Rozdział
19
Kombinezon (cz.2)
*****
Następnego
wieczoru wyszłam z łazienki ubrana na kolację w Kogucie, a moje buty w stylu
western na wysokim obcasie zwisały mi z palców, ale zatrzymałam się w półkroku,
kiedy zobaczyłam Deke’a.
Najwyraźniej,
chociaż Deke powiedział, że nigdy nie założyłby garnituru, nie oznaczało to, że
się nie odstawi.
A
odstawiony Deke Hightower był widokiem do zobaczenia.
Ciemne
sprane dżinsy i zapinana na guziki koszula w kolorze leśnej zieleni, która
opinała linię jego torsu, ta wąska talia rozszerzająca się do szerokich ramion,
mocne V górnej części ciała podkreślone przez tę niesamowitą koszulę, która
robiła na mnie wrażenie.
Nie
wspominając o tym, że nawet z drugiego końca pokoju widziałam, że koszula
sprawiła, że piwne oczy były o wiele mniej piwne, a bardziej zielone.
Jak
zwykle miał upięty męski kok, a jego broda była o wiele bardziej krzaczasta niż
wtedy, gdy po raz pierwszy go zobaczyłam. Właściwie, o ile wiedziałam (a
zdecydowanie wiedziałam, skoro się spotykaliśmy), nie przyciął jej ani razu.
Wyglądało
to niesamowicie.
„Łał”
- powiedziałam, odrywając wzrok od jego stóp w butach, które również były
lepsze niż te, które zwykle nosił, które znałam (to były buty robocze i
motocyklowe).
Chociaż
odzyskałam siły na tyle, by mówić, spojrzenie, które dostrzegłam na jego
twarzy, znów mnie osłabiło.
I
wiedziałam, że wybrałam odpowiednią sukienkę.
Teraz,
kiedy już się zaaklimatyzowałam, dom był gotowy i zaczęłam zagnieżdżać się,
Joss, który zawsze trzymała wiele moich rzeczy, biorąc pod uwagę, że nigdy nie
zostawałam nigdzie wystarczająco długo, by trzymać to wszystko przy sobie,
obiecała mi to wysłać.
Nie
miałam więc wielu ubrań, których Deke nie widział.
Suknia,
którą miałam na sobie, była, o ile mi wiadomo, jedyną pozostałą.
Była
w kolorze miękkim szarobrązowym ze stonowanymi wzorami rdzawymi, pomarańczowymi
i turkusowymi. Miała talię w stylu empire, z wyciętym dekoltem. Była dopasowana
do talii, a spływała na biodrach. Miała rękawy trzy czwarte, które marszczyły
się na końcach i opadała mi do kostek.
Miała
również głębokie rozcięcie, które było czymś więcej niż tylko rozcięciem. Był
to zaokrąglony otwór, który zaczynał się w połowie uda.
To
była najlepsza część sukienki, jak myślałam, zwłaszcza gdy się poruszałam,
spódnica spływała za mną, odsłaniając buty… i nogi.
To
była ekstremalna seksowna boho radocha.
Deke
mógł nie lubić moich workowatych kombinezonów.
Ale
inaczej myślał o tej sukience.
Nie
musiał tego mówić, jego wygląd to powiedział.
Ale
i tak to wyraził.
„Ładna
sukienka, Cyganko”.
Słowa
wyszły z głośnym pomrukiem, co w połączeniu z jego spojrzeniem dopełniło to,
czego nie powiedział. Kierunek nadawany tak często, że już dawno stracił swoją
ostrość.
Zdanie
pozostawione niewypowiedziane, ale wypowiedziane niewerbalnie w sposób, w jaki
robił to Deke, było niezwykle gorące.
Bo
podobała mu się moja sukienka.
Ale
bardziej mu się spodoba, gdy będzie leżała na podłodze.
Mnie
też bardziej się spodoba, kiedy będzie na podłodze.
Zaplątana
w jego pieprzoną koszulę.
„Skoczymy
na siebie i spóźnimy się na kolację?” - zapytałam.
„Kuszące”
- odpowiedział Deke.
Staliśmy
tam patrząc na siebie.
„Mała,
załóż buty” - rozkazał w końcu - „Jak widzę z tymi włosami i tą sukienką, że te
buty będą mnie torturować przez cały wieczór. Ale żeby zrobić to, co zrobię
później, potrzebuję stek”.
To
wywołało drżenie w całym moim ciele.
„Podobają
ci się moje włosy?” - zapytałam.
Zrobiłam
dużo warkoczy, które opadały i skręcały się z mojej twarzy, ale plecy opadały
swobodnie w naturalnych falach i lokach do pasa.
„Kotku”.
Nie
powiedział nic więcej.
Podobały
mu się moje włosy.
Podniosłam
buty - „Lubisz moje buty?”
„Jussy”
- warknął.
Uśmiechnęłam
się.
„Wiesz,
że idziemy na kolację z moim szefem” - zauważył.
Mój
uśmiech zniknął wraz z rozbawieniem.
Musiałam
być spoko i nie musieliśmy się spóźniać.
„Przepraszam
Słonko”.
Deke
podszedł do mnie, zbliżył się i położył ręce na moich biodrach.
„Jesteś
słodką żartownisią. Podoba mi się to. A to znaczy, że lubię to tylko od ciebie.
Nadal to lubię. A wiesz, że Max jest przyjacielem. Ale powiem tylko, że ten mężczyzna
nadal jest moim szefem”.
„Racja”
- szepnęłam.
„Więc
załóż buty, Cyganko. Tak?"
Skinęłam
głową.
Uścisnął
moje biodra i puścił.
Poszłam
do łóżka, zapięłam buty, podeszłam do komody i dodałam turkusowy naszyjnik,
wymieniłam kolczyki, założyłam bransoletki, dołożyłam pierścionków i byłam
gotowa.
Odwróciłam
się do Deke’a, który wychodził z łazienki, wzruszając ramionami, wkładając
ładną skórzaną kurtkę, kolejny przedmiot w garderobie Deke’a, którego nie
widziałam.
Spojrzał
na mnie, jego oczy zagrzały się, a usta wymamrotały - „A ona sprawia, że
słodycz jest słodsza”.
Posłałam
mu kolejny uśmiech.
„Kurtka?”
- zapytał.
„W
szafie, pójdę po to”.
„Spotkamy
się w moim pickupie”.
„Jasne”.
Deke
nie spotkał mnie w pickupie.
Spotkał
mnie w drodze do drzwi, kiedy byłam w drodze do garderoby.
Złapał
mnie za nadgarstek, zatrzymał, pochylił się do mnie i dotknęliśmy się ustami.
Po
tym mnie puścił i poszedł.
Wzięłam
kurtkę i spotkałam go w jego pickupie.
*****
„Ty
im powiesz, czy ja?”
Byliśmy
w Kogucie, nieco rustykalnej, ale w większości eleganckiej restauracji
położonej na zboczu góry, która była prawie w całości wykonana ze szkła.
Deke
i ja siedzieliśmy naprzeciw gorącego faceta, faceta z gór Holdena „Maxa”
Maxwella i jego ślicznej blond żony Niny, która miała odrobinę angielskiego
akcentu i sposób bycia, który mówił, że jest pełna temperamentu.
Polubiłam
ją od pierwszego wejrzenia.
To
pytanie zadał Max swojej kobiecie.
Pełen
temperament wypłynął w ładną twarz Niny, gdy zwróciła się do niego - „W ogóle
im nie powiemy”.
„Księżno,
każdy, kto siedzi naprzeciwko nas w Kogucie, powinien wiedzieć” - odpowiedział
Max.
Księżna.
Śliczny pseudonim. Była tak bardzo „księżną”.
„Nawet
nie jestem pewien, jak dałem się namówić na przyjście tutaj” - stwierdził Max i
spojrzał na nas - „Przysiągłem, że nigdy więcej nie postawię stopy w tym
miejscu po ostatnim razie. Chciałem, żebyście przyszli do naszego domu i żeby
zrobić wam jedzenie. Moja żona potrafi gotować. Jej zapiekanka rybna to
najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek próbowałem. Ale chciała się wystroić. Więc
jesteśmy tutaj”.
To
nie brzmiało dobrze.
Prawdę
powiedziawszy, to było słodkie, że Max wyszedł, aby jego żona mogła się wystroić.
„Powiedzieć
nam co?” - zabrzmiał głęboki głos Deke’a.
Nina
spojrzała na niego i powiedziała szybko - „Nic”.
Max
zwrócił na niego uwagę, a po tym, jak powiedziała to jego żona, powiedział - „Jak
ja i Nina wchodzimy do Koguta, gówno się dzieje”.
„Jak
co?” - zapytałam.
„Raz
bójka” - odpowiedział Max.
Co
takiego?
Bójka?
W eleganckiej restauracji ze stekami?
Ojej!
Nina
siedząca naprzeciwko mnie, pochyliła się - „Stoły przewracane, wszędzie ketchup
i sos chrzanowy. To było szaleństwo”.
„A
niech mnie” - wyszeptałam. Zerknęłam szybko w stronę Maxa, jako mężczyzny,
którego absolutnie mogłam wyobrazić sobie zaangażowanego w bójkę, zanim zapytałam
Ninę - „Byłaś zaangażowana?”
„Łagodnie”
- wymamrotała, sprawiając wrażenie, że kłamie.
Wyrwał
mi się chichot.
„Chociaż
Max nie wszczął awantury” - wyjaśniła Nina - „Nie tej nocy. Jednak na początku
tygodnia wybił absolutne gówno z innego faceta”.
Proszę
bardzo.
Miałam
rację.
Max
był awanturnikiem.
Wyrwał
mi się kolejny chichot.
„Na
szczęście nie widzę tutaj nikogo, kto mógłby mieć coś w dupie, czym czułby
potrzebę dzielenia się przy naszym stole” - oświadczył Max, nie odrywając oczu
od Deke’a - „A ty możesz być jedynym człowiekiem, jakiego znam, który nie ma
wrogów”.
Spojrzałam
na Deke’a, uważając to za fascynujące w bardzo dobry sposób.
Fascynujące
i wiarygodne.
Jego
krąg był mały i bliski. Żył. Pracował. Trzymał się siebie, ale robił wszystko,
co mógł dla ludzi, którzy coś dla niego znaczyli.
To
było jego życie.
Takim
właśnie był.
To
była część tego, co było teraz moje, skoro miałam jego.
Nina
wpadła w te radosne myśli, rzucając do męża - „Dajesz mi do zrozumienia,
kochanie, że ktoś, kto może mieć coś w dupie, mógłby czuć tę potrzebę do mnie”.
Nie
sądziłam, że w ogóle mógłby to mieć.
Max
spojrzał na żonę u swego boku - „Mała,
jesteś prawniczką i kopiesz tyłki. Każdy po drugiej stronie będzie miał coś do
twojej dupy i zechce się podzielić.
Byłem z tobą w Znaku w zeszłym tygodniu, kiedy miałem do czynienia z jednym z
nich, który czuł potrzebę podzielenia się tym z tobą”.
Najwyraźniej
dawał to do zrozumienia.
„To
moja praca” - odparła.
Max
uśmiechnął się i zrobił to dobrze. Tak dobrze, że byłam zaskoczona, że Nina,
obserwując to, od razu nie przestała być zadziorna i nie wtuliła się w niego, a potem zapytała,
czy mielibyśmy coś przeciwko, jeśli zwolnią stół na pół godziny, żeby zająć się
sprawami w samochodzie.
Następnie
powiedział z wyraźną dumą - „Tak, jest i kopiesz im tyłki” - Spojrzał na Deke’a
i mnie - „Ale tylko mówię, bądźcie przygotowani na wypadek, gdyby gówno się upadło.
Moja księżna nie jest typem, który odpuszcza. Więc jeśli tak się stanie, a ona
wybuchnie, po prostu trzymajcie się z dala. To się stanie, a jeśli po wszystkim
nasz stół nie będzie znajdował się po drugiej stronie sali, możemy po prostu
dokończyć nasze steki”.
Nina
wpatrywała się w swojego mężczyznę. Chociaż zauważyłam, że tylko się gapiła, a nie
zaprzeczyła niczemu, co powiedział.
„Uważaj
nas za przygotowanych” – odpowiedziałam po przełknięciu kolejnego chichotu,
właściwie mając nadzieję, że gówno upadnie. Fajnie byłoby patrzeć, jak Max sobie
z tym radzi.
Fajniej
było zobaczyć, jak Deke by wszedł.
Nasza
kelnerka w czarnych spodniach, białej koszuli zapinanej na guziki, długim,
cienkim, czarnym krawacie i dłuższym, śnieżnobiałym fartuchu zwisającym jej do
nóg podeszła i zapytała - „Czy zdecydowaliście się na drinki?”
Zdecydowaliśmy
więc zamówiliśmy. Dostaliśmy nasze drinki. I rozmawialiśmy.
Niestety,
nikt nie podszedł do naszego stołu, aby wywołać scenę.
Zamówiliśmy
kolację. Więcej gadaliśmy, Nina popijając martini, ja robiłem to samo z Jackiem
i colą, obaj mężczyźni dostawali piwo, a ja poznałam historie o awanturach Niny
i Maxa w Kogucie (między nami - Nina wydawała się magnesem na awantury, nie
wszystkie wydawały się być jej wyborem).
Przyszła
nasza przystawka i już wtedy cieszyłam się, że zdecydowaliśmy się wyjść z Maxem
i Niną. Po pierwsze dlatego, że widziałam, jak Deke się odstrzelił i
prawdopodobnie nie zrobiłby tego, żeby pójść do Sunny and Shamblesa. Po drugie,
Deke zobaczył mnie odstawioną, podobało mu się to, a mi podobało mi się to, jak
jemu się to podobało. I na koniec, wiedziałam, że lubię Maxa, ale Nina była
słodka, a jednocześnie zabawna jak diabli, ostra jak brzytwa, a jej
przekomarzanie się z mężem, które bardziej przypominało miłosne kłótnie, było
zabawne do oglądania.
Wydawało
się, że wszystko idzie dobrze i dopiero wtedy, gdy kelnerka zabrała nasze
przystawki, wydawało się, że wszystko się zmieni.
Zaczęło
się, gdy uśmiechałam się do Niny, gdy mówiła z ożywieniem i wielką miłością o
dzieciach jej i Maxa, i zauważyłam coś kącikiem oka.
Zanim
nawet spojrzałam w tę stronę, czułam to tak, jak zawsze czułam to w rzadkich
chwilach, które się zdarzały.
Wiedziałam,
że zostałam zauważona.
A
kiedy mój wzrok trafił na stół pośrodku restauracji, zobaczyłam na sobie cztery
pary oczu, a jedna z kobiet przy stole położyła rękę na stole po tym, co
wydawało się być wskazywaniem na mnie.
Kiedy
przyciągnęli moją uwagę, dwie kobiety i jeden z dwóch mężczyzn uśmiechnęli się
do mnie, dużym i podekscytowanym uśmiechem. A kobieta, która nie wskazywała
palcem, uniosła rękę w nieśmiałym pomachaniu.
Poczułam,
że moje mięśnie napinają się, gdy przechylałam głowę i rzucałam im spojrzenie,
które, jak miałam nadzieję, nie było zaproszeniem na pogawędkę lub by poprosić
o autograf lub zdjęcie.
Gdybym
to była sama, nie obchodziłoby mnie to. Dla mnie byłoby o wiele gorzej, gdyby mnie
nikt nigdy nie rozpoznawał, a zwłaszcza gdyby nie wyglądali na
podekscytowanych, kiedy to robili, bo oznaczałoby to, że nie słyszeli mojej
muzyki, nie lubili mojej muzyki, i, ostatnie, prawdopodobnie nie kupili mojej muzyki.
Nawet
bez moich zarobków, dzięki dziadkowi (i ewentualnie, kiedy gówno z Mav’em i
jego matką by się skończyło, tacie), nadal byłabym w mojej oazie schowana między
sosnami i osikami.
Ale
to, co zarobiłam, było tym, co ja zarobiłam
i to wiele dla mnie znaczyło.
Jednak
nie byłam sama. Byłam z Maxem, Niną… i Deke’iem.
Max
i Nina ostrzegali nas, że w Kogucie są magnesem dla dramatów (a przynajmniej
wydawało się, że Nina była, i to nie tylko w Kogucie). Więc mieli praktykę i
mogliby unosić się na każdej nadchodzącej fali.
Ale
Deke powiedział, że nie wie, jak poradziłby sobie z kłopotami, które wynikłyby
z mojej sławy.
Nie
sądziłam, że to byłby kłopot. Kiedy łączyłam się z ludźmi, którzy łączyli się
ze mną przez coś, co było głęboką, emocjonalną częścią mnie, prawda była taka,
że jeśli nie robiło się to dziwne, kochałam to. Nie przeszkadzało mi
nabazgranie mojego imienia, uśmiechanie się do czyjegoś telefonu, słuchanie jak
mówili mi, że zrobiłam ich noc, wiedząc, że, nawet jeśli to powiem, nie
uwierzą, że też zrobili moją.
Deke
mógłby się nie zgodzić.
I
świetnie się bawiliśmy. Dobre jedzenie, towarzystwo - jak zawsze w tych górach
Kolorado - fantastyczne. Nie chciałam, żeby to się odwróciło.
Innymi
słowy, nie chciałam się dowiedzieć, że Deke, który był najmilszym człowiekiem,
jakiego kiedykolwiek spotkałam, reagował negatywnie na coś, co może nie zdarzać
się codziennie, a nawet często, ale się zdarzało.
Więc
po tym, jak spojrzałam na nich, odwróciłam wzrok, mając nadzieję, że zakomunikowałam,
że jestem przyjemnie zajęta i wolałabym, żeby mi nie przeszkadzać.
Wydawało
się, że nikt przy naszym stole nie zauważył tego i poczułam ulgę, głównie
dlatego, że w tej części „nikt” nie był to Deke.
Dołączyłam
do rozmowy i podeszła kelnerka, przynosząc Ninie kieliszek wina, a mnie
kolejnego Jacka z colą, kiedy poczułam, jak ramię Deke’a, które leżało za mną
na oparciu ławki, owija się wokół mnie.
Przyciągnął
mnie do siebie.
Spojrzałam
na niego.
„Kotku,
ludzie przy tamtym stole cię rozpoznali” - powiedział cicho.
Oczywiście,
Deke zauważył.
„Robią
zdjęcia, starają się być spoko” - ciągnął.
Gówno!
„Może
jest to nie coś, co chcesz zrobić, ale myślę, że to dla nich wiele znaczyłoby, gdybyś
podeszła i zamieniła słowo, zanim nasze steki tu dotrą” - poradził.
Poczułam,
jak otwierają mi się usta.
Deke
spojrzał na moje usta, a potem z powrotem na moje oczy.
„Twój
wybór, jak nie chcesz” - powiedział.
„Czujesz
się z tym porządku?” - zapytałam.
„Będę
bardziej w porządku z tym niż z nimi, gdy zrobią zdjęcie, jak wpychasz do ust
ogromny kęs steku, coś, co może ci się nie podobać, a do rana to gówno będzie
na całym Twitterze”.
Ja
też czułabym się lepiej.
„Ja,
no cóż, jeśli tam pójdę, Słonko, będą chcieli zdjęć, a inni ludzie mogą to
zauważyć i może to obejść się, że jestem, no cóż… mną”.
„Jesteś sobą” - zauważył - „Więc bądź
sobą, daj im siebie i wracaj tutaj, zanim dotrą tu nasze steki, bo nie będziesz
chciała jeść swojego na zimno”.
Moje
usta wtedy nie otworzyły się.
Tylko
się gapiłam.
„Wszystko
w porządku?” - zapytała Nina.
Deke
spojrzał w jej stronę i wyślizgnął się zza stołu.
„Jussy
ma tu kilku fanów. Pójdzie się z nimi zobaczyć”.
Rzuciłam
niespokojne spojrzenie na Ninę i Maxa, wysuwając się za Deke’iem, zastanawiając
się, czy będą zirytowani, że ich kolacja może być opóźniona, nasz wieczór
został przerwany.
Ale
Max tylko patrzył na mnie życzliwie, a Nina spoglądała przez ramię.
Najwyraźniej złapała stół, przy którym klienci mnie znali, ponieważ machała.
Odmachali.
Dobra,
nie zirytowani.
Stanęłam
obok Deke’a i spojrzałam na niego.
„Spróbuję
być szybka” - zapewniłam.
„Rób,
co musisz zrobić” - mruknął, opuszczając głowę, by zrobić to, co często musiał
robić.
Dotknąć
ustami moich.
Były
już prawie na miejscu, kiedy szepnęłam - „Kochanie, mogą robić zdjęcia”.
Jego
głowa zatrzymała się, a jego wzrok przeniósł się z moich ust do oczu, zanim
odszepnął - „Jesteś moja?”
O
tak.
Byłam.
Abso-kurwa-lutnie.
„Tak”
- odpowiedziałam.
„Więc
kogo to obchodzi?”
Zapytał
o to i nie pozwolił mi odpowiedzieć. Wszedł po muśnięcie ust, trzymając rękę na
moim biodrze, ściskając mnie.
Kiedy
się odsunął, chciałam złapać go po obu stronach głowy i szarpnąć z powrotem.
Kiedy bym to osiągnęła, chciałam go mocno pocałować.
Wobec
braku tego chciałam się do niego uśmiechnąć, aby powiedzieć mu, ile znaczyła
dla mnie jego reakcja na ten scenariusz.
I
na koniec chciałam mu powiedzieć, że go kocham.
Nie
zrobiłam żadnej z tych rzeczy.
Zamiast
tego posłałam mu spojrzenie, które, jak miałam nadzieję, podzieliłam z tym
wszystkim, mały uśmiech wykrzywił moje usta, podniosłam rękę, by przesunąć
palcami po jego biodrze.
Złapał
je, skręcił je w swoich na chwilę, zanim czule je pociągnął i puścił.
Spojrzałam
na Maxa i Ninę - „Zaraz wracam”.
„Będziemy
tutaj” - odparła pogodnie Nina.
Mój
uśmiech do niej był wdzięczny, przeniosłam go na Maxa, a potem przeniosłam się
w moich butach na wysokich obcasach przez restaurację do stołu.
Kobiety
prawie podskakiwały na swoich krzesłach.
Obaj
mężczyźni już stali, kiedy dotarłam do ich stolika.
Rozmawiałam
z nimi. Podpisałam dwie serwetki koktajlowe, personalizując je. I stałam i przytulałam
się do czterech zdjęć, z których jedno zrobiła kelnerka.
Inni
klienci obserwowali, żaden się nie gapił (na szczęście) i nikt inny nie
podchodził ani nie rzucał pewnego rodzaju spojrzeń, które oznaczałyby, że będę
zwiedzać restaurację, co potrwałoby godzinę, zanim wróciłabym na kolację z Deke’iem
i naszymi przyjaciółmi.
Nie
przeszkadzano nam podczas steków, kolejnych drinków (dla Niny i dla mnie) i
deserów.
Ale
kiedy nadszedł czas, aby zapłacić rachunek, pojawił się menedżer, który
spojrzał na mnie i powiedział - „To dla nas przyjemność, że do nas pani
dołączyła, panno Lonesome. Tak duża, że Kogut pokrywa państwa rachunek”. -
Lekko ukłonił się mnie, Deke’owi, a potem Max’owi i Ninie, zanim ponownie
spojrzał na mnie - „Zapraszamy ponownie”.
Następnie
odpłynął.
„Um…”
- wymamrotałam do stołu - „Dziwne jest to, że ludzie, których
najprawdopodobniej stać na kolację ze stekami w przyjemnych restauracjach,
dostają je za darmo”.
„Darmowe
jedzenie w Kogucie. Nigdy nie chciałam być sławna, nagle chcę być sławna” -
zauważyła Nina, znów się do mnie uśmiechając - „Czy projektanci przysyłają ci
darmowe ubrania?”
Jej
zachowanie sprawiało, że łatwo było nie być zakłopotaną bogactwem.
„Kiedy
byłam w trasie, tak”.
„Dobrze,
teraz zdecydowanie chcę być sławna” - zadecydowała Nina.
Odwzajemniłam
uśmiech.
„Oznacza
to, że dam tylko napiwek, który oznacza, że w ogóle nie zabraliśmy was na
kolację, co oznacza…” - Max mówił do Deke’a i do mnie, ale zwrócił się do Niny
i powiedział do ostatniej - „Twoja zapiekanka rybna u nas, a ty i Jus możecie wystroić
się, jak chcecie, by siedzieć przy naszym stole z naszymi dziećmi. Ale ja nie
zakładam butów”.
„Nie.
Następnym razem jest nasza kolej” - wtrąciłam się, podekscytowana możliwością,
że rzeczywiście mogłabym wkręcić się w tę kolejkę - „W moim niedługo-skończonym
domu, to już wkrótce dzięki Deke’owi i Max’owi.”
„Akceptujemy”
- powiedziała od razu Nina.
„Umie
gotować?” - Max zapytał Deke’a.
„Tak”
- odpowiedział Deke Max’owi, ponownie owijając rękę, która była za mną na oparciu
wokół moich ramion i przyciągając mnie do siebie.
„W
takim razie akceptujemy” - potwierdził Max.
„Wspaniale”
- odpowiedziałam.
I
to było wspaniałe.
Zawstydzenie
bogactwem.
Ale
tym razem ten ważny rodzaj.
*****
„Łaska”.
Byliśmy
w połowie drogi do domu z restauracji, podróż odbywała się w ciszy.
Cisza
polegała na zadowoleniu po miłej nocy z dobrym jedzeniem w brzuchu.
Ale
to było więcej.
To
była tylko droga Deke’a i mnie.
„Przepraszam?”
- zapytałam, odwracając się, by spojrzeć na jego profil oświetlony światłami na
desce rozdzielczej.
„Twój
tata to widział?” - zapytał drogę.
„Widział
co?” - zapytałam w odpowiedzi.
Nie
spojrzał na mnie, kiedy wyjaśnił - „Jak byłaś dziś wieczorem z tymi ludźmi. Ta łaska,
którą masz w sobie”.
Poczułam,
że oddech urywa mi się w gardle.
Deke
najwyraźniej tego nie miał, bo ciągle mówił.
„Dla
nich miły wieczór zamienił się we wspomnienie, którego nie zapomną. Będą
opowiadać to gówno swoim wnukom. Zrobiłaś to, podchodząc do nich, dając im swój
czas, dając im całe dobro, które masz w sobie. Patrzyłem, jak to robisz, Jussy.
Po prostu oświetlałaś ich światy tak długo, jak byłaś przy ich stole”.
Kiedy
próbowałam uregulować swój oddech, który stał się nieregularny przez komplement
Deke’a, Deke wyciągnął rękę, znalazł moją, owinął ją wokół niej i przyciągnął
obie do uda.
A
jego głos był niższy, przepełniony czystym pięknem, kiedy kontynuował.
„Nie
sądzę, żebym kiedykolwiek był bardziej dumny w moim życiu niż obserwując, jak
radzisz sobie z tymi ludźmi. Nie sposób tego opisać. Z wyjątkiem czysta łaska”.
Ścisnęłam
jego dłoń i mój głos też był inny, niższy, ale ochrypły, kiedy odpowiedziałam -
„Dziękuję, kochanie”.
„Twój
tata to widział?” - zapytał.
Odchrząknęłam
i spojrzałam na ciemną drogę - „Tak jakby. Zwykle to on dawał to ludziom”.
Głowę
wypełniły słodkie wspomnienia mi tego, jak patrzyłam, jak robił to, odkąd tylko
pamiętałam.
Wspomnienia,
które, jak zauważyłam, były tylko słodkie, bez żadnego żądła, jakie wywoływały
wspomnienia taty, odkąd odszedł.
A
to słodkie było czymś jeszcze, co dał mi Deke - trzymanie mnie razem, nawet gdy
się rozpadałam, pozwalanie mi wydobyć rzeczy, których zatrzymywanie było
niezdrowe, torując mi drogę do pójścia dalej, uwalniania goryczy, utrzymywania
słodyczy.
„Nauczył
mnie tego” - dokończyłam.
„Można
się urodzić do tego, ale nadal, oboje chyba wiedzieliście, co to znaczy. Nie
bierze się tego za pewnik”.
„Nie,
oboje wiedzieliśmy, co to znaczy” - potwierdziłam.
Albo
tato wiedział. I nauczył mnie.
Deke
milczał. To się rozciągnęło i pozwoliłam.
Deke
to zakończył.
„Jeden
album, Jussy. Mówisz, że lubisz to, co robisz, ale, mała, nie wyjaśniłaś mi, co
zamierzasz robić”.
Zostało
to odnotowane konwersacyjnie. Nie czułam napięcia w kabinie, nie słyszałam go z
jego słów.
Nie
prosił o zebranie informacji, ocenę, czy nasze ścieżki będą się rozdzielać.
Po
prostu pytał.
„Piszę
piosenki” - odpowiedziałam - „Czasami, jeśli lubię artystę, produkuję. Rzadko
się jednak zdarza, żebym to robiła. Mam na myśli produkcję. Zajmuje to dużo
czasu i” - potarłam kciukiem bok jego dłoni - „…do niedawna nie miałam ochoty
pozostawać w jednym miejscu zbyt długo”.
„Tak”
- mruknął z rozbawieniem i aprobatą w głosie.
Wtedy
zamilkłam.
Deke
nie wpadł w to ze mną.
„Jeden
album, mała”.
Spojrzałam
na niego - „Co?”
„Minęło
trochę czasu. Kiedy zrobisz kolejny?”
Kiedy
moja ręka ścisnęła jego wtedy, było to mimowolne.
„Już
nie nagrywam” - podzieliłam się.
Rzucił
mi spojrzenie.
„Powtórz?”
- zapytał drogę, kiedy jego oczy wróciły do niej.
Spojrzałam
z powrotem na drogę - „Nie nagrywam. Jak powiedziałam, po prostu piszę. A
czasami produkuję”.
„Nie
nagrywasz”.
Sposób,
w jaki to powiedział, sprawił, że znów odwróciłam głowę w jego stronę - „Nie,
Deke. Już nie”.
Nie
było przerwy, zanim zadał następne pytanie, ale kiedy zapytał, zapytał
delikatnie.
„Chcesz
mi powiedzieć dlaczego?”
Spojrzałam
przez przednią szybę - „To nie było dla mnie”.
„Co
nie było?” - zapytał - „Części czy całość?”
Mądre
pytanie.
„Części
tego. Ja…” - zawahałam się, po czym zauważyłam - „Czytałeś o mnie”.
„Czytałem”.
„Więc
znasz tę historię.”
„Przeczytałem,
ale nie sądziłem, że to cała historia, Jussy, widząc, że jesteś młoda i masz
niesamowity talent. Myślałem, że trzeba napisać więcej rozdziałów”.
„Straciłam
perkusistę z powodu przedawkowania” - oznajmiłam - „Był perkusistą taty, zanim
wyruszył ze mną w trasę. Więc był rodziną. A ja wtedy byłam liderką zespołu. To
znaczy, że nie zaopiekowałam się jednym z moich chłopców. Nie uważałam na niego”.
Zanim
Deke zdążył wrzucić swoje trzy grosze, pospiesznie kontynuowałam.
„Wiem,
że to nie była moja wina. Naprawdę to rozumiem. To nie znaczy, że nie ma we
mnie części, która czuje, że ponoszę pewną odpowiedzialność. I, cóż… to się mną
wstrząsnęło”.
Wtedy
jego dłoń zacisnęła się, co wydawało się mimowolnie w mojej.
Ale
dałam mu więcej.
„A
harmonogram, Deke, jest szalony. Cięgle w drodze. W autobusie. W samolocie. W
samochodzie. W pokoju hotelowym. Wcześnie rano do prasy. Wywiad po rozmowie,
próbując odpowiedzieć na te same pytania, które są zadawane w kółko na różne
sposoby, starając się sprawiać wrażenie zaangażowanej. Zmęczony przez próbę
dźwięku. Pobudzony, by występ był tak jazzowy na końcu, że nie możesz spać.
Wszędzie wóda. Narkotyki łatwe do zdobycia. Wszystko. Nielegalne. Na receptę. I
każdy chce być twoim przyjacielem, bo możesz mu załatwić wejście za kulisy lub
przedstawić ludziom, którzy spełnią ich marzenia, albo po prostu wystartować z
tymi wszystkimi gównianymi ludźmi, którzy rzucają się na ciebie bez powodu,
tylko dlatego, że umiesz śpiewać i masz sławne nazwisko. Jesteś podatny na
użycie, otwarty na gówno, które jest dla ciebie poważnie niezdrowe,
potrzebujesz tego tylko po to, by przetrwać dzień, starając się temu
zaprzeczyć, odwrócić się od niego i iść dalej”.
Spojrzałam
na niego, odetchnęłam, ale jeszcze nie skończyłam.
„Wszystko
to się dzieje, a jeśli masz szczęście, rośnie. Następnie musisz zbudować mur, by
pozostać z tyłu, by trzymać się z dala od tego całego gówna, by zachować
bezpieczeństwo. I nagle jesteś za tym murem. To, co robię, Deke, nie polega na
byciu za murem. Nie chodzi o to, by chronić się przed ludźmi, którzy kochają
opowiadane przeze mnie historie. Chodzi o to, że jesteśmy dwiema połówkami
całości. Kocham to co robię i byłabym szczęśliwa robiąc to tylko dla mnie. Ale
oni też kochają to, co robię i to nie do opisania, jak niesamowite jest to, że
to, co daję, jest czymś, co chcą wziąć. To nie tak, że bez nich nie byłoby
mnie, a jednak tak jest. Jesteśmy jednym. Odsuwasz się od części tego, brakuje
ci czegoś kluczowego dla tego procesu. Nikt nie może żyć bez swojej drugiej
połowy”.
Patrzyłam,
jak podniósł moją rękę, ale zatrzymał się w powietrzu. Nie wiedziałam, co
zamierzał zrobić i przez chwilę wydawało mi się, że on też nie wiedział.
Zdecydował
i musiałam się do niego zwrócić, kiedy podniósł moją rękę jeszcze wyżej, przyciągnął
mnie bliżej i przycisnął do swojej piersi.
Poczułam,
że uderzyło mnie to w gardło w sposób, który lubiłam.
I
z tym ciepłem dalej się dzieliłem.
„Im
większy sukces odniesiesz, tym bardziej potrzebny jest ten mur. Potem zaczynasz
potrzebować wzmocnienia tego muru, aż jesteś tak daleko od swojej drugiej
połówki, jakby nie istniały”.
„Twój
tata musiał mieć ten mur, mała” - zauważył cicho.
„Tak”
- powiedziałam mu - „Dlatego zawsze koncertował. Mógł zrobić sobie
kilkumiesięczną przerwę, ale tylko po to, by zaplanować kolejną trasę, nagrać
kolejny album. Zawsze był w drodze, bo potrzebował tych chwil, kiedy mógł
zburzyć ten mur. Być na scenie z jego fanami, z morzem twarzy przed nim,
śpiewającym razem z nim. Nie ma większego piękna w piosence niż tysiące głosów,
które ją śpiewają. Wiem, że niektórzy artyści mogą wkurzać, gdy na scenie
zwracają mikrofon w stronę publiczności. Ale mogę powiedzieć, że nie ma nic
piękniejszego dla autora piosenek niż zamknięcie ust i słuchanie twoich utworów
śpiewanych przez tysiące głosów. Wiedza o czymś, co pochodzi z twojej duszy,
jest osadzona w czyjejś”.
„Tęsknisz
za tym” - zauważył.
Odwróciłam
się z powrotem do przedniej szyby - „Częściowo” - powiedziałam mu.
Wiele z tego.
Usłyszałam szepty w zakamarkach mojego umysłu, to mnie zaskoczyło.
Deke
wyrwał mnie z tej myśli, kiedy w pełni podniósł moją rękę i poczułam, jak jego
usta dotykają moich knykci, zanim upuścił ją z powrotem na udo.
Nie
oglądałam tego. To było piękne. Gdyby widok był tak piękny, jak to czułam, rozsypałabym
się w samochodzie.
Jechaliśmy
Main Street w Carnal, kiedy Deke znów się odezwał.
„Chcę,
żebyś się nad tym zastanowiła, Jussy”.
„Nad
czym?”
„Masz
zbyt wiele do dania, aby inni mogli to za ciebie ofiarowywać, mała” -
powiedział ostrożnie, cicho.
Fenomenalnie.
I
jeszcze nie skończył.
„To
twój wybór. Chcesz mniej, to więcej, rozumiem. Naprawdę. Ale jak tęsknisz za
tym, czujesz potrzebę bezpośredniego połączenia, powinnaś to zrobić”.
Nie
wiedziałam, co mi mówi.
Ale
to, co myślałam, że mógł mówić, zaniepokoiło mnie, chociaż dziwnie mnie to
ucieszyło.
Skupiłam
się na części, która mnie niepokoiła.
„A
gdybym to zrobiła, gdzie ty byś był?” - zapytałam.
Rzucił
mi kolejne spojrzenie, zanim odpowiedział - „Gdzie bym był?”
„O
to właśnie pytam”.
„Nie,
kotku, gdzie ja bym był?” – zapytał
ponownie, ale było to stwierdzenie w równym stopniu, co pytanie.
Po
prostu nie wiedziałam, co mówi.
„Tak,
Deke, to właśnie chcę wiedzieć. Gdzie byś był?”
To
było coś więcej niż zerknięcie, rzucił mi pełne spojrzenie, zanim zwrócił uwagę
z powrotem na drogę i włączył kierunkowskaz, by skręcić w lewo na County Road
18.
Zrobił
to, mówiąc - „Z tobą”.
Ścisnęłam
jego dłoń tak mocno, że poczułam, jak jego kości wbijają się w opuszki moich
palców.
„Jeśli…
jeśli…” - przełknęłam ślinę i zmusiłam się do dokończenia - „Jeśli coś takiego
się wydarzy, Deke, a nie mówię, że tak się stanie, ale jeśli tak się stanie, to
prosiłabym ciebie o bardzo dużo”.
„A
ja, mówiąc jasno, że chcę mieć z tobą przyszłość, mówiąc ci, że musisz wyjechać
z domu, żeby być na moim motocyklu ze mną przez pół roku, nie prosiłem ciebie
zbyt wiele?”
To
była prawda.
Chociaż
nie byłam pewna, czy naprawdę rozumiał.
Ale
może to robił.
„Jussy”
- lekko pociągnął mnie za rękę - „…jak to będzie działało z nami, będzie wiele
razy, kiedy będę cię o wiele prosić i dostanę to samo od ciebie. Nie mam z tym
żadnego doświadczenia. Najdłużej byłem z kobietą przez trzy miesiące w Idaho.
Ale wszyscy moi chłopcy mają kobiety i widzę, że tak to się dzieje. Cholera,
poczekaj do Świąt. Laurie absolutnie cholernie szaleje na Boże Narodzenie. Jest
zrzędą z misją, dopóki nie upiecze każdego ciasteczka i wyśle każdą kartkę, a
kobieta piecze i wysyła tysiące, bez pieprzonego żartu. Tate i Jonas to znoszą.
Myślę, że to zabawne, ale nie wstają w jej gównie. Trzymają głowy spuszczone i
pozwalają jej na to, bo jest to dla niej ważne. I to wszystko. Tak to idzie. Po
prostu musisz się z tym pogodzić”.
Byłam
cała za tym, by po prostu z tym iść.
Ale
to, że Lauren naprawdę lubiła Boże Narodzenie, to nie było to samo, co bycie w
trasie ze swoją kobietą, gwiazdą rocka.
„Cóż,
nie wrócę do tego” - powiedziałam mu.
„Może”
- odpowiedział - „Nie zamykaj tych drzwi, nawet w swojej głowie”.
„Deke,
opuszczanie tego życia to coś więcej niż to, co powiedziałam. Byłam w związku z
jednym z mojego zespołu. Był pogrążony w gównie, w którym nie chciałam brać
udziału”.
Uścisnął
mi dłoń w sposób, w jaki Deke prawdopodobnie poczuł moje kości, kiedy
powiedziałam o moim związku, ale nic nie powiedział.
Więc
kontynuowałam.
„Szczerze,
kochanie, nie chodziło o to, kim byłam. To nie było w porządku. Nic z tego”.
„Chyba
że byłaś na scenie”.
Powodował,
że świrowałam o tym, że wydawał się być w stanie czytać różne rzeczy.
Szczerze
mówiąc, było to trochę przerażające.
„Chyba
że byłam na scenie” - zgodziłam się.
Musiał
odczytać moje świrowanie, bo wyjaśnił - „Nietrudno to zobaczyć, Cyganko.
Widziałem cię tylko raz i było jasne. To było twoje miejsce. To duża część
tego, kim jesteś. Nie mogłem tego przegapić”.
No
cóż, to miało sens.
„Twój
wybór, Jussy, tak jak powiedziałem” - kontynuował - „Chcę tylko, żebyś wiedziała,
że masz ten wybór”.
I
chciałam, żeby wiedział, że go kocham. Chciałam też, żeby znał wszystkie
powody.
Ale
skręcał, więc mu tego nie powiedziałam.
I
byliśmy razem – razem niezbyt długo,
więc nie chciałam się tym dzielić i całkowicie go podrasować.
Więc
trzymałam buzię na kłódkę i po prostu powiedziałam cicho - „Dziękuję, Słonko”.
Potarł
moją rękę o swoje udo, a potem mocno ją trzymał.
I
Deke zawiózł nas bez słowa przez resztę drogi do domu.
*****
Następnego
ranka w drodze do łazienki zahaczyłam o coś stopą i potknęłam się.
Wyprostowałam
się przed upadkiem i spojrzałam na to, co mnie złapało.
Moja
sukienka zaplątała się w zieloną koszulę Deke’a.
I
gapiłam się na tę sukienkę, którą Deke odrzucił na bok i koszulę, którą ja odrzuciłam
zeszłej nocy, obie leżały na podłodze w mojej sypialni, myśląc z
roztargnieniem, że wciąż potrzebuję tam dywanika.
Ale
głównie myślałam, że ta sukienka i ta koszula mogą być na tej podłodze w tym
domu.
Albo
mogłyby znajdować się na dowolnej podłodze, jeśli pod nią były koła lub w
motelu w Idaho.
Gdziekolwiek.
Będąc
w trasie z Deke’iem.
Albo
Deke w trasie ze mną.
Wpatrując
się w nasze splątane ubranie, coś ślizgało się po mnie, po każdym centymetrze
mojej skóry, jak ochronny połysk.
To
było zrozumienie, że Deke znalazł kobietę, która poradziła sobie z życiem w
drodze, jedynym miejscu, w którym mógł swobodnie oddychać.
Ale
było to też coś, o czym nie pomyślałam.
To
dlatego, że ja znalazłam mężczyznę, który najłatwiej oddychał w drodze, czymś,
co było w mojej krwi, co było częścią mnie, co może kiedyś oznaczać coś
głębszego, bez martwienia się o to, gdzie ten mężczyzna w moim życiu
pasowałoby, gdybym wybrała tę drogę.
Mój
wybór.
Nie
czułam niepokoju wokół tego toku myśli, toku, którego nie przyjmowałam od
dawna.
Poczułam
tylko swobodę.
Mój
wybór.
Miałam
taki wybór. Miałam go, kiedy nie miałam Deke’a i to się nie zmieniło, jak
najprawdopodobniej zmieniłoby się to z innym mężczyzną.
Nadal
go miałam teraz, kiedy go miałam.
Więc
w ogóle o tym nie myślałam.
Po
prostu uśmiechnęłam się do mojej niesamowitej sukienki zaplątanej w jego zajebistą
koszulę, przypomniałam sobie, jak oba kawałki dostały się tam, gdzie były i poszłam
dalej do łazienki.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje za rozdział :)
OdpowiedzUsuń