, a potem wnukom, które one mi dadzą, kiedy nadejdzie ten czas”.

„Zawsze najlepiej mieć ich zapas, im bardziej żenujących, tym lepiej” – odpowiedziałam.

„Myślę, że to oznacza, że Bubba będzie najlepszym tatusiem i dziadkiem, jaki kiedykolwiek istniał” - zauważył Deke.

„Założę się o swój tyłek” – zgodził się Bubba z dumą.

Znowu zaczęłam się śmiać. Bubba śmiał się razem ze mną. Deke po prostu pozwolił, by jego usta drgnęły.

Ponieważ drgnięcie jego warg spowodowało skurcz łechtaczki, było to zarówno pyszne, jak i frustrujące.

Jedliśmy dalej. Bubba opowiedział więcej historii. Każda z nich była bardziej szalona niż poprzednia, co oznaczało, że kiedy nadejdzie czas, zawstydzi swoje dzieci, zapewniając jednocześnie paszę do tego, co powinni zrobić, tak jak robił to ich tata.

Wysysaj z życia jak najwięcej, póki je masz.

Potem skończyliśmy z kanapkami, chipsami i codziennym wkładem Shamblesa do naszego lunchu (ciastka z masłem orzechowym Reese’s Pieces, bo masło orzechowe było tematem dnia).

Chłopaki zabrali się z powrotem do pracy, a ja zabrałam się do ograniczonego sprzątania po lunchu.

Był czwartek, tydzień po hot dogach i piankach z Deke’iem.

Mieliśmy Bubbę na ten dzień i następny, aby pokryć płytą gipsowo kartonową wyższe partie ścian i zacząć sufity.

Mężczyźni nie sądzili, że wszystko załatwią w ciągu tych dwóch dni, ale nie opierzali się.

Jeśli chodzi o Deke’a, pierwszą rzeczą, jaką zrobił w piątek po naszym pieczeniu hot dogów, kiedy wrócił do mojego domu do pracy, było danie mi kilku gniazdek w głównym obszarze, a po zrobieniu tego przyniósł trzy rozklekotane (ale działające) lampy stojące, które podłączył.

Potem polecił mi - „Zostaw je na noc, Jus. Nie musisz łamać kostek, jeśli musisz przejść przez tę przestrzeń, a ludzie, którzy mogą być w pobliżu, muszą zobaczyć, że w tym domu jest ktoś. Tak?”

Zauważyłam, że gniazdka i oświetlenie w tej okolicy były priorytetem, ale nie wspomniałam o tym, bo wszystko było i nie chciałam zadzierać z jego charyzmą i prosić o coś, czego nie było w harmonogramie wykonawców.

Ale i tak mi to dał.

Deke troszczył się o mnie.

Przyjemność i ból.

Na to składały się moje dni.

Część przyjemności polegała na tym, że po założeniu mi gniazdek Deke spędzał czas na tamtym, teraz faktycznie robiąc poważne postępy w dawaniu mi ścian. Całość na dole była gotowa. I oklejał je taśmą, bo potrzebował dodatkowego człowieka, który pomógłby mu wnieść arkusze płyt kartonowo gipsowych na górę, aby mógł zacząć tam.

Część bólu nadeszła w dniu, w którym mi powiedział, że, kiedy go będziemy mieli, Bubba w tym też będzie pomagał. Powiedziałam Deke’owi, że mogę mu pomóc wnieść płytę gipsowo-kartonową na górę.

Następnie poprosił mnie o pomoc w podniesieniu jednej partii, która składała się z dwóch arkuszy.

Był mocarny i podniósł swój koniec, jakby mógł również rzucić podwójne prześcieradło w powietrze na podest na piętrze. Ale mimo to ledwo to podnieśliśmy, a położyłam swój koniec i ogłosiłam, że chciałabym cieszyć się swoim domem, kiedy będzie gotowy i zrobić to bez przepukliny.

Ból był w darze, który dał mi po tym, jak to powiedziałam. Tym prezentem był on wybuchający śmiechem, wypełniający moją szaloną przestrzeń głębokim, nieprzemijającym pięknem swojej wesołości w sposób, w jaki wydawało się, że przechodził przez płytę gipsowo kartonową, którą postawił, piankową izolację, w którą wdmuchiwał, aby się tam szczęśliwie osadzić na wieczność. Wszystko, co musiałam zrobić, żeby to przywołać, to podejść do ściany, którą mi dał, przyłożyć do niej ucho, a bogaty śmiech Deke’a zabrzmiałby mi w uchu jak fale w muszli.

Nie skończył z hojnością w stylu Deke’a, o której nie miał pojęcia, że mi dawał, kiedy podszedł do mnie, ujął mój kark w swoją wielką dłoń i kołysał nią całe moje ciało przez kilka uderzeń serca, mówiąc - „Jesteś cholernie zabawna, Cyganko”.

Widzicie?

Przyjemność i ból.

To nie było tylko to.

Nie.

Więcej bólu (i przyjemności) pojawiło się, gdy Max zadzwonił w poniedziałek i powiedział mi, że zaaranżował przybycie Joe Callahana, żeby podłączył mój system bezpieczeństwa.

Max podzielił się tym, mówiąc - „Deke nie jest wielkim fanem tego, że jesteś tam sama, bez dobrego światła, bez zwierząt i bez ochrony. Więc załatwię sprawy z Calem i przyspieszę sprawę”.

Deke nie jest wielkim fanem…

Zgodziłam się, żeby Cal przyjechał wcześniej. Joe „Cal” Callahan zajmował się całym bezpieczeństwem mojej rodziny. Tak samo jak Lacey. I taty Lacey. I tak dalej. Był najlepszy w branży, a w naszym biznesie, w którym było trochę wariatów, brałeś najlepsze to, co mogłeś dostać, bez względu na cenę (a Cal kosztował dużo, ale był tego wart).

To był dobry plan i szczerze mówiąc, powinnam była poprosić o to Cala, zanim się wprowadziłam.

I poczułam ciepło życzliwości, którą Deke okazywał, troszcząc się o mnie.

Chciałam tylko, żeby to ciepło było innej odmiany.

Nie trzeba dodawać, że granica, którą Deke zmiótł dla hot dogów i pianek, którą zamierzał utrzymać, została zmieciona.

Była jednak jeszcze inna granica.

Powiedział, że lubił mnie. Pokazał to. Przekomarzanie się pozostało.

Pytał też raz, aby sprawdzić, czy słyszałam coś od mojego brata, i jasno wyraził się po tym, jak powiedziałam, że nie, że chciałby tam być, aby słuchać, jeśli to bym zrobiła.

I od razu opowiedziałam mu przy kanapkach o tym, jak zniknęła moja dziewczyna Bianca i jak dzwonię do wszystkich, których znała, lub też ja wiedziałam, że znała (jeśli udało mi się zdobyć ich numery), ale nie wiedziałam,  czy ktokolwiek inny mógłby mi coś o niej powiedzieć.

I wymyśliłam zero.

W ten sposób podzieliłam się, że jestem zaniepokojona jej przyjmowaniem pewnych substancji, zwiększonym przyswajaniem niektórych płynów i faktem, że ma szybko malejące zasoby (nie podzielałam tego, że był to fundusz powierniczy, który jej matka i ojciec dali jej, którego jej tata był nieugięty, żeby nie powiększać, z jej zachowaniem przez ostatnie kilka lat).

I na koniec, że jeszcze przed tym zniknięciem zaczęła wydawać się na nie mającą celu i zagubioną, więc, nawet gdybym miała ją skłonić do zastanowienia się nad uporaniem się z narkotykami i piciem, te, jak zawsze, były osadzone w głębszych kwestiach, do rozwiązania których ja nie mogłam mieć narzędzi.

Oczywiście, nie powiedziałam, że wszystko to zaczęło się mniej więcej wtedy, gdy Lacey i ja zaczęłyśmy podążać śladami naszych rodziców, zdobywać naszą uwagę, uznanie i sławę, a Bianca zdobyła sobie agentkę, żeby chodzić na przesłuchania do programów telewizyjnych i filmów.

Poproszono ją o zrobienie kilku reklam i zaoferowano jej kilka filmów bezpośrednio na wideo, które zawierały wiele scen seksu. Wszystkie je odrzuciła, deklarując, że nie zamierza robić takiego gówna. Nie była modelką ani szprychą. I nie zamierzała być swoją matką i zajmować się tylko cyckami, tyłkiem i włosami (chociaż, dbając o to wszystko jej matka zarobiła mnóstwo pieniędzy, zdobywając po drodze dużo sławy i nie przejmowała się tym, jak to zrobiła).

Bianca powiedziała, że jest poważną aktorką.

Problem polegał na tym, że miała bujną figurę blondynki z dużymi niebieskimi oczami, dużą klatkę piersiową, szczupłą sylwetkę i urodę, którą dała jej mama, z silnym charakterkiem rock’n’rollowca, który dorzucił jej tata.

Ale nie była dobrą aktorką. Lace i ja widziałyśmy ją w kilku kawałkach, które nie wypadły zbyt dobrze, powodem była częściowo ona, częściowo filmy do bani, ale to dobro wyschło, bo częściowo była to jej rola.

Więc poczułam dziwne poczucie winy, którego racjonalnie wiedziałam, że nie powinnam czuć (a wiedziałam, skoro o tym rozmawiałyśmy, że Lacey czuła to samo), że byłam jednym z powodów, dla których zaczęła zwracać się na ciemną stronę.

Również tym nie podzieliłam się z Deke’iem.

Nie miał żadnej rady, po prostu słuchał z wyrazem współczucia na twarzy i otwartej troski, ale nie dla Bianki.

Dla mnie i mojego stanu umysłu, że mam za dużo gówna na talerzu i nie podobało mu się to dla mnie.

Więcej przyjemności i bólu.

I, na koniec, pokazywałam mu rzeczy, które przysłał mi mój projektant wnętrz, a także inne rzeczy, które znalazłam jako możliwości kupienia, aby mój dom stał się domem (kiedy będę miała ściany, podłogi i resztę).

Na początku zrobiłam to dla żartu.

Ale Deke zszokował mnie, nie tylko zainteresowaniem, ale także poglądami.

Na temat wszystkiego.

„Nikt nie potrzebuje białej kanapy” - podzielił się co do jednego z elementów, które sugerował projektant.

„To kremowa” - poprawiłam, patrząc z laptopa na niego.

„Nikt nie potrzebuje kremowej kanapy” - poprawił się - „Nie tylko będziesz wypieprzona, jak nalejesz ją keczupem, a jak kupisz psa, włosy będą na niej widoczne, a, na koniec, to jest brzydkie”.

Był zabawny.

Również miał rację.

Więc kremowa kanapa odleciała.

A ja dostałam więcej od Deke’a:

„Nie bierz patelni z powłoką zapobiegającą przywieraniu. Powłoka zawsze się zeskrobuje. Kup tę ze stali nierdzewnej”.

I…

„Jak pomalujesz łazienkę dla gości na różowo, to zabiorę twoją kartę członkowską klubu fajnych”.

Również…

„Dlaczego kobiety kupują ręczniki kuchenne, nie rozumiem. Jak myślisz, dlaczego wynaleziono ręcznik papierowy? Użyj go, wyrzuć, nie wrzucaj go do prania, gotowe”.

Wybrałam stal nierdzewną (a właściwie pomyślałam, że była bardziej w stylu Le Creuset). Odrzuciłam też chybiony kaprys malowania łazienki dla gości na różowo (odcień, który mu pokazałam, był bardziej brzoskwiniowy, ale nie poprawiłam go w tej kwestii).

Ale kupowałam ściereczki do naczyń. Były bardziej przyjazne dla środowiska, ale nie chodziło tylko o to.

Wiele ręczników do naczyń było ładnych i można je było zmienić na świąteczne i w ogóle.

To było coś, czego nigdy nie robiłam. Rzeczy, których nigdy nie miałam.

Ale nie mogłam się doczekać.

To były moje hołubione, ale ponure myśli, kiedy zabierałam śmieci po lunchu do garażu i wracałam korytarzem, kiedy zobaczyłam Deke’a wchodzącego przez drzwi prowadzące do wielkiego pokoju.

Spojrzał na mnie, wskazał głową w kierunku mojej sypialni i zanim zdążyłam zapytać, co się dzieje, wszedł do holu i skręcił w prawo, kierując się prosto do mojej sypialni.

Deke nigdy nie był w mojej sypialni.

Stanie przy drzwiach było wystarczająco złe.

On tam?

Katastrofa.

Kurwa, moje łóżko było niepościelone i miałam cholerną nadzieję, że zamknęłam szuflady szafki nocnej, albo że nie prowadziły do nich żadne kable, do których byłyby podłączone specjalne ładowarki, bo moje wibratory dużo pracowały z Deke’iem w pobliżu około sześć dni na siedem. A żadna dziewczyna nie chciała nikogo, ani mężczyzny, ani kobiety, a zwłaszcza gorącego faceta z męskim kokiem, za którym tęskniła, żeby zobaczył jej zabawki erotyczne.

Chyba że dawała je jemu, żeby użył na niej.

Kurwa.

Weszłam kiedy Deke był już w środku, ale stał na progu otwartych drzwi.

Rzuciłam szybkie spojrzenie, gdy zamykał za mną drzwi i zobaczyłam, że szuflady szafki nocnej były całkowicie zamknięte i nie było żadnych kabli.

Chwała Bogu.

Deke zaczął słowami - „Nie zapyta, Jussy, więc ja to zrobię”.

Odwróciłam się do niego i odchyliłam głowę do tyłu, by złapać jego wzrok.

„Kto nie zapyta o co?”

Skinął głową w stronę drzwi - „Bub. Nie zapyta”.

„Nie zapyta o co?” - zapytałam, kiedy Deke nie powiedział nic więcej.

„Poprzedzam to mówiąc ci, bo jak powiesz nie, on nie będzie wiedział, że zapytałem i wszystko będzie w porządku. Ja zrozumiem. Nawet gdyby dowiedział się, że zapytałem, zrozumie to. To jest dużo. Ale wciąż pytam”.

Zrobiłam krok w jego stronę, dopasowując swój głos do jego, który był niski i zażądałam - „Koleś, wypluj to. Zapytasz o co?”

„Wiesz, że Max płaci za nadgodziny półtora czasu pracy w dni powszednie. W weekendy płaci dwa razy więcej”.

„Tak, wiem o tym, Deke” - potwierdziłam.

„Zrobimy gówno szybciej, jak w soboty popracuje ze mną inny mężczyzna. A bar robi dobre obroty. Nie ucierpią, ale nie toczą się tym i zarówno Krys, jak i Bubba chcą dać dobro swojemu dziecku, kiedy przyjdzie. Zwłaszcza Bub”.

 Przysunął się jeszcze bliżej mnie, a ja musiałam odchylić głowę do tyłu i modulować oddech, zwłaszcza gdy wyciągnął rękę, a jego palce lekko dotknęły grzbiet mojej dłoni.

Przyjemność.

I ból.

„Te historie, które opowiadał” - kontynuował Deke - „…są zabawne, ale gdyby powiedział coś z tego gówna przy Krys, nie śmiałaby się. To dlatego, że był znany jako Imprezowy Bubba. Odjeżdżał od niej, żeby ją zdradzać, dobrze się bawić, więcej wyjeżdżał niż był w domu. Kiedy go nie było, nie ma w cholerę mowy, żeby opowiadał o tym swoim dzieciom i wnukom, bo to nie było w porządku, w żadnej części wyobraźni, na sposób, w jaki zdradzał Krys i robił to bez przerwy”.

„O mój Boże” - wyszeptałam, nie do końca mogąc uwierzyć, że Bubba, który najwyraźniej uwielbiał Krystal, również ją zdradzał.

Stale.

Deke skinął głową i mówił dalej.

„Prawie im się nie udało. Odstawiła go. Wysuszył się, nie pije ani kropli, już nie, i zrobił wszystko, żeby ją odzyskać. Nie widziałem, żeby patrzył na kobietę, chyba że pomaga przy barze, i pyta ją, co chce wypić. Żyje dla Krys. Żyje dla nich. Ale nadal rozumiem, że ma motywację, by udowodnić, że podjęła właściwą decyzję, przyjmując go z powrotem. Minęły lata, ale on ją wyżymał i to pokuta, którą trzeba zapłacić. Gdyby mógł wnieść trochę więcej, kiedy tylko mógł, zmniejszyć ich brzemię, dać jej więcej, pomóc w ułożeniu ich życia, aby byli gotowi na swoje dziecko, będzie chciał to zrobić. Więc jeśli możesz wziąć go w soboty, nawet niewiele, by to wiele znaczyło”.

To niewiele, by oznaczało, że w soboty nie miałabym Deke’a dla siebie.

I nawet jeśli nie tego chciałam, uznałam to za dobrą rzecz.

Co więcej, nienawidziłam tej historii, bo lubiłam Bubbę, ale znałam skutki zdrady.

Nie chciałam tego dla Krystal i zastanawiałam się, czy to była część jej łez i strachu w samochodzie, coś, co było zbyt intymne i może wstydliwe, by podzielić się z kimś, kogo ledwo znała. To nie tylko strach przed niewiadomą, jaka będzie jako matka, ale także to, czy ta ogromna zmiana w ich życiu może spowodować, że Bubba powróci do swoich starych dróg, w tym zbłąkania.

To, czego chciałam dla Krys, to żeby to niewiele znaczyło dużo.

Bonus, w moim domu wszystko byłoby zrobione szybciej.

„Chcesz, żebym ja go spytała, czy ty chcesz mu powiedzieć, że zgadzam się z tym?” - powiedziałam w odpowiedzi.

Deke uśmiechnął się do mnie.

Pozwoliłam, żeby to karmiło moją duszę poety w jedyny możliwy sposób i odwzajemniłam uśmiech.

„Zapytam go, czy jest na to gotowy, mówiąc mu, że chcesz jak największego postępu, więc się z tym godzisz. Ale wiem, że będzie tu w sobotę”.

„Fajnie” - odpowiedziałam.

Kolejne muśnięcie jego palców na grzbiecie mojej dłoni, zanim powiedział - „Wspaniale z twojej strony, Jus”.

„Chcę jak najwięcej postępów, Deke. Więc to nie jest wielka ofiara”.

Właśnie wtedy dał kolejny prezent.

Więcej przyjemności.

Więcej bólu.

Deke mrugnął do mnie.

Potem wymamrotał - „Wracam do pracy” - odwrócił się i wyszedł przez drzwi mojej sypialni.

Wpatrywałam się w drzwi, myśląc, że Przyjemność i ból to świetny tytuł dla piosenki.

Złapałam więc notes, gitarę z podstawki w rogu pokoju i wyszłam na swój taras.

*****

Brzękałam i na przemian notowałam, kiedy usłyszałam głębokie - „Yo”.

Odwróciłam się na krześle Adirondack i zobaczyłam Deke’a stojącego kilka kroków przed moimi otwartymi francuskimi drzwiami.

„Yo” - odpowiedziałam - „Czas się zbierać?”

Nic nie powiedział. Po prostu stał i gapił się.

Nie na mnie. Nie na mnie z moją gitarą.

Na notes balansujący na poręczy mojego krzesła.

„Deke” - zawołałam, gdy przeciągało się jego nic nie mówienie.

Jego ciało dziwnie się szarpnęło, a jego wzrok znalazł moje oczy.

„Tak, czas się zbierać” - mruknął, brzmiąc tak samo dziwnie, jak wyglądało jego szarpnięcie ciałem.

„Racja” - powiedziałam, wstając i kładąc gitarę na krześle, czując się zabawnie z wielu powodów.

Zdecydowanie pracowałam, kiedy był w pobliżu, ale nigdy nie widział, jak to robiłam.

Pisałam też tekst do piosenki, kiedy spotkał mnie po raz pierwszy.

Było więc wiele dowodów na wiele rzeczy, które mógł wymyślić, a które mogły być niewygodne, ponieważ nie podzieliłam się nimi z nim.

Nie wiedziałam, co robić, bo po prostu tam stał, jego wzrok wędrował ode mnie, do mojej gitary, do mojego notatnika.

„Deke” - powiedziałam cicho.

Jego uwaga wróciła do mnie.

„Jutro o siódmej wracam z Bubem, Jussy”.

Jussy.

To wskazywało, że wszystko było dobrze, nawet jeśli nadal wydawał się odsunięty w sposób, w jaki nie był od początku.

I wiedziałam, że patrząc na niego, że czas mojego spokoju, który przyszedł z bycia tylko Jus, dobiegł końca.

Deke i ja zostaliśmy przyjaciółmi. A przyjaciele nie ukrywali ważnych rzeczy przed przyjaciółmi. Na przykład faktu, że ich ojciec był sławną, niestety już nieżyjącą, gwiazdą rocka. Ich dziadek był taki sam. I poszli tymi śladami, jakkolwiek krótka była ta ścieżka.

To doprowadziłoby do podania mu mojego imienia i oczyszczenia tego spotkania, które mieliśmy wcześniej.

To było dziesięć minut siedem lat temu, ale jeśli pamiętałby sobie imię Justice, to musiałoby się wydarzyć.

„Krys mówi, że w Bubba’s gra zespół jutro wieczorem” - powiedziałam mu - „Masz ochotę się tam spotkać, wychylić kilka piw?”

A ja podzielę się z tobą kupą gówna, które może cię wkurzyć, ale musisz je znać, a najlepiej jest powiedzieć ci to w miejscu publicznym, bo, jeśli stracisz rozum, nasza lokalizacja może pomóc to powstrzymać, więc będę miała szansę wyjaśnić, nie powiedziałam.

„Mam plany”.

Strzała prosto w serce.

Plany na piątkowy wieczór dla mężczyzny, który wyglądał jak Deke.

Nie chciałam wiedzieć, ale były różne opcje, ale jeśli ta, o której myślałam, to faktycznie…

Nie chciałam wiedzieć.

„Okej, Deke” - odpowiedziałam, ale próbowałam dalej. Raczej wcześniej niż później. Nie zwlekać. Już dość czekałam.

„Chcesz wpaść dziś wieczorem?” - posłałam mu wymuszony uśmiech - „Pojadę do miasta, kupię na wynos z włoskiego lokalu. Wypiję wino czerwonego z plastikowego kubka, robiąc to z poczuciem winy za to, co ten kubek będzie oznaczał dla środowiska. Możesz mieć piwo. I możemy wznieść toast za mój dodatek przyborów kuchennych, po tym, jak kupię otwieracz do wina”.

 „Wykończony, Jus. Dzięki, ale praca taka jak dzisiaj wyczerpuje cię. Ale żebyś wiedziała, rozmawiałem z Bubbą. Jest włączony w soboty, dopóki to trwa”.

Nie był dupkiem i nie był zamknięty.

A jednak był tym ostatnim.

Nie mając innego wyboru, skinęłam głową - „Brzmi dobrze”.

Powiedziałam to, ale mi się to nie podobało. Jak Bubba byłby od jutra do soboty, nie miałabym czasu sam na sam z Deke’iem do poniedziałku.

Może udałoby mi się namówić Krystal lub Jim-Billy’ego, żeby powiedzieli mi, gdzie mieszka i wpaść w niedzielę.

Chociaż, jeśli była jakaś kobieta, kobieta, która, powiedzmy, pakowała kanapki z pieczenią na lunch Deke’a, nie chciałam trafić do niego w niedzielę (nie brałam pod uwagę okoliczności, kiedy by zarywał laskę w Bubba’s, tamtego dnia kupiłam dom – z drugiej strony ta laska mogła mieć siłę przetrwania, kolejny powód, dla którego trzymał nas w strefie przyjacielskiej).

Ale która kobieta pozwoliłaby swojemu facetowi iść na hot dogi i pianki z inną kobietą, samemu, nawet jeśli byli przyjaciółmi, zwłaszcza jeśli jej facetem był Deke?

Może byli nowi, a ona nie pakowała jego kanapek z pieczenią na lunch każdego dnia. Tylko w poranki po nocach, w czasie których została po tym, jak ją przeleciał.

Gówno.

„Jus?”

To ja dziwnie się szarpnęłam, kiedy się na nim skupiłam.

„Jesteś okej?” - zapytał.

Nie byłam.

„Tak” - powiedziałam mu.

„Dobrze. Do zobaczenia jutro”.

„Okej, Deke. Do zobaczenia jutro”.

Przechylił głowę na pożegnanie i przeszedł przez moje drzwi, do mojej sypialni, przechadzając się przez nią, jakby to była jego sypialnia i zniknął w cieniu domu.

„Okej” - szepnęłam do okien - „To było dziwne i to złe dziwne i mogło być bardzo złe dziwne”.

Może to tylko moje zwidy, ale wyglądało na to, że okna się zgadzają.

*****

„Nie robimy tego tak często” - Lauren, żona Tate’a, krzyczała na mnie przez zespół grający następnego wieczoru w Bubba’s. Siedziała na stołku pomiędzy Jim-Billy i mną na końcu baru - „Krys przedstawiła to jakiś czas temu. Zyskało popularność - Uśmiechnęła się - „Jak widzisz”.

Spojrzałam z jej wspaniałej twarzy na bar, który falował. Poza tym stwierdzenie, że pasowała do Tate’a, było niedopowiedzeniem. Byli jak Barbie i Ken po czterdziestce, gdzie Barbie miała zabójczy tyłek, a Ken nie był Kenem, ale GI Joe, z wyjątkiem dłuższych włosów, brody i dużo bardziej twardzielem.

„Kilka barów w Gnaw Bone ma muzykę na żywo” - krzyczała do mnie Lauren - „Zgarniają to. Mamy parę przyjaciół, Zarę i Hama, mieszkających w Gnaw Bone. Ham prowadzi tam jeden z barów. To konkurencja” - powiedziała, wciąż się uśmiechając, jakby tak naprawdę nie było, a jeśli to była ta konkurencja była przyjazna - „To podsunęło Krysi pomysł”.

Kiwnęłam głową, odkrzykując - „I to dobry!”

Odwzajemniła moje skinienie głową i odwróciła się do zespołu, co też było dobre. Oczywiście słyszałam lepsze piosenki i to było w salonie mojego taty, ale te nie były do niczego.

Zrobiłam co w mojej mocy, by wślizgnąć się niezauważona, ponieważ spokój bycia po prostu Jus może mógł być dla mnie spełniony z Krys, Jim-Billy’m, Bubbą, Tate’m, Lauren, Sunny, Shambles’em i wkrótce Deke’iem, ale wciąż byłam tam dla wszystkich innych.

A mając wokół siebie muzyków, wiedziałam, że lepiej nie być jako Justice Lonesome.

Nie byłam Johnny’m i nie byłam Lacey, ale byłam piosenkarką, autorką tekstów, producentką, gitarzystką i wieloma w biznesie, dokładnie tymi, którzy grali w barze motocyklowym, bez względu na to, jak daleko byli od blichtru (a może właśnie tych) i nie interesowali się Lacey Town, która nie pisała własnej muzyki ani nie grała na instrumencie.

Ale znaliby takich jak Jerry, Johnny, Jimmy, Tammy, Blue Moon Gypsies… i mnie.

Wyglądało na to, że mi się udało, ciesząc się kilkoma piwami i lepiej poznając Lauren.

Teraz zespół zaczął grać, było głośno i nie można było nikogo lepiej poznać bez krzyczenia.

Tego dnia Deke znowu nie był zamknięty, nawet gdyby chciał nie mógł tego zrobić, gdy Bubba był w pobliżu, ponieważ Bubba był tym, jakim go taktowałam, odkąd go pierwszy raz spotkałam. Dobry stary chłopiec pełen dowcipów i opowieści oraz niekończącego się zapasu koleżeństwa.

Wrócili następnego dnia, więc nie mogłam usiąść z Deke’iem. Musiałam przejść przez bardziej dziwne, a potem poczekać, aż będę miała go w poniedziałek.

I to było dużo czasu, aby utknąć w swojej głowie, zastanawiając się nad wszystkimi możliwymi reakcjami, nie wymyślając nic dobrego i pozwalając, by cię to pożerało, więc stawałaś się nerwowym wrakiem i pieprzyłaś to wszystko, zanim faktycznie miałaś swoją szansę na naprawienie rzeczy.

Już spieprzyłam. Powinnam była mu powiedzieć wcześniej – o tym wszystkim.

Mr T byłby mną rozczarowany.

Spojrzałam na przód baru, gdzie odsunęli i zmiażdżyli razem stoły, aby mogli położyć prowizoryczną scenę. A ja obserwowałam i słuchałam zespołu, pamiętając, jak dziadek opowiadał mi historie z drogi. Speluny. Knajpy. Grając za gotówkę przekazaną na koniec koncertu, gotówkę ledwo starczającą na zatankowanie samochodu i kupienie zespołowi na koniec koncertu nocnej kolacji. Czasami brakowało gotówki, więc sprawy były ryzykowne. Więc kiedy stali się więksi, bardziej znani, co oznaczało więcej tyłków na siedzeniach, a nawet podróżujących groupies, musieli zatrudnić menedżera, który był głównie egzekutorem, żeby nikt ich nie wypieprzył.

Tata miał trochę tego. Musiał utorować sobie część własnej drogi. Udowodnić jego krew. Pokazać, że miał to, co trzeba i mógł dać wszystko, co miał do zaoferowania.

Nie miałam tego.

Miałam za to trzy wytwórnie płytowe tłoczące moje płyty i byłam producentem.

Rozejrzałam się po barze, widząc, jak ludzie tańczyli tyłkami na krzesłach, inni po bokach tańczyli po prostu na nogach.

I rozejrzałam się dookoła z dziwnym uczuciem w żołądku – złym rodzajem nostalgii.

Ale także uczuciem tego rodzaju, jakie czasami ogarniało mnie koło Deke’a.

Tęsknota za posiadaniem czegoś tak bliskiego, czego tak bardzo pragnęłam. Coś, czego miałam posmak, kawałek. Ale nigdy nie spróbowałam tego w pełni, bo nie było moje.

Czułam to wszystko, myśląc, że mogłabym być zabójcza w drodze, gdyby była dla mnie.

Ludzie przychodzący w piątkowy wieczór po dobrą zabawę, kilka drinków i ten klimat. Po prostu miłość do nut przez wzmacniacz, tekstów przez mikrofon, tak blisko publiczności, że można było zobaczyć, jak porusza się przez nich. Ich głowy kiwają się. Ich usta się poruszają.

Ich ciała się kołyszą. Głośno czy cicho, moment połączenia trwał tak długo, jak przedstawienie. A potem następne. W międzyczasie i po zakończeniu koncertu piłeś w barze wśród swoich ludzi. Nie zabierali cię do garderoby.

Zawsze byłeś w centrum tego, tworząc to, budując to, to połączenie. Muzyka, jedna z niewielu rzeczy, które tylko czyniły życie dobrym, byłeś nią, aż do każdej nuty tej nocy w barze pośrodku pustkowia.

Piosenka się skończyła i przestałam kiwać głową, patrząc na wokalistę, bo zespół nie przeszedł od razu do kolejnej piosenki.

Zaczął mówić.

„Nie ma możliwości, by uwierzyć, że trafiliśmy na ten występ i jesteśmy w obecności wielkości”.

Moja skóra głowy zaczęła mrowić.

Ocho.

Głowy Laury i Jima-Billy’ego zwróciły się w moją stronę.

Może nie zakradłam się niewidzialna.

Gówno.

„Ale byliśmy i cholera” - kontynuował prowadzący - „Wiem, że wiecie, że byłoby więcej niż fajnie, gdybyśmy mogli namówić piękną, utalentowaną, zajebistą Justice Lonesome do wejścia na scenę i przyłączenia się do nas na kilka piosenek.”

Nie.

Nie byłam nie zauważona.

„Cholera, do diabła, gówno, gówno, gówno” - skandowałam i robiłam to, starając się nie poruszać ustami, wpatrując się w scenę, na której główny wokalista dawał mi teraz szeroki rock’n’rollowy uśmiech jesteś w strefie.

Nie można było tego odmówić.

Nikt nie mógł odmówić tego, nie wychodząc na dupka.

Cholera, byłam z ojcem więcej razy, niż mogłam zliczyć, w ciemnym zaułku, myśląc, że jesteśmy incognito, po prostu chcąc wziąć udział w występach lokalnego zespołu, a on został wezwany.

Nigdy nie odmówił wejścia na scenę.

Ani razu.

„Cholera, do diabła, gówno, gówno, gówno” - skandowałam ponownie.

„Co powiesz, Justice?” – podpowiedział wokalista, jego uśmiech zgasł, a ja poczułam, ale nie patrzyłam, żeby zobaczyć ludzi rozglądających się dookoła, by dowiedzieć się, o kim mówi, pobudzonych ciekawością nie tylko słowami tego mężczyzny, ale także wspomnieniem nazwiska Lonesome.

Albo kto mnie znał i po prostu szukał mnie.

„Nie martw się, siostro, mam strzelbę z tyłu” - Usłyszałam dekret Krys i odwróciłam głowę, żeby zobaczyć, jak wychodzi zza baru.

Spojrzałam na nią, zszokowana tym, że Jim-Billy nie skłamał.

Zmierzała po swoją strzelbę.

„Nie!” - wyszeptałam głośno.

Cholera, do diabła, gówno, gówno.

Krys skrzywiła się na mnie.

„To jest dobre” - zdecydowałam werbalnie - „Już czas. To musi wyjść. To świetna atmosfera. Równie dobrze może być teraz. Zrobię to”.

Ciągle rzucała mi spojrzenie, które było również inspekcją.

„Jesteś pewna?”

Nie byłam.

„Jasne” - odpowiedziałam.

Oczy Krys powędrowały poza mnie do Lauren - „Ona nie jest pewna”.

„Nieważne, zamknij się, idę” - powiedziałam.

„Nie mów mi, żebym się zamknęła” - warknęła.

Nie mogłam teraz tego zrobić z Krystal.

Więc nie zrobiłam.

Spojrzałam przez Lauren, zobaczyłam, jak Jim-Billy mnie obserwuje, i poczułam, jak jego dłoń chwyta moją i ściska ją, gdy przechodziłam obok niego i słyszałam sztywne klaskanie, które stawało się coraz mniej nienaturalne, coraz silniejsze, aż rozległo się kilka pohukiwań i jeszcze kilka wrzasków, gdy zrobiłam pierwszy krok na scenie.

Uśmiechnęłam się swoim scenicznym uśmiechem, uścisnęłam dłonie zespołowi, wydobyłam ich imiona, poczułam, jak zbliżają się do siebie, a jeden z nich podał mi gitarę.

Potem wręczył mi kostkę.

„Ekstra” - powiedział - „Podłączyłem cię do wzmacniacza. Możesz dawać”.

Wspaniale.

Ogniwa Siatki” - zadeklarował wokalista - „Wibracje są do szaleństwa, ale byłoby zajebiście, Justice, zrobić z tobą Ogniwa Siatki”.

Był nakręcony. Widziałam to. Odchodził od zmysłów, że stał na scenie z Lonesome.

Ale nie było mowy, żebym zrobiła Ogniwa Siatki. Nie chciałam zawieść faceta, żadnego z nich, ale to się po prostu nie działo.

„Ten klimat, ten bar, chłopcy, mam lepszy pomysł” – powiedziałam im.

Skulili się i musieli mnie lepiej niż trochę znać, bo wszyscy natychmiast zrezygnowali z Ogniwa Siatki, aby robić to, co zawsze robiłam na swoich koncertach.

Hołd złożony mojej mamie.

Naciągnęłam pasek od gitary przez głowę i położyłam go na ramieniu.

Podeszłam do statywu, dopasowując mikrofon do mojego wzrostu.

Chłopcy przenieśli się na swoje miejsca.

Spojrzałam na tłum i przyłożyłam usta do mikrofonu.

„Cześć. Jestem Justice”.

Wszyscy zerwali się na równe nogi, wiwatując i krzycząc, nawet jeśli mnie nie znali, to wieść rozeszła się od tych, którzy to znali.

Albo po prostu to poczuli.

Na scenie to po prostu z nas wyciekało: Jerry, Johnny, Justice.

Nie zatrzymywaliśmy tego.

Cholera, gówno, gówno, gówno, gówno.

„Dam wam trochę tego, co dawał mi mój tata Johnny i zrobię to w kilku piosenkach, które kochała moja mama” – powiedziałam im.

Więcej wiwatów.

Spojrzałam na gitarę, przyłożyłam kostkę do kilku strun.

Stojąc na scenie przed tłumem, z wzmacniacza wypływały nuty niczego.

I wprost przeze mnie, wypełniając mnie, nasycając, dodając do mojego systemu coś tak integralnego jak woda, kalorie, tlen.

Kiedy poczułam, że – uczucie, które przypominało utratę kończyny, która odrosła, a może ich cztery – bez wahania i z potrzebą, której zaprzeczałam przez pół dekady, zerknęłam przez ramię na zespół, odwróciłam się do mikrofonu, przyłożyłam palce do progów, zagrałam dwie nuty i zaśpiewałam trzy słowa do mikrofonu…

Potem znowu te dwie nuty i jeszcze dwa słowa…

I stało się.

Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a Lonesome wystrzelił prosto ze mnie, gdy grałam i śpiewałam „Kiedy będę kochana[1]” Lindy Ronstadt.

Tłum oszalał.

Jeden z chłopców wyrzucił początek „It’s So Easy[2]” i wróciłam do mikrofonu, przyciągnięta do niego w sposób, któremu nawet nie próbowałam się oprzeć.

Nie wyczyściliśmy pierwszego wersu, kiedy spojrzałam kącikami oczu, aby przyjrzeć się publiczności po mojej prawej i zobaczyłam go.

Głowa i ramiona Deke’a nad plecami stojącego tłumu przyciśniętego blisko stołów.

Nie.

Cholera, nie.

Przedstawienie trwało. Musiało.

Niezależnie od wszystkiego.

Więc śpiewałam dalej, odwracając głowę i wpatrując się w jego pustą twarz.

Jego wyraz twarzy nie zdradzał niczego, ale jego oczy były przyklejone do mnie.

To była świetna piosenka. Kochałam tę piosenkę. Moja matka kochała, potem nienawidziła (z powodu taty i tego, w co ta piosenka się zmieniła), a potem znów pokochała tę piosenkę.

Ale w tej chwili, patrząc w oczy Deke’a, mówiłam nią o wiele za dużo.

Ciągle mu to śpiewałam. Nie mogłam przestać. Muzyka wychodziła ze mnie, komunikując się przeze mnie (tym razem właśnie do Deke’a) i byłam Lonesome. To było w moim DNA. Gdybym mogła użyć tego do powiedzenia tego, co mam do powiedzenia, zrobiłabym to, a mój mózg nie mógłby mnie tego powstrzymać.

Musiałbyś wyrwać mi gitarę z rąk i zakneblować mnie.

A „It’s So Easy” nie zawierało wielu różnych słów.

Ale dla Deke’a to i tak mówiło wszystko.

Udało mi się oderwać od niego wzrok podczas brzęczącej gitarowej solówki.

Ale podczas harmonii na końcu i moich ostatnich nut moje włosy fruwały wszędzie, gdy szarpnęłam pasek gitary przez głowę, nie trzymając gitary przed nikim, mówiąc do mikrofonu, gdy piosenka była skończona - „Dziękuję. Dziękuję za słuchanie. Teraz cieszcie się tym niesamowitym zespołem.”

Zrobiłam to, ponieważ Deke wysuwał się.

Jeden z chłopaków z zespołu wziął gitarę. Szybko wymamrotałam podziękowania i inne rzeczy związane z muzykami i zbiegłam ze sceny, zeskoczyłam, przepchnęłam się przez klaszczący, krzyczący tłum i wypadłam przez drzwi, by trafić w zimną noc i nie zobaczyć nic poza pełnym parkingiem.

Spojrzałam w lewo. Spojrzałam w prawo. I na szczęście dla mnie (lub nie, jak miałam się przekonać), był mężczyzną, którego łatwo było zobaczyć, nawet z daleka.

„Deke!” - krzyknęłam, rzucając się w tę stronę, moja długa, błyszcząca cygańska spódnica spływała do tyłu, moje kowbojskie buty uderzające o chodnik nie zagłuszały muzyki, nawet jeśli przeciekała ze środka przez betonowe ściany Bubba’s - „Deke!”- krzyknęłam ponownie, gdy zobaczyłam, jak przerzuca długą nogę przez motocykl. Już nie truchtałam, teraz biegałam sprintem.

Spojrzał na mnie i patrzył, jak pokonuję ostatnie piętnaście kroków, zatrzymując się na niemal poślizgu u jego boku i biorąc głęboki oddech.

Spojrzałam w jego obojętną twarz.

„Deke” – szepnęłam.

„Nie powinnaś skracać występu” – odpowiedział.

„Ja…”

 „Rozumiem, Jus” – powiedział, jego słowa były ucięte - „Że byłaś Jus. Tylko Jus. To było dla ciebie ważne, szczególnie w takiej chwili. Łapię to. Pewnie nie jest łatwo być tobą. Jak tata. Ludzie chcą kawałek ciebie”.

Przysunęłam się bliżej, niepewna, czy podnieść rękę i dotknąć go, uważnie obserwując jego twarz.

„Chciałam…”

Wskazał głową na bar - „Masz to, co miał twój tata. Powinnaś coś z tym zrobić”.

Moje usta się zamknęły.

Nie znał mnie.

A przynajmniej części mnie Justice Lonesome.

Potem udowodnił, że się mylę.

Częściowo.

„Wydobywając to, spotkaliśmy się” - oznajmił.

„Co?” - znowu szeptałam.

„Lata wstecz. W noc, kiedy moja mama miała pierwszy atak serca. Spotkaliśmy się w barze w Wyoming”.

Pamiętał?

Zaczekaj.

W nocy, kiedy jego matka miała atak serca?

Znowu.

Zaczekaj.

Jej pierwszy?

Jego oczy powędrowały do moich włosów, a potem z powrotem do mnie - „Zła noc, usłyszałem wieści, wystartowałem, prawie ją straciłem” – stwierdził bez emocji - „To był jej trzeci atak serca kilka lat później, który ją w końcu wykończył, ale ten pierwszy mną wstrząsnął. Twoje włosy. Te oczy. Wiedziałem, że skądś cię znam, musiałem zablokować to, bo tamta noc i następna, jakkolwiek wiele było cholernie do bani. Widziałem cię dzisiaj z notesem. Przyszło to do mnie. Spotkałem cię tamtej nocy i miałaś prawie taki sam notatnik. Byłaś na ranczo dla gości. Nie pamiętasz, ale się spotkaliśmy”.

„Pamiętałam” - powiedziałam mu cicho - „Po prostu myślałam, że ty nie”.

Skinął głową, od razu to wyrzucając.

Być może.

„Więc nie, Justice”.

Nie, do cholery.

Nie dałam mu Justice.

Podeszłam bliżej - „Deke…”

„Rozumiem. To musi być trudne, być tobą”.

„Jest więcej do powiedzenia”.

„Nie całkiem. Masz sławnego tatę. Od cholery pieniędzy. Jeszcze więcej talentu. Odszedł, nie zwracam uwagi na to gówno, ale nadal wiem, że media żywią się wszystkim, o ile jest gówniane. Jak wpadniesz w szał, dostaną szansę, aby żywić się na twoim żalu. Twój brat to dupek, więcej paliwa do tego ognia. Znikasz w górach. Rozumiem”.

Właściwie, na szczęście, media nie skupiły się jeszcze na tym, co robił Mav.

Nie podzieliłam się tym z Deke’iem w tym momencie.

„Jest to i inne rzeczy, Deke” - powiedziałam mu - „Możemy gdzieś iść? Porozmawiać?”

„O czym, Jus?” - zapytał - „Rozumiem”.

„Inne rzeczy” - powtórzyłam.

„Nie musisz dawać mi tego, czego nie chcesz. Nie mam powołania do posiadania tego. Nie chcę tego. Wyjaśniam to jasno, abyś wiedziała”.

Na jego słowa cofnęłam się o krok.

Spojrzał na moje stopy, a potem na mnie.

Było późno. Ciemno. Ale Krystal i Tate nie opierdalali się w oświetlaniu swojego parkingu.

Widziałam jego wzdrygnięcie, zanim je ukrył.

Wiedział, jaki cios zadał i zrobił to w wielkim stylu.

Tańczyliśmy wokół tego, że ja byłam w jednym miejscu, on w innym i oboje wiedzieliśmy, czego jedno chce, a drugie nie.

To, że ja go pragnę, a Deke nie chce mnie w ten sam sposób.

Przesunął granice, dał mi przyjacielską atmosferę.

Ale zrobił to, nigdy nie będąc kutasem w ustalaniu dokładnie, jakich granic nigdy nie przekroczymy.

Aż do teraz.

„Jus…”

„Wyglądasz, jakbyś chciał wracać do domu, więc pozwolę ci to zrobić” - mruknęłam, przesuwając się, by się odsunąć.

Deke złapał mnie za przedramię.

Zwróciłam na niego wzrok.

„Jus” - powiedział miękko, jego dłoń nacisnęła, jakby chciał mnie zbliżyć.

Nacisnęłam w drugą stronę, wysuwając się z jego uścisku.

„Do zobaczenia jutro, Deke”.

Zaczęłam odchodzić.

„Jus…”

Odwróciłam się do niego.

„Przykro mi z powodu twojej mamy” - powiedziałam - „Nienawidzę tego. Bardzo mi przykro. Oboje rodzice odeszli, to jest dla ciebie do bani i rozumiem, że to w dużym stopniu. Ale mam nadzieję, że nie zrozumiesz tego źle, kiedy powiem, że dobrze jest w końcu wiedzieć, dlaczego mnie wystawiłeś”.

Kolejne wzdrygnięcie przed - „Jussy…”

Nie chciałam uciekać. Nie chciałam robić z tego większego dramatu, niż był.

Więc po prostu uniosłam za siebie rękę w machaniu na pożegnanie, nie patrząc na niego, ale naprawdę szybko wróciłam do baru.

Chwilę zajęło mi zmuszanie się do uśmiechów, zatrzymywanie się i zrobienie kilku zdjęć, nabazgranie swojego imienia na kilku serwetkach, ale w końcu dotarłam do torebki przy barze.

Wymamrotałam gówno, którego nie pamiętałam, żeby wyrwać się z rozmowy z Krys, Lauren, Jim-Billy.

Potem wyszłam, idąc do mojego pickupa.

W tym wszystkim Deke nie przyszedł po mnie.

I zdałam sobie sprawę, że uzależniałam się teraz od bólu, który przychodził z coraz mniejszą przyjemnością, bo poddawałam się temu bólowi, gdy szłam do samochodu.

To znaczy, że spojrzałam w stronę, gdzie był motocykl Deke’a.

Zarówno motocykl, jak i Deke zniknęli.

*****

Deke

Piosenka Jussy Ogniwa Siatki rozbrzmiewała z jego telefonu, kiedy Deke siedział na kanapie w swojej przyczepie i czytał wpisy w internetowej encyklopedii.

Miała rację. Były inne rzeczy do omówienia.

Dużo.

Ogniwa Siatki nie było czymś, co normalnie by lubił. Gówno jak Allman Brothers i Foo Fighters było.

I Johnny Lonesome.

Ale było pięknie.

Głos Jussy śpiewającej jej własną piosenkę był lepszy niż to, jak stała na scenie w barze dla motocyklistów, wykrzykując Lindę Ronstadt, a ona tym, kurwa, powalała. Ronstadt miała jeden z najlepszych głosów w branży. Ta słodka dobroć, która może powalić jak cios. Wznieść się z tego niskiego poziomu w górę skali, aby uderzyć wysoko i ani razu nie stracić mocy.

Jus to miała.

Ona też miała prezencję. Jej uśmiech, Chryste. Wiele razy powaliła go nim, siedząc z nim w jej popieprzonym domu i jedząc kanapkę.

Na scenie była spektakularna.

Czytając o niej, Deke zobaczył, że nie był jedyną osobą, która tak myślała.

Jeden własny album, nominowany do nagród. Trasa, podczas której krytycy zachwycali się jej występami na żywo. Pisała dla Blue Moon Gypsies i miała ponad kilkadziesiąt innych osiągnięć, w tym jako producentka. Kurwa, znał nawet każdą z jej piosenek, które wykonywali Gypsies, bo mógł nie słuchać piosenek takich jak Ogniwa Siatki (a nawet jeśli nie, nadal uważał, że to cholernie wspaniała piosenka), słuchał Gypsies, w tym ich wolniejsze rzeczy, które zrobiła dla nich Jussy.

Była poza jego zasięgiem.

Wiedział to w chwili, gdy weszła do Bubby. Nie wiedział, z tą szlajającą się biker baby, którą udawała ze swoimi dziewczynami wiele lat temu w Wyoming, wchodząc w tę rolę tak całkowicie, że nie wyczuł tego od pierwszego wrażenia, by była tym, kim była. Ale wiedział od pierwszego spotkania w Carnal, że była nietykalna.

Teraz wiedział, że nie była po prostu nietykalna, ona nie znajdowała się nawet w jego stratosferze.

Nawet jeśli Deke zdołałby przejść przez barierę pracy dla jej (a nie mógł), potem barierę pieniędzy (i tego też nie mógł), a następnie barierę życia bez korzeni (a to również nie miało się wydarzyć), tego nie mógł ominąć.

Prawdę powiedziawszy, tamtej nocy zrobił to cicho, a nie do końca brzydko, ale nadal uderzył, wkurzony z jakiegokolwiek powodu, nie chcąc pokazać tych uczuć i był szczerym kutasem.

Nie zasłużyła na to. Trzymała siebie dla siebie, strzegąc się z dobrych powodów przez życie, które prowadziła, a on wiedział od kilku dni, że dotarła do tego, że była gotowa podzielić się tym z nim.

Ale powody, dla których trzymała to dla siebie, były dobre. Nikt nie mógł tego mieć, dopóki Jus nie zdecydowała się tego dać.

Podniósł głowę, od wpatrywania się niewidzącym wzrokiem w swój telefon do wpatrywania się niewidzącym wzrokiem w swoją przyczepę.

Kurwa, musiał ich tam zabrać. Musiał zrobić wszystko, co mógł, aby uleczyć ten ból, bo pomimo, że to było tak walnięte, jak było, nadal uważał, że bardziej bolało go to, że ją zranił niż cios, który jej zadał i doszedł do wniosku, że miał rację, gdy poczuł ten ból.

Ale zadał jej ból, widział to, nienawidził tego, więc musiał coś z tym zrobić.

Ona coś dla niego znaczyła i nie ukrywała, że on zaczynał coś dla niej znaczyć. Złamał to, więc musiał to naprawić.

Wpatrywał się w telefon w swojej dłoni, gdy Ogniwa Siatki przeszło do innej piosenki, która należała do Jussy.

Przy jej wpisie w internetowej encyklopedii było zdjęcie. Stała przy mikrofonie, z opuszczoną brodą i przekręcona, jakby patrzyła na swoją gitarę.

I uśmiechała się tak, jak zawsze się uśmiechała. Dużym, szczerym i otwartym uśmiechem. Jak dziś na scenie. Jak siedząc w jej popieprzonym domu na płycie gipsowo-kartonowej, kiedy jedli kanapki.

Dużym, szczerym i otwartym.

I tak cholernie wspaniałym, że prawie trudno było w to uwierzyć.

Deke nigdy się nie dowie, jak ten uśmiech zmieniłby się po tym, jak zmusiłby ją do dojścia. Po tym, jak zrobiłby jej śniadanie. Po tym, jak zsiadłaby z tyłu jego motocykla, kiedy skończyliby przejażdżkę.

Dobrze jest w końcu wiedzieć, dlaczego mnie wystawiłeś.

Te myśli były jedynymi w jego głowie, nie pomyślał o tym, zanim to zrobił, ale zrobił to i jego telefon przecinał powietrze, uderzając o wąską ścianę przy maleńkim aneksie kuchennym.

Pracował na budowie i prowadził takie życie. Nie potrzebował wiele, a częścią tego, czego nie potrzebował, było spieprzyć swój telefon, więc musiał kupić nowy. Oznaczało to, że miał na sobie futerał ochronny, więc odbił się od ściany, blatu, na podłogę bez zadrapania.

Ale ekran został dotknięty w taki sposób, że muzyka umarła.

Głos Jussy ucichł.

I właśnie wtedy zadziałało to dla Deke'a.

 


 

6 komentarzy:

  1. Dziękuję za rozdział :)
    Oj chyba nie za dobrze przyjął prawdę o Jusssssss :( szkoda
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję
    Deke zasłużył sobie na kilka zimnych dni.
    Ale Jussy jest wrażliwcem i podejrzewam ze długo pizy królowej lodu nie uda jej się utrzymać.

    OdpowiedzUsuń