sobota, 29 stycznia 2022

9 - Chryste Wszechmogący

 

Rozdział 9

Chryste Wszechmogący

Deke

 

 

 

Deke pojechał do domu Jussy w poniedziałek rano, wiedząc jedno.

Jeśli tego dnia ona nie pójdzie i nie kupi im kanapek, on to zrobił.

Miała swoją przestrzeń.

Mogli to zrobić.

I do cholery zrobią to.

Nie straci jej w jedyny sposób, w jaki mógł ją mieć.

Co oznaczało, że po prostu jej nie straci.

To były jego myśli, kiedy skręcił na dojazd do niej, ale wiedział, że Jus będzie tam. Taka była. Skoro mogła wziąć na siebie całe to gówno, które pieprzyło jej życie – jej brat zachowujący się jak dupek, jej przyjaciółka schodząca w świat, z którego nie wyszło wiele osób – i otrząsnęła się z tego, i zrobiła to z uśmiechem jak kryzysowa mądrala, mogłaby dostać się do właściwej przestrzeni z Deke’iem.

Takie były jego myśli, kiedy jechał aleją i, jeśli miałby być ze sobą szczery, nie był nawet blisko zadowolenia z tego, ale nie dawał sobie innego wyboru.

Kiedy zobaczył na drodze dwa policyjne radiowozy, te myśli przeszły do historii.

Nie myślał.

Jego wnętrzności zacisnęły się, a ból był czystą agonią.

Nie oznaczało to, że nie wepchnął pickupa do pozycji parkingowej, nie otworzył drzwi z taką siłą, że musiał je kopnąć, bo odskoczyły od razu i nie wyskoczył z pojazdu, nawet nie wyłączając zapłonu.

Nie zamknął drzwi, biegnąc do domu Jussy.

Wyszedł oficer, spojrzał na Deke’a, a Deke nie spędzał całego czasu w Carnal. Nie wspominając o tym, że mieli wielu nowych gliniarzy, odkąd wydział został oczyszczony po upadku Arniego Fullera. Nie znał tego faceta.

Nie obchodziło go to.

„Proszę pana…” - zaczął gliniarz, opierając jedną rękę na broni, a drugą unosząc w kierunku agresywnie nacierającego Deke’a.

„Gdzie jest Jus?” - zażądał Deke.

„Proszę pana, muszę wiedzieć…”

Gdzie jest Jus?” - ryknął, ale nie czekał na odpowiedź.

Zaczął biec, tuż obok faceta, prosto w stronę domu.

„Proszę pana, to miejsce zbrodni. Nie może pan tam wejść” - warknął oficer.

Miejsce zbrodni.

Deke’owi skręciły się żołądek, rozdzierający ból poszybował prosto w dół, do jąder i prosto w górę, by zatkać mu gardło, po czym wbiegł do jej domu.

„Niech to szlag! Proszę pana! Nie może pan tam wejść!” - krzyknął za nim oficer.

„Jezu, Deke” - Jon, jeden z oficerów, których cholernie znał, wyszedł z korytarza, który prowadził do sypialni Jussy.

„Ona tam jest?” - spytał Deke, a jego wnętrzności zawiązały się tak cholernie ciasno, że można było się dziwić, że nie pojawiła się kawa, którą wypił tego ranka.

„Nie, człowieku. Jest na komisariacie z Chace’m” - odpowiedział Jon.

Była na komisariacie.

Z Chace’m.

Deke odwrócił się na pięcie i pobiegł w drugą stronę.

„Znasz ją?” - zapytał Jon plecami, kiedy Deke prawie rozdeptał drugiego gliniarza, który go ścigał.

Deke nie odpowiedział.

Pognał do swojego pickupa, wsiadł, wykręcił i zaciągnął tyłek na komisariat.

Zobaczył tam pickupa Jussy, jakby wjechała nim w to miejsce, kiedy postradała wszystkie zmysły.

Ledwo był w stanie zrobić to samo na jednym z nielicznych wolnych miejsc, zanim zaparkował pickupa, wysiadł, zatrzasnął drzwi, nie zamknął zamków i pobiegł na komisariat.

Kiedy wszedł, zauważył ruch, ale patrzył tylko na kobietę w mundurze za biurkiem. Kobieta, którą poznał, zapomniał jej imienia i miał to w dupie.

Ona też patrzyła na niego.

Nawet się nie odezwała, a on nawet nie podszedł do biurka, zanim warknął - „Gdzie jest Jus?”

„Przepraszam, Deke, uh…”

Zatrzymał się przy biurku, pochylił się do niej i zagrzmiał - „Gdzie jest Justice Lonesome?

Na jej twarzy malował się szok i niepokój, jej ręka przesuwała się w kierunku broni, ale to też nie go obchodziło.

Poczuł ją i zwrócił w tę stronę wzrok.

Wybiegała z holu z tyłu, ubrana w najbardziej absurdalną piżamę, jaką kiedykolwiek widział, od góry do dołu. Spodnie i koszulka w drobny nadruk, który wprawiał w zakłopotanie. Miała też na sobie wiatrówkę Carnal Police. Nie miała nic na nogach. Jej włosy były rozpuszczone.

A lewa strona jej twarzy była pobita do gówna, a jej piękne gardło pokrywały wściekłe, brzydkie, fioletowe siniaki.

Widział to wszystko, ale nadal oglądał, gdy ruszył w jej stronę i nie zatrzymał się, nawet gdy usłyszał funkcjonariuszkę mówiącą - „Deke, muszę zapytać…”

Poruszał się i Jussy dalej się poruszała, więc kiedy dotarli do siebie, zderzyli się.

Objął ją ramionami, a ona objęła go swoimi, popychając… nie, cholernie zakopując się w jego ciele.

Uniósł rękę i ujął jej głowę, przyciskając zdrowy policzek do swojej piersi, kiedy wyrzuciła złamane - „Deke”.

„Jestem tutaj. Właśnie tutaj, mała”.

Poczuł, jak jej ciało zaczyna drżeć.

Kurwa, wszystko, co przeżył, wszystko, co zrobił, wszystko, co widział, wszystko, co mu zrobiono jego mamie.

Przeszedł przez to wszystko, dostarczając tylko kilka zasłużonych kopów w tyłek podczas tego.

Teraz miał cholerną ochotą kogoś zabić.

„Deke”.

To nie była Jussy.

Podniósł oczy znad czubka jej wspaniałych włosów i zobaczył Chace’a, nie blisko, nie daleko.

„Co się, kurwa, stało?” - zażądał wiedzieć.

Poczuł nacisk na dłoni, gdy głowa Jus cofnęła się i spojrzał na nią, kiedy zaczęła - „Ja…”

„Nie ty, Cyganko” - wyszeptał łagodnie i ponownie podniósł wzrok na Chace’a Keatona, przyjaciela i detektywa Carnal - „Ty” - wycedził.

Chace przeniósł wzrok z Deke’a na Justice i z powrotem na Deke’a.

„Rozumiem, że jesteście blisko” - zauważył.

Mów do mnie!” - Deke zagrzmiał.

Ciało Jussy podskoczyło mu w ramionach.

Deke natychmiast zwinął się w nią, mówiąc w czubek jej włosów - „Już dobrze, mała. Dobrze, Jussy. Trzymaj się”.

„Pozostań dobrze, zabierzmy to do pokoju” - powiedział Chace.

Deke zwrócił uwagę na Chace’a i podniósł brodę.

„Jest dobrze?” - zapytał Chace.

„Dobrze” - mruknął Deke.

Chace obejrzał jego i Jussy przez kolejne uderzenie serca, zanim powiedział - „Chodźmy”.

I wtedy Deke zgiął się w kolanach i wziął Jus w ramiona, jakby była rannym źrebakiem, który brał dwa ostatnie wdechy.

Przycisnęła się do niego, kiedy ją podniósł i pozostała wciśnięta głęboko, gdy szedł za Chace’m do korytarza i patrzył, jak Chace otwiera drzwi i staje na zewnątrz.

Deke wsunął się, podszedł do stołu na środku pokoju, obrócił się do niego i podciągnął na nim.

Ułożył Jussy na swoich kolanach, żeby była blisko i mocno w jego uścisku. Trzymała ręce zaciśnięte w pięści na jego koszulce, zdrowy policzek do jego klatki piersiowej i zamknięte oczy.

Widział tylko spuchniętą, posiniaczoną, popieprzoną stronę jej twarzy.

To też sprawdził i spojrzał na Keatona, który wszedł do pokoju za nimi i zamknął drzwi.

„A teraz mów do mnie” - rozkazał niskim głosem, drżącym z wściekłości, którą powstrzymywał.

Chace mówił.

„Ktoś włamał się do jej domu. Justice powiedziała, że słyszała tłuczone szkło. Dopadł ją, zaatakował, przyłożył nóż do jej gardła, dusił i…”

Chace nie powiedział nic więcej, gdy każde słowo przebiło się przez Deke’a ze zrozumieniem, że zniosła to wszystko i Deke pochylił usta do czubka głowy Jussy i wyszeptał - „Chryste Wszechmogący. Chryste Wszechmogący” - Jego ramiona zacisnęły się - „Chryste Wszechmogący, mała”.

„Było pogotowie” - stwierdził Chace cichym, uspokajającym głosem - „Obejrzeli ją. Uważają, że fizycznie jest dobra. Żadnych trwałych szkód, Deke. Ma zwichnięty nadgarstek, na który musi uważać i mieć owinięty przez około tydzień. Ale przede wszystkim będzie potrzebować odpoczynku i dużej ilości aspiryny, a wyzdrowieje”.

Deke spojrzał z powrotem na Keatona.

Ciało Keatona stało się widocznie zaalarmowane, a jego usta powiedziały - „Trzymaj swoje gówno, Deke”.

Deke trzymał swoje gówno.

Ledwo.

„Dała ci pełne zeznanie?” - zapytał.

„Kończyliśmy. Musi wykonać kilka telefonów, a ja miałem zadzwonić do Krys lub Lauren, żeby przyjechały i…”

„Ona będzie ze mną”.

Poczuł, jak głowa Jussy odchyla się do tyłu, a jej oczy na spodzie jego szczęki, ale nie zdjął wzroku z Keatona.

Chace rzucił mu długie spojrzenie i niczego nie zdradził, kiedy powiedział - „Dobrze, więc dokończmy to, bo mamy lód na jej twarzy i potrzebuje odpoczynku, ale wcześniej musi wykonać kilka telefonów. Ten facet, który jej to zrobił, wykorzystywał ją do wysłania wiadomości do kogoś innego. Chłopcy badają jej telefon, bo to z niego wysłał tę wiadomość” - Przerwał, a potem kontynuował ostrzegawczo - „Teraz to powiem, a ty musisz zachować swoje gówno, Deke”.

„Jestem dobry, Keaton, po prostu to powiedz” - Deke odgryzł swoje kłamstwo, przygotowując się na najgorsze.

Chace spojrzał na niego jeszcze raz, zanim skinął głową i powiedział – „Zadzwonił, kiedy ją dusił. Przyłożył jej telefon, gdy ją dusił, żeby mogli słyszeć. Zastraszył ją i kogoś innego. Chłopcy mają jej telefon. Dała nam swoje hasło i wiemy, że zadzwonił do jej koleżanki, która miała kłopoty”.

Spojrzał na Jussy - „Bianka?”

Jej usta drżały i skinęła głową.

„Kurwa” - mruknął i zwrócił swoją uwagę z powrotem na Keatona.

„Wiesz, że jest sławna”.

Ciało Jussy zacisnęło się w jego ramionach.

Przytulił ją bliżej.

Chace skinął głową - „Jest wcześnie, ale z tego, co powiedziała, nie o to chodzi. Chodzi o tę Biancę. Mamy facetów w jej domu, a wydział kryminalny idzie tam teraz, żeby sprawdzić, czy coś nam zostawił - Jego głos zmienił się, stał się ostrożny i powiedział - „Użył rękawiczek, więc nie ma odcisków, ale rozdarła je podczas walki i dostała trochę jego skóry. Mamy to”.

Rozdarła je... dostała trochę jego skóry.

Chryste Wszechmogący.

Deke zamknął oczy i podniósł Jussy tak, że opierała się dokładnie o jego serce, z głową wsuniętą pod jego podbródek.

Otworzył oczy i rozkazał Chace’owi - „Zadzwoń do Krys. Ona potrzebuje ubrań i gówna. Niech twoi chłopcy pozwolą Krys wziąć jej rzeczy od Jussy. Jedzie ze mną do mojej przyczepy”.

Ciało Chace’a przesunęło się - „Deke, stary, ten facet dał jej dziewczynie tydzień na spłatę wszystkiego, co jest mu winien i powiedział, że wróci. Nie sądzę, żeby myślenie o przyczepie było dobrym pomysłem. Jest odległa i łatwa do sforsowania”.

„Nie będzie sama”.

„Będzie o wiele mniej samotna i o wiele bezpieczniejsza, zostanie z Tate’m i Lauren lub Lexie i Ty. Oba domy mają systemy bezpieczeństwa”.

Deke zacisnął szczękę i powiedział - „Ona będzie ze mną”.

„Deke…”

„Jonas nie jest już dzieckiem, ale mają już dość gówna, które przyszło do ich drzwi wejściowych, nie potrzebują więcej. Więc Tate i Laurie odpadają. Wiesz to samo o Ty i Lexie, a oni mają dzieci, maluchy i to dużo skurwysynów. Więc to będzie przyczepa”.

Jussy wciąż drżała, a jego słowa sprawiły, że robiła to bardziej, więc Deke zaczął głaskać ją po plecach.

„Deke, do cholery...” - zaczął Chace.

Deke mu przerwał - „Masz zasoby, trzymaj jednostkę przy przyczepie. Mam to w dupie. Nie ma znaczenia, porozmawiam z załogą, a oni będą pracować na zmiany, mając ją na oku. Ale ona ledwo zna Tate i Laurie i nie sądzę, żeby spotkała Ty i Lexie. Musi być ze mną”.

„Chcę być z Dekiem”.

To wyszło od Jussy.

Jej głos brzmiał niewłaściwe, chrapliwe i ochryple, więc Deke również sprawdził ją, kiedy to usłyszał.

Nie odpowiedział fizycznie ani werbalnie Chace’owi. Po prostu gapił się na swojego przyjaciela, aby wyrazić swoją opinię.

Chace przeniósł wzrok z Deke’a na Jussy, a jego twarz zmiękła.

„Dobrze, Justice. Jakkolwiek chcesz. Zrobimy co w naszej mocy, aby umieścić przy przyczepie Deke’a patrol i jeśli to możliwe, utrzymać tam jednostki” - Spojrzał na Deke’a - „Potrzebuję cię na szybkim wybieraniu, stary, i przygotujesz załogę. Nie byłem w jej domu, więc nie wiem, z czym pracujemy, profesjonalista czy coś innego. Rozbicie szkła mówi coś innego. Profesjonaliści wyszliby w inny sposób i to jedyna dobra wiadomość, jaką do tej pory otrzymaliśmy. Ale muszę zobaczyć. W międzyczasie nie ryzykuj, jeśli będziemy mieli nieoznaczonego podążania za tobą, gdy będziesz jechał, wypatruj, czy…”

Urwał, ale Deke go zrozumiał.

Ktokolwiek jej to zrobił, może ją obserwować. Gdyby nieoznakowany podążał za nimi do przyczepy Deke'a, zauważyliby ogon.

„Tate nie da się zauważyć” – powiedział mu Deke.

„W takim razie dzwonię do Krys i dzwonię do Tate’a” - odparł Chace, a jego wzrok opadł na Jussy - „Justice, wyjdę. Wykonam kilka telefonów. Posortuję kilka rzeczy. Wtedy pozwolimy ci odejść i będziesz mogła wrócić do domu z Deke’iem. Kiedy to ogarniemy, dam ci telefon przed wyjazdem i potrzebuję, abyś dzwoniła i dawała mi wszystko, co masz. Dobrze?”

„Pamiętam plan, poruczniku Keaton” - powiedziała cicho.

Chace skinął głową.

„Trzymaj to w ukryciu” - zażądał Deke i zwrócił uwagę Chace’a.

Jego słowa były stanowcze, gdy odpowiedział - „Trzymamy”.

Deke miał na myśli, że Jussy nie potrzebowała, by media pełzały po tym wszystkim.

Uznał, że Chace wiedział, co miał na myśli, ale wiedział też, że naprawdę nie potrzebują mediów, żeby się w tym pełzały. Po Daltonie, seryjnym mordercy i bzdurach Arniego Fullera, Carnal miało wyraźną reputację i ta reputacja była ogólnokrajowa. Wychodzili z mrocznych czasów i docierali w jasne. Więc Deke miał nadzieję, że żaden pieprzony gliniarz w tym budynku nie chciał zrobić niczego, co mogłoby temu zagrozić.

Spojrzał w dół na Jussy, a ona musiała to poczuć, bo odchyliła głowę do tyłu i spojrzała na niego.

Chryste, sukinsyn pobił ją mocno.

Deke odepchnął to i powiedział - „Musisz tu posiedzieć przez dwie minuty, podczas gdy porozmawiam z Chace’m”.

Brzmiała bardziej chrapliwie i Deke to też musiał odeprzeć, kiedy odpowiedziała - „Możesz rozmawiać przy mnie”.

„Musisz mi to dać, Jussy”.

Popatrzyła na niego. Przycisnęła się do niego bliżej.

Potem odprężyła się i skinęła głową.

Zsunął się ze stołu, wziął krzesło i ostrożnie położył na nim.

Zauważył, że worek z lodem, którego używała, leżał na stole, prawdopodobnie tam, gdzie go rzuciła, żeby się wkurzył, więc usłyszała jego ryk.

Sięgnął po niego, złapał go i wręczył jej.

„Z powrotem na twarz” - rozkazał.

Skinęła głową, wzięła go, cały czas patrząc mu w oczy, i przyłożyła go do twarzy.

„Dobrze, Cyganko” - szepnął - „Zaraz wracam”.

„Dobrze, Deke”.

Wyprostował się, spojrzał na Keatona i podszedł do drzwi.

Poczekał, aż przejdą przez nie i trochę dalej korytarzem, zanim odwrócił się, mówił cicho i wciąż był przygotowany na najgorsze.

„Jest w piżamie, bose stopy, ale czegoś mi nie mówisz?”

Współczucie uderzyło w rysy Chace’a, czego nie próbował ukryć, ale jego odpowiedź brzmiała - „Nie została naruszona, Deke”.

Poczuł, że jego wnętrzności zaczynają się rozluźniać, właściwie poczuł, jak jego ramiona opadają, gdy napięcie z nich znikało, i kontynuował - „Wystąpiła u Bubby poprzedniego wieczoru”.

„Słyszałem. Widziałem też, ale nie z bycia tam. Z tego, co mogę powiedzieć, dwa tuziny osób zrobiło filmy i zdjęcia. W mediach społecznościowych. Wszędzie. Słyszałem, że Krys nie była zadowolona, nawet jeśli oznaczało to, że kilka osób przyszło na drinka. Krys lubi tyłki na stołkach, więc nie zrozumiałem tego, dopóki nie usłyszałem, jak Justice mówi o tym, jak blisko jest Krys. Tate jest po prostu wkurzony. Chcą klientów, ale nie chcą być na radarze. Sprawy ucichły teraz, gdy minął czas, odkąd jeden z ich barmanów został oznaczony jako seryjny morderca. Nie potrzebują odświeżonych wspomnień o tym”.

Miał rację.

Ale w tej chwili nie o tym myślał Deke.

„Jesteś pewien” - wskazał brodą w stronę pokoju, w którym była Jussy - „…że nie chodziło o to, że Jussy zajęła tę scenę?”

„To, co zgłosiła, że wypowiedział jej imię, ale nie zażądał od niej ani jednej obietnicy. Chodziło mu o telefon i wiadomość, którą wysyłał. Właściwie, jeśli jej szukał, te zdjęcia i wideo, które trafiły do Internetu, pomogły mu ją znaleźć”.

Świetnie.

Deke skinął głową i powiedział - „Ta suka, jej przyjaciółka, ma problemy”.

„Justice mówiła o tym swobodnie”.

Deke odetchnął głęboko.

Chace był blisko - „Musisz tam z nią wejść. To, jak tu sobie radzi, było cudem, ale straciła gówno, kiedy tu dotarła i nie było to zaskakujące. Jasne, że bardzo lubi Krys, nie jestem pewien, jak to się stało, i Jima-Billy’ego, którego łatwiej lubić, ale najwyraźniej jedyną bliską osobą, jaką ma w mieście, jesteś ty” - Chace spojrzał na niego jeszcze raz - „Chociaż w swoim wywiadzie wspomniała o Krys i Jimie-Billy’m i nic nie powiedziała o tobie”.

„Masz oczy, czy muszę wyjaśnić wszystko, co widziałeś przez ostatnie dziesięć minut?” - zapytał Deke.

Chace zacisnął usta, nie wkurzony, ale starając się nie uśmiechać.

To sprawiło, że Deke się wkurzył.

„Czy to czas, aby to zrobić?” - zapytał Deke.

„Po prostu obserwuj” - odparł Chace, łapiąc go - „Jak byśmy musieli zapewnić jej pomoc dla ofiar, zadzwoń do nas. Zadzwoń, Deke. Została zaatakowana, pobita i z tego, co relacjonuje, duszona do tego stopnia, że była bardzo blisko tego. I trzymaj w ryzach swoje gówno na ten temat też” – powiedział szybko, dobry glina, sprytny człowiek, nie przegapił żadnej odpowiedzi Deke’a od chwili, gdy go zobaczył, do tej sekundy w korytarzu - „Ona jest tutaj. Nic jej nie będzie. I musisz jej pomóc, a jeśli potrzebowałaby kogoś, na kogo mogłaby to wyłożyć za kogoś, o kogo nie bałaby się, że wyruszy na misję zemsty i sianie spustoszenia w Stanach Zjednoczonych, dopóki nie znajdzie tego dla niej”.

Deke nie uważał go za zabawnego.

To, co zrobił, to chrząknięcie - „Słyszę cię”.

Chace odsunął się i powiedział - „Idź”.

Deke się nie zawahał.

Poszedł.

*****

„Dobrze, poruczniku Keaton” - Pauza - „Okej, dzięki, uh… Chace” - Pauza - „Racja. Dam ci znać. Dzięki jeszcze raz” - Kolejna pauza - „Dobra, do widzenia”.

Jussy rozłączyła się, trzymając telefon, przesuwając kciukiem po ekranie, a Deke wiedział, że sprawdza SMS-y, bo wydawało się, że przyszła ich setka, kiedy rozmawiała z Chace’m.

Skończyła z tym i podniosła swoje wielkie brązowe oczy na Deke’a.

Siedziała po turecku na jego kanapie. Wyszła z posterunku w wiatrówce, ale w chwili, gdy zabrał ją do swojej przyczepy, znalazł swoją flanelową koszulę i kazał jej ją zmienić.

Policjanci nie pieprzyli się z przetwarzaniem jej telefonu, żeby mogli oddać jej go przed ich wyjazdem, a ona nie pieprzyła się z wykonywaniem telefonów, podczas gdy Deke robił jej kawę rozpuszczalną, dawał jej aspirynę, wykonywał własne telefony do swojej załogi i przebierał prześcieradła na jego łóżku.

Teraz była na jego kanapie, a Deke biodrami do kuchennego blatu.

„Cóż, słyszałeś większość, ale nie znasz SMS-ów, więc pozwól, że podsumuję” - oznajmiła, po czym zaczęła od razu - „Porucznik Keaton jest teraz dla mnie Chace’m i jest w pełni poinformowany. Zadzwoniłam do Joss i Dany i postradały zmysły. Dodzwoniłam się do Lacey i straciła rozum. Myślę, że odwiodłam Joss i Danę, żeby nie rzucały wszystkiego i nie przylatywały tutaj, bo moja mama potrafi dramatyzować, a ja tego nie potrzebuję. A Dana jest wrażliwa, spojrzałaby na mnie i straciła opanowanie, a ja też tego nie potrzebuję”.

Wzięła głęboki oddech, skrzywiła się i mówiła tym ziarnistym głosem, który stawał się coraz lepszy, ale wciąż powodował jego wkurzanie.

Sądziłam, że odwiodłam Lacey od odwoływania koncertów, wsiadania do jej prywatnego odrzutowca i ciągnięcia tu tyłka. Sądziłam też, że wyperswadowałam jej przyjazd tu w niedzielę. Ale Jiggy, jej menedżer, właśnie napisał SMS-a, że wróciła do tej tyrady. Powiedział też, że nie mieli żadnych gróźb ani nie widzieli nikogo przerażającego lub, powinnam powiedzieć, nikogo bardziej przerażającego niż zwykli przerażający, którzy podążają za Lacey. Ale wzmacnia jej ochronę, bo powiedziałam mu, że ten dupek miał na myśli Lacey, kiedy powiedział ta druga. I powiedziałam Jig’owi, żeby ją trzymał z daleka, bo nie musimy ułatwiać sprawy temu facetowi z nami obiema tutaj”.

Przestała mówić, a Deke zacisnął zęby, powstrzymując się, dając jej przestrzeń, do czasu, kiedy wyglądałoby na to, że rozpadnie się pod ciężarem własnych słów, zabierając ją z powrotem tam, gdzie była zaledwie kilka godzin wcześniej z tym pieprzonym facetem.

Gdyby zaczęła się kruszyć, poszedłby do niej.

Tak jak zwykle Jussy, zebrała to w całość, więc stał tam, gdzie był.

„Jiggy zapewnił mnie, że zniechęci ją do pokazywania się tutaj, nawet w niedzielę” - kontynuowała - „Lacey to prawdziwy snop ognia, więc może, ale nie musi, być w stanie tego zrobić. Jednak Mr T” - podniosła telefon i potrząsnęła nim - „…nie daje się przegadać w niczym, w czym nie chce. Napisał, że ma już zarezerwowane loty i będzie tu dziś wieczorem, aby nadzorować śledztwo… jego słowa. O tym też informowałam Chace’a”.

To było niesamowite, choć nic dziwnego, że miała ludzi, którzy tak bardzo o nią dbali.

I byłoby to ciekawe (czytaj: zabawne) oglądać Chace’a pracującego pod kciukiem tego, kimkolwiek był ten Mr T.

Deke zauważył ostrożnie - „Nie zadzwoniłaś do swojego brata”.

„Nie mam brata” - odpaliła.

Uniósł tylko nieznacznie brodę i powiedział cicho - „Twój wybór, Cyganko”.

Odwróciła wzrok, przełknęła ślinę, jakby to było bolesne, Deke ponownie odepchnął to, co przez to poczuł, a potem spojrzała na niego.

„Mr T zaktywizował także moją publicystkę” - powiedziała - „Nie używam jej często, ale jest na liście płac. Zamierza skontaktować się z Chace’m, aby skoordynować wszystko, co należy zrobić, na wypadek jakiegokolwiek przecieku”.

„Chace obiecał mi, że będzie to ukrywał, a to przyjaciel, Jussy. Znam go dobrze, przez dobre chwile i poważnie złe. Więc mogę ci powiedzieć, że jest cholernie dobrym człowiekiem i naprawdę dobrym gliną. Jak składa taką obietnicę, włoży wszystkie siły, aby jej dotrzymać” - zapewnił ją.

„Dobrze wiedzieć” - wymamrotała.

Deke przyjrzał się jej, wiedząc z tego, co zobaczył, że Chace był nachalny w stosunku do lodu, ponieważ jej twarz była popieprzona, ale obrzęk nie był tak zły, jak mógł być, więc mogłoby to wyglądać o wiele gorzej.

Miał tylko nadzieję, że mogła czuć to wiele gorzej, a teraz tak nie było.

To, co było z jej gardłem, sprawiało, że Deke'a paliły wnętrzności.

Jej głos był bardziej miękki, zaczął drżeć, kiedy powiedziała mu coś jeszcze, co usłyszał.

„Zadzwoniłam do Bianki. Nie odbierała. Zostawiłam wiadomość głosową. Mr T przejął skontaktowanie się z jej rodzicami. Nie chce, żebym była bardziej zdenerwowana niż już jestem. Więc poinformuje ich o tym, co się stało”.

„Mam innego przyjaciela, także dobrego człowieka i diablo inteligentnego” - powiedział Deke - „Ma umiejętności. Ma też biznes, w którym wykorzystuje te umiejętności i ma zespół. Jeśli zechcesz, porozmawiam z Deckerem. On ją dla ciebie znajdzie”.

„Możesz do niego zadzwonić?” - spytała, a zdrowa strona jej twarzy zaczęła się rozpuszczać, teraz, gdy nie miała nic do zrobienia, by przygnieść ją pod ciężarem tego, co się stało, gdy się rozsypywała.

Właśnie wtedy Deke skończył z opieraniem bioder o blat.

Podszedł do niej, zaklinował się obok niej i wziął ją w ramiona.

Tego ostatniego nie musiał robić. Wyszła ze swojej pozycji ze skrzyżowanymi nogami. Przesuwając się na biodro, upadła na jego bok, lądując klatką piersiową na jego, a także na zdrowej części twarzy, obejmując ramieniem jego brzuch, wciskając się w niego.

Dopiero wtedy odpowiedział na jej prośbę.

„Zadzwonię do niego”.

„Dzięki, Deke”.

Trzymał ją jedną ręką, a drugą delikatnie wplótł jej we włosy.

„Zechcesz mi powiedzieć, kim jest ten Mr T?” - zapytał.

„Pan Thurston. Menedżer dziadka. Menadżer taty. Był także moim menedżerem, kiedy byłam bardziej aktywna i nadal jest, prawdę mówiąc, nawet jeśli nie zarządza trasami i nie upewnia się, że nikt mnie nie pieprzy” - Poczuł, jak wypuściła głęboki oddech, zanim kontynuowała - „To dobry facet. Teraz członek rodziny. Chociaż nie był demonstracyjny. Zawsze zajmował się tylko biznesem. Nadal myślę, że wypchnąłby mnie spod pędzącego pociągu, nawet jeśli oznaczałoby to, że przyjąłby to uderzenie”.

„Dobrze, że to masz, Jussy. Wszystko, co masz” - powiedział jej.

„Wiem” - odpowiedziała i wiedziała to całkowicie.

Dał jej następnie to, co chciał jej dać, żeby mogła to przemyśleć, gdy gówno by się uspokoiło, a rzeczy zaczęłyby pieprzyć z jej głową.

„Chace chce, żebym z tobą porozmawiał o pomocy dla ofiar. Jest to wcześnie dla ciebie, mała, ale wkładam to do twojej głowy. Potrzebujesz tego, żeby wiedzieć, jak rzeczy zaczną się z tobą pieprzyć, zadzwonimy i sprowadzimy ci pomoc”.

„Jeszcze raz dziękuję, Deke”.

„Teraz chcę, żebyś przestała mówić” - powiedział - „Musisz odpocząć. Zamierzam też położyć cię do łóżka, bo po prostu potrzebujesz trochę odpoczynku”.

Poczuł, jak jej policzek ślizga się po jego klatce piersiowej i pochylił brodę, żeby złapać jej wzrok.

„Nie mogę spać”.

„Spróbuj”.

„Właśnie wypiłam dwie filiżanki nie najlepszej, ale bardzo mocnej kawy” - powiedziała mu.

Posłał jej uśmiech - „Wiem, że moja Cyganka czuje się lepiej, skoro daje mi gówno o mojej kawie”.

„Pojadę do centrum handlowego przy pierwszej okazji i przywiozę ci twój własny ekspres Mr Coffee na cztery kawy. Żaden pijący kawę nie powinien pić instant”.

„Lubię to”.

„To okropne”.

„To kawa”.

„To okropna kawa”.

„To dla ciebie wymówka, żebyś rzucała mi gówno, żeby nie kłaść się i nie spróbować się zdrzemnąć”.

„Dzieje się tak, bo nie ma mowy, żebym zrealizowała tę część zamówienia, w której przymknę oko”.

„Więc nie możesz spać, ale możesz odpocząć”.

„Deke”.

„Justice”.

Poszli na gapienie się, coś, co Deke miał przeczucie, że wygrałby, ale nie miał szansy, aby to urzeczywistnić.

Usłyszał nadjeżdżające pojazdy.

Spojrzał na drzwi i poczuł, jak jej głowa unosi się nad jego klatkę piersiową i też tam spogląda.

Ostrożnie odłączył się od niej, wstał i podszedł do bocznego okna.

Potem wypuścił westchnienie.

Camaro Krysa, Charger Lexie, a jeśli to nie było wystarczająco złe, Krys wyraźnie przyprowadziła bandę, a nie tylko torbę wypełnioną rzeczami Jussy i ta grupa zawierała Twylę i Deke wiedział o tym, bo jej pickup podążał za Charger’em Lexie.

Spojrzał na Jussy.

„Przybyła wielkowłosa kawaleria”.

Jej brwi się złączyły, wzdrygnęła się i znowu jego wnętrzności zapłonęły.

„Zostań tutaj” - rozkazał.

Skinęła głową.

Deke wyszedł za drzwi.

Był na dole schodów przed zamkniętymi drzwiami, kiedy wszystkie wysiadły z samochodów i zaczęły włóczyć się po jego drodze, gang dziewczyn zawierający Lauren, która niosła torbę.

„Nie mogłyście wziąć jednego samochodu?” - zapytał.

„Zejdź mi z drogi, wielkoludzie” - zażądała Krys.

Była wkurzona i nie ukrywała tego, była to podstawa emocjonalnej warstwy Krys.

Chociaż teraz widział, że była znacznie bardziej wkurzona niż zwykle.

„Miała ciężki poranek” – warknął Deke.

„Nie chrzanisz?” - zapytała Krys, zatrzymując się przed nim.

„Ona nie potrzebuje, żebyś straciła rozum” - powiedział jej Deke.

Krystal nie miała żadnej odpowiedzi poza położeniem na nim dwóch rąk, by odepchnąć go z jej drogi.

Nie było szans, żeby Krys zepchnęła Deke’a z jej drogi.

Była jednak szansa, że, skoro Krys w zaawansowanej ciąży chciała dostać się do swojej przyjaciółki, Deke sam dał się zepchnąć z jej drogi.

Co zrobił.

Otworzyła jego drzwi i weszła.

„Hej, Deke” - przywitała się Laurie, przechodząc obok niego, z mieszanką wojowniczego rozbawienia i troski.

Deke kiwnął brodą.

„Deke” - powiedziała Lexie, również przechodząc obok niego z tym samym wyrazem twarzy, z wyjątkiem tego, że z Lexie było jasne, że to rozbawienie wygrywa.

Deke nic nie powiedział i to nie tylko dlatego, że słyszeli ze środka Krys - „Skurwysyn!

„Yo” - Twyla powitała go, nie przerywając kroku, gdy szła tuż obok niego.

Wszedł za Twylą.

Miał przyzwoitych rozmiarów Airstream.

On, Jussy i cztery kobiety to o cztery kobiety za dużo.

„Nie wierzę w to gówno!” - Krys wciąż krzyczała.

„Uspokój się” - mruknął Deke.

Jej oczy skierowały się na niego.

Uspokój się?” - krzyknęła.

„Hej, Jus” - powiedziała cicho Laura i oderwał wzrok od Krys, by zobaczyć, jak Laurie przepycha się i stawia torbę na podłodze przy kanapie - „Krys i ja byłyśmy u ciebie. Mamy trochę twoich rzeczy. Myślimy, że jesteś zabezpieczona, ale jak byś potrzebowała czegoś innego, zadzwoń do nas, a my się tym zajmiemy”.

„Hej, jestem Lexie” - oznajmiła Lexie, zanim Jussy zdążyła zamienić słowo z Laurie. Lexie przysuwała się bliżej Jussy, robiąc to z przyjaznym, ale ostrożnym uśmiechem na jej pięknej twarzy - „Rozumiem, że to nie jest dobry czas, abyśmy się poznały, ale Krys zadzwoniła, mówiąc, że zostajesz tutaj z Deke’iem i pomyślałyśmy… no wiesz…”

Nie podzieliła się tym, co myślała, że Jussy wie.

Krystal tak.

„Skoro Jus musi tu z tobą zostać, robimy przegląd tego miejsca i inwentaryzację. Powiedziałam Chace’owi, że chcę dupy Jus w mieszkaniu Bubby i moim, a on powiedział, że Jus chce tu być, więc jest tutaj. Ale skoro ona jest tutaj, to zamierzamy to wyszorować, aby kobieta mogła żyć w twoim legowisku bez toksycznych zarodników zakorzeniających się w jej płucach, nie wspominając już o tym, że upewnimy się, że masz trochę jedzenia do nakarmienia”.

Powiedziała to wszystko Deke’owi, nie Jussy i jeszcze nie skończyła.

„A jeśli piśniesz słowo, będę z tego zadowolona, bo szukam powodu, żeby stracić rozum i kogoś, na kim mogłabym go stracić, a ty jesteś dużym facetem. Będziesz mógł to przyjąć, kiedy to zrobię”.

„Jak wy, kobiety, chcecie posprzątać moją przyczepę, nie mam nic przeciwko” - odpowiedział Deke i patrzył, jak trzy kobiety mrugają na niego ze zdziwieniem.

Twyla nie. Była siostrą dla swoich sióstr i była siostrą dla bractwa i to nie dlatego, że była lesbijką, ale dlatego, że była twardzielką. Wiedziała, że ​​żaden mężczyzna nie byłby w porządku z paczką kobiet sprzątających jego dom.

Więc się uśmiechała.

„Ale możecie wrócić i to zrobić” - ciągnął Deke - „Jussy musi się położyć, odpocząć i zanim mi będziecie srały o to” - powiedział ostatnie, ściszając głos - „Już zmieniłem pościel”.

„Rozmawiałam z Tate’m” - powiedziała w tym momencie Twyla, przerywając Krys, która otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, a może pęknąć, chociaż mogła też być ustawiona na więcej wrzasków - „Nie jestem dziś wieczorem w Bubba’s, więc ja jestem tu dziś wieczorem, aby być na czujce. Tate myśli, że w dni, kiedy będzie na to gotowa” - potrząsnęła głową w kierunku Jussy - „…może być w warsztacie ze Stellą, w barze z Krys lub w salonie z Lexie. Nigdy sama. Publicznie. Dużo ruchu. Będzie okej”.

Deke ogłosił alternatywny scenariusz, który w rzeczywistości był jedynym scenariuszem.

„Będzie tu ze mną, a kiedy będzie mogła wrócić do domu, będę tam z nią”.

„Bracie, masz pracę” - przypomniał mu Twyla.

Co przypomniało mu o czymś innym, że nie tylko musiał zadzwonić do Deckera, aby aktywować go do znalezienia tej suki Bianki, ale także musiał zadzwonić do Maxa.

„A ta praca jest u niej, więc zrobię ją, gdy gliniarze zwolnią dom Jussy, z Jussy tam” - odpowiedział Deke.

„W porządku, teraz przyjrzymy się sytuacji z jedzeniem, a potem pójdziemy na zakupy. Wrócimy za kilka godzin, aby posprzątać” - zdecydowała Laurie.

„Potrzebuje ekspresu do kawy” - wtrąciła Jussy - „Jeśli ktoś ma dodatkowy lub jeśli któraś z was mogłaby wrócić do mojego domu i zabrać mój z pomieszczenia gospodarczego, byłoby to mile widziane”.

„Mam czajnik” - powiedział jej Deke - „Nie potrzebuję ekspresu do kawy”.

„Deke, potrzebujesz ekspresu do kawy” - odpowiedziała.

„Nie, nie potrzebuję”.

„Pozwól, że przeformułuję” - odpaliła Jussy - „Ja potrzebuję ekspresu do kawy.”

Deke natychmiast spojrzał na Laurę - „Jak masz czas, przywieź jej ekspres do kawy”.

I patrzył, jak oczy Laury robią się tak wielkie, że wyglądały, jakby miały wyskoczyć jej z głowy i wiedział, że zrobiła to, bo starała się nie wybuchnąć śmiechem.

Deke to zignorował.

Przez ostatnie kilka godzin nie umknęło mu, co oznaczała jego reakcja na atak na Jussy, a co więcej, reakcja Jussy na jego reakcję.

Nie było na razie na to czasu.

Porozmawiają o tym później.

Miał swoją cygańską księżniczkę z poobijaną twarzą, popieprzonym gardłem i mężczyzną, którego nie znali, który chciał ją skrzywdzić.

Przeżył gówno, które spotkało Laurę i Tate’a, kiedy Deke zabrał Laurie do swojego pickupa po tym, jak została porwana i dźgnięta nożem, a potem pojechał jak szalony sukinsyn, żeby zabrać ją do szpitala. To Deke chronił plecy Lexie, kiedy brudny, nieżyjący już szef policji Fuller namierzył Ty, by podrzucić mu gówno do domu, dzięki czemu jego tyłek wróciłby do więzienia. I był jednym z ludzi pomagających wykopać z ziemi Faye, teraz żonę Chace’a.

Gówno Jussy nie zbliży się do bycia tak ekstremalnym.

Co się stało, stało się.

A teraz dla niej to się skończyło.

Na tym musiał się skupić.

Potem załatwią resztę.

„Wszyscy robicie inwentaryzację i pytacie Jus, co lubi. Zróbcie listę. Ja i Deke musimy pogadać” - zarządziła Krys, rzuciła mu spojrzenie, a następnie wyszła z przyczepy.

„Lepiej idź” - nalegała cicho Lexie.

„Tak, lepiej idź” - zgodziła się Laurie.

Deke spojrzał na Jussy.

Uśmiechała się do niego z popieprzoną twarzą i całą sobą.

Nie rozumiał, ale z doświadczenia wynikało, że zawsze tak było.

Wstrzykują sobie siostrzane życie w każdej sytuacji, bez względu na to, czy któraś z nich miała włamanie do domu, z nożem przyciśniętym do gardła, była duszona prawie na śmierć, kiedy miała wokół siebie swoje dziewczyny, siedziała w szalonej piżamie, na kanapie w przyczepie i uśmiechała się.

Westchnął i wyszedł za Krys.

Stała przy swoim Camaro.

Nie odzywał się, dopóki nie dotarł do niej, a kiedy to zrobił, zrobił to przytłumione, aby nie było słychać, gdyby ktoś podsłuchiwał.

„Nie robimy tego teraz i żeby było jasne, nie tylko nie robimy tego teraz, ale nie robimy tego nigdy”.

„Kiedy powiedziałam Chace’owi, że przyjedzie do nas, powiedział mi, że nie będzie cię obchodziło, że jestem w ciąży”.

Deke nic nie powiedział.

Krystal nie odwzajemniła tej przysługi.

„Bub mówi, że wy dwoje coś macie, Jus jest za tym, a ty masz głowę wbitą w dupę.”

Deke milczał.

Twarz Krystal złagodniała.

Nieznacznie.

„Bracie, właśnie została zaatakowana. Po tym będzie ciężko osiągnąć, żeby czuła się bezpiecznie. Podejmując tę awanturę, nie musi zmagać się z bólem, jaki możesz jej zadać, jeśli czuje się w ten sposób, a ty wkładasz ten wysiłek tylko dlatego, że jesteście przyjaciółmi”.

Na to powiedział Deke - „Nie skrzywdzę jej”.

„Myślę, że nie. Dzieje się tak bez względu na to, jak spoko się starasz”.

„Nie skrzywdzę jej” - powtórzył Deke.

Podeszła bliżej - „Wiem, że jesteś dobrym facetem, Deke, ale nie sądzę, że mnie łapiesz”.

„Nie” - burknął - „Ty mnie nie rozumiesz. Ja. Nie. Zamierzam jej skrzywdzić”.

Krystal spojrzała na niego i miała teraz szeroko otwarte oczy.

„Wejdź, dowiedz się, czego potrzebuje, zbierz swoją drużynę” - rozkazał - „Mam kilka telefonów do wykonania i wrócę. Poczekajcie, aż wrócę. Nie chcę jej samej”.

„Dobra, Deke” - zgodziła się z łatwością Krys.

Krystal Briggs zgodna.

Deke ponownie westchnął.

Posłała mu gówniany uśmiech, dalej go nim obdarzała i nie ruszała się.

„Mam telefony do wykonania” - przypomniał jej.

„Racja” - powiedziała, wciąż się uśmiechając i robiąc to, gdy ominęła go i skierowała się z powrotem do przyczepy.

Deke oparł się o jej samochód, patrząc na drogę prowadzącą do jego posiadłości i wyciągając telefon.

Najpierw Chace, by sprawdzić, czy to dobrze, żeby Joe Callahan zaczął jutro pracę, którą powinien był wykonać trzy tygodnie temu i zobacz, czy ktoś może dać mu dostęp do domu, żeby zabić deskami okno.

Następnie Max, by podzielić się tym, co się dzieje i nakłonić go, aby podzielił się tym samym z Callahan’em. Nie wspominając o powiedzeniu mu, że Deke nie był tego dnia w pracy, ale jeśli Chace otworzyłby dom, następnego dnia zabrałby Jussy z powrotem i dalej by się tym zajmował. Im dłużej zająłby jej powrót na siodło, tym większego strachu mogła nabrać, więc lepiej byłoby, gdyby znalazła się w miejscu, w którym wszystko się skończyło.

To był jej dom. Deke musiał pomóc jej to usunąć.

To znaczyłoby, że byłaby z nim, gdyby pracował, a kiedy by skończył, wróciliby do przyczepy, dopóki Callahan nie skończyłby swojej pracy.

Potem zostaliby w jej domu.

Na koniec Jacob Decker.

Musiał znaleźć tyłek Bianki Constantine.

Dla spokoju Jussy co do jej przyjaciółki.

I znaleźć sposób na zrobienie tego gówna.

*****

Kobiety odjechały, kiedy Deke wrócił do przyczepy, a kiedy wrócił, zobaczył, że położyły ją do łóżka.

Kurwa, Jussy w jego łóżku.

Miała wzrok skierowany w jego stronę przyczepy, na boku, z rękoma pod zdrowym policzkiem, a oczy otwarte i wpatrzone w niego.

Poszedł w tę stronę i po drodze podjął decyzję.

Więc kiedy tam dotarł, postępując z nią delikatnie, jakby była kryształem, poprawił ją tak, że opierał się plecami o ścianę u wezgłowia łóżka, tyłek miał na materacu i jej policzek na swoim udzie.

Przesunął palcami po jej włosach.

Były miękkie, loki splątały się wokół jego palców, przylegały, jakby nie chciały, żeby puścił.

„Rozmawiałem z Chace’m” - zaczął szeptem i szedł dalej - „Kończą to, co muszą zrobić u ciebie. Będzie można tam wejść jutro. Rozmawiałem też Maxem. Przysyła Bubbę, żeby zabił deskami twoje okno i zamawia jeszcze jedno. To zwyczajne. Zajmie trochę czasu, zanim tu dotrze, ale będzie”.

„Dobrze, Deke” - ona też mówiła szeptem.

Deke ciągnął tak samo - „Gdy gliniarze skończą z tym, co mają zrobić z domem, wracamy jutro. Callahan może zacząć, a ja wracam do pracy. Będziesz ze mną. Callahan może zostać z tobą, kiedy ja kupię nam kanapki”.

Poczuł, jak wtuliła się w policzek w jego udo, nie wiedział, czy to dla bliskości, czy dla ukrycia dyskomfortu, zanim powtórzyła - „Okej”.

Postanowił przyjąć, że to z dyskomfortu, nawet jeśli nie tylko po to, żeby upewnić ją, że tak nie jest, ale jeśli tak było, żeby ją poza to.

„Musisz tam wrócić, Jussy. To twój dom. Praca jest wykonywana, abyś była w nim bezpieczna. Ale nie będziesz tam sama i jutro wieczorem, dopóki Callahan nie skończy z twoim systemem, zostaniesz tutaj ze mną”.

Nastąpiła pauza i nic się nie poruszyło, zanim ponownie powiedziała - „Okej”.

Nie kłóciła się.

Dobrze.

„Rozmawiałem z Deckerem” - ciągnął Deke - „Jest zajęty, ale sprząta sprawy, przysługa dla przyjaciela. Oznacza to, że zajmuje się tym. Jest dobry, Jussy. On ją znajdzie”.

Uniosła rękę, podwinęła ją na jego udzie pod nosem i uścisnęła.

Uścisnęła go, ale czuł w niej napięcie.

Deke wciąż wsuwał rękę w jej włosy, gdy pytał - „Jak mogę cię zrelaksować, mała? Zamknij oczy. Śpij trochę”.

„Tato” - szepnęła.

„Powtórz?”

„Mój telefon, Deke. Jest na twojej szafce nocnej. Czy możesz włączyć moją muzykę? Zagraj w cokolwiek. Cokolwiek od mojego taty”.

Deke sięgnął po jej telefon i wiedział, co zagra.

Było to na jednym z ostatnich albumów Johnny’ego Lonesome, Living Room, albumie, który jej tata i jego zespół nagrali za jednym zamachem podczas sesji akustycznej w tym samym pokoju w jego domu.

Te sesje były legendarne przez lata, zanim nagrali jedną z nich. Wszyscy wiedzieli, że przez całą swoją karierę jego zespół, który nigdy nie stracił członka, dopóki nie umarł Lonesome (z wyjątkiem perkusisty, który go opuścił, ale tylko po to, by koncertować z Jussy, kiedy ona robiła swoje), grywał w jego salonie tylko dla radości z tego.

Postanowili więc pewnego dnia, ku wdzięczności swoich fanów, nagrać sesję.

To było genialne.

Lonesome od lat wykonywał pewną piosenkę, ale to był pierwszy raz, kiedy ta piosenka nie była nawet zbliżona do nagrania studyjnego. Deke nigdy nie widział tego mężczyzny na koncercie, ale słyszał tę piosenkę z tego albumu i dużo wcześniej, na żywo.

A Deke dowiedział się z tego, co przeczytał kilka nocy temu, że Lonesome grał swoją piosenkę „Never Missing Home” na każdym koncercie.

Miał kilka linijek, które Deke myślał, że rozumiał.

Ale tego nie robił.

Nigdy nie chcę zostawić mojej Justice, mojego domu.

Więc zabieram ją ze sobą, moja mała Lonesome.

Nieważne, Justice zawsze tam jest,

Zawsze tam, nieważne gdzie pójdę.

Moja mała Lonesome,

Robię to, więc nigdy nie tęsknię za domem[1].

Ustawił piosenkę, wcisnął odtwarzanie i wsunął się do łóżka, przyciągając Jussy do góry tak, że spoczywała na jego klatce piersiowej, z twarzą w jego gardle, ramionami Deke’a owiniętymi wokół niej.

Johnny Lonesome śpiewał o swojej córce, podczas gdy ta zwinęła się głębiej w Deke’a i potarła twarz o jego gardło.

„Idealnie” - wyszeptała przez głos jej ojca.

Było. Wiedział o tym.

Wiedział o tym, ponieważ w łóżku z Deke’iem, przytulona, kiedy jej ojciec był z nimi, wystarczyły trzy powroty piosenki i odleciała.


 



[1] To będzie miało inne znaczenie, jeśli przetłumaczymy dosłownie: Nigdy nie chcę zostawić mojej sprawiedliwości, mojego domu. Więc zabieram ją ze sobą, moje kochanie samotne. Nieważne, sprawiedliwość zawsze tam jest, zawsze tam, nieważne gdzie pójdę. Moje kochanie samotne, robię to tak, więc nigdy nie tęsknię za domem.

4 komentarze: