sobota, 12 lutego 2022

19 - Kombinezon (cz.2)

 

Rozdział 19

Kombinezon (cz.2)

 

*****

Następnego wieczoru wyszłam z łazienki ubrana na kolację w Kogucie, a moje buty w stylu western na wysokim obcasie zwisały mi z palców, ale zatrzymałam się w półkroku, kiedy zobaczyłam Deke’a.

Najwyraźniej, chociaż Deke powiedział, że nigdy nie założyłby garnituru, nie oznaczało to, że się nie odstawi.

A odstawiony Deke Hightower był widokiem do zobaczenia.

Ciemne sprane dżinsy i zapinana na guziki koszula w kolorze leśnej zieleni, która opinała linię jego torsu, ta wąska talia rozszerzająca się do szerokich ramion, mocne V górnej części ciała podkreślone przez tę niesamowitą koszulę, która robiła na mnie wrażenie.

Nie wspominając o tym, że nawet z drugiego końca pokoju widziałam, że koszula sprawiła, że piwne oczy były o wiele mniej piwne, a bardziej zielone.

Jak zwykle miał upięty męski kok, a jego broda była o wiele bardziej krzaczasta niż wtedy, gdy po raz pierwszy go zobaczyłam. Właściwie, o ile wiedziałam (a zdecydowanie wiedziałam, skoro się spotykaliśmy), nie przyciął jej ani razu.

Wyglądało to niesamowicie.

„Łał” - powiedziałam, odrywając wzrok od jego stóp w butach, które również były lepsze niż te, które zwykle nosił, które znałam (to były buty robocze i motocyklowe).

Chociaż odzyskałam siły na tyle, by mówić, spojrzenie, które dostrzegłam na jego twarzy, znów mnie osłabiło.

I wiedziałam, że wybrałam odpowiednią sukienkę.

Teraz, kiedy już się zaaklimatyzowałam, dom był gotowy i zaczęłam zagnieżdżać się, Joss, który zawsze trzymała wiele moich rzeczy, biorąc pod uwagę, że nigdy nie zostawałam nigdzie wystarczająco długo, by trzymać to wszystko przy sobie, obiecała mi to wysłać.

Nie miałam więc wielu ubrań, których Deke nie widział.

Suknia, którą miałam na sobie, była, o ile mi wiadomo, jedyną pozostałą.

Była w kolorze miękkim szarobrązowym ze stonowanymi wzorami rdzawymi, pomarańczowymi i turkusowymi. Miała talię w stylu empire, z wyciętym dekoltem. Była dopasowana do talii, a spływała na biodrach. Miała rękawy trzy czwarte, które marszczyły się na końcach i opadała mi do kostek.

Miała również głębokie rozcięcie, które było czymś więcej niż tylko rozcięciem. Był to zaokrąglony otwór, który zaczynał się w połowie uda.

To była najlepsza część sukienki, jak myślałam, zwłaszcza gdy się poruszałam, spódnica spływała za mną, odsłaniając buty… i nogi.

To była ekstremalna seksowna boho radocha.

Deke mógł nie lubić moich workowatych kombinezonów.

Ale inaczej myślał o tej sukience.

Nie musiał tego mówić, jego wygląd to powiedział.

Ale i tak to wyraził.

„Ładna sukienka, Cyganko”.

Słowa wyszły z głośnym pomrukiem, co w połączeniu z jego spojrzeniem dopełniło to, czego nie powiedział. Kierunek nadawany tak często, że już dawno stracił swoją ostrość.

Zdanie pozostawione niewypowiedziane, ale wypowiedziane niewerbalnie w sposób, w jaki robił to Deke, było niezwykle gorące.

Bo podobała mu się moja sukienka.

Ale bardziej mu się spodoba, gdy będzie leżała na podłodze.

Mnie też bardziej się spodoba, kiedy będzie na podłodze.

Zaplątana w jego pieprzoną koszulę.

„Skoczymy na siebie i spóźnimy się na kolację?” - zapytałam.

„Kuszące” - odpowiedział Deke.

Staliśmy tam patrząc na siebie.

„Mała, załóż buty” - rozkazał w końcu - „Jak widzę z tymi włosami i tą sukienką, że te buty będą mnie torturować przez cały wieczór. Ale żeby zrobić to, co zrobię później, potrzebuję stek”.

To wywołało drżenie w całym moim ciele.

„Podobają ci się moje włosy?” - zapytałam.

Zrobiłam dużo warkoczy, które opadały i skręcały się z mojej twarzy, ale plecy opadały swobodnie w naturalnych falach i lokach do pasa.

„Kotku”.

Nie powiedział nic więcej.

Podobały mu się moje włosy.

Podniosłam buty - „Lubisz moje buty?”

„Jussy” - warknął.

Uśmiechnęłam się.

„Wiesz, że idziemy na kolację z moim szefem” - zauważył.

Mój uśmiech zniknął wraz z rozbawieniem.

Musiałam być spoko i nie musieliśmy się spóźniać.

„Przepraszam Słonko”.

Deke podszedł do mnie, zbliżył się i położył ręce na moich biodrach.

„Jesteś słodką żartownisią. Podoba mi się to. A to znaczy, że lubię to tylko od ciebie. Nadal to lubię. A wiesz, że Max jest przyjacielem. Ale powiem tylko, że ten mężczyzna nadal jest moim szefem”.

„Racja” - szepnęłam.

„Więc załóż buty, Cyganko. Tak?"

Skinęłam głową.

Uścisnął moje biodra i puścił.

Poszłam do łóżka, zapięłam buty, podeszłam do komody i dodałam turkusowy naszyjnik, wymieniłam kolczyki, założyłam bransoletki, dołożyłam pierścionków i byłam gotowa.

Odwróciłam się do Deke’a, który wychodził z łazienki, wzruszając ramionami, wkładając ładną skórzaną kurtkę, kolejny przedmiot w garderobie Deke’a, którego nie widziałam.

Spojrzał na mnie, jego oczy zagrzały się, a usta wymamrotały - „A ona sprawia, że słodycz jest słodsza”.

Posłałam mu kolejny uśmiech.

„Kurtka?” - zapytał.

„W szafie, pójdę po to”.

„Spotkamy się w moim pickupie”.

„Jasne”.

Deke nie spotkał mnie w pickupie.

Spotkał mnie w drodze do drzwi, kiedy byłam w drodze do garderoby.

Złapał mnie za nadgarstek, zatrzymał, pochylił się do mnie i dotknęliśmy się ustami.

Po tym mnie puścił i poszedł.

Wzięłam kurtkę i spotkałam go w jego pickupie.

*****

„Ty im powiesz, czy ja?”

Byliśmy w Kogucie, nieco rustykalnej, ale w większości eleganckiej restauracji położonej na zboczu góry, która była prawie w całości wykonana ze szkła.

Deke i ja siedzieliśmy naprzeciw gorącego faceta, faceta z gór Holdena „Maxa” Maxwella i jego ślicznej blond żony Niny, która miała odrobinę angielskiego akcentu i sposób bycia, który mówił, że jest pełna temperamentu.

Polubiłam ją od pierwszego wejrzenia.

To pytanie zadał Max swojej kobiecie.

Pełen temperament wypłynął w ładną twarz Niny, gdy zwróciła się do niego - „W ogóle im nie powiemy”.

„Księżno, każdy, kto siedzi naprzeciwko nas w Kogucie, powinien wiedzieć” - odpowiedział Max.

Księżna. Śliczny pseudonim. Była tak bardzo „księżną”.

„Nawet nie jestem pewien, jak dałem się namówić na przyjście tutaj” - stwierdził Max i spojrzał na nas - „Przysiągłem, że nigdy więcej nie postawię stopy w tym miejscu po ostatnim razie. Chciałem, żebyście przyszli do naszego domu i żeby zrobić wam jedzenie. Moja żona potrafi gotować. Jej zapiekanka rybna to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek próbowałem. Ale chciała się wystroić. Więc jesteśmy tutaj”.

To nie brzmiało dobrze.

Prawdę powiedziawszy, to było słodkie, że Max wyszedł, aby jego żona mogła się wystroić.

„Powiedzieć nam co?” - zabrzmiał głęboki głos Deke’a.

Nina spojrzała na niego i powiedziała szybko - „Nic”.

Max zwrócił na niego uwagę, a po tym, jak powiedziała to jego żona, powiedział - „Jak ja i Nina wchodzimy do Koguta, gówno się dzieje”.

„Jak co?” - zapytałam.

„Raz bójka” - odpowiedział Max.

Co takiego?

Bójka? W eleganckiej restauracji ze stekami?

Ojej!

Nina siedząca naprzeciwko mnie, pochyliła się - „Stoły przewracane, wszędzie ketchup i sos chrzanowy. To było szaleństwo”.

„A niech mnie” - wyszeptałam. Zerknęłam szybko w stronę Maxa, jako mężczyzny, którego absolutnie mogłam wyobrazić sobie zaangażowanego w bójkę, zanim zapytałam Ninę - „Byłaś zaangażowana?”

„Łagodnie” - wymamrotała, sprawiając wrażenie, że kłamie.

Wyrwał mi się chichot.

„Chociaż Max nie wszczął awantury” - wyjaśniła Nina - „Nie tej nocy. Jednak na początku tygodnia wybił absolutne gówno z innego faceta”.

Proszę bardzo.

Miałam rację.

Max był awanturnikiem.

Wyrwał mi się kolejny chichot.

„Na szczęście nie widzę tutaj nikogo, kto mógłby mieć coś w dupie, czym czułby potrzebę dzielenia się przy naszym stole” - oświadczył Max, nie odrywając oczu od Deke’a - „A ty możesz być jedynym człowiekiem, jakiego znam, który nie ma wrogów”.

Spojrzałam na Deke’a, uważając to za fascynujące w bardzo dobry sposób.

Fascynujące i wiarygodne.

Jego krąg był mały i bliski. Żył. Pracował. Trzymał się siebie, ale robił wszystko, co mógł dla ludzi, którzy coś dla niego znaczyli.

To było jego życie.

Takim właśnie był.

To była część tego, co było teraz moje, skoro miałam jego.

Nina wpadła w te radosne myśli, rzucając do męża - „Dajesz mi do zrozumienia, kochanie, że ktoś, kto może mieć coś w dupie, mógłby czuć tę potrzebę do mnie”.

Nie sądziłam, że w ogóle mógłby to mieć.

Max spojrzał na żonę u swego boku -  „Mała, jesteś prawniczką i kopiesz tyłki. Każdy po drugiej stronie będzie miał coś do twojej dupy i zechce się podzielić. Byłem z tobą w Znaku w zeszłym tygodniu, kiedy miałem do czynienia z jednym z nich, który czuł potrzebę podzielenia się tym z tobą”.

Najwyraźniej dawał to do zrozumienia.

„To moja praca” - odparła.

Max uśmiechnął się i zrobił to dobrze. Tak dobrze, że byłam zaskoczona, że Nina, obserwując to, od razu nie przestała być zadziorna  i nie wtuliła się w niego, a potem zapytała, czy mielibyśmy coś przeciwko, jeśli zwolnią stół na pół godziny, żeby zająć się sprawami w samochodzie.

Następnie powiedział z wyraźną dumą - „Tak, jest i kopiesz im tyłki” - Spojrzał na Deke’a i mnie - „Ale tylko mówię, bądźcie przygotowani na wypadek, gdyby gówno się upadło. Moja księżna nie jest typem, który odpuszcza. Więc jeśli tak się stanie, a ona wybuchnie, po prostu trzymajcie się z dala. To się stanie, a jeśli po wszystkim nasz stół nie będzie znajdował się po drugiej stronie sali, możemy po prostu dokończyć nasze steki”.

Nina wpatrywała się w swojego mężczyznę. Chociaż zauważyłam, że tylko się gapiła, a nie zaprzeczyła niczemu, co powiedział.

„Uważaj nas za przygotowanych” – odpowiedziałam po przełknięciu kolejnego chichotu, właściwie mając nadzieję, że gówno upadnie. Fajnie byłoby patrzeć, jak Max sobie z tym radzi.

Fajniej było zobaczyć, jak Deke by wszedł.

Nasza kelnerka w czarnych spodniach, białej koszuli zapinanej na guziki, długim, cienkim, czarnym krawacie i dłuższym, śnieżnobiałym fartuchu zwisającym jej do nóg podeszła i zapytała - „Czy zdecydowaliście się na drinki?”

Zdecydowaliśmy więc zamówiliśmy. Dostaliśmy nasze drinki. I rozmawialiśmy.

Niestety, nikt nie podszedł do naszego stołu, aby wywołać scenę.

Zamówiliśmy kolację. Więcej gadaliśmy, Nina popijając martini, ja robiłem to samo z Jackiem i colą, obaj mężczyźni dostawali piwo, a ja poznałam historie o awanturach Niny i Maxa w Kogucie (między nami - Nina wydawała się magnesem na awantury, nie wszystkie wydawały się być jej wyborem).

Przyszła nasza przystawka i już wtedy cieszyłam się, że zdecydowaliśmy się wyjść z Maxem i Niną. Po pierwsze dlatego, że widziałam, jak Deke się odstrzelił i prawdopodobnie nie zrobiłby tego, żeby pójść do Sunny and Shamblesa. Po drugie, Deke zobaczył mnie odstawioną, podobało mu się to, a mi podobało mi się to, jak jemu się to podobało. I na koniec, wiedziałam, że lubię Maxa, ale Nina była słodka, a jednocześnie zabawna jak diabli, ostra jak brzytwa, a jej przekomarzanie się z mężem, które bardziej przypominało miłosne kłótnie, było zabawne do oglądania.

Wydawało się, że wszystko idzie dobrze i dopiero wtedy, gdy kelnerka zabrała nasze przystawki, wydawało się, że wszystko się zmieni.

Zaczęło się, gdy uśmiechałam się do Niny, gdy mówiła z ożywieniem i wielką miłością o dzieciach jej i Maxa, i zauważyłam coś kącikiem oka.

Zanim nawet spojrzałam w tę stronę, czułam to tak, jak zawsze czułam to w rzadkich chwilach, które się zdarzały.

Wiedziałam, że zostałam zauważona.

A kiedy mój wzrok trafił na stół pośrodku restauracji, zobaczyłam na sobie cztery pary oczu, a jedna z kobiet przy stole położyła rękę na stole po tym, co wydawało się być wskazywaniem na mnie.

Kiedy przyciągnęli moją uwagę, dwie kobiety i jeden z dwóch mężczyzn uśmiechnęli się do mnie, dużym i podekscytowanym uśmiechem. A kobieta, która nie wskazywała palcem, uniosła rękę w nieśmiałym pomachaniu.

Poczułam, że moje mięśnie napinają się, gdy przechylałam głowę i rzucałam im spojrzenie, które, jak miałam nadzieję, nie było zaproszeniem na pogawędkę lub by poprosić o autograf lub zdjęcie.

Gdybym to była sama, nie obchodziłoby mnie to. Dla mnie byłoby o wiele gorzej, gdyby mnie nikt nigdy nie rozpoznawał, a zwłaszcza gdyby nie wyglądali na podekscytowanych, kiedy to robili, bo oznaczałoby to, że nie słyszeli mojej muzyki, nie lubili mojej muzyki, i, ostatnie, prawdopodobnie nie kupili mojej muzyki.

Nawet bez moich zarobków, dzięki dziadkowi (i ewentualnie, kiedy gówno z Mav’em i jego matką by się skończyło, tacie), nadal byłabym w mojej oazie schowana między sosnami i osikami.

Ale to, co zarobiłam, było tym, co ja zarobiłam i to wiele dla mnie znaczyło.

Jednak nie byłam sama. Byłam z Maxem, Niną… i Deke’iem.

Max i Nina ostrzegali nas, że w Kogucie są magnesem dla dramatów (a przynajmniej wydawało się, że Nina była, i to nie tylko w Kogucie). Więc mieli praktykę i mogliby unosić się na każdej nadchodzącej fali.

Ale Deke powiedział, że nie wie, jak poradziłby sobie z kłopotami, które wynikłyby z mojej sławy.

Nie sądziłam, że to byłby kłopot. Kiedy łączyłam się z ludźmi, którzy łączyli się ze mną przez coś, co było głęboką, emocjonalną częścią mnie, prawda była taka, że jeśli nie robiło się to dziwne, kochałam to. Nie przeszkadzało mi nabazgranie mojego imienia, uśmiechanie się do czyjegoś telefonu, słuchanie jak mówili mi, że zrobiłam ich noc, wiedząc, że, nawet jeśli to powiem, nie uwierzą, że też zrobili moją.

Deke mógłby się nie zgodzić.

I świetnie się bawiliśmy. Dobre jedzenie, towarzystwo - jak zawsze w tych górach Kolorado - fantastyczne. Nie chciałam, żeby to się odwróciło.

Innymi słowy, nie chciałam się dowiedzieć, że Deke, który był najmilszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkałam, reagował negatywnie na coś, co może nie zdarzać się codziennie, a nawet często, ale się zdarzało.

Więc po tym, jak spojrzałam na nich, odwróciłam wzrok, mając nadzieję, że zakomunikowałam, że jestem przyjemnie zajęta i wolałabym, żeby mi nie przeszkadzać.

Wydawało się, że nikt przy naszym stole nie zauważył tego i poczułam ulgę, głównie dlatego, że w tej części „nikt” nie był to Deke.

Dołączyłam do rozmowy i podeszła kelnerka, przynosząc Ninie kieliszek wina, a mnie kolejnego Jacka z colą, kiedy poczułam, jak ramię Deke’a, które leżało za mną na oparciu ławki, owija się wokół mnie.

Przyciągnął mnie do siebie.

Spojrzałam na niego.

„Kotku, ludzie przy tamtym stole cię rozpoznali” - powiedział cicho.

Oczywiście, Deke zauważył.

„Robią zdjęcia, starają się być spoko” - ciągnął.

Gówno!

„Może jest to nie coś, co chcesz zrobić, ale myślę, że to dla nich wiele znaczyłoby, gdybyś podeszła i zamieniła słowo, zanim nasze steki tu dotrą” - poradził.

Poczułam, jak otwierają mi się usta.

Deke spojrzał na moje usta, a potem z powrotem na moje oczy.

„Twój wybór, jak nie chcesz” - powiedział.

„Czujesz się z tym porządku?” - zapytałam.

„Będę bardziej w porządku z tym niż z nimi, gdy zrobią zdjęcie, jak wpychasz do ust ogromny kęs steku, coś, co może ci się nie podobać, a do rana to gówno będzie na całym Twitterze”.

Ja też czułabym się lepiej.

„Ja, no cóż, jeśli tam pójdę, Słonko, będą chcieli zdjęć, a inni ludzie mogą to zauważyć i może to obejść się, że jestem, no cóż… mną”.

Jesteś sobą” - zauważył - „Więc bądź sobą, daj im siebie i wracaj tutaj, zanim dotrą tu nasze steki, bo nie będziesz chciała jeść swojego na zimno”.

Moje usta wtedy nie otworzyły się.

Tylko się gapiłam.

„Wszystko w porządku?” - zapytała Nina.

Deke spojrzał w jej stronę i wyślizgnął się zza stołu.

„Jussy ma tu kilku fanów. Pójdzie się z nimi zobaczyć”.

Rzuciłam niespokojne spojrzenie na Ninę i Maxa, wysuwając się za Deke’iem, zastanawiając się, czy będą zirytowani, że ich kolacja może być opóźniona, nasz wieczór został przerwany.

Ale Max tylko patrzył na mnie życzliwie, a Nina spoglądała przez ramię. Najwyraźniej złapała stół, przy którym klienci mnie znali, ponieważ machała.

Odmachali.

Dobra, nie zirytowani.

Stanęłam obok Deke’a i spojrzałam na niego.

„Spróbuję być szybka” - zapewniłam.

„Rób, co musisz zrobić” - mruknął, opuszczając głowę, by zrobić to, co często musiał robić.

Dotknąć ustami moich.

Były już prawie na miejscu, kiedy szepnęłam - „Kochanie, mogą robić zdjęcia”.

Jego głowa zatrzymała się, a jego wzrok przeniósł się z moich ust do oczu, zanim odszepnął - „Jesteś moja?”

O tak.

Byłam.

Abso-kurwa-lutnie.

„Tak” - odpowiedziałam.

„Więc kogo to obchodzi?”

Zapytał o to i nie pozwolił mi odpowiedzieć. Wszedł po muśnięcie ust, trzymając rękę na moim biodrze, ściskając mnie.

Kiedy się odsunął, chciałam złapać go po obu stronach głowy i szarpnąć z powrotem. Kiedy bym to osiągnęła, chciałam go mocno pocałować.

Wobec braku tego chciałam się do niego uśmiechnąć, aby powiedzieć mu, ile znaczyła dla mnie jego reakcja na ten scenariusz.

I na koniec chciałam mu powiedzieć, że go kocham.

Nie zrobiłam żadnej z tych rzeczy.

Zamiast tego posłałam mu spojrzenie, które, jak miałam nadzieję, podzieliłam z tym wszystkim, mały uśmiech wykrzywił moje usta, podniosłam rękę, by przesunąć palcami po jego biodrze.

Złapał je, skręcił je w swoich na chwilę, zanim czule je pociągnął i puścił.

Spojrzałam na Maxa i Ninę - „Zaraz wracam”.

„Będziemy tutaj” - odparła pogodnie Nina.

Mój uśmiech do niej był wdzięczny, przeniosłam go na Maxa, a potem przeniosłam się w moich butach na wysokich obcasach przez restaurację do stołu.

Kobiety prawie podskakiwały na swoich krzesłach.

Obaj mężczyźni już stali, kiedy dotarłam do ich stolika.

Rozmawiałam z nimi. Podpisałam dwie serwetki koktajlowe, personalizując je. I stałam i przytulałam się do czterech zdjęć, z których jedno zrobiła kelnerka.

Inni klienci obserwowali, żaden się nie gapił (na szczęście) i nikt inny nie podchodził ani nie rzucał pewnego rodzaju spojrzeń, które oznaczałyby, że będę zwiedzać restaurację, co potrwałoby godzinę, zanim wróciłabym na kolację z Deke’iem i naszymi przyjaciółmi.

Nie przeszkadzano nam podczas steków, kolejnych drinków (dla Niny i dla mnie) i deserów.

Ale kiedy nadszedł czas, aby zapłacić rachunek, pojawił się menedżer, który spojrzał na mnie i powiedział - „To dla nas przyjemność, że do nas pani dołączyła, panno Lonesome. Tak duża, że Kogut pokrywa państwa rachunek”. - Lekko ukłonił się mnie, Deke’owi, a potem Max’owi i Ninie, zanim ponownie spojrzał na mnie - „Zapraszamy ponownie”.

Następnie odpłynął.

„Um…” - wymamrotałam do stołu - „Dziwne jest to, że ludzie, których najprawdopodobniej stać na kolację ze stekami w przyjemnych restauracjach, dostają je za darmo”.

„Darmowe jedzenie w Kogucie. Nigdy nie chciałam być sławna, nagle chcę być sławna” - zauważyła Nina, znów się do mnie uśmiechając - „Czy projektanci przysyłają ci darmowe ubrania?”

Jej zachowanie sprawiało, że łatwo było nie być zakłopotaną bogactwem.

„Kiedy byłam w trasie, tak”.

„Dobrze, teraz zdecydowanie chcę być sławna” - zadecydowała Nina.

Odwzajemniłam uśmiech.

„Oznacza to, że dam tylko napiwek, który oznacza, że w ogóle nie zabraliśmy was na kolację, co oznacza…” - Max mówił do Deke’a i do mnie, ale zwrócił się do Niny i powiedział do ostatniej - „Twoja zapiekanka rybna u nas, a ty i Jus możecie wystroić się, jak chcecie, by siedzieć przy naszym stole z naszymi dziećmi. Ale ja nie zakładam butów”.

„Nie. Następnym razem jest nasza kolej” - wtrąciłam się, podekscytowana możliwością, że rzeczywiście mogłabym wkręcić się w tę kolejkę - „W moim niedługo-skończonym domu, to już wkrótce dzięki Deke’owi i Max’owi.”

„Akceptujemy” - powiedziała od razu Nina.

„Umie gotować?” - Max zapytał Deke’a.

„Tak” - odpowiedział Deke Max’owi, ponownie owijając rękę, która była za mną na oparciu wokół moich ramion i przyciągając mnie do siebie.

„W takim razie akceptujemy” - potwierdził Max.

„Wspaniale” - odpowiedziałam.

I to było wspaniałe.

Zawstydzenie bogactwem.

Ale tym razem ten ważny rodzaj.

*****

„Łaska”.

Byliśmy w połowie drogi do domu z restauracji, podróż odbywała się w ciszy.

Cisza polegała na zadowoleniu po miłej nocy z dobrym jedzeniem w brzuchu.

Ale to było więcej.

To była tylko droga Deke’a i mnie.

„Przepraszam?” - zapytałam, odwracając się, by spojrzeć na jego profil oświetlony światłami na desce rozdzielczej.

„Twój tata to widział?” - zapytał drogę.

„Widział co?” - zapytałam w odpowiedzi.

Nie spojrzał na mnie, kiedy wyjaśnił - „Jak byłaś dziś wieczorem z tymi ludźmi. Ta łaska, którą masz w sobie”.

Poczułam, że oddech urywa mi się w gardle.

Deke najwyraźniej tego nie miał, bo ciągle mówił.

„Dla nich miły wieczór zamienił się we wspomnienie, którego nie zapomną. Będą opowiadać to gówno swoim wnukom. Zrobiłaś to, podchodząc do nich, dając im swój czas, dając im całe dobro, które masz w sobie. Patrzyłem, jak to robisz, Jussy. Po prostu oświetlałaś ich światy tak długo, jak byłaś przy ich stole”.

Kiedy próbowałam uregulować swój oddech, który stał się nieregularny przez komplement Deke’a, Deke wyciągnął rękę, znalazł moją, owinął ją wokół niej i przyciągnął obie do uda.

A jego głos był niższy, przepełniony czystym pięknem, kiedy kontynuował.

„Nie sądzę, żebym kiedykolwiek był bardziej dumny w moim życiu niż obserwując, jak radzisz sobie z tymi ludźmi. Nie sposób tego opisać. Z wyjątkiem czysta łaska”.

Ścisnęłam jego dłoń i mój głos też był inny, niższy, ale ochrypły, kiedy odpowiedziałam - „Dziękuję, kochanie”.

„Twój tata to widział?” - zapytał.

Odchrząknęłam i spojrzałam na ciemną drogę - „Tak jakby. Zwykle to on dawał to ludziom”.

Głowę wypełniły słodkie wspomnienia mi tego, jak patrzyłam, jak robił to, odkąd tylko pamiętałam.

Wspomnienia, które, jak zauważyłam, były tylko słodkie, bez żadnego żądła, jakie wywoływały wspomnienia taty, odkąd odszedł.

A to słodkie było czymś jeszcze, co dał mi Deke - trzymanie mnie razem, nawet gdy się rozpadałam, pozwalanie mi wydobyć rzeczy, których zatrzymywanie było niezdrowe, torując mi drogę do pójścia dalej, uwalniania goryczy, utrzymywania słodyczy.

„Nauczył mnie tego” - dokończyłam.

„Można się urodzić do tego, ale nadal, oboje chyba wiedzieliście, co to znaczy. Nie bierze się tego za pewnik”.

„Nie, oboje wiedzieliśmy, co to znaczy” - potwierdziłam.

Albo tato wiedział. I nauczył mnie.

Deke milczał. To się rozciągnęło i pozwoliłam.

Deke to zakończył.

„Jeden album, Jussy. Mówisz, że lubisz to, co robisz, ale, mała, nie wyjaśniłaś mi, co zamierzasz robić”.

Zostało to odnotowane konwersacyjnie. Nie czułam napięcia w kabinie, nie słyszałam go z jego słów.

Nie prosił o zebranie informacji, ocenę, czy nasze ścieżki będą się rozdzielać.

Po prostu pytał.

„Piszę piosenki” - odpowiedziałam - „Czasami, jeśli lubię artystę, produkuję. Rzadko się jednak zdarza, żebym to robiła. Mam na myśli produkcję. Zajmuje to dużo czasu i” - potarłam kciukiem bok jego dłoni - „…do niedawna nie miałam ochoty pozostawać w jednym miejscu zbyt długo”.

„Tak” - mruknął z rozbawieniem i aprobatą w głosie.

Wtedy zamilkłam.

Deke nie wpadł w to ze mną.

„Jeden album, mała”.

Spojrzałam na niego - „Co?”

„Minęło trochę czasu. Kiedy zrobisz kolejny?”

Kiedy moja ręka ścisnęła jego wtedy, było to mimowolne.

„Już nie nagrywam” - podzieliłam się.

Rzucił mi spojrzenie.

„Powtórz?” - zapytał drogę, kiedy jego oczy wróciły do niej.

Spojrzałam z powrotem na drogę - „Nie nagrywam. Jak powiedziałam, po prostu piszę. A czasami produkuję”.

„Nie nagrywasz”.

Sposób, w jaki to powiedział, sprawił, że znów odwróciłam głowę w jego stronę - „Nie, Deke. Już nie”.

Nie było przerwy, zanim zadał następne pytanie, ale kiedy zapytał, zapytał delikatnie.

„Chcesz mi powiedzieć dlaczego?”

Spojrzałam przez przednią szybę - „To nie było dla mnie”.

„Co nie było?” - zapytał - „Części czy całość?”

Mądre pytanie.

„Części tego. Ja…” - zawahałam się, po czym zauważyłam - „Czytałeś o mnie”.

„Czytałem”.

„Więc znasz tę historię.”

„Przeczytałem, ale nie sądziłem, że to cała historia, Jussy, widząc, że jesteś młoda i masz niesamowity talent. Myślałem, że trzeba napisać więcej rozdziałów”.

„Straciłam perkusistę z powodu przedawkowania” - oznajmiłam - „Był perkusistą taty, zanim wyruszył ze mną w trasę. Więc był rodziną. A ja wtedy byłam liderką zespołu. To znaczy, że nie zaopiekowałam się jednym z moich chłopców. Nie uważałam na niego”.

Zanim Deke zdążył wrzucić swoje trzy grosze, pospiesznie kontynuowałam.

„Wiem, że to nie była moja wina. Naprawdę to rozumiem. To nie znaczy, że nie ma we mnie części, która czuje, że ponoszę pewną odpowiedzialność. I, cóż… to się mną wstrząsnęło”.

Wtedy jego dłoń zacisnęła się, co wydawało się mimowolnie w mojej.

Ale dałam mu więcej.

„A harmonogram, Deke, jest szalony. Cięgle w drodze. W autobusie. W samolocie. W samochodzie. W pokoju hotelowym. Wcześnie rano do prasy. Wywiad po rozmowie, próbując odpowiedzieć na te same pytania, które są zadawane w kółko na różne sposoby, starając się sprawiać wrażenie zaangażowanej. Zmęczony przez próbę dźwięku. Pobudzony, by występ był tak jazzowy na końcu, że nie możesz spać. Wszędzie wóda. Narkotyki łatwe do zdobycia. Wszystko. Nielegalne. Na receptę. I każdy chce być twoim przyjacielem, bo możesz mu załatwić wejście za kulisy lub przedstawić ludziom, którzy spełnią ich marzenia, albo po prostu wystartować z tymi wszystkimi gównianymi ludźmi, którzy rzucają się na ciebie bez powodu, tylko dlatego, że umiesz śpiewać i masz sławne nazwisko. Jesteś podatny na użycie, otwarty na gówno, które jest dla ciebie poważnie niezdrowe, potrzebujesz tego tylko po to, by przetrwać dzień, starając się temu zaprzeczyć, odwrócić się od niego i iść dalej”.

Spojrzałam na niego, odetchnęłam, ale jeszcze nie skończyłam.

„Wszystko to się dzieje, a jeśli masz szczęście, rośnie. Następnie musisz zbudować mur, by pozostać z tyłu, by trzymać się z dala od tego całego gówna, by zachować bezpieczeństwo. I nagle jesteś za tym murem. To, co robię, Deke, nie polega na byciu za murem. Nie chodzi o to, by chronić się przed ludźmi, którzy kochają opowiadane przeze mnie historie. Chodzi o to, że jesteśmy dwiema połówkami całości. Kocham to co robię i byłabym szczęśliwa robiąc to tylko dla mnie. Ale oni też kochają to, co robię i to nie do opisania, jak niesamowite jest to, że to, co daję, jest czymś, co chcą wziąć. To nie tak, że bez nich nie byłoby mnie, a jednak tak jest. Jesteśmy jednym. Odsuwasz się od części tego, brakuje ci czegoś kluczowego dla tego procesu. Nikt nie może żyć bez swojej drugiej połowy”.

Patrzyłam, jak podniósł moją rękę, ale zatrzymał się w powietrzu. Nie wiedziałam, co zamierzał zrobić i przez chwilę wydawało mi się, że on też nie wiedział.

Zdecydował i musiałam się do niego zwrócić, kiedy podniósł moją rękę jeszcze wyżej, przyciągnął mnie bliżej i przycisnął do swojej piersi.

Poczułam, że uderzyło mnie to w gardło w sposób, który lubiłam.

I z tym ciepłem dalej się dzieliłem.

„Im większy sukces odniesiesz, tym bardziej potrzebny jest ten mur. Potem zaczynasz potrzebować wzmocnienia tego muru, aż jesteś tak daleko od swojej drugiej połówki, jakby nie istniały”.

„Twój tata musiał mieć ten mur, mała” - zauważył cicho.

„Tak” - powiedziałam mu - „Dlatego zawsze koncertował. Mógł zrobić sobie kilkumiesięczną przerwę, ale tylko po to, by zaplanować kolejną trasę, nagrać kolejny album. Zawsze był w drodze, bo potrzebował tych chwil, kiedy mógł zburzyć ten mur. Być na scenie z jego fanami, z morzem twarzy przed nim, śpiewającym razem z nim. Nie ma większego piękna w piosence niż tysiące głosów, które ją śpiewają. Wiem, że niektórzy artyści mogą wkurzać, gdy na scenie zwracają mikrofon w stronę publiczności. Ale mogę powiedzieć, że nie ma nic piękniejszego dla autora piosenek niż zamknięcie ust i słuchanie twoich utworów śpiewanych przez tysiące głosów. Wiedza o czymś, co pochodzi z twojej duszy, jest osadzona w czyjejś”.

„Tęsknisz za tym” - zauważył.

Odwróciłam się z powrotem do przedniej szyby - „Częściowo” - powiedziałam mu.

Wiele z tego. Usłyszałam szepty w zakamarkach mojego umysłu, to mnie zaskoczyło.

Deke wyrwał mnie z tej myśli, kiedy w pełni podniósł moją rękę i poczułam, jak jego usta dotykają moich knykci, zanim upuścił ją z powrotem na udo.

Nie oglądałam tego. To było piękne. Gdyby widok był tak piękny, jak to czułam, rozsypałabym się w samochodzie.

Jechaliśmy Main Street w Carnal, kiedy Deke znów się odezwał.

„Chcę, żebyś się nad tym zastanowiła, Jussy”.

„Nad czym?”

„Masz zbyt wiele do dania, aby inni mogli to za ciebie ofiarowywać, mała” - powiedział ostrożnie, cicho.

Fenomenalnie.

I jeszcze nie skończył.

„To twój wybór. Chcesz mniej, to więcej, rozumiem. Naprawdę. Ale jak tęsknisz za tym, czujesz potrzebę bezpośredniego połączenia, powinnaś to zrobić”.

Nie wiedziałam, co mi mówi.

Ale to, co myślałam, że mógł mówić, zaniepokoiło mnie, chociaż dziwnie mnie to ucieszyło.

Skupiłam się na części, która mnie niepokoiła.

„A gdybym to zrobiła, gdzie ty byś był?” - zapytałam.

Rzucił mi kolejne spojrzenie, zanim odpowiedział - „Gdzie bym był?”

„O to właśnie pytam”.

„Nie, kotku, gdzie ja bym był?” – zapytał ponownie, ale było to stwierdzenie w równym stopniu, co pytanie.

Po prostu nie wiedziałam, co mówi.

„Tak, Deke, to właśnie chcę wiedzieć. Gdzie byś był?”

To było coś więcej niż zerknięcie, rzucił mi pełne spojrzenie, zanim zwrócił uwagę z powrotem na drogę i włączył kierunkowskaz, by skręcić w lewo na County Road 18.

Zrobił to, mówiąc - „Z tobą”.

Ścisnęłam jego dłoń tak mocno, że poczułam, jak jego kości wbijają się w opuszki moich palców.

„Jeśli… jeśli…” - przełknęłam ślinę i zmusiłam się do dokończenia - „Jeśli coś takiego się wydarzy, Deke, a nie mówię, że tak się stanie, ale jeśli tak się stanie, to prosiłabym ciebie o bardzo dużo”.

„A ja, mówiąc jasno, że chcę mieć z tobą przyszłość, mówiąc ci, że musisz wyjechać z domu, żeby być na moim motocyklu ze mną przez pół roku, nie prosiłem ciebie zbyt wiele?”

To była prawda.

Chociaż nie byłam pewna, czy naprawdę rozumiał.

Ale może to robił.

„Jussy” - lekko pociągnął mnie za rękę - „…jak to będzie działało z nami, będzie wiele razy, kiedy będę cię o wiele prosić i dostanę to samo od ciebie. Nie mam z tym żadnego doświadczenia. Najdłużej byłem z kobietą przez trzy miesiące w Idaho. Ale wszyscy moi chłopcy mają kobiety i widzę, że tak to się dzieje. Cholera, poczekaj do Świąt. Laurie absolutnie cholernie szaleje na Boże Narodzenie. Jest zrzędą z misją, dopóki nie upiecze każdego ciasteczka i wyśle każdą kartkę, a kobieta piecze i wysyła tysiące, bez pieprzonego żartu. Tate i Jonas to znoszą. Myślę, że to zabawne, ale nie wstają w jej gównie. Trzymają głowy spuszczone i pozwalają jej na to, bo jest to dla niej ważne. I to wszystko. Tak to idzie. Po prostu musisz się z tym pogodzić”.

Byłam cała za tym, by po prostu z tym iść.

Ale to, że Lauren naprawdę lubiła Boże Narodzenie, to nie było to samo, co bycie w trasie ze swoją kobietą, gwiazdą rocka.

„Cóż, nie wrócę do tego” - powiedziałam mu.

„Może” - odpowiedział - „Nie zamykaj tych drzwi, nawet w swojej głowie”.

„Deke, opuszczanie tego życia to coś więcej niż to, co powiedziałam. Byłam w związku z jednym z mojego zespołu. Był pogrążony w gównie, w którym nie chciałam brać udziału”.

Uścisnął mi dłoń w sposób, w jaki Deke prawdopodobnie poczuł moje kości, kiedy powiedziałam o moim związku, ale nic nie powiedział.

Więc kontynuowałam.

„Szczerze, kochanie, nie chodziło o to, kim byłam. To nie było w porządku. Nic z tego”.

„Chyba że byłaś na scenie”.

Powodował, że świrowałam o tym, że wydawał się być w stanie czytać różne rzeczy.

Szczerze mówiąc, było to trochę przerażające.

„Chyba że byłam na scenie” - zgodziłam się.

Musiał odczytać moje świrowanie, bo wyjaśnił - „Nietrudno to zobaczyć, Cyganko. Widziałem cię tylko raz i było jasne. To było twoje miejsce. To duża część tego, kim jesteś. Nie mogłem tego przegapić”.

No cóż, to miało sens.

„Twój wybór, Jussy, tak jak powiedziałem” - kontynuował - „Chcę tylko, żebyś wiedziała, że masz ten wybór”.

I chciałam, żeby wiedział, że go kocham. Chciałam też, żeby znał wszystkie powody.

Ale skręcał, więc mu tego nie powiedziałam.

I byliśmy razem – razem niezbyt długo, więc nie chciałam się tym dzielić i całkowicie go podrasować.

Więc trzymałam buzię na kłódkę i po prostu powiedziałam cicho - „Dziękuję, Słonko”.

Potarł moją rękę o swoje udo, a potem mocno ją trzymał.

I Deke zawiózł nas bez słowa przez resztę drogi do domu.

*****

Następnego ranka w drodze do łazienki zahaczyłam o coś stopą i potknęłam się.

Wyprostowałam się przed upadkiem i spojrzałam na to, co mnie złapało.

Moja sukienka zaplątała się w zieloną koszulę Deke’a.

I gapiłam się na tę sukienkę, którą Deke odrzucił na bok i koszulę, którą ja odrzuciłam zeszłej nocy, obie leżały na podłodze w mojej sypialni, myśląc z roztargnieniem, że wciąż potrzebuję tam dywanika.

Ale głównie myślałam, że ta sukienka i ta koszula mogą być na tej podłodze w tym domu.

Albo mogłyby znajdować się na dowolnej podłodze, jeśli pod nią były koła lub w motelu w Idaho.

Gdziekolwiek.

Będąc w trasie z Deke’iem.

Albo Deke w trasie ze mną.

Wpatrując się w nasze splątane ubranie, coś ślizgało się po mnie, po każdym centymetrze mojej skóry, jak ochronny połysk.

To było zrozumienie, że Deke znalazł kobietę, która poradziła sobie z życiem w drodze, jedynym miejscu, w którym mógł swobodnie oddychać.

Ale było to też coś, o czym nie pomyślałam.

To dlatego, że ja znalazłam mężczyznę, który najłatwiej oddychał w drodze, czymś, co było w mojej krwi, co było częścią mnie, co może kiedyś oznaczać coś głębszego, bez martwienia się o to, gdzie ten mężczyzna w moim życiu pasowałoby, gdybym wybrała tę drogę.

Mój wybór.

Nie czułam niepokoju wokół tego toku myśli, toku, którego nie przyjmowałam od dawna.

Poczułam tylko swobodę.

Mój wybór.

Miałam taki wybór. Miałam go, kiedy nie miałam Deke’a i to się nie zmieniło, jak najprawdopodobniej zmieniłoby się to z innym mężczyzną.

Nadal go miałam teraz, kiedy go miałam.

Więc w ogóle o tym nie myślałam.

Po prostu uśmiechnęłam się do mojej niesamowitej sukienki zaplątanej w jego zajebistą koszulę, przypomniałam sobie, jak oba kawałki dostały się tam, gdzie były i poszłam dalej do łazienki.

 


 

2 komentarze: