czwartek, 10 lutego 2022

18 - Strata i zysk

 

Rozdział 18

Strata i zysk

Justice

 

 

 

Następnego dnia byłam w pickupie w drodze powrotnej z miasta z kanapkami, kiedy zadzwonił Chace.

Odebrałam go, włączyłam głośnik i powiedziałam - „Hej, Chace”.

„Hej, Justice, dobre rzeczy?”

„Tak” - odpowiedziałam, myśląc, że to słowo jest niedopowiedzeniem.

„Co się dzieje?” - zapytałam.

„Dzwonię, żeby cię powiadomić, że przyszły testy DNA i pasowały. To Caswell włamał się do twojego domu”.

Wszystko na to wskazywało. Ale mimo to poczułam głęboką ulgę, wiedząc, że to prawda.

Że to definitywnie skończone.

„Jesteś okej?” - zapytał Chace, kiedy skręciłam w Ponderosa Road.

„Ulżyło mi” - odpowiedziałam - „Więc tak. Jestem okej”.

„Dobrze to słyszeć, Justice. I, zamierzałam zadzwonić do Deke’a, ale skoro mam ciebie, Faye i ja mamy opiekunkę do dzieci na sobotę. Idziemy do Bubba’s. Chciałaby cię poznać. Może moglibyście przyjechać do miasta i posiedzieć z nami na drinka”.

To wypchnęło dziwactwo, nawet jeśli przyszło z ulgą i po prostu pozostawiło mnie w blasku, bo Chace był przyjacielem Deke’a, zamierzał zadzwonić do Deke’a, ale ponieważ miał mnie, a ja byłam dziewczyną Deke’a, po prostu mnie zapytał.

Nigdy wcześniej mi się to nie przydarzyło.

I to było bardzo miłe.

„Porozmawiam z Deke’m, ale chciałabym poznać twoją żonę” - powiedziałam do Chace’a.

„Świetnie. Ty lub Deke wyślijcie mi SMS-a, by to potwierdzić i mam nadzieję, że się tam zobaczymy”.

„Dobrze, Chace. I dzięki”.

„Nie ma problemu”.

„Nie” - powiedziałam, zmieniając ton - „Mam na myśli: dzięki. Dzięki za to, jaki byłeś na posterunku, kiedy świrowałam. Dzięki za pracę nad tym. Dzięki za wszystko. To twoja praca, ale mam nadzieję, że wiesz, jaka jest ważna. Jak bardzo pomaga wiedza, że kogoś obchodzi to gówno, wie, co robi i coś z tym robi”.

Jego ton też się zmienił, kiedy odpowiedział - „To moja praca, Justice. Ale robię to z jakiegoś powodu, a to, że się przejmuję jest powodem, dla którego to robię, a resztę było miło usłyszeć, jak mówisz”.

„Kupię ci drinka w sobotę” - zaproponowałam, uznając, że nadszedł czas, aby zabrać się do tych skrzynek z bimbrem, które miałam do rozdania dookoła.

„Nie mogę się doczekać, aby pokłócić się z tobą o to, że nie musisz tego robić”.

Uśmiechnęłam się, gdy włączyłam migacz, gdy w polu widzenia pojawił się wjazd na moją aleję dojazdową.

„Później, Chace” - powiedziałam.

„Później Justice. Uważaj i pozdrów ode mnie Deke’a”.

To sprawiło, że mój blask był bardziej promienny.

„Zrobi się. Pa”.

Rozłączył się. Zajechałam dojazdem i zaparkowałam.

Chwyciłam torbę z kanapkami, torbę z La-La Land (Shambles był w imbirowym nastroju, więc na deser były imbirowe przekąski) i wyciągnęłam się z pickupa mojego dziadka.

Weszłam do domu i zastałam Deke’a w studio. Studio, które miało już pełną drewnianą podłogę. Było to zakurzone drewno, ale to nie ukrywało piękna, jakie będzie miało po wypolerowaniu. Deke miał na butach ochronne okrycie i kucał przy gniazdku, nad którym pracował.

Podniósł oczy na mnie stojącą w drzwiach.

„Kanapki” - powiedziałam.

„Racja. Kilka minut, Cyganko” - mruknął i spojrzał z powrotem na gniazdko.

„Kochanie?” - zawołałam.

Jego uwaga wróciła do mnie.

„Dzwonił Chace. DNA pasowało do Caswell’a”.

Widziałam tę samą ulgę, którą ja poczułam błyszczącą w jego oczach tak jasno, że mogłam to zobaczyć nawet z daleka.

Ale powiedział tylko łagodnie - „Dobrze”.

„A Faye i Chace chcą, żebyśmy spotkali się z nimi na drinka w sobotni wieczór w Bubba’s”.

„Jesteś na to gotowa?” - zapytał.

Skinęłam głową.

„Napiszę do Chace’a” - powiedział, spoglądając z powrotem na gniazdko.

Nie minęły nawet dwa tygodnie od napaści na mnie. Odkąd mój świat się zmienił. Odkąd Deke, który już w nim był, wpadł do niego z rykiem, wykrzykując moje imię.

I oto byliśmy, planując drinki z jego przyjaciółmi, tak jak to zrobiliśmy. Jakby to była część życia. Jakby to był naturalny porządek rzeczy.

Latałam dookoła świata i z powrotem, byłam dziewczyną, która robiła takie rzeczy i nie zawracała sobie głowy liczeniem, ile razy okrążyła kulę ziemską.

I dwa razy meandry tego postawiły mnie na ścieżce Deke’a Hightower’a.

Było jasne, że Deke uważał, że to niezwykłe, aby ktoś taki jak ja rozpoznawał nagrody życia.

Ale patrząc, jak pracuje nad moim gniazdkiem, trzymając kanapkę, którą mu kupiłam, zwiniętą w palcach, wiedząc, że zamierzam się z nim nią podzielić, a pod koniec tygodnia będę miała studio (chociaż dla mnie to byłby pokój muzyczny), w którym mogłabym przebywać i się ogrzać, bo tak to stworzył, zastanawiałam się, jak myślał, że kiedykolwiek będę za tym tęsknić.

*****

„Selfie!” - wrzasnęła Laura - „Wszyscy z tyłu baru”.

Muzyka była głośna. Bubba’s było zapakowane.

Była sobotnia noc w Carnal.

„Nie robię selfie” - oświadczył Jim-Billy - „Nawet nie robię zdjęć” - ciągnął.

„No dalej, Jim-Billy” - namawiała Lauren - „Wyślę to Krys. Nie wróci przez jakiś czas, już świruje i powinniśmy dać jej znać, że o niej myślimy”.

„Racja, nie robię selfie, ale co więcej, mój tyłek nie opuszcza tego stołka” – odparł Jim-Billy.

Niezrażona Lauren rozkazała - „Wszyscy, otoczcie Jima-Billy’ego”.

Jim-Billy wyglądał na nieszczęśliwego, ale biorąc pod uwagę, że jego tyłek właściwie nie opuszczał tego stołka, nie miał zamiaru go opuścić, aby uniknąć grupowego selfie.

„Specyficzna tortura, geniusz, który zdecydował się umieścić aparat w telefonie. Kurwa” - mruknął Tate, ale zrobił to, robiąc tak, jak kazała mu żona.

Uśmiechnęłam się do siedzącej obok mnie Faye, nie po raz pierwszy, odkąd spotkałam ją kilka godzin temu, a potem pomyślałam, że Lauren idealnie pasuje do Tate’a, a bujna wspaniałość Lexie idealnie pasuje do oburzającej urody Ty, ale rudowłosa słodycz Faye była bardziej niż idealnie dopasowana do Chace’a z przewagą stróża prawa.

Nie znałam historii Chace’a i Faye. Wiedziałam, że jest bibliotekarką miejską. Wiedziałam, że on miał ten sam wygląd góralskiego mężczyzny, który wyglądał jak wszyscy przyjaciele Deke’a (chociaż był jedynym raczej jasnym niż ciemnym). I wiedziałam, że to ona została pochowana żywcem.

Nie myślałam o tym, biorąc pod uwagę, że większość moich interakcji z Chace’m miała miejsce podczas mojego dramatu lub przez telefon (po moim dramacie).

Ale widząc go z żoną, zdałam sobie sprawę, że jest w nim coś innego.

To Faye została pochowana żywcem, ale rozmawiając z nią zauważyłam, że całkowite szaleństwo tego wydawało się jej nie dotknąć.

To Chace został w jakiś sposób złamany i można było zobaczyć odłamki, które zostały starannie sklejone.

Chyba że był ze swoją żoną, która była zdecydowanie ładna, ale w znacznie bardziej stonowany sposób, nie mówiąc już o tym, że była dużo bardziej wstydliwa i łagodniejsza niż cała reszta.

Ale, kiedy Chace był z Faye, dopiero wtedy był cały.

To była piękna rzecz.

I oboje byli tak fajni, że cieszyłam się, że mają siebie.

Ta oczywista siła Chace’a sprawiła, że Faye wydawała się całkowicie niewzruszona wydarzeniem, które prawdopodobnie złamałoby większość ludzi, a wyraźna, ale spokojna miłość Faye wygładziła wgniecenia w jego zbroi rycerza.

Przestałam o tym myśleć, kiedy Deke pochwycił mnie ramieniem obejmując moją klatkę piersiową, ściągając mnie ze stołka, przesuwając mnie i blokując przed sobą, z plecami przyciśniętymi do niego. Zauważyłam, że Deke nie był facetem, który miał problem ze zrobieniem mu zdjęcia.

Lexie wcisnęła się po mojej prawej stronie w takim samym uścisku z Ty za nią. Laura przekazała telefon Tate’owi, co było dobrym wyborem, bo miał długą rękę. Potem owinęła obie ręce wokół Jima-Billy’ego przed sobą, Lexie wcisnęła się między mnie i Laurie.

Faye i Chace zbliżyli się do Deke’a i mnie z drugiej strony, a Tate pochylił się nad swoją żoną, trzymając przed nami aparat.

„Dla Krys wielki uśmiech!” - wrzasnęła Laura.

Nie wiedziałam jak inni, ale w naszej grupce, złagodzonej kilkoma piwami, w dobrym towarzystwie, nie było mi trudno skierować oczy w obiektyw i obdarzyć Krys dużym uśmiechem.

Widziałam, jak na ekranie pojawia się kilka obrazów, zanim Tate opuścił rękę i wszyscy przesunęliśmy się, oddzielając od siebie na dwie grupy, mężczyźni wrócili do swoich drinków, kobiety utworzyły nową grupkę wokół Lauren, abyśmy mogli pochylić się nad jej telefonem i obejrzeć zdjęcia.

Ale kiedy zobaczyłam zdjęcia, moje ciało znieruchomiało i zagapiłam się.

Wszyscy obdarzyli Krys dużymi uśmiechami. Nawet mężczyźni się nie powstrzymali.

Napoje i zaprzyjaźnianie się w środku pustkowia w barze motocyklowym w górach Kolorado.

Ja tam pośrodku otoczona przez tych dobrych ludzi, uśmiechnięta ogromnie.

Ja.

Jussy.

To było na tym zdjęciu.

Dowód.

Tutaj nie byłam Lonesome.

W Carnal byłam tylko sobą.

Byłam tylko sobą i w tej chwili zrozumiałam coś, co do mnie dotarło, ale nie całkiem do mnie dotarło.

Po całym życiu jako Cyganka znalazłam dom.

„Całkowicie wydrukuję to, oprawię w ramkę i umieszczę za barem” - oznajmiła Lauren, po czym jej spojrzenie padło na mnie - „Jeśli ci to odpowiada, Jus”.

Nie tylko wyrwana z moich myśli, ale także zaskoczona jej tym, co powiedziała, zapytałam - „Dlaczego miałoby nie odpowiadać?”

„Nie chcę cię ujawniać bardziej, niż ty chcesz” - odpowiedziała.

Dobrzy ludzie.

Otaczający mnie.

Dom.

„Całkowicie mi odpowiada to, że jestem częścią tego baru, Laurie” – powiedziałam cicho - „I czy możesz mi je wysłać SMS-em?” - zapytałam, nie dzieląc się tym, że chciałam je nie tylko dlatego, że lubiłam te zdjęcia mnie otoczonej przez przyjaciół, ale także dlatego, że były to pierwsze zdjęcia Deke’a i mnie.

„Jasne” - odpowiedziała.

„Mi też” - wtrąciła Lexie.

„I mnie” - dodała Faye.

Laurie pochyliła się nad telefonem, mamrocząc - „Robi się”.

„Super, dzięki, Laurie” - wymamrotałam, zamierzając wrócić do swojego piwa i Deke’a, który stał za mną, gdy siedziałam na stołku i rozmawiałam z Faye po jednej stronie, Jim-Billy po drugiej, a Lexie za mną. Jim-Billy. Deke stał w grupie mężczyzn, rozmawiając z Ty i Chace’m, a także z Tate’m, kiedy ten nie był z Laurą pracując z tyłu baru. Zbliżyłam się do mojego mężczyzny. Kładąc rękę na jego talii, okrążyłam go od tyłu, przesuwając tę rękę wzdłuż jego krzyża, aby nie przerywać rozmowy, do której wrócił z Chace’m i Ty.

I kiedy to zrobiłam, automatycznie uniósł drugą rękę, żebym mogła się pod nią schować. Kiedy dotarłam na jego drugi bok, wciąż skupiając uwagę na mężczyznach, owinął rękę wokół moich ramion, przyciągając mnie do uścisku z boku, zanim mnie puścił, żebym mogła dotrzeć na swoje miejsce.

Wszystko to uczestnicząc w pogawędce z kumplami.

Ale robiąc to, udało mu się dać mi znać, że wiedział, że jestem blisko.

Lubił mnie blisko. I chciał, żebym to wiedziała.

A kiedy wspięłam się na stołek, przesunął się do mnie, żebym mogła wykorzystać jego długie ciało jako oparcie, a potem poczułam, jak jego ręka przeczesuje moje włosy i spoczęła, lekko zaciśnięta w pięść, na moim ramieniu.

To nie było zaborcze. Deke nie musiał być taki wobec mnie przy tych ludziach.

To było całkowicie czułe.

To był po prostu Deke będący Deke’iem.

Poczułam, że Faye wspina się na stołek obok mnie, ale nie spojrzałam na nią. Zapamiętywałam uczucie Deke’a za mną, jego dłoni we włosach, myślącego o mnie, ale także o tym, że łatwo do tego doszliśmy.

Że to przyszło łatwo. Że życie, które wiedliśmy, sprowadziło go do mnie, żeby mógł dać mi to łatwe.

Ale więcej, żebym mogła to oddać.

Na tę myśl poczułam coś dziwnego, podniosłam wzrok i złapałam wzrok Tate’a patrzącego na moje ramię, gdzie leżała ręka Deke’a.

Musiał wyczuć, że skupił moją uwagę, bo ledwo na niego spojrzałam, spojrzał na mnie.

Nie uśmiechnął się. Nie skinął brodą. Jego twarz nie złagodniała. Wyglądał na refleksyjnego, wręcz zamyślonego. A kiedy spojrzał mi w oczy, nie wytarł tego, żeby to ukryć.

Z tego, co powiedział Deke, było jasne, że ze wszystkich tych ludzi był najbliżej z Tate’m.

Wiedziałam, że to spojrzenie było spojrzeniem, którego nie widziałam, a które miała Joss, kiedy rozmawiała ze mną przez telefon o swoich obawach, że zacieśniałam związek w Deke’m.

Patrząc w oczy Tate’a, wiedząc o tym, nie wiedziałam, co robić. Nigdy nie byłam odbiorcą faceta patrzącego na laskę, w której bujał się jego najlepszy kumpel i zastanawiającego się, czy ona jest właściwa. Zastanawiającego się, czy uszczęśliwi jego przyjaciela. Zawsze to ja musiałam być ostrożna, moi bliscy sto razy ostrożniejsi ode mnie.

Ale byłam bogata. Byłam sławna. Osiedlałam się w dużym domu w górach.

I nic z tego nie pasowało do mężczyzny, którym był Deke.

Mój facet miał trzydzieści osiem lat i wyglądał na to, że był na to otwarty i czekał na odpowiednią kobietę, która pasowałaby do jego życia, tak jak on lubił żyć.

Tate był bystry. Tate był człowiekiem, który dbał o ludzi, którzy coś dla niego znaczyli.

Więc Tate o tym wiedział.

Po prostu nie wiedział, jak ja pasuję.

Nie podejrzewałam, żeby kolesie prowadzili dogłębne rozmowy na temat kobiet, które wybrali jako własne, więc Deke nie dzieliłby się z nim tym.

I wiedziałam, że nie ma sposobu, aby uspokoić umysł Tate’a. Nie mogłam powiedzieć niczego, co by powiedziało mu, jak się czuję, za każdym razem, gdy rozśmieszam Deke’a. Jak się czułam, siedząc właśnie tam, kiedy Deke trzymał na mnie rękę, kiedy Deke od niechcenia robił coś tak przemyślanego, jak ustawianie swojego ciała tak, żebym czuła się bardziej komfortowo na stołku barowym.

Nie mogłam dać mu wielkiego zarozumiałego uśmiechu. To byłoby zdecydowanie za dużo, żeby się przyjrzeć. I nie było słów, które mogłabym wypowiedzieć, które uspokoiłyby jego umysł, że nie tylko to mam, ale zaczynało to dla mnie znaczyć wszystko.

Jedyne, co mogłam zrobić, to siedzieć tam i patrzeć mu w oczy, przyjąć jego wyzwanie i żyć z tym, aby przekazać Tate’owi rzeczy, o których musiał wiedzieć, że nie tylko chciałam uszczęśliwić Deke’a, ale zostałam do tego stworzona.

Po raz pierwszy w życiu miałam coś do udowodnienia.

I patrząc w oczy Tate’a, chciałam to udowodnić.

Wiedziałam, że zrozumiał, że jego wyzwanie zostało przyjęte, kiedy wyciągnął rękę i zastukał raz knykciami w bar przede mną, zanim zerwał kontakt wzrokowy i odszedł.

Tak, Tate był bystry.

A Deke miał dobrych przyjaciół.

Myślałam, że przybyli, by być moi. Do diabła, Lauren chciała mnie na tym zdjęciu z tyłu baru.

Ale wtedy wiedziałam, że nadal muszę zapracować na to od nich wszystkich.

I to wyzwanie też miałam przyjąć.

*****

Późnym wieczorem Deke otworzył drzwi do mojego domu i wprowadził się przede mną.

Miał to w zwyczaju, zarówno w domu, jak i w przyczepie.

To nie było niedżentelmeńskie. Wiedziałam, że po tym, jak blokował drzwi, więc nie mogłam wejść, a on nie odsuwał się, dopóki nie przeskanował oczami obu przestrzeni.

Zrobił to tak samo wtedy, zanim zszedł mi z drogi, odwracając się do panelu sterowania alarmem i wpisując kod.

Zamknęłam drzwi, zablokowałam je i zostałam złapana przez Deke’a z ręką na mojej szyi.

Spojrzałam na niego, łagodnie, nie podchmielona, ale miałam słodki szmerek, co oznaczało, że nasze następne zajęcia będą czadowe.

Seks z Deke’m ze słodkim szmerkiem?

Nie mogłam się doczekać.

Myśląc o tym, przeszłam przez przestrzeń, na której teraz częściowo ułożono podłogę, bo Deke skończył studio w piątek rano, Bubba był w tym dniu, a Deke nie opierdalał się. Bubba też nie.

Deke i Max powiedzieli mi, że skoro dodana ekipa rozpocznie pracę w poniedziałek, ukończenie reszty domu zajmie co najmniej dwa, może trzy tygodnie. Do zamontowania była kuchnia. Akry podłogi. Schody. Łazienki. Okap kominowy.

I kiedy wędrowałam do swojego pokoju, po raz pierwszy pomyślałam, że mogę poczekać. Mogłam poczekać, aż będę miała to wszystko.

Mogłam to zrobić, bo zdobycie tego w ciągu dwóch do trzech tygodni oznaczało, że nie będziemy już tylko ja i Deke.

Z drugiej strony, gdy dni stawały się coraz zimniejsze i krótsze, więc przytulanie się z Deke’iem przy wewnętrznym kominku po zjedzeniu wspaniałego dania z Multicookera, które dla nas bym zrobiła, nie byłoby do niczego.

Dotarłam do swojego pokoju, podniosłam pasek torby przez głowę i podeszłam do szafki nocnej. Włączyłam światło, ale tylko do słabego blasku, podeszłam do komody, zrzuciłam na nią torebkę, ale zrobiłam to dopiero po wyjęciu telefonu.

Uruchomiłam go, przeszłam do swoich tekstów i zobaczyłam, że Lauren wysłała mi cztery wersje naszego grupowego selfie, z tylko drobnymi niuansami różnic w każdym z nich, na wszystkich otaczali mnie ludzie, którzy stawali się moimi ludźmi i uśmiechali się.

Miałam to, było w moim zasięgu. Do diabła, trzymałam w ręku dowód na to.

Moje mniej to było więcej.

Żyłam tym i jedyne, co musiałam zrobić, to dbać o to, pielęgnować, wzmacniać.

Wtedy zawsze będzie moje.

Wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.

Moje miejsce w tym Wszechświecie.

I to było niesamowite.

Do tego stopnia, że mój kciuk zaczął przesuwać się po zdjęciu, aby zapisać to na telefonie, abym mogła przekazać go tacie i zrobić to, co zawsze robiłam z tatą. Nawyk. Nawyk, który oboje mieliśmy.

Nawyk, którego mnie nauczył, bo zaczął go, siedząc pod gwiazdami, w autobusach wycieczkowych, w garderobie, kiedy tylko mieliśmy chwilę spokoju.

A kiedy nasze życie poprowadziło nas różnymi drogami, trzymaliśmy się tego z SMS-ami, wysyłając zdjęcia.

Dzielenie się naszymi błogosławieństwami.

Mój kciuk zatrzymał się i poczułam ostre ukłucie bólu przeszywające moje serce.

Uniosłam głowę, obracając ją, by spojrzeć w noc. Widziałam tylko słabo przefiltrowane srebrzenie księżycowego światła na sosnach.

Moje stopy zaprowadziły mnie do światła na nocnym stoliku, które włączyłam, żeby je wyłączyć.

Następnie zabrały mnie do okien i wpatrywałam się w ciemność.

I po raz pierwszy odkąd odszedł, powstrzymując to, nie mogąc sobie poradzić, przerażona tym, że mnie zmiażdży, cały ciężar jego straty przygniótł mnie, gdy napadały mnie obrazy.

Te obrazy były zdjęciami, które nigdy nie zostaną zrobione, wszystkie szybko biegły jedno po drugim przez mój umysł.

Tata na moim tarasie, z płonącym paleniskiem, wielkim uśmiechem na twarzy, stopami na kamieniach, gitarą na kolanach, opuszkami palców na progach, drugą ręką na strunach.

Tata rano – jego poranek, tak jak mój, ten późny poranek – garbił się na marmurze, który wybrałam na blat na wyspę kuchenną. Jego włosy w nieładzie, twarz pomarszczona od snu, palce jednej ręki wsunięte w rączkę kubka z kawą, drugie ramię owinięte wokół bioder Dany, która zawsze stała blisko taty, tak jak Deke tego wieczoru stał blisko mnie.

Tata w moim studio, muzykujący ze mną.

Tata w Bubba’s, opowiadający historie o drodze, rozśmieszający wszystkich.

Tata przy moim stole w jadalni, krojący indyka na Święto Dziękczynienia i wpychający sobie do ust jego ulubione świąteczne jedzenie, ulubiony posiłek.

Tata siedzący na jednej z kanap, które zamówiłam do dużego pokoju, z butelką piwa w dłoni, Dana zwinięta w jego bok, jego oczy rzucałyby się przez przestrzeń, miałby uśmiech na twarzy.

Ten uśmiech nie byłby skierowany do mnie.

Miałyby być wymierzony w Deke’a, w którym byłabym zwinięta na naszej własnej kanapie.

Byłby to uśmiech męskiego koleżeństwa. Uśmiech szczęścia. Uśmiech, który miałby tata, a którego nigdy nie zobaczę. Uśmiech, który mówiłby, że czuje się bezpieczny, wiedząc, że jego jedyna córka znalazła mężczyznę, który sprawi, że będzie szczęśliwa, dopóki nie przestanie oddychać.

Dłoń dotknęła lekko mojej talii i, zapatrzona w te obrazy, lekko drgnęłam zaskoczona tym dotykiem, kiedy Deke zawołał cicho - „Mała?”

Wpatrywałam się w ciemność, w drzewa, przez które mój ojciec nigdy nie będzie się przedzierał, nie będąc w stanie dojrzeć przez ciemność rzeki, ani nie będzie siedział na tarasie, słuchał i zaznawał spokoju.

„Tej nocy, kiedy byliśmy w Wyoming” - odezwałam się do okna - „…zanim zobaczyłam cię przy tym ogrodzeniu, wychodziłam z baru, żeby zaczerpnąć trochę powietrza. Odetchnąć. Odejść od moich myśli, a może poddać się im, bo moja głowa była popieprzona i musiałam ją oczyścić. A przynajmniej poukładać to”.

Poczułam, że Deke zbliża się do moich pleców, czułam, jak jego słowa poruszają włosami na czubku mojej głowy, słyszałam w jego tonie, że czuje moje wibracje i wpada w nie, więc wiedziałam, że pochylił się do mnie, gdy zapytał - „Jak twoja głowa była popieprzona?”

Trudno byłoby się tym podzielić, zwłaszcza z Deke’iem, kiedy wszystko miałam, a on nie.

Ale nawet wiedząc, że to będzie trudne, w głębi duszy wiedziałam, że to zrozumie.

„Brzmi to źle” - powiedziałam - „Wiem, że tak. Ale to nie czyni tego mniej prawdą, że w tym barze zaczęłam zdawać sobie sprawę, że we wszystkim, co miałam, nie miałam tego, czego chciałam”.

Potrząsnęłam głową, wciąż wpatrując się w noc, dłoń Deke’a przesuwała się z mojej talii do brzucha, jego druga ręka owinęła się wokół moich żeber poniżej moich piersi.

Poczułam, jak jego podbródek dotyka mojego ramienia i mówiłam dalej.

„Chodzi o to, że nie chodziło o to, czego chciałam. Chodziło o to, czego potrzebowałam”.

„Tak?” - zapytał, kiedy nie kontynuowałam.

„Tak” - powiedziałam - „Miałam wszystko. Byłam niespokojna, bo miałam to wszystko w pewnym sensie, ale chciałam coś innego. Czegoś więcej. Byłam niespokojna, bo czułam się niewdzięczna. Wszystko, co miałam, wszystko, co mogłam zdobyć, a chciałam więcej”.

Deke objął mnie ciaśniej - „Wiedziałaś, czego chciałaś?”

Skinęłam głową na noc i odpowiedziałam - „Mniej”.

Jego głęboki głos był spokojny, cichy.

Wydawał się zdziwiony, kiedy zapytał - „Powiedz jeszcze raz?”

Zacisnęłam mocno palce na telefonie, który wciąż trzymałam, unosząc wolną rękę, by przesunąć po przedramieniu Deke’a do nadgarstka, aż mogłam związać swoje palce z jego.

Potem powtórzyłam - „Chciałam mniej”.

„Chciałaś mniej” - mruknął Deke i wiedziałam, że nadal nie rozumie.

„Mniej znaczy więcej” - powiedziałam mu - „Możesz mieć wszystko, ale jeśli nie masz rzeczy, które są ważne, tak naprawdę nie masz niczego”.

Poczułam, jak jego palce zaciskają się w moich, ale nic nie powiedział.

„Miałam dobrych przyjaciół. Dobrą rodzinę. Ale nie miałam…”

Ciebie.

Zostawiłam to słowo niedopowiedziane.

Deke mocno trzymał mnie za rękę.

„Teraz mam to wszystko” - wyszeptałam grubymi słowami - „Mam to wszystko, a on nigdy się nie dowie. On nigdy nie zobaczy. Nigdy nie zazna spokoju, wiedząc, że jego dziewczyna ma wszystko”.

Nastąpiła chwila ciszy, która była ciężka, obciążająca mnie jeszcze bardziej, zanim Deke zapytał łagodnie - „Mówisz o swoim tacie, mała?”

Kiwnęłam głową, a moje gardło zatkało się, kiedy powiedziałam - „A popieprzone jest to, że znalazłam to, bo straciłam jego. Znalazłam to, bo utrata jego oznaczała, że musiałam znaleźć spokój w świecie bez niego. Ale mam więcej. Mam mniej, to więcej. Znalazłam swoje miejsce. Znalazłam swoją oazę. Znalazłam dom. Znalazłam miejsce, w którym będę bezpieczna i pod opieką. Znalazłam spokój. A on nigdy się nie dowie”.

Deke nie odpowiedział.

Ale nie pozwolił mi odejść.

Przytulił mnie do siebie, moje palce pozostały splecione z jego, gdy wpatrywałam się w noc, i robił to przez długi czas.

Potem podniósł brodę z mojego ramienia i przyłożył usta do mojego ucha.

„Chodź do łóżka, Jussy”.

Znowu skinęłam głową i Deke pozwolił mi odejść.

Poruszył się. Poruszyłam się.

Miałam gówno na głowie, a kiedy wkładałam piżamę, napływało więcej gówna.

Tak jak powiedział, że będziemy mieli, a ja wiedziałam, że będziemy (dlatego miałam wizytę u lekarza w przyszłym tygodniu), Deke i ja uprawialiśmy seks regularnie. Zawsze przed pójściem spać. W większości przypadków robiliśmy to, a potem przytulaliśmy się, rozmawialiśmy i robiliśmy to ponownie. Były czasy, rzadkie i zdarzały się tylko wtedy, gdy spędzaliśmy noc u mnie, kiedy mogłam wrócić spać, kiedy skończyliśmy i nie musiałam wstawać i wsiadać do pickupa Deke’a, aby przyjechać do mnie, że budził mnie wcześnie w rano i zabrał nas tam.

Ale wtedy nie byłam w nastroju.

Właśnie wtedy zmagałam się ze zderzeniem emocji, z przetworzeniem których miałam trudności.

Strata i zysk.

Głęboka radość i ostry smutek.

Czując to, chciałam się tylko wspiąć do ciepłego łóżka, spróbować trzymać się resztek tego łagodnego szmerku, który szybko traciłam i iść spać, obudzić się z tym wszystkim i stawić czoła nowemu dniu, kiedy miałabym energię, aby ponownie pogrzebać zło i skupić się na dobru.

To, czego nie chciałam, to uprawiać seks z Deke’iem.

Chciałam się mocno przytulić do mojego wielkiego, ciepłego misia, który pojawił się w postaci góralskiego mężczyzny i użyć jego siły, aby zabrać mnie tam, gdzie powinnam być.

Ale Deke mógł mieć inne pomysły. Zawsze miał inne pomysły. Pomysły, które ja zawsze miałam. I nie wiedziałam, co bym zrobiła, gdyby działał zgodnie z tymi pomysłami, ani jak bym się czuła, gdyby spróbował.

Wspięłam się do łóżka, niepewna, jak podzielić się tym, czym powinnam się podzielić, równie niepewna, jak to przyjmie, i przerażona tym, jak bym się czuła, gdyby jego reakcja nie była taką, jakiej potrzebowałam.

Potem położyłam się w łóżku, Deke mnie wciągnął, odwracając się plecami do siebie. Zwinął się we mnie, podciągając kołdrę do mojego ramienia, a następnie chowając twarz w tyle moich włosów.

I tak mnie trzymał. Jego ręce nie błądziły. Jego usta niczego nie szukały. Nawet nie poczułam twardości jego kutasa na moim tyłku.

Był po prostu Deke’iem, wyczuwając i dając mi to, czego potrzebowałam.

I robiąc to, otworzył to miejsce we mnie. To miejsce, które zamknęłam po tym, jak to zgubiłam w dniu, w którym usłyszałam, że tata zmarł i musiałam je zamknąć, żeby mnie nie zmiażdżyło. To miejsce, w którym wszystko zakopałam i zwróciłam się do Deke’a po tym, jak zostałam napadnięta. To miejsce, do którego nie poszłam, kiedy dowiedziałam się, że jedna z moich najlepszych przyjaciółek może kręcić swoje gówno, ale robiła to z kimś, kto nie był mężczyzną, którego chciałabym, żeby miała, tak bardzo, że jej przyszłość mnie przeraziła.

Zaczęło się od kołysania mojego ciała.

Szloch pojawił się dopiero wtedy, gdy Deke objął mnie w pasie ukośnie, żeby mógł owinąć palce wokół mojej szyi i szepnąć w tył moich włosów - „Wypuść to gówno, Cyganko”.

Boże, Boże.

Miałam nadzieję, że byłam dla niego stworzona.

Bo on na pewno był dla mnie stworzony.

Uniosłam obie ręce i owinęłam palce wokół jego silnego nadgarstka i zrobiłam to, do czego mnie zaprosił.

Puściłam.

Nie odwrócił mnie do siebie. Nie powiedział słów, które mogłyby mnie ukoić, a ja byłam zadowolona, bo nie było słów, które mogłyby mnie ukoić.

Nie.

Deke tylko mnie trzymał, kiedy płakałam, najpierw z powodu mojej ogromnej straty taty i wszystkiego, czego nigdy nie zobaczy, wszystkich rzeczy, które wydarzyłyby się bez niego. Nie poprowadzi mnie do ołtarza. Nie potrzyma wnuków. Nie spotka mężczyzny, który został dla mnie stworzony.

A potem rozpłakałam się za Biancą, jak dawno temu została zagubiona przez rodziców, tak pochłoniętych własnym gównem, że nie zauważyli, że nie ma kotwicy. Jak Lace i ja, tata i Joss starałyśmy się utrzymać ją na właściwym kursie, stabilną, kochaną i jak zawiodłyśmy, a teraz…

Teraz…

Teraz znalazła swój kurs, ale był równie burzliwy.

Potem płakałam za wszystkim, co zyskałam, wszystkim to było zawarte w dużym, ciepłym ciele zwiniętym blisko i trzymającym mnie.

To oznaczało, że płakałam naprawdę długo.

W końcu szloch zamienił się w pociąganie nosem.

I przez to wszystko Deke mnie trzymał.

Wreszcie ucichłam.

A Deke ciągle mnie trzymał.

Odetchnęłam i zakopałam się do tyłu.

Deke wciąż mnie trzymał.

Ciemny pokój był cichy i powoli mrugałam, wyczerpana łzami, moje oczy traciły skupienie na srebrnym świetle księżyca na moich prześcieradłach.

„Lepiej?” - wyszeptał Deke.

„Tak, Słonko” - odszepnęłam.

„Dużo przeszłaś. Od jakiegoś czasu musiałaś odpuścić. Dobrze, że to zrobiłaś, Cyganko”.

Wzięłam miękki wdech. Złamał się dwukrotnie, gdy wchodził.

Wypłynął łatwo.

Nie sądził, że jestem słaba.

Nie myślał nic poza tym, że dał mi to, czego potrzebowałam.

Pochyliłam głowę i pocałowałam kostki na jego dłoni.

Śledził mój ruch, trzymając się blisko, z twarzą w moich włosach.

„Śpij, Jussy”.

„Okej, Deke”.

Jego palce wciąż leżące na mojej szyi ścisnęły mnie, ale poza tym się nie poruszył.

I leżałam w łóżku, podczas gdy srebro księżyca znikało, zastępowane przez sen.

Ale wpadłam w to, wiedząc jedno.

Nie było zakochiwania się w mężczyźnie takim jak Deke.

Jeśli go miałaś, miał to.

A ja go miałam.

Więc miał to ode mnie.

*****

Kiedy się obudziłam, poczułam na powiekach jasne światło słoneczne, więc powoli je otworzyłam.

Po kilku mrugnięciach zobaczyłam pościel, słońce i drzewa.

Ale wszystko, co czułam, było Deke’m.

Nie poruszyliśmy się we śnie, z wyjątkiem tego, że jego ramię nie było już skośne, a palce nie zaciskały się wokół mojej szyi. Opierał się ciężko na mojej talii.

Spróbowałam trochę przeciągnąć plecy, nie chcąc go budzić, jeśli wciąż spał.

„Nie śpisz, Cyganko?”

Nie spał.

I Boże, kochałam jego głos o poranku.

A właściwie w dowolnym momencie.

Odwróciłam się w zgięciu jego ramienia, a on wyprostował dla mnie nogi, żebym mogła wcisnąć się od przodu do przodu.

Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na jego twarz.

Nie spał, ale to, co przeżył, które zwykle było widoczne na jego twarzy, wciąż było wygładzone. Chciałabym dać mu spokój, żeby wyglądał tak przez cały dzień. By czuł ten spokój w każdej sekundzie, gdy nie spał.

Niemożliwość.

Wciąż żałowałam, że nie mam w sobie tego, by dać mu to z każdym oddechem, który weźmie, nawet gdy nie spał.

„Dobrze się czujesz dzisiaj rano, Jussy?” - zapytał cicho.

Skinęłam głową, wplatając moje nogi w jego, przysuwając się bliżej - „Dzięki za wczorajszy wieczór, Deke”.

Spuścił głowę i poczułam, jak przesuwa czubkiem nosa wzdłuż mojego, od miejsca między moimi oczami aż do samego końca.

Zamknęłam oczy na cud, jak ten wielki, szorstki mężczyzna mógł dać tak wiele jednym dotknięciem, a kiedy się odsunął, zbliżyłam się do niego i przycisnęłam twarz do jego gardła.

„Chcesz wstać, wziąć prysznic, pójść gdzieś i znaleźć śniadanie?” - zapytał czubek mojej głowy.

Nadal był ze mną fajny. Dawał mi uczucie, którego potrzebowałam po moich wczorajszych emocjach. Nie robił tego, co podejrzewałam, że chciał robić rano, kiedy mieliśmy czas, brak pracy, nic.

Wciągnęłam powietrze i przesunęłam dłonią po jego talii, na plecy, w górę kręgosłupa, kiedy dotknęłam ustami podstawy jego gardła.

Kiedy to zrobiłam, odpowiedziałam - „Później”.

Zrozumiał mnie i wiedziałam o tym, kiedy jego ręka też się poruszyła, pod moją koszulkę i w dół, więc tylko jego palce znalazły się w pasie moich spodni od piżamy.

„Czego teraz chcesz, mała?” - mruknął.

Przycisnęłam piersi do jego klatki piersiowej i wsunęłam usta w jego gardło.

W odpowiedzi jego ręka wsunęła się całkowicie w moje spodnie od piżamy.

„Rocznicowe pieprzenie” - wymamrotał.

Odchyliłam głowę do tyłu i złapałam jego wzrok - „Słucham?”

„Zeszłej nocy, Jussy” - zaczął - „…minął tydzień”.

Śledził.

To było słodkie.

Ale przypomniałam sobie, moja uwaga stała się niejasna, kiedy powiedziałam - „Wydaje się dłużej”.

Straciłam niejasność, kiedy Deke odpowiedział - „Wyobrażam sobie, że możemy świętować wiele różnych rocznic. Wyoming. Twoje przyjście do Bubba’s. moje przyjście do twojego domu. Jak pierwszej nocy spaliśmy w tym samym łóżku”.

Poczułam, jak moje usta się wykrzywiają - „To szeroki wybór rocznicowych pieprzeń”.

Przetoczył się na mnie, jego oczy opadły na moje usta, jego usta mamrotały - „Absolutnie”.

Czując jego spojrzenie na ustach, skończyłam mówić.

Więc podniosłam głowę i pocałowałam go.

To był delikatny, ciepły poranny pocałunek.

Dopóki Deke nie pochylił głowy i nie już był taki, ale stał się głębokim, mokrym pocałunkiem na początku gry wstępnej.

Kiedy skończył, jego usta powędrowały do mojej szyi.

Moje ręce dryfowały po całym ciele.

Jego ręce nie dryfowały. Przesunęły się w moją koszulkę, potem wygiął się ode mnie i moja koszulka zniknęła.

Postanowiłam, że moje ręce też będą zajęte, więc wsunęłam je w jego szorty. Jego usta były teraz na moim gardle, ale odgiął biodra tak, że mogłam naciągnąć je na jego tyłek i zepchnąć je w dół.

Deke uniósł kolano, łapiąc je stopą i odpychając.

Jego obie ręce następnie cofnęły się na moje pośladki i tym razem w majtki. Rozciągnęły się na boki i w dół, ocierając się o moje biodra. Odsunął nogi na bok, żeby mógł je ściągnąć i już ich nie było.

Naga.

Jedna z najważniejszych rzeczy na mojej liście tego, dlaczego tak lubiłam przebywać z Deke'iem.

Przesunął usta z mojego gardła, w dół do klatki piersiowej, między piersi, do brzucha, gdzie mnie pocałował, a następnie uniósł się i zawisł tam.

Spojrzałem na niego, aby zobaczyć jego spojrzenie na mnie, jego piwne oczy płonęły, gładka sen wciąż tam był, ale miesza się z ciemnością głodu.

Dobry wygląd Deke’a.

Chociaż dla mnie każdy wygląd był dobry na Deke’u.

„Wrócę” - szepnął, a ja patrzyłam, jak znów się do mnie pochyla, dotykając ustami mojego brzucha, zanim stoczył się ze mnie i łóżka.

Odwróciłam się na bok, z policzkiem do poduszki, ramieniem wygiętym pode mną, drugim ramieniem wyprostowanym. Podciągnęłam kolano i patrzyłam, jak Deke idzie do swojej torby. Przeszukał ją, a ja zacisnęłam usta, a moja łechtaczka skurczyła się, gdy zobaczyłam, że ma w dłoni niebieską bandanę.

Nie związał mnie od czasu, kiedy to zrobił moim szalikiem.

Miałam wrażenie, że rocznicowy seks będzie zajebisty.

Ale nie miałam pojęcia.

Nie mam pojęcia, że nie będzie taki.

Miał zmienić mój świat.

Wspiął się z powrotem do łóżka, czołgając się do niego na rękach i kolanach, a jego oczy, utkwione w moich, jego ruchy były drapieżne i przełknęłam, moje palce odruchowo zacisnęły się w pościeli, poczułam skurcz od łechtaczki, przez cipkę, przez tyłek i w górę kręgosłupa.

Kiedy do mnie dotarł, całkowicie zdarł ze mnie kołdrę i zahaczył moją talię ramieniem. Podciągnął mnie, podchodząc sam, więc oboje klęczeliśmy, twarzą do siebie.

Potem pociągnął rękę z bandaną w dół mojego ramienia, do nadgarstka, okrążył ją i podniósł.

Dopiero wtedy oderwał ode mnie oczy, by móc patrzeć, jak wsuwa zwiniętą chustkę między nasze nadgarstki.

Kiedy jego głowa poruszyła się w tę stronę, zwróciłam tam wzrok i patrzyłam, jak zawiązuje węzeł, który zrobił jedną ręką, zaciskając go zębami.

Gdy czułam, jak materiał zaciska się, przykuwając mnie do Deke’a, między nogami eksplodował mi spazm, kolejny zbliżał się do pięt na widok jego mocnych zębów, dotykających naszych ciasno związanych nadgarstków.

Jego spojrzenie padło na mnie i zgubiłam się w nim, pogrążona głęboko w cieple jego oczu, tak bardzo w niewoli  dzielenia się Deke’a jego surową potrzebą mnie, łatwą tam do zobaczenia, odczucia, że straciłam orientację, gdzie była jego druga ręka, dopóki nie poczułam jej we włosach. Uniosła się, aż znalazła się blisko skóry głowy, gdzie chwycił, szarpiąc ją do tyłu.

Ból na skórze mojej głowy przekształcił się w przyjemność, gdy przebiegł po moim ciele, moje plecy wygięły się w łuk na jego żądanie, a potem jego usta chwyciły sutek i mocno ssały.

Boże” - odetchnęłam, mój łuk pchnął głębiej, oferując mu więcej, gdy wziął nasze związane nadgarstki, wykręcając moje ramię i przyszpilając je za mną.

Poruszał moimi sutkami, jednym, drugim, do tyłu i jeszcze raz, aż zaczęłam skomleć, moja wolna dłoń wbiła się w tył jego włosów, moja dolna część ciała mocno wcisnęła się w jego, czując, jak jego sztywny kutas przytula się do mojego brzucha.

Wtarłam się w to, potrzebując go poczuć, chcąc dać mu coś, gdy on dawał mnie.

Nagle jego ręka na moich włosach nie szarpała do tyłu, tylko pchała w dół, a Deke przesunął się, gdy zmusił mnie do zgięcia się. Kręcąc dłonią wokół naszych związanych nadgarstków obejmując moją kutasa, drugą rękę wciąż trzymał w moich włosach, teraz szarpiąc ją do tyłu, by przygiąć moją szyję, wbił główkę kutasa w moje usta i wzięłam go. Wzięłam go ustami, kiedy zarówno Deke, jak i ja szarpaliśmy jego penisa.

Cholera.

Niezwykłe.

Nigdy nie miałam czegoś takiego.

Nigdy nie miałam kogoś takiego, jak Deke.

Położyłam wolną rękę na łóżku, aby zachować równowagę, aby dać mu więcej, podczas gdy brałam to, co dawał. Zacisnęłam usta wokół krawędzi główki jego kutasa i mocno ssałam. Jego palce wokół moich zacisnęły się mocniej, poruszając się szybciej, pompując mocniej.

Jęczałam przy jego kutasie, wewnętrzna strona moich ud drżała, czułam, jak zbiera się wilgoć, desperacko próbowałam włożyć wolną rękę między nogi, ale nie mogłam, bo potrzebowałam jej do podparcia, to sprawiało, że desperacja stawała się bardziej dotkliwa, fenomenalna, obracając wydawane przeze mnie dźwięki w werbalne błaganie.

Deke usłyszał to, odciągnął nasze ręce od jego penisa i zaczął pieprzyć moją twarz na poważnie, a ja wpadałam na niego, spotykając jego pchnięcia, zagłębiając policzki, by wciągnąć go tak głęboko, jak mogłam go zdobyć, czując dudnienie, które wydawało moje serce i drżenie w moim łonie.

Myślałam, że chce, żebym zabrała go tam ustami, ale nagle zostałam podniesiona, obie nasze związane ręce były między moimi nogami, środkowy palec Deke’a przyciskał mój do mojej łechtaczki, krążył, drgał, jego usta uderzały o moje, jego język atakował.

Odwzajemniłam pocałunek, gdy ujeżdżałam nasze ręce i pocałowałam go mocniej, gdy jechałam pilnie nas, kiedy wsunął oba nasze palce do środka i zaczął mnie pieprzyć.

Zabierał nasze palce od łechtaczki do cipki, raz za razem, aż byłam tak daleko, że nie mogłam już dłużej brać jego ust.

Oderwałam usta od jego i wcisnęłam twarz w jego szyję, jęcząc - „Kochanie”.

„Nie idź tam” - warknął.

Boże” - wydyszałam, trzymając się, walcząc z orgazmem, nie mogąc powstrzymać gorączkowych ruchów bioder wbrew ruchom naszych palców.

Wzięłam wszystko, co mogłam, a kiedy już nie mogłam, wolną ręką sięgnęłam i chwyciłem jego jądra. Nie będąc w stanie tego kontrolować, ścisnęłam go może trochę za mocno.

W reakcji na pomruk, który mnie przeszył, Deke zatopił zęby tuż za miejscem, gdzie moja szyja stykała się z moim ramieniem i zrobił to mocno.

Tam, gdzie mnie zaznaczył.

I wiedziałam, że znowu mi to dał.

Deke” - jęknęłam.

Na jego imię nasze ręce wyszły spomiędzy moich nóg. Znowu wykręcił moje ramię za plecami i użył obu naszych ramion, by mnie unieść, kołysząc mną i wpadł na mnie. Leżałam plecami do łóżka, moja głowa zwisała z boku, ciężar Deke’a spoczywał na mnie. Poruszył biodrami, a ja odebrałam to, co chciał, otwierając moje nogi, żeby mógł wpaść między nie.

Sięgnął do szafki nocnej.

Uniosłam głowę.

I jego ręka wróciła w chwili, gdy jego usta przycisnęły się do moich w mokrym, gwałtownym pocałunku.

Odsunął się, a ja patrzyłam, wijąc się pod nim, jak używa zębów, by rozerwać opakowanie prezerwatywy.

„Szybciej” - błagałam.

Spojrzał mi w oczy i zobaczyłam, że był tam ze mną, daleko jak ja, nie istniało nic oprócz Deke’a i mnie, tego, co robiliśmy, wszystkiego, co czuliśmy.

Poczułam, jak jego ręka pracuje między nami i powtórzyłam moją prośbę.

Szybciej

Wyszarpnął spode mnie nasze związane nadgarstki, skręcając swoje, splatając swoje palce w moich, wciskając nasze dłonie w łóżko, gdy poczułam, jak główka jego kutasa przesuwa się po mojej łechtaczce, która była tak wrażliwa, całe moje ciało szarpnęło się pod nim.

Potrzebowałam, żeby wbił się do środka, mocno mnie zerżnął, ale kiedy Deke złapał mnie na wejściu, nie pchnął głęboko.

Wcisnął tylko końcówkę i szepnął - „Jussy”.

Koncentrowałam się wyłącznie na uczuciu między nogami, moja szyja napinała się, by utrzymać głowę w górze, z oczami skierowanymi na jego twarz, ale nie zwracając na niego uwagi.

Kiedy wyszeptał moje imię, skupiłam się na nim.

I patrzyłam, jak jego twarz jest powolna, tak cholernie wolna, tak pięknie wolna, tak cholernie Deke, jak wsuwał się… i wsuwał się… i nie spiesząc się, aż w końcu, błogo, wypełnił mnie. Był częścią mnie.

Mój.

Moje palce zacisnęły się na jego.

„Stworzony dla mnie” - wyszeptałam, przesuwając palcami po jego kręgosłupie do krzyża.

Wydał dźwięk. Nie warczenie, nie dudnienie, nie jęk, dźwięk, który dał mi to wszystko, zanim opuścił głowę, objął moje usta powolnym pocałunkiem i nie spieszył się z wejściem i wyjściem ze mnie.

Kiedy to robił, czułam, jakby zapamiętywał moją cipkę, każdy jej centymetr. Nie twierdząc, że jest jego, nie wywyższając się w tym, co wiedział, że już posiada.

Uwielbiając ją.

Wielbiąc ją.

Wielbiąc mnie.

Nigdy nie doświadczyłam takiego piękna. We wszystkim, co miałam, we wszystkim, co zarobiłam, we wszystkim, co otrzymałam, nigdy, przenigdy w moim życiu nie zaznałam takiego poważania.

Owinęłam obie nogi wokół jego ud, przesuwając palcami po fałdach na jego tyłku, leniwie, a potem szybciej, gdy jego ruchy następowały coraz szybciej.

Szybciej, używając mojego oparcia na jego udach, by unosić biodra, aby pogłębiać jego pchnięcia.

Szybciej, moja dłoń teraz zaciskała się na twardym pośladku jego zaciskającego się tyłka.

Przerwał pocałunek. Zginając szyję pod ostrym kątem tak, że jego czoło przyciskało się do mojego ramienia, moja głowa opadła z boku łóżka. Jego palce w moich złapały się tak mocno, że przyniosły lekki ból, gdy jego druga ręka znalazła się między nami, a jego kciuk przeczesał włosy między moimi nogami, aż znalazł moją łechtaczkę.

Naciskał i pocierał.

I odleciałam.

Podniosłam głowę, obróciłam twarz w szyję Deke’a i krzyknęłam, kiedy eksplodowałam, zamykając oczy, wstrzymując oddech, jasnych barwach eksplodowały w moich oczach, moje ciało wygięło się i napięło.

Jego ręka spleciona z moją szarpnęła w górę i poczułam, jak chwyta mnie za włosy, gdy jego biodra szarpnęły się uderzając w moje, a mój oddech wrócił, gdy sapnęłam przez ostatnie dreszcze mojego orgazmu, słysząc jego chrząkanie i czując, jak odsuwa się przez jego.

Minęło dużo czasu, zanim zwolnił i usadowił się w środku. Poczułam, jak jego ręka rozluźnia się na moich włosach, więc obie nasze ręce były w nich splątane, a jego druga ręka wysuwała się spomiędzy nas, by owinąć się wokół mnie w pasie. Użył tego, żeby wciągnąć mnie do łóżka, żeby moja głowa nie zwisała.

Dzięki temu trzymał twarz na mojej szyi i poczułam, jak jego ciężki oddech owiewa moją skórę.

Leżeliśmy tam i inna rzecz, która była taka Deke’a, coś, co sprawiało, że wiedziałam, że jest mój, było przeznaczone dla mnie: robiliśmy to w milczeniu. Nie czuł potrzeby, by mówić. Zapytać mnie, czy wszystko w porządku. Czy doszłam (chociaż nie mógł tego przegapić, nadal). Czy to było wszystkim dla mnie. Czy czegoś nie potrzebowałam.

Po prostu wiedział, że wszystko w porządku, sprawił, że doszłam, wszystko, co zrobił, zrobił to dla mnie i nie potrzebowałam niczego poza poczuciem, że jest ze mną połączony, okrywa mnie, ogrzewa, rozkoszuje się wszystkim, co właśnie mi dał.

W końcu zaczął leniwie i czule pracować ustami na mojej szyi, jednocześnie wyciągnął nasze dłonie z moich włosów i przyłożył je do łóżka, kciukiem leniwie gładząc bok mojej dłoni w swobodnej czułości.

W końcu ugryzł zębami mój płatek ucha, zanim zapytał - „Gotowa na śniadanie, Cyganko?”

To był Deke, który dawał mi bezwarunkowe piękno, a potem Deke i ja kontynuowaliśmy nasz dzień.

„Mm-hmmm” - wymamrotałam swoją odpowiedź.

Uniósł głowę i uśmiechnął się do mnie.

Uniosłam głowę i dotknęłam ustami jego ust.

Cofnęłam się i zobaczyłam, że jego twarz wyglądała tak, jak wtedy, gdy obudził się ze snu. Gładka. Bezproblemowa. Zadowolona.

Szczęśliwa.

Wiedziałam, że krawędzie powrócą. Takie było życie. Nie mogłeś tego uniknąć. Nie można było wymazać historii.

Ale wzięłabym to. Dałabym mu to jeszcze przez minutę. Zrobiłabym wszystko, żeby mu to dać tak długo, jak długo będę mogła.

I nie tylko dlatego, że wiedziałam, że zrobi to samo dla mnie (chociaż uwielbiałam to wiedzieć).

Po prostu dlatego, że był Deke’iem.

I był mój.

 

4 komentarze: