wtorek, 15 lutego 2022

21 - Nigdy więcej (cz.2)

 

Rozdział 21

Nigdy więcej (cz.2)

 

*****

Późnym popołudniem, odliczając dwie godziny przed tym, jak wszyscy mieli się tam dostać, Deke usiadł na końcu jednej z dżinsowych kanap Justice, a Jussy zwinęła się przy nim. Rod i Joss usiedli naprzeciwko nich na środku kanapy. Rod oparł się o bok żony, z nogami w skarpetach na krawędzi kominka, ustawionymi pod kątem. Joss też leżała zgarbiona na siedzeniu, z nogami zgiętymi przed sobą, podeszwami stóp przy kominku.

To było po pancakes’ach, Rod i Deke wciągnęli walizki, Joss i Rod zniknęli na górze na drzemkę i prawdopodobnie inne zajęcia, których na szczęście, jeśli się zdarzyły, oni nie usłyszeli.

Z pomocą Deke’a Jussy zaczęła robić kurczaka Steph.

A kiedy Deke wylegiwał się na łóżku, które pomógł Jussy pościelić, dotrzymywał jej towarzystwa, gdy ona wypakowywała różne gówno z czterech walizek. Większość z nich to były ubrania, trochę botków, sandałów i innych butów, trochę małych skrzynek z biżuterią, a wszystko to przyprawiało o ból głowy, wywołany przez różnorodność kolorów, wzorów, piór, metali, koralików i frędzli.

Potem wzięli prysznic i, na wypadek, gdyby odległość i odgłosy prysznica ich nie stłumiły, Deke wziął ją tam, aby jej rodzina nie słyszała ich działań.

Kiedy Joss wyszła z pokoju gościnnego, zostawiając tam męża, Deke podsumował sytuację w lodówce i szafkach, które Jussy już wypełniła zakupami.

I chociaż było mało prawdopodobne, że potrzebowaliby więcej ze względu na dwie dodatkowe osoby, biorąc pod uwagę nieco niepokojącą ilość zapasów, które Jussy już stworzyła, udał się do miasta, aby je powiększyć.

Zrobił to, aby jego cygańska księżniczka miała czas z matką i ponieważ Joss wyjaśniła, że zarówno ona, jak i Rod również piją bourbon. Więc chociaż mieli dwie butelki, pomyślał, że kolejne dwie nie zaszkodzą.

Wrócił i stwierdził, że Rod się obudził. Jussy zrobiła im wszystkim grillowane kanapki z serem, które były najlepszymi, jakie kiedykolwiek próbował. Prosty smak, trzy różne rodzaje sera stopione ze sobą, świeży chleb pokryty prawdziwym masłem, który nadał mu chrupkość i smak.

Teraz byli do przodu, kurczak Steph nie wymagał zbyt wiele pracy, musieli tylko wysypać chipsy, orzechy, napełnić miski do dipów i zacząć ryż, ponieważ Shambles powiedział, że on i Sunny przynoszą deser.

Rozmowa dotyczyła głównie ludzi, z którymi Joss i Roddy mieli się spotkać, z którymi Jussy spędzała czas na pisaniu SMS-ów, aby podzielić się, że będą na parapetówce, na której znajdzie się słynny członek zespołu metalowego i jej matka.

Nastrój był łatwy. Było tak, jak jej powiedział, wszystko było dobrze. Joss i Rod przyszli go obejrzeć, ale co więcej, przyszli być z Jussy i byli blisko. Szybko się do tego przyzwyczaili, wyraźnie szczęśliwi, że spędzają razem czas, zwłaszcza po tym wszystkim, co wydarzyło się od utraty Johnny’ego, do zaatakowanie Jussy.

Niestety, chociaż ta łatwość wydawała się ustalona w sposób, w jaki ustaliła się po nieoczekiwanym przybyciu, Joss była Joss, Rod był Rodem, więc w pewnym sensie Deke sądził, że często tak bywało, że łatwość wyparowała.

Stało się tak, gdy Rod nagle wykręcił szyję, by spojrzeć na żonę i stwierdził - „Powinniśmy jej powiedzieć. Porozmawiaj o tym teraz, zanim pokażą się jej przyjaciele”.

Luźne ciało Jussy straciło nieco luzu u jego boku, gdy Joss spojrzała na męża, oświadczając nieugięcie - „Porozmawiamy o tym jutro”.

Rembrandt miał zwyczaj ignorowania lub nie dbania o sztywność żony, nawet jeśli dotyczyło to czegoś, co miało związek z jej córką.

„Powinniśmy się tym zająć teraz, żeby mogła o tym pomyśleć. Muszę powiedzieć Ricky’emu. Bierze to na siebie. Im więcej czasu ma do czynienia z gównem, tym lepiej, a, mała” - głos Rembrandta cichł - „…nawet jeśli tylko dzień więcej z takim gównem, wiesz o tym”.

„Nie musi mieć tego na myśli, kiedy nie może się doczekać dobrej zabawy z przyjaciółmi” - odpowiedziała Joss.

To sprawiło, że ciało Jussy straciło cały swój luz i zacisnęło się u jego boku.

Co sprawiło, że Deke wyprostował się na kanapie i przyciągnął ją bliżej.

„Gówno trzeba zrobić, Joss, a ona nie pomyśli, że to zły pomysł” - odparł Rod.

„Możemy o tym porozmawiać jutro” - stwierdziła Joss.

„Powinniśmy teraz o tym porozmawiać” - odpalił Rembrandt.

„Mówcie o tym teraz…” - wtrącił Deke, czując, jak Jussy staje się coraz bardziej spięta - „Teraz, kiedy to się wylało, musi wiedzieć. A cokolwiek to jest, to jest Jussy, wiesz lepiej ode mnie, że sobie poradzi”.

Joss i Rembrandt spojrzeli na niego, Rembrandt nie groźnie.

Twarz Joss stała się twarda.

„Moja córka potrafi mówić za siebie” - warknęła.

Deke poczuł, że Jussy zamienia się w kamień.

Wzmocnił swoją uścisk i powiedział do jej matki - „Potrafi. Ale nie mówi, bo wy dwoje robicie swoje, a ja czuję, że to ją skręca. Więc po prostu powiedz to, aby mogła to mieć i zrobić z tym wszystko, co musi”.

Joss otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale Jussy dotarła tam przed nią.

„Ani jednego słowa”.

To sprawiło, że ciało Deke’a napięło się i spojrzał w dół na swoją kobietę, aby zobaczyć, że jej twarz była tak twarda, jak jej ciało.

„Nigdy więcej nie mów do Deke’a w ten sposób, Joss” - poleciła stanowczym, autorytatywnym głosem, nie jak córka rozmawiająca z matką, ale jak przyjaciel mówiący przyjacielowi to, co musiało być wyjaśnione, coś ważnego dla niej, co chciała mieć pewność, że nie zostanie pominięte.

„Justice…” - zaczęła Joss.

„Nigdy więcej” - szepnęła ze złością Jussy.

Deke przeniósł wzrok z niej na jej matkę i zobaczył, że twarz Joss również jest teraz twarda. Widział też jedną rzecz inną niż wyraźne przywiązanie mężczyzny do Jussy, dzięki któremu Deke wiedział, że nie tylko będzie lubił Rembrandta, ale także go szanował.

Rod wyprostował się, przesunął, chwycił Joss i teraz oferował jej to, co Deke oferował Justice, obejmując ją ramieniem.

Mężczyźni milczeli, gdy matka i córka patrzyły na siebie, a Deke nie był ani trochę zaskoczony, gdy Jussy wyszła zwycięsko, a Joss zwróciła swoją uwagę na Deke’a i powiedziała - „Przepraszam, Deke”.

„Żaden problem” - mruknął, ścisnął swoją kobietę i spojrzał na nią. Poczekał, aż skierowała w jego stronę swoje zirytowane oczy i powtórzył - „Żaden problem, mała. Tak?”

Przyjrzała się jego twarzy i musiała wyczytać z niej to, czego potrzebowała, bo wymamrotała - „Tak”.

„Dzwoniła Dana” - wtrącił Rembrandt i zarówno Deke, jak i Justice zwrócili na niego zdziwione oczy.

Deke nie przegapił tego, że Joss zauważyła wyrazy twarzy ich obojga, które komunikowały jej wszystko, co Jussy dzieliła z Deke’iem, tego szerokość i głębię.

Po jego spojrzeniu wiedziała, że Deke był w pełni świadomy, że w osobnych związkach jej rodziców były cztery osoby, dwie, które nie należały, a ta dwójka należała do niewłaściwych osób. To było popieprzone. To było smutne. Ale ci, którzy nie należeli, kochali tych, którzy tak bardzo do siebie należeli, że, w smutny, popieprzony sposób to zadziałało.

Tak więc Dana, o której wszyscy wiedzieli, że nie miała nic wspólnego z interesami Johnny’ego i nie miała po co dzwonić do Rembrandta albo do Joss, skoro wszystko zależało od Joss, oprócz tego, że mężczyzna zmarł i zostawił ją jako wdowę.

Zaskakujące wieści.

„Dzwoniła Dana?” - zapytała Jussy.

Rembrandt skinął głową - „Miała pomysł, kochanie”.

„Nie musisz tego robić” - wtrąciła szybko Joss.

„Nie musisz” - potwierdził Rod - „I ty o tym decydujesz, dziewczyno, jak będzie i wszystko jest fajnie”.

„O czym mówisz?” - zapytała Jussy.

Rod spojrzał na Joss, ona spojrzała na niego, a Rod zyskał więcej szacunku od Deke’a, kiedy przejął prowadzenie.

Ponownie zwrócił uwagę na Jussy i powiedział cicho - „Ona chce zrobić koncert w hołdzie. Dla twojego taty. Aby skorzystał jego program muzyczny. Zapytała Terrence’a, Lace, Perry’ego, Jimmy’ego, Tammy, mnie. Wszyscy zgodziliśmy się to zrobić. Z powrotem w Kentucky. Duża rzecz. Jiggy i mój menedżer Ricky załatwią wszystko. Thurston jest również zaangażowany. Ale Dana, cóż, wszyscy chcieli, żebyśmy twoja mama i ja cię o to poprosili”.

„Nie musisz tego robić, dziewczynko” - powiedział łagodnie Joss - „Ale chcielibyśmy mieć cię tam, jeśli nie na scenie, po prostu tam. Dla twojego taty”.

Więcej szacunku ze strony Deke’a, kiedy Joss powiedziała „twój tata” w sposób, w jaki jej smutek przylgnął otwarcie do tych dwóch słów, a Rod przyciągnął ją mocniej do swojego uścisku.

Jussy tak długo nic nie mówiła, że Deke spojrzał na nią.

Wpatrywała się nieruchomo w zimny kominek.

„Cyganko” - zawołał.

Jej oczy natychmiast powędrowały na niego.

Mimo że tak było, nadal były puste.

„Nic ci nie jest?” - zapytał.

„Mówiłam ci o programie muzycznym taty?”

Mówiła. Cały czas mówiła o Johnny’m. Zrobiła to, bo skłonił ją do tego tak gładko, jak tylko mógł. A Deke zrobił to, bo musiała o nim rozmawiać. Potrzebowała go, by stał się częścią jej życia w nowy sposób. Musiała się do tego przyzwyczaić, celebrować go, mieć go blisko w myślach i pamięci.

Wiedział więc, że Johnny Lonesome założył organizację charytatywną, w ramach której zbierali pieniądze dla szkół, ośrodków rekreacyjnych z programami dla dzieci, klubów dla chłopców, klubów dla dziewcząt, każdego, kto miał programy muzyczne, aby mogli zapłacić za instruktorów, sprzęt, wynajem przestrzeni.

„Mówiłaś mi” - potwierdził.

„Umrze bez niego” - powiedziała, drżenie smutku w jej głosie pieprzyło go, gdy je usłyszał - „Nie pomyślałam o tym”.

„Nie umrze”.

Po oświadczeniu Rembrandta zarówno Deke, jak i Justice ponownie na niego spojrzeli.

„Dana z nami rozmawiała też o tym” - powiedział - „Wszystkimi. Poprosiła nas o wzięcie udziału w tym. Wszystkich” - Potrząsnął Joss, a Deke poczuł, że Jussy bierze głęboki oddech na tę dodatkową niespodziankę. Dana zaoferowała Joss możliwość wspólnej pracy nad czymś, co należało do Johnny’ego, z Rodem na spółkę - „Musimy podpisać umowy jako członkowie zarządu, że będziemy co roku gromadzić lub przekazywać określoną kwotę gotówki, robić gówno, aby utrzymać wysoki profil, rekrutować darczyńców, którzy utrzymają konta na wysokim poziomie. Wszyscy się zgodziliśmy”.

„Chciała, żebyśmy o tym też z tobą porozmawiali” - powiedziała cicho Joss.

Jej matka odezwała się, ale Deke wiedział, że Jussy jej nie usłyszała, bo powiedziała zdławionym głosem - „Rod”.

Rod wyprostował się nieswojo na kanapie, odchrząknął, ale wciąż tylko mruknął - „Cholernie świetny muzyk. I ten mężczyzna przez chwilę uszczęśliwiał jedną z moich dziewczyn. Ta tylko chwila oznacza, że mam przywilej robienia tego samego. I właśnie odegrał rolę w tworzeniu mojej drugiej dziewczyny. A ten program robi dobrą robotę. A więc…” - wzruszył ramionami z wymuszonym dystansem - „…wchodzę”.

Minęło kilka długich uderzeń serca, zanim Jussy odpowiedziała.

„Jesteś gównem, koleś”.

Jej słowa sprawiły, że na twarzy Roda pojawił się gówniany uśmiech – „Wiem o tym, siostro”.

Deke spojrzał w dół na Jussy i zobaczył, że odwzajemnia uśmiech.

„Nie spiesz się” - wtrąciła Joss i zwróciła na siebie uwagę zarówno Deke’a, jak i Jussy - „Nie musisz teraz odpowiadać”.

„Wchodzę w to i jestem całkowicie gotowa do występu. Powiedz mi kiedy, a tam będę” - oświadczyła Justice.

To sprawiło, że Deke się uśmiechnął.

Ale było jasne, że zarówno Joss, jak i Rod byli zaskoczeni.

Joss przeniósł wzrok z córki na Deke’a, oceniła jego uśmiech, jej twarz była pusta i spojrzała na swoją dziewczynę.

„Cieszę się, Jussy”.

„Ja też kochanie. Gówniany skład właśnie eksplodował” - stwierdził Rod.

„Będziesz tam?”

Nawet jeśli nie patrzył na nią, kiedy o to pytała, Deke wiedział, że pytanie Joss było dla niego.

„Tak” - odpowiedział.

„Myślimy o kwietniu, o urodzinach Johnny’ego” – powiedziała mu, jakby to było ostrzeżenie.

„Świetny pomysł” - mruknęła Jussy.

Deke nie odpowiedział na ostrzeżenie.

Miał miłość Jussy, więc nie miał nic do udowodnienia.

Jej matka wciąż myślała, że tak, ale nie było gówna, które mógłby z tym zrobić, poza poświęceniem czasu.

Będzie miał ten czas.

A ona zobaczy.

Ale natychmiast nie miałby tego, jak wyjaśnić w żaden inny sposób. Nie dla Jussy. Tylko dla niej, ale także dla wszystkiego, czym była, wszystkiego, co miała, a najlepszym z tego było to, że była rodzina, która pokazywała, że ogląda mężczyznę, który staje się częścią jej życia, śpi w jej łóżku, prawie mieszkając w jej domu.

Z łatwością mógłby być jakimś palantem, wchodząc tam tylko po to, by dała wszystko, co mogła dać, co było wszystkim, co mógł wziąć, nic z tego nie było tym, co naprawdę musiała dać. Wszystko to było Jussy.

Więc tak. Deke miał to w dupie. Jeśli czuli, że ma coś do udowodnienia, nie spieszył się.

Udowodni to.

„Zadzwonię do Ricky’ego i Thurstona” - mruknął Rod, pochylając się do przodu i wyciągając telefon, jednocześnie wyciągając tyłek z kanapy.

„Potrzebuję drinka” - oświadczyła Joss.

„Zdobędę” - powiedziała Jussy i poczuł na sobie jej wzrok, więc skierował na nią swój - „Piwo, kochanie?”

„Tak, kotku”.

Uśmiechnęła się, w jej oczach błyszczało podekscytowanie.

Widząc to światło, Deke nie miał wyboru.

Odwzajemnił uśmiech.

Wstała.

Usiadł i spojrzał na jej matkę.

Nic dziwnego, obserwowała.

„Chcesz trochę chipsów z Bourbonem?” - zapytał.

„Masz je?” - zapytała z powrotem.

„Nie oferowałbym, gdybym nie miał” - powiedział jej.

„Więc nie chipsy, krakersy i ser” – rozkazała jak diva, którą była, tylko okryta dżinsami i topem w stylu rockowym.

„Robi się” - mruknął i wyciągnął swój tyłek z kanapy.

„Deke?” - Joss zawołała, kiedy znalazł się z boku kanapy.

Zatrzymał się i odwrócił do niej.

„Pancakesy to było gówno, wielki człowieku. Dzięki za śniadanie”.

Oferta pokoju. Odprężenie. Kochała swoją córkę, ta córka rzuciła się na najdrobniejszy przejaw postawy skierowanej w stronę jej mężczyzny, była dobra, aby osiąść i dać Deke’owi czas na udowodnienie tego, co ona czuła, że on musi udowodnić.

Nie odpowiedział, tylko uniósł brodę, zmienił kierunek swojego ciała i poszedł do kuchni po krakersy i ser dla mamy Jussy.

Zrobił to nie myśląc o Joss, Rodzie czy grupie ludzi, którzy mieli pojawić się za mniej niż dwie godziny.

Zrobił to, myśląc, że Jussy właśnie zgodziła się zagrać na wielkiej scenie dla swojego taty.

I była tym podekscytowana.

Więc zrobił to nie uśmiechając się na zewnątrz.

Ale wciąż miał ten uśmiech dla swojej Cyganki.

To było głęboko w jego wnętrznościach.


 

4 komentarze: