Rozdział
18
Strata
i zysk
Justice
Następnego
dnia byłam w pickupie w drodze powrotnej z miasta z kanapkami, kiedy zadzwonił
Chace.
Odebrałam
go, włączyłam głośnik i powiedziałam - „Hej, Chace”.
„Hej,
Justice, dobre rzeczy?”
„Tak”
- odpowiedziałam, myśląc, że to słowo jest niedopowiedzeniem.
„Co
się dzieje?” - zapytałam.
„Dzwonię,
żeby cię powiadomić, że przyszły testy DNA i pasowały. To Caswell włamał się do
twojego domu”.
Wszystko
na to wskazywało. Ale mimo to poczułam głęboką ulgę, wiedząc, że to prawda.
Że
to definitywnie skończone.
„Jesteś
okej?” - zapytał Chace, kiedy skręciłam w Ponderosa Road.
„Ulżyło
mi” - odpowiedziałam - „Więc tak. Jestem okej”.
„Dobrze
to słyszeć, Justice. I, zamierzałam zadzwonić do Deke’a, ale skoro mam ciebie,
Faye i ja mamy opiekunkę do dzieci na sobotę. Idziemy do Bubba’s. Chciałaby cię
poznać. Może moglibyście przyjechać do miasta i posiedzieć z nami na drinka”.
To
wypchnęło dziwactwo, nawet jeśli przyszło z ulgą i po prostu pozostawiło mnie w
blasku, bo Chace był przyjacielem Deke’a, zamierzał zadzwonić do Deke’a, ale
ponieważ miał mnie, a ja byłam dziewczyną Deke’a, po prostu mnie zapytał.
Nigdy
wcześniej mi się to nie przydarzyło.
I
to było bardzo miłe.
„Porozmawiam
z Deke’m, ale chciałabym poznać twoją żonę” - powiedziałam do Chace’a.
„Świetnie.
Ty lub Deke wyślijcie mi SMS-a, by to potwierdzić i mam nadzieję, że się tam
zobaczymy”.
„Dobrze,
Chace. I dzięki”.
„Nie
ma problemu”.
„Nie”
- powiedziałam, zmieniając ton - „Mam na myśli: dzięki. Dzięki za to, jaki
byłeś na posterunku, kiedy świrowałam. Dzięki za pracę nad tym. Dzięki za
wszystko. To twoja praca, ale mam nadzieję, że wiesz, jaka jest ważna. Jak
bardzo pomaga wiedza, że kogoś obchodzi to gówno, wie, co robi i coś z tym robi”.
Jego
ton też się zmienił, kiedy odpowiedział - „To moja praca, Justice. Ale robię to
z jakiegoś powodu, a to, że się przejmuję jest powodem, dla którego to robię, a
resztę było miło usłyszeć, jak mówisz”.
„Kupię
ci drinka w sobotę” - zaproponowałam, uznając, że nadszedł czas, aby zabrać się
do tych skrzynek z bimbrem, które miałam do rozdania dookoła.
„Nie
mogę się doczekać, aby pokłócić się z tobą o to, że nie musisz tego robić”.
Uśmiechnęłam
się, gdy włączyłam migacz, gdy w polu widzenia pojawił się wjazd na moją aleję
dojazdową.
„Później,
Chace” - powiedziałam.
„Później
Justice. Uważaj i pozdrów ode mnie Deke’a”.
To
sprawiło, że mój blask był bardziej promienny.
„Zrobi
się. Pa”.
Rozłączył
się. Zajechałam dojazdem i zaparkowałam.
Chwyciłam
torbę z kanapkami, torbę z La-La Land (Shambles był w imbirowym nastroju, więc
na deser były imbirowe przekąski) i wyciągnęłam się z pickupa mojego dziadka.
Weszłam
do domu i zastałam Deke’a w studio. Studio, które miało już pełną drewnianą podłogę.
Było to zakurzone drewno, ale to nie ukrywało piękna, jakie będzie miało po
wypolerowaniu. Deke miał na butach ochronne okrycie i kucał przy gniazdku, nad
którym pracował.
Podniósł
oczy na mnie stojącą w drzwiach.
„Kanapki”
- powiedziałam.
„Racja.
Kilka minut, Cyganko” - mruknął i spojrzał z powrotem na gniazdko.
„Kochanie?”
- zawołałam.
Jego
uwaga wróciła do mnie.
„Dzwonił
Chace. DNA pasowało do Caswell’a”.
Widziałam
tę samą ulgę, którą ja poczułam błyszczącą w jego oczach tak jasno, że mogłam
to zobaczyć nawet z daleka.
Ale
powiedział tylko łagodnie - „Dobrze”.
„A
Faye i Chace chcą, żebyśmy spotkali się z nimi na drinka w sobotni wieczór w
Bubba’s”.
„Jesteś
na to gotowa?” - zapytał.
Skinęłam
głową.
„Napiszę
do Chace’a” - powiedział, spoglądając z powrotem na gniazdko.
Nie
minęły nawet dwa tygodnie od napaści na mnie. Odkąd mój świat się zmienił.
Odkąd Deke, który już w nim był, wpadł do niego z rykiem, wykrzykując moje
imię.
I
oto byliśmy, planując drinki z jego przyjaciółmi, tak jak to zrobiliśmy. Jakby
to była część życia. Jakby to był naturalny porządek rzeczy.
Latałam
dookoła świata i z powrotem, byłam dziewczyną, która robiła takie rzeczy i nie
zawracała sobie głowy liczeniem, ile razy okrążyła kulę ziemską.
I
dwa razy meandry tego postawiły mnie na ścieżce Deke’a Hightower’a.
Było
jasne, że Deke uważał, że to niezwykłe, aby ktoś taki jak ja rozpoznawał nagrody
życia.
Ale
patrząc, jak pracuje nad moim gniazdkiem, trzymając kanapkę, którą mu kupiłam,
zwiniętą w palcach, wiedząc, że zamierzam się z nim nią podzielić, a pod koniec
tygodnia będę miała studio (chociaż dla mnie to byłby pokój muzyczny), w którym
mogłabym przebywać i się ogrzać, bo tak to stworzył, zastanawiałam się, jak
myślał, że kiedykolwiek będę za tym tęsknić.
*****
„Selfie!”
- wrzasnęła Laura - „Wszyscy z tyłu baru”.
Muzyka
była głośna. Bubba’s było zapakowane.
Była
sobotnia noc w Carnal.
„Nie
robię selfie” - oświadczył Jim-Billy - „Nawet nie robię zdjęć” - ciągnął.
„No
dalej, Jim-Billy” - namawiała Lauren - „Wyślę to Krys. Nie wróci przez jakiś
czas, już świruje i powinniśmy dać jej znać, że o niej myślimy”.
„Racja,
nie robię selfie, ale co więcej, mój tyłek nie opuszcza tego stołka” – odparł
Jim-Billy.
Niezrażona
Lauren rozkazała - „Wszyscy, otoczcie Jima-Billy’ego”.
Jim-Billy
wyglądał na nieszczęśliwego, ale biorąc pod uwagę, że jego tyłek właściwie nie opuszczał tego stołka, nie miał
zamiaru go opuścić, aby uniknąć grupowego selfie.
„Specyficzna
tortura, geniusz, który zdecydował się umieścić aparat w telefonie. Kurwa” -
mruknął Tate, ale zrobił to, robiąc tak, jak kazała mu żona.
Uśmiechnęłam
się do siedzącej obok mnie Faye, nie po raz pierwszy, odkąd spotkałam ją kilka
godzin temu, a potem pomyślałam, że Lauren idealnie pasuje do Tate’a, a bujna
wspaniałość Lexie idealnie pasuje do oburzającej urody Ty, ale rudowłosa
słodycz Faye była bardziej niż idealnie dopasowana do Chace’a z przewagą stróża
prawa.
Nie
znałam historii Chace’a i Faye. Wiedziałam, że jest bibliotekarką miejską.
Wiedziałam, że on miał ten sam wygląd góralskiego mężczyzny, który wyglądał jak
wszyscy przyjaciele Deke’a (chociaż był jedynym raczej jasnym niż ciemnym). I
wiedziałam, że to ona została pochowana żywcem.
Nie
myślałam o tym, biorąc pod uwagę, że większość moich interakcji z Chace’m miała
miejsce podczas mojego dramatu lub przez telefon (po moim dramacie).
Ale
widząc go z żoną, zdałam sobie sprawę, że jest w nim coś innego.
To
Faye została pochowana żywcem, ale rozmawiając z nią zauważyłam, że całkowite
szaleństwo tego wydawało się jej nie dotknąć.
To
Chace został w jakiś sposób złamany i można było zobaczyć odłamki, które
zostały starannie sklejone.
Chyba
że był ze swoją żoną, która była zdecydowanie ładna, ale w znacznie bardziej
stonowany sposób, nie mówiąc już o tym, że była dużo bardziej wstydliwa i
łagodniejsza niż cała reszta.
Ale,
kiedy Chace był z Faye, dopiero wtedy był cały.
To
była piękna rzecz.
I
oboje byli tak fajni, że cieszyłam się, że mają siebie.
Ta
oczywista siła Chace’a sprawiła, że Faye wydawała się całkowicie niewzruszona
wydarzeniem, które prawdopodobnie złamałoby większość ludzi, a wyraźna, ale
spokojna miłość Faye wygładziła wgniecenia w jego zbroi rycerza.
Przestałam
o tym myśleć, kiedy Deke pochwycił mnie ramieniem obejmując moją klatkę
piersiową, ściągając mnie ze stołka, przesuwając mnie i blokując przed sobą, z
plecami przyciśniętymi do niego. Zauważyłam, że Deke nie był facetem, który
miał problem ze zrobieniem mu zdjęcia.
Lexie
wcisnęła się po mojej prawej stronie w takim samym uścisku z Ty za nią. Laura
przekazała telefon Tate’owi, co było dobrym wyborem, bo miał długą rękę. Potem
owinęła obie ręce wokół Jima-Billy’ego przed sobą, Lexie wcisnęła się między
mnie i Laurie.
Faye
i Chace zbliżyli się do Deke’a i mnie z drugiej strony, a Tate pochylił się nad
swoją żoną, trzymając przed nami aparat.
„Dla
Krys wielki uśmiech!” - wrzasnęła Laura.
Nie
wiedziałam jak inni, ale w naszej grupce, złagodzonej kilkoma piwami, w dobrym
towarzystwie, nie było mi trudno skierować oczy w obiektyw i obdarzyć Krys
dużym uśmiechem.
Widziałam,
jak na ekranie pojawia się kilka obrazów, zanim Tate opuścił rękę i wszyscy
przesunęliśmy się, oddzielając od siebie na dwie grupy, mężczyźni wrócili do
swoich drinków, kobiety utworzyły nową grupkę wokół Lauren, abyśmy mogli
pochylić się nad jej telefonem i obejrzeć zdjęcia.
Ale
kiedy zobaczyłam zdjęcia, moje ciało znieruchomiało i zagapiłam się.
Wszyscy
obdarzyli Krys dużymi uśmiechami. Nawet mężczyźni się nie powstrzymali.
Napoje
i zaprzyjaźnianie się w środku pustkowia w barze motocyklowym w górach
Kolorado.
Ja
tam pośrodku otoczona przez tych dobrych ludzi, uśmiechnięta ogromnie.
Ja.
Jussy.
To
było na tym zdjęciu.
Dowód.
Tutaj
nie byłam Lonesome.
W
Carnal byłam tylko sobą.
Byłam
tylko sobą i w tej chwili zrozumiałam coś, co do mnie dotarło, ale nie całkiem
do mnie dotarło.
Po
całym życiu jako Cyganka znalazłam dom.
„Całkowicie
wydrukuję to, oprawię w ramkę i umieszczę za barem” - oznajmiła Lauren, po czym
jej spojrzenie padło na mnie - „Jeśli ci to odpowiada, Jus”.
Nie
tylko wyrwana z moich myśli, ale także zaskoczona jej tym, co powiedziała,
zapytałam - „Dlaczego miałoby nie odpowiadać?”
„Nie
chcę cię ujawniać bardziej, niż ty chcesz” - odpowiedziała.
Dobrzy
ludzie.
Otaczający
mnie.
Dom.
„Całkowicie
mi odpowiada to, że jestem częścią tego baru, Laurie” – powiedziałam cicho - „I
czy możesz mi je wysłać SMS-em?” - zapytałam, nie dzieląc się tym, że chciałam
je nie tylko dlatego, że lubiłam te zdjęcia mnie otoczonej przez przyjaciół,
ale także dlatego, że były to pierwsze zdjęcia Deke’a i mnie.
„Jasne”
- odpowiedziała.
„Mi
też” - wtrąciła Lexie.
„I
mnie” - dodała Faye.
Laurie
pochyliła się nad telefonem, mamrocząc - „Robi się”.
„Super,
dzięki, Laurie” - wymamrotałam, zamierzając wrócić do swojego piwa i Deke’a,
który stał za mną, gdy siedziałam na stołku i rozmawiałam z Faye po jednej
stronie, Jim-Billy po drugiej, a Lexie za mną. Jim-Billy. Deke stał w grupie
mężczyzn, rozmawiając z Ty i Chace’m, a także z Tate’m, kiedy ten nie był z Laurą
pracując z tyłu baru. Zbliżyłam się do mojego mężczyzny. Kładąc rękę na jego
talii, okrążyłam go od tyłu, przesuwając tę rękę wzdłuż jego krzyża, aby nie
przerywać rozmowy, do której wrócił z Chace’m i Ty.
I
kiedy to zrobiłam, automatycznie uniósł drugą rękę, żebym mogła się pod nią
schować. Kiedy dotarłam na jego drugi bok, wciąż skupiając uwagę na
mężczyznach, owinął rękę wokół moich ramion, przyciągając mnie do uścisku z
boku, zanim mnie puścił, żebym mogła dotrzeć na swoje miejsce.
Wszystko
to uczestnicząc w pogawędce z kumplami.
Ale
robiąc to, udało mu się dać mi znać, że wiedział, że jestem blisko.
Lubił
mnie blisko. I chciał, żebym to wiedziała.
A
kiedy wspięłam się na stołek, przesunął się do mnie, żebym mogła wykorzystać
jego długie ciało jako oparcie, a potem poczułam, jak jego ręka przeczesuje
moje włosy i spoczęła, lekko zaciśnięta w pięść, na moim ramieniu.
To
nie było zaborcze. Deke nie musiał być taki wobec mnie przy tych ludziach.
To
było całkowicie czułe.
To
był po prostu Deke będący Deke’iem.
Poczułam,
że Faye wspina się na stołek obok mnie, ale nie spojrzałam na nią. Zapamiętywałam
uczucie Deke’a za mną, jego dłoni we włosach, myślącego o mnie, ale także o
tym, że łatwo do tego doszliśmy.
Że
to przyszło łatwo. Że życie, które wiedliśmy, sprowadziło go do mnie, żeby mógł
dać mi to łatwe.
Ale
więcej, żebym mogła to oddać.
Na
tę myśl poczułam coś dziwnego, podniosłam wzrok i złapałam wzrok Tate’a patrzącego
na moje ramię, gdzie leżała ręka Deke’a.
Musiał
wyczuć, że skupił moją uwagę, bo ledwo na niego spojrzałam, spojrzał na mnie.
Nie
uśmiechnął się. Nie skinął brodą. Jego twarz nie złagodniała. Wyglądał na
refleksyjnego, wręcz zamyślonego. A kiedy spojrzał mi w oczy, nie wytarł tego,
żeby to ukryć.
Z
tego, co powiedział Deke, było jasne, że ze wszystkich tych ludzi był najbliżej
z Tate’m.
Wiedziałam,
że to spojrzenie było spojrzeniem, którego nie widziałam, a które miała Joss,
kiedy rozmawiała ze mną przez telefon o swoich obawach, że zacieśniałam związek
w Deke’m.
Patrząc
w oczy Tate’a, wiedząc o tym, nie wiedziałam, co robić. Nigdy nie byłam
odbiorcą faceta patrzącego na laskę, w której bujał się jego najlepszy kumpel i
zastanawiającego się, czy ona jest właściwa. Zastanawiającego się, czy
uszczęśliwi jego przyjaciela. Zawsze to ja musiałam być ostrożna, moi bliscy
sto razy ostrożniejsi ode mnie.
Ale
byłam bogata. Byłam sławna. Osiedlałam się w dużym domu w górach.
I
nic z tego nie pasowało do mężczyzny, którym był Deke.
Mój
facet miał trzydzieści osiem lat i wyglądał na to, że był na to otwarty i
czekał na odpowiednią kobietę, która pasowałaby do jego życia, tak jak on lubił
żyć.
Tate
był bystry. Tate był człowiekiem, który dbał o ludzi, którzy coś dla niego
znaczyli.
Więc
Tate o tym wiedział.
Po
prostu nie wiedział, jak ja pasuję.
Nie
podejrzewałam, żeby kolesie prowadzili dogłębne rozmowy na temat kobiet, które
wybrali jako własne, więc Deke nie dzieliłby się z nim tym.
I
wiedziałam, że nie ma sposobu, aby uspokoić umysł Tate’a. Nie mogłam powiedzieć
niczego, co by powiedziało mu, jak się czuję, za każdym razem, gdy rozśmieszam
Deke’a. Jak się czułam, siedząc właśnie tam, kiedy Deke trzymał na mnie rękę, kiedy
Deke od niechcenia robił coś tak przemyślanego, jak ustawianie swojego ciała
tak, żebym czuła się bardziej komfortowo na stołku barowym.
Nie
mogłam dać mu wielkiego zarozumiałego uśmiechu. To byłoby zdecydowanie za dużo,
żeby się przyjrzeć. I nie było słów, które mogłabym wypowiedzieć, które
uspokoiłyby jego umysł, że nie tylko to mam, ale zaczynało to dla mnie znaczyć
wszystko.
Jedyne,
co mogłam zrobić, to siedzieć tam i patrzeć mu w oczy, przyjąć jego wyzwanie i żyć
z tym, aby przekazać Tate’owi rzeczy, o których musiał wiedzieć, że nie tylko
chciałam uszczęśliwić Deke’a, ale zostałam do tego stworzona.
Po
raz pierwszy w życiu miałam coś do udowodnienia.
I
patrząc w oczy Tate’a, chciałam to udowodnić.
Wiedziałam,
że zrozumiał, że jego wyzwanie zostało przyjęte, kiedy wyciągnął rękę i
zastukał raz knykciami w bar przede mną, zanim zerwał kontakt wzrokowy i
odszedł.
Tak,
Tate był bystry.
A
Deke miał dobrych przyjaciół.
Myślałam,
że przybyli, by być moi. Do diabła, Lauren chciała mnie na tym zdjęciu z tyłu
baru.
Ale
wtedy wiedziałam, że nadal muszę zapracować na to od nich wszystkich.
I
to wyzwanie też miałam przyjąć.
*****
Późnym
wieczorem Deke otworzył drzwi do mojego domu i wprowadził się przede mną.
Miał
to w zwyczaju, zarówno w domu, jak i w przyczepie.
To
nie było niedżentelmeńskie. Wiedziałam, że po tym, jak blokował drzwi, więc nie
mogłam wejść, a on nie odsuwał się, dopóki nie przeskanował oczami obu
przestrzeni.
Zrobił
to tak samo wtedy, zanim zszedł mi z drogi, odwracając się do panelu sterowania
alarmem i wpisując kod.
Zamknęłam
drzwi, zablokowałam je i zostałam złapana przez Deke’a z ręką na mojej szyi.
Spojrzałam
na niego, łagodnie, nie podchmielona, ale miałam słodki szmerek, co oznaczało,
że nasze następne zajęcia będą czadowe.
Seks
z Deke’m ze słodkim szmerkiem?
Nie
mogłam się doczekać.
Myśląc
o tym, przeszłam przez przestrzeń, na której teraz częściowo ułożono podłogę, bo
Deke skończył studio w piątek rano, Bubba był w tym dniu, a Deke nie opierdalał
się. Bubba też nie.
Deke
i Max powiedzieli mi, że skoro dodana ekipa rozpocznie pracę w poniedziałek,
ukończenie reszty domu zajmie co najmniej dwa, może trzy tygodnie. Do
zamontowania była kuchnia. Akry podłogi. Schody. Łazienki. Okap kominowy.
I
kiedy wędrowałam do swojego pokoju, po raz pierwszy pomyślałam, że mogę
poczekać. Mogłam poczekać, aż będę miała to wszystko.
Mogłam
to zrobić, bo zdobycie tego w ciągu dwóch do trzech tygodni oznaczało, że nie
będziemy już tylko ja i Deke.
Z
drugiej strony, gdy dni stawały się coraz zimniejsze i krótsze, więc przytulanie
się z Deke’iem przy wewnętrznym kominku po zjedzeniu wspaniałego dania z Multicookera,
które dla nas bym zrobiła, nie byłoby do niczego.
Dotarłam
do swojego pokoju, podniosłam pasek torby przez głowę i podeszłam do szafki
nocnej. Włączyłam światło, ale tylko do słabego blasku, podeszłam do komody, zrzuciłam
na nią torebkę, ale zrobiłam to dopiero po wyjęciu telefonu.
Uruchomiłam
go, przeszłam do swoich tekstów i zobaczyłam, że Lauren wysłała mi cztery
wersje naszego grupowego selfie, z tylko drobnymi niuansami różnic w każdym z
nich, na wszystkich otaczali mnie ludzie, którzy stawali się moimi ludźmi i
uśmiechali się.
Miałam
to, było w moim zasięgu. Do diabła, trzymałam w ręku dowód na to.
Moje
mniej to było więcej.
Żyłam
tym i jedyne, co musiałam zrobić, to dbać o to, pielęgnować, wzmacniać.
Wtedy
zawsze będzie moje.
Wszystko,
czego kiedykolwiek pragnęłam.
Moje
miejsce w tym Wszechświecie.
I
to było niesamowite.
Do
tego stopnia, że mój kciuk zaczął przesuwać się po zdjęciu, aby zapisać to na
telefonie, abym mogła przekazać go tacie i zrobić to, co zawsze robiłam z tatą.
Nawyk. Nawyk, który oboje mieliśmy.
Nawyk,
którego mnie nauczył, bo zaczął go, siedząc pod gwiazdami, w autobusach
wycieczkowych, w garderobie, kiedy tylko mieliśmy chwilę spokoju.
A
kiedy nasze życie poprowadziło nas różnymi drogami, trzymaliśmy się tego z
SMS-ami, wysyłając zdjęcia.
Dzielenie
się naszymi błogosławieństwami.
Mój
kciuk zatrzymał się i poczułam ostre ukłucie bólu przeszywające moje serce.
Uniosłam
głowę, obracając ją, by spojrzeć w noc. Widziałam tylko słabo przefiltrowane
srebrzenie księżycowego światła na sosnach.
Moje
stopy zaprowadziły mnie do światła na nocnym stoliku, które włączyłam, żeby je
wyłączyć.
Następnie
zabrały mnie do okien i wpatrywałam się w ciemność.
I
po raz pierwszy odkąd odszedł, powstrzymując to, nie mogąc sobie poradzić,
przerażona tym, że mnie zmiażdży, cały ciężar jego straty przygniótł mnie, gdy
napadały mnie obrazy.
Te
obrazy były zdjęciami, które nigdy nie zostaną zrobione, wszystkie szybko
biegły jedno po drugim przez mój umysł.
Tata
na moim tarasie, z płonącym paleniskiem, wielkim uśmiechem na twarzy, stopami
na kamieniach, gitarą na kolanach, opuszkami palców na progach, drugą ręką na
strunach.
Tata
rano – jego poranek, tak jak mój, ten późny poranek – garbił się na marmurze,
który wybrałam na blat na wyspę kuchenną. Jego włosy w nieładzie, twarz
pomarszczona od snu, palce jednej ręki wsunięte w rączkę kubka z kawą, drugie
ramię owinięte wokół bioder Dany, która zawsze stała blisko taty, tak jak Deke
tego wieczoru stał blisko mnie.
Tata
w moim studio, muzykujący ze mną.
Tata
w Bubba’s, opowiadający historie o drodze, rozśmieszający wszystkich.
Tata
przy moim stole w jadalni, krojący indyka na Święto Dziękczynienia i wpychający
sobie do ust jego ulubione świąteczne jedzenie, ulubiony posiłek.
Tata
siedzący na jednej z kanap, które zamówiłam do dużego pokoju, z butelką piwa w
dłoni, Dana zwinięta w jego bok, jego oczy rzucałyby się przez przestrzeń, miałby
uśmiech na twarzy.
Ten
uśmiech nie byłby skierowany do mnie.
Miałyby
być wymierzony w Deke’a, w którym byłabym zwinięta na naszej własnej kanapie.
Byłby
to uśmiech męskiego koleżeństwa. Uśmiech szczęścia. Uśmiech, który miałby tata,
a którego nigdy nie zobaczę. Uśmiech, który mówiłby, że czuje się bezpieczny,
wiedząc, że jego jedyna córka znalazła mężczyznę, który sprawi, że będzie
szczęśliwa, dopóki nie przestanie oddychać.
Dłoń
dotknęła lekko mojej talii i, zapatrzona w te obrazy, lekko drgnęłam zaskoczona
tym dotykiem, kiedy Deke zawołał cicho - „Mała?”
Wpatrywałam
się w ciemność, w drzewa, przez które mój ojciec nigdy nie będzie się
przedzierał, nie będąc w stanie dojrzeć przez ciemność rzeki, ani nie będzie siedział
na tarasie, słuchał i zaznawał spokoju.
„Tej
nocy, kiedy byliśmy w Wyoming” - odezwałam się do okna - „…zanim zobaczyłam cię
przy tym ogrodzeniu, wychodziłam z baru, żeby zaczerpnąć trochę powietrza. Odetchnąć.
Odejść od moich myśli, a może poddać się im, bo moja głowa była popieprzona i
musiałam ją oczyścić. A przynajmniej poukładać to”.
Poczułam,
że Deke zbliża się do moich pleców, czułam, jak jego słowa poruszają włosami na
czubku mojej głowy, słyszałam w jego tonie, że czuje moje wibracje i wpada w nie,
więc wiedziałam, że pochylił się do mnie, gdy zapytał - „Jak twoja głowa była
popieprzona?”
Trudno
byłoby się tym podzielić, zwłaszcza z Deke’iem, kiedy wszystko miałam, a on
nie.
Ale
nawet wiedząc, że to będzie trudne, w głębi duszy wiedziałam, że to zrozumie.
„Brzmi
to źle” - powiedziałam - „Wiem, że tak. Ale to nie czyni tego mniej prawdą, że
w tym barze zaczęłam zdawać sobie sprawę, że we wszystkim, co miałam, nie miałam
tego, czego chciałam”.
Potrząsnęłam
głową, wciąż wpatrując się w noc, dłoń Deke’a przesuwała się z mojej talii do
brzucha, jego druga ręka owinęła się wokół moich żeber poniżej moich piersi.
Poczułam,
jak jego podbródek dotyka mojego ramienia i mówiłam dalej.
„Chodzi
o to, że nie chodziło o to, czego chciałam. Chodziło o to, czego potrzebowałam”.
„Tak?”
- zapytał, kiedy nie kontynuowałam.
„Tak”
- powiedziałam - „Miałam wszystko. Byłam niespokojna, bo miałam to wszystko w
pewnym sensie, ale chciałam coś innego. Czegoś więcej. Byłam niespokojna, bo
czułam się niewdzięczna. Wszystko, co miałam, wszystko, co mogłam zdobyć, a
chciałam więcej”.
Deke
objął mnie ciaśniej - „Wiedziałaś, czego chciałaś?”
Skinęłam
głową na noc i odpowiedziałam - „Mniej”.
Jego
głęboki głos był spokojny, cichy.
Wydawał
się zdziwiony, kiedy zapytał - „Powiedz jeszcze raz?”
Zacisnęłam
mocno palce na telefonie, który wciąż trzymałam, unosząc wolną rękę, by
przesunąć po przedramieniu Deke’a do nadgarstka, aż mogłam związać swoje palce
z jego.
Potem
powtórzyłam - „Chciałam mniej”.
„Chciałaś
mniej” - mruknął Deke i wiedziałam, że nadal nie rozumie.
„Mniej
znaczy więcej” - powiedziałam mu - „Możesz mieć wszystko, ale jeśli nie masz
rzeczy, które są ważne, tak naprawdę nie masz niczego”.
Poczułam,
jak jego palce zaciskają się w moich, ale nic nie powiedział.
„Miałam
dobrych przyjaciół. Dobrą rodzinę. Ale nie miałam…”
Ciebie.
Zostawiłam
to słowo niedopowiedziane.
Deke
mocno trzymał mnie za rękę.
„Teraz
mam to wszystko” - wyszeptałam grubymi słowami - „Mam to wszystko, a on nigdy
się nie dowie. On nigdy nie zobaczy. Nigdy nie zazna spokoju, wiedząc, że jego
dziewczyna ma wszystko”.
Nastąpiła
chwila ciszy, która była ciężka, obciążająca mnie jeszcze bardziej, zanim Deke
zapytał łagodnie - „Mówisz o swoim tacie, mała?”
Kiwnęłam
głową, a moje gardło zatkało się, kiedy powiedziałam - „A popieprzone jest to,
że znalazłam to, bo straciłam jego.
Znalazłam to, bo utrata jego oznaczała, że musiałam znaleźć spokój w świecie
bez niego. Ale mam więcej. Mam mniej, to więcej. Znalazłam swoje miejsce.
Znalazłam swoją oazę. Znalazłam dom. Znalazłam miejsce, w którym będę
bezpieczna i pod opieką. Znalazłam spokój. A on nigdy się nie dowie”.
Deke
nie odpowiedział.
Ale
nie pozwolił mi odejść.
Przytulił
mnie do siebie, moje palce pozostały splecione z jego, gdy wpatrywałam się w
noc, i robił to przez długi czas.
Potem
podniósł brodę z mojego ramienia i przyłożył usta do mojego ucha.
„Chodź
do łóżka, Jussy”.
Znowu
skinęłam głową i Deke pozwolił mi odejść.
Poruszył
się. Poruszyłam się.
Miałam
gówno na głowie, a kiedy wkładałam piżamę, napływało więcej gówna.
Tak
jak powiedział, że będziemy mieli, a ja wiedziałam, że będziemy (dlatego miałam
wizytę u lekarza w przyszłym tygodniu), Deke i ja uprawialiśmy seks regularnie.
Zawsze przed pójściem spać. W większości przypadków robiliśmy to, a potem
przytulaliśmy się, rozmawialiśmy i robiliśmy to ponownie. Były czasy, rzadkie i
zdarzały się tylko wtedy, gdy spędzaliśmy noc u mnie, kiedy mogłam wrócić spać,
kiedy skończyliśmy i nie musiałam wstawać i wsiadać do pickupa Deke’a, aby
przyjechać do mnie, że budził mnie wcześnie w rano i zabrał nas tam.
Ale
wtedy nie byłam w nastroju.
Właśnie
wtedy zmagałam się ze zderzeniem emocji, z przetworzeniem których miałam
trudności.
Strata
i zysk.
Głęboka
radość i ostry smutek.
Czując
to, chciałam się tylko wspiąć do ciepłego łóżka, spróbować trzymać się resztek
tego łagodnego szmerku, który szybko traciłam i iść spać, obudzić się z tym
wszystkim i stawić czoła nowemu dniu, kiedy miałabym energię, aby ponownie
pogrzebać zło i skupić się na dobru.
To,
czego nie chciałam, to uprawiać seks z Deke’iem.
Chciałam
się mocno przytulić do mojego wielkiego, ciepłego misia, który pojawił się w
postaci góralskiego mężczyzny i użyć jego siły, aby zabrać mnie tam, gdzie
powinnam być.
Ale
Deke mógł mieć inne pomysły. Zawsze miał inne pomysły. Pomysły, które ja zawsze
miałam. I nie wiedziałam, co bym zrobiła, gdyby działał zgodnie z tymi
pomysłami, ani jak bym się czuła, gdyby spróbował.
Wspięłam
się do łóżka, niepewna, jak podzielić się tym, czym powinnam się podzielić,
równie niepewna, jak to przyjmie, i przerażona tym, jak bym się czuła, gdyby
jego reakcja nie była taką, jakiej potrzebowałam.
Potem
położyłam się w łóżku, Deke mnie wciągnął, odwracając się plecami do siebie.
Zwinął się we mnie, podciągając kołdrę do mojego ramienia, a następnie chowając
twarz w tyle moich włosów.
I
tak mnie trzymał. Jego ręce nie błądziły. Jego usta niczego nie szukały. Nawet
nie poczułam twardości jego kutasa na moim tyłku.
Był
po prostu Deke’iem, wyczuwając i dając mi to, czego potrzebowałam.
I
robiąc to, otworzył to miejsce we mnie. To miejsce, które zamknęłam po tym, jak
to zgubiłam w dniu, w którym usłyszałam, że tata zmarł i musiałam je zamknąć,
żeby mnie nie zmiażdżyło. To miejsce, w którym wszystko zakopałam i zwróciłam
się do Deke’a po tym, jak zostałam napadnięta. To miejsce, do którego nie poszłam,
kiedy dowiedziałam się, że jedna z moich najlepszych przyjaciółek może kręcić
swoje gówno, ale robiła to z kimś, kto nie był mężczyzną, którego chciałabym,
żeby miała, tak bardzo, że jej przyszłość mnie przeraziła.
Zaczęło
się od kołysania mojego ciała.
Szloch
pojawił się dopiero wtedy, gdy Deke objął mnie w pasie ukośnie, żeby mógł
owinąć palce wokół mojej szyi i szepnąć w tył moich włosów - „Wypuść to gówno,
Cyganko”.
Boże,
Boże.
Miałam
nadzieję, że byłam dla niego stworzona.
Bo
on na pewno był dla mnie stworzony.
Uniosłam
obie ręce i owinęłam palce wokół jego silnego nadgarstka i zrobiłam to, do
czego mnie zaprosił.
Puściłam.
Nie
odwrócił mnie do siebie. Nie powiedział słów, które mogłyby mnie ukoić, a ja
byłam zadowolona, bo nie było słów, które mogłyby mnie ukoić.
Nie.
Deke
tylko mnie trzymał, kiedy płakałam, najpierw z powodu mojej ogromnej straty
taty i wszystkiego, czego nigdy nie zobaczy, wszystkich rzeczy, które
wydarzyłyby się bez niego. Nie poprowadzi mnie do ołtarza. Nie potrzyma wnuków.
Nie spotka mężczyzny, który został dla mnie stworzony.
A
potem rozpłakałam się za Biancą, jak dawno temu została zagubiona przez
rodziców, tak pochłoniętych własnym gównem, że nie zauważyli, że nie ma
kotwicy. Jak Lace i ja, tata i Joss starałyśmy się utrzymać ją na właściwym
kursie, stabilną, kochaną i jak zawiodłyśmy, a teraz…
Teraz…
Teraz
znalazła swój kurs, ale był równie burzliwy.
Potem
płakałam za wszystkim, co zyskałam, wszystkim to było zawarte w dużym, ciepłym
ciele zwiniętym blisko i trzymającym mnie.
To
oznaczało, że płakałam naprawdę długo.
W
końcu szloch zamienił się w pociąganie nosem.
I
przez to wszystko Deke mnie trzymał.
Wreszcie
ucichłam.
A
Deke ciągle mnie trzymał.
Odetchnęłam
i zakopałam się do tyłu.
Deke
wciąż mnie trzymał.
Ciemny
pokój był cichy i powoli mrugałam, wyczerpana łzami, moje oczy traciły
skupienie na srebrnym świetle księżyca na moich prześcieradłach.
„Lepiej?”
- wyszeptał Deke.
„Tak,
Słonko” - odszepnęłam.
„Dużo
przeszłaś. Od jakiegoś czasu musiałaś odpuścić. Dobrze, że to zrobiłaś, Cyganko”.
Wzięłam
miękki wdech. Złamał się dwukrotnie, gdy wchodził.
Wypłynął
łatwo.
Nie
sądził, że jestem słaba.
Nie
myślał nic poza tym, że dał mi to, czego potrzebowałam.
Pochyliłam
głowę i pocałowałam kostki na jego dłoni.
Śledził
mój ruch, trzymając się blisko, z twarzą w moich włosach.
„Śpij,
Jussy”.
„Okej,
Deke”.
Jego
palce wciąż leżące na mojej szyi ścisnęły mnie, ale poza tym się nie poruszył.
I
leżałam w łóżku, podczas gdy srebro księżyca znikało, zastępowane przez sen.
Ale
wpadłam w to, wiedząc jedno.
Nie
było zakochiwania się w mężczyźnie takim jak Deke.
Jeśli
go miałaś, miał to.
A
ja go miałam.
Więc
miał to ode mnie.
*****
Kiedy
się obudziłam, poczułam na powiekach jasne światło słoneczne, więc powoli je
otworzyłam.
Po
kilku mrugnięciach zobaczyłam pościel, słońce i drzewa.
Ale
wszystko, co czułam, było Deke’m.
Nie
poruszyliśmy się we śnie, z wyjątkiem tego, że jego ramię nie było już skośne,
a palce nie zaciskały się wokół mojej szyi. Opierał się ciężko na mojej talii.
Spróbowałam
trochę przeciągnąć plecy, nie chcąc go budzić, jeśli wciąż spał.
„Nie
śpisz, Cyganko?”
Nie
spał.
I
Boże, kochałam jego głos o poranku.
A
właściwie w dowolnym momencie.
Odwróciłam
się w zgięciu jego ramienia, a on wyprostował dla mnie nogi, żebym mogła
wcisnąć się od przodu do przodu.
Odchyliłam
głowę do tyłu i spojrzałam na jego twarz.
Nie
spał, ale to, co przeżył, które zwykle było widoczne na jego twarzy, wciąż było
wygładzone. Chciałabym dać mu spokój, żeby wyglądał tak przez cały dzień. By czuł
ten spokój w każdej sekundzie, gdy nie spał.
Niemożliwość.
Wciąż
żałowałam, że nie mam w sobie tego, by dać mu to z każdym oddechem, który
weźmie, nawet gdy nie spał.
„Dobrze
się czujesz dzisiaj rano, Jussy?” - zapytał cicho.
Skinęłam
głową, wplatając moje nogi w jego, przysuwając się bliżej - „Dzięki za
wczorajszy wieczór, Deke”.
Spuścił
głowę i poczułam, jak przesuwa czubkiem nosa wzdłuż mojego, od miejsca między
moimi oczami aż do samego końca.
Zamknęłam
oczy na cud, jak ten wielki, szorstki mężczyzna mógł dać tak wiele jednym
dotknięciem, a kiedy się odsunął, zbliżyłam się do niego i przycisnęłam twarz
do jego gardła.
„Chcesz
wstać, wziąć prysznic, pójść gdzieś i znaleźć śniadanie?” - zapytał czubek
mojej głowy.
Nadal
był ze mną fajny. Dawał mi uczucie, którego potrzebowałam po moich wczorajszych
emocjach. Nie robił tego, co podejrzewałam, że chciał robić rano, kiedy
mieliśmy czas, brak pracy, nic.
Wciągnęłam
powietrze i przesunęłam dłonią po jego talii, na plecy, w górę kręgosłupa,
kiedy dotknęłam ustami podstawy jego gardła.
Kiedy
to zrobiłam, odpowiedziałam - „Później”.
Zrozumiał
mnie i wiedziałam o tym, kiedy jego ręka też się poruszyła, pod moją koszulkę i
w dół, więc tylko jego palce znalazły się w pasie moich spodni od piżamy.
„Czego
teraz chcesz, mała?” - mruknął.
Przycisnęłam
piersi do jego klatki piersiowej i wsunęłam usta w jego gardło.
W
odpowiedzi jego ręka wsunęła się całkowicie w moje spodnie od piżamy.
„Rocznicowe
pieprzenie” - wymamrotał.
Odchyliłam
głowę do tyłu i złapałam jego wzrok - „Słucham?”
„Zeszłej
nocy, Jussy” - zaczął - „…minął tydzień”.
Śledził.
To
było słodkie.
Ale
przypomniałam sobie, moja uwaga stała się niejasna, kiedy powiedziałam -
„Wydaje się dłużej”.
Straciłam
niejasność, kiedy Deke odpowiedział - „Wyobrażam sobie, że możemy świętować
wiele różnych rocznic. Wyoming. Twoje przyjście do Bubba’s. moje przyjście do
twojego domu. Jak pierwszej nocy spaliśmy w tym samym łóżku”.
Poczułam,
jak moje usta się wykrzywiają - „To szeroki wybór rocznicowych pieprzeń”.
Przetoczył
się na mnie, jego oczy opadły na moje usta, jego usta mamrotały - „Absolutnie”.
Czując
jego spojrzenie na ustach, skończyłam mówić.
Więc
podniosłam głowę i pocałowałam go.
To
był delikatny, ciepły poranny pocałunek.
Dopóki
Deke nie pochylił głowy i nie już był taki, ale stał się głębokim, mokrym
pocałunkiem na początku gry wstępnej.
Kiedy
skończył, jego usta powędrowały do mojej szyi.
Moje
ręce dryfowały po całym ciele.
Jego
ręce nie dryfowały. Przesunęły się w moją koszulkę, potem wygiął się ode mnie i
moja koszulka zniknęła.
Postanowiłam,
że moje ręce też będą zajęte, więc wsunęłam je w jego szorty. Jego usta były teraz
na moim gardle, ale odgiął biodra tak, że mogłam naciągnąć je na jego tyłek i
zepchnąć je w dół.
Deke
uniósł kolano, łapiąc je stopą i odpychając.
Jego
obie ręce następnie cofnęły się na moje pośladki i tym razem w majtki. Rozciągnęły
się na boki i w dół, ocierając się o moje biodra. Odsunął nogi na bok, żeby
mógł je ściągnąć i już ich nie było.
Naga.
Jedna
z najważniejszych rzeczy na mojej liście tego, dlaczego tak lubiłam przebywać z
Deke'iem.
Przesunął
usta z mojego gardła, w dół do klatki piersiowej, między piersi, do brzucha,
gdzie mnie pocałował, a następnie uniósł się i zawisł tam.
Spojrzałem
na niego, aby zobaczyć jego spojrzenie na mnie, jego piwne oczy płonęły, gładka
sen wciąż tam był, ale miesza się z ciemnością głodu.
Dobry
wygląd Deke’a.
Chociaż
dla mnie każdy wygląd był dobry na Deke’u.
„Wrócę”
- szepnął, a ja patrzyłam, jak znów się do mnie pochyla, dotykając ustami
mojego brzucha, zanim stoczył się ze mnie i łóżka.
Odwróciłam
się na bok, z policzkiem do poduszki, ramieniem wygiętym pode mną, drugim
ramieniem wyprostowanym. Podciągnęłam kolano i patrzyłam, jak Deke idzie do
swojej torby. Przeszukał ją, a ja zacisnęłam usta, a moja łechtaczka skurczyła
się, gdy zobaczyłam, że ma w dłoni niebieską bandanę.
Nie
związał mnie od czasu, kiedy to zrobił moim szalikiem.
Miałam
wrażenie, że rocznicowy seks będzie zajebisty.
Ale
nie miałam pojęcia.
Nie
mam pojęcia, że nie będzie taki.
Miał
zmienić mój świat.
Wspiął
się z powrotem do łóżka, czołgając się do niego na rękach i kolanach, a jego
oczy, utkwione w moich, jego ruchy były drapieżne i przełknęłam, moje palce
odruchowo zacisnęły się w pościeli, poczułam skurcz od łechtaczki, przez cipkę,
przez tyłek i w górę kręgosłupa.
Kiedy
do mnie dotarł, całkowicie zdarł ze mnie kołdrę i zahaczył moją talię
ramieniem. Podciągnął mnie, podchodząc sam, więc oboje klęczeliśmy, twarzą do
siebie.
Potem
pociągnął rękę z bandaną w dół mojego ramienia, do nadgarstka, okrążył ją i
podniósł.
Dopiero
wtedy oderwał ode mnie oczy, by móc patrzeć, jak wsuwa zwiniętą chustkę między
nasze nadgarstki.
Kiedy
jego głowa poruszyła się w tę stronę, zwróciłam tam wzrok i patrzyłam, jak
zawiązuje węzeł, który zrobił jedną ręką, zaciskając go zębami.
Gdy
czułam, jak materiał zaciska się, przykuwając mnie do Deke’a, między nogami
eksplodował mi spazm, kolejny zbliżał się do pięt na widok jego mocnych zębów,
dotykających naszych ciasno związanych nadgarstków.
Jego
spojrzenie padło na mnie i zgubiłam się w nim, pogrążona głęboko w cieple jego
oczu, tak bardzo w niewoli dzielenia się
Deke’a jego surową potrzebą mnie, łatwą tam do zobaczenia, odczucia, że straciłam orientację, gdzie była jego druga ręka,
dopóki nie poczułam jej we włosach. Uniosła się, aż znalazła się blisko skóry
głowy, gdzie chwycił, szarpiąc ją do tyłu.
Ból
na skórze mojej głowy przekształcił się w przyjemność, gdy przebiegł po moim
ciele, moje plecy wygięły się w łuk na jego żądanie, a potem jego usta chwyciły
sutek i mocno ssały.
„Boże” - odetchnęłam, mój łuk pchnął
głębiej, oferując mu więcej, gdy wziął nasze związane nadgarstki, wykręcając
moje ramię i przyszpilając je za mną.
Poruszał
moimi sutkami, jednym, drugim, do tyłu i jeszcze raz, aż zaczęłam skomleć, moja
wolna dłoń wbiła się w tył jego włosów, moja dolna część ciała mocno wcisnęła
się w jego, czując, jak jego sztywny kutas przytula się do mojego brzucha.
Wtarłam
się w to, potrzebując go poczuć, chcąc dać mu coś, gdy on dawał mnie.
Nagle
jego ręka na moich włosach nie szarpała do tyłu, tylko pchała w dół, a Deke
przesunął się, gdy zmusił mnie do zgięcia się. Kręcąc dłonią wokół naszych
związanych nadgarstków obejmując moją kutasa, drugą rękę wciąż trzymał w moich
włosach, teraz szarpiąc ją do tyłu, by przygiąć moją szyję, wbił główkę kutasa
w moje usta i wzięłam go. Wzięłam go ustami, kiedy zarówno Deke, jak i ja szarpaliśmy
jego penisa.
Cholera.
Niezwykłe.
Nigdy
nie miałam czegoś takiego.
Nigdy
nie miałam kogoś takiego, jak Deke.
Położyłam
wolną rękę na łóżku, aby zachować równowagę, aby dać mu więcej, podczas gdy
brałam to, co dawał. Zacisnęłam usta wokół krawędzi główki jego kutasa i mocno
ssałam. Jego palce wokół moich zacisnęły się mocniej, poruszając się szybciej,
pompując mocniej.
Jęczałam
przy jego kutasie, wewnętrzna strona moich ud drżała, czułam, jak zbiera się
wilgoć, desperacko próbowałam włożyć wolną rękę między nogi, ale nie mogłam, bo
potrzebowałam jej do podparcia, to sprawiało, że desperacja stawała się
bardziej dotkliwa, fenomenalna, obracając wydawane przeze mnie dźwięki w werbalne
błaganie.
Deke
usłyszał to, odciągnął nasze ręce od jego penisa i zaczął pieprzyć moją twarz
na poważnie, a ja wpadałam na niego, spotykając jego pchnięcia, zagłębiając
policzki, by wciągnąć go tak głęboko, jak mogłam go zdobyć, czując dudnienie,
które wydawało moje serce i drżenie w moim łonie.
Myślałam,
że chce, żebym zabrała go tam ustami, ale nagle zostałam podniesiona, obie nasze
związane ręce były między moimi nogami, środkowy palec Deke’a przyciskał mój do
mojej łechtaczki, krążył, drgał, jego usta uderzały o moje, jego język
atakował.
Odwzajemniłam
pocałunek, gdy ujeżdżałam nasze ręce i pocałowałam go mocniej, gdy jechałam
pilnie nas, kiedy wsunął oba nasze palce do środka i zaczął mnie pieprzyć.
Zabierał
nasze palce od łechtaczki do cipki, raz za razem, aż byłam tak daleko, że nie
mogłam już dłużej brać jego ust.
Oderwałam
usta od jego i wcisnęłam twarz w jego szyję, jęcząc - „Kochanie”.
„Nie
idź tam” - warknął.
„Boże” - wydyszałam, trzymając się,
walcząc z orgazmem, nie mogąc powstrzymać gorączkowych ruchów bioder wbrew ruchom
naszych palców.
Wzięłam
wszystko, co mogłam, a kiedy już nie mogłam, wolną ręką sięgnęłam i chwyciłem
jego jądra. Nie będąc w stanie tego kontrolować, ścisnęłam go może trochę za
mocno.
W
reakcji na pomruk, który mnie przeszył, Deke zatopił zęby tuż za miejscem,
gdzie moja szyja stykała się z moim ramieniem i zrobił to mocno.
Tam,
gdzie mnie zaznaczył.
I
wiedziałam, że znowu mi to dał.
„Deke” - jęknęłam.
Na
jego imię nasze ręce wyszły spomiędzy moich nóg. Znowu wykręcił moje ramię za
plecami i użył obu naszych ramion, by mnie unieść, kołysząc mną i wpadł na
mnie. Leżałam plecami do łóżka, moja głowa zwisała z boku, ciężar Deke’a
spoczywał na mnie. Poruszył biodrami, a ja odebrałam to, co chciał, otwierając
moje nogi, żeby mógł wpaść między nie.
Sięgnął
do szafki nocnej.
Uniosłam
głowę.
I
jego ręka wróciła w chwili, gdy jego usta przycisnęły się do moich w mokrym, gwałtownym
pocałunku.
Odsunął
się, a ja patrzyłam, wijąc się pod nim, jak używa zębów, by rozerwać opakowanie
prezerwatywy.
„Szybciej”
- błagałam.
Spojrzał
mi w oczy i zobaczyłam, że był tam ze mną, daleko jak ja, nie istniało nic
oprócz Deke’a i mnie, tego, co robiliśmy, wszystkiego, co czuliśmy.
Poczułam,
jak jego ręka pracuje między nami i powtórzyłam moją prośbę.
„Szybciej”
Wyszarpnął
spode mnie nasze związane nadgarstki, skręcając swoje, splatając swoje palce w
moich, wciskając nasze dłonie w łóżko, gdy poczułam, jak główka jego kutasa
przesuwa się po mojej łechtaczce, która była tak wrażliwa, całe moje ciało
szarpnęło się pod nim.
Potrzebowałam,
żeby wbił się do środka, mocno mnie zerżnął, ale kiedy Deke złapał mnie na
wejściu, nie pchnął głęboko.
Wcisnął
tylko końcówkę i szepnął - „Jussy”.
Koncentrowałam
się wyłącznie na uczuciu między nogami, moja szyja napinała się, by utrzymać
głowę w górze, z oczami skierowanymi na jego twarz, ale nie zwracając na niego
uwagi.
Kiedy
wyszeptał moje imię, skupiłam się na nim.
I
patrzyłam, jak jego twarz jest powolna, tak cholernie wolna, tak pięknie wolna,
tak cholernie Deke, jak wsuwał się… i wsuwał się… i nie spiesząc się, aż w
końcu, błogo, wypełnił mnie. Był częścią mnie.
Mój.
Moje
palce zacisnęły się na jego.
„Stworzony
dla mnie” - wyszeptałam, przesuwając palcami po jego kręgosłupie do krzyża.
Wydał
dźwięk. Nie warczenie, nie dudnienie, nie jęk, dźwięk, który dał mi to wszystko,
zanim opuścił głowę, objął moje usta powolnym pocałunkiem i nie spieszył się z
wejściem i wyjściem ze mnie.
Kiedy
to robił, czułam, jakby zapamiętywał moją cipkę, każdy jej centymetr. Nie
twierdząc, że jest jego, nie wywyższając się w tym, co wiedział, że już
posiada.
Uwielbiając
ją.
Wielbiąc
ją.
Wielbiąc
mnie.
Nigdy
nie doświadczyłam takiego piękna. We wszystkim, co miałam, we wszystkim, co
zarobiłam, we wszystkim, co otrzymałam, nigdy, przenigdy w moim życiu nie zaznałam
takiego poważania.
Owinęłam
obie nogi wokół jego ud, przesuwając palcami po fałdach na jego tyłku, leniwie,
a potem szybciej, gdy jego ruchy następowały coraz szybciej.
Szybciej,
używając mojego oparcia na jego udach, by unosić biodra, aby pogłębiać jego
pchnięcia.
Szybciej,
moja dłoń teraz zaciskała się na twardym pośladku jego zaciskającego się tyłka.
Przerwał
pocałunek. Zginając szyję pod ostrym kątem tak, że jego czoło przyciskało się
do mojego ramienia, moja głowa opadła z boku łóżka. Jego palce w moich złapały
się tak mocno, że przyniosły lekki ból, gdy jego druga ręka znalazła się między
nami, a jego kciuk przeczesał włosy między moimi nogami, aż znalazł moją
łechtaczkę.
Naciskał
i pocierał.
I
odleciałam.
Podniosłam
głowę, obróciłam twarz w szyję Deke’a i krzyknęłam, kiedy eksplodowałam,
zamykając oczy, wstrzymując oddech, jasnych barwach eksplodowały w moich oczach,
moje ciało wygięło się i napięło.
Jego
ręka spleciona z moją szarpnęła w górę i poczułam, jak chwyta mnie za włosy,
gdy jego biodra szarpnęły się uderzając w moje, a mój oddech wrócił, gdy
sapnęłam przez ostatnie dreszcze mojego orgazmu, słysząc jego chrząkanie i
czując, jak odsuwa się przez jego.
Minęło
dużo czasu, zanim zwolnił i usadowił się w środku. Poczułam, jak jego ręka
rozluźnia się na moich włosach, więc obie nasze ręce były w nich splątane, a
jego druga ręka wysuwała się spomiędzy nas, by owinąć się wokół mnie w pasie.
Użył tego, żeby wciągnąć mnie do łóżka, żeby moja głowa nie zwisała.
Dzięki
temu trzymał twarz na mojej szyi i poczułam, jak jego ciężki oddech owiewa moją
skórę.
Leżeliśmy
tam i inna rzecz, która była taka Deke’a, coś, co sprawiało, że wiedziałam, że
jest mój, było przeznaczone dla mnie: robiliśmy to w milczeniu. Nie czuł
potrzeby, by mówić. Zapytać mnie, czy wszystko w porządku. Czy doszłam (chociaż
nie mógł tego przegapić, nadal). Czy to było wszystkim dla mnie. Czy czegoś nie
potrzebowałam.
Po
prostu wiedział, że wszystko w porządku, sprawił, że doszłam, wszystko, co
zrobił, zrobił to dla mnie i nie potrzebowałam niczego poza poczuciem, że jest
ze mną połączony, okrywa mnie, ogrzewa, rozkoszuje się wszystkim, co właśnie mi
dał.
W
końcu zaczął leniwie i czule pracować ustami na mojej szyi, jednocześnie
wyciągnął nasze dłonie z moich włosów i przyłożył je do łóżka, kciukiem leniwie
gładząc bok mojej dłoni w swobodnej czułości.
W
końcu ugryzł zębami mój płatek ucha, zanim zapytał - „Gotowa na śniadanie,
Cyganko?”
To
był Deke, który dawał mi bezwarunkowe piękno, a potem Deke i ja kontynuowaliśmy
nasz dzień.
„Mm-hmmm”
- wymamrotałam swoją odpowiedź.
Uniósł
głowę i uśmiechnął się do mnie.
Uniosłam
głowę i dotknęłam ustami jego ust.
Cofnęłam
się i zobaczyłam, że jego twarz wyglądała tak, jak wtedy, gdy obudził się ze
snu. Gładka. Bezproblemowa. Zadowolona.
Szczęśliwa.
Wiedziałam,
że krawędzie powrócą. Takie było życie. Nie mogłeś tego uniknąć. Nie można było
wymazać historii.
Ale
wzięłabym to. Dałabym mu to jeszcze przez minutę. Zrobiłabym wszystko, żeby mu
to dać tak długo, jak długo będę mogła.
I
nie tylko dlatego, że wiedziałam, że zrobi to samo dla mnie (chociaż
uwielbiałam to wiedzieć).
Po
prostu dlatego, że był Deke’iem.
I
był mój.
Dziękuję za piekny rozdział :) czekam na kolejny
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje❤
OdpowiedzUsuń