Rozdział
9
Chryste
Wszechmogący
Deke
Deke
pojechał do domu Jussy w poniedziałek rano, wiedząc jedno.
Jeśli
tego dnia ona nie pójdzie i nie kupi im kanapek, on to zrobił.
Miała
swoją przestrzeń.
Mogli
to zrobić.
I
do cholery zrobią to.
Nie
straci jej w jedyny sposób, w jaki mógł ją mieć.
Co
oznaczało, że po prostu jej nie straci.
To
były jego myśli, kiedy skręcił na dojazd do niej, ale wiedział, że Jus będzie tam.
Taka była. Skoro mogła wziąć na siebie całe to gówno, które pieprzyło jej życie
– jej brat zachowujący się jak dupek, jej przyjaciółka schodząca w świat, z
którego nie wyszło wiele osób – i otrząsnęła się z tego, i zrobiła to z
uśmiechem jak kryzysowa mądrala, mogłaby dostać się do właściwej przestrzeni z
Deke’iem.
Takie
były jego myśli, kiedy jechał aleją i, jeśli miałby być ze sobą szczery, nie
był nawet blisko zadowolenia z tego, ale nie dawał sobie innego wyboru.
Kiedy
zobaczył na drodze dwa policyjne radiowozy, te myśli przeszły do historii.
Nie
myślał.
Jego
wnętrzności zacisnęły się, a ból był czystą agonią.
Nie
oznaczało to, że nie wepchnął pickupa do pozycji parkingowej, nie otworzył drzwi
z taką siłą, że musiał je kopnąć, bo odskoczyły od razu i nie wyskoczył z
pojazdu, nawet nie wyłączając zapłonu.
Nie
zamknął drzwi, biegnąc do domu Jussy.
Wyszedł
oficer, spojrzał na Deke’a, a Deke nie spędzał całego czasu w Carnal. Nie
wspominając o tym, że mieli wielu nowych gliniarzy, odkąd wydział został
oczyszczony po upadku Arniego Fullera. Nie znał tego faceta.
Nie
obchodziło go to.
„Proszę
pana…” - zaczął gliniarz, opierając jedną rękę na broni, a drugą unosząc w
kierunku agresywnie nacierającego Deke’a.
„Gdzie
jest Jus?” - zażądał Deke.
„Proszę
pana, muszę wiedzieć…”
„Gdzie jest Jus?” - ryknął, ale nie
czekał na odpowiedź.
Zaczął
biec, tuż obok faceta, prosto w stronę domu.
„Proszę
pana, to miejsce zbrodni. Nie może pan tam wejść” - warknął oficer.
Miejsce zbrodni.
Deke’owi
skręciły się żołądek, rozdzierający ból poszybował prosto w dół, do jąder i
prosto w górę, by zatkać mu gardło, po czym wbiegł do jej domu.
„Niech
to szlag! Proszę pana! Nie może pan tam wejść!” - krzyknął za nim oficer.
„Jezu,
Deke” - Jon, jeden z oficerów, których cholernie znał, wyszedł z korytarza,
który prowadził do sypialni Jussy.
„Ona
tam jest?” - spytał Deke, a jego wnętrzności zawiązały się tak cholernie
ciasno, że można było się dziwić, że nie pojawiła się kawa, którą wypił tego
ranka.
„Nie,
człowieku. Jest na komisariacie z Chace’m” - odpowiedział Jon.
Była
na komisariacie.
Z
Chace’m.
Deke
odwrócił się na pięcie i pobiegł w drugą stronę.
„Znasz
ją?” - zapytał Jon plecami, kiedy Deke prawie rozdeptał drugiego gliniarza,
który go ścigał.
Deke
nie odpowiedział.
Pognał
do swojego pickupa, wsiadł, wykręcił i zaciągnął tyłek na komisariat.
Zobaczył
tam pickupa Jussy, jakby wjechała nim w to miejsce, kiedy postradała wszystkie zmysły.
Ledwo
był w stanie zrobić to samo na jednym z nielicznych wolnych miejsc, zanim
zaparkował pickupa, wysiadł, zatrzasnął drzwi, nie zamknął zamków i pobiegł na komisariat.
Kiedy
wszedł, zauważył ruch, ale patrzył tylko na kobietę w mundurze za biurkiem.
Kobieta, którą poznał, zapomniał jej imienia i miał to w dupie.
Ona
też patrzyła na niego.
Nawet
się nie odezwała, a on nawet nie podszedł do biurka, zanim warknął - „Gdzie
jest Jus?”
„Przepraszam,
Deke, uh…”
Zatrzymał
się przy biurku, pochylił się do niej i zagrzmiał - „Gdzie jest Justice Lonesome?”
Na
jej twarzy malował się szok i niepokój, jej ręka przesuwała się w kierunku
broni, ale to też nie go obchodziło.
Poczuł
ją i zwrócił w tę stronę wzrok.
Wybiegała
z holu z tyłu, ubrana w najbardziej absurdalną piżamę, jaką kiedykolwiek
widział, od góry do dołu. Spodnie i koszulka w drobny nadruk, który wprawiał w
zakłopotanie. Miała też na sobie wiatrówkę Carnal Police. Nie miała nic na
nogach. Jej włosy były rozpuszczone.
A
lewa strona jej twarzy była pobita do gówna, a jej piękne gardło pokrywały
wściekłe, brzydkie, fioletowe siniaki.
Widział
to wszystko, ale nadal oglądał, gdy ruszył w jej stronę i nie zatrzymał się,
nawet gdy usłyszał funkcjonariuszkę mówiącą - „Deke, muszę zapytać…”
Poruszał
się i Jussy dalej się poruszała, więc kiedy dotarli do siebie, zderzyli się.
Objął
ją ramionami, a ona objęła go swoimi, popychając… nie, cholernie zakopując się w jego ciele.
Uniósł
rękę i ujął jej głowę, przyciskając zdrowy policzek do swojej piersi, kiedy
wyrzuciła złamane - „Deke”.
„Jestem
tutaj. Właśnie tutaj, mała”.
Poczuł,
jak jej ciało zaczyna drżeć.
Kurwa,
wszystko, co przeżył, wszystko, co zrobił, wszystko, co widział, wszystko, co
mu zrobiono jego mamie.
Przeszedł
przez to wszystko, dostarczając tylko kilka zasłużonych kopów w tyłek podczas
tego.
Teraz
miał cholerną ochotą kogoś zabić.
„Deke”.
To
nie była Jussy.
Podniósł
oczy znad czubka jej wspaniałych włosów i zobaczył Chace’a, nie blisko, nie daleko.
„Co
się, kurwa, stało?” - zażądał wiedzieć.
Poczuł
nacisk na dłoni, gdy głowa Jus cofnęła się i spojrzał na nią, kiedy zaczęła -
„Ja…”
„Nie
ty, Cyganko” - wyszeptał łagodnie i ponownie podniósł wzrok na Chace’a Keatona,
przyjaciela i detektywa Carnal - „Ty” - wycedził.
Chace
przeniósł wzrok z Deke’a na Justice i z powrotem na Deke’a.
„Rozumiem,
że jesteście blisko” - zauważył.
„Mów do mnie!” - Deke zagrzmiał.
Ciało
Jussy podskoczyło mu w ramionach.
Deke
natychmiast zwinął się w nią, mówiąc w czubek jej włosów - „Już dobrze, mała.
Dobrze, Jussy. Trzymaj się”.
„Pozostań
dobrze, zabierzmy to do pokoju” - powiedział Chace.
Deke
zwrócił uwagę na Chace’a i podniósł brodę.
„Jest
dobrze?” - zapytał Chace.
„Dobrze”
- mruknął Deke.
Chace
obejrzał jego i Jussy przez kolejne uderzenie serca, zanim powiedział -
„Chodźmy”.
I
wtedy Deke zgiął się w kolanach i wziął Jus w ramiona, jakby była rannym
źrebakiem, który brał dwa ostatnie wdechy.
Przycisnęła
się do niego, kiedy ją podniósł i pozostała wciśnięta głęboko, gdy szedł za
Chace’m do korytarza i patrzył, jak Chace otwiera drzwi i staje na zewnątrz.
Deke
wsunął się, podszedł do stołu na środku pokoju, obrócił się do niego i
podciągnął na nim.
Ułożył
Jussy na swoich kolanach, żeby była blisko i mocno w jego uścisku. Trzymała
ręce zaciśnięte w pięści na jego koszulce, zdrowy policzek do jego klatki
piersiowej i zamknięte oczy.
Widział
tylko spuchniętą, posiniaczoną, popieprzoną stronę jej twarzy.
To
też sprawdził i spojrzał na Keatona, który wszedł do pokoju za nimi i zamknął
drzwi.
„A
teraz mów do mnie” - rozkazał niskim głosem, drżącym z wściekłości, którą
powstrzymywał.
Chace
mówił.
„Ktoś
włamał się do jej domu. Justice powiedziała, że słyszała tłuczone szkło. Dopadł
ją, zaatakował, przyłożył nóż do jej gardła, dusił i…”
Chace
nie powiedział nic więcej, gdy każde słowo przebiło się przez Deke’a ze
zrozumieniem, że zniosła to wszystko i Deke pochylił usta do czubka głowy Jussy
i wyszeptał - „Chryste Wszechmogący. Chryste Wszechmogący” - Jego ramiona zacisnęły
się - „Chryste Wszechmogący, mała”.
„Było
pogotowie” - stwierdził Chace cichym, uspokajającym głosem - „Obejrzeli ją. Uważają,
że fizycznie jest dobra. Żadnych trwałych szkód, Deke. Ma zwichnięty
nadgarstek, na który musi uważać i mieć owinięty przez około tydzień. Ale
przede wszystkim będzie potrzebować odpoczynku i dużej ilości aspiryny, a
wyzdrowieje”.
Deke
spojrzał z powrotem na Keatona.
Ciało
Keatona stało się widocznie zaalarmowane, a jego usta powiedziały - „Trzymaj
swoje gówno, Deke”.
Deke
trzymał swoje gówno.
Ledwo.
„Dała
ci pełne zeznanie?” - zapytał.
„Kończyliśmy.
Musi wykonać kilka telefonów, a ja miałem zadzwonić do Krys lub Lauren, żeby przyjechały
i…”
„Ona
będzie ze mną”.
Poczuł,
jak głowa Jussy odchyla się do tyłu, a jej oczy na spodzie jego szczęki, ale
nie zdjął wzroku z Keatona.
Chace
rzucił mu długie spojrzenie i niczego nie zdradził, kiedy powiedział - „Dobrze,
więc dokończmy to, bo mamy lód na jej twarzy i potrzebuje odpoczynku, ale
wcześniej musi wykonać kilka telefonów. Ten facet, który jej to zrobił,
wykorzystywał ją do wysłania wiadomości do kogoś innego. Chłopcy badają jej
telefon, bo to z niego wysłał tę wiadomość” - Przerwał, a potem kontynuował
ostrzegawczo - „Teraz to powiem, a ty musisz zachować swoje gówno, Deke”.
„Jestem
dobry, Keaton, po prostu to powiedz” - Deke odgryzł swoje kłamstwo,
przygotowując się na najgorsze.
Chace
spojrzał na niego jeszcze raz, zanim skinął głową i powiedział – „Zadzwonił,
kiedy ją dusił. Przyłożył jej telefon, gdy ją dusił, żeby mogli słyszeć.
Zastraszył ją i kogoś innego. Chłopcy mają jej telefon. Dała nam swoje hasło i
wiemy, że zadzwonił do jej koleżanki, która miała kłopoty”.
Spojrzał
na Jussy - „Bianka?”
Jej
usta drżały i skinęła głową.
„Kurwa”
- mruknął i zwrócił swoją uwagę z powrotem na Keatona.
„Wiesz,
że jest sławna”.
Ciało
Jussy zacisnęło się w jego ramionach.
Przytulił
ją bliżej.
Chace
skinął głową - „Jest wcześnie, ale z tego, co powiedziała, nie o to chodzi.
Chodzi o tę Biancę. Mamy facetów w jej domu, a wydział kryminalny idzie tam
teraz, żeby sprawdzić, czy coś nam zostawił - Jego głos zmienił się, stał się
ostrożny i powiedział - „Użył rękawiczek, więc nie ma odcisków, ale rozdarła je
podczas walki i dostała trochę jego skóry. Mamy to”.
Rozdarła je... dostała trochę jego
skóry.
Chryste
Wszechmogący.
Deke
zamknął oczy i podniósł Jussy tak, że opierała się dokładnie o jego serce, z
głową wsuniętą pod jego podbródek.
Otworzył
oczy i rozkazał Chace’owi - „Zadzwoń do Krys. Ona potrzebuje ubrań i gówna.
Niech twoi chłopcy pozwolą Krys wziąć jej rzeczy od Jussy. Jedzie ze mną do
mojej przyczepy”.
Ciało
Chace’a przesunęło się - „Deke, stary, ten facet dał jej dziewczynie tydzień na
spłatę wszystkiego, co jest mu winien i powiedział, że wróci. Nie sądzę, żeby myślenie
o przyczepie było dobrym pomysłem. Jest odległa i łatwa do sforsowania”.
„Nie
będzie sama”.
„Będzie
o wiele mniej samotna i o wiele bezpieczniejsza, zostanie z Tate’m i Lauren lub
Lexie i Ty. Oba domy mają systemy bezpieczeństwa”.
Deke
zacisnął szczękę i powiedział - „Ona będzie ze mną”.
„Deke…”
„Jonas
nie jest już dzieckiem, ale mają już dość gówna, które przyszło do ich drzwi
wejściowych, nie potrzebują więcej. Więc Tate i Laurie odpadają. Wiesz to samo
o Ty i Lexie, a oni mają dzieci, maluchy i to dużo skurwysynów. Więc to będzie przyczepa”.
Jussy
wciąż drżała, a jego słowa sprawiły, że robiła to bardziej, więc Deke zaczął
głaskać ją po plecach.
„Deke,
do cholery...” - zaczął Chace.
Deke
mu przerwał - „Masz zasoby, trzymaj jednostkę przy przyczepie. Mam to w dupie.
Nie ma znaczenia, porozmawiam z załogą, a oni będą pracować na zmiany, mając ją
na oku. Ale ona ledwo zna Tate i Laurie i nie sądzę, żeby spotkała Ty i Lexie.
Musi być ze mną”.
„Chcę
być z Dekiem”.
To
wyszło od Jussy.
Jej
głos brzmiał niewłaściwe, chrapliwe i ochryple, więc Deke również sprawdził ją,
kiedy to usłyszał.
Nie
odpowiedział fizycznie ani werbalnie Chace’owi. Po prostu gapił się na swojego
przyjaciela, aby wyrazić swoją opinię.
Chace
przeniósł wzrok z Deke’a na Jussy, a jego twarz zmiękła.
„Dobrze,
Justice. Jakkolwiek chcesz. Zrobimy co w naszej mocy, aby umieścić przy
przyczepie Deke’a patrol i jeśli to możliwe, utrzymać tam jednostki” - Spojrzał
na Deke’a - „Potrzebuję cię na szybkim wybieraniu, stary, i przygotujesz
załogę. Nie byłem w jej domu, więc nie wiem, z czym pracujemy, profesjonalista
czy coś innego. Rozbicie szkła mówi coś innego. Profesjonaliści wyszliby w inny
sposób i to jedyna dobra wiadomość, jaką do tej pory otrzymaliśmy. Ale muszę
zobaczyć. W międzyczasie nie ryzykuj, jeśli będziemy mieli nieoznaczonego
podążania za tobą, gdy będziesz jechał, wypatruj, czy…”
Urwał,
ale Deke go zrozumiał.
Ktokolwiek
jej to zrobił, może ją obserwować. Gdyby nieoznakowany podążał za nimi do
przyczepy Deke'a, zauważyliby ogon.
„Tate
nie da się zauważyć” – powiedział mu Deke.
„W
takim razie dzwonię do Krys i dzwonię do Tate’a” - odparł Chace, a jego wzrok
opadł na Jussy - „Justice, wyjdę. Wykonam kilka telefonów. Posortuję kilka
rzeczy. Wtedy pozwolimy ci odejść i będziesz mogła wrócić do domu z Deke’iem.
Kiedy to ogarniemy, dam ci telefon przed wyjazdem i potrzebuję, abyś dzwoniła i
dawała mi wszystko, co masz. Dobrze?”
„Pamiętam
plan, poruczniku Keaton” - powiedziała cicho.
Chace
skinął głową.
„Trzymaj
to w ukryciu” - zażądał Deke i zwrócił uwagę Chace’a.
Jego
słowa były stanowcze, gdy odpowiedział - „Trzymamy”.
Deke
miał na myśli, że Jussy nie potrzebowała, by media pełzały po tym wszystkim.
Uznał,
że Chace wiedział, co miał na myśli, ale wiedział też, że naprawdę nie potrzebują mediów, żeby się w tym pełzały. Po Daltonie,
seryjnym mordercy i bzdurach Arniego Fullera, Carnal miało wyraźną reputację i
ta reputacja była ogólnokrajowa. Wychodzili z mrocznych czasów i docierali w jasne.
Więc Deke miał nadzieję, że żaden pieprzony gliniarz w tym budynku nie chciał
zrobić niczego, co mogłoby temu zagrozić.
Spojrzał
w dół na Jussy, a ona musiała to poczuć, bo odchyliła głowę do tyłu i spojrzała
na niego.
Chryste,
sukinsyn pobił ją mocno.
Deke
odepchnął to i powiedział - „Musisz tu posiedzieć przez dwie minuty, podczas
gdy porozmawiam z Chace’m”.
Brzmiała
bardziej chrapliwie i Deke to też musiał odeprzeć, kiedy odpowiedziała -
„Możesz rozmawiać przy mnie”.
„Musisz
mi to dać, Jussy”.
Popatrzyła
na niego. Przycisnęła się do niego bliżej.
Potem
odprężyła się i skinęła głową.
Zsunął
się ze stołu, wziął krzesło i ostrożnie położył na nim.
Zauważył,
że worek z lodem, którego używała, leżał na stole, prawdopodobnie tam, gdzie go
rzuciła, żeby się wkurzył, więc usłyszała jego ryk.
Sięgnął
po niego, złapał go i wręczył jej.
„Z
powrotem na twarz” - rozkazał.
Skinęła
głową, wzięła go, cały czas patrząc mu w oczy, i przyłożyła go do twarzy.
„Dobrze,
Cyganko” - szepnął - „Zaraz wracam”.
„Dobrze,
Deke”.
Wyprostował
się, spojrzał na Keatona i podszedł do drzwi.
Poczekał,
aż przejdą przez nie i trochę dalej korytarzem, zanim odwrócił się, mówił cicho
i wciąż był przygotowany na najgorsze.
„Jest
w piżamie, bose stopy, ale czegoś mi nie mówisz?”
Współczucie
uderzyło w rysy Chace’a, czego nie próbował ukryć, ale jego odpowiedź brzmiała
- „Nie została naruszona, Deke”.
Poczuł,
że jego wnętrzności zaczynają się rozluźniać, właściwie poczuł, jak jego
ramiona opadają, gdy napięcie z nich znikało, i kontynuował - „Wystąpiła u
Bubby poprzedniego wieczoru”.
„Słyszałem.
Widziałem też, ale nie z bycia tam. Z tego, co mogę powiedzieć, dwa tuziny osób
zrobiło filmy i zdjęcia. W mediach społecznościowych. Wszędzie. Słyszałem, że Krys
nie była zadowolona, nawet jeśli oznaczało to, że kilka osób przyszło na
drinka. Krys lubi tyłki na stołkach, więc nie zrozumiałem tego, dopóki nie
usłyszałem, jak Justice mówi o tym, jak blisko jest Krys. Tate jest po prostu
wkurzony. Chcą klientów, ale nie chcą być na radarze. Sprawy ucichły teraz, gdy
minął czas, odkąd jeden z ich barmanów został oznaczony jako seryjny morderca.
Nie potrzebują odświeżonych wspomnień o tym”.
Miał
rację.
Ale
w tej chwili nie o tym myślał Deke.
„Jesteś
pewien” - wskazał brodą w stronę pokoju, w którym była Jussy - „…że nie chodziło
o to, że Jussy zajęła tę scenę?”
„To,
co zgłosiła, że wypowiedział jej imię, ale nie zażądał od niej ani jednej obietnicy.
Chodziło mu o telefon i wiadomość, którą wysyłał. Właściwie, jeśli jej szukał,
te zdjęcia i wideo, które trafiły do Internetu, pomogły mu ją znaleźć”.
Świetnie.
Deke
skinął głową i powiedział - „Ta suka, jej przyjaciółka, ma problemy”.
„Justice
mówiła o tym swobodnie”.
Deke
odetchnął głęboko.
Chace
był blisko - „Musisz tam z nią wejść. To, jak tu sobie radzi, było cudem, ale
straciła gówno, kiedy tu dotarła i nie było to zaskakujące. Jasne, że bardzo
lubi Krys, nie jestem pewien, jak to się stało, i Jima-Billy’ego, którego
łatwiej lubić, ale najwyraźniej jedyną bliską osobą, jaką ma w mieście, jesteś
ty” - Chace spojrzał na niego jeszcze raz - „Chociaż w swoim wywiadzie
wspomniała o Krys i Jimie-Billy’m i nic nie powiedziała o tobie”.
„Masz
oczy, czy muszę wyjaśnić wszystko, co widziałeś przez ostatnie dziesięć minut?”
- zapytał Deke.
Chace
zacisnął usta, nie wkurzony, ale starając się nie uśmiechać.
To
sprawiło, że Deke się wkurzył.
„Czy
to czas, aby to zrobić?” - zapytał Deke.
„Po
prostu obserwuj” - odparł Chace, łapiąc go - „Jak byśmy musieli zapewnić jej
pomoc dla ofiar, zadzwoń do nas. Zadzwoń, Deke. Została zaatakowana, pobita i z
tego, co relacjonuje, duszona do tego stopnia, że była bardzo blisko tego. I trzymaj
w ryzach swoje gówno na ten temat też” – powiedział szybko, dobry glina,
sprytny człowiek, nie przegapił żadnej odpowiedzi Deke’a od chwili, gdy go
zobaczył, do tej sekundy w korytarzu - „Ona jest tutaj. Nic jej nie będzie. I
musisz jej pomóc, a jeśli potrzebowałaby kogoś, na kogo mogłaby to wyłożyć za
kogoś, o kogo nie bałaby się, że wyruszy na misję zemsty i sianie spustoszenia
w Stanach Zjednoczonych, dopóki nie znajdzie tego dla niej”.
Deke
nie uważał go za zabawnego.
To,
co zrobił, to chrząknięcie - „Słyszę cię”.
Chace
odsunął się i powiedział - „Idź”.
Deke
się nie zawahał.
Poszedł.
*****
„Dobrze,
poruczniku Keaton” - Pauza - „Okej, dzięki, uh… Chace” - Pauza - „Racja. Dam ci
znać. Dzięki jeszcze raz” - Kolejna pauza - „Dobra, do widzenia”.
Jussy
rozłączyła się, trzymając telefon, przesuwając kciukiem po ekranie, a Deke
wiedział, że sprawdza SMS-y, bo wydawało się, że przyszła ich setka, kiedy
rozmawiała z Chace’m.
Skończyła
z tym i podniosła swoje wielkie brązowe oczy na Deke’a.
Siedziała
po turecku na jego kanapie. Wyszła z posterunku w wiatrówce, ale w chwili, gdy
zabrał ją do swojej przyczepy, znalazł swoją flanelową koszulę i kazał jej ją
zmienić.
Policjanci
nie pieprzyli się z przetwarzaniem jej telefonu, żeby mogli oddać jej go przed ich
wyjazdem, a ona nie pieprzyła się z wykonywaniem telefonów, podczas gdy Deke
robił jej kawę rozpuszczalną, dawał jej aspirynę, wykonywał własne telefony do
swojej załogi i przebierał prześcieradła na jego łóżku.
Teraz
była na jego kanapie, a Deke biodrami do kuchennego blatu.
„Cóż,
słyszałeś większość, ale nie znasz SMS-ów, więc pozwól, że podsumuję” - oznajmiła,
po czym zaczęła od razu - „Porucznik Keaton jest teraz dla mnie Chace’m i jest
w pełni poinformowany. Zadzwoniłam do Joss i Dany i postradały zmysły.
Dodzwoniłam się do Lacey i straciła rozum. Myślę, że odwiodłam Joss i Danę,
żeby nie rzucały wszystkiego i nie przylatywały tutaj, bo moja mama potrafi
dramatyzować, a ja tego nie potrzebuję. A Dana jest wrażliwa, spojrzałaby na
mnie i straciła opanowanie, a ja też tego nie potrzebuję”.
Wzięła
głęboki oddech, skrzywiła się i mówiła tym ziarnistym głosem, który stawał się
coraz lepszy, ale wciąż powodował jego wkurzanie.
„Sądziłam, że odwiodłam Lacey od
odwoływania koncertów, wsiadania do jej prywatnego odrzutowca i ciągnięcia tu
tyłka. Sądziłam też, że wyperswadowałam
jej przyjazd tu w niedzielę. Ale Jiggy, jej menedżer, właśnie napisał SMS-a, że
wróciła do tej tyrady. Powiedział też, że nie mieli żadnych gróźb ani nie
widzieli nikogo przerażającego lub, powinnam powiedzieć, nikogo bardziej
przerażającego niż zwykli przerażający, którzy podążają za Lacey. Ale wzmacnia
jej ochronę, bo powiedziałam mu, że ten dupek miał na myśli Lacey, kiedy
powiedział ta druga. I powiedziałam
Jig’owi, żeby ją trzymał z daleka, bo nie musimy ułatwiać sprawy temu facetowi
z nami obiema tutaj”.
Przestała
mówić, a Deke zacisnął zęby, powstrzymując się, dając jej przestrzeń, do czasu,
kiedy wyglądałoby na to, że rozpadnie się pod ciężarem własnych słów,
zabierając ją z powrotem tam, gdzie była zaledwie kilka godzin wcześniej z tym
pieprzonym facetem.
Gdyby
zaczęła się kruszyć, poszedłby do niej.
Tak
jak zwykle Jussy, zebrała to w całość, więc stał tam, gdzie był.
„Jiggy
zapewnił mnie, że zniechęci ją do pokazywania się tutaj, nawet w niedzielę” -
kontynuowała - „Lacey to prawdziwy snop ognia, więc może, ale nie musi, być w
stanie tego zrobić. Jednak Mr T” - podniosła telefon i potrząsnęła nim - „…nie
daje się przegadać w niczym, w czym nie chce. Napisał, że ma już zarezerwowane
loty i będzie tu dziś wieczorem, aby nadzorować
śledztwo… jego słowa. O tym też informowałam Chace’a”.
To
było niesamowite, choć nic dziwnego, że miała ludzi, którzy tak bardzo o nią
dbali.
I
byłoby to ciekawe (czytaj: zabawne) oglądać Chace’a pracującego pod kciukiem
tego, kimkolwiek był ten Mr T.
Deke
zauważył ostrożnie - „Nie zadzwoniłaś do swojego brata”.
„Nie
mam brata” - odpaliła.
Uniósł
tylko nieznacznie brodę i powiedział cicho - „Twój wybór, Cyganko”.
Odwróciła
wzrok, przełknęła ślinę, jakby to było bolesne, Deke ponownie odepchnął to, co przez
to poczuł, a potem spojrzała na niego.
„Mr
T zaktywizował także moją publicystkę” - powiedziała - „Nie używam jej często,
ale jest na liście płac. Zamierza skontaktować się z Chace’m, aby skoordynować
wszystko, co należy zrobić, na wypadek jakiegokolwiek przecieku”.
„Chace
obiecał mi, że będzie to ukrywał, a to przyjaciel, Jussy. Znam go dobrze, przez
dobre chwile i poważnie złe. Więc mogę ci powiedzieć, że jest cholernie dobrym
człowiekiem i naprawdę dobrym gliną. Jak składa taką obietnicę, włoży wszystkie
siły, aby jej dotrzymać” - zapewnił ją.
„Dobrze
wiedzieć” - wymamrotała.
Deke
przyjrzał się jej, wiedząc z tego, co zobaczył, że Chace był nachalny w
stosunku do lodu, ponieważ jej twarz była popieprzona, ale obrzęk nie był tak
zły, jak mógł być, więc mogłoby to wyglądać o wiele gorzej.
Miał
tylko nadzieję, że mogła czuć to wiele gorzej, a teraz tak nie było.
To,
co było z jej gardłem, sprawiało, że Deke'a paliły wnętrzności.
Jej
głos był bardziej miękki, zaczął drżeć, kiedy powiedziała mu coś jeszcze, co
usłyszał.
„Zadzwoniłam
do Bianki. Nie odbierała. Zostawiłam wiadomość głosową. Mr T przejął skontaktowanie
się z jej rodzicami. Nie chce, żebym była bardziej zdenerwowana niż już jestem.
Więc poinformuje ich o tym, co się stało”.
„Mam
innego przyjaciela, także dobrego człowieka i diablo inteligentnego” -
powiedział Deke - „Ma umiejętności. Ma też biznes, w którym wykorzystuje te
umiejętności i ma zespół. Jeśli zechcesz, porozmawiam z Deckerem. On ją dla
ciebie znajdzie”.
„Możesz
do niego zadzwonić?” - spytała, a zdrowa strona jej twarzy zaczęła się
rozpuszczać, teraz, gdy nie miała nic do zrobienia, by przygnieść ją pod
ciężarem tego, co się stało, gdy się rozsypywała.
Właśnie
wtedy Deke skończył z opieraniem bioder o blat.
Podszedł
do niej, zaklinował się obok niej i wziął ją w ramiona.
Tego
ostatniego nie musiał robić. Wyszła ze swojej pozycji ze skrzyżowanymi nogami.
Przesuwając się na biodro, upadła na jego bok, lądując klatką piersiową na
jego, a także na zdrowej części twarzy, obejmując ramieniem jego brzuch,
wciskając się w niego.
Dopiero
wtedy odpowiedział na jej prośbę.
„Zadzwonię
do niego”.
„Dzięki,
Deke”.
Trzymał
ją jedną ręką, a drugą delikatnie wplótł jej we włosy.
„Zechcesz
mi powiedzieć, kim jest ten Mr T?” - zapytał.
„Pan
Thurston. Menedżer dziadka. Menadżer taty. Był także moim menedżerem, kiedy byłam
bardziej aktywna i nadal jest, prawdę mówiąc, nawet jeśli nie zarządza trasami
i nie upewnia się, że nikt mnie nie pieprzy” - Poczuł, jak wypuściła głęboki
oddech, zanim kontynuowała - „To dobry facet. Teraz członek rodziny. Chociaż
nie był demonstracyjny. Zawsze zajmował się tylko biznesem. Nadal myślę, że
wypchnąłby mnie spod pędzącego pociągu, nawet jeśli oznaczałoby to, że przyjąłby
to uderzenie”.
„Dobrze,
że to masz, Jussy. Wszystko, co masz” - powiedział jej.
„Wiem”
- odpowiedziała i wiedziała to całkowicie.
Dał
jej następnie to, co chciał jej dać, żeby mogła to przemyśleć, gdy gówno by się
uspokoiło, a rzeczy zaczęłyby pieprzyć z jej głową.
„Chace
chce, żebym z tobą porozmawiał o pomocy dla ofiar. Jest to wcześnie dla ciebie,
mała, ale wkładam to do twojej głowy. Potrzebujesz tego, żeby wiedzieć, jak rzeczy
zaczną się z tobą pieprzyć, zadzwonimy i sprowadzimy ci pomoc”.
„Jeszcze
raz dziękuję, Deke”.
„Teraz
chcę, żebyś przestała mówić” - powiedział - „Musisz odpocząć. Zamierzam też
położyć cię do łóżka, bo po prostu potrzebujesz trochę odpoczynku”.
Poczuł,
jak jej policzek ślizga się po jego klatce piersiowej i pochylił brodę, żeby
złapać jej wzrok.
„Nie
mogę spać”.
„Spróbuj”.
„Właśnie
wypiłam dwie filiżanki nie najlepszej, ale bardzo mocnej kawy” - powiedziała
mu.
Posłał
jej uśmiech - „Wiem, że moja Cyganka czuje się lepiej, skoro daje mi gówno o
mojej kawie”.
„Pojadę
do centrum handlowego przy pierwszej okazji i przywiozę ci twój własny ekspres Mr
Coffee na cztery kawy. Żaden pijący kawę nie powinien pić instant”.
„Lubię
to”.
„To
okropne”.
„To
kawa”.
„To
okropna kawa”.
„To
dla ciebie wymówka, żebyś rzucała mi gówno, żeby nie kłaść się i nie spróbować
się zdrzemnąć”.
„Dzieje
się tak, bo nie ma mowy, żebym zrealizowała tę część zamówienia, w której
przymknę oko”.
„Więc
nie możesz spać, ale możesz odpocząć”.
„Deke”.
„Justice”.
Poszli
na gapienie się, coś, co Deke miał przeczucie, że wygrałby, ale nie miał
szansy, aby to urzeczywistnić.
Usłyszał
nadjeżdżające pojazdy.
Spojrzał
na drzwi i poczuł, jak jej głowa unosi się nad jego klatkę piersiową i też tam spogląda.
Ostrożnie
odłączył się od niej, wstał i podszedł do bocznego okna.
Potem
wypuścił westchnienie.
Camaro
Krysa, Charger Lexie, a jeśli to nie było wystarczająco złe, Krys wyraźnie przyprowadziła
bandę, a nie tylko torbę wypełnioną rzeczami Jussy i ta grupa zawierała Twylę i
Deke wiedział o tym, bo jej pickup podążał za Charger’em Lexie.
Spojrzał
na Jussy.
„Przybyła
wielkowłosa kawaleria”.
Jej
brwi się złączyły, wzdrygnęła się i znowu jego wnętrzności zapłonęły.
„Zostań
tutaj” - rozkazał.
Skinęła
głową.
Deke
wyszedł za drzwi.
Był
na dole schodów przed zamkniętymi drzwiami, kiedy wszystkie wysiadły z
samochodów i zaczęły włóczyć się po jego drodze, gang dziewczyn zawierający
Lauren, która niosła torbę.
„Nie
mogłyście wziąć jednego samochodu?” - zapytał.
„Zejdź
mi z drogi, wielkoludzie” - zażądała Krys.
Była
wkurzona i nie ukrywała tego, była to podstawa emocjonalnej warstwy Krys.
Chociaż
teraz widział, że była znacznie bardziej wkurzona niż zwykle.
„Miała
ciężki poranek” – warknął Deke.
„Nie
chrzanisz?” - zapytała Krys, zatrzymując się przed nim.
„Ona
nie potrzebuje, żebyś straciła rozum” - powiedział jej Deke.
Krystal
nie miała żadnej odpowiedzi poza położeniem na nim dwóch rąk, by odepchnąć go z
jej drogi.
Nie
było szans, żeby Krys zepchnęła Deke’a z jej drogi.
Była
jednak szansa, że, skoro Krys w zaawansowanej ciąży chciała dostać się do
swojej przyjaciółki, Deke sam dał się zepchnąć z jej drogi.
Co
zrobił.
Otworzyła
jego drzwi i weszła.
„Hej,
Deke” - przywitała się Laurie, przechodząc obok niego, z mieszanką wojowniczego
rozbawienia i troski.
Deke
kiwnął brodą.
„Deke”
- powiedziała Lexie, również przechodząc obok niego z tym samym wyrazem twarzy,
z wyjątkiem tego, że z Lexie było jasne, że to rozbawienie wygrywa.
Deke
nic nie powiedział i to nie tylko dlatego, że słyszeli ze środka Krys - „Skurwysyn!”
„Yo”
- Twyla powitała go, nie przerywając kroku, gdy szła tuż obok niego.
Wszedł
za Twylą.
Miał
przyzwoitych rozmiarów Airstream.
On,
Jussy i cztery kobiety to o cztery kobiety za dużo.
„Nie
wierzę w to gówno!” - Krys wciąż krzyczała.
„Uspokój
się” - mruknął Deke.
Jej
oczy skierowały się na niego.
„Uspokój się?” - krzyknęła.
„Hej,
Jus” - powiedziała cicho Laura i oderwał wzrok od Krys, by zobaczyć, jak Laurie
przepycha się i stawia torbę na podłodze przy kanapie - „Krys i ja byłyśmy u
ciebie. Mamy trochę twoich rzeczy. Myślimy, że jesteś zabezpieczona, ale jak
byś potrzebowała czegoś innego, zadzwoń do nas, a my się tym zajmiemy”.
„Hej,
jestem Lexie” - oznajmiła Lexie, zanim Jussy zdążyła zamienić słowo z Laurie.
Lexie przysuwała się bliżej Jussy, robiąc to z przyjaznym, ale ostrożnym uśmiechem
na jej pięknej twarzy - „Rozumiem, że to nie jest dobry czas, abyśmy się poznały,
ale Krys zadzwoniła, mówiąc, że zostajesz tutaj z Deke’iem i pomyślałyśmy… no
wiesz…”
Nie
podzieliła się tym, co myślała, że Jussy wie.
Krystal
tak.
„Skoro
Jus musi tu z tobą zostać, robimy przegląd tego miejsca i inwentaryzację.
Powiedziałam Chace’owi, że chcę dupy Jus w mieszkaniu Bubby i moim, a on
powiedział, że Jus chce tu być, więc jest tutaj. Ale skoro ona jest tutaj, to
zamierzamy to wyszorować, aby kobieta mogła żyć w twoim legowisku bez
toksycznych zarodników zakorzeniających się w jej płucach, nie wspominając już
o tym, że upewnimy się, że masz trochę jedzenia do nakarmienia”.
Powiedziała
to wszystko Deke’owi, nie Jussy i jeszcze nie skończyła.
„A
jeśli piśniesz słowo, będę z tego zadowolona, bo szukam powodu, żeby stracić
rozum i kogoś, na kim mogłabym go stracić, a ty jesteś dużym facetem. Będziesz
mógł to przyjąć, kiedy to zrobię”.
„Jak
wy, kobiety, chcecie posprzątać moją przyczepę, nie mam nic przeciwko” -
odpowiedział Deke i patrzył, jak trzy kobiety mrugają na niego ze zdziwieniem.
Twyla
nie. Była siostrą dla swoich sióstr i była siostrą dla bractwa i to nie dlatego,
że była lesbijką, ale dlatego, że była twardzielką. Wiedziała, że żaden mężczyzna nie byłby w
porządku z paczką kobiet sprzątających jego dom.
Więc
się uśmiechała.
„Ale
możecie wrócić i to zrobić” - ciągnął Deke - „Jussy musi się położyć, odpocząć
i zanim mi będziecie srały o to” - powiedział ostatnie, ściszając głos - „Już
zmieniłem pościel”.
„Rozmawiałam
z Tate’m” - powiedziała w tym momencie Twyla, przerywając Krys, która otworzyła
usta, żeby coś powiedzieć, a może pęknąć, chociaż mogła też być ustawiona na
więcej wrzasków - „Nie jestem dziś wieczorem w Bubba’s, więc ja jestem tu dziś wieczorem, aby być na
czujce. Tate myśli, że w dni, kiedy będzie na to gotowa” - potrząsnęła głową w
kierunku Jussy - „…może być w warsztacie ze Stellą, w barze z Krys lub w
salonie z Lexie. Nigdy sama. Publicznie. Dużo ruchu. Będzie okej”.
Deke
ogłosił alternatywny scenariusz, który w rzeczywistości był jedynym
scenariuszem.
„Będzie
tu ze mną, a kiedy będzie mogła wrócić do domu, będę tam z nią”.
„Bracie,
masz pracę” - przypomniał mu Twyla.
Co
przypomniało mu o czymś innym, że nie tylko musiał zadzwonić do Deckera, aby
aktywować go do znalezienia tej suki Bianki, ale także musiał zadzwonić do
Maxa.
„A
ta praca jest u niej, więc zrobię ją, gdy gliniarze zwolnią dom Jussy, z Jussy tam”
- odpowiedział Deke.
„W
porządku, teraz przyjrzymy się sytuacji z jedzeniem, a potem pójdziemy na
zakupy. Wrócimy za kilka godzin, aby posprzątać” - zdecydowała Laurie.
„Potrzebuje
ekspresu do kawy” - wtrąciła Jussy - „Jeśli ktoś ma dodatkowy lub jeśli któraś
z was mogłaby wrócić do mojego domu i zabrać mój z pomieszczenia gospodarczego,
byłoby to mile widziane”.
„Mam
czajnik” - powiedział jej Deke - „Nie potrzebuję ekspresu do kawy”.
„Deke,
potrzebujesz ekspresu do kawy” - odpowiedziała.
„Nie,
nie potrzebuję”.
„Pozwól,
że przeformułuję” - odpaliła Jussy - „Ja
potrzebuję ekspresu do kawy.”
Deke
natychmiast spojrzał na Laurę - „Jak masz czas, przywieź jej ekspres do kawy”.
I
patrzył, jak oczy Laury robią się tak wielkie, że wyglądały, jakby miały wyskoczyć
jej z głowy i wiedział, że zrobiła to, bo starała się nie wybuchnąć śmiechem.
Deke
to zignorował.
Przez
ostatnie kilka godzin nie umknęło mu, co oznaczała jego reakcja na atak na Jussy,
a co więcej, reakcja Jussy na jego reakcję.
Nie
było na razie na to czasu.
Porozmawiają
o tym później.
Miał
swoją cygańską księżniczkę z poobijaną twarzą, popieprzonym gardłem i
mężczyzną, którego nie znali, który chciał ją skrzywdzić.
Przeżył
gówno, które spotkało Laurę i Tate’a, kiedy Deke zabrał Laurie do swojego pickupa
po tym, jak została porwana i dźgnięta nożem, a potem pojechał jak szalony
sukinsyn, żeby zabrać ją do szpitala. To Deke chronił plecy Lexie, kiedy
brudny, nieżyjący już szef policji Fuller namierzył Ty, by podrzucić mu gówno do
domu, dzięki czemu jego tyłek wróciłby do więzienia. I był jednym z ludzi
pomagających wykopać z ziemi Faye, teraz żonę Chace’a.
Gówno
Jussy nie zbliży się do bycia tak ekstremalnym.
Co
się stało, stało się.
A
teraz dla niej to się skończyło.
Na
tym musiał się skupić.
Potem
załatwią resztę.
„Wszyscy
robicie inwentaryzację i pytacie Jus, co lubi. Zróbcie listę. Ja i Deke musimy
pogadać” - zarządziła Krys, rzuciła mu spojrzenie, a następnie wyszła z
przyczepy.
„Lepiej
idź” - nalegała cicho Lexie.
„Tak,
lepiej idź” - zgodziła się Laurie.
Deke
spojrzał na Jussy.
Uśmiechała
się do niego z popieprzoną twarzą i całą sobą.
Nie
rozumiał, ale z doświadczenia wynikało, że zawsze tak było.
Wstrzykują
sobie siostrzane życie w każdej sytuacji, bez względu na to, czy któraś z nich
miała włamanie do domu, z nożem przyciśniętym do gardła, była duszona prawie na
śmierć, kiedy miała wokół siebie swoje dziewczyny, siedziała w szalonej
piżamie, na kanapie w przyczepie i uśmiechała się.
Westchnął
i wyszedł za Krys.
Stała
przy swoim Camaro.
Nie
odzywał się, dopóki nie dotarł do niej, a kiedy to zrobił, zrobił to
przytłumione, aby nie było słychać, gdyby ktoś podsłuchiwał.
„Nie
robimy tego teraz i żeby było jasne, nie tylko nie robimy tego teraz, ale nie
robimy tego nigdy”.
„Kiedy
powiedziałam Chace’owi, że przyjedzie do nas, powiedział mi, że nie będzie cię
obchodziło, że jestem w ciąży”.
Deke
nic nie powiedział.
Krystal
nie odwzajemniła tej przysługi.
„Bub
mówi, że wy dwoje coś macie, Jus jest za tym, a ty masz głowę wbitą w dupę.”
Deke
milczał.
Twarz
Krystal złagodniała.
Nieznacznie.
„Bracie,
właśnie została zaatakowana. Po tym będzie ciężko osiągnąć, żeby czuła się
bezpiecznie. Podejmując tę awanturę, nie musi zmagać się z bólem, jaki możesz
jej zadać, jeśli czuje się w ten sposób, a ty wkładasz ten wysiłek tylko
dlatego, że jesteście przyjaciółmi”.
Na
to powiedział Deke - „Nie skrzywdzę jej”.
„Myślę,
że nie. Dzieje się tak bez względu na to, jak spoko się starasz”.
„Nie
skrzywdzę jej” - powtórzył Deke.
Podeszła
bliżej - „Wiem, że jesteś dobrym facetem, Deke, ale nie sądzę, że mnie łapiesz”.
„Nie”
- burknął - „Ty mnie nie rozumiesz. Ja. Nie. Zamierzam jej skrzywdzić”.
Krystal
spojrzała na niego i miała teraz szeroko otwarte oczy.
„Wejdź,
dowiedz się, czego potrzebuje, zbierz swoją drużynę” - rozkazał - „Mam kilka
telefonów do wykonania i wrócę. Poczekajcie, aż wrócę. Nie chcę jej samej”.
„Dobra,
Deke” - zgodziła się z łatwością Krys.
Krystal
Briggs zgodna.
Deke
ponownie westchnął.
Posłała
mu gówniany uśmiech, dalej go nim obdarzała i nie ruszała się.
„Mam
telefony do wykonania” - przypomniał jej.
„Racja”
- powiedziała, wciąż się uśmiechając i robiąc to, gdy ominęła go i skierowała
się z powrotem do przyczepy.
Deke
oparł się o jej samochód, patrząc na drogę prowadzącą do jego posiadłości i
wyciągając telefon.
Najpierw
Chace, by sprawdzić, czy to dobrze, żeby Joe Callahan zaczął jutro pracę, którą
powinien był wykonać trzy tygodnie temu i zobacz, czy ktoś może dać mu dostęp
do domu, żeby zabić deskami okno.
Następnie
Max, by podzielić się tym, co się dzieje i nakłonić go, aby podzielił się tym
samym z Callahan’em. Nie wspominając o powiedzeniu mu, że Deke nie był tego
dnia w pracy, ale jeśli Chace otworzyłby dom, następnego dnia zabrałby Jussy z
powrotem i dalej by się tym zajmował. Im dłużej zająłby jej powrót na siodło,
tym większego strachu mogła nabrać, więc lepiej byłoby, gdyby znalazła się w
miejscu, w którym wszystko się skończyło.
To
był jej dom. Deke musiał pomóc jej to usunąć.
To
znaczyłoby, że byłaby z nim, gdyby pracował, a kiedy by skończył, wróciliby do
przyczepy, dopóki Callahan nie skończyłby swojej pracy.
Potem
zostaliby w jej domu.
Na
koniec Jacob Decker.
Musiał
znaleźć tyłek Bianki Constantine.
Dla
spokoju Jussy co do jej przyjaciółki.
I
znaleźć sposób na zrobienie tego gówna.
*****
Kobiety
odjechały, kiedy Deke wrócił do przyczepy, a kiedy wrócił, zobaczył, że położyły
ją do łóżka.
Kurwa,
Jussy w jego łóżku.
Miała
wzrok skierowany w jego stronę przyczepy, na boku, z rękoma pod zdrowym
policzkiem, a oczy otwarte i wpatrzone w niego.
Poszedł
w tę stronę i po drodze podjął decyzję.
Więc
kiedy tam dotarł, postępując z nią delikatnie, jakby była kryształem, poprawił
ją tak, że opierał się plecami o ścianę u wezgłowia łóżka, tyłek miał na materacu
i jej policzek na swoim udzie.
Przesunął
palcami po jej włosach.
Były
miękkie, loki splątały się wokół jego palców, przylegały, jakby nie chciały,
żeby puścił.
„Rozmawiałem
z Chace’m” - zaczął szeptem i szedł dalej - „Kończą to, co muszą zrobić u
ciebie. Będzie można tam wejść jutro. Rozmawiałem też Maxem. Przysyła Bubbę,
żeby zabił deskami twoje okno i zamawia jeszcze jedno. To zwyczajne. Zajmie
trochę czasu, zanim tu dotrze, ale będzie”.
„Dobrze,
Deke” - ona też mówiła szeptem.
Deke
ciągnął tak samo - „Gdy gliniarze skończą z tym, co mają zrobić z domem,
wracamy jutro. Callahan może zacząć, a ja wracam do pracy. Będziesz ze mną.
Callahan może zostać z tobą, kiedy ja kupię nam kanapki”.
Poczuł,
jak wtuliła się w policzek w jego udo, nie wiedział, czy to dla bliskości, czy
dla ukrycia dyskomfortu, zanim powtórzyła - „Okej”.
Postanowił
przyjąć, że to z dyskomfortu, nawet jeśli nie tylko po to, żeby upewnić ją, że
tak nie jest, ale jeśli tak było, żeby ją poza to.
„Musisz
tam wrócić, Jussy. To twój dom. Praca jest wykonywana, abyś była w nim
bezpieczna. Ale nie będziesz tam sama i jutro wieczorem, dopóki Callahan nie
skończy z twoim systemem, zostaniesz tutaj ze mną”.
Nastąpiła
pauza i nic się nie poruszyło, zanim ponownie powiedziała - „Okej”.
Nie
kłóciła się.
Dobrze.
„Rozmawiałem
z Deckerem” - ciągnął Deke - „Jest zajęty, ale sprząta sprawy, przysługa dla
przyjaciela. Oznacza to, że zajmuje się tym. Jest dobry, Jussy. On ją znajdzie”.
Uniosła
rękę, podwinęła ją na jego udzie pod nosem i uścisnęła.
Uścisnęła
go, ale czuł w niej napięcie.
Deke
wciąż wsuwał rękę w jej włosy, gdy pytał - „Jak mogę cię zrelaksować, mała?
Zamknij oczy. Śpij trochę”.
„Tato”
- szepnęła.
„Powtórz?”
„Mój
telefon, Deke. Jest na twojej szafce nocnej. Czy możesz włączyć moją muzykę?
Zagraj w cokolwiek. Cokolwiek od mojego taty”.
Deke
sięgnął po jej telefon i wiedział, co zagra.
Było
to na jednym z ostatnich albumów Johnny’ego Lonesome, Living Room, albumie,
który jej tata i jego zespół nagrali za jednym zamachem podczas sesji
akustycznej w tym samym pokoju w jego domu.
Te
sesje były legendarne przez lata, zanim nagrali jedną z nich. Wszyscy
wiedzieli, że przez całą swoją karierę jego zespół, który nigdy nie stracił
członka, dopóki nie umarł Lonesome (z wyjątkiem perkusisty, który go opuścił,
ale tylko po to, by koncertować z Jussy, kiedy ona robiła swoje), grywał w jego
salonie tylko dla radości z tego.
Postanowili
więc pewnego dnia, ku wdzięczności swoich fanów, nagrać sesję.
To
było genialne.
Lonesome
od lat wykonywał pewną piosenkę, ale to był pierwszy raz, kiedy ta piosenka nie
była nawet zbliżona do nagrania studyjnego. Deke nigdy nie widział tego
mężczyzny na koncercie, ale słyszał tę piosenkę z tego albumu i dużo wcześniej,
na żywo.
A
Deke dowiedział się z tego, co przeczytał kilka nocy temu, że Lonesome grał
swoją piosenkę „Never Missing Home” na każdym koncercie.
Miał
kilka linijek, które Deke myślał, że rozumiał.
Ale
tego nie robił.
Nigdy nie chcę zostawić mojej Justice,
mojego domu.
Więc zabieram ją ze sobą, moja mała
Lonesome.
Nieważne, Justice zawsze tam jest,
Zawsze tam, nieważne gdzie pójdę.
Moja mała Lonesome,
Robię to, więc nigdy nie tęsknię za
domem[1].
Ustawił
piosenkę, wcisnął odtwarzanie i wsunął się do łóżka, przyciągając Jussy do góry
tak, że spoczywała na jego klatce piersiowej, z twarzą w jego gardle, ramionami
Deke’a owiniętymi wokół niej.
Johnny
Lonesome śpiewał o swojej córce, podczas gdy ta zwinęła się głębiej w Deke’a i
potarła twarz o jego gardło.
„Idealnie”
- wyszeptała przez głos jej ojca.
Było.
Wiedział o tym.
Wiedział
o tym, ponieważ w łóżku z Deke’iem, przytulona, kiedy jej ojciec był z nimi,
wystarczyły trzy powroty piosenki i odleciała.
[1]
To będzie miało inne znaczenie, jeśli przetłumaczymy dosłownie: Nigdy nie chcę zostawić mojej
sprawiedliwości, mojego domu. Więc zabieram ją ze sobą, moje kochanie samotne.
Nieważne, sprawiedliwość zawsze tam jest, zawsze tam, nieważne gdzie pójdę.
Moje kochanie samotne, robię to tak, więc nigdy nie tęsknię za domem.
Cudne❤️ dziękuję 😘
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńZe złego wyszło coś dobrego. Nareszcie razem :)
CZekam na kolejny rozdział