Rozdział
21
Nigdy
więcej (cz.2)
*****
Późnym
popołudniem, odliczając dwie godziny przed tym, jak wszyscy mieli się tam
dostać, Deke usiadł na końcu jednej z dżinsowych kanap Justice, a Jussy zwinęła
się przy nim. Rod i Joss usiedli naprzeciwko nich na środku kanapy. Rod oparł
się o bok żony, z nogami w skarpetach na krawędzi kominka, ustawionymi pod
kątem. Joss też leżała zgarbiona na siedzeniu, z nogami zgiętymi przed sobą,
podeszwami stóp przy kominku.
To
było po pancakes’ach, Rod i Deke wciągnęli walizki, Joss i Rod zniknęli na
górze na drzemkę i prawdopodobnie inne zajęcia, których na szczęście, jeśli się
zdarzyły, oni nie usłyszeli.
Z
pomocą Deke’a Jussy zaczęła robić kurczaka Steph.
A
kiedy Deke wylegiwał się na łóżku, które pomógł Jussy pościelić, dotrzymywał
jej towarzystwa, gdy ona wypakowywała różne gówno z czterech walizek. Większość
z nich to były ubrania, trochę botków, sandałów i innych butów, trochę małych
skrzynek z biżuterią, a wszystko to przyprawiało o ból głowy, wywołany przez
różnorodność kolorów, wzorów, piór, metali, koralików i frędzli.
Potem
wzięli prysznic i, na wypadek, gdyby odległość i odgłosy prysznica ich nie
stłumiły, Deke wziął ją tam, aby jej rodzina nie słyszała ich działań.
Kiedy
Joss wyszła z pokoju gościnnego, zostawiając tam męża, Deke podsumował sytuację
w lodówce i szafkach, które Jussy już wypełniła zakupami.
I
chociaż było mało prawdopodobne, że potrzebowaliby więcej ze względu na dwie
dodatkowe osoby, biorąc pod uwagę nieco niepokojącą ilość zapasów, które Jussy
już stworzyła, udał się do miasta, aby je powiększyć.
Zrobił
to, aby jego cygańska księżniczka miała czas z matką i ponieważ Joss wyjaśniła,
że zarówno ona, jak i Rod również piją bourbon. Więc chociaż mieli dwie
butelki, pomyślał, że kolejne dwie nie zaszkodzą.
Wrócił
i stwierdził, że Rod się obudził. Jussy zrobiła im wszystkim grillowane kanapki
z serem, które były najlepszymi, jakie kiedykolwiek próbował. Prosty smak, trzy
różne rodzaje sera stopione ze sobą, świeży chleb pokryty prawdziwym masłem,
który nadał mu chrupkość i smak.
Teraz
byli do przodu, kurczak Steph nie wymagał zbyt wiele pracy, musieli tylko
wysypać chipsy, orzechy, napełnić miski do dipów i zacząć ryż, ponieważ
Shambles powiedział, że on i Sunny przynoszą deser.
Rozmowa
dotyczyła głównie ludzi, z którymi Joss i Roddy mieli się spotkać, z którymi
Jussy spędzała czas na pisaniu SMS-ów, aby podzielić się, że będą na
parapetówce, na której znajdzie się słynny członek zespołu metalowego i jej
matka.
Nastrój
był łatwy. Było tak, jak jej powiedział, wszystko było dobrze. Joss i Rod
przyszli go obejrzeć, ale co więcej, przyszli być z Jussy i byli blisko. Szybko
się do tego przyzwyczaili, wyraźnie szczęśliwi, że spędzają razem czas,
zwłaszcza po tym wszystkim, co wydarzyło się od utraty Johnny’ego, do
zaatakowanie Jussy.
Niestety,
chociaż ta łatwość wydawała się ustalona w sposób, w jaki ustaliła się po
nieoczekiwanym przybyciu, Joss była Joss, Rod był Rodem, więc w pewnym sensie
Deke sądził, że często tak bywało, że łatwość wyparowała.
Stało
się tak, gdy Rod nagle wykręcił szyję, by spojrzeć na żonę i stwierdził -
„Powinniśmy jej powiedzieć. Porozmawiaj o tym teraz, zanim pokażą się jej
przyjaciele”.
Luźne
ciało Jussy straciło nieco luzu u jego boku, gdy Joss spojrzała na męża,
oświadczając nieugięcie - „Porozmawiamy o tym jutro”.
Rembrandt
miał zwyczaj ignorowania lub nie dbania o sztywność żony, nawet jeśli dotyczyło
to czegoś, co miało związek z jej córką.
„Powinniśmy
się tym zająć teraz, żeby mogła o tym pomyśleć. Muszę powiedzieć Ricky’emu.
Bierze to na siebie. Im więcej czasu ma do czynienia z gównem, tym lepiej, a, mała”
- głos Rembrandta cichł - „…nawet jeśli tylko dzień więcej z takim gównem,
wiesz o tym”.
„Nie
musi mieć tego na myśli, kiedy nie może się doczekać dobrej zabawy z
przyjaciółmi” - odpowiedziała Joss.
To
sprawiło, że ciało Jussy straciło cały swój luz i zacisnęło się u jego boku.
Co
sprawiło, że Deke wyprostował się na kanapie i przyciągnął ją bliżej.
„Gówno
trzeba zrobić, Joss, a ona nie pomyśli, że to zły pomysł” - odparł Rod.
„Możemy
o tym porozmawiać jutro” - stwierdziła Joss.
„Powinniśmy
teraz o tym porozmawiać” - odpalił Rembrandt.
„Mówcie
o tym teraz…” - wtrącił Deke, czując, jak Jussy staje się coraz bardziej spięta
- „Teraz, kiedy to się wylało, musi wiedzieć. A cokolwiek to jest, to jest
Jussy, wiesz lepiej ode mnie, że sobie poradzi”.
Joss
i Rembrandt spojrzeli na niego, Rembrandt nie groźnie.
Twarz
Joss stała się twarda.
„Moja
córka potrafi mówić za siebie” - warknęła.
Deke
poczuł, że Jussy zamienia się w kamień.
Wzmocnił
swoją uścisk i powiedział do jej matki - „Potrafi. Ale nie mówi, bo wy dwoje
robicie swoje, a ja czuję, że to ją skręca. Więc po prostu powiedz to, aby
mogła to mieć i zrobić z tym wszystko, co musi”.
Joss
otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale Jussy dotarła tam przed nią.
„Ani
jednego słowa”.
To
sprawiło, że ciało Deke’a napięło się i spojrzał w dół na swoją kobietę, aby
zobaczyć, że jej twarz była tak twarda, jak jej ciało.
„Nigdy
więcej nie mów do Deke’a w ten sposób, Joss” - poleciła stanowczym, autorytatywnym
głosem, nie jak córka rozmawiająca z matką, ale jak przyjaciel mówiący
przyjacielowi to, co musiało być wyjaśnione, coś ważnego dla niej, co chciała
mieć pewność, że nie zostanie pominięte.
„Justice…”
- zaczęła Joss.
„Nigdy
więcej” - szepnęła ze złością Jussy.
Deke
przeniósł wzrok z niej na jej matkę i zobaczył, że twarz Joss również jest
teraz twarda. Widział też jedną rzecz inną niż wyraźne przywiązanie mężczyzny
do Jussy, dzięki któremu Deke wiedział, że nie tylko będzie lubił Rembrandta,
ale także go szanował.
Rod
wyprostował się, przesunął, chwycił Joss i teraz oferował jej to, co Deke
oferował Justice, obejmując ją ramieniem.
Mężczyźni
milczeli, gdy matka i córka patrzyły na siebie, a Deke nie był ani trochę
zaskoczony, gdy Jussy wyszła zwycięsko, a Joss zwróciła swoją uwagę na Deke’a i
powiedziała - „Przepraszam, Deke”.
„Żaden
problem” - mruknął, ścisnął swoją kobietę i spojrzał na nią. Poczekał, aż
skierowała w jego stronę swoje zirytowane oczy i powtórzył - „Żaden problem, mała.
Tak?”
Przyjrzała
się jego twarzy i musiała wyczytać z niej to, czego potrzebowała, bo
wymamrotała - „Tak”.
„Dzwoniła
Dana” - wtrącił Rembrandt i zarówno Deke, jak i Justice zwrócili na niego
zdziwione oczy.
Deke
nie przegapił tego, że Joss zauważyła wyrazy twarzy ich obojga, które
komunikowały jej wszystko, co Jussy dzieliła z Deke’iem, tego szerokość i
głębię.
Po
jego spojrzeniu wiedziała, że Deke był w pełni świadomy, że w osobnych
związkach jej rodziców były cztery osoby, dwie, które nie należały, a ta dwójka
należała do niewłaściwych osób. To było popieprzone. To było smutne. Ale ci,
którzy nie należeli, kochali tych, którzy tak bardzo do siebie należeli, że, w
smutny, popieprzony sposób to zadziałało.
Tak
więc Dana, o której wszyscy wiedzieli, że nie miała nic wspólnego z interesami
Johnny’ego i nie miała po co dzwonić do Rembrandta albo do Joss, skoro wszystko
zależało od Joss, oprócz tego, że mężczyzna zmarł i zostawił ją jako wdowę.
Zaskakujące
wieści.
„Dzwoniła
Dana?” - zapytała Jussy.
Rembrandt
skinął głową - „Miała pomysł, kochanie”.
„Nie
musisz tego robić” - wtrąciła szybko Joss.
„Nie
musisz” - potwierdził Rod - „I ty o tym decydujesz, dziewczyno, jak będzie i
wszystko jest fajnie”.
„O
czym mówisz?” - zapytała Jussy.
Rod
spojrzał na Joss, ona spojrzała na niego, a Rod zyskał więcej szacunku od Deke’a,
kiedy przejął prowadzenie.
Ponownie
zwrócił uwagę na Jussy i powiedział cicho - „Ona chce zrobić koncert w hołdzie.
Dla twojego taty. Aby skorzystał jego program muzyczny. Zapytała Terrence’a,
Lace, Perry’ego, Jimmy’ego, Tammy, mnie. Wszyscy zgodziliśmy się to zrobić. Z
powrotem w Kentucky. Duża rzecz. Jiggy i mój menedżer Ricky załatwią wszystko.
Thurston jest również zaangażowany. Ale Dana, cóż, wszyscy chcieli, żebyśmy
twoja mama i ja cię o to poprosili”.
„Nie
musisz tego robić, dziewczynko” - powiedział łagodnie Joss - „Ale chcielibyśmy
mieć cię tam, jeśli nie na scenie, po prostu tam. Dla twojego taty”.
Więcej
szacunku ze strony Deke’a, kiedy Joss powiedziała „twój tata” w sposób, w jaki
jej smutek przylgnął otwarcie do tych dwóch słów, a Rod przyciągnął ją mocniej
do swojego uścisku.
Jussy
tak długo nic nie mówiła, że Deke spojrzał na nią.
Wpatrywała
się nieruchomo w zimny kominek.
„Cyganko”
- zawołał.
Jej
oczy natychmiast powędrowały na niego.
Mimo
że tak było, nadal były puste.
„Nic
ci nie jest?” - zapytał.
„Mówiłam
ci o programie muzycznym taty?”
Mówiła.
Cały czas mówiła o Johnny’m. Zrobiła to, bo skłonił ją do tego tak gładko, jak
tylko mógł. A Deke zrobił to, bo musiała o nim rozmawiać. Potrzebowała go, by
stał się częścią jej życia w nowy sposób. Musiała się do tego przyzwyczaić,
celebrować go, mieć go blisko w myślach i pamięci.
Wiedział
więc, że Johnny Lonesome założył organizację charytatywną, w ramach której
zbierali pieniądze dla szkół, ośrodków rekreacyjnych z programami dla dzieci,
klubów dla chłopców, klubów dla dziewcząt, każdego, kto miał programy muzyczne,
aby mogli zapłacić za instruktorów, sprzęt, wynajem przestrzeni.
„Mówiłaś
mi” - potwierdził.
„Umrze
bez niego” - powiedziała, drżenie smutku w jej głosie pieprzyło go, gdy je
usłyszał - „Nie pomyślałam o tym”.
„Nie
umrze”.
Po
oświadczeniu Rembrandta zarówno Deke, jak i Justice ponownie na niego
spojrzeli.
„Dana
z nami rozmawiała też o tym” - powiedział - „Wszystkimi. Poprosiła nas o wzięcie
udziału w tym. Wszystkich” - Potrząsnął Joss, a Deke poczuł, że Jussy bierze
głęboki oddech na tę dodatkową niespodziankę. Dana zaoferowała Joss możliwość
wspólnej pracy nad czymś, co należało do Johnny’ego, z Rodem na spółkę -
„Musimy podpisać umowy jako członkowie zarządu, że będziemy co roku gromadzić
lub przekazywać określoną kwotę gotówki, robić gówno, aby utrzymać wysoki
profil, rekrutować darczyńców, którzy utrzymają konta na wysokim poziomie.
Wszyscy się zgodziliśmy”.
„Chciała,
żebyśmy o tym też z tobą porozmawiali” - powiedziała cicho Joss.
Jej
matka odezwała się, ale Deke wiedział, że Jussy jej nie usłyszała, bo
powiedziała zdławionym głosem - „Rod”.
Rod
wyprostował się nieswojo na kanapie, odchrząknął, ale wciąż tylko mruknął - „Cholernie
świetny muzyk. I ten mężczyzna przez chwilę uszczęśliwiał jedną z moich
dziewczyn. Ta tylko chwila oznacza, że mam przywilej robienia tego samego. I właśnie
odegrał rolę w tworzeniu mojej
drugiej dziewczyny. A ten program robi dobrą robotę. A więc…” - wzruszył ramionami
z wymuszonym dystansem - „…wchodzę”.
Minęło
kilka długich uderzeń serca, zanim Jussy odpowiedziała.
„Jesteś
gównem, koleś”.
Jej
słowa sprawiły, że na twarzy Roda pojawił się gówniany uśmiech – „Wiem o tym,
siostro”.
Deke
spojrzał w dół na Jussy i zobaczył, że odwzajemnia uśmiech.
„Nie
spiesz się” - wtrąciła Joss i zwróciła na siebie uwagę zarówno Deke’a, jak i
Jussy - „Nie musisz teraz odpowiadać”.
„Wchodzę
w to i jestem całkowicie gotowa do występu. Powiedz mi kiedy, a tam będę” -
oświadczyła Justice.
To
sprawiło, że Deke się uśmiechnął.
Ale
było jasne, że zarówno Joss, jak i Rod byli zaskoczeni.
Joss
przeniósł wzrok z córki na Deke’a, oceniła jego uśmiech, jej twarz była pusta i
spojrzała na swoją dziewczynę.
„Cieszę
się, Jussy”.
„Ja
też kochanie. Gówniany skład właśnie eksplodował” - stwierdził Rod.
„Będziesz
tam?”
Nawet
jeśli nie patrzył na nią, kiedy o to pytała, Deke wiedział, że pytanie Joss
było dla niego.
„Tak”
- odpowiedział.
„Myślimy
o kwietniu, o urodzinach Johnny’ego” – powiedziała mu, jakby to było
ostrzeżenie.
„Świetny
pomysł” - mruknęła Jussy.
Deke
nie odpowiedział na ostrzeżenie.
Miał
miłość Jussy, więc nie miał nic do udowodnienia.
Jej
matka wciąż myślała, że tak, ale nie było gówna, które mógłby z tym zrobić,
poza poświęceniem czasu.
Będzie
miał ten czas.
A
ona zobaczy.
Ale
natychmiast nie miałby tego, jak wyjaśnić w żaden inny sposób. Nie dla Jussy.
Tylko dla niej, ale także dla wszystkiego, czym była, wszystkiego, co miała, a najlepszym
z tego było to, że była rodzina, która pokazywała, że ogląda mężczyznę, który
staje się częścią jej życia, śpi w jej łóżku, prawie mieszkając w jej domu.
Z
łatwością mógłby być jakimś palantem, wchodząc tam tylko po to, by dała
wszystko, co mogła dać, co było wszystkim, co mógł wziąć, nic z tego nie było
tym, co naprawdę musiała dać. Wszystko to było Jussy.
Więc
tak. Deke miał to w dupie. Jeśli czuli, że ma coś do udowodnienia, nie spieszył
się.
Udowodni
to.
„Zadzwonię
do Ricky’ego i Thurstona” - mruknął Rod, pochylając się do przodu i wyciągając
telefon, jednocześnie wyciągając tyłek z kanapy.
„Potrzebuję
drinka” - oświadczyła Joss.
„Zdobędę”
- powiedziała Jussy i poczuł na sobie jej wzrok, więc skierował na nią swój -
„Piwo, kochanie?”
„Tak,
kotku”.
Uśmiechnęła
się, w jej oczach błyszczało podekscytowanie.
Widząc
to światło, Deke nie miał wyboru.
Odwzajemnił
uśmiech.
Wstała.
Usiadł
i spojrzał na jej matkę.
Nic
dziwnego, obserwowała.
„Chcesz
trochę chipsów z Bourbonem?” - zapytał.
„Masz
je?” - zapytała z powrotem.
„Nie
oferowałbym, gdybym nie miał” - powiedział jej.
„Więc
nie chipsy, krakersy i ser” – rozkazała jak diva, którą była, tylko okryta
dżinsami i topem w stylu rockowym.
„Robi
się” - mruknął i wyciągnął swój tyłek z kanapy.
„Deke?”
- Joss zawołała, kiedy znalazł się z boku kanapy.
Zatrzymał
się i odwrócił do niej.
„Pancakesy
to było gówno, wielki człowieku. Dzięki za śniadanie”.
Oferta
pokoju. Odprężenie. Kochała swoją córkę, ta córka rzuciła się na najdrobniejszy
przejaw postawy skierowanej w stronę jej mężczyzny, była dobra, aby osiąść i
dać Deke’owi czas na udowodnienie tego, co ona czuła, że on musi udowodnić.
Nie
odpowiedział, tylko uniósł brodę, zmienił kierunek swojego ciała i poszedł do
kuchni po krakersy i ser dla mamy Jussy.
Zrobił
to nie myśląc o Joss, Rodzie czy grupie ludzi, którzy mieli pojawić się za
mniej niż dwie godziny.
Zrobił
to, myśląc, że Jussy właśnie zgodziła się zagrać na wielkiej scenie dla swojego
taty.
I
była tym podekscytowana.
Więc
zrobił to nie uśmiechając się na zewnątrz.
Ale
wciąż miał ten uśmiech dla swojej Cyganki.
To
było głęboko w jego wnętrznościach.
Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje za rozdział :)
OdpowiedzUsuń"nie był wymagał zbyt wiele pracy," chyba ma być bez słowa był
CZekam na kolejny rozdział.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń